Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Trudności w związku po odwołaniu ślubu i wpływ terapii na relacje

Witam, w grudniu mój narzeczony poinformował mnie, że coś się między Nami wypaliło i dał mi do zrozumienia że musimy odwołać ślub. Próbowałam dotrzeć do niego żebyśmy spróbowali to naprawić, poszli do psychologa czy na terapie ale nie chciał. Ślub i wesele zostało z moim ogromnym bólem odwołane w styczniu. W lutym On miał wypadek na szczęście nie groźny, ale odwiedzałam go i rozmawialiśmy w miarę spokojnie. Później zaczęło się jego częstsze pisanie wiadomości, to on głównie zaczynał. Potrafiliśmy rozmawiać tak o ogółach ciągiem całe dnie. Opowiadał o swoich studiach jak mu idzie, pisał o ocenach, ale także o tym, że chodzi do psychologa, musi polubić siebie itd. Wysyłał zdjęcia z treningów, ze szkoleń. Rozmawialiśmy o wspólnych znajomych którzy mają kryzys w związku ale walczą i wtedy zapytałam co dalej z Nami, a on odpowiedział "dajmy czas, każde z nas musi popracować". Wcześniej zapytałam też kiedyś przy okazji jakiegoś naszego spotkania co dalej z Nami/nie Nami, to powiedział "teraz nie odpowiem Ci na to pytanie". Nigdy nawet w dniu rozstania nie powiedział, że mnie nie kocha i tym podobne. Raz nawet jak byłam po jakieś swoje rzeczy, to zaprosił mnie do swojego nowego mieszkania, które nazwał "azylem" i do którego nie wpuszcza wiele osób. Bardzo mnie to ucieszyło ale i zmieszało, bo co on o tym wszystkim myśli. W kwietniu była cisza, zadzwoniłam do niego dopiero w dniu imienin. Zadzwoniłam, złożyłam życzenia, i poprosiłam że chciałabym się spotkać i spokojnie porozmawiać (nie mówiłam że o nas). I tutaj zaczyna się w sumie najważniejsza i teraźniejsza część historii! Spotkaliśmy się w majówkę, ja miałam przygotowane na kartce ważne pytania żeby ze stresu nie zapomnieć, ale od progu kiedy do niego przyjechałam była jakaś taka swobodna i nie napięta atmosfera, oboje tak działaliśmy. Zjedliśmy ciasto, później pojechaliśmy do sklepu po wino i to wiązało się z tym, że raczej samochodem już do domu nie wrócę. Wcześniej jeździliśmy samochodem, uśmiechaliśmy się, pokazywał mi miejsce gdzie biega itd. coś w aucie powiedział do siebie w stylu, że nie wie czemu tak mnie słucha, ale to nie w złym tonie. Później zamówiliśmy sushi, rozmawialiśmy i mówiłam mu, ze chce spróbować jeszcze raz, od nowa, ale że nie chce walczyć sama, że przynajmniej chce spróbować. On mówił coś najpierw że wie, że mnie skrzywdził, że teraz nie jest gotowy, że nie chce dawać mi nadziei (ale ani nie powiedział że mnie nie kocha, ani że to między Nami już nie ma sensu, ani że on już nie chce). Ja mówiłam, że nie możemy wracać do tego co było, bo wtedy na pewno się nie uda, a ja nie chce wracać i wypominać, że bardzo mi na nim zależy. Później coś w rozmowie wyszło z jego strony, że może moglibyśmy się pospotykać z miesiąc/dwa i zobaczymy co dalej, ale żebyśmy nikomu na razie nie mówili. Przystałam na to, ale później wyszło jakoś tak, że trafiliśmy razem do łóżka, było naprawdę dobrze, może bez jakiś deklaracji, ale całował, starał się, było nam przynajmniej tak to odbieram obojgu dobrze. Rano musiałam wracać już do domu i czułam że jest jakiś dziwny, ale pożegnał się przytulasem i pojechałam. Później wieczorem zadzwoniłam do niego bo nic się nie odzywał, powiedział, że to nasze spotkanie dużo mu namieszało w głowie i że musi to omówić z psychologiem. We wtorek dostałam wiadomość o treści: „Hej. Byłem u Pani psycholog, nie jest dobrze. Fatalnie się z tym czuje co się wydarzyło. Mam wyrzuty sumienia… czuję, że Cię wykorzystałem, uległem temu co złe. Muszę to przepracować, poukładać. Nie jestem w stanie teraz nic na nowo budować, to co się wydarzyło negatywnie wpływa na moją terapie i wiem, że to ja do tego doprowadziłem. Pani psycholog też troszkę się zawiodła pomimo że mnie wspiera. Emocjonalnie i psychicznie nie potrafię zbudować relacji… przepraszam za to co się stało.”. Czy Pani psycholog może mówić pacjentowi że się na nim zawiodła?!? Załamałam się totalnie, że jak on tak mógł i co to teraz znaczy! Później po kilku dniach wyjechał na akcje gaszenia lasów i wtedy napisał mi że jedzie, następnego dnia po godz. 23 wysłał kilka zdjęć, wysłał swoje zdjęcie z zawieszką którą mu dałam i napisał dziękuję , napisał że jest zmęczony noo ale działają i nawet napisał „dobranoc :*”. Kolejnego wieczora też wysłał zdjęcia, zamieniliśmy kilka zdań, napisał mi że już wracają z akcji, a później o 5 nad ranem napisał, że już jest w domu, a nawet o to go nie prosiłam. Ja odpisałam spokojnie że się ciesze i znowu od niego cisza… Teraz ucieka w naukę, a ja już nie wiem co teraz z Nami?! Czy jest jakiś sposób, żeby od nowa zacząć być razem? Jak ja mam do niego podejść i co mam jeszcze zrobić. Dlaczego raz się przybliża i wprowadza do swojego życia (nawet w sytuacji zmęczenia, adrenaliny to pisze, a w zwyczajny dzień cisza). Ja chce to uratować, ale nie rozumiem tym bardziej po tym jego psychologu jego podejścia. Teraz ucieka w nauke, zaraz sesja i znowu będzie odkładać temat. A ja nie wiem czy z jego strony jest jeszcze jakakolwiek szansa dla nas? ☹
Katarzyna Drabik

