Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak pogodzić się z nieoczekiwanym rozpadem długoletniego związku?

Witam. 6 tygodni temu moja była partnerka podjęła decyzję o zakończeniu naszego niespełna 7-letniego związku. Dosłownie na chwilę przed przeprowadzką do naszego nowego mieszkania. Decyzja zapadła w nieoczekiwanym momencie, bez kłótni. Powodem jaki podała było poczucie nieszczęścia od dłuższego czasu, moje ciągłe napady złości, oczekiwania, brak miłości i inna wizja przyszłości. Oczywiście jej zachowanie przez poprzednie miesiące na nic takiego nie wskazywało, nadal było mnóstwo czułości, wspólnych wyjść i zdjęć. Wiele razy z jej ust padły słowa "kocham". Gdy próbowałem przekonać ją do walki, otrzymałem informację, że od miesiąca utrzymuje bliższy kontakt z kolegą z pracy, zarówno w pracy, jak i przez komunikator poza nią. Relacja bez otwartego zaangażowania, normalne koleżeńskie rozmowy, tyle że o b. dużej częstotliwości. W jej głowie pojawiła się myśl, że chciałaby spróbować czegoś więcej z nim. Po kilku dniach "negocjacji" i moich prób ratowania związku, ona stała się nad wyraz zimna i wyrachowana. Tak jakby wszystkie uczucia uleciały, a ja w jej głowie jestem tylko intruzem i niechcianą przeszkodą. Kilka niezałatwionych spraw przez długi czas nie pozwalało na ograniczenie kontaktu, a jej podejście było coraz gorsze. W międzyczasie zamknęła ostatecznie jakiekolwiek szanse na powrót. Po tych kilku tygodniach nie mamy kontaktu, jej nowa relacja jeszcze nie przeszła w związek, ale mają coraz lepszy kontakt. Straciłem nie tylko partnerkę, ale również najlepsza przyjaciółkę, wsparcie, plany na przyszłość. Kocham ją szczerze, rozumiałem to od wielu lat, nie zmieniło się wraz z porzuceniem. Mimo upływu czasu czuje się coraz gorzej, nie jestem w stanie funkcjonować normalnie, śpię po 2-3h. Chciałbym ją odzyskać, żadne racjonalne tłumaczenia nie zdają egzaminu, bo chociaż wiem, że powinienem odpuścić, to każda próba kończy się rozbiciem na kawałki. Jak się z tym pogodzić?

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Adamie, to bardzo przykre, co opisujesz i naprawdę bardzo Ci współczuję. To zupełnie zrozumiałe, że możesz mieć wrażenie "rozbijania się na kawałki", bo nie tak łatwo pogodzić się ze stratą najbliższej osoby, wieloletniej partnerki i jednocześnie przyjaciółki. Pozwól sobie na przeżycie pewnego rodzaju żałoby po tej stracie. Nie staraj się na siłę "wziąć w garść", bo masz prawo czuć smutek, żal czy złość. Spróbuj teraz skupić się na swoim samopoczuciu, zdrowiu, być może warto też porozmawiać z kimś zaufanym lub psychologiem. Czasem tym pierwszym krokiem do pogodzenia się z odejściem osoby jest uznanie swojego bólu i wyrażenie wszystkich emocji z tym związanych. Trzymaj się ciepło,

 

Justyna Bejmert

Psycholog

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

opisuje Pan bardzo trudne doświadczenie – nagłe rozstanie po wielu latach wspólnego życia to emocjonalny wstrząs, który może wywoływać objawy przypominające żałobę: bezsenność, utratę apetytu, natrętne myśli, poczucie pustki. To naturalna reakcja na stratę kogoś ważnego.

 

W tej sytuacji warto:

-Dać sobie prawo do żałoby i emocji. Nie ma sposobu, by „szybko” się z tym pogodzić – potrzebny jest czas i przestrzeń na przeżycie złości, żalu i tęsknoty.

-Zadbać o rytm dnia: regularny sen, posiłki, ruch (spacery, sport), ograniczenie alkoholu i mediów społecznościowych.

-Skorzystać z pomocy specjalisty – psychoterapia indywidualna pomoże przepracować stratę, odbudować poczucie własnej wartości i zrozumieć, co się wydarzyło.

-Jeśli objawy się nasilą (bezsenność, brak energii, myśli rezygnacyjne) – proszę skontaktować się z psychiatrą lub infolinią wsparcia:

*Centrum Wsparcia – 800 70 2222 (24h),

*Telefon Zaufania dla Dorosłych – 116 123.

