Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

TW: samookaleczanie Czy euforia związana z chorobą dwubiegunową to oznaka zdrowienia?

Treść wrażliwa

TW: samookaleczanie

 

Jestem samotnikiem. Przez długi czas posiadałxm myśli depresyjne, okaleczałxm się, planowałxm koniec. Zawsze trudno mi było nawiązać relacje międzyludzkie. Obecnie studiuję i wiele razy nie zdawałxm czegoś, nie miałxm siły, zapominałxm. Byłxm po prostu smutnym człowiekiem. Myślałxm, że nic mnie w życiu nie czeka, bałxm się ludzi. Nienawidzę siebie, swojego wyglądu, nienawidzę wszystkiego związanego ze mną. Biorę leki antydepresyjne oraz stabilizatory nastroju. Czasem potrafiłxm czuć fizyczny ból i ciężar mojego życia. Żyłxm jak za szybą. Ostatnio jednak dopada mnie dziwna euforia. Miałxm takie epizody w życiu, ale trwały krócej i szybko się wypalałxm. Tak naprawdę potem wpadałxm w jeszcze większe dno. Teraz mam więcej siły niż kiedykolwiek, nie mogę spać. Zapisałxm się do szkoły policealnej, kończę studia, składam mnóstwo cv, a także zostałxm kocim wolontariuszem. Na wolontariat jeżdzę w każdy weekend. Ale to za mało. Złożyłxm wniosek do innego schroniska. Jestem bardziej towarzyską osobą, co jest dla mnie nienaturalne. Dodam, że miałxm diagnozę fobii społecznej i podobno autyzm. Nawet zerwanie z partnerem nie wywołało we mnie emocji, chociaż kiedyś w takiej sytuacji nie mogłxm się pozbierać. Mam ochotę planować przyszłość, trochę czuję się zagubionx. To nie jest dla mnie naturalne. Boję się, że ten czas minie i będę musiałx zmierzyć się z tym co narobiłxm. Wszystkie depresyjne myśli uciekły, nie mogę spać. Psychiatra zmniejszyła mi dawkę antydepresantów o połowe. Wstawiła mi diagnozę choroby dwubiegunowej z hipomanią. Stwierdziłxm, że chce odstawixć leki, bo czuję się zdrowo. To trwa już od miesiąca. Chyba mam też przyspieszony puls. Czy to jest oznaka, że wyzdrowiałxm? Nie chcę żeby to mineło, ale się boję dołka. Czuję dezorientacje i chyba dużo spraw zawalam, bo czuję się wolnym duchem. Wydaję więcej pieniędzy niz zazwyczaj, kiedyś było mi wstyd. Zaprzestałxm chodzenia do psychologa, bo już go nie potrzebuje. Nie utożsamiam się z diagnozą, dlatego chcę się zapytać czy tak wygląda zdrowienie? Pani psychiatra powiedziała, że ludzie w moim wieku (25 lat) właśnie powinni być tacy energiczni. To dla mnie nowość. Co można zrobić aby ustrzec się przed nawrotem depresji? Czy powinienxm zmienić lekarza, czy przestać się przejmować i żyć dalej?

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Szanowny Panie

 

To, co Pan opisuje, bardzo mocno przypomina epizod hipomanii w przebiegu zaburzenia dwubiegunowego, a nie „po prostu zdrowienie”. I jednocześnie absolutnie nie znaczy to, że „wymyśla Pan sobie chorobę” albo że coś w Panu jest „zepsute”. Ja tutaj raczej widzę wzorzec, który można leczyć i nad którym da się odzyskać sprawczość.

 

Typowe objawy hipomanii to między innymi podwyższony nastrój lub euforia, zwiększona energia, mniejsza potrzeba snu, wzrost aktywności (mnóstwo planów, zgłoszeń, projektów), większa towarzyskość, impulsywne decyzje (np. wydatki), poczucie wyjątkowej sprawności, a często też osłabiony krytycyzm. U Pana bardzo wyraźnie widać mało snu, a mimo to dużo energii. Mnóstwo nowych działań w jednym czasie jak kończenie studiów, szkoła policealna, dwa schroniska, dużo CV. Większa towarzyskość mimo wcześniejszej fobii społecznej i lęku przed ludźmi.

