- Strona główna
- Forum
- kryzysy, uzależnienia, związki i relacje
- Uzależnienie od...
Uzależnienie od bycia w związkach, lęk przed samotnością i trudności w relacji – czy da się to zmienić bez terapii?
Czy da się wyjść z uzależnienia od związków bez terapii? Odkąd skończyłam 15/16 lat jestem cały czas w związkach. Najpierw rocznym, przerwa około 2-3 msc, później 7 letni, przerwa 2 msc i znowu kolejnym obecnym prawie 3 lata. Nie stać mnie na terapie a na nfz czeka się długo, udało mi się dwa razy za darmo spotkać z specjalistą uzależnień gdzie stwierdził uzależnienie bycia w związkach. I faktycznie może tak być. Wpadam z jednego w drugi, nawet jeśli na początku zapieram się, że chce być sama. Jestem nauczona rozmawiać, próbować się komunikować a obecny partner jest uciekający od rozmowy i wszystko traktuje jako atak nawet kiedy staram się zaczynać mówić co ja czuję żeby nie było „Ty”. Mam problem z olaniem tylko usilnie dalej próbuje gadać a on jeszcze bardziej ucieka. Jest mi z tego powodu przykro i nie umiem sobie radzić, pojawiają mi się łzy.. i poczucie bezradności, bycia olaną. W poprzedniej relacji nie miałam takich odczuć ani problemów, było zaufanie i rozmowy a tutaj zaufanie było łamane a rozmowy są prawie niemożliwe bez kłotni.. Czy w ogóle takie osoby mają szanse być ze sobą i się dogadywać? Za każdym razem czuje się dostosowana do tej relacji, to on decyduje kiedy już możemy rozmawiać, przytulać.. męczy mnie to a z drugiej strony sama świadomie tu jestem, w końcu brak zmian jeśli mi coś nie pasuje to też decyzja. Ale na to pewnie składa całe dzieciństwo którego tu nie chce rozpisywać. Wszystko mnie skłania do psychoterapii ale mnie dosłownie obecnie nie stać.. czuje ze sobie nie radzę. Może ktoś z Was ma kontakt gdzie mogłabym szybciej za darmo uzyskać pomoc? Albo jakiejkolwiek wskazówki by skupić się na sobie? Każda kłotnia, brak rozmowy, olewanie, uciekanie, łamanie słów wpływa na mnie strasznie emocjonalnie i nie ogarniam tego. Moje łzy go jeszcze bardziej odrzucają a ja bardziej czuje się raniona. Nie wiem kim obecnie jestem, kim się staję. Kiedyś wydawałam się silniejsza,niezależna.
Anonim
6 godzin temu
Zobacz podobne
Mój partner chyba czasem próbuje mnie odciąć od rodziny.
Mój partner chyba czasem próbuje mnie odciąć od rodziny. Zawsze z rodzicami byliśmy bardzo zżyci, zawsze mogli liczyć na moją pomoc i wzajemnie. Natomiast odkąd przeprowadziłam się bliżej, mój partner ma pretensje, że za często jestem u rodziców i jak tylko chcą, żeby gdzieś z nimi pojechać, to mówi, że niańczę ich jak dzieci. Ostatnio mieli zepsute auto i biorąc pod uwagę fakt, że jestem w ciąży i siedzę w domu, a mamy 2 auta to zapytali, czy moglibyśmy im pożyczyć jedno do czasu naprawy, bo nie mają możliwości przemieszczać się do pracy, to usłyszałam, że niech sobie autobusem jeżdżą, że są nieporadni, że wiecznie czegoś chcą, że auta się nie pożycza i mam się zastanowić czy bardziej zależy mi na nich, czy na nim, bo on ma już dość tego i następnym razem się spakuje i wyjdzie, bo przerastają go ciągle ich problemy... On wychowywał się bez matki, z ojcem nie mają najlepszych relacji i nie rozumie mojej potrzeby pomocy rodzicom. Jak mam z nim rozmawiać? Nie chce się denerwować w moim stanie, ale nie chce też zostawiać rodziców bez pomocy. Czuje, że coraz bardziej to we mnie siedzi i robię się kłębkiem nerwów. Nie chce stracić zarówno partnera, jak i rodziców...
Zadręczanie sytuacją z przeszłości, mimo że została wyjaśniona z dziewczyną.
Witam, mam problem z przeżywaniem swojej przeszłości. Postaram się jak najlepiej opisać sytuację, którą się zadręczam i która na mnie ciąży.
