Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Nawroty derealizacji i niepokój w czasie wolnym po terapii OCD i planowanej odstawce leków

Dzień dobry, od kilku miesięcy uznaje się jako wolną od lęku przy OCD, nawet mam w planach odstawkę leków ale ostatnie kilka tygodni sieje u mnie w tej sprawie coraz więcej wątpliwości… W tygodniu funkcjonuje normalnie i chodze wszędzie gdzie mam ochotę albo potrzebę (wcześniej miałam z tym ogromne problemy ze względu na lęk przed wychodzeniem i derealizacje), natomiast w weekendy coraz częściej widzę u mnie jakiś niepokój gdy nie mam czym się stresować, w tygodniu zajmują mnie codzienne obowiązki a gdy mogę wreszcie odetchnąć to czuję się jakoś niespokojnie, gorzej… Mam pojedyncze epizody derealizacji których dawno nie miałam i mimo znania schematu nie wiem czemu akurat pojawia się w momencie gdy np jadę w znajome miejsca albo robię coś co jest dla mnie codziennością… nie wywołuje to już u mnie lęku ale bardziej martwi mnie czemu się znowu pojawia :( Jest na to jakieś wytłumaczenie patrząc na to ze pojawia się właśnie w sytuacjach spokoju i gdy nie mam nic na głowie?? Mam wrażenie że źle funkcjonuje bez stresu a jednak tak być nie powinno, mimowolnie chyba zamieniłam sobie lęk na codzienny stres, który też zajmuje dużo przestrzeni w głowie… jak mogę sobie z tym poradzić?? Na prawdę nie podoba mi się taki nawrót bez żadnych konkretnych powodów, w zasadzie zakończyłam terapię na tym tle i nawet jakbym chciała wrócić z taką mało pilną sprawą to realnie nie mam dla siebie czasu w ciągu tygodnia plus chciałabym zobaczyć czy umiem to załatwić sama bez powrotu do starych tematów tak na żywo…
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Zjawisko to jest często spotykane w procesie wychodzenia z zaburzeń lękowych i OCD, określane niekiedy jako napięcie z odstawienia adrenaliny. Przez długi czas organizm funkcjonował w trybie wysokiej czujności, więc gdy w weekendy presja obowiązków nagle znika, umysł przyzwyczajony do stymulacji interpretuje ten spokój jako coś nienaturalnego i zaczyna generować niepokój, by wypełnić pustkę. Epizody derealizacji w bezpiecznych, znanych miejscach to zazwyczaj moment, w którym układ nerwowy wreszcie „puszcza” nagromadzone w tygodniu napięcie, co mózg odczytuje jako sygnał do chwilowego odcięcia. Nie jest to nawrót, lecz proces adaptacji, w którym psychika uczy się funkcjonować bez stałego dopływu hormonów stresu. Aby sobie z tym poradzić, kluczowa jest zmiana interpretacji tych stanów – zamiast widzieć w nich zagrożenie, warto uznać je za niegroźne „echo” starych schematów, które nie wymaga analizy ani walki. Pozwolenie temu niepokojowi na swobodne przepłynięcie, przy jednoczesnym wprowadzeniu łagodnych, angażujących aktywności w dni wolne, pomoże układowi nerwowemu łagodniej przejść z trybu zadaniowego w tryb odpoczynku. Mimo sukcesów w codziennym funkcjonowaniu, warto skonsultować te weekendowe wahania z lekarzem przed ostateczną decyzją o odstawieniu leków, aby upewnić się, że proces ten przebiegnie w pełnym komforcie.

Powodzenia

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Dorota Kuffel

Dorota Kuffel

Dzień dobry

żeby to ocenić potrzeba się temu przyjrzeć bo nie ma jednej odpowiedzi. Mechanizmy lękowe potrafią nawracać i to nie oznacza, że terapeutycznie nie doszło do transformacji, ale jednak mechanizmy to mechanizmy. Czasem to bardzo silne nawyki. Ja bym wzięła pod rozwagę czy codzienność w obowiązkach nie ma też funkcji odviagania uwagi id siebie. Czy kiedy zostaję sama, że sobą powraca coś co być może wymaga jeszcze zaopiekowania. Jaki mam kontakt ze sobą, z ciałem.  Na ile rozpoznaje przeciążenia. 

