Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak pozbyć się lęku i poczucia winy wpajanych przez byłego partnera alkoholika?

Co mogłabym zrobić aby pozbyć się leku strachu i obwiniania się o całe zło które to mój były partner który jest alkoholikiem wpajał mi że jestem nic nie warta
Anna Martyniuk-Białecka

Anna Martyniuk-Białecka

Pani Anno,

Uzależnienie jednego z członków rodziny wpływa destabilizująco na wszystkich w danym systemie rodzinnym. Myślę, że życie z byłym partnerem, który miał narastający problem alkoholowy spowodował wykształcenie się w Pani pewnych mechanizmów działania, które miały za zadanie pomóc Pani przetrwać. Często konsekwencją życia w ciągłym stresie, lęku o zaspokajanie podstawowych potrzeb, pogarszający się stan osoby uzależnionej, wymagający często coraz większych nakładów siły i środków na opiekę nad uzależnionym, mogą powodować powstanie WSPÓŁUZALEŻNIENIA, które z kolei powoduje liczne następstwa psychologiczne - mogą być to m. in. stany lękowe. Współuzależnienie to nieprawidłowy sposób przystosowania się do sytuacji problemowej. Można je zdiagnozować wyłącznie u osób dorosłych, które formalnie mogą wybrać inną drogę poradzenia sobie z problemem picia partnera.

Osoby współuzależnione wymagają pomocy, warto zgłosić się do psychooga - specjalisty z zakresu terapii uzależnień, bądź poszukać grupy terapeutycznej dla osób mających pijących bliskich.

Anna Białecka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Związek na odległość i konflikt dotyczący priorytetów - kto ma rację?
Hej, Pokłóciłam się z chłopakiem i chciałam zapytać o to żeby ktoś ocenił szczerze i obiektywnie kto tu zawinił i kto ma rację. Otóż tak jestem w związku na odległość 7 lat, mamy po 27 lat. I sytuacja jest taka, że od niedawna zaczęłam chodzić na siłownię. Było trochę zgrzytów, bo chodzę z koleżanką, której on w skrócie można powiedzieć nie za bardzo lubi, mimo że jej nie zna. I o to były problemy, czemu ja z nią chodzę. Ale wyjaśniliśmy co i jak i doszliśmy do porozumienia. Bo chodziło o to, że mu nie pasowało to, że poznałam tą koleżankę przez internet. Były też sytuacje, że trening troche mi się przedłużył i odzywałam się trochę później niż zwykle ( ale to było jakieś 30/40 minut ). I miał do mnie o to problem. Bo ogólnie co do zasady staramy się pisać do siebie około godziny 20. Teraz pojawił się kolejny problem. Ogólnie spotykamy się na weekendy ( przyjeżdża do mnie w piątek i wraca w niedzielę). I akurat tak wyszło, że w piątek się umówiłam na godzinę na trening z trenerką. I teraz jest problem, bo on musi przyjechać te 1,5/2 godziny później lub przyjechać normalnie i zaczekać na mnie. I jak się dowiedział o tym to powiedział, że on nie będzie jeździł po nocy i nie będzie też na mnie czekał i że w takim razie w ogóle nie przyjedzie, że potraktowałam go jak śmiecia, że stawiam siłownie ponad związek i że czuje się bardzo źle potraktowany, że go olewam i że teraz przekładam spotkania o te 1,5h czy dwie, a później jego zdaniem będę przekładać całe weekendy żeby gdzieś pójść czy spotkać się z koleżanką. Powiedział też, że takie zachowanie może w dalszej perspektywie prowadzić nawet do zerwania z jego strony, że nie będzie tego akceptował. Powiedział też zachowuje się jak bym była singlem, a jestem w związku. Próbowałam z nim porozmawiać na spokojnie wyjaśnić, że ja go nie olewam, tylko po prostu tak się złożyło, że trening mam w piątek, bo wcześniej było przekładane bo źle się czułam. Moim błędem było to, że powiedziałam mu o tym dzień przed ( czyli czwartek) a wiedziałam o tym we wtorek. Ale powiedziałam mu, że jeżeli to problem to okej mogę przełożyć ten trening i żeby przyjechał tak jak zawsze. To powiedział, że już nie chce w ogóle przyjeżdżać. Ja naprawdę nie miałam nic złego na myśli, zależy mi na nim, nie olewam go i siłownia nie jest ważniejsza niż on. Ale po prostu czasami tak sprawy się układają, moim zdaniem trzeba mieć trochę wyrozumiałości do drugiego człowieka. Próbowałam mu to tłumaczyć, że nie stawiam go niżej niż siłownia, że rozumiem, że mógł poczuć się źle, ale że po prostu źle to interpretuje. A on, że to jest fakt, że go olewam i nie ma tu żadnych interpretacji i nie ma co wyjaśniać, bo jego zdaniem ja go olewam i on nigdy nie umawia się z kimś podczas naszego weekendu i że zawsze stara się być wcześniej, żeby spędzić razem więcej czasu. Okej to prawda, ale moim zdaniem nie może być tak, że 2 godziny z weekendu to już jest jego zdaniem olewanie związku. Naprawdę chciałam spędzić go razem tym bardziej, że są Walentynki. Ale on już nie chce, próbowałam tłumaczyć, odwołałam trening, zaprosiłam, powiedziałam, że pogadamy. To powiedział, że nie chce już, że to jest proste i nie ma co wyjaśniać. Że ja przełożyłam spotkanie co jest przyczyną tego, że on zrezygnował całkowicie z weekendu.
