Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Trudności w związku po odwołaniu ślubu i wpływ terapii na relacje

Witam, w grudniu mój narzeczony poinformował mnie, że coś się między Nami wypaliło i dał mi do zrozumienia że musimy odwołać ślub. Próbowałam dotrzeć do niego żebyśmy spróbowali to naprawić, poszli do psychologa czy na terapie ale nie chciał. Ślub i wesele zostało z moim ogromnym bólem odwołane w styczniu. W lutym On miał wypadek na szczęście nie groźny, ale odwiedzałam go i rozmawialiśmy w miarę spokojnie. Później zaczęło się jego częstsze pisanie wiadomości, to on głównie zaczynał. Potrafiliśmy rozmawiać tak o ogółach ciągiem całe dnie. Opowiadał o swoich studiach jak mu idzie, pisał o ocenach, ale także o tym, że chodzi do psychologa, musi polubić siebie itd. Wysyłał zdjęcia z treningów, ze szkoleń. Rozmawialiśmy o wspólnych znajomych którzy mają kryzys w związku ale walczą i wtedy zapytałam co dalej z Nami, a on odpowiedział "dajmy czas, każde z nas musi popracować". Wcześniej zapytałam też kiedyś przy okazji jakiegoś naszego spotkania co dalej z Nami/nie Nami, to powiedział "teraz nie odpowiem Ci na to pytanie". Nigdy nawet w dniu rozstania nie powiedział, że mnie nie kocha i tym podobne. Raz nawet jak byłam po jakieś swoje rzeczy, to zaprosił mnie do swojego nowego mieszkania, które nazwał "azylem" i do którego nie wpuszcza wiele osób. Bardzo mnie to ucieszyło ale i zmieszało, bo co on o tym wszystkim myśli. W kwietniu była cisza, zadzwoniłam do niego dopiero w dniu imienin. Zadzwoniłam, złożyłam życzenia, i poprosiłam że chciałabym się spotkać i spokojnie porozmawiać (nie mówiłam że o nas). I tutaj zaczyna się w sumie najważniejsza i teraźniejsza część historii! Spotkaliśmy się w majówkę, ja miałam przygotowane na kartce ważne pytania żeby ze stresu nie zapomnieć, ale od progu kiedy do niego przyjechałam była jakaś taka swobodna i nie napięta atmosfera, oboje tak działaliśmy. Zjedliśmy ciasto, później pojechaliśmy do sklepu po wino i to wiązało się z tym, że raczej samochodem już do domu nie wrócę. Wcześniej jeździliśmy samochodem, uśmiechaliśmy się, pokazywał mi miejsce gdzie biega itd. coś w aucie powiedział do siebie w stylu, że nie wie czemu tak mnie słucha, ale to nie w złym tonie. Później zamówiliśmy sushi, rozmawialiśmy i mówiłam mu, ze chce spróbować jeszcze raz, od nowa, ale że nie chce walczyć sama, że przynajmniej chce spróbować. On mówił coś najpierw że wie, że mnie skrzywdził, że teraz nie jest gotowy, że nie chce dawać mi nadziei (ale ani nie powiedział że mnie nie kocha, ani że to między Nami już nie ma sensu, ani że on już nie chce). Ja mówiłam, że nie możemy wracać do tego co było, bo wtedy na pewno się nie uda, a ja nie chce wracać i wypominać, że bardzo mi na nim zależy. Później coś w rozmowie wyszło z jego strony, że może moglibyśmy się pospotykać z miesiąc/dwa i zobaczymy co dalej, ale żebyśmy nikomu na razie nie mówili. Przystałam na to, ale później wyszło jakoś tak, że trafiliśmy razem do łóżka, było naprawdę dobrze, może bez jakiś deklaracji, ale całował, starał się, było nam przynajmniej tak to odbieram obojgu dobrze. Rano musiałam wracać już do domu i czułam że jest jakiś dziwny, ale pożegnał się przytulasem i pojechałam. Później wieczorem zadzwoniłam do niego bo nic się nie odzywał, powiedział, że to nasze spotkanie dużo mu namieszało w głowie i że musi to omówić z psychologiem. We wtorek dostałam wiadomość o treści: „Hej. Byłem u Pani psycholog, nie jest dobrze. Fatalnie się z tym czuje co się wydarzyło. Mam wyrzuty sumienia… czuję, że Cię wykorzystałem, uległem temu co złe. Muszę to przepracować, poukładać. Nie jestem w stanie teraz nic na nowo budować, to co się wydarzyło negatywnie wpływa na moją terapie i wiem, że to ja do tego doprowadziłem. Pani psycholog też troszkę się zawiodła pomimo że mnie wspiera. Emocjonalnie i psychicznie nie potrafię zbudować relacji… przepraszam za to co się stało.”. Czy Pani psycholog może mówić pacjentowi że się na nim zawiodła?!? Załamałam się totalnie, że jak on tak mógł i co to teraz znaczy! Później po kilku dniach wyjechał na akcje gaszenia lasów i wtedy napisał mi że jedzie, następnego dnia po godz. 23 wysłał kilka zdjęć, wysłał swoje zdjęcie z zawieszką którą mu dałam i napisał dziękuję , napisał że jest zmęczony noo ale działają i nawet napisał „dobranoc :*”. Kolejnego wieczora też wysłał zdjęcia, zamieniliśmy kilka zdań, napisał mi że już wracają z akcji, a później o 5 nad ranem napisał, że już jest w domu, a nawet o to go nie prosiłam. Ja odpisałam spokojnie że się ciesze i znowu od niego cisza… Teraz ucieka w naukę, a ja już nie wiem co teraz z Nami?! Czy jest jakiś sposób, żeby od nowa zacząć być razem? Jak ja mam do niego podejść i co mam jeszcze zrobić. Dlaczego raz się przybliża i wprowadza do swojego życia (nawet w sytuacji zmęczenia, adrenaliny to pisze, a w zwyczajny dzień cisza). Ja chce to uratować, ale nie rozumiem tym bardziej po tym jego psychologu jego podejścia. Teraz ucieka w nauke, zaraz sesja i znowu będzie odkładać temat. A ja nie wiem czy z jego strony jest jeszcze jakakolwiek szansa dla nas? ☹
Katarzyna Drabik