Mam wyrzuty sumienia dlatego, że w czasie gdy poznawałem moją aktualną dziewczynę - Alicję, napisała do mnie koleżanka, która była po rozstaniu i chciała się lepiej poznać - Ola. Nie byłem zbytnio zainteresowany związkiem z Olą, ale cieszyłem się, że mam zainteresowanie kobiet, więc spotkałem się z nią kilka razy jeszcze przed tym jak pierwszy raz zobaczyłem Alicję(były to może 3 pierwsze tygodnie mojej znajomości z Alą). Mam wyrzuty sumienia, ponieważ wtedy grałem na dwa fronty. Mimo tego, że "kręciliśmy" już wtedy z Alicją to jednocześnie chciałem wejść w seksualną relację z Olą. Dochodziło do tego, że nawet wymieniliśmy się nagimi zdjęciami oraz pocałowałem ją, ale bez uczuć. Alicja o tym wtedy nie wiedziała.
Po czasie zacząłem się tym zadręczać i postanowiłem powiedzieć o tym Alicji. Ona powiedziała, że nie może mi mieć tego za złe, bo nawet się wtedy jeszcze nie widzieliśmy i nie wiedzieliśmy, że coś z tego może wyjść. Ja jednak zadręczam się tym, że grałem wtedy na dwa fronty, czuję, że mogłem być nielojalny wobec niej ,że mimo że fajnie nam się pisało i nawet już przed naszym pierwszym spotkaniem powiedziała o mnie swoim koleżankom, ja wtedy byłem jej niewierny i szukałem sobie planu B jeśli z Alicją mi się nie uda.
Proszę o pomoc czy moje zadręcznie się jest słuszne.
Czy mogę zrobić coś, by partner uwierzył w ratunek dla naszej relacji? Czy lepiej się rozstać?
Dzień dobry. Rozstałam sie z partnerem po 2 letnim związku, po 2 miesiącach zaczęliśmy się znów spotykać i znów weszliśmy w relacje (znów razem mieszkamy). Gdy rozmawiamy o sprawach typu zakup psa, on wyraża kiedy, że może za miesiąc albo o wspólnym spędzeniu sylwestra to też odpowiada gdzie. Natomiast, gdy zadaje pytania odnośnie nas, czyli czy chce ze mną być? Czemu nie pokazuje mi tak dużo uczuć i czy wciąż patrzymy tylko na siebie, jako coś stałego to odpowiada, że „nie wie, musi to przemyśleć, potrzebuje czasu, że chce zobaczyć moją zmianę, że nie będę taka, jaka byłam przed rozstaniem i ze musi zobaczyć, że się zmieniłam wiec mam mu dać czas, i że podejmie decyzje”. A jednocześnie mówi „jeśli przestaniesz się starać i udowadniać to ja też przestanę i już” jakby mu zupełnie nie zależało, nie wiem co mam o tym myśleć? Jest szansa na uratowanie tej relacji? Czy ja naprawdę jestem w stanie zrobić coś, by pomoc partnerowi uwierzyć znów w nas? I wejść w ten związek na 100%? I czy on faktycznie przetrwa czy lepiej spróbować odejść?
Jak sobie poradzić z chorobliwą zazdrością? Sprawa dotyczy mnie, nigdy nie kontaktowałam się że specjalistami, bo uważałam, że sobie sama poradzę. Jednak ciągle słyszę od partnera, że przekraczam wyznaczone przez nas samych jakieś 7 lat temu na początku naszego związku granice. Rozmowa z partnerem nie pomaga, bo ma dość kontroli i coraz większych ograniczeń w jego oczach z racji mojej zazdrości w związku. Ja uważam, że szczera rozmowa z nim też mi pomoże, bo wiem że mam z tym problem, ale gdyby spróbował mnie jakoś zapewnić lub udowodnić, że mówi prawdę byłoby mi łatwiej. Po wielu kłótniach moje zaufania do niego zmalało, bo raz mmie oszukał w kwestii znajomości(szedł w zaparte,ze nikogo nie poznał a faktycznie utrzymywał kontakt z pewną kobietą, jak się później wyjaśniło była to naprawdę czysto koleżeńska relacja jednak ja się zawiodłam na nim, że mnie okłamał na początku)
Proszę o poradę jak mam zacząć sobie radzić z takim podejściem do zazdrości? To siedzi w mojej głowie bardzo mocno i wiem, że często zdarza mi się te granicę przekraczać. Proszę o pomoc jak zarówno proszę o poradę jak mam poprosić partnera o szczera rozmowę aby spróbował być bardziej otwarty w stosunku nowych znajomości aby nie ukrywał przede mną czegoś, co tak naprawdę nie skrzywdzi mnie w żaden sposób. Jak rozwiązać te problemy? Jak nauczyć się żyć ze spokojem s nie ciągłym niepokojem i z samoczynnie wymyślającymi się historiami w mojej głowie? Bardzo mnie to męczy w życiu codziennym szczególnie gdy mój partner wyjeżdża do pracy na kilka dni bez powrotu w międzyczasie do domu.
Będę bardzo wdzięczna za wszelką pomoc. Pozdrawiam.
