Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy przeprowadzka do partnerki i asymetria mieszkaniowa w zwiazku to powod do leku i poczucia nierownosci?

Mam 30+ lat i od pewnego czasu spotykam się z kobietą, która ma 30 lat. Relacja rozwija się dobrze, dobrze się dogadujemy i widzę w niej osobę, z którą potencjalnie mógłbym zbudować wspólne życie jednak póki co przeżywamy fazę "honeymoon", z racji doświadczenia w relacjach patrzę na to z dystansem mimo wszystko. Problem pojawia się, kiedy zaczynam myśleć o kolejnym kroku, czyli wspólnym zamieszkaniu. Obecnie mieszkam z rodzicami po bolesnym rozstaniu z narzeczoną po 6 latach. Mam stałą pracę, której nigdy nie zmieniałem, oszczędności na wkład własny/poduszkę finansową, które ciągle powiększam. Ona natomiast mieszka w 40 km ode mnie i ma własne mieszkanie, kupione przez rodziców i zapisane na nią. Z racji sytuacji to ja przyjeżdżam do niej, często na 3 dni w weekend. Ona nie posiada prawa jazdy i auta. No i z racji tego, że mieszkam z rodzicami, tam mamy więcej prywatności dla siebie. Jeśli kiedyś zamieszkamy razem, najbardziej prawdopodobny scenariusz jest więc taki, że to ja przeprowadzę się do niej. I tutaj pojawia się mój lęk związany z pewną asymetrią. Ona wprowadza do związku mieszkanie, które jest wyłącznie jej własnością i z którego, jak mówi, jest bardzo zadowolona. Ja natomiast miałbym wnieść przeprowadzkę do innego miasta, prawdopodobnie zmianę pracy i rezygnację z dotychczasowego sposobu życia. Oczywiście nie chodzi mi o to, że oczekuję połowy jej mieszkania. Zdaję sobie sprawę, że jest jej własnością i że dostała je od rodziców. Chodzi mi raczej o poczucie, że w przyszłości budujemy coś wspólnego, a nie że ja po prostu dołączam do już istniejącego życia, które w całości należy do niej i podejmuję większe ryzyko w razie niepowodzenia. W przyszłości chciałbym mieć z partnerką coś wspólnego - wspólnie kupione mieszkanie, które byłoby w równym stopniu „nasze”. Nie wiem natomiast, czy ona kiedykolwiek chciałaby zrezygnować ze swojego obecnego mieszkania albo sprzedać je i kupić z partnerem coś wspólnego. Skoro jest z niego bardzo zadowolona, byłoby przecież zrozumiałe, gdyby nie chciała tego robić. Póki co mieliśmy jedną luźną rozmowę na temat wizji przyszłości, nie ustalaliśmy czy zamieszkamy w jej mieszkaniu i podczas tej rozmowy mówiła mi, że w sumie to jeszcze nad tym tak nie myślała. W rozmowie wyszło, że to ja pewnie musiałbym przenieść się do jej miasta. Rozmowę zakończyliśmy zdaniem, że była to niezobowiązująca rozmowa bez deklaracji z racji krótkiego stażu związku. Potem powiedziała mi jeszcze, że miała ogromne szczęście, że rodzice kupili jej mieszkanie i zdaje sobie sprawę, że masa ludzi nie może sobie pozwolić sama na zakup mieszkania. Powiedziała mi również, że według niej warto mieć coś swojego bo nigdy nic nie wiadomo, nawet na kredyt i wynajem - i że zdaje sobie sprawę, że łatwo powiedzieć gdy sama mieszkanie dostała jednak uważa, że pieniądz, który leży traci na wartości. I tutaj ma rację. Ja 2/3 swoich oszczędności trzymam w obligacjach aby chociaż w jakimś stopniu uchronić je przed inflacją. Jednak samodzielnie nie stać mnie na mieszkanie nawet 30 metrów w jej mieście a nie chcę zaciągać kredytu na ogromną kwotę samemu. Z drugiej strony, w chwili obecnej mógłbym pewnie kupić coś małego