 

Pozdrawiam

Dorota

Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

Zdarza się, że po wyjściu z silnego lęku organizm przez jakiś czas pozostaje „nauczony” funkcjonowania w napięciu. Kiedy w tygodniu pojawiają się obowiązki, uwaga jest zajęta i poziom pobudzenia ma gdzie się rozładować. W weekend, gdy pojawia się spokój, układ nerwowy nadal szuka bodźca i może generować niepokój lub krótkie epizody derealizacji, mimo że realnego zagrożenia nie ma.

Warto zwrócić uwagę, że sama Pani pisze, iż derealizacja nie wywołuje już silnego lęku. To bardzo ważny sygnał postępu. Objaw może się jeszcze pojawiać, ale reakcja emocjonalna jest już inna, a to oznacza, że mechanizm zdrowienia działa. Często w takim momencie bardziej aktywują się wątpliwości i nadmierna kontrola, na przykład myśl „dlaczego to wróciło”, która sama w sobie podtrzymuje napięcie. Warto zadbać o łagodne wypełnienie czasu w weekend, nie nadmiarem obowiązków, lecz aktywnościami regulującymi napięcie, jak ruch, kontakt z ludźmi, wyjście z domu czy drobne plany na dzień. Nie chodzi o ucieczkę od spokoju, tylko o stopniowe uczenie organizmu, że spokój jest bezpieczny. Jeśli pojawia się myśl o odstawieniu leków, to dobrym krokiem jest omówienie tego z lekarzem w momencie względnej stabilności. 

Pozdrawiam i życzę powodzenia, 
Karolina Grabka

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Brzmi to tak, jakby Pani ciało i głowa dopiero uczyły się, czym jest spokój. Przez długi czas były „ustawione” na napięcie, więc kiedy ono znika, pojawia się coś w rodzaju pustki albo lekkiego niepokoju i według mojej opinii to dość częsty moment po wyjściu z silnego lęku, nie regres, tylko etap przejściowy.Te weekendy są tu bardzo znaczące: nagle jest więcej przestrzeni, mniej bodźców, mniej kontroli… i wtedy system nerwowy trochę „szuka” starego trybu. Derealizacja może się wtedy pojawiać bardziej z przyzwyczajenia niż z realnego zagrożenia.

To, że nie wywołuje już u Panni paniki, tylko raczej zdziwienie, to duży krok tak myślę.

Może warto teraz nie walczyć z tym, tylko podejść do tego łagodniej, jak do sygnału: „uczę się nowego funkcjonowania”.

Zostawię Pani kilka pytań do przyjrzenia się sobie: co dokładnie czuję w tych spokojnych momentach - czy to na pewno tylko niepokój, czy może też jakaś pustka, nuda, a może napięcie „że coś powinno być”?

 jak reaguję na te objawy: próbuję je kontrolować czy pozwalam po prostu być i minąć?

co by się stało, gdybym w ten weekend świadomie wprowadziła coś małego, co daje mi poczucie „życia” ale bez presji?

Nie wygląda to jak krok wstecz. Bardziej jak moment, w którym uczy się Pani żyć bez ciągłego napięcia a to czasem bywa zaskakująco trudne.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Pracownia WELL

Pracownia WELL

Dzień Dobry,

Lęk może być tak niechciany i awersyjny, że z czasem uczymy się traktować go jak wroga, potwora z szafy, który chce zrobić nam krzywdę w najmniej spodziewanym momencie. Wydaje nam się, że ma nad nami kontrolę i władzę, której nie mamy szans przejąć. Na szczęście to tylko wrażenie, a w rzeczywistości z powodzeniem możemy stawić mu czoła, a nawet się z nim zaprzyjaźnić. Jak?

