
- Strona główna
- Forum
- inne, uzależnienia
- Czy można uzależnić...
Czy można uzależnić się od dronów po wcześniejszym nałogu diamentowych prac?
Martyna
Michał Koliński
Nie wiem dokładnie czym są „prace diamentowe”, ale mogę odnieść się do pytania o uzależnienie. Uzależnienie nie dotyczy tylko substancji, można też nadmiernie wciągnąć się w aktywność, która daje poczucie nagrody, kontroli lub odskoczni od stresu. Jeśli dron daje Pani podobne napięcie lub przyjemność jak wcześniejsze zajęcia, istnieje ryzyko nadmiernego angażowania się. Nie oznacza to, że musi dojść do uzależnienia, ważne jest utrzymanie równowagi, kontrolowanie czasu spędzanego na lataniu i dbanie o inne aspekty życia (sen, relacje, obowiązki). Jeśli zauważy Pani, że trudno przerwać aktywność lub pojawiają się obsesyjne myśli o dronie, warto o tym porozmawiać z psychoterapeutą.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Przestrzeń dla Dwojga - Psychoterapia indywidualna i dla Par
Warto przyjrzeć się temu czym jest uzależnienie. Najprościej mówiąc , należy sobie odpowiedzieć na pytania czy kontroluję ilość czasu spędzanego na danej czynności oraz czy z powodu korzystania z tego zachowania , ponoszę straty różnego rodzaju (zbyt dużo czasu ,cierpią na tym kontakty z rodziną przyjaciółmi, zaniedbuje siebie i potrzeby fizjologiczne ). Oczywiście profesjonalna diagnoza uzależnienia jest bardziej skomplikowana ,więc zachęcam do kontaktu ze specjalistą i porozmawianiu szerzej o problemie. Powodzenia. 🌻
Michał Cuber
Podobnie jak przedmówca, nie jestem pewien o co dokładnie Pani pyta Pani Martyno - być może słownik zasugerował nie te słowa, które miała Pani na myśli. Jeżeli zechce Pani doprecyzować pytanie w prywatnej wiadomości (zapraszam do kontaktu) spróbuję bardziej dokładnie odpowiedzieć na Pani wątpliwość.
Zakładając dosłowne potraktowanie Pani pytania: uzależnić można się od każdego zachowania, ale niepokoić się warto dopiero w momencie, kiedy ze względu na częstą zabawę np. dronem pojawiają się jakieś faktyczne, negatywne konsekwencje - zaniedbywanie posiłków, higieny, obowiązków domowych/szkolnych czy zmiany w nastroju.

Zobacz podobne
Czasem czuję, jakby coś we mnie się gotowało, ale kompletnie nie wiem, jak to wypuścić. Słowa... po prostu nie działają.
Kiedy próbuję coś powiedzieć, mam wrażenie, że to, co wychodzi, jest jakieś płaskie, niepełne, jakby nie oddawało tego, co czuję naprawdę. Wszystko to we mnie siedzi i kumuluje się w coś, co męczy mnie psychicznie, aż nie mogę złapać oddechu.
Czuję się bezsilny i sfrustrowany, bo nie mam pojęcia, jak to rozładować.
Zastanawiam się, czy nie mógłbym spróbować czegoś innego, jak na przykład... sztuka? Może to brzmi dziwnie, ale myślę, że gdyby dać sobie przestrzeń na coś takiego, jak rysowanie, malowanie, może nawet rzeźbienie, mógłbym coś z tego wydobyć, co teraz nie chce wyjść na wierzch. Jak działa arteterapia? Co właściwie się robi na takich sesjach?
Chciałbym wiedzieć, czy są jakieś proste rzeczy, które mogę zrobić sam w domu — coś, co pozwoli mi złapać kontakt z tym, co się we mnie dzieje, ale bez presji mówienia. I czy taka terapia może naprawdę pomóc mi lepiej zrozumieć siebie?
Dzień dobry,
Mam zaburzenie lękowe, chodzę od 1,5 roku na psychoterapię Gestalt. Jest to pełnopłatna terapia.
Dodatkowo od kilku miesięcy stosuje farmakoterapię.
Moje zaburzenie jest bardzo silne i połączone z objawami somatycznymi. Zauważyłem, że terapia raz w tygodniu to dla mnie za mało. Żeby móc lepiej funkcjonować potrzebuje spotkań 2 razy w tygodniu. Zwłaszcza gdy sesja daje dużo przemyśleń i lęków, doczekać z tym cały tydzień to prawdziwe wyzwanie. Niestety sesje 2x w tyg, są niemożliwie z powodów finansowych, jestem studentem.
Jak mogę rozwiązać ten problem? Chętnie spróbowałbym też terapii CBT, albo terapii z psychologiem klinicznym, ale równocześnie nie rezygnując z obecnej terapii.
Czy rozsądne byłoby, aby spróbować dostać się na terapię na NFZ, na którą chodziłbym raz w tygodniu i równocześnie uczęszczałbym na moją obecną terapię? Naprawdę bardzo potrzebuje częstszego wsparcia, żeby się cały nie rozsypać. Bardzo proszę o pomoc
Moje emocje przejmują nade mną kontrolę. Czasami coś mnie tak wyprowadza z równowagi, że zanim zdążę pomyśleć, już reaguję — często za ostro, za szybko, a potem są konflikty.
I to nie tylko w pracy czy z obcymi, ale z bliskimi, których wcale nie chcę ranić. Czuję się, jakbym ciągle stąpał po cienkim lodzie, gotowy do wybuchu, nawet jeśli tego nie chcę.
Kiedyś usłyszałem diagnozę zaburzenia osobowości antyspołecznej i teraz próbuję zrozumieć, jak sobie z tym radzić, ale jest cholernie ciężko. Naprawdę chciałbym, żeby relacje z ludźmi były normalne, żeby emocje mnie tak nie pochłaniały.
Jak to opanować? Jak nie dawać się ponosić każdej frustracji czy złości? Czy ktoś wie, jak można się tego nauczyć, jak zmieniać swoje reakcje? Czuję się zmęczony tym, że wszystko psuję i chciałbym w końcu zapanować nad sobą.