Większe wydatki i poczucie „wolnego ducha”, mniej wstydu, mniej hamulców, a za tym idzie zniknięcie lęku i depresyjnych myśli w krótkim czasie, poczucie „odżycia”, dezorientacja. To dokładnie jest powód, dla którego psychiatra wpisała chorobę dwubiegunową z hipomanią, ale to nie jest „normalny poziom energii 25‑latka”, tylko stan, który spełnia dość klasyczne kryteria. W chorobie dwubiegunowej huśtawka wygląda często to przemiennie, czyli długie okresy depresji, potem „złoty miesiąc” lub kilka tygodni hipomanii, a po nim  duże ryzyko raptownego zjazdu w depresję. To, że w przeszłości po takich „górkach” wpadał Pan w jeszcze większe dno, bardzo pasuje do tego obrazu.

Czy to oznacza wyzdrowienie? Niestety: nie. To zdradliwy moment, gdyż czuje się Pan świetnie, więc „logiczne” wydaje się odstawienie leków, przerwanie terapii i uznanie, że wszystko minęło. A statystycznie to właśnie w takich chwilach pacjenci przerywają leczenie i… prowokują ciężkie nawroty.

 W chorobie dwubiegunowej leczenie jest z definicji długotrwałe (często wieloletnie, a bywa że dożywotnie) i obejmuje przyjmowanie leków stabilizujących nastrój również w okresach remisji po to, żeby zmniejszyć ryzyko kolejnych epizodów. Z badań nad depresją (a tym bardziej nad CHAD) wynika, że samodzielne, szybkie odstawienie leków wyraźnie zwiększa ryzyko nawrotu i to następuje  często już w ciągu kilku miesięcy. To, że psychiatra zmniejszyła dawkę antydepresantu o połowę, jest zgodne z zasadą ostrożności. W CHAD zbyt wysoka dawka antydepresantów może właśnie „podbić” hipomanię/manie, dlatego ważniejsze stają się stabilizatory nastroju. Samodzielne dalsze cięcie dawek lub nagłe odstawienie jest w tym kontekście wyraźnie ryzykowne.

Co możesz zrobić, żeby zmniejszyć ryzyko „dołka”

Pod żadnym pozorem proszę nie odstawiać leku na własną rękę, bez konsultacji z psychiatrą. W czasie najbliższej konsultacji należy wprost o bezsenności, przyspieszonym pulsie, wydatkach i poczuciu bycia „wolnym duchem”, bo to są sygnały, że epizod może się nadal rozkręcać. W CHAD oprócz leków niezwykle ważna jest psychoedukacja: uczenie się rozpoznawania wczesnych objawów górki i dołka, plan reagowania, praca z rytmem dobowym, stresem, przekonaniami.

Terapie, które w badaniach dobrze działają w zaburzeniach afektywnych, to m.in. CBT, podejście psychodynamiczne oraz regularna psychoedukacja.

Proszę ustalić „limity bezpieczeństwa” na czas górki. Co to oznacza?  Proszę ustalić miesięczny limit wydatków, zablokować możliwość większych zakupów bez „24 godzin do namysłu”. Tutaj czas jest ważny, gdyż jest duże prawdopodobieństwo, że w perspektywy czasu ten impuls ulegnie znacznemu osłabieniu. 

Proszę nie dokładać kolejnych dużych projektów (nowa szkoła, nowe schronisko, dodatkowe etaty), dopóki ten stan nie ustabilizuje się przez dłuższy czas.

należy dbać o higienę snu, czyli stałe pory kładzenia się i wstawania, nawet jeśli nie czuje Pan zmęczenia; należy ograniczyć  ekran przed snem jak i  kofeinę.

Zalecam prowadzenie krótkiego dziennika nastroju, snu, wydatków, energii; kilka prostych skal 1 do 10 dziennie.

To pomaga wyłapać moment, kiedy górka zaczyna się łamać w dół albo kiedy hipomania przechodzi w bardziej niebezpieczne stany.

 

W CHAD zaleca się psychoedukację także dla bliskich, bo często to oni pierwsi widzą, że „coś się dzieje”.

