Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

PTSD po nadużyciach seksualnych w dzieciństwie - zauważyłam, że karcę się za siebie za to, że czuję emocje, wracam do przykrych doświadczeń. Czy powinnam raczej sobie współczuć i przyjmować emocje, takie, jakie są?

Czy ja za dużo od siebie wymagam ? Mam 21 lat, w wieku 12 lat zostałam wykorzystana seksualnie przez mojego kuzyna . Byłam w takim wieku, że za bardzo nie byłam świadoma tego, co się stało... Nie wiedziałam, że to coś złego dopiero po latach to wszystko do mnie doszło... Wróciło, pojawiły się wspomnienia ,koszmary senne. W wieku 16 lat zdecydowałam się opowiedzieć o tym, co mnie spotkało . Sprawa trafiła do sądu a ja pod opiekę psychologa, później terapeutki .Terapeutka stwierdziła u mnie zespół stresu pourazowego, zaczęłam terapię .Moja terapia trwała dwa lata . Teraz żyję chwilą obecną ,staram się cieszyć życiem i małymi szczegółami .Czasami jednak zdarza się, że moje myśli uciekają do tamtych przykrych doświadczeń... Wtedy myślę o tym i pojawiaja się dużo emocji złość ,gniew ,smutek ,rozpacz do nienawiści, bardzo często złapałam się na tym, że gdzieś tam wyrzucam sobie w głębi to, że myślę o tamtych doświadczeniach oraz to, że towarzyszy im tyle emocji - w natłoku tych myśli karcę siebie za to, co czuję ,mówię sobie jak bardzo go nienawidzę za to, co mi zrobił . Mówię sobie, że przecież minęło tyle czasu, dlaczego czuję to, co czuję i już powinno mnie to nie ruszać itp czemu o tym myślę, wspominam, nie powinnam itp. Czuję w takich chwilach się bezsilna . Moja kuzynka twierdzi, że jestem za surowa dla siebie... Że to nie jest tak, że po takim wydarzeniu skończę terapię będzie wszystko super zawsze itp, że zakończę ten rozdział raz na zawsze itp, bo to dalej będzie część mnie i zamiast karcić się za to, co czuję to powinnam bardziej być dla siebie łagodniejsza ,współczująca, bo to trudne doświadczenie i twierdzi, że jak zacznę sobie współczuć zamiast surowo się traktować, będzie troszkę lepiej i łatwiej . Jak czuję, że emocje są - po prostu pozwolić je przeżyć a nie je blokować i mówić sobie jeszcze i być zła, że z powodu tamtego doświadczenia odczuwam jakieś emocje . Czy tak jest faktycznie ?
TwójPsycholog

TwójPsycholog

Dzień dobry, 

Właściwie niemożliwe do osiągnięcia jest stan, w którym Pani miałaby zupełnie nie pamiętać o tamtych wydarzeniach, ponieważ nie ma takiej mocy, aby wymazać pamięć. Natomiast trauma, której Pani doświadczyła powinna zostać opracowana na skutek terapii w taki sposób, aby nie rzutowała obecnie w poważny sposób na Pani życie, a słyszę, że tak się jednak dzieje. Wszystkie symptomy, które Pani przytacza wskazują na to, że są jeszcze obszary, nad którymi warto byłoby, aby zajmowała się Pani w Psychoterapii. Bardzo prawdopodobne, że na etapie kończenia tamtej terapii była ona zupełnie wystarczająca i bardzo pomocna, jednak współczesna nauka dotycząca Psychoterapii pokazuje, że możliwe są powroty do terapii w odpowiedzi na nowo pojawiające się potrzeby. Zachęcam więc do podjęcia terapii. Pozdrawiam Magdalena Bilińska Zakrzewicz

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

terapia czy psycholog

Czy to moment na terapię lub wizytę u psychologa?