To, że dziś trudno Panu funkcjonować, nie oznacza, że tak będzie zawsze. Proces gojenia emocjonalnego jest stopniowy – z pomocą psychoterapeuty, psychologa, psychiatry można odzyskać równowagę oraz wsparcie dla siebie. Życzę wszystkiego dobrego. 

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria 

Psycholog, Doradca Kariery

Krzysztof Zięba

Krzysztof Zięba

Sytuacja, którą przeżywasz, z pewnością jest bardzo trudna. Z Twojego opisu wynika, że decyzja Twojej byłej partnerki o rozstaniu była nagła i zupełnie niespodziewana z Twojej strony. Musi być to dla Ciebie szokujące i przede wszystkim bardzo ciężkie emocjonalnie i życiowo doświadczenie. Rozstanie z  długoletnią partnerką to strata, która w psychice człowieka wyzwala proces żałoby. Etapy żałoby to 1) Zaprzeczenie 2) Gniew 3) Targowanie się 4) Depresja 5) Akceptacja. W przejściu tego procesu pomaga uświadomienie sobie tego na jakim etapie żałoby aktualnie jesteśmy. Ułatwia to zaakceptowanie swoich emocji i dobranie odpowiednich na konkretny etap strategii radzenia sobie ze stratą.  Bardzo ważne w trakcie przeżywania takiej straty jest zaakceptowanie emocji związanych ze stratą (czyli np. czuję gniew i mam do tego prawo ponieważ ktoś wydarł mi część mojego życia i to naturalna reakcja mojej psychiki) i zapewnienie sobie wsparcia (przyjaciele, rodzina lub psycholog). Zadanie tutaj pytania to bardzo ważny krok w celu zapewnienia sobie wsparcia i jeśli czujesz, że samemu będzie ciężko przejść przez tą stratę warto iść za tym dalej i zapisać się na konsultację z psychologiem. Pozwoli to na lepsze zrozumienie swoich emocji, jak i poznanie strategii radzenia sobie z procesem żałoby.


Pozdrawiam,
Krzysztof Zięba
Psycholog.

Małgorzata Plata

Małgorzata Plata

Szanowny Panie Adamie,

 

W momencie, gdy kończy się wieloletni związek, odchodzi osoba, którą nadal Pan kocha, poczucie straty jest naturalną emocją. Nie jest łatwo godzić się z utratą miłości, lecz jest to możliwe, zwłaszcza gdy minie ten pierwszy szok. Często psycholodzy określają koniec związku (jeśli nie następuje za obopólną zgodą)  jako sytuację, w której przeżywa się żałobę. A żałoba to pewien proces, z którego stopniowo się wychodzi na prostą. Zatem istotną rolę gra poniekąd czas. Z innej strony, tym, co może pomóc, jest uświadomienie sobie, że mamy wpływ na to, co czujemy. Jednakże nie jesteśmy w stanie mieć bezpośredni wpływ, na to, co do nas czuje druga osoba. Zatem nie mamy takiej mocy zatrzymania przy sobie kogoś, kto przestał nas kochać tak mocno jak wcześniej.  Pisze Pan o tym, że partnerka odeszła nagle, jednak zaznacza Pan, że wyjaśniła Panu swoje powody. Nie wiadomo, dlaczego nie mówiła o tym wcześniej, nie sygnalizowała Panu swoich obaw, przynajmniej tak można domniemać na podstawie Pana informacji.  Rozumiem, że fakt, iż decyzja o odejściu została podjęta nagle, stało się to dla Pana trudniejsze. Życzę Panu, aby udało się Panu odpuścić, dla siebie, dla własnego dobra.   Natomiast jeżeli byłoby Panu trudno poradzić sobie z emocjami, pogodzić się ze stanem faktycznym, można rozważyć wsparcie ze strony psychologa. Powodzenia.

 

Małgorzata Plata

Psycholog

Karolina Kuźmienko

Karolina Kuźmienko

Dzień dobry Panie Adamie, 

Rozumiem, że może być Panu ciężko, utrata najbliższej osoby jest dla nas dewastująca. Nie ma prostej odpowiedzi na pytanie jak się z tym pogodzić, rozstanie i przejście przez fazy rozstania to proces, jak w żałobie. (proszę sobie zobaczyć poniżej).