Może Pan poprosić zaufaną osobę: „jeśli zobaczysz, że prawie nie śpię, bardzo dużo wydaję, rzucam się w milion spraw, przypomnij mi o rozmowie z psychiatrą”.

  Sam fakt, że psychiatra wychwyciła hipomanię, zmniejszyła antydepresant, wprowadziła diagnozę CHAD jest  sygnałem, że widzi szerszy obraz, a nie tylko „masz depresję, więc damy więcej antydepresantu”.

Pojedyncze zdanie o „energii u 25‑latków” można rozumieć różnie – jeśli Pan je odebrał je jak bagatelizowanie, warto to na spokojnie z nią omówić na następnej wizycie.

 Na ten moment zamiast rzucać wszystko i „nie przejmować się”, dużo bezpieczniejsze byłoby zostać u obecnego psychiatry (albo skonsultować się z drugim specjalistą jako „druga opinia”), uporządkować farmakoterapię i wrócić do psychoterapii.

To, że teraz czuje Pan „wolnego ducha” i brak cierpienia, może być ogromną ulgą po latach depresji to nie jest nic dziwnego, że nie chce Pan by to minęło.

Jednocześnie ta „wolność” ma swoją cenę: ryzyko dużego dołka, kłopoty finansowe, porzucane zobowiązania, konflikty, wypalenie. Proszę tego nie lekceważyć. Zdrowienie w chorobie dwubiegunowej nie polega na tym, że „już nigdy nie będzie dołków, a górki zostaną”, tylko na tym, że amplituda wahań maleje, życie staje się przewidywalne, a Pan ma poczucie wpływu z pomocą leków, terapii, strategii na co dzień.

 Życzę szybkiego powrotu do pełni sił. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam,

 

Bardzo Ci dziękuję, że to napisałxś – widać, ile już przeszedłxś i jak dużo włożyłxś w to, żeby żyć mimo bólu.Uwierz.. to naprawdę ogromne.Czuję, że to, co opisujesz teraz: duża energia, mało snu, poczucie „mogę wszystko”, większe wydatki, mniejsza potrzeba psychologa, brak emocji przy rozstaniu, przyspieszony puls: to nie wygląda jak wyzdrowienie, tylko bardzo pasuje do hipomanii, o której mówiła Twoja psychiatra.

I najważniejsze: w hipomanii bardzo często pojawia się poczucie, że leki już nie są potrzebne, to jest część objawów, nie obiektywny sygnał zdrowia.Najbezpieczniejsze, interwencyjnie:

nie odstawiaj leków samx,

skontaktuj się jak najszybciej z psychiatrą i powiedz dokładnie to, co tu napisałxś (sen, wydatki, tempo, poczucie „wolnego ducha”),wróć do psychologa, nawet jeśli teraz wydaje się, że go nie potrzebujesz: to właśnie moment, kiedy jest najbardziej potrzebny, żeby nie było później gwałtownego spadku.To, że boisz się dołka, jest bardzo trzeźwą i zdrową częścią Ciebie: ona chce Cię ochronić.

Na teraz, żeby się ustabilizować:

pilnuj snu (to kluczowe przy CHAD),

ogranicz nowe zobowiązania i wydatki,

trzymaj stały rytm dnia,

nie dokładaj kolejnych dużych decyzji życiowych w tym stanie.Nie musisz „hamować życia”, chodzi o to, żeby nie pozwolić chorobie rozpędzić się za bardzo, bo wtedy powrót bywa bolesny.

I najważniejsze: to, że teraz jest inaczej niż w depresji, nie znaczy, że poprzednie cierpienie było Twoją prawdziwą wersją, ani że ta euforia nią jest. Twoje zdrowienie to będzie stabilność pośrodku, nie skrajności.Jesteś bardzo uważnx na siebie – napisałxś, szukasz informacji, chcesz zapobiec nawrotowi. Według mnie to są ogromne zasoby. Teraz najbezpieczniejszym krokiem jest wrócić do specjalistów i ustabilizować leczenie a nie odstawiać je.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Katarzyna Marzęda

Katarzyna Marzęda

Witam

 