Katarzyna Drabik

To, co Pani opisuje, może być bardzo emocjonalnie obciążające, zwłaszcza przez pojawiające się z jego strony naprzemiennie sygnały bliskości i wycofania. Z perspektywy psychologicznej warto jednak patrzeć przede wszystkim na jego realną gotowość do budowania relacji, a nie wyłącznie na pojedyncze gesty czy kontakt emocjonalny.

W jego zachowaniu widać ambiwalencję czyli z jednej strony szuka kontaktu, dzieli się swoim życiem, wraca do Pani w chwilach emocjonalnych czy trudnych, a z drugiej wyraźnie komunikuje, że „nie jest gotowy”, „nie potrafi budować relacji” i potrzebuje skupienia na sobie oraz terapii. Takie mieszane sygnały często podtrzymują nadzieję drugiej strony, ale jednocześnie mogą prowadzić do dużego przeciążenia emocjonalnego.

Nie mamy możliwości oceny, co dokładnie zostało powiedziane podczas terapii ani w jakim kontekście partner odebrał słowa swojej psycholożki.

Najważniejsze wydaje się jednak to, że obecnie jego komunikaty są niespójne emocjonalnie, ale dość klarowne jeśli chodzi o kwestię  gotowości do związku: na ten moment nie deklaruje powrotu do związku ani wspólnego budowania relacji. To oczywiście nie oznacza definitywnie braku uczuć, ale same uczucia nie zawsze przekładają się na zdolność do tworzenia stabilnej relacji.

W takiej sytuacji warto uważać, by nie wejść w rolę osoby „czekającej”, próbującej stale ratować relację mimo braku jasnej decyzji z drugiej strony. Związek wymaga zaangażowania i gotowości obu osób, a nie tylko nadziei i pojedynczych sygnałów bliskości.

