
- Strona główna
- Forum
- zaburzenia nastroju
- TW: samookaleczanie...
TW: samookaleczanie Czy euforia związana z chorobą dwubiegunową to oznaka zdrowienia?
TW: samookaleczanie
Jestem samotnikiem. Przez długi czas posiadałxm myśli depresyjne, okaleczałxm się, planowałxm koniec. Zawsze trudno mi było nawiązać relacje międzyludzkie. Obecnie studiuję i wiele razy nie zdawałxm czegoś, nie miałxm siły, zapominałxm. Byłxm po prostu smutnym człowiekiem. Myślałxm, że nic mnie w życiu nie czeka, bałxm się ludzi. Nienawidzę siebie, swojego wyglądu, nienawidzę wszystkiego związanego ze mną. Biorę leki antydepresyjne oraz stabilizatory nastroju. Czasem potrafiłxm czuć fizyczny ból i ciężar mojego życia. Żyłxm jak za szybą. Ostatnio jednak dopada mnie dziwna euforia. Miałxm takie epizody w życiu, ale trwały krócej i szybko się wypalałxm. Tak naprawdę potem wpadałxm w jeszcze większe dno. Teraz mam więcej siły niż kiedykolwiek, nie mogę spać. Zapisałxm się do szkoły policealnej, kończę studia, składam mnóstwo cv, a także zostałxm kocim wolontariuszem. Na wolontariat jeżdzę w każdy weekend. Ale to za mało. Złożyłxm wniosek do innego schroniska. Jestem bardziej towarzyską osobą, co jest dla mnie nienaturalne. Dodam, że miałxm diagnozę fobii społecznej i podobno autyzm. Nawet zerwanie z partnerem nie wywołało we mnie emocji, chociaż kiedyś w takiej sytuacji nie mogłxm się pozbierać. Mam ochotę planować przyszłość, trochę czuję się zagubionx. To nie jest dla mnie naturalne. Boję się, że ten czas minie i będę musiałx zmierzyć się z tym co narobiłxm. Wszystkie depresyjne myśli uciekły, nie mogę spać. Psychiatra zmniejszyła mi dawkę antydepresantów o połowe. Wstawiła mi diagnozę choroby dwubiegunowej z hipomanią. Stwierdziłxm, że chce odstawixć leki, bo czuję się zdrowo. To trwa już od miesiąca. Chyba mam też przyspieszony puls. Czy to jest oznaka, że wyzdrowiałxm? Nie chcę żeby to mineło, ale się boję dołka. Czuję dezorientacje i chyba dużo spraw zawalam, bo czuję się wolnym duchem. Wydaję więcej pieniędzy niz zazwyczaj, kiedyś było mi wstyd. Zaprzestałxm chodzenia do psychologa, bo już go nie potrzebuje. Nie utożsamiam się z diagnozą, dlatego chcę się zapytać czy tak wygląda zdrowienie? Pani psychiatra powiedziała, że ludzie w moim wieku (25 lat) właśnie powinni być tacy energiczni. To dla mnie nowość. Co można zrobić aby ustrzec się przed nawrotem depresji? Czy powinienxm zmienić lekarza, czy przestać się przejmować i żyć dalej?
Anonim
Piotr Ziomber
Szanowny Panie
To, co Pan opisuje, bardzo mocno przypomina epizod hipomanii w przebiegu zaburzenia dwubiegunowego, a nie „po prostu zdrowienie”. I jednocześnie absolutnie nie znaczy to, że „wymyśla Pan sobie chorobę” albo że coś w Panu jest „zepsute”. Ja tutaj raczej widzę wzorzec, który można leczyć i nad którym da się odzyskać sprawczość.
Typowe objawy hipomanii to między innymi podwyższony nastrój lub euforia, zwiększona energia, mniejsza potrzeba snu, wzrost aktywności (mnóstwo planów, zgłoszeń, projektów), większa towarzyskość, impulsywne decyzje (np. wydatki), poczucie wyjątkowej sprawności, a często też osłabiony krytycyzm. U Pana bardzo wyraźnie widać mało snu, a mimo to dużo energii. Mnóstwo nowych działań w jednym czasie jak kończenie studiów, szkoła policealna, dwa schroniska, dużo CV. Większa towarzyskość mimo wcześniejszej fobii społecznej i lęku przed ludźmi.