 Ból przy rozstaniu jest absolutnie normalny  i tak samo normalne jest to, że w kółko myślimy, ruminujemy na temat tego wszystkiego, co się w związku wydarzyło, co się już nigdy nie wydarzy i co mogłyśmy zrobić oraz czemu winna jest druga osoba. Na zmianę rozmyślamy o wszystkim co złę i o tym, co było najlepsze i jest na zawsze utracone.

Mówi się o żałobie po rozstaniu i to nie jest pojęcie przesadzone. Tak jak w żałobie ważne jest, aby i przy tej utracie pozwolić sobie przeżywać wszystkie emocje. 

Początkowy etap żałoby to wyparcie. Zaprzeczamy temu, że to się wydarzyło, możemy nie mówić o rozstaniu innym osobom, nie przyznawać się, że już nie jesteśmy razem. Dla tego etapu ważne jest obserwowanie i przeżywanie emocji. I co ważne nie musimy przechodzić tego same. Korzystajmy z sieci wsparcia, niezależnie, czy będą to znajomi, rodzina czy terapeuta.

Kolejnym etapem jest gniew. Kiedy już godzimy się z nową rzeczywistością zaczynamy złościć się na siebie i na byłego partnera. Szukamy odpowiedzialności w tym, co się wydarzyło, zastanawiamy się poszło nie tak, gdzie on/ona zawalił/a? Złościmy się na siebie i drugą osobę, że nie próbowała bardziej, nie starała się wystarczająco. 

Następnym etapem są negocjacje. Próbujemy odwrócić bieg wydarzeń, możemy szukać sposobu, by wrócić do osoby, z którą byłyśmy. Robimy to, by uciec od bólu, który zaczynamy coraz bardziej odczuwać. To bardzo ważne, żeby na tym etapie tym bardziej unikać kontaktu z ex.

Kiedy zaczynamy się mierzyć z doświadczeniem bólu nadchodzi etap depresji. Nie chodzi tu o kliniczną depresję, ale o to, że doświadczamy bezsilności, bezradności, uświadamiamy sobie, że nie można już zmienić przeszłości. Może się wtedy pojawić poczucie, że już nic nas nie cieszy, nie mamy ochoty robić rzeczy, które kiedyś sprawiały nam przyjemność. Na tym etapie ważne jest, by oprzeć się na wartościach. 

Ostatnim etapem jest akceptacja.

Jednak na samym początku proponowałabym zaopiekowanie się organicznych zaburzeń jak zaburzenia snu, gorsze samopoczucie oraz powrotem do normalnego funkcjonowania.

W tym celu proszę rozważyć kontakt ze specjalistą.

Serdecznie pozdrawiam.

 

Gizela Maria Rutkowska

Gizela Maria Rutkowska

Witam, panie Adamie,

Z uwagą przeczytałam Pana relację. Najważniejsze treści są chyba na jej początku, bo reszta opisu, to próba znalezienia odpowiedzi na pytanie: walczyć czy odpuścić? Z założeniem, że owe "odpuszczenie" doprowadzi do rozsądnych decyzji Pana partnerkę, czyli do powrotu do Pana.

Ale, sytuacja wcale nie wydaje się zero jedynkowa. Proszę głośno przeczytać początek swojego postu, od słów " Powodem, jaki podała było...".

Proszę usiąść wygodnie z kartką papieru i długopisem i zastanowić się nad tym:

- które, w Pana opinii, oczekiwania partnerki były rozbieżne z Pana oczekiwaniami,

- jaka jest Pana , a jak była i jest może , Jej wizja przyszłości,

- kiedy, w jakich sytuacjach, pojawiały się napady złości u Pani,

- jak okazywała, że jest nieszczęśliwa??? i nie o słowa tu chodzi, typu "kocham" po 7-latach, tylko o zdarzenia,

- czy rzeczywiście był Pan wsparciem, jakim jest przyjaciel? Kim jest przyjaciel?

 

 

Pozdrawiam, życząc obiektywnej analizy.

Dr Gizela Rutkowska

Psycholog

Terapeuta

Sylwia Harbacz-Mbengue

Sylwia Harbacz-Mbengue

Witaj Adam,

to, co przeżywasz to naturalna i uzasadniona reakcja na stratę kogoś bardzo bliskiego.

Myślę, że podstawą do poradzenia sobie jest przyjęcie faktu rozstania, bez próby zrozumienia i tłumaczenia. Kolejnym, lecz niełatwym krokiem jest całkowity brak kontaktu. Każdy kontakt podsyca u Ciebie nadxieję na reanimację związku.

