Left ArrowWstecz

Nawroty derealizacji i niepokój w czasie wolnym po terapii OCD i planowanej odstawce leków

Dzień dobry, od kilku miesięcy uznaje się jako wolną od lęku przy OCD, nawet mam w planach odstawkę leków ale ostatnie kilka tygodni sieje u mnie w tej sprawie coraz więcej wątpliwości… W tygodniu funkcjonuje normalnie i chodze wszędzie gdzie mam ochotę albo potrzebę (wcześniej miałam z tym ogromne problemy ze względu na lęk przed wychodzeniem i derealizacje), natomiast w weekendy coraz częściej widzę u mnie jakiś niepokój gdy nie mam czym się stresować, w tygodniu zajmują mnie codzienne obowiązki a gdy mogę wreszcie odetchnąć to czuję się jakoś niespokojnie, gorzej… Mam pojedyncze epizody derealizacji których dawno nie miałam i mimo znania schematu nie wiem czemu akurat pojawia się w momencie gdy np jadę w znajome miejsca albo robię coś co jest dla mnie codziennością… nie wywołuje to już u mnie lęku ale bardziej martwi mnie czemu się znowu pojawia :( Jest na to jakieś wytłumaczenie patrząc na to ze pojawia się właśnie w sytuacjach spokoju i gdy nie mam nic na głowie?? Mam wrażenie że źle funkcjonuje bez stresu a jednak tak być nie powinno, mimowolnie chyba zamieniłam sobie lęk na codzienny stres, który też zajmuje dużo przestrzeni w głowie… jak mogę sobie z tym poradzić?? Na prawdę nie podoba mi się taki nawrót bez żadnych konkretnych powodów, w zasadzie zakończyłam terapię na tym tle i nawet jakbym chciała wrócić z taką mało pilną sprawą to realnie nie mam dla siebie czasu w ciągu tygodnia plus chciałabym zobaczyć czy umiem to załatwić sama bez powrotu do starych tematów tak na żywo…
User Forum

Anonimowo

1 miesiąc temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Zjawisko to jest często spotykane w procesie wychodzenia z zaburzeń lękowych i OCD, określane niekiedy jako napięcie z odstawienia adrenaliny. Przez długi czas organizm funkcjonował w trybie wysokiej czujności, więc gdy w weekendy presja obowiązków nagle znika, umysł przyzwyczajony do stymulacji interpretuje ten spokój jako coś nienaturalnego i zaczyna generować niepokój, by wypełnić pustkę. Epizody derealizacji w bezpiecznych, znanych miejscach to zazwyczaj moment, w którym układ nerwowy wreszcie „puszcza” nagromadzone w tygodniu napięcie, co mózg odczytuje jako sygnał do chwilowego odcięcia. Nie jest to nawrót, lecz proces adaptacji, w którym psychika uczy się funkcjonować bez stałego dopływu hormonów stresu. Aby sobie z tym poradzić, kluczowa jest zmiana interpretacji tych stanów – zamiast widzieć w nich zagrożenie, warto uznać je za niegroźne „echo” starych schematów, które nie wymaga analizy ani walki. Pozwolenie temu niepokojowi na swobodne przepłynięcie, przy jednoczesnym wprowadzeniu łagodnych, angażujących aktywności w dni wolne, pomoże układowi nerwowemu łagodniej przejść z trybu zadaniowego w tryb odpoczynku. Mimo sukcesów w codziennym funkcjonowaniu, warto skonsultować te weekendowe wahania z lekarzem przed ostateczną decyzją o odstawieniu leków, aby upewnić się, że proces ten przebiegnie w pełnym komforcie.