Katarzyna Drabik

To, co Pani opisuje, może być bardzo emocjonalnie obciążające, zwłaszcza przez pojawiające się z jego strony naprzemiennie sygnały bliskości i wycofania. Z perspektywy psychologicznej warto jednak patrzeć przede wszystkim na jego realną gotowość do budowania relacji, a nie wyłącznie na pojedyncze gesty czy kontakt emocjonalny.

W jego zachowaniu widać ambiwalencję czyli z jednej strony szuka kontaktu, dzieli się swoim życiem, wraca do Pani w chwilach emocjonalnych czy trudnych, a z drugiej wyraźnie komunikuje, że „nie jest gotowy”, „nie potrafi budować relacji” i potrzebuje skupienia na sobie oraz terapii. Takie mieszane sygnały często podtrzymują nadzieję drugiej strony, ale jednocześnie mogą prowadzić do dużego przeciążenia emocjonalnego.

Nie mamy możliwości oceny, co dokładnie zostało powiedziane podczas terapii ani w jakim kontekście partner odebrał słowa swojej psycholożki.

Najważniejsze wydaje się jednak to, że obecnie jego komunikaty są niespójne emocjonalnie, ale dość klarowne jeśli chodzi o kwestię  gotowości do związku: na ten moment nie deklaruje powrotu do związku ani wspólnego budowania relacji. To oczywiście nie oznacza definitywnie braku uczuć, ale same uczucia nie zawsze przekładają się na zdolność do tworzenia stabilnej relacji.

W takiej sytuacji warto uważać, by nie wejść w rolę osoby „czekającej”, próbującej stale ratować relację mimo braku jasnej decyzji z drugiej strony. Związek wymaga zaangażowania i gotowości obu osób, a nie tylko nadziei i pojedynczych sygnałów bliskości.