Być może na ten moment najważniejsze pytanie brzmi nie tylko „czy jest jeszcze szansa?”, ale też: „czy taka forma relacji i niepewności jest dla mnie emocjonalnie bezpieczna?”.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry Pani Marto,

 

Dziękujemy za kontakt z nami.

Sądzę, że on sam jest dziś bardzo pogubiony emocjonalnie. Z jednej strony widać, że nadal jest między Wami więź tj. szuka kontaktu, wpuszcza Panią do swojego świata, pisze spontanicznie, pamięta o Pani. Z drugiej strony bardzo boi się bliskości i odpowiedzialności za odbudowę relacji, dlatego raz się przybliża a raz wycofuje.Nie mam poczucia, że on Panią wykorzystał w chłodny czy wyrachowany sposób. Bardziej wygląda to na sytuację, po której uruchomiły się w nim wyrzuty sumienia i lęk, że emocjonalnie sobie nie poradzi.Jeśli chodzi o psycholog możliwe, że bardziej były to jego własne odczucia niż dosłowne słowa terapeutki.

Widzę szansę między Wami, ale na ten moment on nie wygląda na gotowego do stabilnego budowania relacji. Myślę, że teraz najważniejsze jest, by nie ratować tego związku sama i nie opierać całej nadziei na pojedynczych wiadomościach czy gestach. Potrzeba czasu i przede wszystkim jego świadomej decyzji a nie tylko chwilowych emocji.

 

Wszystkiego dobrego.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry Pani Marto.

Sytuacja, w której się Pan znalazła, wskazuje na to, że partner przechodzi głęboki kryzys wewnętrzny i nie jest obecnie gotowy na budowanie stabilnej relacji, mimo wysyłania sprzecznych sygnałów bliskości. Jego wycofywanie się po intymnym zbliżeniu oraz zasłanianie się opinią psychologa sugeruje, że ucieka on od odpowiedzialności za własne emocje i czyny, co stawia Panią w roli osoby wiecznie czekającej na decyzję. Profesjonalny terapeuta nie powinien oceniać pacjenta słowami, że „się zawiódł”, więc te słowa mogą być jedynie interpretacją narzeczonego, mającą na celu usprawiedliwienie jego lęku przed zaangażowaniem. Najlepszym sposobem na odzyskanie spokoju jest teraz całkowite wycofanie się z inicjowania kontaktu i danie mu przestrzeni, o którą prosi, ponieważ tylko poczucie realnego braku Pani obecności może zmusić go do autorefleksji. Jest Pani wystarczająca i zasługuje na związek oparty na pewności, a nie na doraźnych komunikatach wysyłanych w chwilach adrenaliny czy zmęczenia. Proszę postawić na siebie i swój dobrostan, zwłaszcza w tym trudnym czasie, zamiast dostosowywać życie do jego harmonogramu nauki czy sesji.

Powodzenia.

Bożena Nagórska

Monika Bązi

Monika Bązi

Dzień dobry,

 

sytuacja, którą opisujesz, może być bardzo bolesna, bo daje mieszane sygnały. Z jednej strony można zauważyć sygnały, że nadal zależy mu na relacji z tobą, a z drugiej, że nie jest gotowy na związek.

 

Wydaje się, że bardzo porusza cię sytuacja związana z reakcją psycholożki. Dobry psycholog nie mówi pacjentowi, że się na nim zawiódł, ale może powiedzieć, że jakieś zachowanie nie było zgodne z tym, nad czym wspólnie pracują w terapii albo że jakaś aktywność komplikuje lub utrudnia inne kroki.

Czy jest jeszcze szansa na związek? Szansa jest, gwarancji nie ma. To, co możesz teraz zrobić, to dać mu przestrzeń i obserwować jego inicjatywę, ale przede wszystkim ustalić swoje granice. Zastanów się, jak długo jesteś w stanie czekać w zawieszeniu bez jasnych decyzji. Nie możesz uratować tego związku sama, do tego potrzebna jest chęć i praca dwóch stron. 