Powodzenia

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Dorota Kuffel

Dorota Kuffel

Dzień dobry

żeby to ocenić potrzeba się temu przyjrzeć bo nie ma jednej odpowiedzi. Mechanizmy lękowe potrafią nawracać i to nie oznacza, że terapeutycznie nie doszło do transformacji, ale jednak mechanizmy to mechanizmy. Czasem to bardzo silne nawyki. Ja bym wzięła pod rozwagę czy codzienność w obowiązkach nie ma też funkcji odviagania uwagi id siebie. Czy kiedy zostaję sama, że sobą powraca coś co być może wymaga jeszcze zaopiekowania. Jaki mam kontakt ze sobą, z ciałem.  Na ile rozpoznaje przeciążenia. 

 

Pozdrawiam

Dorota

1 miesiąc temu
Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

Zdarza się, że po wyjściu z silnego lęku organizm przez jakiś czas pozostaje „nauczony” funkcjonowania w napięciu. Kiedy w tygodniu pojawiają się obowiązki, uwaga jest zajęta i poziom pobudzenia ma gdzie się rozładować. W weekend, gdy pojawia się spokój, układ nerwowy nadal szuka bodźca i może generować niepokój lub krótkie epizody derealizacji, mimo że realnego zagrożenia nie ma.

Warto zwrócić uwagę, że sama Pani pisze, iż derealizacja nie wywołuje już silnego lęku. To bardzo ważny sygnał postępu. Objaw może się jeszcze pojawiać, ale reakcja emocjonalna jest już inna, a to oznacza, że mechanizm zdrowienia działa. Często w takim momencie bardziej aktywują się wątpliwości i nadmierna kontrola, na przykład myśl „dlaczego to wróciło”, która sama w sobie podtrzymuje napięcie. Warto zadbać o łagodne wypełnienie czasu w weekend, nie nadmiarem obowiązków, lecz aktywnościami regulującymi napięcie, jak ruch, kontakt z ludźmi, wyjście z domu czy drobne plany na dzień. Nie chodzi o ucieczkę od spokoju, tylko o stopniowe uczenie organizmu, że spokój jest bezpieczny. Jeśli pojawia się myśl o odstawieniu leków, to dobrym krokiem jest omówienie tego z lekarzem w momencie względnej stabilności. 

Pozdrawiam i życzę powodzenia, 
Karolina Grabka

1 miesiąc temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Brzmi to tak, jakby Pani ciało i głowa dopiero uczyły się, czym jest spokój. Przez długi czas były „ustawione” na napięcie, więc kiedy ono znika, pojawia się coś w rodzaju pustki albo lekkiego niepokoju i według mojej opinii to dość częsty moment po wyjściu z silnego lęku, nie regres, tylko etap przejściowy.Te weekendy są tu bardzo znaczące: nagle jest więcej przestrzeni, mniej bodźców, mniej kontroli… i wtedy system nerwowy trochę „szuka” starego trybu. Derealizacja może się wtedy pojawiać bardziej z przyzwyczajenia niż z realnego zagrożenia.

To, że nie wywołuje już u Panni paniki, tylko raczej zdziwienie, to duży krok tak myślę.

Może warto teraz nie walczyć z tym, tylko podejść do tego łagodniej, jak do sygnału: „uczę się nowego funkcjonowania”.

Zostawię Pani kilka pytań do przyjrzenia się sobie: co dokładnie czuję w tych spokojnych momentach - czy to na pewno tylko niepokój, czy może też jakaś pustka, nuda, a może napięcie „że coś powinno być”?

 jak reaguję na te objawy: próbuję je kontrolować czy pozwalam po prostu być i minąć?

co by się stało, gdybym w ten weekend świadomie wprowadziła coś małego, co daje mi poczucie „życia” ale bez presji?

Nie wygląda to jak krok wstecz. Bardziej jak moment, w którym uczy się Pani żyć bez ciągłego napięcia a to czasem bywa zaskakująco trudne.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

1 miesiąc temu
Pracownia WELL

Pracownia WELL

Dzień Dobry,

Lęk może być tak niechciany i awersyjny, że z czasem uczymy się traktować go jak wroga, potwora z szafy, który chce zrobić nam krzywdę w najmniej spodziewanym momencie. Wydaje nam się, że ma nad nami kontrolę i władzę, której nie mamy szans przejąć. Na szczęście to tylko wrażenie, a w rzeczywistości z powodzeniem możemy stawić mu czoła, a nawet się z nim zaprzyjaźnić. Jak?