Być może na ten moment najważniejsze pytanie brzmi nie tylko „czy jest jeszcze szansa?”, ale też: „czy taka forma relacji i niepewności jest dla mnie emocjonalnie bezpieczna?”.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry Pani Marto,

 

Dziękujemy za kontakt z nami.

Sądzę, że on sam jest dziś bardzo pogubiony emocjonalnie. Z jednej strony widać, że nadal jest między Wami więź tj. szuka kontaktu, wpuszcza Panią do swojego świata, pisze spontanicznie, pamięta o Pani. Z drugiej strony bardzo boi się bliskości i odpowiedzialności za odbudowę relacji, dlatego raz się przybliża a raz wycofuje.Nie mam poczucia, że on Panią wykorzystał w chłodny czy wyrachowany sposób. Bardziej wygląda to na sytuację, po której uruchomiły się w nim wyrzuty sumienia i lęk, że emocjonalnie sobie nie poradzi.Jeśli chodzi o psycholog możliwe, że bardziej były to jego własne odczucia niż dosłowne słowa terapeutki.

Widzę szansę między Wami, ale na ten moment on nie wygląda na gotowego do stabilnego budowania relacji. Myślę, że teraz najważniejsze jest, by nie ratować tego związku sama i nie opierać całej nadziei na pojedynczych wiadomościach czy gestach. Potrzeba czasu i przede wszystkim jego świadomej decyzji a nie tylko chwilowych emocji.

 

Wszystkiego dobrego.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry Pani Marto.

Sytuacja, w której się Pan znalazła, wskazuje na to, że partner przechodzi głęboki kryzys wewnętrzny i nie jest obecnie gotowy na budowanie stabilnej relacji, mimo wysyłania sprzecznych sygnałów bliskości. Jego wycofywanie się po intymnym zbliżeniu oraz zasłanianie się opinią psychologa sugeruje, że ucieka on od odpowiedzialności za własne emocje i czyny, co stawia Panią w roli osoby wiecznie czekającej na decyzję. Profesjonalny terapeuta nie powinien oceniać pacjenta słowami, że „się zawiódł”, więc te słowa mogą być jedynie interpretacją narzeczonego, mającą na celu usprawiedliwienie jego lęku przed zaangażowaniem. Najlepszym sposobem na odzyskanie spokoju jest teraz całkowite wycofanie się z inicjowania kontaktu i danie mu przestrzeni, o którą prosi, ponieważ tylko poczucie realnego braku Pani obecności może zmusić go do autorefleksji. Jest Pani wystarczająca i zasługuje na związek oparty na pewności, a nie na doraźnych komunikatach wysyłanych w chwilach adrenaliny czy zmęczenia. Proszę postawić na siebie i swój dobrostan, zwłaszcza w tym trudnym czasie, zamiast dostosowywać życie do jego harmonogramu nauki czy sesji.

Powodzenia.

Bożena Nagórska

Monika Bązi

Monika Bązi

Dzień dobry,

 

sytuacja, którą opisujesz, może być bardzo bolesna, bo daje mieszane sygnały. Z jednej strony można zauważyć sygnały, że nadal zależy mu na relacji z tobą, a z drugiej, że nie jest gotowy na związek.

 

Wydaje się, że bardzo porusza cię sytuacja związana z reakcją psycholożki. Dobry psycholog nie mówi pacjentowi, że się na nim zawiódł, ale może powiedzieć, że jakieś zachowanie nie było zgodne z tym, nad czym wspólnie pracują w terapii albo że jakaś aktywność komplikuje lub utrudnia inne kroki.

Czy jest jeszcze szansa na związek? Szansa jest, gwarancji nie ma. To, co możesz teraz zrobić, to dać mu przestrzeń i obserwować jego inicjatywę, ale przede wszystkim ustalić swoje granice. Zastanów się, jak długo jesteś w stanie czekać w zawieszeniu bez jasnych decyzji. Nie możesz uratować tego związku sama, do tego potrzebna jest chęć i praca dwóch stron. 

Katarzyna Michalska

Katarzyna Michalska

Sytuacja, w której Pani się znalazła, jest bardzo trudna, zwłaszcza przez niejednoznaczne zachowanie partnera.