Katarzyna Michalska

Katarzyna Michalska

Sytuacja, w której Pani się znalazła, jest bardzo trudna, zwłaszcza przez niejednoznaczne zachowanie partnera.

Najważniejszy jest jednak komunikat, który wyraża wprost: że nie jest gotowy na relację. Jego kontakt, wiadomości czy bliskość mogą świadczyć o tym, że coś do Pani czuje, ale nie przekłada się to na gotowość do bycia razem.

Na ten moment wygląda to tak, że partner skupia się na sobie i swoim procesie terapeutycznym, a Pani daje z siebie bardzo dużo i cierpliwie czeka. Niestety relacji nie da się odbudować jednostronnie.

Dlatego najzdrowsze dla Pani byłoby teraz postawienie granicy i opieranie się na jego realnych działaniach. Jeśli będzie gotowy na związek, zakomunikuje to wprost.

Pozdrawiam,

Katarzyna Michalska

Karol Barra

Karol Barra

Dzień dobry,

z tego co Pani opisuje widać, że między Państwem nadal jest emocjonalna więź i to raczej nie wygląda na całkowicie zamkniętą relację. Problem polega jednak na tym, że narzeczony jest bardzo niespójny - raz się przybliża, szuka kontaktu, wpuszcza Panią do swojego życia, inicjuje rozmowy czy bliskość, a później mocno się wycofuje i mówi, że nie jest gotowy.

To może dawać ogromną nadzieję, ale jednocześnie bardzo męczyć psychicznie, bo trudno się odnaleźć w takich zmiennych sygnałach.

Mam wrażenie, że on sam jest obecnie mocno pogubiony emocjonalnie. Z jednej strony widać, że jest Pani dla niego ważna - bo utrzymuje kontakt, dzieli się swoim życiem, wraca do Pani w momentach emocjonalnych czy trudnych. Z drugiej strony wygląda na osobę, która boi się odpowiedzialności za relację albo nie czuje się gotowa, żeby ją świadomie budować.

Jeśli chodzi o słowa o psychologu - trudno powiedzieć, co dokładnie zostało powiedziane na terapii. Czasem pacjenci interpretują pewne rzeczy bardzo emocjonalnie albo przekazują je własnymi słowami. Samo zdanie, że psycholog „się zawiódł”, brzmi mało profesjonalnie, ale nie wiemy też, jaki był pełny kontekst tej rozmowy.

Najważniejsze jest jednak coś innego: obecnie to Pani jest w sytuacji ciągłego czekania i analizowania każdego sygnału z jego strony. A to może prowadzić do dużego emocjonalnego wyczerpania.

Myślę, że warto spróbować spojrzeć nie tylko na to, co on czuje, ale też czego Pani potrzebuje. Bo na ten moment wygląda to trochę tak, jakby relacja toczyła się głównie wokół jego gotowości, jego lęku i jego decyzji, a Pani została w stanie ciągłej niepewności.

Czy jest szansa? Być może tak, bo emocje między Państwem prawdopodobnie nadal są. Ale sama bliskość czy tęsknota nie wystarczą do odbudowy relacji. Potrzebna jest też konkretna decyzja i gotowość dwóch stron do pracy nad związkiem. Na razie bardziej widać jego wewnętrzny konflikt niż realne działanie w kierunku odbudowy.

Dlatego na ten moment najważniejsze byłoby chyba nie "ratowanie za wszelką cenę", tylko zatrzymanie się i sprawdzenie, ile Pani jeszcze jest w stanie unieść takiej emocjonalnej huśtawki.

 

Pozdrawiam Karol Barra

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

  To, co opisujesz, nie jest spójne zachowanie „chcę być z Tobą, tylko potrzebuję czasu”. To raczej wzorzec: zbliżenie - emocje - wycofanie - poczucie winy - znowu delikatne sygnały. I to niestety bardzo łatwo wciąga drugą osobę w nadzieję, która nie ma stabilnych podstaw. Teoretycznie terapeuta może wyrazić rozczarowanie, ale w praktyce robi się to bardzo ostro żnie i w konkretnym kontekście pracy nad zachowaniami, nie jako „ocenę człowieka”. Bardziej prawdopodobne są dwie rzeczy czyli on to tak zinterpretował (np. usłyszał: „to nie służy Twojej terapii” i przełożył to na „zawiodłem”), albo użył tego jako uzasadnienia dla swojej decyzji i poczucia winy.