1. Poznaj swój lęk

Proszę usiąść w spokojnym momencie z kartką i długopisem i zapisać, czego się boisz w ostatnim czasie. Wymień wszystko, co przyjdzie Ci do głowy. Przeczytaj notatki i sprawdź, na ile boisz się w tej chwili w skali od 1 do 10 (1 to lęk w tle, prawie niezauważalny, a 10 oznacza największy strach, jaki pamiętasz w swoim życiu). 

2. Poobserwuj

Proszę zapisać na tej samej kartce, skąd wiesz, że odczuwasz lęk w momencie, który właśnie wspominasz i notujesz. Jakie zachowania, myśli i odczucia Ci towarzyszą? Opisz to tak, jakbyś nadawał_a transmisję na żywo z kamer, które są zamontowane na zewnątrz wokół Ciebie i wewnątrz Twojego ciała i umysłu.

3. Sprawdź, czy rozróżniasz swoje emocje

Często zdarza się, że mylimy lęk z innymi emocjami, takimi jak smutek, wstyd czy złość. Przypomnij sobie różne sytuacje z życia, w których towarzyszyły Ci właśnie te trzy emocje i zobacz, jakie są ich objawy. Czy dostrzegasz jakieś różnice? Jeśli nie potrafisz przypomnieć sobie żadnej takiej sytuacji, warto rozważyć wizytę u specjalisty, który pomoże Ci zbadać, dlaczego masz trudność z identyfikowaniem własnych stanów emocjonalnych i jak temu zaradzić w sposób dostępny dla Ciebie.

4. Rób zapiski

Załóż sobie coś w rodzaju dziennika, w którym będziesz opisywać swoje myśli, zachowania, odczucia z ciała i emocje dokładnie w taki sam sposób, jak przed chwilą. Możesz też robić w nim inne notatki, np. dotyczące tego, co poszło po Twojej myśli danego dnia, za co chcesz sobie podziękować. W ten sposób łatwiej dostrzeżesz, że Twoje życie składa się z różnych sytuacji i uczuć, nie tylko lęku.

5. Rozważ aktywność fizyczną

Wiele mówi się o tym, jak ważny dla zdrowia psychicznego jest ruch. Chciałabym powiedzieć, że to pusty slogan, ale nie mogę. Ruch to doskonały sposób na rozładowywanie codziennego napięcia, dotlenienie organizmu i doładowanie dopaminy i endorfin. Jednak to co ważne, to znaleźć aktywność, która prócz zdrowia da Ci również przyjemność.

6. Naucz się krótkich dystrakcji

Mądre, chwilowe odwrócenie uwagi od intensywnych objawów lęku to skuteczny i dobry sposób radzenia sobie. Taką dystrakcją może być choćby zmiana miejsca, prysznic, krótki spacer, oddychanie czy ugruntowanie. Pozwoli Ci to na obniżenie lęku na tyle, by przyjrzeć się temu, zrobić zapiski i móc wrócić do wcześniejszej aktywności, przy której pojawił się lęk. Jeśli nie znasz żadnych technik radzenia sobie lub nie umiesz ich stosować, pomoże Ci w tym specjalista.

7. Pamiętaj, że nie jesteś sam_a

Przyjrzyj się swojej grupie znajomych, przyjaciół i członków rodziny. Zobacz, czy jest wśród nich ktoś, kto wie o Twoim problemie i na ile jest to wspierające. Jeśli nie masz nikogo takiego lub jest Ci trudno o tym mówić, weź pod uwagę, że osób cierpiących z powodu nadmiernego lęku jest bardzo dużo. 