Spróbuj skoncentrować się na sobie, na tym co pomaga chociaż troszeczkę radzić sobie lepiej.

Jeśli potrzebujesz kontaktu z innymi ludźmi, otaczaj się takimi, którzy są dla Ciebie wsparciem

Jeśli Twoje samopoczucie z upływem czasu nie poprawi się, skontaktuj się ze specjalistą np. psychologiem.

 

Pozdrawiam serdecznie

Sylwia Harbacz- Mbengue

Psycholog

Iza Bonarowska

Iza Bonarowska

To bardzo bolesne, co przeżywasz... nagła utrata bliskiej osoby po tylu latach potrafi zachwiać całym światem. To naturalne, że teraz czujesz rozpacz, bezsenność i pustkę. Nie musisz od razu „pogodzić się” z tym, co się stało. 

Szukaj chwil ulgi: rozmowy z kimś życzliwym, spaceru, muzyki, czegokolwiek, co daje choć odrobinę oddechu. 

Z czasem ból złagodnieje, choć dziś to może wydawać się niemożliwe. Warto też porozmawiać z terapeutą - nie po to, by zapomnieć, ale by znów poczuć siłę w sobie. Trzymaj się, pamiętaj, że nie musisz przechodzić przez to sama.

Elza Grabińska

Elza Grabińska

Szanowny Panie,

słyszę, że przeżywa Pan ogromny ból po stracie relacji, która była dla Pana bardzo ważna i w której widział Pan wspólną przyszłość. To, co Pan teraz czuje, nie jest dowodem słabości, tylko reakcją na stratę kogoś, z kim związał Pan siedem lat życia. Te emocje nie znikną z dnia na dzień, potrzebują czasu i przestrzeni.

W takiej sytuacji kluczowe jest zatrzymanie kontaktu i skupienie się na sobie, co nie oznacza rezygnacji z miłości, ale odzyskiwanie równowagi. Warto potraktować ten moment jako etap żałoby, w którym przychodzi smutek, złość, żal, bezradność. I to wszystko jest normalne. Czasem pomocne bywa wsparcie psychologa, który pomoże przejść przez ten proces, bo samemu bywa trudno to unieść.

Proszę spróbować nie skupiać się nadmiernie na szukaniu odpowiedzi, dlaczego tak się stało. Nie możemy kontrolować drugiego człowieka i jego wyborów. Teraz warto zadbać o siebie: o sen, jedzenie, rutynę, ruch i kontakt z ludźmi, którzy są po Pana stronie. Z czasem przyjdzie moment, gdy zacznie Pan widzieć, że życie wciąż ma przestrzeń na coś nowego, nawet jeśli dziś wydaje się to niemożliwe.

 

Wszystkiego dobrego, Elza Grabińska, psycholog.

Agnieszka Wróblewska

Agnieszka Wróblewska

Panie Adamie,

mierzy się Pan ze stratą i żałobą po związku. Jest to proces, który ma kilka etapów, każdy z nich jest ważny, ponieważ przybliża do celu, którym jest poradzenie sobie ze stratą. Warto rozważyć skorzystanie z pomocy psychologicznej, która pomoże przebrnąć przez ten trudny czas i poukładać życie na nowo. 

 

Pozdrawiam

Agnieszka Wróblewska

Iga Borkowska

Iga Borkowska

Opisuje Pan własne doświadczenie ogromnej straty, tym trudniejsze, że niczego się Pan nie spodziewał. Zaakceptowanie tego, pogodzenie się z tym to "zadania" na wiele miesięcy pracy. Żałobę po utraconej relacji przyrównuje się czasem do żałoby po śmierci bliskiej osoby - trzeba wiele czasu i cierpliwości, żeby przejść przez jej etapy. Pomocna w tym procesie może być psychoterapia - może pomóc wyregulować emocje i spojrzeć na doświadczenie z różnych perspektyw.
Niepokojąca jest mała ilość snu u Pana, jeśli pojawia się sporadycznie, to normalny objaw, ale jeśli utrzymuje się kilka dni, albo tygodni, to niezbędna jest konsultacja z psychoterapeutą lub psychiatrą, może bowiem wskazywać na rozpoczynający się epizod depresyjny.