Nie masz niestety sposobu, żeby to zweryfikować, ważniejsze jest to, co on robi, a nie jak to tłumaczy.

Z jego strony widać kilka rzeczy naraz czyli ma do Ciebie uczucia lub przywiązanie (kontakt, zdjęcia, symboliczne gesty), jednocześnie nie czuje się gotowy na relację i sam to mówi wprost, po bliskości pojawia się u niego silny dyskomfort i wycofanie, nie potrafi utrzymać stabilnej decyzji ani kierunku.

To nie jest sytuacja „on chce, tylko coś stoi na drodze”. To jest sytuacja „on nie jest w stanie teraz być w relacji”, nawet jeśli część jego tego chce.

Dlaczego daje sprzeczne sygnały

Bo toczy się w nim konflikt czyli emocje/nostalgia/bezpieczeństwo przy Tobie versus lęk, poczucie winy, potrzeba „ogarnięcia siebie”. W momentach zmęczenia, adrenaliny czy samotności (np. akcja, wieczór) łatwiej mu się do Ciebie odezwać. W „normalnym” stanie wraca do dystansu, bo wtedy włącza się jego główna decyzja: „nie wchodzę teraz w relację”. Najważniejsze jest gdzie jesteś w tym Ty? Rozumiem, że chcesz to ratować. Ale tu jest trudna prawda która mówi że nie da się „uratować” relacji samemu ani przekonać kogoś, kto nie jest gotowy. On jasno powiedział: „nie jestem w stanie teraz nic budować”, „to negatywnie wpływa na moją terapię” To są bardzo konkretne granice, nawet jeśli jego zachowanie chwilami je rozmywa. Jest szansa, ale nie w tej formie, w której teraz próbujesz. Szansa mogłaby się pojawić tylko wtedy, gdy  on sam przejdzie swój proces i z własnej inicjatywy wróci gotowy na relację i jego działania będą spójne, nie falujące. Na ten moment on nie jest w tym miejscu.

Co możesz zrobić teraz (realnie)

Najzdrowsze  choć najtrudniejsze  podejście to przestać podążać za jego sygnałami (bo są niestabilne), nie wchodzić w pół-relację typu „piszemy, spotykamy się czasem, ale bez nazwy”, postawić wewnętrzną granicę: „albo jesteśmy w relacji, albo nie”.

Możesz mu to nawet spokojnie zakomunikować w stylu „Zależy mi na Tobie, ale nie chcę być w czymś nieokreślonym. Jeśli kiedyś będziesz gotowy na realną relację możesz się odezwać.” I potem naprawdę się tego trzymać.

To, co teraz się dzieje trzyma Cię w ciągłym napięciu i analizowaniu, daje krótkie „zastrzyki nadziei” i potem spadek,

nie pozwala Ci się ani odbudować, ani iść dalej. A jego proces… i tak musi się wydarzyć bez Twojego „ratowania”.

To bardzo boli, zwłaszcza że byliście już na etapie ślubu. Ale jego obecne zachowanie nie daje stabilnej podstawy do odbudowy związku, tylko do emocjonalnego rollercoastera.

Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

czytam to i mam wrażenie, że jest Pani w bardzo trudnym miejscu - trochę pomiędzy nadzieją a ciągłą niepewnością. Z jednej strony pojawiają się sygnały bliskości, kontaktu, czułości, wspólnych rozmów. Z drugiej - wycofanie, cisza, komunikaty, że „nie jest gotowy”. I to wszystko bardzo miesza, bo trudno wtedy naprawdę poczuć, na czym się stoi.