Większe wydatki i poczucie „wolnego ducha”, mniej wstydu, mniej hamulców, a za tym idzie zniknięcie lęku i depresyjnych myśli w krótkim czasie, poczucie „odżycia”, dezorientacja. To dokładnie jest powód, dla którego psychiatra wpisała chorobę dwubiegunową z hipomanią, ale to nie jest „normalny poziom energii 25‑latka”, tylko stan, który spełnia dość klasyczne kryteria. W chorobie dwubiegunowej huśtawka wygląda często to przemiennie, czyli długie okresy depresji, potem „złoty miesiąc” lub kilka tygodni hipomanii, a po nim duże ryzyko raptownego zjazdu w depresję. To, że w przeszłości po takich „górkach” wpadał Pan w jeszcze większe dno, bardzo pasuje do tego obrazu.
Czy to oznacza wyzdrowienie? Niestety: nie. To zdradliwy moment, gdyż czuje się Pan świetnie, więc „logiczne” wydaje się odstawienie leków, przerwanie terapii i uznanie, że wszystko minęło. A statystycznie to właśnie w takich chwilach pacjenci przerywają leczenie i… prowokują ciężkie nawroty.
W chorobie dwubiegunowej leczenie jest z definicji długotrwałe (często wieloletnie, a bywa że dożywotnie) i obejmuje przyjmowanie leków stabilizujących nastrój również w okresach remisji po to, żeby zmniejszyć ryzyko kolejnych epizodów. Z badań nad depresją (a tym bardziej nad CHAD) wynika, że samodzielne, szybkie odstawienie leków wyraźnie zwiększa ryzyko nawrotu i to następuje często już w ciągu kilku miesięcy. To, że psychiatra zmniejszyła dawkę antydepresantu o połowę, jest zgodne z zasadą ostrożności. W CHAD zbyt wysoka dawka antydepresantów może właśnie „podbić” hipomanię/manie, dlatego ważniejsze stają się stabilizatory nastroju. Samodzielne dalsze cięcie dawek lub nagłe odstawienie jest w tym kontekście wyraźnie ryzykowne.
Co możesz zrobić, żeby zmniejszyć ryzyko „dołka”
Pod żadnym pozorem proszę nie odstawiać leku na własną rękę, bez konsultacji z psychiatrą. W czasie najbliższej konsultacji należy wprost o bezsenności, przyspieszonym pulsie, wydatkach i poczuciu bycia „wolnym duchem”, bo to są sygnały, że epizod może się nadal rozkręcać. W CHAD oprócz leków niezwykle ważna jest psychoedukacja: uczenie się rozpoznawania wczesnych objawów górki i dołka, plan reagowania, praca z rytmem dobowym, stresem, przekonaniami.
Terapie, które w badaniach dobrze działają w zaburzeniach afektywnych, to m.in. CBT, podejście psychodynamiczne oraz regularna psychoedukacja.
Proszę ustalić „limity bezpieczeństwa” na czas górki. Co to oznacza? Proszę ustalić miesięczny limit wydatków, zablokować możliwość większych zakupów bez „24 godzin do namysłu”. Tutaj czas jest ważny, gdyż jest duże prawdopodobieństwo, że w perspektywy czasu ten impuls ulegnie znacznemu osłabieniu.
Proszę nie dokładać kolejnych dużych projektów (nowa szkoła, nowe schronisko, dodatkowe etaty), dopóki ten stan nie ustabilizuje się przez dłuższy czas.
należy dbać o higienę snu, czyli stałe pory kładzenia się i wstawania, nawet jeśli nie czuje Pan zmęczenia; należy ograniczyć ekran przed snem jak i kofeinę.
Zalecam prowadzenie krótkiego dziennika nastroju, snu, wydatków, energii; kilka prostych skal 1 do 10 dziennie.