Słyszę, że pojawiają się watpliwości odnośnie aktualnej diagnozy i kontynuacji leczenia. To w pełni naturalne, że w przypadku poprawy samopoczucia pojawia się myśl odnośnie sensu dalszego leczenia. W historii życia pada informacja o tym, że już wcześniej pojawiały się naprzemienne epizody podwyższonego nastroju, po którym następowały epizody smutku, lęku, braku sensu i niskiej samooceny. Słyszę, że pojawiła się diagnoza choroby afektywnej dwubiegunowej od psychiatry, ale równocześnie niezgoda i nieutożsamianie się z diagnozą. Warto pamiętać, że diagnoza nie definiuje nas jako ludzi i nie określa w pełni tego jak przeżyjemy nasze życie.

Ale często objawy, które stoją za diagnozą mogą nam utrudniać przeżyć nasze życie w taki sposób w jaki potrzebujemy. Choroba afektywna dwubiegunowa jest schorzeniem aktualnie uznawanym za przewlekłe i nie w pełni uleczalne, ALE również za takie, które przy regularnie przyjmowanej i odpowiednio dobranej farmakologii pozwala na utrzymanie długotrwałych remisji, kontrolę objawów i zachowanie jakości życia Osoby Pacjenckiej. 

Słyszę, że istnieje obawa przed "powrotem dołków", ale równocześnie obecne jest zaskoczenie aktualną energią i zachowaniem. Oba stany przynoszą konkretne koszty - w "górkach" przez euforię, pobudzenie, intensywne zakupy, podejmowanie wielu spontanicznych decyzji, które powodują, że wiele spraw jest "zawalanych", a w miejsce pojawia się dezorientacja. Z kolei w "dołkach" smutek, wycofanie, samookaleczenia, wycofanie z relacji. Oba stany jak czytam są  odczuwane jako trudne i męczące. Dlatego też, kluczem do stabilizacji wahań nastrojów, a tym samym kosztów tych wahań jest nieprzerywanie leczenia farmakologicznego, ale również, jeśli to możliwe terapeutycznego. Niestety, ale często zdarza się, że częste przerwanie leczenia w epizodach podwyższonego nastroju powoduje, że kolejne epizody depresyjne są intensywniejsze i dłuższe.  

Proszę wątpliwości odnośnie leczenia (typ leków, dawki) zgłaszać bezpośrednio lekarzowi prowadzącemu, ale co istotne gorąco zachęcam do nie zmieniania dawek leków i ich odstawiania na własną rękę.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Katarzyna Marzęda

Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

To, co opisujesz, jest bardzo ważne i bardzo poważne. I chcę to powiedzieć jasno: to nie brzmi jak typowe zdrowienie po depresji.

 

Zdrowienie zazwyczaj przynosi stopniową poprawę nastroju, powrót energii, ale też większą stabilność. Sen się normalizuje, myślenie staje się spokojniejsze, decyzje bardziej wyważone. To, co opisujesz, ma inny charakter.

 

Kilka rzeczy zwraca uwagę:

• znacznie zmniejszona potrzeba snu
• nagły wzrost energii i aktywności
• zwiększona towarzyskość, która jest dla Ciebie nienaturalna
• większa impulsywność finansowa
• brak przeżywania emocji w sytuacjach, które wcześniej były bardzo obciążające
• poczucie euforii po długim okresie depresji
• wcześniejsze epizody, po których następowało „jeszcze większe dno”

 

To bardzo przypomina epizod hipomanii. A hipomania w chorobie dwubiegunowej często subiektywnie jest odbierana jako „w końcu jestem sobą”, „w końcu żyję”, „w końcu mam energię”. Problem polega na tym, że organizm nie utrzymuje tego stanu długo i po nim bywa bolesny spadek.

To, że boisz się dołka, jest bardzo trzeźwym sygnałem. Część Ciebie widzi, że to nie jest w pełni stabilne.

 

Niepokojące są też:

• chęć odstawienia leków, bo „czuję się zdrowo”
• przerwanie psychoterapii
• poczucie, że „za dużo spraw zawalam, bo jestem wolnym duchem”
• przyspieszony puls

 

Odstawienie leków w trakcie hipomanii jest jednym z najczęstszych mechanizmów pogłębiających późniejszy epizod. Nie dlatego, że jesteś nierozsądnx. Dlatego, że w tym stanie mózg realnie zmienia ocenę ryzyka i potrzebę leczenia.