Mam też poczucie, że od momentu rozstania właściwie cały czas jest Pani „w kontakcie” z nim emocjonalnie. Nawet kiedy jest cisza, to ten związek dalej się w Pani dzieje - w czekaniu, analizowaniu, próbie zrozumienia co on miał na myśli, co czuje, czy jeszcze kocha.

I myślę, że właśnie to może być najbardziej wyczerpujące.

Z tego, co Pani opisuje, wygląda trochę tak, jakby on sam był bardzo rozdarty. Zbliża się, wpuszcza Panią do swojego świata, szuka kontaktu, ale kiedy pojawia się większa bliskość i realność relacji - wycofuje się i znowu próbuje odzyskać dystans. To może wynikać z różnych rzeczy, ale najważniejsze jest chyba to, że na ten moment on sam nie wygląda na osobę, która wie, czego chce i jest gotowa to unieść.

Mam też wrażenie, że bardzo chce Pani „uratować” tę relację i że jest w tym dużo miłości. Tylko gdzieś obok pojawia się pytanie: czy jest tam też miejsce na Pani poczucie bezpieczeństwa, jasność i spokój. Bo teraz wygląda to trochę tak, jakby była Pani cały czas emocjonalnie dostrajana do tego, czy on akurat się przybliża, czy oddala.

Może więc na ten moment mniej ważne jest pytanie „czy jeszcze jest szansa”, a bardziej „jak Pani jest w tej relacji teraz”. Co się z Panią dzieje w tej niepewności, w tym ciągłym czekaniu, w tym zawieszeniu.

 

pozdrawiam,

Martyna Kaleta

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie z obsesyjną zazdrością i lękiem w związku?

Wpadłem w straszną zazdrość o dziewczynę. Od 2 miesięcy nie mogę przestać myśleć negatywnie, ciągle się martwię. Mój organizm jest na wyczerpaniu. Mam przyspieszone bicie serca, i wszystkie inne objawy stresu. Nie potrafię się skupić, nawet nie sprzątam w domu, co jest po prostu dla mnie szokiem. Ona mnie uspokaja, mówi, żebym ufał, a mnie coś kusi wiecznie, żeby sprawdzać, kontrolować. Przez to jest jeszcze gorzej. Wczoraj sprawdziłem jej telefon, choć czułem, że to mi nie pomoże. Mam straszne wyrzuty sumienia. Powiedziałem jej o tym, omal nie zerwaliśmy, to co zobaczyłem, nie było jednoznaczne, ale nie uspokaja mnie. Teraz boję się z nią o tym porozmawiać, bo nie wiem, jak zareaguje. Mam lękowy styl przywiązania, ciągły overthinking, radziłem sobie z tym, lecz teraz czuje, że mnie to przerasta. Czuje, jakby piekło chciało mnie wciągnąć, ciągłe pokusy, później działanie z lęku a na koniec wstyd i poczucie winy. I tak cały czas to błędne koło. Już raz mi się udało z tego wyjść i wszystko zaczęło się układać, a teraz znowu czuje ,jakbym przyciągał złe sytuacje, przez to moje negatywne myślenie. Jak z tego wyjść? Zaufać? Zostawić wszystko tak jak jest? Czy próbować z nią o tym porozmawiać? Myślałem nad terapią CBT. Ale po prostu jestem w rozsypce.

Jak poradzić sobie z zdradą męża i odbudować małżeństwo bez jego zaangażowania?