To pomaga wyłapać moment, kiedy górka zaczyna się łamać w dół albo kiedy hipomania przechodzi w bardziej niebezpieczne stany.
W CHAD zaleca się psychoedukację także dla bliskich, bo często to oni pierwsi widzą, że „coś się dzieje”.
Może Pan poprosić zaufaną osobę: „jeśli zobaczysz, że prawie nie śpię, bardzo dużo wydaję, rzucam się w milion spraw, przypomnij mi o rozmowie z psychiatrą”.
Sam fakt, że psychiatra wychwyciła hipomanię, zmniejszyła antydepresant, wprowadziła diagnozę CHAD jest sygnałem, że widzi szerszy obraz, a nie tylko „masz depresję, więc damy więcej antydepresantu”.
Pojedyncze zdanie o „energii u 25‑latków” można rozumieć różnie – jeśli Pan je odebrał je jak bagatelizowanie, warto to na spokojnie z nią omówić na następnej wizycie.
Na ten moment zamiast rzucać wszystko i „nie przejmować się”, dużo bezpieczniejsze byłoby zostać u obecnego psychiatry (albo skonsultować się z drugim specjalistą jako „druga opinia”), uporządkować farmakoterapię i wrócić do psychoterapii.
To, że teraz czuje Pan „wolnego ducha” i brak cierpienia, może być ogromną ulgą po latach depresji to nie jest nic dziwnego, że nie chce Pan by to minęło.
Jednocześnie ta „wolność” ma swoją cenę: ryzyko dużego dołka, kłopoty finansowe, porzucane zobowiązania, konflikty, wypalenie. Proszę tego nie lekceważyć. Zdrowienie w chorobie dwubiegunowej nie polega na tym, że „już nigdy nie będzie dołków, a górki zostaną”, tylko na tym, że amplituda wahań maleje, życie staje się przewidywalne, a Pan ma poczucie wpływu z pomocą leków, terapii, strategii na co dzień.
Życzę szybkiego powrotu do pełni sił.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Witam,
Bardzo Ci dziękuję, że to napisałxś – widać, ile już przeszedłxś i jak dużo włożyłxś w to, żeby żyć mimo bólu.Uwierz.. to naprawdę ogromne.Czuję, że to, co opisujesz teraz: duża energia, mało snu, poczucie „mogę wszystko”, większe wydatki, mniejsza potrzeba psychologa, brak emocji przy rozstaniu, przyspieszony puls: to nie wygląda jak wyzdrowienie, tylko bardzo pasuje do hipomanii, o której mówiła Twoja psychiatra.
I najważniejsze: w hipomanii bardzo często pojawia się poczucie, że leki już nie są potrzebne, to jest część objawów, nie obiektywny sygnał zdrowia.Najbezpieczniejsze, interwencyjnie:
nie odstawiaj leków samx,
skontaktuj się jak najszybciej z psychiatrą i powiedz dokładnie to, co tu napisałxś (sen, wydatki, tempo, poczucie „wolnego ducha”),wróć do psychologa, nawet jeśli teraz wydaje się, że go nie potrzebujesz: to właśnie moment, kiedy jest najbardziej potrzebny, żeby nie było później gwałtownego spadku.To, że boisz się dołka, jest bardzo trzeźwą i zdrową częścią Ciebie: ona chce Cię ochronić.
Na teraz, żeby się ustabilizować:
pilnuj snu (to kluczowe przy CHAD),
ogranicz nowe zobowiązania i wydatki,
trzymaj stały rytm dnia,
nie dokładaj kolejnych dużych decyzji życiowych w tym stanie.Nie musisz „hamować życia”, chodzi o to, żeby nie pozwolić chorobie rozpędzić się za bardzo, bo wtedy powrót bywa bolesny.