w moim mieście gdzie ceny są niższe tylko mając z tyłu głowy tyle potencjalnych zmian, wstrzymuje się i odkładam pieniądze. Co jeśli bym kupił a za rok, lub dwa i tak musiałbym przeprowadzić się do jej miasta? Wtedy miałbym na głowie kredyt, ewentualnie wynajmującego i jeszcze stres związany ze zmianą pracy. Tutaj mam umowę na stałe. Tam? Nigdy nie wiesz... Rodzice doradzają mi póki co skupić się na jak największym oszczędzaniu żeby powiększać kapitał. I właśnie to budzi mój niepokój. Czy za kilka lat nie okaże się, że ja poświęciłem więcej pod względem zmiany swojego życia, podczas gdy ona właściwie niczego nie musiała zmieniać? Wiem, że relacja to zawsze ryzyko i nigdy nie ma gwarancji... Gdyby nam się nie udało pewnie musiałbym wrócić do mojego miasta i ponownie szukać pracy lub wrócić do starej (i tu nie ma pewności, że na tych samych warunkach...) Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że wspólne życie nie musi oznaczać identycznego wkładu w każdą rzecz. Ona ma mieszkanie, ja mam oszczędności, pracę i inne rzeczy, które również wnoszę do związku. Nie chcę też patrzeć na relację jak na księgowość. Jednak nie wiem czy u niej czułbym się jak w domu czy jako gość, lokator mieszkając wiele lat. Czułbym się zależny. Mam jednak za sobą prawie 6-letni związek, który się rozpadł mimo wspólnego mieszkania, zaręczyn i planów na przyszłość. Przez to dzisiaj dużo bardziej widzę ryzyko. Wiem już, że można bardzo mocno zaangażować się w budowanie wspólnego życia, a później zostać z koniecznością zaczynania od nowa. Dodatkowo boję się zmiany pracy. Obecnie pracuję na jednej zmianie. Nigdy wcześniej nie zmieniałem pracy. Przeprowadzka do jej miasta oznaczałaby więc dla mnie kilka dużych zmian jednocześnie i ciężej tam o pracę w dogodnych godzinach jakie mam tutaj więc branie pierwszej lepszej oferty nie wchodzi w grę. Nie wiem jak wtedy to rozegrać, gdyby doszło do wspólnego zamieszkania czy próbować zmieniać płynnie pracę? Pracować tu a w międzyczasie składać tam CV w miejscach, które mi pasują i próbować przejść z pracy do pracy po wypełnieniu okresu wypowiedzenia tak żeby nie było luki gdzie jestem bezrobotny. I po przyjęciu do nowej pracy dopiero się przenieść? Czy może przez jakiś czas dojeżdżać 45km do pracy i zobaczyć jak nam się mieszka razem - jednak to na dłuższy czas będzie nieopłacalne, koszt paliwa i eksploatacji samochodu będzie wynosić nawet 25 % moich zarobków. Zastanawiam się więc, czy moje obawy są rozsądną potrzebą bezpieczeństwa i równości w związku, czy może są już przejawem lęku przed zaangażowaniem po poprzednim rozstaniu. Czy taka zależność będzie zdrowa? Jak Wy patrzylibyście na taką sytuację? Czy asymetria mieszkaniowa - jeden partner ma własne mieszkanie, drugie przeprowadza się do niego może z czasem powodować poczucie nierówności? Szczególnie gdy to mężczyzna wprowadza się do mieszkania kobiety? Chciałbym kiedyś stworzyć coś naprawdę wspólnego, a ona może być bardzo przywiązana do swojego obecnego mieszkania. Sam nie wiem co bym odpowiedział gdyby role były odwrócone. W końcu póki co jesteśmy razem tylko kilka miesięcy. Z jednej strony chce cieszyć się z tej relacji, z drugiej z tyłu głowy mam naszą potencjalną przyszłość. Po drodze może się jeszcze wiele innych rzeczy wydarzyć i pójść nie tak. Czy ja przejmuje się na zapas?
Agnieszka Rek