Zobacz podobne

Trudności w związku po odwołaniu ślubu i wpływ terapii na relacje
Witam, w grudniu mój narzeczony poinformował mnie, że coś się między Nami wypaliło i dał mi do zrozumienia że musimy odwołać ślub. Próbowałam dotrzeć do niego żebyśmy spróbowali to naprawić, poszli do psychologa czy na terapie ale nie chciał. Ślub i wesele zostało z moim ogromnym bólem odwołane w styczniu. W lutym On miał wypadek na szczęście nie groźny, ale odwiedzałam go i rozmawialiśmy w miarę spokojnie. Później zaczęło się jego częstsze pisanie wiadomości, to on głównie zaczynał. Potrafiliśmy rozmawiać tak o ogółach ciągiem całe dnie. Opowiadał o swoich studiach jak mu idzie, pisał o ocenach, ale także o tym, że chodzi do psychologa, musi polubić siebie itd. Wysyłał zdjęcia z treningów, ze szkoleń. Rozmawialiśmy o wspólnych znajomych którzy mają kryzys w związku ale walczą i wtedy zapytałam co dalej z Nami, a on odpowiedział "dajmy czas, każde z nas musi popracować". Wcześniej zapytałam też kiedyś przy okazji jakiegoś naszego spotkania co dalej z Nami/nie Nami, to powiedział "teraz nie odpowiem Ci na to pytanie". Nigdy nawet w dniu rozstania nie powiedział, że mnie nie kocha i tym podobne. Raz nawet jak byłam po jakieś swoje rzeczy, to zaprosił mnie do swojego nowego mieszkania, które nazwał "azylem" i do którego nie wpuszcza wiele osób. Bardzo mnie to ucieszyło ale i zmieszało, bo co on o tym wszystkim myśli. W kwietniu była cisza, zadzwoniłam do niego dopiero w dniu imienin. Zadzwoniłam, złożyłam życzenia, i poprosiłam że chciałabym się spotkać i spokojnie porozmawiać (nie mówiłam że o nas). I tutaj zaczyna się w sumie najważniejsza i teraźniejsza część historii! Spotkaliśmy się w majówkę, ja miałam przygotowane na kartce ważne pytania żeby ze stresu nie zapomnieć, ale od progu kiedy do niego przyjechałam była jakaś taka swobodna i nie napięta atmosfera, oboje tak działaliśmy. Zjedliśmy ciasto, później pojechaliśmy do sklepu po wino i to wiązało się z tym, że raczej samochodem już do domu nie wrócę. Wcześniej jeździliśmy samochodem, uśmiechaliśmy się, pokazywał mi miejsce gdzie biega itd. coś w aucie powiedział do siebie w stylu, że nie wie czemu tak mnie słucha, ale to nie w złym tonie. Później zamówiliśmy sushi, rozmawialiśmy i mówiłam mu, ze chce spróbować jeszcze raz, od nowa, ale że nie chce walczyć sama, że przynajmniej chce spróbować. On mówił coś najpierw że wie, że mnie skrzywdził, że teraz nie jest gotowy, że nie chce dawać mi nadziei (ale ani nie powiedział że mnie nie kocha, ani że to między Nami już nie ma sensu, ani że on już nie chce). Ja mówiłam, że nie możemy wracać do tego co było, bo wtedy na pewno się nie uda, a ja nie chce wracać i wypominać, że bardzo mi na nim zależy. Później coś w rozmowie wyszło z jego strony, że może moglibyśmy się pospotykać z miesiąc/dwa i zobaczymy co dalej, ale żebyśmy nikomu na razie nie mówili. Przystałam na to, ale później wyszło jakoś tak, że trafiliśmy razem do łóżka, było naprawdę dobrze, może bez jakiś deklaracji, ale całował, starał się, było nam przynajmniej tak to odbieram obojgu dobrze. Rano musiałam wracać już do domu i czułam że jest jakiś dziwny, ale pożegnał się przytulasem i pojechałam. Później wieczorem zadzwoniłam do niego bo nic się nie odzywał, powiedział, że to nasze spotkanie dużo mu namieszało w głowie i że musi to omówić z psychologiem. We wtorek dostałam wiadomość o treści: „Hej. Byłem u Pani psycholog, nie jest dobrze. Fatalnie się z tym czuje co się wydarzyło. Mam wyrzuty sumienia… czuję, że Cię wykorzystałem, uległem temu co złe. Muszę to przepracować, poukładać. Nie jestem w stanie teraz nic na nowo budować, to co się wydarzyło negatywnie wpływa na moją terapie i wiem, że to ja do tego doprowadziłem. Pani psycholog też troszkę się zawiodła pomimo że mnie wspiera. Emocjonalnie i psychicznie nie potrafię zbudować relacji… przepraszam za to co się stało.”. Czy Pani psycholog może mówić pacjentowi że się na nim zawiodła?!? Załamałam się totalnie, że jak on tak mógł i co to teraz znaczy! Później po kilku dniach wyjechał na akcje gaszenia lasów i wtedy napisał mi że jedzie, następnego dnia po godz. 23 wysłał kilka zdjęć, wysłał swoje zdjęcie z zawieszką którą mu dałam i napisał dziękuję , napisał że jest zmęczony noo ale działają i nawet napisał „dobranoc :*”. Kolejnego wieczora też wysłał zdjęcia, zamieniliśmy kilka zdań, napisał mi że już wracają z akcji, a później o 5 nad ranem napisał, że już jest w domu, a nawet o to go nie prosiłam. Ja odpisałam spokojnie że się ciesze i znowu od niego cisza… Teraz ucieka w naukę, a ja już nie wiem co teraz z Nami?! Czy jest jakiś sposób, żeby od nowa zacząć być razem? Jak ja mam do niego podejść i co mam jeszcze zrobić. Dlaczego raz się przybliża i wprowadza do swojego życia (nawet w sytuacji zmęczenia, adrenaliny to pisze, a w zwyczajny dzień cisza). Ja chce to uratować, ale nie rozumiem tym bardziej po tym jego psychologu jego podejścia. Teraz ucieka w nauke, zaraz sesja i znowu będzie odkładać temat. A ja nie wiem czy z jego strony jest jeszcze jakakolwiek szansa dla nas? ☹
Czy leki psychiatryczne spowodują, że będę otumaniona, mówiła rzeczy, których nie chcę?
Byłam na pierwszej wizycie u psychiatry. Lekarz poprosił o kod do dostępu do moich danych medycznych na moje IKP. Czy to normalne? Zostały mi przepisane leki Escitil oraz Alprox. Czy leki te będą powodowały, że będę otępiała, otumaniona lub, nie wiem, mówiła/robiła rzeczy, których nie chcę? Mam spore obawy przed ich braniem..boję się również tego, że przytyję, a nadprogramowych kg mi nie brakuje.
Czy jest możliwe prowadzenie psychoterapii 2 razy w miesiącu (chodzi o względy finansowe) czy ma to sens?
Czy jest możliwe prowadzenie psychoterapii 2 razy w miesiącu (chodzi o względy finansowe) czy ma to sens?
Problemy z relacjami społecznymi, nadwrażliwość sensoryczna i trudności w komunikacji - co to może być?