Przez jeden głupi błąd, straciłem znajomość, na której mi zależy. Czy mogę coś jeszcze zrobić?
Moja historia jest dość ciekawa a teraz przerodzila się w ciezka sytacje z która slabo sobie radze. Jakis czas temu poznałem dziewczyne na portalu randkowym. Niczego nie zakladalem ani nie wykluczałem. Podchodzilem do tej relacji na luzie. Pisalismy ze sobą dwa tygodnie zanim doszło do spotkania. Ola już na samym początku chciała się spotkać, zapraszala mnie do swojego mieszkania albo zebym chociaż chciał wybrać się na kawe. Studzilem jej zapedy i mowielm ze jak na razie nie mam czasu itd. Zalezalo mi na tym aby najpierw sprawdzić co to za dziewczyna zanim zaczne w ogole myslec ze jest warta mojej uwagi. W końcu po dwóch tyfodniach pisania pojechałem do jej mieszkania i się spotkaliśmy. Kupilem dobre wino, siedzielsmy od 20 do 6 rano rozmawiając, poznawajac się itd. Wszystko zakonczylo się seksem a rano poszliśmy do miejscowej knajpy na sniadanie. Tak rozpoczela się ta relacja, która była powoli budowana. Ola zaprosila mnie na koncert ale miała tylko jeden bilet wiec ja kupiłem drugi aby nie było jej przykro isc samej z czego się ucieszyla. Nastepnego dnia zaprosila mnie na kawe a ja w ramach rekompensaty za koncert zaprosiłem ja do teatru z czego była bardzo zadowolona. Ogolnie powiedziała ze nikt przedtem czegos takiego dla niej nie zrobil. Ogilnie miała zle doświadczenia z facetami bo zazwyczaj ja wykorzystwali i zostawiali. Po prostu uprawiali z nia seks przez jedna noc a później znikali. Nie sadzila ze spotka kogos takiego jak ja, kto ma ine podejście i ze szanuje ja jako osobe itd. Nikt nigdy nie odwozl jej do domu albo przyjechal po nia. Jak bywala w knajpach to ona zazwyczaj placila. Po prostu nie miała szczęścia do mężczyzn a ja chciałem jej pokazac ze nie wszyscy tacy sa. Nasza relacja się budowala. Spotykalismy się raz w tygodniu albo dwa razy aby nie zabic zainteresowania i abyśmy za sobą tęsknili. Wszystko szlo w dobrym kierunku do czasu az przyszlo nam się spotkać dwa tygodnie temu. Mielismy się spotkać w czwartek na kawe a w piątek miałem przyjechać do niej aby spedzic mily wieczor. Ola napsiala ze kupi seksowną bieliznę wiec pewnie byłoby fajnie. Niestety wtedy w czwartek popelnilem duzy blad. Wczesniej Ola ustalila ze mna ze nie jesteśmy w związku ale jak spotykamy się ze sobą to nie rozwijamy zadnych nowych znajomości i jak sypiamy ze sobą, to tylko ze sobą i z nikim innym. Zgodzilem się na to. Jednoczesnie opowiedzieliśmy sobie o naszych dotychczasowych znajomościach. Ona miała jakiegoś tam kumpla od tanca z którym raz się przespala a ja kosmetyczke do której chodze raz w miesiącu i tez zdarzylo mi się z nia wyladowac w lozku kilka razy. Nie zamykaliśmy się te znajomsci ale postawiliśmy sprawę jasno ze jak będziemy się spotykać z tymi osobami to nic miedzy nami a tymi osobami nie będzie. W czwartek jak mielismy isc na ta kawe Ola spytala się mnie na która mam kosmetyczke w piątek czyli tego samego dnia kiedy mielsimy się spotkać. Odpowedzialem ze w piątek o 18 a Ola ze spoko bo ogarnie sobie angielski w międzyczasie. Wtedy dodałem cos czego będę zalowac do końca zycia. Ta kosmetyczka powiedziała mi ze jak przyjdę do niej w piątek na wizyte to mam się ladnie ubrać a ja powiedziałem o tym Oli. Ona się zdenerwowala bo wygladalo to tak, jakbym chciał wzbudzić w niej zazdrość. Ogolnie powiedziała ze dla iej to najdziwniejsza sytacja z kosmetyczką ever ze jest jej niedobrze itd. Do spotkania nie doszło ani w czwartek ani w piątek. Pisalem jej ze to zwykle nieporozumienie itd. Ale nie chciała sluchac. Nie odzywala się do mnie prawie wcale a jak się odzywala to ten kontakt był mega oschly. Poweidziala ze to koniec naszej znajomości. Ja nie dawałem za wygrana bo zaczelo mi na niej zalezec i chciałem jej to wytlumaczyc. Ona stawala przy swoim ze ona to przemyslala i nie mamy o czym rozmawiać. 