Agnieszka Rek

Dzień dobry,

 

myślę, że dobrze, że w ogóle się Pan nad tym zastanawia. Nie dlatego, że powinien Pan już teraz wiedzieć, jak będzie wyglądało Wasze życie, ale dlatego, że zauważa Pan swoje potrzeby i potencjalne źródła nierównowagi, zanim podejmie Pan bardzo poważne decyzje. To jest raczej przejaw dojrzałości niż problem sam w sobie.

Jednocześnie mam wrażenie, że po poprzednim, bolesnym rozstaniu próbuje Pan trochę „zabezpieczyć przyszłość”. Związek trwa kilka miesięcy, a Pan już rozważa scenariusze dotyczące przeprowadzki, pracy, finansów i ewentualnego rozstania. To zrozumiałe, kiedy raz przekonaliśmy się, że coś, w co bardzo zainwestowaliśmy, może się skończyć, łatwiej zacząć szukać zabezpieczeń. Tyle że żadna kalkulacja nie da Panu gwarancji, że kolejna relacja się nie rozpadnie. Sama obawa dotycząca mieszkania jest natomiast jak najbardziej zasadna i racjonalna. Na tym etapie nie podejmowałabym jednak żadnych dużych decyzji. Nie kupowałabym mieszkania tylko po to, żeby mieć „swoje”, nie rezygnowałabym ze stabilnej pracy i nie planowałabym już dziś, co zrobi Pan w razie rozstania. Zamiast tego spokojnie poznawałabym partnerkę i rozmawiała o jej wizji przyszłości. Warto jej zapytać: „Jak wyobrażasz sobie nasze wspólne życie, jeśli za jakiś czas zdecydujemy się zamieszkać razem?”. Nie po to, żeby wymusić deklarację, ale żeby sprawdzić, czy Wasze wizje są ze sobą kompatybilne.

 

I zwróciłabym uwagę na jedno założenie w Pana opisie: „to ja pewnie musiałbym się przenieść”. Dlaczego właściwie „musiałby”? To nie powinno być z góry przesądzone. To jest decyzja, którą powinniście kiedyś podjąć wspólnie, uwzględniając sytuację i potrzeby obojga. Być może to Pan ma lepszą pracę i zarobki - i bardziej opłacałoby się kupić coś bliżej Pana, a jej mieszkanie wynająć? Znowu - kluczowa jest rozmowa i wspólna analiza sytuacji oraz finansów.  Jeżeli dojdzie do wspólnego zamieszkania, warto też nie robić kilku rewolucji jednocześnie. Można zachować oszczędności, nie rzucać od razu pracy i stopniowo sprawdzać, jak funkcjonujecie razem. Bezpieczeństwo nie musi oznaczać wycofania się z relacji, może oznaczać wchodzenie w kolejne etapy w sposób, który nie pozbawia Pana całego zaplecza. Tak więc nie powiedziałabym Panu ani „przejmuje się Pan bez sensu”, ani „ma Pan powód, żeby się bać”. Powiedziałabym raczej: ma Pan prawo potrzebować bezpieczeństwa, ale nie musi Pan uzyskać go poprzez przewidzenie całej przyszłości. 

 

Na tym etapie najważniejsze wydaje mi się więc nie rozstrzyganie tych kwestii w swojej głowie, ale spokojna rozmowa z partnerką o Waszych potrzebach, oczekiwaniach i wizji wspólnej przyszłości - bo dopiero wtedy będzie Pan miał więcej realnych informacji, na podstawie których będzie można podejmować kolejne decyzje.

 

Trzymam kciuki!

mgr Agnieszka Rek

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Iwona Sieluk

Iwona Sieluk

Dzień dobry.

Widzę, że Pana obawy związane ze wspólną przyszłością budzą wiele lęku i niepokoju. To zrozumiałe, ponieważ upatruje Pan w zmianach wiele własnych wyrzeczeń. Może zamiast pytania co jeśli nam się nie uda, warto porozmawiać o tym czego oboje potrzebujecie? Po czym poznacie, że za rok czy dwa tworzycie wspólne, partnerskie życie? Jaki jest Wasz plan na przyszłość? Warto zastanowić się co już działa w Waszej relacji? Czy były sytuacje, w których czuł Pan, że podejmujecie decyzję wspólnie? Co wówczas działało? Być może dobrze by było zapytać partnerkę czym właściwie jest dla niej wspólne życie? I czy jest gotowa na rozmowę o nim? 

Pozdrawiam serdecznie

Psycholog i psychoterapeuta Iwona Sieluk

Maksymilian Hasiej

Maksymilian Hasiej

Szanowny Panie,

Przeczytałem Pana wpis i doskonale rozumiem pojawiające się wątpliwości. Po rozpadzie długoletniego związku naturalnym mechanizmem obronnym jest dążenie do pełnej kontroli i zabezpieczenia swojej przyszłości.