Odkąd pamiętam, miałam problemy w relacjach. Jako małe dziecko potrzebowałam przynajmniej godziny, żeby przestać bać się rówieśników. Bawiłam się lalkami inaczej niż inne dziewczynki. Wymachiwałam rękami i nogami tych lalek, dotykałam tekstur różnych figurek i domku dla lalek- wtedy wyobrażałam sobie lub wymyślałam historię, przez co zaczynałam się bawić. Dla mnie to właśnie było zabawą. Z moim bratem bawiliśmy się samochodami w taki sposób, że bawiłam się kołami samochodu. Jako dziecko, gdy cieszyłam się, wymachiwałam rękami, co mój tata bardzo karcił, ponieważ w rodzinie mam przyrodniego brata niepolelnosprawnego właśnie z tego powodu. Zaczęłam zaciskać więc pięści, ale to też było widać i też byłam karcona. W końcu zaczęłam wymachiwać dwoma palcami u ręki, kiedy czułam duża ekscytacje. To ostatnie mam do dzisiaj, kiedy zrobię np obiad i smakuje mojemu partnerowi, on mi za niego podziękuję, to nie mogę się cieszyć, dopóki nie zacznę wymachiwać palcami u ręki. To samo w pracy, gdy coś mi się uda, muszę iść do łazienki, żeby ogarnąć w sobie emocje. Najgorzej przychodzi mi komunikacja z drugim człowiekiem, a raczej z grupą ludzi. Ciężko mi powiedzieć czy to sposób, w jaki zostałam wychowana, ale nie potrafię odezwać się w grupie, dopóki ktoś mnie o to nie poprosi. Po pierwsze, nie mogłam Jako dziecko odezwać się bez pytania, a po drugie nie potrafię, Jako osoba dorosła wejść w tok rozmowy. Zawsze wydawało mi się bardzo szybkie, ton, odgłosy, tryb rozmowy. Kiedyś myslalam, że to jakaś dana grupa ludzi,ale teraz wiem że w każdej grupie ludzi tak mam. Ja jak coś zacznę mówić, to nie potrafię przestać. Ciężko rozmawia się, że mną na zasadzie dialogu,chociaż 1 na 1 wychodzi mi to znacznie lepiej i naturalniej niż w grupie. Możliwe że to lęk społeczny,ale czy lęk społeczny powodowałby takie objawy? Sama nie wiem. Potrafię mniej więcej wyczuc intencje drugiego człowieka,ale po dłużej analizie,po obserwacji tej osoby i tonie głosu. Zawsze podziwiałam ludzi,którzy "ripostowali" innych, bo przychodzi to im z wielką łatwością. Najgorszą zmorą dla mnie są tekstury ubrań,metki od ubrań. Nie cierpię tekstury mąki, niektórych tekstur książek,naczyń. Nie cierpię zapachów niektórych kosmetyków i perfum, tak samo mocno zapalonego światła i głośnych dźwięków telewizora. Jest bardzo łatwo mnie przebodzcowac. W autobusie Zawsze patrzę przez okno,bo nie jestem w stanie skupić się nawet na telefonie i co mam robić w tym telefonie podczas jazdy. Moim konikiem jest muzyka i mogłabym godzinami opowiadać jaki gatunek lubię, jaką jest historia gatunku i jaki typ głosu lubię słuchać najbardziej. Moim problemem jest zapamiętywanie imion i nazwisk, nazw. Jestem w stanie słuchać albumu 20 razy i nie pamiętam tekstu piosenek, a czasami nawet nazw piosenek. Naprawdę ciężko opowiadać komuś o swoim hobby, gubiąc się w co drugim zdaniu - jak na nazwisko ma muzyk, którego słucham. Gubią mi się słowa i nazwy, odkąd pamiętam. Dlatego też Ciężko mi rozmawiać na różne tematy,bo czasami wiem,znam jakiś temat ale nie potrafię czegoś nazwać w odpowiednim czasie,a temat rozmowy idzie dalej. Co to może być?

