Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy na zwolnieniu lekarskim od psychiatry mogę zaliczyć egzaminy na studiach?

Choruję na depresję. Do tej pory broniłam się przed lekami, ale myśli samobójcze od niedawna stale się nasilają. Czuję obniżenie jakości życia. W pracy również nie mam tyle energii i cierpliwości co kiedyś, a wymaga ona jednak dużego zaangażowania i odpowiedzialności. Planuję udać się do psychiatry po leki. Rozpoczynając farmakoterapię chciałabym skorzystać ze zwolnienia lekarskiego, żeby się zregenerować i obserwować początki leczenia. Pojawia się jednak problem w związku ze studiami. Czy na zwolnieniu lekarskim od psychiatry mogę zaliczyć egzaminy na studiach? Na uczelni muszę pojawić się w następnym tygodniu jeszcze w dwa dni, które obawiam się, że odwleką w czasie moją wizytę u psychiatry, której w chwili obecnej bardzo potrzebuję.
TwójPsycholog

TwójPsycholog

Cześć, 

cieszę się, że planujesz wizytę u psychiatry oraz że chcesz wziąć urlop dla regeneracji - to bardzo dobry krok!

Jeśli chodzi o uczelnię, to warto przeczytać Regulamin Twojej uczelni albo zapytać bezpośrednio w Dziekanacie/ wysyłając podanie. Często jest możliwość tzw. indywidualnej organizacji studiów, która pozwala na działania takie, jak zaliczenie semestrów/ egzaminów i przedmiotów pod zwolnieniem psychiatrycznym :)

Trzymam kciuki

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

dep.pop

Darmowy test na depresję poporodową (Edynburska Skala Depresji Poporodowej)

