Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy na zwolnieniu lekarskim od psychiatry mogę zaliczyć egzaminy na studiach?

Choruję na depresję. Do tej pory broniłam się przed lekami, ale myśli samobójcze od niedawna stale się nasilają. Czuję obniżenie jakości życia. W pracy również nie mam tyle energii i cierpliwości co kiedyś, a wymaga ona jednak dużego zaangażowania i odpowiedzialności. Planuję udać się do psychiatry po leki. Rozpoczynając farmakoterapię chciałabym skorzystać ze zwolnienia lekarskiego, żeby się zregenerować i obserwować początki leczenia. Pojawia się jednak problem w związku ze studiami. Czy na zwolnieniu lekarskim od psychiatry mogę zaliczyć egzaminy na studiach? Na uczelni muszę pojawić się w następnym tygodniu jeszcze w dwa dni, które obawiam się, że odwleką w czasie moją wizytę u psychiatry, której w chwili obecnej bardzo potrzebuję.
TwójPsycholog

TwójPsycholog

Cześć, 

cieszę się, że planujesz wizytę u psychiatry oraz że chcesz wziąć urlop dla regeneracji - to bardzo dobry krok!

Jeśli chodzi o uczelnię, to warto przeczytać Regulamin Twojej uczelni albo zapytać bezpośrednio w Dziekanacie/ wysyłając podanie. Często jest możliwość tzw. indywidualnej organizacji studiów, która pozwala na działania takie, jak zaliczenie semestrów/ egzaminów i przedmiotów pod zwolnieniem psychiatrycznym :)

Trzymam kciuki

1 rok temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

depresja

Darmowy test na depresję - Kwestionariusz Zdrowia Pacjenta (PHQ-9)

Zobacz podobne

Od dawna mam jakieś fobie, złości, jeszcze w szkole byłam wyśmiewana i traktowana jak pośmiewisko.
Dzień dobry, mam 25 lat, jestem dziewczyną. Od dawna mam jakieś fobie, złości, jeszcze w szkole byłam wyśmiewana i traktowana jak pośmiewisko. Później poznałam chłopaka, w którym po raz pierwszy się zakochałam. Pił, wyzywał mnie po pijaku, słuchał kolegów - raz było lepiej raz gorzej. Później po jakimś czasie znalazł sobie inną, upokorzył mnie wśród wszystkich. Nagadał kolegom, że jestem puszczalska, wyśmiewali się ze mnie, wydzwaniali głuche telefony, przeklinali, popychali i się załamałam. Później to się obróciło na moim zdrowiu jednak ktoś pomógł mi się z tego podnieść, lecz do dzisiaj mam złości, żale, wyżywam się na chłopaku, rodzinie i mam wątpliwości, że to z przeszłości. Mam te leki, mało śpię i ciągle gniew, żal i wściekłość wyładowywuję na innych. Mam prośbę - chce pomocy nie wiem jak sobie z tym poradzić, ciężko mi jest samej. Proszę o jakieś porady, z góry dziekuje :)
Nie potrafię dobrze funkcjonować po epizodzie depresyjnym w przeszłości. Chcę tylko odpocząć.
Kiedyś miałam epizod depresyjny chyba jeśli tak mogę to nazwać no miałam myśli samobójcze( prawdopodobnie spowodowane kłótniami z mamą, niska samooceną, szkołą) i w głowie czasem nawet powtarzała mi się mantra (zabij się,zabij się, zabij się),płakałam po nocach , miałam bezsenność, ale nic z tym nie zrobiłam- minęło od tego czasu z 3 lata i myśli zniknęły, bo sobie wmówiłam, że muszę żyć dla psa i rodziny, ale pewnie też dlatego, że przestałam się głodzić okresowo (napad kompulsywnego objadania, ból brzucha, poczucie winy,wstyd, karanie się treningami,głodówka i znowu to samo), dodam jeszcze, że miałam wtedy bezsenność. Teraz mogę spać, tylko mi się trochę trudniej zasypia, ale śpię dobrze, czasem potrafię zasnąć na 3-4 h i się wybudzić po 2/3, gdy się stresuję, ale to bardzo rzadko , miałam tak, gdy zaczynałam pracę i bałam się, że zaśpię,teraz tylko trudno mi się zasypia. Nie wiem co robić ze swoim życiem i po co żyć, zaczęłam studia i pracę, bo tak powinnam zrobić, ale chciałabym odpocząć i nie mogę . Mam dobre dni, nawet potrafię się dobrze czuć, np. na treningu ( trenuję sztuki walki) ale poza tym nic mi się nie chce, czuję, że ten "epizod" odebrał mi coś , czas gdzie mogłam odnaleźć swoją drogę i coś robić, ale chyba błądzę. Wiem, że wchodzę teraz w dorosłość i to pewnie dlatego się tak czuję, i nie wiem czemu powracam myślami do tamtego okresu, albo bardziej nawet przed tym okresem, czyli wtedy gdy miałam więcej dyscypliny. Od tego momentu nie mam chcęci do rysowania , co prawda moją drugą pasją, którą są sztuki walki to mam chęć, żeby chodzić na treningi ( przez to, że jestem chwalona przez trenera, on we mnie wierzy, ale też mu daję pieniądze, więc się aż tak do tego nie przywiązuję) nie potrafię sobie odpuścić treningów, przez 7 lat odpuszczałam sobie je tylko wtedy, gdy byłam chora i mama mnie w domu zatrzymywała, żeby kogoś nie zarazić, ale w domu nie mam aż takiej chęci , tylko dyscyplinę. Też nie mam chęci spotykać się ze znajomymi, ale to chyba zawsze taka byłam , moja mama mówi mi czasem w żartach, że jestem aspołeczna, nigdy się nie angażuje za bardzo w społeczności( chociaż można powiedzieć, że jak chodzę na treningi to niby w jakiejś jestem), ale nie czuję, że gdzieś kiedyś należałam. Nie wiem co o tym myśleć i czy jest ze mną coś nie tak ? Przepraszam za ewentualne kłopoty w zrozumieniu mnie ( sama siebie nie rozumiem jestem dziwna- tak też inni uważają).
TW: samookaleczanie Czy euforia związana z chorobą dwubiegunową to oznaka zdrowienia?