To, że masz 25 lat i dużo energii, nie tłumaczy braku snu i gwałtownej zmiany funkcjonowania. Energia młodości nie powoduje bezsenności przez miesiąc ani nagłego przeskoku z głębokiej depresji w euforię.

Nie mogę diagnozować, ale to, co opisujesz, jest spójne z obrazem zaburzeń afektywnych dwubiegunowych. I to nie jest etykieta, która ma Cię ograniczać. To informacja o tym, jak działa Twój układ nerwowy.

 

Najważniejsze teraz:

Nie odstawiaj leków samodzielnie.

Skontaktuj się z psychiatrą i opisz dokładnie to, co napisałxś tutaj.

Wróć do psychoterapii, nawet jeśli czujesz, że jej „nie potrzebujesz”. Właśnie w takich momentach jest najbardziej potrzebna.

Zadbaj o sen jako absolutny priorytet. Brak snu napędza hipomanię.

 

 

Twoje pytanie „czy tak wygląda zdrowienie?” jest bardzo rozsądne. Osoby w hipomanii często nie zadają go wcale. Ty nadal masz wgląd. To dobry prognostyk.

 

Jeśli kiedykolwiek pojawią się znowu myśli o samookaleczeniu albo odebraniu sobie życia, to jest moment na natychmiastową pomoc. W Polsce możesz zadzwonić na 116 123 lub 800 70 2222. Jeśli byłoby bardzo źle, jedź na SOR psychiatryczny.

 

Rozumiem też Twój lęk przed powrotem depresji. W chorobie dwubiegunowej celem nie jest utrzymanie euforii. Celem jest stabilność. Stabilność bywa mniej spektakularna, ale jest bezpieczna.

 

Nie musisz teraz zmieniać lekarza tylko dlatego, że diagnoza Cię przeraża. Możesz natomiast umówić wizytę i powiedzieć wprost: „Boję się, że to minie i będzie dno. Boję się, że to nie jest zdrowienie”.

 

Twoja historia z samookaleczaniem i planowaniem końca życia sprawia, że szczególnie ważne jest, by nie bagatelizować tej zmiany nastroju.

 

To, że czujesz się zagubionx, jest bardzo zrozumiałe. Z jednej strony ulga po depresji. Z drugiej intuicja, że coś jest inne niż zwykle.

 

Zostawię Ci jedno pytanie do spokojnego przemyślenia:
czy gdyby ktoś bliski opisał dokładnie to samo, uznałxbyś to za pełne wyzdrowienie?

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

To, co opisujesz, brzmi jak bardzo intensyjne i jednocześnie niepokojące doświadczenie. Twoja czujność i obawy są ważne, bo pokazują, że zależy Ci na sobie i swojej stabilności. W takiej sytuacji naprawdę warto pozostać w kontakcie z psychiatrą i psychologiem, żeby bezpiecznie przejść przez ten etap i lepiej zrozumieć, co się dzieje. Nie musisz tego rozgryzać samodzielnie.

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

kryzys

Czy doświadczasz kryzysu psychicznego?

Zobacz podobne

Trichotillomania: Jak sobie z nią radzić i czy da się ją wyleczyć?
Trichotillomania. Jak sobie z nią radzić, czy da się ją w jakiś sposób wyleczyć? Jest to bardzo męczące, ponieważ wlosy wyrywam tak na prawdę cały czas. Najczęściej, gdy mi się nudzi. Nie wiem co mam z tym zrobić i z kim o tym porozmawiać.
Narzeczony zerwał i potrzebuje przestrzeni - czy to depresja? Szukać wsparcia czy dać mu czas?