Dysocjacja w zaburzeniach lękowych. Mam wrażenie, że psychoterapia idzie za szybko.
Dzień dobry, co zrobić z poczuciem odrealnienia przy zaburzeniach lękowych? Mam wrażenie, że właśnie przez takie poczucie ten lęk nadal nie chce odejść. Jednego dnia mam poczucie, że otoczenie wokół mnie nie jest prawdziwe, jakbym oglądała jakiś film, a nie naprawdę tam była, a drugiego dnia, że to nie otoczenie jest problemem, a to ja się od nich oddalam, to ja jestem jak we śnie. Nie wiem co z tym zrobić, bo nie raz utrudnia mi to pokonanie lęku, w najgorszych chwilach, gdy miałam ataki paniki (obecnie praktycznie ich nie widzę) to właśnie wszystko robiło się mniejsze, sztuczne itp. Mówiłam o tym na sesji chociaż jak widać za mało i jedynie co to przegadałam sam lęk, nie to uczucie. A teraz nawet z lęku zbaczamy na inne tematy i nie wiem czy to dobrze, bo jestem dość zestresowana czy to nie za szybko, że może powinnam nadal rozmawiać o problemie, z którym tu przyszłam. O ile właśnie ataki paniki zniknęły, to takie odrealnienia i lęk w głowie są nadal, momentami bardziej nasilone niż parę miesięcy temu. Dawniej to odrealnienie też było, lecz często było tylko kawałkiem ataku paniki, a nie jedynym problemem jak teraz. Naprawdę nie wiem co to znaczy: czy terapia tak naprawdę nie działa i muszę pójść do psychiatry? Czy jest jakiś sposób by sobie z tym radzić?
trauma

Trauma - co to jest i jak sobie z nią radzić?

Trauma psychiczna to głębokie zaburzenie emocjonalne o długotrwałym wpływie na życie. Zrozumienie jej przyczyn, objawów i metod radzenia sobie jest kluczowe dla zdrowienia. Artykuł omawia, czym jest trauma, jak wpływa na psychikę i jak sobie z nią radzić.