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z emocjami po stracie ukochanego psa z powodu braku wsparcia rodziny
Jak radzić sobie z emocjami po stracie pieska z którym byłam związana emocjonalnie od 8 lat, opiekowałam się nim na odległość tęskniłam wiedziałam ze do niego pojadę, wychodziliśmy na spacery do lasu i był wtedy szczęśliwy. Berysek dostał padaczki i rodzina mnie nie poinformowała i nie udzielila pomocy tylko został w kojcu sam bez opieki jak o tym myślę to serce mi pęka. Rodzina nie akceptowała moich i męża bliskich relacji z tym pieskiem, a był to owczarek niemiecki bardzo mądry piesek. Bardzo zaluje ze go nie odebrałam tym ludziom(moim rodzicom), którzy nie mają empatii ani do zwierząt ani do ludzi.
Brak motywacji i chęci do działania poza pracą - jak pokonać lenistwo?
Jestem facetem lat 35. W zasadzie całe moje dorosłe życie zmagam się z brakiem chęci? lenistwem? Nawet nie wiem jak to nazwać. Ale do rzeczy. Pracuję dość dużo bo na dwa etaty, ale nie jestem jakoś nadmiernie zmęczony. Praca jak praca. Jedną lubię, druga to bardziej ze względów finansowych. Zarabiam około 10-12 tyś miesięcznie. Nie mamy żadnych zobowiązań finansowych. Żona też zarobi dobrze wiec ogólnie nie narzekam na poziom życia. Mam 2 super córeczki. Można by pomyśleć, że sielanka. Ale jest jeden problem. Robie tylko to co muszę czyli idę do pracy i wykonuje ją sumiennie. Jak wrócę do domu to najlepiej schowałbym się sam w pokoju z telefonem i tyle. Nie mam ochoty zrobić niczego w domu, pomóc żonie przy dzieciach. Nic. Najlepiej jakbym mógł siedzieć sobie sam i niczego nie musiał robic. Rano jak wstanę to też nie chce mi się isć do pracy. Jak mam np wolny dzień w tygodniu i jestem sam w domu bo dzieci w szkole a żona w pracy to potrafię przeleżeć cały dzień na kanapie na telefonie nie robiąc sobie nawet jedzenia. Nie raz nawet nie umyje się wieczor bo mi się nie chce. Do pracy tez mi się niechce wstać bo nie przepadam za nią- ide tam tylko ze względu na kase. pojawiają się jednak pewne wyjątki. Jak wiem, że czeka mnie coś fajnego to jest inaczej. Bardzo lubie mecze i np. jak jest dzien meczowy Polaków to budzę się sam wcześniej rano, mam ochote wstać i nie mogę się doczekać. To samo było jak miałem jechac kupic auto albo inna rzecz. Ale są to wyjątki. Kilka do kilkunastu dni w roku. Reszta to jest męczarnia. Chciałbym zrobić wiele rzeczy ale najzwyczajniej mi się nie chce. Jak mam np. wolny poniedziałek to w niedzielę po południu jest spoko. Planuje sobie co jutro porobię a koniec końców nie zrobię nic tylko przeleżę cały dzień. Co jest ze mna nie tak? Co robie albo zrobiłem zle? Mam tAK męczyć się do końca zycia? Od czego zacząć?
Obojętność, brak radości i chęci. Czuję, że nie mam na nic siły, funkcjonowanie to udręka.
Dzień dobry, od jakiegoś czasu nic mi się nie chce, do niczego nie mam motywacji i często czuję wewnętrzną pustkę, po szkole śpię, oglądam seriale albo gram i tak przez cały dzień. Również z trudem przychodzi mi uczenie się, kiedyś potrafiłem się uczyć i miałem całkiem niezłe oceny, ale teraz nie mam na to ani motywacji, ani siły, Lubię chodzić na siłownię i budować swoje ciało, ale przez brak motywacji i siły, czuję, że to dla mnie udręka. Wśród rówieśników nie umiem być sobą, z trudem wchodzę w jakiekolwiek interakcję i z nikim się nie spotykam, a dobrze czuję się tylko w gronie rodziny. Oprócz tego często zmienia mi i się nastrój i nie potrafię odnosić radości, po prostu jakby wszystko było mi obojętne. Nie wiem jak sobie z tym poradzić.
Zaburzenie schizotypowe, objawy depresyjne i trudności w podejmowaniu działań