Czy to normalne narzeczony ze mną nagle zerwał? Teraz chce być sam, najpierw mówił, że chce naprawić swój mózg, a teraz to już chce być sam, nie chce wsparcia. Jak ja stwierdziłam, że ja wiem, że nie chce mnie w to wciągać, to stwierdził, że to nie o to chodzi i że chce być sam serio i musze iść dalej. Powiedziałam, że to wiem, że przez depresje I to minie tylko musi zacząć się leczyć, powiedział, że to nie ma znaczenia, jak powiedziałam, że czemu tak uważasz powiedział, że sam z siebie. I na prawdę nie chce wsparcia. Czy jeżeli dam mu przestrzeń to może zmienić zdanie? I będzie chciał wsparcia i przestanie się izolować ode mnie. Nie wiem, dlaczego się ode mnie izoluje, ale od kolegów nie i spędza z nimi dużo czasu. Zaczął też więcej pracować. Zawsze był wrażliwym chłopakiem, teraz się zmienił, mojej mamie pisał, że chyba ma depresje albo coś w podobnie. Do mnie powiedział, że mnie nie kocha i nie tęskni, jak zapytałam, czy tylko mnie to powiedział, że wszystkiego. Ja mam wrażenie, że on się świetnie bawi, nie chce rozmawiać twierdzi, że nie ma potrzeby i że to tylko źle wpływa na jego głowę. Ale ma wahania nastroju raz jest miły, a raz agresywny w rozmowie i jak sie spotkamy tak samo.

Kryzys w związku: Jak poradzić sobie z poczuciem winy i wybrać siebie?

Kryzys w długoletnim związku. 

Mój mąż jest starszy ode mnie o 13 lat. Wcześniej w miarę dobrze się dogadywaliśmy, teraz myślę, że po prostu bardziej starałam się o nasz związek, ustępowałam w różnych rzeczach, żeby nie tworzyć konfliktów i żeby on był zadowolony. 

Jakoś nie przeszkadzało mi to bardzo, nigdy tego nie widziałam. Od kilku lat stał się bardziej poirytowany, nerwowy, zainteresowany polityką. Na moje próby zainicjowania wspólnie miłego spędzania czasu, często odpowiada negatywnie lub opryskliwie. Oddaliliśmy się od siebie bardzo, nie uprawiamy seksu od ponad roku. W tym czasie braku zaspokojonych moich potrzeb, nie czułam się kochana ani rozumiana, ani widziana wdałam się w romans, który myślę, że przyniósł też dla mnie ogromne poczucie winy, z którymi nie potrafię sobie poradzić. Mąż o tym nie wie. Widział tylko, że się oddalamy. Na moje próby rozmowy lub pójście na kompromisy okazało się, że wybrał sobie potajemne kontakty z byłą znajomą, z którą był jeszcze przede mną krótki czas. Sprawdzałam mu telefon i messengera, pisał do niej, odnowił kontakty, potem się spotkali, pisał do niej kochanie i słoneczko i że chcę z nią być. W pewnym momencie ja poinformowałam jego podczas kłótni, że wiem o tym, że z nią piszę, był trochę zmieszany, trochę się wypierał i że to tylko koleżanka. Później dalej między nami było źle i w pewnym momencie oznajmił mi separację, że możemy żyć z osobno, że ja mogę spotykać się z innymi, uprawiać seks, a że on będzie jeździł do niej co dwa tygodnie. Nie dowierzałam, przeżyłam to bardzo, ale nie byłam wobec niego ani wulgarna, ani nerwowa. 

Przeżyłam to wewnętrznie, poukładałam sobie to w głowie, wyprowadziłam się do drugiego pokoju. W tym czasie kupiłam drugie mieszkanie, które obiecał mi pomóc wyremontować, z myślą, że ja się tam wyprowadzę. Wszystko mieliśmy uzgodnione na spokojnie, podział majątku i w dalszej kolejności rozwód. Okazało się jednak, że nie wyszło mu z tą koleżanką, że ona nie spełnia jego najmniejszych oczekiwań, długo była sama i nie umie z kimś być, więc zaczął odkręcać to wszystko, obwiniając mnie, że ja nie chcę z nim się dogadać i że to tylko była gra po to, żeby zobaczyć moją reakcję czy mi na nim zależy. 