1. Poznaj swój lęk

Proszę usiąść w spokojnym momencie z kartką i długopisem i zapisać, czego się boisz w ostatnim czasie. Wymień wszystko, co przyjdzie Ci do głowy. Przeczytaj notatki i sprawdź, na ile boisz się w tej chwili w skali od 1 do 10 (1 to lęk w tle, prawie niezauważalny, a 10 oznacza największy strach, jaki pamiętasz w swoim życiu). 

2. Poobserwuj

Proszę zapisać na tej samej kartce, skąd wiesz, że odczuwasz lęk w momencie, który właśnie wspominasz i notujesz. Jakie zachowania, myśli i odczucia Ci towarzyszą? Opisz to tak, jakbyś nadawał_a transmisję na żywo z kamer, które są zamontowane na zewnątrz wokół Ciebie i wewnątrz Twojego ciała i umysłu.

3. Sprawdź, czy rozróżniasz swoje emocje

Często zdarza się, że mylimy lęk z innymi emocjami, takimi jak smutek, wstyd czy złość. Przypomnij sobie różne sytuacje z życia, w których towarzyszyły Ci właśnie te trzy emocje i zobacz, jakie są ich objawy. Czy dostrzegasz jakieś różnice? Jeśli nie potrafisz przypomnieć sobie żadnej takiej sytuacji, warto rozważyć wizytę u specjalisty, który pomoże Ci zbadać, dlaczego masz trudność z identyfikowaniem własnych stanów emocjonalnych i jak temu zaradzić w sposób dostępny dla Ciebie.

4. Rób zapiski

Załóż sobie coś w rodzaju dziennika, w którym będziesz opisywać swoje myśli, zachowania, odczucia z ciała i emocje dokładnie w taki sam sposób, jak przed chwilą. Możesz też robić w nim inne notatki, np. dotyczące tego, co poszło po Twojej myśli danego dnia, za co chcesz sobie podziękować. W ten sposób łatwiej dostrzeżesz, że Twoje życie składa się z różnych sytuacji i uczuć, nie tylko lęku.

5. Rozważ aktywność fizyczną

Wiele mówi się o tym, jak ważny dla zdrowia psychicznego jest ruch. Chciałabym powiedzieć, że to pusty slogan, ale nie mogę. Ruch to doskonały sposób na rozładowywanie codziennego napięcia, dotlenienie organizmu i doładowanie dopaminy i endorfin. Jednak to co ważne, to znaleźć aktywność, która prócz zdrowia da Ci również przyjemność.

6. Naucz się krótkich dystrakcji

Mądre, chwilowe odwrócenie uwagi od intensywnych objawów lęku to skuteczny i dobry sposób radzenia sobie. Taką dystrakcją może być choćby zmiana miejsca, prysznic, krótki spacer, oddychanie czy ugruntowanie. Pozwoli Ci to na obniżenie lęku na tyle, by przyjrzeć się temu, zrobić zapiski i móc wrócić do wcześniejszej aktywności, przy której pojawił się lęk. Jeśli nie znasz żadnych technik radzenia sobie lub nie umiesz ich stosować, pomoże Ci w tym specjalista.

7. Pamiętaj, że nie jesteś sam_a

Przyjrzyj się swojej grupie znajomych, przyjaciół i członków rodziny. Zobacz, czy jest wśród nich ktoś, kto wie o Twoim problemie i na ile jest to wspierające. Jeśli nie masz nikogo takiego lub jest Ci trudno o tym mówić, weź pod uwagę, że osób cierpiących z powodu nadmiernego lęku jest bardzo dużo. 

8. Rozważ pogłębienie diagnozy

Czasem odczuwany lęk ma swoje podłoże w innych problemach, takich jak na przykład niezaopiekowane od dziecka zaburzenia neurorozwojowe (ADHD lub ASD tj. spektrum autyzmu), depresja, zaburzenia osobowości, dysforia płciowa czy zaburzenia psychotyczne. Odkrycie źródeł lęku pozwoli na dobór odpowiednich interwencji i metod leczenia, a także pomoże lepiej zrozumieć i zaakceptować siebie tam, gdzie nie ma możliwości zmiany. Na diagnozę najlepiej udać się psychoterapeuty lub psychologa klinicznego, którzy odeślą do psychiatry w celu jej weryfikacji.