Warto jednak spojrzeć na tę sytuację z dystansem. Jesteście Państwo razem od niedawna, a próba rozstrzygania docelowych kwestii mieszkaniowych na tym etapie służy przede wszystkim redukcji Pana lęku, a nie realnym potrzebom relacji. Fakt, że partnerka posiada nieruchomość, a Pan dysponuje płynnym kapitałem, stabilnym zatrudnieniem i doświadczeniem, nie stawia Pana na gorszej czy zależnej pozycji — relacja to nie bilans księgowy. Ewentualne decyzje o przeprowadce można wdrażać stopniowo i bezpiecznie, bez podejmowania zbędnego ryzyka. Zachęcam do refleksji, na ile Pana obawy wynikają z realnych przesłanek w obecnym związku, a na ile są głosem dawnych doświadczeń.

Wiktoria Woldan

Wiktoria Woldan

Dzień dobry 💙

Myślę, że Pana obawy są całkowicie zrozumiałe. Po trudnym rozstaniu naturalne jest, że chce Pan zadbać o swoje poczucie bezpieczeństwa i przygląda się przyszłości tej relacji.

Z tego, co Pan pisze, mam wrażenie, że nie chodzi wyłącznie o samo mieszkanie, ale też o potrzebę partnerstwa i poczucia, że budujecie coś wspólnie. To ważny temat do rozmowy w związku i relacja trwa jeszcze stosunkowo krótko. Być może warto dać sobie trochę czasu i obserwować nie tyle kwestie formalne czy majątkowe, ile to, jak czujecie się ze sobą na co dzień i czy potraficie otwarcie rozmawiać o swoich potrzebach oraz obawach. Nie mam poczucia, że przesadnie martwi się Pan na zapas. Widzę raczej człowieka, który próbuje odpowiedzialnie spojrzeć na swoją przyszłość i wyciągnąć wnioski z wcześniejszych doświadczeń.

Pozdrawiam serdecznie,
Wiktoria psycholog


 

Jagoda Jek

Jagoda Jek

Myślę, że Twoje obawy są całkiem racjonalne. Nie dotyczą przecież wyłącznie związku, ale również pracy, miejsca zamieszkania, finansów i utraty części dotychczasowej niezależności. Po doświadczeniu poprzedniego rozstania naturalne jest też, że dziś bardziej dostrzegasz ryzyko.

Sama asymetria – ona ma mieszkanie, a Ty miałbyś się do niego wprowadzić – nie oznacza jeszcze nierówności w związku. Może jednak z czasem powodować takie poczucie, jeśli mieszkanie pozostanie wyłącznie „jej przestrzenią”, a Ty będziesz czuł się jak lokator. Dlatego przed przeprowadzką warto porozmawiać nie o tym, kto ile wnosi, ale jak chcecie urządzić wspólne życie: podział kosztów i obowiązków, podejmowanie decyzji, możliwość wpływania na przestrzeń oraz Wasze plany mieszkaniowe na przyszłość.

Nie podejmowałabym jednak takich decyzji już teraz. Jesteście razem dopiero kilka miesięcy. Nie musicie dziś wiedzieć, gdzie będziecie mieszkać za kilka lat. Na razie warto sprawdzać, jak funkcjonujecie razem również poza fazą zakochania.

Jeśli kiedyś zdecydujecie się zamieszkać razem, nie robiłabym wszystkich zmian jednocześnie. Rozsądne byłoby najpierw zobaczyć, jak Wam się mieszka, a równolegle szukać pracy w jej okolicy. Nie ma potrzeby rzucać obecnej pracy bez zabezpieczenia.

I przede wszystkim nie musisz wybierać między „ufam jej” a „zabezpieczam siebie”. Można kochać i ufać partnerce, a jednocześnie zachować własne oszczędności, pracę i możliwość samodzielnego funkcjonowania. To nie brak zaangażowania, tylko zdrowa niezależność.

Na ten moment powiedziałabym więc: nie ignorujesz problemu, ale też nie musisz go jeszcze rozwiązywać. Dajcie sobie czas i wróćcie do tej rozmowy, kiedy wspólne mieszkanie stanie się realnym, a nie hipotetycznym krokiem.