I najważniejsze: to, że teraz jest inaczej niż w depresji, nie znaczy, że poprzednie cierpienie było Twoją prawdziwą wersją, ani że ta euforia nią jest. Twoje zdrowienie to będzie stabilność pośrodku, nie skrajności.Jesteś bardzo uważnx na siebie – napisałxś, szukasz informacji, chcesz zapobiec nawrotowi. Według mnie to są ogromne zasoby. Teraz najbezpieczniejszym krokiem jest wrócić do specjalistów i ustabilizować leczenie a nie odstawiać je.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Katarzyna Marzęda
Witam
Słyszę, że pojawiają się watpliwości odnośnie aktualnej diagnozy i kontynuacji leczenia. To w pełni naturalne, że w przypadku poprawy samopoczucia pojawia się myśl odnośnie sensu dalszego leczenia. W historii życia pada informacja o tym, że już wcześniej pojawiały się naprzemienne epizody podwyższonego nastroju, po którym następowały epizody smutku, lęku, braku sensu i niskiej samooceny. Słyszę, że pojawiła się diagnoza choroby afektywnej dwubiegunowej od psychiatry, ale równocześnie niezgoda i nieutożsamianie się z diagnozą. Warto pamiętać, że diagnoza nie definiuje nas jako ludzi i nie określa w pełni tego jak przeżyjemy nasze życie.
Ale często objawy, które stoją za diagnozą mogą nam utrudniać przeżyć nasze życie w taki sposób w jaki potrzebujemy. Choroba afektywna dwubiegunowa jest schorzeniem aktualnie uznawanym za przewlekłe i nie w pełni uleczalne, ALE również za takie, które przy regularnie przyjmowanej i odpowiednio dobranej farmakologii pozwala na utrzymanie długotrwałych remisji, kontrolę objawów i zachowanie jakości życia Osoby Pacjenckiej.
Słyszę, że istnieje obawa przed "powrotem dołków", ale równocześnie obecne jest zaskoczenie aktualną energią i zachowaniem. Oba stany przynoszą konkretne koszty - w "górkach" przez euforię, pobudzenie, intensywne zakupy, podejmowanie wielu spontanicznych decyzji, które powodują, że wiele spraw jest "zawalanych", a w miejsce pojawia się dezorientacja. Z kolei w "dołkach" smutek, wycofanie, samookaleczenia, wycofanie z relacji. Oba stany jak czytam są odczuwane jako trudne i męczące. Dlatego też, kluczem do stabilizacji wahań nastrojów, a tym samym kosztów tych wahań jest nieprzerywanie leczenia farmakologicznego, ale również, jeśli to możliwe terapeutycznego. Niestety, ale często zdarza się, że częste przerwanie leczenia w epizodach podwyższonego nastroju powoduje, że kolejne epizody depresyjne są intensywniejsze i dłuższe.
Proszę wątpliwości odnośnie leczenia (typ leków, dawki) zgłaszać bezpośrednio lekarzowi prowadzącemu, ale co istotne gorąco zachęcam do nie zmieniania dawek leków i ich odstawiania na własną rękę.
Pozdrawiam serdecznie,
Katarzyna Marzęda
Łukasz Dyłka
To, co opisujesz, jest bardzo ważne i bardzo poważne. I chcę to powiedzieć jasno: to nie brzmi jak typowe zdrowienie po depresji.
Zdrowienie zazwyczaj przynosi stopniową poprawę nastroju, powrót energii, ale też większą stabilność. Sen się normalizuje, myślenie staje się spokojniejsze, decyzje bardziej wyważone. To, co opisujesz, ma inny charakter.
Kilka rzeczy zwraca uwagę:
• znacznie zmniejszona potrzeba snu
• nagły wzrost energii i aktywności
• zwiększona towarzyskość, która jest dla Ciebie nienaturalna
• większa impulsywność finansowa
• brak przeżywania emocji w sytuacjach, które wcześniej były bardzo obciążające
• poczucie euforii po długim okresie depresji
• wcześniejsze epizody, po których następowało „jeszcze większe dno”
To bardzo przypomina epizod hipomanii. A hipomania w chorobie dwubiegunowej często subiektywnie jest odbierana jako „w końcu jestem sobą”, „w końcu żyję”, „w końcu mam energię”. Problem polega na tym, że organizm nie utrzymuje tego stanu długo i po nim bywa bolesny spadek.
To, że boisz się dołka, jest bardzo trzeźwym sygnałem. Część Ciebie widzi, że to nie jest w pełni stabilne.
