
- Strona główna
- Forum
- uzależnienia
- Co mam zrobić, aby...
Co mam zrobić, aby wyjść z nałogu? Bardzo mnie on denerwuje, nie umiem sobie poradzić z nim.
Niemadra
Mateusz Wnukowski
Rozumiem, że nałóg jest dla Ciebie bardzo trudnym doświadczeniem i gratuluję podjęcia kroków w postaci odwyku i terapii. Poniżej zapisałem kilka punktów, które mogą pomóc w dążeniu do wyjścia z nałogu. Z jednej strony są to lekkie ogólniki i banały, ale myślę, że najdziesz coś dla siebie.
Szukaj wsparcia - szukaj osób, które Cię wspierają i chcą Ci pomóc. To mogą być członkowie rodziny, przyjaciele, grupy wsparcia lub specjaliści.
Znajdź hobby - znajdź coś, co sprawia Ci przyjemność, co pochłania Twoją uwagę i pozwala oderwać się od nałogu.
Ćwicz mindfulness - mindfulness to technika medytacji, która pomaga zwiększyć świadomość siebie i swojego otoczenia. Dzięki niej możesz nauczyć się skupić na chwili obecnej i kontrolować swoje emocje.
Znajdź inne sposoby na relaks - szukaj innych sposobów na odprężenie się, które nie wiążą się z nałogiem, na przykład jogi, medytacji, muzyki, czytania.
Stwórz plan działań - stwórz plan działań, który pozwoli Ci stopniowo wyjść z nałogu. Może to obejmować etapy, takie jak ograniczenie spożycia nałogu, znalezienie nowych zajęć, znalezienie wsparcia i podjęcie leczenia.
Ważne jest, abyś pamiętała, że proces wyjścia z nałogu wymaga czasu, cierpliwości i determinacji. Znajdź sposób, który dla Ciebie działa i nie poddawaj się, nawet jeśli popełnisz błędy po drodze.
Spróbuj czegoś nowego z listy, jeżeli jeszcze tego nie robiłaś. Póki nie spróbujesz, to się nie dowiesz, czy działa.
Pozdrawiam i życzę wytrwałości.

Zobacz podobne
Kryzys w związku. Obawiam się zmian nastroju partnera.
Jednego dnia jest wspierający, radosny, gaszący konflikty. Wyręcza mnie w obowiązkach, pomaga w problemach.
Drugiego pojawia się krzyk, rzucanie przedmiotami, obrażanie nawet przy znajomych, mówienie, że jestem np. za wolna, za mało empatyczna, głupia, za wolno myślę. Na moje prośby o większy szacunek odpowiada, że to moja wina.
Reaguje agresją na zachowanie innych ludzi, które mu się nie podoba. Potrafił moim autem uderzyć w inne auto, bo ktoś krzywo jechał, jechać za innym autem bardzo blisko i bardzo szybko, bo ktoś wolno jechał i mówić, że to ja jestem problemem, bo tłumaczę, że się boję, jak tak robi, a on, że go nie wspieram, jak narzeka na innych. Drugim problemem jest codziennie picie alkoholu. Jak sam mówi, pomaga mu to poradzić sobie ze smutnym nastrojem i głównym powodem, dla którego pije, jestem ja, że go nie wspieram, że jestem głupia, że chce uciec od mojego nastroju. Nie ukrywam, że nie zawsze wszystko zrobię, tak jak on tego chce, nie zawsze przewidzę albo zapamiętam, na czym mu konkretnie zależy. Mam obniżony nastrój przez chorobę członka rodziny i konieczność pomocy osobie niepełnosprawnej, ale się staram, na tyle ile mam możliwości. Partner chce, żebym to ja wzięła odpowiedzialność za jego nastrój i jego picie.
A ja nie wiem już co mam robić. Szukam u siebie problemów i wiem, że często mogłabym lepiej coś zrobić, ale nie wiem, czy mój strach przed partnerem jest normalny. Nie wiem, gdzie szukać pomocy.
Moja mama 61 lat. Kobieta alkoholiczka z depresją. Uparta, nigdy nie chciała chodzić do lekarza. A gdy już poszła ukrywała prawdę. Nie chodziła na zlecone badania i usg. Aktualnie w szpitalu. Trzęsie się jej całe ciało. Kiedyś tylko ręce. Gdy chodzi to upada. Zanikają jej mięśnie. Tak alkohol wyniszczył jej organizm. Stwierdzili chorobę polineuropatia. Narządy wewnętrzne masakra. Najgorzej wątroba. Ma żółtaczkę. Nie trzyma kału. Ona nie chce żyć. W szpitalu podają jej silne leki. Po nich wygląda jakby była nieobecna, wyciszona. Patrzy tylko w okno. Nie rozmawia. Patrząc w okno płacze. Nie chce naszej pomocy. Powiedziała, że pie**oli ją to życie. Lekarze mówią że, jedną nogą jest w grobie.
Nie wiemy jak z nią rozmawiać. A mnie serce boli, że jest tak nieszczęśliwa, że nie chce żyć. Jak ją wspierać? Zachęcić by walczyła o siebie? Ma małe wnuczki, zawsze powtarzała, że żyje dla wnuczków. A teraz nawet i to ją nie cieszy. Lekarze mówią, że po wyjściu ze szpitala, żeby oddać ją na zamknięty odwyk. Ona nigdy się na to nie zgodzi. Jest zła, że o nią walczymy. Nie radzę sobie z tym. Jestem załamana. Ona chce poprostu umrzeć, a ja nie potrafię się z tym pogodzić.