8. Rozważ pogłębienie diagnozy

Czasem odczuwany lęk ma swoje podłoże w innych problemach, takich jak na przykład niezaopiekowane od dziecka zaburzenia neurorozwojowe (ADHD lub ASD tj. spektrum autyzmu), depresja, zaburzenia osobowości, dysforia płciowa czy zaburzenia psychotyczne. Odkrycie źródeł lęku pozwoli na dobór odpowiednich interwencji i metod leczenia, a także pomoże lepiej zrozumieć i zaakceptować siebie tam, gdzie nie ma możliwości zmiany. Na diagnozę najlepiej udać się psychoterapeuty lub psychologa klinicznego, którzy odeślą do psychiatry w celu jej weryfikacji.

9. Pracuj systematycznie

W pracy nad lękiem bardzo istotna jest regularność. Nasz mózg działa w taki sposób, że lubi doznawać ulgi i wzmacnia zachowania, które jej dostarczają. Jeśli ta ulga jest nieregularna i nie wiadomo, kiedy nastąpi, zachowania utrwalają się jeszcze łatwiej i bardziej. Dlatego kluczowa jest systematyczność i konsekwencja, inaczej można sobie bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Warto znaleźć sobie jakąś stałą porę dnia, którą poświęcisz sobie. Trening czyni mistrza! 

Jeśli zdecydujesz się na psychoterapię, praca własna pomiędzy spotkaniami jest jej niezbędną częścią w nurcie poznawczo-behawioralnym. Pięćdziesiąt minut to wystarczająco dużo, by nauczyć się sposobów radzenia sobie z lękiem, ale zdecydowanie za mało, by przyniosło to trwałe efekty. To tak, jakby pójść do lekarza z anginą ropną, dostać receptę na antybiotyk i brać go chaotycznie, niezgodnie z zaleceniami. Efekt jest antyterapią i lepiej dla zdrowia, żeby nie robić tego wcale.

1 miesiąc temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


to, co Pani przeżywa, może być bardzo frustrujące i niepokojące, zwłaszcza gdy ma Pani poczucie, że było już lepiej. Warto jednak pamiętać, że takie chwilowe nawroty czy wahania przy OCD są czymś, co się zdarza -- nie przekreślają Pani postępów ani pracy, którą już Pani wykonała.

 

To, że na co dzień funkcjonuje Pani dobrze, jest bardzo ważnym sygnałem siły i zdrowienia. Te trudniejsze momenty nie definiują całości :) 

 

Natomiast, jeśli jednak czuje Pani, że potrzebuje więcej spokoju i wsparcia, proszę rozważyć kontakt z psychologiem – nie musi Pani przechodzić przez to sama.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

1 miesiąc temu
Katarzyna Banachowicz-Figiel

Katarzyna Banachowicz-Figiel

To, co Pani opisuje, wcale nie brzmi jak „dziwny nawrót bez powodu”, tylko raczej jak bardzo logiczna reakcja organizmu, który przez dłuższy czas funkcjonował w napięciu i teraz uczy się czegoś nowego czym jest bycie w spokoju.

Zatrzymałabym się przy zdaniu "mam wrażenie, że źle funkcjonuję bez stresu". To jest bardzo ważny trop.

Z perspektywy Gestalt można powiedzieć, że przez długi czas Pani system był nastrojony na pobudzenie, tj. lęk, czujność, napięcie. To był sposób organizowania kontaktu ze światem. Teraz, kiedy w tygodniu pojawia się struktura, obowiązki, działanie, ten poziom pobudzenia ma gdzie się rozładować i jest jakoś uporządkowany.

Natomiast w weekend znika struktura, pojawia się przestrzeń i wtedy organizm trochę nie wie, co zrobić z tym spokojem.