TW: samookaleczanie

 

Jestem samotnikiem. Przez długi czas posiadałxm myśli depresyjne, okaleczałxm się, planowałxm koniec. Zawsze trudno mi było nawiązać relacje międzyludzkie. Obecnie studiuję i wiele razy nie zdawałxm czegoś, nie miałxm siły, zapominałxm. Byłxm po prostu smutnym człowiekiem. Myślałxm, że nic mnie w życiu nie czeka, bałxm się ludzi. Nienawidzę siebie, swojego wyglądu, nienawidzę wszystkiego związanego ze mną. Biorę leki antydepresyjne oraz stabilizatory nastroju. Czasem potrafiłxm czuć fizyczny ból i ciężar mojego życia. Żyłxm jak za szybą. Ostatnio jednak dopada mnie dziwna euforia. Miałxm takie epizody w życiu, ale trwały krócej i szybko się wypalałxm. Tak naprawdę potem wpadałxm w jeszcze większe dno. Teraz mam więcej siły niż kiedykolwiek, nie mogę spać. Zapisałxm się do szkoły policealnej, kończę studia, składam mnóstwo cv, a także zostałxm kocim wolontariuszem. Na wolontariat jeżdzę w każdy weekend. Ale to za mało. Złożyłxm wniosek do innego schroniska. Jestem bardziej towarzyską osobą, co jest dla mnie nienaturalne. Dodam, że miałxm diagnozę fobii społecznej i podobno autyzm. Nawet zerwanie z partnerem nie wywołało we mnie emocji, chociaż kiedyś w takiej sytuacji nie mogłxm się pozbierać. Mam ochotę planować przyszłość, trochę czuję się zagubionx. To nie jest dla mnie naturalne. Boję się, że ten czas minie i będę musiałx zmierzyć się z tym co narobiłxm. Wszystkie depresyjne myśli uciekły, nie mogę spać. Psychiatra zmniejszyła mi dawkę antydepresantów o połowe. Wstawiła mi diagnozę choroby dwubiegunowej z hipomanią. Stwierdziłxm, że chce odstawixć leki, bo czuję się zdrowo. To trwa już od miesiąca. Chyba mam też przyspieszony puls. Czy to jest oznaka, że wyzdrowiałxm? Nie chcę żeby to mineło, ale się boję dołka. Czuję dezorientacje i chyba dużo spraw zawalam, bo czuję się wolnym duchem. Wydaję więcej pieniędzy niz zazwyczaj, kiedyś było mi wstyd. Zaprzestałxm chodzenia do psychologa, bo już go nie potrzebuje. Nie utożsamiam się z diagnozą, dlatego chcę się zapytać czy tak wygląda zdrowienie? Pani psychiatra powiedziała, że ludzie w moim wieku (25 lat) właśnie powinni być tacy energiczni. To dla mnie nowość. Co można zrobić aby ustrzec się przed nawrotem depresji? Czy powinienxm zmienić lekarza, czy przestać się przejmować i żyć dalej?