9. Pracuj systematycznie

W pracy nad lękiem bardzo istotna jest regularność. Nasz mózg działa w taki sposób, że lubi doznawać ulgi i wzmacnia zachowania, które jej dostarczają. Jeśli ta ulga jest nieregularna i nie wiadomo, kiedy nastąpi, zachowania utrwalają się jeszcze łatwiej i bardziej. Dlatego kluczowa jest systematyczność i konsekwencja, inaczej można sobie bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Warto znaleźć sobie jakąś stałą porę dnia, którą poświęcisz sobie. Trening czyni mistrza! 

Jeśli zdecydujesz się na psychoterapię, praca własna pomiędzy spotkaniami jest jej niezbędną częścią w nurcie poznawczo-behawioralnym. Pięćdziesiąt minut to wystarczająco dużo, by nauczyć się sposobów radzenia sobie z lękiem, ale zdecydowanie za mało, by przyniosło to trwałe efekty. To tak, jakby pójść do lekarza z anginą ropną, dostać receptę na antybiotyk i brać go chaotycznie, niezgodnie z zaleceniami. Efekt jest antyterapią i lepiej dla zdrowia, żeby nie robić tego wcale.

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


to, co Pani przeżywa, może być bardzo frustrujące i niepokojące, zwłaszcza gdy ma Pani poczucie, że było już lepiej. Warto jednak pamiętać, że takie chwilowe nawroty czy wahania przy OCD są czymś, co się zdarza -- nie przekreślają Pani postępów ani pracy, którą już Pani wykonała.

 

To, że na co dzień funkcjonuje Pani dobrze, jest bardzo ważnym sygnałem siły i zdrowienia. Te trudniejsze momenty nie definiują całości :) 

 

Natomiast, jeśli jednak czuje Pani, że potrzebuje więcej spokoju i wsparcia, proszę rozważyć kontakt z psychologiem – nie musi Pani przechodzić przez to sama.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

Katarzyna Banachowicz-Figiel

Katarzyna Banachowicz-Figiel

To, co Pani opisuje, wcale nie brzmi jak „dziwny nawrót bez powodu”, tylko raczej jak bardzo logiczna reakcja organizmu, który przez dłuższy czas funkcjonował w napięciu i teraz uczy się czegoś nowego czym jest bycie w spokoju.

Zatrzymałabym się przy zdaniu "mam wrażenie, że źle funkcjonuję bez stresu". To jest bardzo ważny trop.

Z perspektywy Gestalt można powiedzieć, że przez długi czas Pani system był nastrojony na pobudzenie, tj. lęk, czujność, napięcie. To był sposób organizowania kontaktu ze światem. Teraz, kiedy w tygodniu pojawia się struktura, obowiązki, działanie, ten poziom pobudzenia ma gdzie się rozładować i jest jakoś uporządkowany.

Natomiast w weekend znika struktura, pojawia się przestrzeń i wtedy organizm trochę nie wie, co zrobić z tym spokojem.

Paradoksalnie spokój może być dla układu nerwowego czymś obcym, a nawet lekko niepokojącym, jeśli wcześniej dominowało napięcie. To nie znaczy, że coś się cofa. To znaczy, że jest Pani w procesie zmiany. 

Derealizacja również bardzo pasuje do tego obrazu. Ona często nie pojawia się tylko w stresie, ale także przy zmianie poziomu pobudzenia, przejściu z działania w spokój, czy rozluźnieniu, kiedy system odpuszcza kontrolę.

To, że pojawia się w znanych miejscach i sytuacjach, też nie jest sprzeczne. Nie chodzi o sytuację zewnętrzną, tylko o stan wewnętrzny w danym momencie.