Dzień dobry, mam ogromny problem, z którym nie umiem sobie poradzić. Mąż mnie zdradził, nakryłam go na rozmowie z kochanką, gdzie mówił, że jak tylko on da mu znak, odejdzie ode mnie, gdyż nie jestem dla niego ważna. Oczywiście w szaleńczej złości, która mnie ogarnęła, wyrzuciłam jego rzeczy z domu, odszedł i wrócił po dwóch dniach z prośbą, żebym go przyjęła. Zgodziłam się, bo mimo bólu, który przeżywam, kocham go nadal i chcę walczyć. Jest tylko jeden problem, on nie wykazuje żadnej skruchy, mało tego wmawia mi, że moje zachowania przez 20 lat małżeństwa sprawiły, że znalazł zrozumienie w ramionach kogoś innego, bo nie czuł się doceniany emocjonalnie, ze swojej strony uważam, że to mrzonki, zawsze go chwaliłam za drobnostki, wspierałam w znalezieniu pracy, skończeniu studiów, byłam zawsze, przytulałam, a on mnie odtrącał, tak czułam, wstydem było dla niego przytulenie się w miejscu publicznym, bo powtarzał że, robię to na pokaz, a tak nie było, potrzebowałam czułości tak po prostu. Powtarza mi, że musi sobie poukładać w głowie. Nadal utrzymuje kontakt z kochanką, opowiada jej o postępach naszej relacji. Nie spotyka się już z nią, ale nie chce zrezygnować z pisania z nią ani iść ze mną na terapię. Nie wiem, co robić, czy to jakaś gra, czy pogubił się już zupełnie. Kochanka ma męża, dzieci i podobno nie odejdzie, a więc był to dla niej pewnie epizod a mój mąż twierdzi, że się zakochał, ale musi sobie poukładać to wszystko i chce spróbować naprawić naszą relację, ale skoro mnie nie kocha czy to ma sens? Czy powinna walczyć, a jeśli tak to, w jaki sposób skoro on jest chłodny i nie ma mowy o bliskości....