Problemy w małżeństwie z powodu stresu i obecności brata z depresją

Dzień dobry. Piszę w sprawie problemów z moim mężem. Od ok. 3 tygodni mieszka z nami mój brat zmagający się z depresją. Zaproponowałam mu przyjazd do nas w celu zmiany jego otoczenia (mieszkamy w kraju mojego meża). Przed przedstawieniem mu tej propozycji rozmawiałam z mężem na ten temat, zgodził się i sam proponował, że będzie z moim bratem chodził na męskie wypady. Jednakże praktycznie od początku atmosfera w domu nie była zbyt dobra. Na początku normalnie prowadzili rozmowy np. przy stole, ale wobec mnie mąż zachowywał się zimno i bezuczuciowo (zazwyczaj jesteśmy bardzo uczuciowi wobec siebie). Powiedziałam mu, że mnie rani takie zachowanie i chciałam wiedzieć, co jest jego powodem. Po kilku dniach takiego stanu nasze relacje wróciły do normy, a mąż powiedział mi, że chyba był przytłoczony tym, że chce się pokazać jako męski mężczyzna przed moim bratem i nie chciał sobie pozwolić, być uczuciowy gdy brat jest w domu (chciałabym zaznaczyć, że nie oczekuję od niego bycia takim przed innymi ludźmi, chodziło tylko o to, że nie jesteśmy sami w domu). Jako, że nasza relacją wróciła do normy, to myślałam, że wszystko jest już w porządku. Dodam, że mąż ma stresujący czas w pracy i dużo nadgodzin i często wraca do domu zmęczony. Staram się go wspierać w tym jak mogę, słucham jego zmartwień i doradzam, jeśli wiem jak. I tak dochodzę do sytuacji z wczoraj, gdy mąż wrócił w najgorszym jak dotychczas stanie mówiąc, że już nie wytrzyma w pracy, puszczają mu nerwy, chyba ma lekką depresję i myślał nad tym, aby rzucić pracę. Bardzo się tym zmartwiłam i moim pierwszym odruchem było zaproponowanie wizyty u psychologa. Mąż zdenerwował się, że to były moje pierwsze słowa, że to brzmi jakby naprawdę był chory i że on chce się mi zwierzać. Przeprosiłam za te słowa i długo rozmawialiśmy na temat jego pracy i poszliśmy spać w dobrym humorze. Dziś mąż miał wolne, wstaliśmy w super humorze, rozmawialiśmy i żartowaliśmy, on sam też zwrócił na to uwagę, że znacznie lepiej się czuje i jak ważny dla samopoczucia jest sen. Jako, że ja pracowałam (pracuję zdalnie) to poprosiłam go o zrobienie prania, na co on bez problemu się zgodził, ale skomentował, że mój brat też mógłby coś robić w domu skoro tu mieszka. Powiedziałam, że wytłumaczę mu następnym razem jak zrobić pranie (mój brat nie zna języka męża), ale że brat codziennie zmywa po lunchu, a po kolacji przestał zmywać, bo poprosiłam go o to, bo mój mąż powiedział, że czuję się ponaglany, gdy ktoś zmywa jak on jeszcze je. Spytałam męża czy jest coś jeszcze, co by chciał by mój brat robił i wtedy się zdenerwował, powiedział, że cały czas mówi i że ma wszystkiego dość. Uderzył ręką o blat, wyszedł do drugiego pokoju i tam też w coś uderzył i krzyczał. Jak po chwili wyszedł z pokoju to powiedział, że on się wyprowadza o rodziców dopóki mój brat tu iest. Podeszłam do niego i powiedziałam, żebyśmy porozmawiali na spokojnie, a on wylał wodę ze szklanki, którą trzymał w ręcę, powiedział, że jestem irytująca i mam się do niego nie odzywać. Bardzo mnie przestraszyły jego reakcje i dostałam ataku paniki. Przez resztę dnia mąż siedział zamknięty w sypialni i pod wieczór wyszedł nie mówiąc gdzie idzie. Zmartwiłam się tym zająć chciałam sprawdzić czy poszedł do swoich rodziców tak, jak mówił, ale zobaczyłam, że przestał dzielić ze mną swoją lokalizację (zaczęliśmy dzielić swoje lokalizacje za jego prośbą jak byliśmy w związku na odległość). Mąż wrócił do domu po jakimś czasie i powiedział, że dzwonił do swojej mamy i spytał czy może się u nich zatrzymać co kilka dni, żeby się zrelaksować. Byłam zawiedziona, że podjął