Paradoksalnie spokój może być dla układu nerwowego czymś obcym, a nawet lekko niepokojącym, jeśli wcześniej dominowało napięcie. To nie znaczy, że coś się cofa. To znaczy, że jest Pani w procesie zmiany. 

Derealizacja również bardzo pasuje do tego obrazu. Ona często nie pojawia się tylko w stresie, ale także przy zmianie poziomu pobudzenia, przejściu z działania w spokój, czy rozluźnieniu, kiedy system odpuszcza kontrolę.

To, że pojawia się w znanych miejscach i sytuacjach, też nie jest sprzeczne. Nie chodzi o sytuację zewnętrzną, tylko o stan wewnętrzny w danym momencie.

Ważne jest też to, że nie wywołuje to już u Pani lęku. To jest duża zmiana jakościowa. Kiedyś było to sprzężone z silnym lękiem, teraz pojawia się raczej jako coś obserwowanego, nieprzyjemnego, ale niezalewającego.

Jeśli chodzi o wrażenie zamiany lęku na codzienny stres, to bywa częsty etap.
Jakby organizm mówił: jeszcze nie umiem być w pełnym spokoju, więc trzymam się lekkiego napięcia, bo to jest znane. 

To nie wygląda jak cofnięcie, tylko jak przestawianie się systemu.  A to rzadko jest proces liniowy.

Pani potrzeba poradzenia sobie samodzielnie jest bardzo zrozumiała i w dużej mierze już się to dzieje.
Jednocześnie ewentualny powrót na kilka spotkań nie jest cofnięciem się, tylko formą zadbania o siebie na kolejnym etapie.

Na ten moment wygląda, że ma Pani już dużo świadomości i zasobów. Teraz pojawia się uczenie bycia w czymś, co wcześniej było mniej dostępne, czyli w spokoju bez napięcia. I to może potrzebować czasu.

 

Pozdrawiam

Katarzyna Banachowicz-Figiel

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Ostawienie leku bez konsultacji z lekarzem prowadzącym to bardzo złą decyzja, szczególnie kiedy sama Pani pisze, że chyba nie wszystko gra do końca. Nie będę tutaj opisywał mechanizmów lękowych, gdyż nie o to chodzi, jednak warto się przyjrzeć sygnałom w ciele, nazwać je i poddać na terapię. Czy to jest "mało pilna sprawa"? Kwestia dyskusyjna. Warto się przyznać temu bliżej, ale pod okiem profesjonalisty.