~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

  Należy tutaj się zastanowić skąd biorą obawy. Czy mają umocowanie w przeszłości, czy w teraźniejszości, a może dotyczą czasu który ma się wydarzyć?  Psychologia mówi, że sytuacja, w której mieszkanie należy tylko do jednej osoby, nieświadomie wprowadza nierównowagę w związku. Jedna strona czuje się w pełni „u siebie", podczas gdy druga może mieć poczucie bycia gościem w czyjejś przestrzeni. Ta asymetria wpływa na  sposób podejmowania decyzji kiedy właściciel mieszkania ma naturalnie większe poczucie prawa do decydowania o przestrzeni

Poziom swobody gdy osoba mieszkająca „u kogoś" często czuje się mniej uprawniona do wprowadzania zmian

Poczucie bezpieczeństwa, kiedy w razie rozstania właściciel zachowuje wszystko, druga strona traci dom i stabilizację

Co więcej, przeprowadzka do partnera zmienia dynamikę władzy, ponieważ zmusza partnerów do ciągłej renegocjacji osobistych granic w przestrzeń. 

 Lęk przed zaangażowaniem po bolesnym rozstaniu jest jak najbardziej naturalny. Powinniście odbyć rozmowę, jak widzicie siebie wspólnie za kilkadziesiąt lat i najlepszym rozwiązaniem byłoby kupno lub wynajęcie mieszkania, które nie będzie własnością jednego z Was. Decyzja o wspólnym zamieszkaniu może być podjęta, ale po czasie, kiedy naprawdę się poznacie. Bez pośpiechu i nacisków, we własnym tempie. Czasami zamieszkanie razem sprawia, że partnerzy przestają się rozumieć, szanować i kochać. Każdy człowiek potrzebuje własnej przestrzeni. 

 

Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

Pana obawy nie brzmią jak „przesada”. Dotyczą bardzo realnej sprawy: bezpieczeństwa, wpływu i poczucia równowagi w relacji. Po bolesnym rozstaniu to zrozumiałe, że uważniej patrzy Pan na ryzyko.

W psychologii procesu można by spojrzeć na to przez temat rang. Ranga to nie tylko pieniądze czy mieszkanie, ale też zasoby, stabilność, doświadczenie, mobilność, praca, oszczędności, wsparcie rodziny, poczucie sprawczości. Partnerka ma ważną rangę: własne mieszkanie. Daje jej ono bezpieczeństwo i większą swobodę decydowania o miejscu życia. Pan też ma swoje rangi: stałą pracę, zaradność, oszczędności, poduszkę finansową, ostrożność.
Praca polega na uznaniu swoich rang - zauważniu gdzie są wyższe, gdzie niższe i jak to wpływa na poczucie własnej wartości i zachowanie wobec drugiej strony.

To praca na terapii - własnej lub pary.

 

Z prostszych narzędzi zawsze warto rozmwiać i wyrażać siebie np.

„Szanuję to, że masz swoje mieszkanie i że jest dla Ciebie ważne. Jednocześnie dla mnie przeprowadzka oznaczałaby zmianę miasta, pracy i większe ryzyko. Chciałbym, żebyśmy kiedyś porozmawiali, jak stworzyć poczucie wspólnego domu, a nie sytuację, w której ja tylko wprowadzam się do Twojego życia”.

 

Asymetria mieszkaniowa nie musi być problemem, jeśli da się o niej rozmawiać uczciwie. Warto sprawdzić, czy między Państwem jest miejsce na taką rozmowę — o tym, co jest „moje”, co może być „nasze” i jak każde z Was rozumie wspólne życie.

 

pozdrawiam,

Martyna Kaleta

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Pani obawy są naturalną reakcją po bolesnym rozstaniu i wynikają z dojrzałej potrzeby poczucia bezpieczeństwa. Przeniesienie całego swojego życia do miasta partnerki i rezygnacja ze stabilnej pracy to spora zmiana, dlatego zamiast podejmować pochopne decyzje, najlepiej skupić się na stopniowym poznawaniu partnerki i budowaniu kapitału bez presji czasu. Na etapie kilkumiesięcznego związku jest jeszcze za wcześnie na tak poważne deklaracje, a w przyszłości dojrzała relacja pozwoli Wam na wspólne wypracowanie kompromisu – czy to poprzez opłatę za symboliczną lokację, czy zakup nowego, wspólnego lokum.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Marta Górecka