Ważne jest też to, że nie wywołuje to już u Pani lęku. To jest duża zmiana jakościowa. Kiedyś było to sprzężone z silnym lękiem, teraz pojawia się raczej jako coś obserwowanego, nieprzyjemnego, ale niezalewającego.

Jeśli chodzi o wrażenie zamiany lęku na codzienny stres, to bywa częsty etap.
Jakby organizm mówił: jeszcze nie umiem być w pełnym spokoju, więc trzymam się lekkiego napięcia, bo to jest znane. 

To nie wygląda jak cofnięcie, tylko jak przestawianie się systemu.  A to rzadko jest proces liniowy.

Pani potrzeba poradzenia sobie samodzielnie jest bardzo zrozumiała i w dużej mierze już się to dzieje.
Jednocześnie ewentualny powrót na kilka spotkań nie jest cofnięciem się, tylko formą zadbania o siebie na kolejnym etapie.

Na ten moment wygląda, że ma Pani już dużo świadomości i zasobów. Teraz pojawia się uczenie bycia w czymś, co wcześniej było mniej dostępne, czyli w spokoju bez napięcia. I to może potrzebować czasu.

 

Pozdrawiam

Katarzyna Banachowicz-Figiel

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Ostawienie leku bez konsultacji z lekarzem prowadzącym to bardzo złą decyzja, szczególnie kiedy sama Pani pisze, że chyba nie wszystko gra do końca. Nie będę tutaj opisywał mechanizmów lękowych, gdyż nie o to chodzi, jednak warto się przyjrzeć sygnałom w ciele, nazwać je i poddać na terapię. Czy to jest "mało pilna sprawa"? Kwestia dyskusyjna. Warto się przyznać temu bliżej, ale pod okiem profesjonalisty.

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Napadowe jedzenie. Panika z powodu braku kontroli i planu na jedzenie w kolejnych dniach.

Dzień dobry, od jakiegoś czasu na własną rękę staram się wyjść z napadów objadania. Były górki i dołki, ale mam wrażenie, że idę w dobrym kierunku. Za 4 dni jadę na wyjazd w góry z tatą (mój pomysł) i od 2 dni już panikuję, bo okrutnie boję się, że przez to, że nie mogę zaplanować sobie jedzenia, ale policzyć jego kcal zjem za mało (co wywoła napad)/zjem za dużo (co też go wywoła, bo mam tendencje do podejścia 'wystko, albo nic')/nie będę miała poczucia kontroli (a to już na 100% skończy się napadem). Chciałam tam sobie gotować, nawet na oko, ale tata powiedział, że to strata czasu i obiady będziemy jeść na mieście (nie jem mięsa, a na mieście zapominają o istnieniu białka robiąc wege jedzenie, więc będę szybko głodna). 

Co mogę zrobić, żeby ograniczyć możliwość wystąpienia napadu/przytycie oraz co zrobić, żeby nie panikować na samą myśl o braku poczucia kontroli i braku planu, bo aktualnie natrętnie myślę o tym przed snem starając się to wszystko zaplanować (aż nie mogę zasnać), a oprócz tego na samą myśl strasznie szybko bije mi serce, nieświadomie wstrzymuje oddech/biorę je plytkie i trzęsą mi się ręce. 

Z tatą o tym nie porozmawiam, bo jedyne co to będzie się martwił i ślęczał nade mną odnośnie jedzenia (jem teraz x kcal, bo redukcja - x kcal, i trenuje 5/6 x tygodniowo siłowo) opcjonalnie wyślę mnie do psychologa, a mam z nimi słabe doświadczenia. Mam 21 lat.