1 miesiąc temu

Zobacz podobne

OCD - myśli natrętne dotyczące zabójstwa, wysoki lęk. Nie umiem sobie poradzić.
Dzień dobry. Zadawałem już tutaj kiedyś pytanie. Można podejrzeć je tutaj: https://twojpsycholog.pl/forum/pytanie/poczucie-winy-z-powodu-natretnych-mysli-2542 Cierpię na natręctwa, lęki, nie wiem dokładnie na co. Byłem u psychiatry, powiedział mi, że mam zespół natrętnych myśli i lęków, coś takiego. W zasadzie od dziecka to już u siebie zaobserwowałem. Gdy byłem mały, byłem na turnieju piłkarskim, spojrzałem się przypadkowo na spodnie trenera, w miejsce członka i zacząłem mieć natrętną myśl o jego członku. Oczywiście tej myśli mieć nie chciałem, nie mogłem się jej pozbyć. Potem do tego doszła natrętna myśl o stosunku z 7 lat młodsza siostra. Też nie chciałem mieć tej myśli. Podzieliłem się tym z mamą, ona mnie jakoś uspokoiła i potem był spokój na parę lat (tak mniemam). Mam przebłysk, że w gimnazjum podzieliłem się raz z kumplem po pijaku, że boję się trochę z nim spać, bo się boję, że mógłbym mu coś zrobić (w domyśle zabić), on na to zareagował względnie niespokojnie, ale jakoś ten temat się wyciszył, normalnie położyliśmy się spać, oczywiście nic się nie stało. W tym okresie generalnie bałem się dość chodzić spać, obawiając się, że lunatykując kogoś zabiję bądź coś w tym stylu. Na studiach (z psychologii nomen omen, z których już zrezygnowałem - chyba na szczęście dla moich potencjalnych pacjentów) zacząłem mieć natrętne myśli dotyczące zabójstwa. Czytałem coś tam w internecie, jakąś książkę przeczytałem i względnie sobie poradziłem. Czasami te myśli wracały, ale potrafiłem sobie poradzić z nimi jakimiś mini-kompulsjami, mini-rytuałami, np. poprzez śpiewanie sam do siebie po cichu, że to nieprawda i potem z czasem to jakoś mijało. No i od 1,5 roku jestem z dziewczyną, z którą zacząłem bardzo dużo podróżować. Każdy wyjazd wiązał się z lękiem przed położeniem się spać oraz z natrętnymi myślami o zabójstwie - ale jakoś sobie radziłem. Każdy następny wyjazd wiązał się też z rozwijaniem się skrupulatyzmu - potrafiłem nawet wysyłać zdjęcia do księdza koszulki, którą kupiłem chrześniaczce, na której była katedra Duomo i motylek. Pytałem się, czy mogę jej to wręczyć, bo przecież tu jest motylek, który jest symbolem ideologii New Age. Ksiądz nawet nie wiedział, o co chodzi, a gdy mu doprecyzowałem właśnie z tą ideologią New Age, to mi odpisał, że przecież tu nie chodzi o tego typu kontekst motylka. Albo np. kupiłem misia dla chrześniaczki, a potem się zastanawiałem cały czas, czy jego oczy to nie są "Oczy Proroka", też wysyłałem zdjęcia i pytanie do księdza, też odpowiedź oczywista. Nawet teraz zastanawiałem się, jak napisać "Oczy Protoka" czy z dużych, czy z małych, bo jeśli to nie jest akceptowalne w religii chrześcijańskiej, to przez Boga również, a więc jeśli to czy powinienem to pisać wielką literą? W cudzysłowie czy nie? Czy napisanie tego wielką literą to grzech? Czy mała to grzech? Czy to zniewaga symbolu kogoś innego, a zatem brak szacunku? Nie zastanawiałem się pisząc to oczywiście aż tak literalnie jak tu teraz opisuje, tylko bardziej podświadomie - zauważyłem to, wymazując te słowo kilkukrotnie, bo zastanawiałem się właśnie, jak powinienem to napisać. Trochę absurd. Odkąd jestem z dziewczyną, przestałem nadużywać alkoholu, jak robiłem to przed związkiem, ale lubiłem też sobie całkiem wypić na wyjazdach. Nie wiem, czy to mnie nie wyniszczyło. Jak byliśmy na jednym z wyjazdów, strasznie się bałem, że pewien człowiek mnie opętał, bo coś gadał do mnie dialektem indyjskim, dziwnie wyglądał (przerażająco dla mnie), rękę tak do mnie wystawiał. Wróciliśmy do kraju, poszedłem z tydzień-dwa później do Kościoła na niedzielną Mszę, i