Obwiniał, że to moja wina, że w ogóle ona się pojawiła, że moje zachowanie to spowodowało. Że oczekiwał reakcji ode mnie, nie było, że powinnam była zrobić mu awanturę i zatrzymać go, żeby do niej nie jechał. Ja raczej nie mam takiego charakteru, nie robię wielkich awantur i nie wyzywam. Ale on od tamtej pory próbuje mnie przekonać jakby siłą do tego, że to jest moja wina, że ja nie chcę walczyć o nasz związek, że ja jestem podła i wredna, bo on chce, a ja nie chcę. Gdy mówię, że niech mnie nie wyzywa, to mówi, że ja go denerwuje i że ma prawo się denerwować. 

Krzyczy, wyzywa i płacze, mówi, że się powiesi, każe mi się wyprowadzać, na drugi dzień się uspokaja, ale nie chce rozmawiać. Było tak już kilka razy i jeżeli wcześniej mieliśmy podjętą decyzję o rozstaniu, przeżyłam, ale trzymam się tego, choć bardzo się boję, że nie wiem, że to jest dobra decyzja i jak sobie poradzę sama ze sobą ze swoją psychiką i samotnością. 

Ale bardzo czuję się też winna w tej sytuacji, że nie chce spróbować z nim, nie winna tego, że byliśmy kilkanaście lat razem, a ja nie chcę się z nim dogadać. I czuję teraz, że mam depresję i że nie będę szczęśliwa, nigdy nie uszczęśliwiając jego. I jednocześnie czuję, że nawet gdy się poświęcę dla związku będę zgorzkniała i zrozpaczona, bo nie będę zaspokajać swoich potrzeb. Chodzę na terapii od roku, ale niewiele mi to pomaga. Może jedynie dostrzegam swoje potrzeby, ale i tak dalej nie czuję, że mam do tego prawo. Czuję za to się bardzo odpowiedzialna za ten związek, że skoro mnie, bo weszłam, to muszę zrobić wszystko i wiele więcej, żeby tylko być w tym związku i żeby on czuł się szczęśliwy, bo on chce być ze mną w związku. 

Mam wrażenie, że w tej chwili co bym nie zrobiła, jaką decyzję nie podjęła to, że sobie z nią nie poradzę. Nie wiem, co robić. 

Jak przeżyć i przetrwać, gdy wybiorę siebie? Jak poradzić sobie z poczuciem winy, że wybieram siebie, że jestem egoistką?

Po zakończeniu relacji ex wyzywał mnie, przede wszystkim od zaburzeń psychicznych. Nikt mnie nie poprze przy prawdzie
Po zerwaniu mężczyzna wyzwał mnie bez powodu. Napisałam po dobie, że mi przykro, w sumie nie rozumiałam sytuacji i zaczął wymyślać, że mam choroby psychiczne, i że je ukryłam przed nim. Im bardziej zaprzeczałam, tym dalej się posuwał. Stwierdził, że mam schizofrenię, że nie pamiętam różnych sytuacji, że słyszę głosy itd. Jestem przerażona. Nic takiego miejsca nie miało, nie choruję na nic. Mam problemy zwykłe, przepracowane - ale nigdy nie miałam problemów z pamięcią. Człowiek z depresją, kiedyś pił. Dodam, że obrażał się za byle co i reagował dosyć wulgarnie. Na koniec pisał mi używając chamskich słów oraz w trakcie znajomości wysyłał zbereźne, mocne memy. Mówiłam stop, to również się obrażał. Pytam, bo nie jestem osobą na jego poziomie, on ma stanowisko i duże poważanie. To jemu ludzie wierzą..
Nie mam już siły.
Nie mam już siły. Jakiś czas temu udało mi się nic sobie nie zrobić, ale dziś jedyna myśl to, żeby to skończyć. Staram się tę myśl odepchnąć, zająć się czymś, żeby nie myśleć, ale nie mam już siły. To się ciągnie od ponad 1.5 roku, ale w ostatnim czasie było najgorzej. Czuje, że przegrywam sama ze sobą. Boję się swoich myśli. Co mam zrobić, żeby to się skończyło?
depresja poporodowa

Depresja poporodowa - objawy, leczenie i wsparcie dla młodych rodziców

Depresja poporodowa to stan, który może pojawić się w okresie po narodzinach dziecka. Gdy trudności emocjonalne utrzymują się dłużej lub są intensywne, odpowiednia pomoc specjalisty i wsparcie bliskich mogą być niezwykle cenne i potrzebne.