Mam zaburzenie schizotypowe i objawy depresyjne wywodzące się z tego zaburzenia sprawiają, że nie mam na nic energii, ale istnieje taka możliwość że mogłabym się zmuszać. Jednak chyba mi wygodnie tak jak jest, nie tak arogancko i w pełni świadomie, ale czuję że o to może chodzić. Jakby "wybieram" siedzenie w telefonie cały dzień. Ale to chyba się wywodzi z tego, że ja całe życie unikałam trudów, już od dzieciństwa jak coś trudnego na mnie czyhało, to ja zwykle zdołałam tego uniknąc, np. - prezentacja w szkole? (dla mnie koszmar, bo mam wielki lęk społeczny) Nie poszłam tego dnia do szkoły. Odrabianie prac domowych? Nie odrabiałam, a jak już to późno (miałam "szczęście", że moja mama nigdy nie zaganiała mnie do nauki). Na pewno mogłabym podać wiele innych przykładów, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy na ten moment (problemy z pamięcią). Tak czy inaczej, zawsze się jakoś wywinęłam, i przez to wszystko chyba nie nauczyłam się podejmować trudnych rzeczy... Nie mam pojęcia jak z tego wyjść tym razem. Niby chcę z tego wyjść, ale jest to zbyt trudne. Mam 26 lat, chodzę do psychiatry, czekam na psychoterpię na NFZ. Dostaję lek na aktywację i przez chwilę nawet pomagal ale wolałam tę energię wykorzystać w internecie, niż w realnych sprawach...
Czuję się pozbawiona sensu i zdemotywowana - jak przerwać cykl emocjonalnego wypalenia?
W tym roku kończę 22 lata i mój problem jest trochę głupi, ale mimo to bardzo utrudnia mi życie. Chodzę na studia dzienne, jestem pasożytem i żyję na garnuszku rodziców. Zrobiłam sobie rok przerwy po maturze by tak bardzo bałam się podjąć złej decyzji i zmarnować sobie życia, że w końcu o ironio nic nie zrobiłam. Zawsze byłam bardzo ambitna i miałam wobec siebie ogromne wymagania. Ale jakoś od może roku wszystko straciło dla mnie znaczenie, nawet te rzeczy którymi się ekstremalnie stresowałam i nie mogłam się uspokoić miesiącami, teraz mogę być nazywana przez innym najgorszym śmieciem i bezwartościową osobą a mimo to nic nie czuję. Miałam od zawsze okresy gdzie sterowały mną bardzo silne emocje przez jakiś czas i zazwyczaj wiązało się to z konkretną relacją czy znajomością, ale zauważyłam że głębsze relacje, nawet przyjaźnie albo koleżankę, która nagle wydaje mi się idealna po kilku udanych rozmowach i w mojej głowie staje się święta, prowadzą zawsze do tego, że nie wytrzymuje psychicznie i mam niezłe huśtawki nastrojów i wybuchy. Próbowałam to jakoś zrozumieć na terapii, ale po zmarnowaniu na nią całego stypendium i nie potrafieniu znaleźć pracy nic mi ona nie dała. Więc z trybu wybuchowych emocji i adrenaliny wiążącej się z silnymi emocjami przechodzę w tryb izolacji, gdzie staram się nikogo do siebie nie dopuszczać z lęku, że będzie tak jak ostatnio. Pytanie kiedy znowu niespodziewanie mi się przełączy tryb na ten okropny... Eh problem polega ogólnie na tym, że albo mi się chce żyć i mogę zrobić wszystko pod wpływem adrenaliny i ogromnych emocji, jestem bardzo pobudzona i zmotywowana, pewna siebie albo wręcz przeciwnie teraz od kilku miesięcy tkwie w stanie by tylko jakoś przetrwać i odcinam się wręcz od faktu, że istnieje bo tak bardzo nienawidzę siebie i swojego życia ale już mi się nie chce nawet o tym myśleć i stresować. Wydaje mi się, że źródło problemu się nie zmieniło, ale co się zmieniło to forma w jakiej staram się funkcjonować i przetrwać. Chodzę do psychiatry regularnie od pół roku co kilka miesięcy i aktualnie biorę tylko fluoksetyne. Zauważyłam, że moje huśtawki nastrojów się prawie wyłączyły (chyba, że chodzi o zamyślanie się nad tym jak znajomi mogli zinterpretować najmniejsze slowo czy czynność jaką powiedziałam albo co ich najmniejszy gest symbolizuje pod ukryciem w stosunku do mnie). Za to czuję się jakbym wpadła w głęboką depresję. Nie mam motywacji ani siły ani energii na nic. Ledwo piszę ten post i jestem w szoku, że w ogóle udało mi się go napisać bo często czuję się tak bezsensu, że nie mam nawet siły komuś czegoś odpisać. Niby staram się jak mogę być na bieżąco ze studiami ale tak szczerze marzę o tym żeby je rzucić ale wiem, że jak je rzucę albo pójdę na jakiś inny kierunek to nic tym nie osiągnę bo wydaje mi się