OCD i niepewność co do własnych kompulsji i siebie.
Dwa lata temu psychiatra zdiagnozował u mnie zaburzenia obsesyjno- kompulsywne, z przewagą myśli i ruminacji natrętnych. Miesiąc temu zdecydowałem powstrzymywać się od jakichkolwiek kompulsji. Chodziło głównie o wyszukiwanie w internecie informacji o grzechach, zboczeniach itp.. Słyszałem, że to pierwszy krok do pozbycia się natręctw. Na początku unikanie szukania niepokojących rzeczy w internecie szło gładko, wczoraj jednak pojawiła się myśl, że być może te wyszukiwania to wcale nie są kompulsje. Chodzi mi o to, że czytałem w internecie, że kompulsje zawsze powodują przejściową ulgę, a u mnie takie szukanie takich informacji nigdy nie powodowało żadnej ulgi. Pomyślałem, że w takim razie może ja nadużywam tego słowa, aby uciec od bolesnej prawdy, że jestem grzesznikiem i zboczeńcem. Czy to możliwe, aby coś było kompulsją i jednocześnie nie powodowało nawet przejściowej ulgi (która rzekomo napędzą cały cykl OCD)? Czy nie szukanie niepokojących mnie informacji w internecie, to dobry pomysł?
Jak zachęcić dorosłego do pójścia do lekarza? Choroba wydaje się być niebezpieczna dla jego zdrowia, ale on kategorycznie odmawia.
Co zrobić, jeżeli dorosły człowiek nie chce pójść się leczyć? Dolegliwości, które wykazuje moim zdaniem wymagają szybkiego rozpoznania, aby wykluczyć chorobę niebezpieczną dla życia, utrudniają też codziennie życie. Argumenty przeciw są takie: nie mam czasu, lekarze mi nigdy nie pomogli, już kiedyś byłem ( 20 lat temu) i nic konstruktywnego z tego nie wyszło... Dodam jeszcze, że we wszystkich rozmowach, które prowadzimy nie ma takiego argumentu, który został by wzięty pod uwagę, trafiłby. Obawiam się, że coś takiego jak racjonalny argument "za" w ogóle w tym przypadku nie istnieje.. Jeżeli on uważa inaczej to reszta nie ma znaczenia.
Poczucie spadania, braku równowagi po lekach. Do kogo się udać?
Czy jest to możliwe, że od leku mam uczucie w głowie podobne do tego spadania przed snem co ma wiele ludzi. Ale normalnie jak stoję czy siedzę. Lecz nie podwyższa mi się puls ani ciśnienie wtedy ? Niby jestem zdrowa, a to uczucie po parę razy dziennie. I boję się nawet na dwór wyjść.
Witam, sama nie wiem, do kogo powinnam zwrócić się o pomoc. Ciężko jest mi również wyrazić w sposób precyzyjny mój stan, który bywa zmienny z dnia na dzień.
Witam, sama nie wiem, do kogo powinnam zwrócić się o pomoc. Ciężko jest mi również wyrazić w sposób precyzyjny mój stan, który bywa zmienny z dnia na dzień. Odkąd pamiętam, jestem osobą niezwykle ambitną. Zawsze zależało mi na nauce, ale także często angażowałam się w wiele innych aktywności poza szkołą, takie jak śpiewania, nauka języków obcych, sport, podróże. Mój własny rozwój i aktywne działanie od zawsze sprawiało mi dużą satysfakcję, mimo że środowisko, w którym się otaczałam, nie dostarczało mi w tym odpowiedniego wsparcia. Nie mieliśmy tych samych priorytetów w życiu, ani podobnych pasji, nad czym bardzo ubolewałam, bo często ukrywałam moje problemy, pomysły, marzenia, sukcesy. Nie chciałam się z nikim dzielić tym wszystkim. Miałam wrażenie, że to nieskromne, że tak nie wypada, a poza tym oni mają inne zainteresowania i pasję, więc nie do końca się zrozumiemy. Z czasem niektóre relacje same się zakończyły, niektóre nadal utrzymywałam, ale nie czułam, że się w nich rozwijam, że mogę dzielić z kimś wspólne pasje, czy aktywnie spędzać czas. Za każdym razem, gdy chciałam zrobić coś ciekawego