Najważniejszy jest jednak komunikat, który wyraża wprost: że nie jest gotowy na relację. Jego kontakt, wiadomości czy bliskość mogą świadczyć o tym, że coś do Pani czuje, ale nie przekłada się to na gotowość do bycia razem.

Na ten moment wygląda to tak, że partner skupia się na sobie i swoim procesie terapeutycznym, a Pani daje z siebie bardzo dużo i cierpliwie czeka. Niestety relacji nie da się odbudować jednostronnie.

Dlatego najzdrowsze dla Pani byłoby teraz postawienie granicy i opieranie się na jego realnych działaniach. Jeśli będzie gotowy na związek, zakomunikuje to wprost.

Pozdrawiam,

Katarzyna Michalska

Karol Barra

Karol Barra

Dzień dobry,

z tego co Pani opisuje widać, że między Państwem nadal jest emocjonalna więź i to raczej nie wygląda na całkowicie zamkniętą relację. Problem polega jednak na tym, że narzeczony jest bardzo niespójny - raz się przybliża, szuka kontaktu, wpuszcza Panią do swojego życia, inicjuje rozmowy czy bliskość, a później mocno się wycofuje i mówi, że nie jest gotowy.

To może dawać ogromną nadzieję, ale jednocześnie bardzo męczyć psychicznie, bo trudno się odnaleźć w takich zmiennych sygnałach.

Mam wrażenie, że on sam jest obecnie mocno pogubiony emocjonalnie. Z jednej strony widać, że jest Pani dla niego ważna - bo utrzymuje kontakt, dzieli się swoim życiem, wraca do Pani w momentach emocjonalnych czy trudnych. Z drugiej strony wygląda na osobę, która boi się odpowiedzialności za relację albo nie czuje się gotowa, żeby ją świadomie budować.

Jeśli chodzi o słowa o psychologu - trudno powiedzieć, co dokładnie zostało powiedziane na terapii. Czasem pacjenci interpretują pewne rzeczy bardzo emocjonalnie albo przekazują je własnymi słowami. Samo zdanie, że psycholog „się zawiódł”, brzmi mało profesjonalnie, ale nie wiemy też, jaki był pełny kontekst tej rozmowy.

Najważniejsze jest jednak coś innego: obecnie to Pani jest w sytuacji ciągłego czekania i analizowania każdego sygnału z jego strony. A to może prowadzić do dużego emocjonalnego wyczerpania.

Myślę, że warto spróbować spojrzeć nie tylko na to, co on czuje, ale też czego Pani potrzebuje. Bo na ten moment wygląda to trochę tak, jakby relacja toczyła się głównie wokół jego gotowości, jego lęku i jego decyzji, a Pani została w stanie ciągłej niepewności.

Czy jest szansa? Być może tak, bo emocje między Państwem prawdopodobnie nadal są. Ale sama bliskość czy tęsknota nie wystarczą do odbudowy relacji. Potrzebna jest też konkretna decyzja i gotowość dwóch stron do pracy nad związkiem. Na razie bardziej widać jego wewnętrzny konflikt niż realne działanie w kierunku odbudowy.

Dlatego na ten moment najważniejsze byłoby chyba nie "ratowanie za wszelką cenę", tylko zatrzymanie się i sprawdzenie, ile Pani jeszcze jest w stanie unieść takiej emocjonalnej huśtawki.

 

Pozdrawiam Karol Barra

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

  To, co opisujesz, nie jest spójne zachowanie „chcę być z Tobą, tylko potrzebuję czasu”. To raczej wzorzec: zbliżenie - emocje - wycofanie - poczucie winy - znowu delikatne sygnały. I to niestety bardzo łatwo wciąga drugą osobę w nadzieję, która nie ma stabilnych podstaw. Teoretycznie terapeuta może wyrazić rozczarowanie, ale w praktyce robi się to bardzo ostro żnie i w konkretnym kontekście pracy nad zachowaniami, nie jako „ocenę człowieka”. Bardziej prawdopodobne są dwie rzeczy czyli on to tak zinterpretował (np. usłyszał: „to nie służy Twojej terapii” i przełożył to na „zawiodłem”), albo użył tego jako uzasadnienia dla swojej decyzji i poczucia winy.