decyzję beż rozmowy że mną, ale podeszłam do tego z jak największym spokojem i spytałam, czy możemy porozmawiać. Powiedział, że możemy jeśli ja chcę, co też było dla mnie bolesne, bo nie rozumiem, jak on może nie chcieć porozmawiać i jakoś rozwiązać tej sytuacji między nami. Porozmawialiśmy na spokojnie, powiedział, że w pracy jest zestresowany, jak wraca do domu to jest mój brat i też się nie może przez to zrelaksować. Ja to rozumiem i staram się, by miał jak najmniej stresu, ale on się nawet irytuje jak słyszy głos mojego brata (powiedział, że kojarzy jego głos z negatywnymi emocjami i dodatkowo nie rozumie, o czym mówimy, bo nie zna naszego języka). Skończyło się na tym, że będzie chciał jeździć w swoje dni wolne do rodziców, żeby móc się zrelaksować. Ja powiedziałam, że rozumiem, ale chciałabym by takie rzeczy omawiał najpierw ze mną, bo jesteśmy małżeństwem. Na koniec powiedział mi, żebym go zostawiła samego, więc wyszłam z sypialni tak jak chciał. Minęło kilka godzin od naszej rozmowy i mąż przyszedł do salonu pograć na konsoli i w przelocie powiedział mi, że kupił nowy telefon. Gdy spytałam jaki to powiedział, że najnowszy model firmy, którą chciał. Zrobiło mi się strasznie przykro, bo zanim kupimy coś drogiego to konsultujemy się nawzajem. Dodatkowo dziś rano rozmawialiśmy o telefonach i powiedział, że chyba kupi model sprzed kilku lat, bo wydawanie więcej za niewiele nowych funkcji nie ma sensu, więc czuję, że chciał mi zrobić na złość. Gdy powiedziałam, że rozmawialiśmy kiedyś o się konsultujemy przez kupnem, mąż zarzucił mi, że ostatnio kupiłam sobie pomadkę, co jest prawdą, ale ona kosztowała kilkadziesiąt złotych a nie kilka tysięcy. Na co on spytał, że czyli cena jest tu wyznacznikiem i gdy powiedziałam, że tak to stwierdził, że nie wiedział o tym. Jestem pewna, że o tym rozmawialiśmy, szczególnie że jego ojciec ma nawyk kupowania rzeczy bez konsultacji z jego mamą i mój mąż zawsze uważał to za złe postępowanie. Potem dorzucił, że on zamierza się zmienić, że będzie żył tak jak chce, bez spowiadania się ze swoich wyborów i ja też mogę, żyć jak chcę, a jeśli mi się to nie podoba to mogę sobie gdzieś iść. Powiedział, że będzie płacił połowę czynszu (wynajem jest na moje nazwisko i z mojego konta płacimy czynsz), a pieniądze na jego koncie będzie używał tak jak chce i że tak powinno być okej. Bardzo mnie to wszystko stresuje, do tej pory zawsze mówiliśmy, że nasze pieniądze są wspólne, był czas gdy ja nie pracowałam i on nas utrzymywał, był czas gdy to ja nas utrzymywałam, gdy on szukał pracy i nigdy sobie nic nie wspominaliśmy. Co miesiąc sprawdzamy, ile wydaliśmy i jak stoimy z oszczędnościami, planujemy w przyszłości kupić dom. Ja nie widzę sytuacji, w której rozliczamy się z pieniędzy między sobą. Poza tym, słowa o tym, że będziemy żyć jak nam się podoba nie brzmią dla mnie jak kochające się małżeństwo. Mamy być w jednej drużynie i razem iść przez życie. To nie tak, że np. każę mu pytać mnie o pozwolenie na kupienie czegoś, tylko chcę żebyśmy o tym porozmawiali i zobaczyli czy to ma sens przy naszym budżecie. Powiedziałam, że chcę porozmawiać o tym na spokojnie jak skończy grać. Myślę, że powinnam mu powiedzieć, jak bardzo mnie ranią takie słowa, które stawiają mnie na pozycji koleżanki, która z nim mieszka, a nie jego żony i partnerki życiowej. Nie wiem, jak mu to wytłumaczyć i jak do tego podejść. Zazwyczaj gdy mu minie złość to przeprasza mnie i się godzimy, ale słowa, które dzisiaj powiedział zraniły mnie chyba najbardziej do tej pory. Dodam, że mieszkamy w kraju męża, mój brat będzie tu jeszcze dwa miesiące, ja mówię w języku męża, ale mój brat nie, a mąż nie mówi w naszym języku.