np. wyjechać w góry na weekend, wyjść na miasto, koncert usłyszałam słowa "super pomysł, jedziemy", po czym, gdy przychodziło co do czego, pojawiało się mnóstwo wymówek. W ostatnim czasie sporo w moim życiu się wydarzyło, szczególnie w trakcie pandemii. Byłam w klasie maturalnej, gdzie zajęcia były prowadzone zdalnie. Od gimnazjum i później przez okres liceum pasjonowały mnie języki obce, marzyłam o wymianie językowej (jednak moja szkoła nie oferowała takiej możliwości), pomyślałam więc o studiach za granicą, to było moje marzenie. W klasie maturalnej zaczęłam wszystko planować, dowiedziałam się wszystkich możliwych informacji na ten temat, rozmawiałam z mnóstwem osób. Byłam przekonana, że jest to do zrealizowania, ale brakowało mi tego wsparcia od ludzi obok, którzy nie potrafili mnie zrozumieć. Po maturze, która niestety nie poszła mi tak, jak chciałam, od razu poszłam do pracy na czas wakacji. Stwierdziłam, że wezmę sobie rok przerwy między studiami, aby móc lepiej się przygotować formalnie i zgromadzić oszczędności, które pomógłby mi w dalszej realizacji planu. W tamtym czasie straciłam kontakt z większością moich znajomych. Zostałam z tym wszystkim sama. Moi rodzice starali się wesprzeć mnie w moich planach, jednak czułam, że nie wierzą w ich realizacje. Sądzili, że to bardzo wymagający pomysł. Nie chciałam już obarczać innych moimi wymysłami, zaczęłam sama przygotowywać się do egzaminu językowego niezbędnego na studia, szukać lokum i tak dalej. Miałam wtedy jeszcze kontakt z jedną koleżanką ze szkoły średniej, mówiłam jej o moich planach, ale nie czułam, że do końca się rozumiemy. Zmieniłam pracę, gdzie środowisko było zupełnie różne, ludzi dużo ode mnie starszych, ustatkowanych, mających własne rodziny, stałą pracę i tak dalej. W tym miejscu trudno mi było znaleźć kogoś, z kim mogłabym nawiązać wspólny język. Mimo to, poza pracą próbowałam jeszcze szukać wsparcia w internecie i też nadal kontynuowałam przygotowania do egzaminu. Z czasem jednak straciłam wiarę, że mi się uda. Patrzyłam tylko, jak inni układają sobie życie na studiach, jak nawiązują nowe znajomości i jak ciekawie spędzają czas. Było mi przykro, byłam zła na siebie, że postawiłam tak wysoko, że wpadłam na pomysł nie do zrealizowania. Nie miałam się do kogo zwrócić, nie czułam, że ktokolwiek mnie rozumie, nie wiedziałam już co robić. Rodzina zbuntowała się przeciwko mnie, że popełniłam duży błąd, nie idąc na studia po liceum. Z biegiem czasu wybiłam sobie z głowy pomysł związany ze studiami za granicą. Przekonałam się, że jednak to chyba nie dla mnie, nie jestem w stanie zarobić tyle pieniędzy, mieszkać tak daleko od domu. Pomyślałam, że przecież uczelnie w Polsce oferują dużo ciekawych możliwości związanych z wymianami studenckimi typu Erasmus+. W czasie przerwy przemyślałam wszystko, zastanowiłam się poważnie nad tym, czego tak naprawdę chciałabym się uczyć, co w zasadzie najbardziej mnie interesuje. Wcześniej myślałam o psychologii po angielsku (właśnie za granicą). Jednak stwierdziłam, że przecież mogę studiować w Polsce i wyjechać na wymianę. Wzięłam się więc do działania i zaczęłam przygotowywać się ponownie do matury. W czasie mojego gap year z racji tego, że pracowałam, bardzo chciałam zacząć podróżować (w tani sposób). Pomyślałam, że później nie będę miała już tak wiele czasu. Jednak nie mogłam liczyć na moich znajomych. Informowałam ich zawsze dużo wcześniej, żeby mogli mieć możliwość zgromadzenia oszczędności. Uznawali