Czy zakończyć związek po 14 latach? Problemy z komunikacją i zaspokajaniem potrzeb emocjonalnych
Witam. Jestem w trudnej sytuacji i nie wiem co jeszcze powinnam zrobić w mojej obecnej relacji, oraz czy to już pora ją zakończyć. Pragnę jeszcze zaznaczyć, że czuję się gotowa odejść, ale chciałabym wpierw mieć pewność, że zrobiłam co mogłam, żeby spróbować relację naprawić. Ja i mój partner znamy się 14 lat, a od 7 jesteśmy razem. (Mam niecałe 30 lat). Już we wczesnej fazie związku przyłapałam partnera na chęci zdrady. Od tamtej pory nie było żadnych złych oznak i relacja jakoś trwała. Było całkiem dobrze. Partner rozumiał moje potrzeby, kiedy tylko płakałam to otaczał mnie troską, przejmował się moimi problemami. Od około półtorej roku zaczęło się wszystko psuć. Przestaliśmy uprawiać seks, nie ważne jak wprost mu dawałam do zrozumienia, to nie potrafił tego skojarzyć z tym komunikatem, że potrzebuję tej bliskości. Zdarzały się pojedyncze razy, kiedy się udawało, ale nie było w tym większej uczuciowości, tylko miałam wrażenie, że jest to szybkie pozbycie się emocji i tyle. Kilka miesięcy temu partner przyznał się, że jednak nie chce wstąpić w związek małżeński, ani posiadać dzieci, ponieważ według niego, nie czuje takiej potrzeby. Jednocześnie na wszystkich imprezach rodzinnych partner uwielbia spędzać czas z dziećmi i bardzo troszczy się o córkę swojego brata, dla której jest wujkiem chrzestnym. Od tamtej pory nasza relacja uległa znacznej degradacji. Obecnie mamy trudną sytuację finansową, ponieważ utraciłam pracę. Mamy jednak odrobinę oszczędności i parę gratów, które możemy sprzedać. Wczoraj umówiłam się z przyjaciółką, aby przejechać się razem do sklepu. Zaznaczę, że nawet nie czułam potrzeby nic kupować, chciałam po prostu spędzić czas, natomiast mój partner, gdy przedstawiłam mu ofertę przyjaciółki powiedział "A masz na to pieniądze?". Nigdy nie spodziewałam się takiego pytania z jego ust. Zrobiło mi się bardzo przykro. Płakałam, a partner nawet nie podszedł do mnie zapytać czy wszystko w porządku, ponieważ uznał temat za zakończony, kiedy powiedział, że jak chcę to mam jechać. Nie pozwolił mi do końca wyrazić swoich emocji. Kiedy powiedziałam mu, że jego słowa mnie zraniły, zaczął mówić, że przesadzam, że wyolbrzymiam wszystkie problemy i on wcale nie zrobił nic złego. Takie właśnie reakcje na moje problemy występują od pewnego czasu, myślę, że może od niecałego roku. Rozmawiałam z nim na temat zakończenia związku, mówiąc, że po prostu oczekuję od mojego partnera czegoś więcej, aby się mną zaopiekował, aby moje emocjonalne potrzeby były dla niego ważne. Zaznaczę, że partner chętnie się przytula, ale jednak mam cały czas poczucie, że na jego warunkach. I choć nie odmawia mi przytulenia się do niego, ani nic z tych rzeczy, to jednak nie czuję, aby ta relacja mnie zaspokajała. Wczoraj informując go o tym wszystkim, widziałam, że siedzi w fotelu, trochę głupio i nerwowo się uśmiecha, przewraca oczyma i jego postura mówi, że najchętniej by z domu wyszedł. Nie miał problemu z tym, aby zostawić mnie płaczącą w sąsiednim pokoju, aby zdrzemnąć się przed pracą. Obecnie uzgodniliśmy, że do końca stycznia dam mu czas, aby zastanowił się zarówno nad swoim zachowaniem, które mnie rani, oraz aby zastanowił się czy widzi sens w relacji ze mną, wiedząc, że chciałabym się ustatkować - wziąć ślub i posiadać dzieci. Na sam koniec dodam tylko, że partner ani razu podczas tej poważnej rozmowy sam z siebie nie powiedział, że nie chce abym odeszła, że jestem dla niego ważna i chce to naprawić. Trochę wyglądało to, jakby był psem z podkulonym ogonem, który nie wie co zrobić. Próbowałam namówić go na wizytę u psychologa, ale nie chce się zdecydować, twierdząc, że nie widzi większego problemu. Czy jest jeszcze coś o czym mogłabym spróbować z nim porozmawiać? Może powinnam jeszcze jakieś tematy poruszyć? Nie wiem co jeszcze mogę zrobić, a chciałabym mieć pewność, że jeśli będę musiała zakończyć ten związek, to z wiedzą, że zrobiłam wszystko co mogłam na dany moment, aby go naprawić, oczywiście nie zatracając przy tym siebie. Z góry dziękuję za wszystkie rady i za zerknięcie na mój problem "trzecim okiem".