Partner prawdopodobnie zmaga się z wypaleniem zawodowym, co wpłynęło na nasz związek i bliskość.
Witam, Przepraszam, że zwracam się z tak błahą sprawą. Dla wprowadzenia- mam 22 lata i jest to mój pierwszy związek, trwa około 8 miesięcy. Od ponad dwóch miesięcy mój chłopak zmaga się z poważnym wypaleniem zawodowym (taka jest moja teoria, pracuje od 8 do 23 czasami, praktycznie nie ma czasu wolnego, a jak ma to nie wykorzystuje go dla siebie) które oczywiście trwało dużo dłużej, ale od 2 miesięcy osiągnęło poważny poziom. Już dwa tygodnie temu powiedział, że czuje dystans do innych ludzi (im ktoś bliższy tym większy) i jest wypruty z emocji. W ciągu ostatnich dwóch tygodni sprawa się pogorszyła i nie było z nim prawie kontaktu. Przy ostatnim spotkaniu powiedział, że nie czuje do mnie tego elementu romantycznego (widzi mnie jako osobę na możliwy obiekt matrymonialny i tęskni za mną, ale jako za osobą, nie dziewczyną). Powiedział, że przy spotkaniu trzy tygodnie temu to uczucie wróciło, ale następnego dnia zniknęło i czuł się dwa razy gorzej niż zazwyczaj. Czy jest możliwe, że to uczucie wróci wraz z leczeniem wypalenia zawodowego? Czy w ogóle jest możliwość, że brak zainteresowania romantycznego jest spowodowane wypaleniem zawodowym. Czy jest jakiś sposób by mu w tym pomóc, jeśli on tej pomocy nie chce i uważa, że nikogo nie potrzebuje? (Planuje on sięgnąć po pomóc specjalisty i iść do psychoterapeuty). Jak sama mam sobie z tym poradzić? Czy są jakieś sposoby nie myśleć o tej sprawie? Próbowałam relaksacji Jacobsona, ale jedyne co to sprawiła, że byłam senna. (Jestem osobą empatyczną i przejmującą się, jestem również pod opieką psychoterapeuty i psychiatry ze względu na zaburzenia lekowo-depresyjne i cechy osobowości występujące w osobowości z pogranicza i wszystkich zaburzeń osobowości z wiązki C z DSM V - mam te cechy, ale nie jest ich aż tyle, by klasyfikowały się do zdiagnozowania zaburzenia). Z góry dziękuję za odpowiedź i przepraszam za zwracanie się z tak blachą sprawą.
Problem dotyczy mojej relacji z mężem i jego relacji z dziećmi i ze mną.
Witam Problem dotyczy mojej relacji z mężem i jego relacji z dziećmi i ze mną. Czeka nas bardzo poważna rozmowa na temat dalszej wspólnej przyszłości. Czuję strach przed tą rozmową, boję się jego reakcji oraz tego, co będzie dalej. Boję się tego, że odpuszczę kolejny raz i nic się nie zmieni. Wiem również, że kryzysową sytuację zmienić muszę. Mąż jest osobą bardzo dynamiczną, energiczną, przemądrzałą i egoistyczną. Zawsze na pierwszym miejscu stawia siebie i swoje sprawy. Oczekuje, że cały świat będzie się kręcił tylko wokół niego. Do tego jest hałaśliwy, wulgarny i nieprzewidywalny. Na przestrzeni ostatnich 3 lat zdarzyło się tak wiele złych rzeczy, że czuję, że więcej nie wytrzymam, nie dam rady. Obraża się na mnie, o co tylko się da. Ostatnio obraził się o to, że popsuł się samochód. Mój samochód. Więc wina również moja. Potrafi nie odzywać się tygodniami. Dom, dzieci i wszystkie z tym związane obowiązki są tylko na mojej głowie. Dodam, że pracuję na pełen etat, także żeby wszystko ogarnąć, jestem na nogach od 6 do 23 bez przerwy. Dzieci są zawsze ze mną, jego to nie interesuje. Mąż prowadzi własną firmę i uważa, że skoro pracuje i zarabia, nie mam prawa już niczego więcej od niego wymagać. Ze wszystkim jestem sama i nie mam już siły. Krzyczy na dzieci, starszy syn nie rozumie, czemu tata taki jest. Z synem chodziłam do psychologa, bo w wyniku braku akceptacji ze strony ojca, zaczął być agresywny wobec innych dzieci. Poza tym mąż jest chyba uzależniony od telefonu i internetu. Nie rozstaje się z telefonem. Całymi dniami potrafi grać i oglądać. Nie liczy się z nami, nie szanuje nas, nie docenia i często traktuje jak powietrze, a dom jak hotel. To wszystko trwa już kilka lat, ale naprawdę źle jest od 2-3 lat. W ostatnim czasie sama już nie daję rady. Jestem znerwicowana, włosy wypadają mi garściami, boli mnie brzuch, źle sypiam i jestem cały czas rozdrażniona i wystraszona. Boję się jego powrotów do domu. Nigdy nie wiem, czego mam się spodziewać. W ostatnim czasie również zdarzyło się, że w środku nocy znalazłam go na klatce schodowej pijanego, leżał zarzygany i bez kontaktu pod drzwiami. Wpuściłam go do domu, ale kazałam zdjąć te brudne ubrania. A on wszedł do wanny i tam poszedł spać. Rano o niczym nie pamiętał... Takich sytuacji było więcej, przytaczam tylko te, najbardziej absurdalne. Postanowiłam ratować siebie i dzieci. Chcę postawić mu ultimatum, albo pójdzie na terapię do psychologa i zacznie być dojrzałym facetem, mężem i ojcem, albo chcę zamieszkać sama z dziećmi bez niego. Czy to ma sens? Czy on się ocknie?
Związek z partnerem nadużywającym alkoholu - czy można naprawić relację?

Witam, Byłam w związku 17 lat, ostatnie lata były ciężkie, ponieważ mój partner dużo pił, imprezował, pisał do różnych kobiet. Rozmowy świadczyły nawet o zdradach. Po alkoholu patrzył na mnie z pogardą i brakiem szacunku. Twierdził, że to nic nie znaczące rozmowy ze ja chce wszystko kontrolować. Jak wychodził na spotkania to zawsze kończyło się to imprezą do rana zapominając o wszystkim do okola i moim istnieniu. Nie rozumiem czemu robił takie rzeczy skoro będąc trzeźwym chciał ze mną być świadomie i twierdził ze mnie kocha oczywiście i że się zmieni. Co nim kierowało, że robił takie rzeczy wiele lat. Czy to kompleksy czy taki typ człowieka. Czy coś takiego da się naprawić?

toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.