Nie masz niestety sposobu, żeby to zweryfikować, ważniejsze jest to, co on robi, a nie jak to tłumaczy.

Z jego strony widać kilka rzeczy naraz czyli ma do Ciebie uczucia lub przywiązanie (kontakt, zdjęcia, symboliczne gesty), jednocześnie nie czuje się gotowy na relację i sam to mówi wprost, po bliskości pojawia się u niego silny dyskomfort i wycofanie, nie potrafi utrzymać stabilnej decyzji ani kierunku.

To nie jest sytuacja „on chce, tylko coś stoi na drodze”. To jest sytuacja „on nie jest w stanie teraz być w relacji”, nawet jeśli część jego tego chce.

Dlaczego daje sprzeczne sygnały

Bo toczy się w nim konflikt czyli emocje/nostalgia/bezpieczeństwo przy Tobie versus lęk, poczucie winy, potrzeba „ogarnięcia siebie”. W momentach zmęczenia, adrenaliny czy samotności (np. akcja, wieczór) łatwiej mu się do Ciebie odezwać. W „normalnym” stanie wraca do dystansu, bo wtedy włącza się jego główna decyzja: „nie wchodzę teraz w relację”. Najważniejsze jest gdzie jesteś w tym Ty? Rozumiem, że chcesz to ratować. Ale tu jest trudna prawda która mówi że nie da się „uratować” relacji samemu ani przekonać kogoś, kto nie jest gotowy. On jasno powiedział: „nie jestem w stanie teraz nic budować”, „to negatywnie wpływa na moją terapię” To są bardzo konkretne granice, nawet jeśli jego zachowanie chwilami je rozmywa. Jest szansa, ale nie w tej formie, w której teraz próbujesz. Szansa mogłaby się pojawić tylko wtedy, gdy  on sam przejdzie swój proces i z własnej inicjatywy wróci gotowy na relację i jego działania będą spójne, nie falujące. Na ten moment on nie jest w tym miejscu.

Co możesz zrobić teraz (realnie)

Najzdrowsze  choć najtrudniejsze  podejście to przestać podążać za jego sygnałami (bo są niestabilne), nie wchodzić w pół-relację typu „piszemy, spotykamy się czasem, ale bez nazwy”, postawić wewnętrzną granicę: „albo jesteśmy w relacji, albo nie”.

Możesz mu to nawet spokojnie zakomunikować w stylu „Zależy mi na Tobie, ale nie chcę być w czymś nieokreślonym. Jeśli kiedyś będziesz gotowy na realną relację możesz się odezwać.” I potem naprawdę się tego trzymać.

To, co teraz się dzieje trzyma Cię w ciągłym napięciu i analizowaniu, daje krótkie „zastrzyki nadziei” i potem spadek,

nie pozwala Ci się ani odbudować, ani iść dalej. A jego proces… i tak musi się wydarzyć bez Twojego „ratowania”.

To bardzo boli, zwłaszcza że byliście już na etapie ślubu. Ale jego obecne zachowanie nie daje stabilnej podstawy do odbudowy związku, tylko do emocjonalnego rollercoastera.

Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

czytam to i mam wrażenie, że jest Pani w bardzo trudnym miejscu - trochę pomiędzy nadzieją a ciągłą niepewnością. Z jednej strony pojawiają się sygnały bliskości, kontaktu, czułości, wspólnych rozmów. Z drugiej - wycofanie, cisza, komunikaty, że „nie jest gotowy”. I to wszystko bardzo miesza, bo trudno wtedy naprawdę poczuć, na czym się stoi.

Mam też poczucie, że od momentu rozstania właściwie cały czas jest Pani „w kontakcie” z nim emocjonalnie. Nawet kiedy jest cisza, to ten związek dalej się w Pani dzieje - w czekaniu, analizowaniu, próbie zrozumienia co on miał na myśli, co czuje, czy jeszcze kocha.

I myślę, że właśnie to może być najbardziej wyczerpujące.

