
- Strona główna
- Forum
- zaburzenia lękowe
- Czy notorycznie...
Czy notorycznie myślenie o chorobach w nerwicy lęków jest normalne?
Witam, mam pytanie czy notorycznie myslenie o chorobach w nerwicy lęków to normalne
Aga
3 lata temu
Marzena Falc
Silny, nieuzasadniony lęk o własne zdrowie nazywany jest hipochondrią i stosunkowo często można go zaobserwować w przebiegu zaburzeń lękowych. Skuteczna w tym przypadku jest psychoterapia, czasem przydatna może okazać się farmakoterapia - wszystko zależy od natężenia objawów i ich przyczyny. Polecam konsultację ze specjalistą - psychologiem, psychoterapeutą lub psychiatrą.
3 lata temu

Zobacz podobne
Relacja z terapeutą jest ważna, a jak jest z psychiatrą?
Z psychoterapeutą trzeba nadawać na tej samej fali, a jak jest z psychiatrą? Bo ja nie czuję, że z moją psychiatrką się tak wspaniale rozumiemy, ale może nie trzeba?
Mam poważny problem z kontaktami z ludźmi, stresuję się, boję się z nimi rozmawiać
Dzień dobry,
Mam poważny problem z kontaktami z ludźmi, stresuję się, boję się z nimi rozmawiać z obawy przed oceną, bardzo się przejmuję, co o mnie myślą inni. Mam nieustanny natłok negatywnych myśli. Jestem zagubiona. Przeszkadza mi to w pracy i w życiu. Ciągle wszystkich oceniam, bo wydaje mi się, że inni też mnie źle oceniają. Emocje mam przez to zablokowane, nie potrafię prawidłowo ocenić sytuacji. Brak mi pewności siebie. W pracy jestem jak maszyna, bo tylko tak mogę zdobyć szacunek innych. Nie rozmawiam ze współpracownikami. Proszę o odpowiedź. Dziękuję i pozdrawiam
Ojciec alkoholik awanturuje się i nie daje żyć mnie i mojej partnerce. Pomagam mu, a on tego nie docenia i nie szanuje. Mam już dosyć, co robić? Jestem w kropce!
Hej.
Mam wiele problemów ze sobą, ale obecnie głównie chodzi mi tylko o jeden, przez którego nie mogę w spokoju żyć.
Opiszę w skrócie problem, bo żeby to wszystko zrozumieć to zapewne nikomu nie będzie się chciało tego czytać.
Kilka miesięcy temu zamieszkała u mnie dziewczyna, mój ojciec mieszka na parterze.
Mój ojciec jest alkoholikiem od bardzo dawna, na początku było OK potem zaczął się czepiać, nie jeść obiadów, mówić, że nie dostał, czepiać się dziewczyny o garażowanie w garażu auta itd..
Dziewczyna nie wytrzymała raz, drugi i....
Teraz był ten trzeci raz, gdzie ojciec czekał, aż dziewczyna wyjdzie z łazienki, żeby się doczepić o różne rzeczy..
Jest to opisane przeze mnie w delikatny sposób, ale w tych awanturach jest złość, wyzwiska, agresja.
Gdy jest takie coś, ja i moja dziewczyna boimy się zejść, skorzystać nawet z łazienki, a serce bije mi, jakby miało wyskoczyć.. przez całe życie miałem ciężko, więc pewnie jest to powodem.
Nie boję się odezwać do ojca i powiedzieć swoje, ale to nic nie zmienia, regularnie co 3 tygodnie jest taka akcja, tak być nie może.
Ja potrzebuję spokojnego już życia, ojciec jest po 60-stce i jak wspomniałem, alkoholikiem siedzącym co dzień w domu.
Ojciec nie potrafi sobie siąść na przysłowiowej "dupie" i dać ludziom żyć, tylko wymyśla non stop problemy których nie ma.
Gdy jest dobrze to rozmawia z moja dziewczyna, dziewczyna też próbuje do niego odzywać się, mimo to, co mówił parę dni wcześniej " dla świętego spokoju ".
Nic złego nie robimy mu, on tylko siedzi w domu i dwa razy do sklepu po alkohol i mógłby sobie dalej tak żyć, byleby się nie wtrącał w nasze życie ...
Nie chciałem nic robić, bo myślałem ze może się coś wyklaruje czy coś, ale niestety nie.. Nie chciałem robić mu problemów, chcę żyć w zgodzie - żyję w przesądzie, że ojcu nie mogę nic złego zrobić i się go słucham nawet dla świętego spokoju ,mimo to, że jestem grubo po 20stce, po urzędach, po szpitalach to ja z nim jeżdżę i dostaję takie podziękowanie.
Chcę z tym skończyć, bo ja też chcę mieć jakieś życie a to nie jest życie, bo nie pozwolę, żeby ktoś czaił się na moją dziewczynę, żeby jej ubliżyć i zwyzywać...
Mam wrażenie, że ojciec nie może się pogodzić z tym, że on jest sam, a ja nie...
Albo nie może się pogodzić, że ja mam kogoś i jemu to przeszkadza, bo chciałby, żebym był sam "DLA NIEGO??"
Takie dwie teorie wysnułem, choć nie wiem, co już mam sobie myśleć..
Proszę o pomoc,
Proszę o pokierowanie mnie.
Jestem w kropce, nie wiem, w którą stronę mam się ruszyć, żeby skończyć to, co on robi..
Dziękuje i pozdrawiam
Mam pewne plany, ale wciąż mam wrażenie, że to się nie uda i nic z tego nie będzie i strasznie mnie to dobija.
Mam pewne plany, ale wciąż mam wrażenie, że to się nie uda i nic z tego nie będzie i strasznie mnie to dobija. Nie wiem, co mam zrobić.
Od złamania kostki źle funkcjonuję psychicznie. Nie mam na nic siły, jestem otępiała, płaczliwa. Czy jak wrócę do codziennej pracy i obowiązków, to mi przejdzie?
Od kiedy złamałam kostkę (ponad 2 miesiące temu) zauważyłam, że moje zdrowie psychiczne ucierpiało. Jestem teraz bardzo wrażliwa: często płaczę nawet z byle powodu, jestem przeważnie otępiała, a żeby nie płakać spędzam długie godziny na telefonie scrollując internet. Codziennie odczuwam stres związany z pracą ( pracuję obecnie zdalnie na czas powrotu do sprawności), czuję supeł w brzuchu, zgrzytam w nocy zębami, czasem stresuję się też bez wyraźnego powodu. Jedynie przy narzeczonym jest mi lepiej, ale jak tylko idzie do pracy/ do siebie (mieszkamy osobno) płaczę nawet bardziej. Za kilka dni wracam do stacjonarnej pracy w biurze. Moje pytanie brzmi, czy lepiej udać się po pomoc, czy raczej powinno ni przejść, jak już wrócę do pracy stacjonarnie?