że nic mnie nie ucieszy w życiu ani nie zmotywuje. Ja chyba po prostu nie umiem się z niczego cieszyć. Tak jak wspominałam w tamtym trybie gdzie byłam emocjonalna myślałam o śmierci bardzo impulsywnie i emocjonalnie, albo kochałam życie i chciałam z niego jak najlepiej korzystać albo absolutnie chciałam zniknąć. Teraz za to wciąż myślę o śmierci ale zdecydowanie z ogromnym spokojem i tak jakbym się pogodziła już z tym, że i tak nigdy nic nie zrobię ze swoim życiem pożytecznego. Wiem, że tkwię w błędnym kole, ale starałam się jak mogłam zrobić cokolwiek żeby z niego wyjść odkąd pamiętam. Naprawdę od dziecka coś ze mną było nie tak, ale nieważne. Nie pamiętam nawet kiedy moje problemy się zaczęły bo już od przedszkola pamiętam jakie ogromne wyobcowanie bez powodu czułam. Nie wiem nawet dlaczego to piszę, może dlatego że jestem samotna albo po prostu muszę się wyżalić. Aktualnie też nie chce mi się płakać, a jeszcze jakieś pół roku temu płakałam codziennie i to bardzo dużo, lub kilka razy dziennie. No a teraz czuję się taka trochę przygaszona i nie płaczę prawie w ogóle, możliwe że to działanie leków ale tak naprawdę mam trochę wątpliwości czy one faktycznie na mnie jakoś działają, bo zawsze byłam taka w tym "cyklu" izolacji, że to tak nazwę. Więc albo się izoluję i nie czuję nic i niby jest ok, ale nic nie chce mi się robić ze sobą i nawet szukać pracy mimo że wiem że jestem w wieku gdzie powinnam natychmiastowo się ogarnąć i dbać o swoją przyszłość, ale nie. Mam 22 lata na karku, 50 zł na koncie, 0 marzeń, 0 chęci do czegokolwiek, jestem pasożytem, żyję z rodzicami, nie mam pracy i nawet nie umiem znaleźć praktyk, a może po prostu nie chce mi się ani pracować ani studiować, ani istnieć ani w ogóle nic, to trochę zabawne, ale czy można być aż tak leniwym człowiekiem jak ja? Kompletnie nic mnie nie interesuje, totalnie nic. Ale szczerze przynajmniej czuję przy tym wszystkim spokój i wolę to o wiele bardziej niż te wybuchy różnych randomowych emocji i wieczną niepewność, co będzie następne. Może o to chodzi, że ułożyłam sobie bezpieczną wizję przyszłości jako osoba która przegrała w życiu własnym lenistwem, brakiem zaangażowania i dyscypliny i dzięki temu czuję się spokojna, że już nie muszę się obawiać, że taka zostanę, gdy będę się starać, bo wystarczy się nie starać i wszystko jest łatwiejsze. Często myślę nad tym, czy śmierć tak naprawdę nie jest najłatwiejszą i najbardziej spokojną i przyjemną drogą na przyszłość, bo tak szczerze, no świat jest jaki jest i myślę, że to wręcz realistyczne, że nie chce żyć. Życie jest trudne, za ciężkie i zbyt wymagające dla mnie. Ludzie są potworami, wszystko jest nudne i nic mnie nie interesuje. Więc logicznie skoro nie widzę żadnych wartości w życiu, to dlaczego nie wybrać śmierci gdzie nie będę musiała się męczyć nawet z samą egzystencją, która mnie męczy bez powodu. Absolutnie nie planuję samobójstwa ani nic związanego z tym. Mam to gdzieś, nic mnie nie obchodzi, to czy umre też nie. Po prostu jestem i mnie nie ma i nawet już nie interesuje mnie co się ze mną stanie. Nie interesuje mnie już mój los ani moja przyszłość, mimo ze tak niedawno dostawałam ataków paniki na samą myśl jak niszczę sobie swoje życie i dlatego że nic nie robie itd. Czym może być mój problem? Byłabym bardzo wdzięczna za jakąś ciekawą analizę moich problemów i ogólnie nie wiem czego chce sama. Lubię po prostu czytać co ktoś o mnie myśli i jak postrzega moją egzystencję. Dziękuję za poświęcony czas i za odpowiedzi, jeśli będą! Jestem naprawdę w szoku, że chciało mi się w ogóle coś zrobić (napisać taki długi wpis)
Depression Hero

Depresja – przyczyny, objawy i skuteczne leczenie

Depresja to poważne zaburzenie psychiczne, które może dotknąć każdego. Wczesna diagnoza i leczenie są kluczowe – poznaj objawy, metody leczenia i sposoby wsparcia chorych. Pamiętaj, depresję można skutecznie leczyć!