Marta Górecka

Dzień dobry,
jest to uzasadnione, że zastanawia się Pan nad tym jak będzie wyglądała Pana przyszłość. Tym bardziej, że z tego co Pan pisze przeżył Pan zawód miłosny. Myślę sobie, że warto zachować większy dystans wobec tej sytuacji i nie tworzyć takich radykalnych wizji przyszłości bo znacie się Państwo krótko i pewnie jeszcze dużo o sobie nie wiecie. Poza tym, proszę też z góry nie zakładać, że najprawdopodobniej Pan będzie musiał się wyprowadzić i zmienić pracę. Partnerka zawsze mieszkanie może wynająć i możecie kupić wspólnie nowe lokum albo najpierw coś wynająć żeby trochę ze sobą pomieszkać. Na pewno warto o tym rozmawiać jak poczuje Pan, że to dobry moment bez żadnej presji, że już jest czas. Warto zadbać o swoje potrzeby i nie robić nic wbrew sobie. Proszę też nie zakładać, że będzie jakaś dysproporcja finansowa jeśli chodzi o wkład na start. Pan ma oszczędności i to jest bardzo ważne i nie jest to wcale takie powszechne. Ma Pan pracę czyli odpowiednie też kompetencje, które pomogą Panu w tworzeniu jeszcze większego kapitału finansowego. Proszę cieszyć się związkiem oraz wspólnie spędzonym dobrym czasie i dać sobie czas na planowanie przyszłości:) PS. Jak będzie Pan wprowadzał zmiany to zachęcam zacząć od małych krokóŵ żeby nie robić od razu dużej rewolucji życiowej to powinno dać Panu większy komfort psychiczny. 
Pozdrawiam serdecznie, Marta Górecka
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Moim zdaniem Pana niepokój/obawy są zrozumiałe. Po poprzednim, bolesnym rozstaniu naturalne jest, że chce Pan dziś ostrożniej podchodzić do dużych życiowych decyzji. Jednocześnie jesteście razem dopiero kilka miesięcy, więc próba zaplanowania już teraz mieszkania, pracy i zabezpieczenia na wypadek rozstania może być sposobem na odzyskanie poczucia kontroli.

Samo to, że ona ma mieszkanie, a Pan miałby się do niego wprowadzić, nie oznacza jeszcze nierówności. Kluczowe będzie to, czy w przyszłości będziecie wspólnie ustalać zasady życia, czy też jej własność automatycznie będzie oznaczała, że to ona decyduje.Nie zakładałabym również, że to Pan „musi” się przeprowadzić. Kiedy przyjdzie odpowiedni moment, możecie rozważyć różne rozwiązania.Na razie nie rezygnowałabym ze stabilnej pracy ani nie podejmowała decyzji mieszkaniowych. Lepiej obserwować związek i rozmawiać o przyszłości wtedy, gdy będzie ona rzeczywiście aktualna.Wartość tej relacji pokaże nie to, kto ma mieszkanie, ale to, czy potraficie razem podejmować decyzje, także wtedy, gdy Wasze interesy nie są identyczne.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry. Część obaw może być związana z wcześniejszym bolesnym rozstaniem i potrzebą zabezpieczenia się przed ponowną stratą. Jednocześnie kwestie mieszkania, pracy i finansów są realne i warto je omówić, zanim podejmie Pan duże decyzje.

Sama przeprowadzka do mieszkania partnerki nie musi oznaczać nierówności w związku. Ważniejsze jest to czy będzie Pan miał poczucie, że tworzycie wspólny dom, macie wpływ na decyzje i oboje uwzględniacie swoje potrzeby.

Ponieważ są Państwo razem dopiero kilka miesięcy, nie trzeba dziś rozstrzygać całej przyszłości. Warto najpierw spokojnie porozmawiać o tym, jak każde z Państwa wyobraża sobie wspólne mieszkanie, finanse, pracę i ewentualny zakup czegoś wspólnego. Można też potraktować wspólne zamieszkanie jako etap, a nie decyzję nieodwracalną. Mam wrażenie, że próbuje Pan obecnie znaleźć rozwiązanie, które zagwarantuje bezpieczeństwo na wiele lat do przodu, a takiej gwarancji żadna decyzja niestety nie daje.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 