Z tego, co Pani opisuje, wygląda trochę tak, jakby on sam był bardzo rozdarty. Zbliża się, wpuszcza Panią do swojego świata, szuka kontaktu, ale kiedy pojawia się większa bliskość i realność relacji - wycofuje się i znowu próbuje odzyskać dystans. To może wynikać z różnych rzeczy, ale najważniejsze jest chyba to, że na ten moment on sam nie wygląda na osobę, która wie, czego chce i jest gotowa to unieść.

Mam też wrażenie, że bardzo chce Pani „uratować” tę relację i że jest w tym dużo miłości. Tylko gdzieś obok pojawia się pytanie: czy jest tam też miejsce na Pani poczucie bezpieczeństwa, jasność i spokój. Bo teraz wygląda to trochę tak, jakby była Pani cały czas emocjonalnie dostrajana do tego, czy on akurat się przybliża, czy oddala.

Może więc na ten moment mniej ważne jest pytanie „czy jeszcze jest szansa”, a bardziej „jak Pani jest w tej relacji teraz”. Co się z Panią dzieje w tej niepewności, w tym ciągłym czekaniu, w tym zawieszeniu.

 

pozdrawiam,

Martyna Kaleta

Zobacz podobne

Wyrzuty sumienia, jak z nimi sobie poradzić i jak relacje z mężem naprawić?

Wyrzuty sumienia, jak z nimi sobie poradzić i jak relacje z mężem naprawić? 

Odszedł nasz pies i to wydaje mi się w dużej mierze przeze mnie. Wszyscy go kochaliśmy i mój mąż szczególnie, boję się, że mi tego nie wybaczy. Od dłuższego czasu bardzo chciałam zrealizować marzenie, którego nigdy wczesniej nie mogłam, bo dzieci praca itd. wyjechać na wyspę i tam spróbować żyć, zrobić taki gap year tyle że po 40. Miałam też dosyć szarej zimnej polski w zime. Niestety loty czarterem nie pozwalają przewozić  psa cięższego nie 8 kilo na pokładzie, więc mój mąż udał się do weterynarz, która dała psu specjalną karme odchudzającą. Pies miał 14 lat ważył 10, a miałby zejść do 8 kilo. Mąż nie chciał, aby leciał w luku bagażowym, bo jak stwierdziła weterynarz tego by nie przeżył. Nie udało mu się zgubić do naszego wyjazdu wagi tyle, ile trzeba, więc zostawiliśmy go pod opieką moich rodziców. We wcześniejszych latach też wyjeżdżaliśmy na miesiąc i wszystko było ok ,pies nie chorował. Stwierdziliśmy, że jak schudnie i znajdziemy dom dla nas większy( ten co wynajmowaliśmy właściciel nie zgadzała się na zwierzęta) to go zabierzemy. No i niestety pies schudł, ale nie zdążyliśmy go zabrać - odszedł sam, bez nas, nie tak powinno być.

Oboje mamy straszne wyrzuty sumienia, ponieważ myślę, że mógł też umrzeć z tęsknoty do nas, tak powiedział mi mąż w złości, że go zabiliśmy. Też go kochałam, ale miałam te swoje wariacje, naprawdę już w pewnym momencie obsesję o zmianie swojego życia, a teraz bardzo żałuję, jeszcze nie powiedziałam dzieciom, jestem przekonana, że wszyscy będą mnie winić, ponieważ wyjazd to był głównie mój pomysł, moja potrzeba, oni się na to zgodzili. 

Jestem w bardzo złym stanie psychicznym i boję się także czy w ogóle mąż mi wybaczy, już mi mówi, że to wszystko przez mój egoizm, też bym chciała cofnąć czas i nigdzie nie wyjeżdżać, bo rodzina jest dla mnie najważniejsza i ją bardzo naraziłam na cierpienie, a Figa rzeczywiście - przyczyniłam się do jego śmierci. 