zazwyczaj pomysł za świetny, jednak, gdy już przychodziło co do czego, to chętnych brakowało. Strasznie mnie to drażniło, że nie miałam z kim wykorzystać tego wolnego czasu w ciekawy sposób. Udało mi się poprawić maturę w maju, miałam jeszcze sporo wolnego czasu, więc stwierdziłam, że sama zacznę podróżować. Początkowo bardzo się bałam i stresowałam, ale pokonałam swój lęk, ostatecznie udało mi się odwiedzić trzy kraje. Może i niewiele, ale cieszę się, że przestałam czekać na innych i zaczęłam działać samodzielnie. W wakacje otrzymałam wyniki z uczelni, bardzo chciałam dostać się na studia dzienne (podobała mi się wizja mieszkania w akademiku i ogólnie życia studenckiego), ale dostałam się tylko na zaoczne. Tak też zrobiłam, stwierdziłam, że spróbuję. W końcu psychologia jest czymś, z czym chcę wiązać przyszłość, a poza tym będę mogła zdobywać doświadczenie w pracy. Od października łączyłam pracę ze studiami, byłam bardzo zafascynowana i z przyjemnością przykładałam się do nauki. Pod koniec roku straciłam pracę i przez dwa miesiące siedziałam w domu. Miałam wtedy sporo czasu na przygotowywania się do zaliczeń i egzaminów, jednocześnie też próbowałam znaleźć nową pracę, gdyż czułam, że moim rodzicom może to trochę przeszkadzać. Zresztą często pytali mnie, czy udało mi się już coś znaleźć itp. Nikt jednak się nie odzywał. Zastanawiałam się, czy nie znaleźć sobie może pracy związanej już z moim zawodem lub może podjąć jakiś staż. Sama już nie wiem, co mam robić, czego ja właściwie chcę. Boję się, że przez to nie będę już miała czasu na inne aktywności poza studiami. Chciałabym też jak najlepiej wykorzystać ten czas na studiach, poznać nowych ludzi, mieć czas na wyjścia itp. Z drugiej strony boję się, że faktycznie, jeśli nie zacznę działać w tym kierunku, to faktycznie będę żałować, że nie zaczęłam już zdobywać doświadczenia. Wszystkie osoby, które poznałam na studiach, studiowały wcześniej dziennie i miały też okazje skorzystania jeszcze z "życia studenckiego" i dobrze wspominają ten okres. Ja czuje się źle, że nie miałam szansy spróbować. Z jednak strony chciałabym studiować dziennie, chciałabym tego doświadczyć, ale teraz to nie wiem, czy uda mi się zmienić tryb i czy w ogóle mam szansę, czy to ma sens. Z drugiej strony fajnie jest zdobywać doświadczenie, pracować i mieć czas na inne rzeczy. Jeśli chodzi o relację, staram się być jak najbardziej otwarta na nowe znajomości. Nadal jestem bardzo ambitna i chciałabym realizować mnóstwo moich pomysłów, poznałam już kilka osób, jednak nie trafiłam jeszcze na osobę podobną do mnie. Cały czas czekam, że pojawi się ktoś, komu będę mogła się zwierzyć, kto zawsze będzie obok, z kim będę mogła wyjść na miasto, kto będzie chciał podróżować tak jak ja i przede wszystkim mnie zrozumie. Chciałabym podjąć terapię, czy konsultację psychologiczną, z kimś, kto pomógłby mi przepracować i przeanalizować wszystkie wydarzenia, które prawdopodobnie wpłynęły na mój stan, ale także to jak wygląda moje życie. Czuję, że posiadam mnóstwo schematów i przekonań, które blokują mnie przed osiągnięciem poczucia satysfakcji w życiu i budowaniu wartościowych relacji. Moja historia jest dosyć długa (i tak wiele wątków pominęłam) i z pewnością trudno jest wyczytać z niej, jaką naprawdę jestem osobą. Chciałabym jednak, aby ktoś zechciał wesprzeć mnie w tym, co przeżywam i pomógł odnaleźć mi właściwy kierunek w życiu.
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.