zacząłem się strasznie bać, że jestem opętany, że zwariuję, że będę zabijał ludzi, nie mogłem złapać oddechu. Wytrzymałem całą Mszę, usilnie się modląc, żeby wszystko było w porządku. Pojechałem autem do dziewczyny, mówiąc, że nie wiem co mi jest i że jadę do siebie. Pojechałem do siebie, ale jadąc po drodze musiałem się zatrzymać, bo czułem, że tracę czucie w całym ciele. Myślałem, że umieram, byłem pewny. Mrowienie wszędzie, hiperoddech, uczucie zawału - przyjechała karetka, ludzie mi pomogli - diagnoza: atak paniki, wszystko w porządku. Po tym wydarzeniu wszystko się nawarstwiło. Zacząłem się bać następnego ataku (nie było go dotychczas więcej), bardzo się bałem natrętnych myśli, które nawróciły mocno i nie mogłem sobie z nimi poradzić (na początku szczególnie z zabójstwem, czułem nawet objaw somatyczny, cała napięta prawą dłoń i się bardzo bałem, że ta dłoń zrobi właśnie coś złego). Ruminacje myślowe, które zostały wspomniane w pytaniu zadanym ostatnim razem (do teraz zresztą je mam, przypominają mi się różne myśli, to tworzy wyrzuty sumienia). Teraz też mam natrętne myśli, lęk, że mogę zostać pedofilem. Nigdy nie interesowały mnie dzieci, jeśli chodzi o pornografię, to preferencje miałem normalne, nawet bardziej dojrzałe kobiety mnie interesowały. Nigdy nie obejrzałem dziecięcego porno, nie wyrządziłem nikomu krzywdy i nie mam zamiaru, ale boję się, że jestem pedofilem. Miałem coś takiego, że widząc dziecko obojętnie jakie, nawet mu się nie przyglądałem, to czułem taki przepływ energii przez penisa, nie że podniecenie ani wzwód, tylko bardziej to utożsamiałem z takim strachem jak wtedy z tą ręką - że ta ręka mnie bolała gdy miałem natręctwa o zabójstwie, ale gdy uspokoiłem natręctwa i lęk, to uspokoił się także i ból w ręce. Z tym też sobie poradziłem, ale ten lęk powrócił i strasznie się boję, naprawdę mnie nie interesują żadne dzieci i nie chciałbym nikomu krzywdy żadnej jakiejkolwiek zrobić, tylko że to się uwiarygadnia na różne sposoby i sam zaczynam w siebie wątpić. Trochę się boję pójść na terapię, leki przyjmuję Fluoxetin, nawet pomaga, ale bez szału. Na co dzień ogólnie względnie nieźle sobie radzę, nie wspomniałem o pozytywnych skutkach ataku paniki; odstawienie na stałe alkoholu, mocne zainwestowanie w sport, trening (obecnie przygotowuje się do półmaratonu praskiego w Warszawie we wrześniu, a generalnie poczułem na tyle dużą zajawkę, że w przyszłości planuje triathlon, duathlon, biegi górskie itd., bardzo dużo trenuje) Skończę w tym roku 22 lata. Niby radzę sobie coraz lepiej i sobie uzmysławiam, że to natręctwa, zresztą czytałem w internecie o tych wszystkich moich natręctwach i nie tylko ja tak mam, ale czasami znowu wpadam w błędne koło i przegrywam. Natręctwa, które najbardziej mi doskwiera to na ogół te z zabójstwem (natrętne myśli + lęk). Potem ruminacje myślowe o tym, że mogłem mentalnie zdradzić moją kobietę Aktualnie mi doskwiera bardzo mocny lęk przed zostaniem pedofilem Inne natręctwa z jakimi się zmagałem to: - natrętne myśli o powołaniu kapłańskim (mimo że przecież nie chciałem), - lęk przed opętaniem, strach że jestem opętanym faktycznie, strach że zaraz zwariuję i zacznę wyrządzać krzywdę innym Brak dostrzegalnych kompilacji, może jedynie drobne rytuały, wmawianie sobie, że to nieprawda, "łamanie" palcami w różne strony, modlitwa, ostatnio też dużo rozmawiam z dziewczyną, mówię jej praktycznie o wszystkim, ale też nie chcę na nią takiego ciężaru zrzucać. Niemniej nie potrafię sobie z tym poradzić na dłuższą metę finalnie zawsze przegrywam. Potem już myślę, że wygrywam, że już jest ok, że sobie radzę i znowu przegrywam. I bardzo się boję.
Czy możliwe jest przyzwyczajenie organizmu do leków na nerwicę lękową?