Jak to wszystko naprawić? Kocham męża, kocham moje dzieci, wszyscy będą cierpieć teraz rzeczywiście przeze mnie, jest tak bardzo źle. Cały ten wyjazd chyba zaczyna rozbijać moją rodzinę naczytałam się o wychodzeniu ze strefy komfortu, ale właśnie oni mieli tam dobrze w domu, pies też, a tak jest dla wszystkich tylko niepotrzebne cierpienie, bo ja to wszystko wymyśliłam a mąż mnie wspierał i się zgodził na całe to wariactwo. Teraz ma do mnie ogromny żal i pretensje, ja sama do siebie też, bo nie taki chciałam koniec dla Figa zdala od nas tęskniącego....

Co mam teraz z tym wszystkim zrobić? 

Jak z nimi rozmawiać, żeby mi wybaczyli i jak samej sobie wybaczyć? Narazie nie mogę spać i ciągle płacze, wyjazd zmienił się w koszmar. Jutro wracamy do Polski na dwa tygodnie tam być może jeszcze bardziej będzie odczuwalny brak naszego psa. Tyle lat był z nami i naprawdę nie zasłużył na taki koniec. Co robić, proszę o poradę ? Jeżeli chodzi o sam wyjazd to też jestem w ciągłym stresie, ponieważ dzieci nowa szkoła, nowy język, trochę zaczynają narzekać, że chcą do Polski, ja głównie szukam nieruchomości to też generuje bardzo duży stres i teraz jeszcze ta sprawa z psem, chyba rzeczywiście wrócimy do domu, oni są dla mnie bardzo ważni, chce, żeby byli szczęśliwi. Mam nadzieję, że mi wybacza, ja zawsze też kochałam naszego psa chociaż nigdy nie byłam specjalnie dla niego wylewna, ale to był mój pies, którego kupiliśmy zaraz po ślubie, nasze takie pierwsze dziecko, które jednak zaniedbywałam, bo ciągle byłam zmęczona tymi prawdziwymi, które pojawiły się potem, no i na koniec całkowicie go zaniedbałam. Pies kiedyś był pół roku u moich rodziców, jak ugryzł nasza córkę, gdy ta była mała i go dręczyła, ale niestety tym razem nie wzięłam pod uwagę, że jest starszy już, ale też nie wyglądał i nie był chory miał trochę problemów ze stawami, ale dostał na nie zastrzyki i chodził już dobrze. Mój mąż stwierdził, że złamaliśmy mu serce i dlatego umarł i teraz ja siedzę i wyje ,bo może rzeczywiście tak było...za każde słowo nawet srogie dziękuję, czasami mam wrażenie, że w ogóle nie jestem ogarnięta i powinnam być stałym klientem psychologów.

Od dwóch lat jestem w stałym związku z moim parterem, od dłuższego czasu coraz bardziej zadręczam się myślami, że mnie zostawi
Od dwóch lat jestem w stałym związku z moim parterem, od dłuższego czasu coraz bardziej zadręczam się myślami, że mnie zostawi, że znajdzie kogoś o wiele lepszego ode mnie. Jest nam ze sobą naprawdę dobrze, ale jak tylko zaczyna mówić o swoich koleżankach z pracy lub planuje jakieś wyjście beze mnie, panikuję, nawet jeśli to wyjście miałoby być za miesiąc, nie mogę spać po nocach. Kiedy tylko pojawia się ten temat, jestem w totalnej rozsypce, czuję, że nic nie ma sensu, pojawią się nawet myśli żeby po prostu uciec i nie musieć przechodzić tego wszystkiego... Czuję, że nie da się tak z tym żyć, bo to rujnuje zarówno moja psychikę, jak i związek z mężczyzną, którego bardzo kocham i który kocham mnie...
Czy osoba prowadząca podwójne życie może odczuwać wyrzuty sumienia?
Byłem z partnerką w związku przez 3 lata. Z tego związku urodziło się dziecko, które obecnie ma 2.5 roku rozstaliśmy się ok. 2 lata temu. Dopiero gdy dziecko miało około 8 miesięcy, cała prawda wyszła na jaw i natychmiast się rozstaliśmy. Okazało się, że właściwie od początku naszego związku partnerka prowadziła podwójne życie i przez cały ten czas angażowała się emocjonalnie w relację z innym mężczyzną, jednocześnie mnie okłamując. Zastanawiam się, czy osoba, która przez kilka lat świadomie oszukuje partnera, po czasie może odczuwać autentyczne wyrzuty sumienia. Czy kobieta w takiej sytuacji może mieć poczucie winy, że swoim postępowaniem doprowadziła do rozpadu rodziny, przez co dziecko od najmłodszych lat wychowuje się w rozbitym domu? Czy częściej zdarza się, że osoby zachowujące się w ten sposób usprawiedliwiają swoje decyzje i nie odczuwają wyrzutów sumienia? Interesuje mnie odpowiedź z psychologicznego punktu widzenia, ponieważ chciałbym lepiej zrozumieć mechanizmy stojące za takim zachowaniem.
Jak radzić sobie z uczuciami, gdy partnerka unika zaangażowania i wspólnego zamieszkania?