Zobacz podobne

Małżeństwo zniszczone przez milczenie i brak przyznawania się do błędów. Teraz są batalie.
Moje małżeństwo już od dawna nie było szczęśliwe, a zniszczyło je milczenie, głównie mojego męża, który zwykle po kilku tygodniach przyznawał się do błędu. We mnie uczucie wygasło. Przestało mi zależeć już jakiś czas temu. Dodatkowo, przez ostatnich parę miesięcy batalii, mąż zrobił wiele niespodziewanych dla mnie rzeczy, jak np. nastawianie rodziny przeciwko mnie czy przywiązanie do siebie dzieci. W naszych "rozmowach" w ostatnim czasie padało tylko: zniszczyłaś naszą rodzinę, matka, żona, katoliczka, funduje dzieciom traumę itd. Tym samym mąż zapewnia, że mnie kocha. Nie jest ważne, że nie jestem w stanie już z nim być, że mam dość, że niszczy mnie psychicznie. Czy jest w ogóle możliwe, że darzy mnie uczuciem?
Żona tworzy uwodzicielskie zdjęcia na Snapchacie - czy to oznaka zaburzeń osobowości?
Znalazłem w telefonie zdjęcia mojej żony, które tworzyła na Snapchat publikowane jako prywatne. Żona posada konto na FB, Instagram na żadnym z tych kont nie ma opublikowanych tych zdjęć. Chciałbym poznać ocenę psychologiczną. Moim zdaniem zdjęcia mają charakter uwodzicielski, treści rozmów już nie poznam gdyż bardzo strzeże swojej prywatności po przez dwu etapowe uwierzytelnianie przy logowaniu. Zresztą Snapchat umożliwia automatyczne usunięcie treści rozmów i zdjęć. Już sam fakt korzystania z tego komunikatora jest dość wymowny. Czy osoba a konkretnie moja żona ma jakieś zaburzenia osobowości?
Autyzm atypowy u 19-latka, wahania nastroju i brak wsparcia rodziny – czy terapia pomoże i jakie są rokowania?
Dzień Dobry, mój chłopak lat 19 ma autyzm atypowy, intensywna terapię zaczął jakiś czas temu około 2 lat. Często miewa zaburzenia nastroju, bardzo one są meczące. W domu nie ma wsparcia , rodzice ciagle sie kłocą, Lekarz zaproponował terapię rodzinna ale nie chodzą . Ze mną rozmawia ale w innym otoczeniu zamyka sie. Nie potrafi nawiązać rozmowy . czy tak bedzie zawsze ? mino terapii nie widzę poprawy. Jednego dnia jest super drugiego tzw zjazd. jakie sa rokowania ?
Okropnie boję się rodziców - ich opinii, zachowań, krzyków i wyzwisk. Żyję w wielkim lęku. Proszę o radę!
Cześć! Mam 25 lat i nadal boję się opinii rodziców, ich zachowania, a także, że nie jestem dla nich wystarczający. Od wielu lat żyłem w przekonaniu, że rodzina jest najważniejsza i powinienem stać za nich murem. Dlatego starałem się być dobrym synem. Natomiast od pewnego czasu gdy wystąpiła u mnie depresja (CHAD), moje aktualne życie zmieniło się o 180 stopni. Panicznie boję się rodziców. Mój ojciec jest wysoko postawionym urzędnikiem, przez to nie miał dla mnie dużo czasu, gdy byłem młodszy, natomiast matka jest nauczycielką, mam wrażenie że moja obecność ją drażni. Ciągłe krzyki i wyzwiska, czasem rękoczyny. Próbowałem rozmawiać, czy może nie spróbować osobnej lub wspólnej terapii. Ale zostałem wyśmiany. Nie wiem co zrobić, wyprowadzić się przez jakiś czas jeszcze nie mogę, a samo przebywanie z nimi napawa mnie obawą. Przez to nie potrafię już nawiązywać nowych znajomości, boję się ludzi, praktycznie nie mam znajomych a co dopiero przyjaciół. Więc moje pytanie brzmi, czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji, czy jest jakaś szansa na nagły zwrot akcji, czy po prostu czekać, aż się wyprowadzę?!
Natrętne myśli o braku miłości do męża - jak wpływają na życie i lęki

Mam natrętne myśli, że nie kocham męża - sprawiają, że paraliżują moje życie, mam lęki i ciągle sprawdzam czy to normalne, czytam fora wpisuje w internet moje myśli i o czym znaczą...

asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.