Niepokojące są też:
• chęć odstawienia leków, bo „czuję się zdrowo”
• przerwanie psychoterapii
• poczucie, że „za dużo spraw zawalam, bo jestem wolnym duchem”
• przyspieszony puls
Odstawienie leków w trakcie hipomanii jest jednym z najczęstszych mechanizmów pogłębiających późniejszy epizod. Nie dlatego, że jesteś nierozsądnx. Dlatego, że w tym stanie mózg realnie zmienia ocenę ryzyka i potrzebę leczenia.
To, że masz 25 lat i dużo energii, nie tłumaczy braku snu i gwałtownej zmiany funkcjonowania. Energia młodości nie powoduje bezsenności przez miesiąc ani nagłego przeskoku z głębokiej depresji w euforię.
Nie mogę diagnozować, ale to, co opisujesz, jest spójne z obrazem zaburzeń afektywnych dwubiegunowych. I to nie jest etykieta, która ma Cię ograniczać. To informacja o tym, jak działa Twój układ nerwowy.
Najważniejsze teraz:
Nie odstawiaj leków samodzielnie.
Skontaktuj się z psychiatrą i opisz dokładnie to, co napisałxś tutaj.
Wróć do psychoterapii, nawet jeśli czujesz, że jej „nie potrzebujesz”. Właśnie w takich momentach jest najbardziej potrzebna.
Zadbaj o sen jako absolutny priorytet. Brak snu napędza hipomanię.
Twoje pytanie „czy tak wygląda zdrowienie?” jest bardzo rozsądne. Osoby w hipomanii często nie zadają go wcale. Ty nadal masz wgląd. To dobry prognostyk.
Jeśli kiedykolwiek pojawią się znowu myśli o samookaleczeniu albo odebraniu sobie życia, to jest moment na natychmiastową pomoc. W Polsce możesz zadzwonić na 116 123 lub 800 70 2222. Jeśli byłoby bardzo źle, jedź na SOR psychiatryczny.
Rozumiem też Twój lęk przed powrotem depresji. W chorobie dwubiegunowej celem nie jest utrzymanie euforii. Celem jest stabilność. Stabilność bywa mniej spektakularna, ale jest bezpieczna.
Nie musisz teraz zmieniać lekarza tylko dlatego, że diagnoza Cię przeraża. Możesz natomiast umówić wizytę i powiedzieć wprost: „Boję się, że to minie i będzie dno. Boję się, że to nie jest zdrowienie”.
Twoja historia z samookaleczaniem i planowaniem końca życia sprawia, że szczególnie ważne jest, by nie bagatelizować tej zmiany nastroju.
To, że czujesz się zagubionx, jest bardzo zrozumiałe. Z jednej strony ulga po depresji. Z drugiej intuicja, że coś jest inne niż zwykle.
Zostawię Ci jedno pytanie do spokojnego przemyślenia:
czy gdyby ktoś bliski opisał dokładnie to samo, uznałxbyś to za pełne wyzdrowienie?
Daria Składanowska
Dzień dobry,
To, co opisujesz, brzmi jak bardzo intensyjne i jednocześnie niepokojące doświadczenie. Twoja czujność i obawy są ważne, bo pokazują, że zależy Ci na sobie i swojej stabilności. W takiej sytuacji naprawdę warto pozostać w kontakcie z psychiatrą i psychologiem, żeby bezpiecznie przejść przez ten etap i lepiej zrozumieć, co się dzieje. Nie musisz tego rozgryzać samodzielnie.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria

Zobacz podobne
Witam.