Dzień dobry mam dziwny problem. Jestem w zwiazku prawie 1.5 roku, do roku bylo cudownie, a teraz to jest raz dobrze, raz źle. Ja jestem w niej mega zakochany, kupiłem mieszkanie i chciałem zeby się wprowadziła do mnie, ale ona nie chce, robiłem wszystko by czuła sie jak najlepiej i wybierala akcesoria do tego mieszkania. Gotuje, sprzatam, robie niespodzianki, oczywiście nie jestem idealny i tez popełniam błędy czy w emocjach powiem cos co później zaluje, ale umiem przeprosic i staram sie wiecej tak nie robic. Kiedys usłyszałem od swojej dziewczyny, ze nie musimy sie widywac codziennie (kiedys sie widywalismy kiedy tylko moglismy) zabolało mnie to, wiem ze praca i różne inne rzeczy przez co nie mozemy sie widywac codziennie ale takie slowa mnie mocno zabolaly. Jak mam normalnie myśleć zeby z ta osoba zalozyc rodzine jak ona mi takie rzeczy mowi? Wczoraj mielismy spedzic razem wieczor, a potem noc, ale musiała wrocic bo z psem wyjsc musiala bo siostra na noc do pracy, okej odwiozlem ja, myslac ze mnie zaprosi do siebie i co? I nic, nie zaprosila. Zrobilo mi sie przykro i jej napisalem, ze myslalem ze mnie zaprosisz i ze jest mi z tego powodu przykro.. odpisala zebym nie robil problemu i nie ma obowiazku ze mna spac codziennie, ale my nie spimy codziennie razem i nie robie jej o to codziennie problemu. Dla mnie takie slowa jakbym w pysk dostał. Mi zalezy na niej, chciałbym z nia zalozyc rodzine, ale mam metlik w glowie i jej napisalem co mnie boli to odpisala ze nie będzie 2 dni tlumaczyc sie z czasu spedzonego osobno, masakra

Samotność i emocjonalny kryzys - jak sobie poradzić, gdy partner spełnia swoje marzenia

Witam. Jestem aktualnie od paru dni w kryzysie emocjonalnym. Siedzę w domu z 9 MSC synem, mąż od zawsze pracował w normalnych godzinach blisko domu. Zawsze mogłam do niego zadzwonić, wieczory i weekendy spędzaliśmy razem. 

Od dłuższego czasu miał pewna pasje, którą chciał wykorzystać i się rozwijać. Sama zachęciłam go do pracy w pizzerii, żeby spróbował i był szczęśliwy. Niestety od tygodnia nie widujemy się prawie w ogóle. Wraca w nocy, rano po śniadaniu wychodzi. 

Ja zostaję sama z synkiem, dni się dłużą, czuje się samotna. 

Nie mogę sobie poradzić, że tak właśnie będzie wyglądać nasze życie, że mało co się będziemy widywać, plus sama nie mam siły i czuję się przybita, nie mam ochoty na pójście do pracy, bo wiem, że wtedy w ogóle się nie będziemy widzieć, ale wiem, że to najlepsze co mogę zrobić dla siebie. Nie umiem sobie emocjonalnie poradzić, proszę o jakieś wsparcie lub radę...

z jednej strony cieszę się, że spełnia marzenia, ale nie dam rady żyć teraz jakby bez męża i wsparcia.. mam kryzys.

asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.