2 grudnia miała urodziny i zalezalo jej na tym, abyśmy spędzili ten czas razem. Mielismy ubrać razem choinke, upiec piernik itd. Niestety przez tą cala sytacje nie byłem w stanie tego zrobić a ona dalej przystawala przy tym ze to koniec. Pojechalem do niej z prezentem urodzinowym i tortem. Otworzyla mi, porozmawialiśmy, zebrałem opierdziel ale jednocześnie powiedziała ze cieszy się ze przyjechałem, ze nie odpuscilem i ze nie dalem za wygraną. Ucieszylem się ale jednocześnie dodala ze potrzebuje czasu. Zapalila mi się czerwona lampka. No bo jeśli powiedziała ze potrzebuje czasu to znaczy ze jest na nie ale pomyslalem ze ok, jeśli potrzebuje czasu to ja tez dam sobie ten czas aby pewne rzeczy przemyslec i poprawić. Od 2 grudnia do 5 grudnia nie odzywałem się, dawałem jej ten czas ale jednocześnie chciałem jej pokazac ze mi zależy i ze o niej pametam. Zamówilem bukiet roz z dostawa do mieszkania. Zadzwonila do mnie ucieszona i zaskoczona. Powiedziala ze nie zasluzyla ale była zadowolona. Rozmawialismy przez 15 minut i powiedziała ze spotkamy się w przyszłym tygodniu, czyli w tym i chce teraz absymy się bardziej poznawali jak ludzie a żeby seksu było mniej bo myśli ze przez seks doszło do tej sytacjiz kosmetyczka. Przez telefon nie dalo się wyczuć zze cos jest nie tak, była bardzo zadowlona, rozmowa yla przyjemna, pożegnaliśmy się czule i tyle. Od 5 grudnia do wtorku 12 grudnia była cisza. Jak rozmawialiśmy 5 grudnia to mowila ze w weekend ma impreze firmowa a na weekend przyjezdza do niej mama wiec nie chciałem jej zawracać glowy. 12 grudnia sam napisałem bo już trochę ta cisza trwala za długo. Spytałem jak jej mija dzień, czy czuje już klimat swiat, czy ubrala choinke itd. Powiedziala ze nie, nie czuje, nie chce i ze ma chujowy okres. Powiedzialem ze niech sobie zrobi kubek gorącego kako albo hrzaniec z dodatkiem mojego towarzystwa a na pewno poczuje się lepiej. Odparla ze dziekuje ale nie. Dodala ze nie chce tego dluzej przedluzac i trzymać mnie w niepewności i ze chce zakonczyc ta znajomość. Ze nie ma teraz dobrego czasu. Ze mamy inne charatkery pomimo ze wcześniej az była zdziwiona ze tyle nas laczy z dnia na dzień coraz wievej i więcej. Ze przed wigilia należy oczyszczac atmosferę wiec to jej „sprzątanie”. Ze sobie kogos znajde itd. Odparlem ze to trcohe dziwne bo mowila ze cieszyla się ze nie odpuscilem, nie dalem za wygrana, później jak dalem jej te kwiaty, to mowila ze chciałaby abyśmy teraz się bardziej poznawali a nie uprawiali seks i miałem taki metlik w glowie. Powiedziala ze była zaskoczona tymi kwiatami jako prezentem którego nie powinna była dostać ale ze nie chce tego więcej rozkrecac. Pozniej napisala ze tego nie czuje i nie chce. Ze czula się zobowiazana przez te kwiaty ale nie będzie robic nic wbrew swojej woli i ze nie chce się teraz w nic angazowac ze nie ma na to sily ani czasu. Podziekowala za wspólnie spędzony czas, ze było bardzo milo i papa. Nie mogę się z tym pogodzić bo przez swoja glupote stracilem taka znajomsc, która zaczynala być dla mnie wazna. Nie wiem czy mogę cos jeszcze zrobić. Wydaje mi się ze nie ale może ktoś z was ma jakies pomsly. Caly czas mi na niej zależy ale wiem tez ze serce nie sluga i nie ma co się kopac z koniem. Nie mogę się z tym pogodzić ani psychicznie poradzić a meczy mnie to bardzo.