Mam pytanie: po ponad 20 latach razem, będę się rozwodziła z mężem. Mąż ma depresję, stwierdzona przez lekarza przed chyba 5laty. Nie leczył się. Tabletki miał od lekarza przepisane, ale brał, jak chciał. Jak wspominałam o terapii, był zaraz na mnie zły, że on nie będzie tego robił, bo raz był u pani psycholog i nic mu to nie dało. Przez te lata byłam przy nim, chociaż nie powiem, czasem było ciężko. Mąż w domu nie robił całkowicie nic, starałam się go wyręczać, ile mogłam, pracując na cały etat, starałam się też być cały czas dla naszych dzieci (16 i 9 lat), starałam się też ogarniać dom. Z biegiem czasu słyszałam coraz częściej, że to moja wina, że on ma depresję, bo chodził do pracy, gdzie się jej nabawił przeze mnie i dzieci, że jest w miejscu, w którym nie chce być (mieszkamy w Niemczech) też przeze mnie i dzieci.
Z biegiem czasu doszły brak szacunku i chamskie dogadywanie i oczywiście coraz częściej wypominanie wszystkich moich błędów i tego, że nie mam chęci na seks. W sumie w domu bałagan więc i tego nie robiłam, za mało zarabiałam (pracowałam, odkąd przyjechałam do Niemiec, zawsze na cały etat - 41,5 godzin tygodniowo) I czasem tylko jak powiedziałam, że żal mi, że z dziećmi nie spędzam tyle czasu, ile bym chciała (on nie robił z nimi nic), to i tak zaraz był zły, bo dużo ludzi tak robi i dzieciom nic się nie dzieje. 23.09 (nigdy nie zapomnę) mój mąż (pracuje jako kierowca ciężarówki, codziennie w domu) zadzwonił w trakcie pracy, a akurat miałam wolne i jak zwykle (nie pierwszy raz) nasza rozmowa toczyła się tak już po chwili (w sumie to był jego monolog), jaką to ja jestem zła żona, że nie ma seksu, że jestem do niczego (nie wyzywał ani nie bil), ale wtedy coś we mnie pękło. Po tym jeden dzień nie rozmawialiśmy i nie spal w domu, a potem zaczęło się piekło przez 2 miesiące.
Nie chce do tego wracać, ale nurtuje mnie jedno pytanie, bo "naturalnie" całej sytuacji jestem winna ja, bo po tym powiedziałam, że nie chce z nim być, a on się przez te 2 miesiące pierwsze starał i albo mnie kochał i naprawiał, albo nienawidził. Prosiłam, żeby mi dał święty spokój, ale nie docierało.
Teraz jak oboje się chcemy rozwieść, ale non stop słyszę, że to moja wina, bo go w chorobie zostawić chce (ja twierdzę, że to nas obu wina). Czy to normalnie, że ja tak zareagowałam?
Ranił mnie bardzo przez przynajmniej półtora roku, starałam się być silna i tłumaczyłam go depresja, ale coś we mnie pękło.
Czy takie odzywanie się do drugiej osoby mogę ta depresja tłumaczyć, bo on się tak tłumaczy cały czas.
Czy to ja powinnam go na siłę zaciągnąć na terapię (teraz w końcu po kłótni robi)? Czy ja musiałam i muszę przy nim być, bo ma depresję? Cały czas mam wrażenie, że on chce na mnie wymusić poczucie winy. On niby wie, co złe robił, ale jak rozmawiamy, to próbuje i tak się wybielić i na mnie winę zrzucić.
Ja wiem, że moja wina jest taka, że mu nie mówiłam, że mnie to rani, co mówi. W sumie próbowałam, ale było zaraz, co się czepiasz (tylko bardziej chamsko).
Ja chce już normalnie żyć, chce się skupić na dzieciach, a potem być może i dla mnie poszukać terapeuty.
