
- Strona główna
- Forum
- zaburzenia osobowości
- Czy osoba...
Czy osoba dyssocjalna (będąca agresywną) może zmienić swoje zachowanie?
Daria Kalinka-Gorczyca
Dzień dobry,
jeżeli taka osoba zrozumie mechanizm powstawania danego zaburzenia osobowości i ma chęci do tego, aby przepracować różne doświadczenia życiowe, które doprowadziły do niepomocnych zachowań, jest w stanie zmienić swoje zachowanie. W tym przypadku bardzo polecam psychoterapię.
Pozdrawiam serdecznie,
Daria Kalinka-Gorczyca
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Justyna Czerniawska (Karkus)
Dzień dobry,
osoby charakteryzujące się osobowością dyssocjalną a przy tym przejawiające zachowania agresywne mogą doświadczać zmian w swoim zachowaniu, jednak jest to pewnego rodzaju wyzwanie ze względu na cechy charakterystyczne dla tej osobowości. Osoby z taką diagnozą z natury mają tendencję do lekceważenia praw innych oraz przyjętych ogólnie norm społecznych. Myślę, że ciężko ocenić, czy okazywana skrucha i przeprosiny są trwałą zmianą, czy tylko chwilową. W moim odczuciu osoba z diagnozą osobowości dyssocjalnej powinna uczestniczyć w procesie terapeutycznym, który możliwe, że będzie nieść wspomniane zmiany zachowania.
Wracając do pytania, czy można żyć z kimś takim -niewątpliwie osobowość dyssocjalna może być dla partnera wyzwaniem, na które trzeba być gotowym, jednak myślę, że konkretnie na to pytanie musi Pani odpowiedzieć sobie sama (zgodnie ze swoimi oczekiwaniami, gotowością do takiej relacji oraz emocjami z tym związanymi).
Pozdrawiam serdecznie,
Justyna Karkus - psycholog, psychoterapeuta

Zobacz podobne
Witam, mam 18 lat, kwestionuję siebie i zastanawiam się, czy mam cechy ukrytego narcyzmu. Chciałabym upewnić się, czy coś jest nie tak, czy po prostu taka jestem. Nie chcę się zmieniać, tylko upewnić. Nie chodzi mi o diagnozę, a same cechy, ponieważ nie wiem, czy jestem narcystyczna, czy nie. Mój tata miał takie jawne cechy, dlatego może ja też przez to mam.
Oto cechy, które ja doświadczam:
1. Nie lubię, gdy ktoś mówi mi, co mam robić i krytykuje mnie. Sądzę, że to jest raczej normalne, bo w sumie może po prostu nic nie mówić i dać mi spokój, ale niby to jest jakąś tam cechą.
2. Bardzo chciałabym być pewna siebie i chciałabym każdemu pokazać, że jestem teraz inna i pokażę im wszystkim, na co mnie stać, ale tego nie potrafię zrobić. To są moje marzenia skryte.
3. Nie posiadam poczucia winy ani empatii. Nie obchodzi mnie to i nie chcę, żeby ktoś wymagał ode mnie emocjonalnego wsparcia, bo po prostu tego nie dam. Ale też jak będzie nachalny, to wolę zostawić tę osobę. Natomiast mam przewlekły stres i szybko stresuję się rzeczami.
4. Porównuję się z innymi i czuję się gorsza i brzydka, w sumie najbrzydsza, ale czasem nagle czuję się bardzo ładna i że może moje kompleksy są wyjątkowe, ale to znika. Mój wygląd wprowadza mnie nawet w poczucie, że nie ma po co żyć, bo nie chcę być brzydka.
5. No i bardzo się cieszę, jak ktoś sam z siebie mnie docenia albo się mną interesuje. Czuję się wtedy o wiele lepiej i upewniona, że nie jestem nikim.