Ciężki epizod depresyjny u partnera
Mój partner choruje na depresję. Jesteśmy razem ponad 4 lata, początkowo wszystko było w porządku. Wspieraliśmy się, mieliśmy wspólne plany na przyszłość. Z czasem partner zrobił się bardziej zdystansowany, mniej się mną interesował, zaczął zaniedbywać wiele rzeczy, zapominać, odcinać się od znajomych. Mówił, że czuje się słabo, że nic go nie cieszy. Zasugerowałam wizytę u psychiatry, który stwierdził ciężki epizod depresyjny i przepisał mu leki. Partner bierze te leki prawie 2 miesiące, a poprawy nie ma wcale. Wręcz przeciwnie - mówi, że czuje ciągle pustkę w głowie, że nie czuje żadnych emocji, na niczym mu nie zależy. Powiedział, że nie zależy mu też na mnie, że jest mu obojętne czy przy nim będę czy nie, że nie chce żebym marnowała sobie przy nim życie i ma wyrzuty sumienia, że mnie rani, ale nic nie może z tym zrobić. Jest mi strasznie przykro po tym co usłyszałam, nie wiem jak mam to interpretować i co robić. Z jednej strony rozumiem, że mówi tak dlatego, że jest chory i wcale może tak nie uważać. Z drugiej strony boję się, że jego stan się nie poprawi zbytnio i na zawsze zostanę mu obojętna i to tylko ja będę ciągnąć ten związek sama. Nie wiem jak mam z nim rozmawiać, czy zostać przy nim i go wspierać czy odpuścić. Boję się, że gdy odejdę to będzie z nim jeszcze gorzej i coś sobie zrobi, nie chcę też kończyć tej relacji bo kocham go i pamiętam jakim super człowiekiem był zanim zachorował. Ale co jeśli tak już będzie zawsze, a nawet jeśli będzie z nim nieco lepiej to co jeśli powie mi że nie znaczę już dla niego tyle co kiedyś.
Mąż walczy z uzależnieniem, proszę o pomoc
.. jak pomóc Mężowi wyrwać się z nałogu?...jak przekonać go, że dużo wspaniałych dni jeszcze przed nami...nie dam rady bez specjalisty...w ogóle już nie daję rady. POMOCY!
Uzależnienie od bycia w związkach, lęk przed samotnością i trudności w relacji – czy da się to zmienić bez terapii?
Czy da się wyjść z uzależnienia od związków bez terapii? Odkąd skończyłam 15/16 lat jestem cały czas w związkach. Najpierw rocznym, przerwa około 2-3 msc, później 7 letni, przerwa 2 msc i znowu kolejnym obecnym prawie 3 lata. Nie stać mnie na terapie a na nfz czeka się długo, udało mi się dwa razy za darmo spotkać z specjalistą uzależnień gdzie stwierdził uzależnienie bycia w związkach. I faktycznie może tak być. Wpadam z jednego w drugi, nawet jeśli na początku zapieram się, że chce być sama. Jestem nauczona rozmawiać, próbować się komunikować a obecny partner jest uciekający od rozmowy i wszystko traktuje jako atak nawet kiedy staram się zaczynać mówić co ja czuję żeby nie było „Ty”. Mam problem z olaniem tylko usilnie dalej próbuje gadać a on jeszcze bardziej ucieka. Jest mi z tego powodu przykro i nie umiem sobie radzić, pojawiają mi się łzy.. i poczucie bezradności, bycia olaną. W poprzedniej relacji nie miałam takich odczuć ani problemów, było zaufanie i rozmowy a tutaj zaufanie było łamane a rozmowy są prawie niemożliwe bez kłotni.. Czy w ogóle takie osoby mają szanse być ze sobą i się dogadywać? Za każdym razem czuje się dostosowana do tej relacji, to on decyduje kiedy już możemy rozmawiać, przytulać.. męczy mnie to a z drugiej strony sama świadomie tu jestem, w końcu brak zmian jeśli mi coś nie pasuje to też decyzja. Ale na to pewnie składa całe dzieciństwo którego tu nie chce rozpisywać. Wszystko mnie skłania do psychoterapii ale mnie dosłownie obecnie nie stać.. czuje ze sobie nie radzę. Może ktoś z Was ma kontakt gdzie mogłabym szybciej za darmo uzyskać pomoc? Albo jakiejkolwiek wskazówki by skupić się na sobie? Każda kłotnia, brak rozmowy, olewanie, uciekanie, łamanie słów wpływa na mnie strasznie emocjonalnie i nie ogarniam tego. Moje łzy go jeszcze bardziej odrzucają a ja bardziej czuje się raniona. Nie wiem kim obecnie jestem, kim się staję. Kiedyś wydawałam się silniejsza,niezależna.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.