Mąż ma depresję. Zachowuje się tak, jakbym ja i dzieci byli ciężarem, ale koledzy są już super.

Mój mąż ma depresję. Gdy chcę, żeby spędził czas ze mną i dziećmi, nie ma siły. Niezwykle rzadko spędza czas z dziećmi sam. Głównie to ja zajmuje się opieką i zabieram je gdzieś popołudniami czy w weekendy. Co jakiś czas mój mąż ma ochotę pojechać do kolegów, wyjechać gdzieś w kolegami. Ostatnio popłynął w kilkudniowy rejs, teraz wysłał mi informację o jakimś obozie dla mężczyzn. Po raz kolejny zwróciłam mu uwagę, że czuję jakby nie miał dla nas sił, a kiedy jakieś się pojawiają, jego priorytetem są jego własne potrzeby. Mówi wtedy, że nie rozumiem jego depresji i nie akceptuje jego choroby. Ale nielogicznym dla mnie jest, że nie ma siły dla nas, ale na coś z innymi ludźmi już tak. Jakbyśmy byli ciężarem. Jest to dla mnie bardzo przykre. 

Czy to naprawdę tak wygląda, czy może to tylko wymówka? Ostatnio zdenerwowałam się i powiedziałam mu wprost, żeby nie zdziwił się kiedyś jak dzieciaki podrosną i będą dzwonić i przyjeżdżać do mamy, a my będziemy tylko współlokatorami. Znów usłyszałam, że nic nie rozumiem.

mania

Mania – przyczyny, objawy i leczenie

Mania to złożone zaburzenie psychiczne znacząco wpływające na życie chorego. Artykuł przybliża objawy, przyczyny i metody leczenia tego schorzenia, pomagając zrozumieć problem i skutecznie sobie z nim radzić.