Nie wiem, czy będę chciała jeszcze z kimś być, czy będę umiała, ale nurtują mnie te pytania i będę wdzięczna za odpowiedź. Pozdrawiam
Witam, mam 22 lata i od zawsze mierzę się z uczuciem bezsensu w życiu, apatią i problemami społecznymi. Chodzę do psychiatry ma NFZ co kilka miesięcy, mam leki antydepresyjne, przeciwlękowe, na adhd (na to też cierpię), od dwóch lat się leczę, ale czuję, że to nie ma sensu. Nic mi nie pomaga. Mam ogromne problemy z ludźmi, niby czuję potrzebę przynależności, ale gdy ktoś się zbliża, to mam ochotę uciec, wyizolować się. Nie czuję, że należe do tego świata. Mam też okropne wahania nastroju. Ostatnio w czerwcu miałam dobry miesiąc, zapisałam się na praktyki studenckie, jako wolontariusz do schroniska, do tatuatorki, zaczęłam zarabiać na rysunkach i chcieć spotykać się z ludźmi (co jest dziwne, bo mam fobie społeczną i jestem silnym odludkiem), potem nastąpił spadek i zaniedbałam zlecenia, wypisałam się ze schroniska i nie wychodziłam z domu. Zawaliłam studia przez prokastrynacje, walczę z uzależnieniem od żyletki, ale niezbyt wychodzi. Jestem tępa i jedyne czego chce to, żeby te stany, w których mam więcej energii i motywacji wróciły. Leki, jakie biorę to Dulsevia 60 mg na depresję, medikinet 30mg na ADHD, estazolam 2mg ostatnio na sen (doświadczałam paraliżów sennych, oraz krzyczałam przez sen, szeptałam o zjawach) i Perazin 100mg też na uspokojenie. Raz w życiu przeżyłam stan, w którym miałam halucynacje ze zjawą. Do teraz boję się wyprowadzić z domu i sama mieszkać. Miałam też pare lat temu paranoje na punkcie duchów, słyszałam trzask mebli i widziałam cienie. Często śnią mi się krwawe rzeczy. Mam dosyć tego, że nic się nie zmienia, że nie mogę nawet nawiązać stabilnej relacji przyjacielskiej, bo od razu mój organizm odmawia radości ze spotykania się z ludźmi. Trochę dryfuję. Nie wiem, od czego to. Tak mam zawsze. Czy jest jakiś lek, jakaś szansa, by chociaż uciszyć te wahania nastroju? :(
Mam 16 lat i odczuwam głębokie uczucie pustki oraz dezorientacji, które towarzyszy mi na co dzień. Często czuję się zagubiona, nie wiedząc, gdzie się znajduję ani kim naprawdę jestem, co wprowadza mnie w stan frustracji i zniechęcenia. Zmagam się z problemami z agresją, które przejawiają się w skrajnych reakcjach – zdarza mi się rzucać na moją dziewczynę, wyzywać ją i angażować się w bójki, co sprawia, że nasza relacja staje się coraz bardziej napięta. Czuję także silną potrzebę wyładowania swojej złości na innych, co prowadzi mnie do myśli o pobiciu kogoś, gdy coś mnie zdenerwuje.
Kiedy doświadczam krzywdy ze strony innych, pojawiają się w mojej głowie myśli o zrobieniu sobie krzywdy lub chęci, by trafić do szpitala, aby inni mogli poczuć wyrzuty sumienia i w końcu zauważyć, że naprawdę źle się czuję.
Odczuwam głęboki lęk związany z odrzuceniem i nieustannie boję się, że ktoś bliski może mnie zostawić, co dodatkowo potęguje moje negatywne emocje. Często mam chwile, gdy wydaje mi się, że wszystko może się poprawić, ale nagle doznaję załamania, staję się smutna i zaczynam płakać, co sprawia, że czuję się jeszcze bardziej bezradna.
W moim domu panowała przemoc emocjonalna ze strony ojca, co z pewnością miało ogromny wpływ na moje zachowanie i sposób, w jaki postrzegam siebie oraz innych.
Boję się samotności, zwłaszcza w sytuacjach, gdy moja dziewczyna potrzebuje czasu dla siebie, co dodatkowo wzmacnia moje obawy.
W trudnych momentach często sięgam po alkohol i palę papierosy, sądząc, że to sposób na radzenie sobie z emocjami, które mnie przytłaczają. Miałam także groźby dotyczące zrobienia sobie krzywdy lub okaleczenia się, co jest dla mnie bardzo niepokojące. Bliscy zauważają, że mogą występować u mnie problemy, które sugerują zaburzenia osobowości. Chciałabym zasięgnąć porady psychologicznej, ale odczuwam ogromny strach przed wizytą, co sprawia, że nie potrafię podjąć tego kroku. Czy to na coś wskazuję?