Witam od 15 lat cierpię na nerwicę lękową. Aktualnie nastąpiło pogorszenie mojego stanu. Leki biorę 2 lata, czy to możliwe, że organizm przyzwyczaił się do leków i już tak nie działają? Mam też czasami problem ze snem albo nie mogę spać albo obudzę się w nocy i nie mogę zasnąć.

O jakich objawach i problemach zdrowotnych mam powiedzieć psychiatrce i psychoterapeutce? Chciałabym uzyskać jak najlepszą pomoc.
Czy psychiatrce albo psychoterapeutce należy powiedzieć o innych problemach zdrowotnych jakich doświadczamy? Ja mam ich cały szereg, też parę wstydliwych, nie wiem czy trzeba o nich wszystkich powiedzieć. U mnie to hemoroidy, grzybica paznokci, nieregularny okres, krótkowzroczność, nadwaga, rozstępy, wycięty woreczek żółciowy, wysoki cholesterol, refluks, wysoki puls (obniżany tabletkami), próchnica, ból dołu pleców i nóg podczas chodzenia, krzywa łopatka, nieestetyczna krostka na czole, słabe ręce, niedoczynność tarczycy (leczona tabletkami), łuszcząca się skóra za uszami. O czym z tej listy powinnam wspomnieć psychiatrze i psychoterapeutce, a co mogę spokojnie ominąć?
Czy myśli o śmierci bliskich mogą być związane z zaburzeniami lękowymi?
Dzień dobry, cierpię na zaburzenia lękowe od kilku lat, regularnie przyjmuje leki, teraz akurat jestem w trakcie zmiany leku. Dwa dni temu, gdy byłam na spacerze pojawiła się znikąd w mojej głowie myśl, że mama nie przeżyje tego roku. Ta myśl cały czas we mnie siedzi, bardzo się boje, że to może się sprawdzić. Czy takie myśli mogą wynikać z moich zaburzeń ?
Jak radzić sobie z emocjonalną chwiejnością i PTSD jako młoda osoba dorosła
Witam. Choruję na zaburzenia osobowości a mianowicie osobowość chwiejna emocjonalnie oraz ptsd. Jednak nie korzystam z pomocy specjalisty. Niedawno skończyłam 18 lat, przed ich ukończeniem ostatni raz uczęszczałam na terapię w wieku 15 lat. Od tamtego też czasu nie biorę leków. Nie była to moja decyzja a moich rodziców, mimo próśb niestety nie rozumieli że ja tej pomocy potrzebuje. Od niedługiego czasu znów moje samopoczucie się pogorszyło, pojawiły się stany, kilkugodzinne pojawiające się nieregularnie co kilka dni w czasie których czuję nieustającą panikę i nie umiem jej opanować. Jakby rozrywało mnie od środka, oprócz niej są na przemian nagły przypływ energii, chęć do działania, motywacja a gdy zabieram się za zamierzone rzeczy jest nagły spadek, myśli że nie dam sobie rady, nie jestem w stanie tego zrobić itp. Nie chcę wychodzić wtedy do ludzi, mimo że bardzo potrzebuje kogoś obok. Jestem rozdrażniona, fizycznie spięta co objawia się zaciśniętą szczęka, bólami głowy i brzucha. Nie jestem w stanie w żaden sposób sie uspokoić. Sprawia mi to ogromny problem, bo pojawia się to głównie rano, przed wyjściem do pracy. Najczęściej zostaje wtedy w domu bo zwyczajnie mam problem z ubraniem się i wyjściem. Lubię swoją pracę i ludzi którymi się tam otaczam. Nie wiem co może powodować ta panikę skoro środowisko naprawdę jest komfortowe. Co do terapii bardzo chciałabym iść do specjalisty ale nie potrafię sie przełamać. Nie wiem z czym mam właściwie problem i na jakiej płaszczyźnie. Boje się że nie umiałabym po tylu latach wyjaśnić wszystkiego co czuje
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!