Jedynie co jest dla mnie sprzeczne, to w ogóle nie wydaje mi się, że manipuluję, a właśnie odwrotnie - nienawidzę tego robić. Nienawidzę wymuszać żadnej atencji, bo ta atencja czy w ogóle sympatia jest strasznie fałszywa. Bo moim zdaniem moja partnerka np. powinna mnie docenić sama z siebie - np. że coś jej kupię czy dla niej zrobię, lub jeśli coś jej mówię i oczekuję, że np. będzie w to zaangażowana i da mi uwagę. I to moim zdaniem powinno być samo z siebie z jej strony, tak jak i z mojej. Chociaż nienawidzę emocjonalnego zaangażowania, to naprawdę mogę dać jej inną uwagę sama z siebie, więc ona też może sama z siebie. Ale jak nie daje mi sama z siebie, to nawet o to nie proszę - po prostu nie będę już o tym mówić i tyle. Ale niech ona nie oczekuje, że ja też będę jej dawać tę uwagę. Ja jej dam uwagę, którą ona mi da sama z siebie. Poza tym rozmowy o tym, czego chcę, są dla mnie fałszywe, bo właśnie będzie robić to tylko dlatego, że ja o to poprosiłam, a nie chcę takiego czegoś. Ale mogę rozmawiać o tym, czego nie chcę, żeby robiła, czyli np. nie mówiła mi czegoś. Ale o uwagę nie będę się prosić ani od niej tego wymuszać, ani udawać jakiejś ofiary, bo to dziwne i żałosne. Czuję się wtedy jak jakiś wymuszacz. Wydaje mi się, że moje wymagania to normalne rzeczy - co powinna mnie słuchać sama z siebie i dawać tę uwagę jak ludzie w związkach.
Cześć, zastanawiam się nad czymś, dokładniej, z czego go się mogło wziąć, ogólnie to mam tak od zawsze.
Przejdę do sedna, nie odczuwam empatii, poczucia winy, ani odpowiedzialności. Gdy ktoś mi mówi o swoich problemach, to nie wiem, co mam robić i unikam tego, bo mnie to denerwuje trochę. Nawet jeśli to moja mama, dziewczyna lub przyjaciółka.
Nie obchodzi mnie to i nie odczuwam przez to smutku ani współczucia. Nieważne czy problem leży w np. samookaleczaniu, czy mają myśli S. Ja nie umiem się tym zainteresować i nawet nie czuje potrzeby, żeby coś z tym robić, ale udaje, że to robię, bo wiem, że powinnam, chociaż pewnie wyglądam, jakbym nie chciała tego robić, bo moja dziewczyna skarży się, że nie obchodzą mnie jej uczucia.
Skarży się też, że nie obchodzi mnie czy będę z nią, czy nie, a ja po prostu lubię być czasem sama i nie pisać do niej ani do nikogo. Nie wiem, co ze mną nie tak, ale ja nie chciałabym jej zostawić ani nic, kocham ją, tak myślę, ale w sumie nie wiem, co to znaczy kogoś kochać, skoro nie czuje empatii do niej, współczucia, nie umiem stawić się w jej sytuacji i często mam jej dość i chce się od niej izolować. No, ale też czerpie przyjemność z tego, że mogę się z nią przytulić, mieć kogoś w swoim życiu, poczuć jej ciepło, o ile nie wchodzimy w tematy problemów, emocji i czegokolwiek.
Może być to samolubne i sama to rozumiem, ale nie potrafię w sobie tego zmienić. Od zawsze miałam problem z odczuwaniem tych rzeczy. Dodatkowo nigdy nie czułam się winna za nic.
Odpowiedzialność to jest po prostu takie zniknione.
Mogę powiedzieć jedną sytuację, raz w szkole średniej napiłam się dużo wódki w bardzo krótkim czasie na pusty żołądek. Przyjechała karetka, bo się zatrułam mocno i miałam dużo alkoholu we krwi. Jak się obudziłam w szpitalu, to się śmiałam, nie miałam poczucia winy, ale też nie cieszyłam się z tej decyzji, ale też jej nie żałowałam. Było mi to obojętne i po wyjściu ze szpitala nawet nie czułam tego, że coś zrobiłam. Po paru dniach zachowywałam się, jakby nic takiego nie miało miejsca.
Wiec głównie chciałabym wiedzieć, skąd bierze się takie myślenie u mnie i odczuwanie. Czy coś jest ze mną nie tak?
Ja nie czuję, że coś jest nie tak, ale wiem, że jestem inna i różnie się tym od innych ludzi, którzy odczuwają empatie i poczucie winy.