Pozdrawiam serdecznie, 

Iga Borkowska

Maria Sobol

Maria Sobol

Panie Adamie,

to naprawdę trudne — po tylu wspólnych latach stracić kogoś, kto był codziennością, oparciem i planem na przyszłość. Nic dziwnego, że boli i że trudno znaleźć spokój. Proszę dać sobie prawo do tego bólu, nie próbować go na siłę uciszać. On z czasem złagodnieje, choć teraz może się wydawać, że nie ma końca.

Warto teraz zadbać o siebie — spać tyle, ile Pan potrzebuje  wychodzić z domu, spotykać ludzi, nawet jeśli nie ma się na to siły. Tak wygląda powolne dochodzenie do siebie. Jeśli poczuje Pan, że emocje są zbyt ciężkie, proszę pomyśleć o rozmowie z terapeutą lub psychiatrą — to nie oznaka słabości, tylko troski o siebie.

 

Z wyrazami szacunku,

psychoterapeutka integracyjna

Maria Sobol

Elżbieta Byzdra-Rafa

Elżbieta Byzdra-Rafa

Dzień dobry 🙂 

Aby związek trwał, potrzeba dwa razy "tak". Aby przestał trwać, wystarczy jedno "nie".  I takie "nie" powiedziała Pana partnerka. Pan czuł się dobrze w Waszej relacji. Partnerka, jako powód rozstania podała brak miłości z Pańskiej strony, inne oczekiwania, inna wizja przyszłości i ciągle napady złości. 

Zaintrygowały mnie te słowa o złości. Jak się żyje, gdy partner/ partnerką nieustannie wpada w złość? Co może czuć osoba będąca świadkiem lub odbiorcą takich wybuchów? Może wtedy nie odbierać wyrazów miłości i czułości, jakie do nie płyną od drugiej osoby? 

W każdym razie partnerka nie wyraziła chęci powrotu i pozostaje to tylko uszanować. I rozumiem żal i ból, jaki Pan czuje.

Proponuję, aby rozpoczął Pan terapię. Aby pomóc sobie w przeżywaniu bólu, smutku... I też, aby nauczyć się regulować własną złość, aby w przyszłości nie rozsadziła relacji...

 

Pozdrawiam 

Elżbieta Byzdra -Rafa 

terapeutka Gestalt 

 

Monika Figat

Monika Figat

W nurcie Terapii Akceptacji i Zaangażowania (ACT) zachęcamy, by nie walczyć z tymi uczuciami, ale pozwolić sobie je przeżyć i zaakceptować ich obecność. To nie oznacza zgody na cierpienie, ale przyjęcie, że emocje są naturalną reakcją na stratę i świadczą o tym, jak ważna była dla Pana ta relacja. Próby tłumienia uczuć lub racjonalizowania sytuacji często prowadzą do jeszcze większego napięcia i cierpienia.

 

Ważnym krokiem jest skierowanie uwagi na własne potrzeby i wartości – na to, co jest dla Pana ważne niezależnie od tej relacji. W ACT pracujemy nad tym, by mimo bólu podejmować działania zgodne z własnymi wartościami, nawet jeśli towarzyszy temu cierpienie. To może być bardzo trudne na początku, ale z czasem pozwala odzyskiwać poczucie wpływu na swoje życie.

 

Proszę pamiętać, że proces żałoby po rozstaniu wymaga czasu i łagodności wobec siebie. Jeśli zauważa Pan, że trudności w codziennym funkcjonowaniu się nasilają (problemy ze snem, brak energii, myśli rezygnacyjne), warto rozważyć rozmowę z psychologiem – to może być ważne wsparcie w tym trudnym okresie.

 

Choć teraz wydaje się, że nie ma wyjścia, zapewniam, że można tę sytuację przepracować i odnaleźć nowe poczucie sensu. Czas w tym przypadku leczy rany.

 

Serdeczności i powodzenia

Monika Figat, Psycholog [Warszawa i on-line] | monikafigat.pl

Katarzyna Organ

Katarzyna Organ

Panie Adamie

 

To, o czym Pan pisze, to proces żałoby po rozstaniu. To bardzo trudne doświadczenie, często pełne smutku, żalu, a czasem także złości. Warto w tym czasie szczególnie zatroszczyć się o siebie. Jeśli emocje, z którymi się Pan mierzy, staną się zbyt przytłaczające, zachęcam do poszukania wsparcia - na początek wśród bliskich, rodziny czy przyjaciół.

Emocje mają to do siebie, że z czasem słabną, choć niekiedy potrzebujemy więcej czasu, zwłaszcza gdy tracimy osobę, która była dla nas bardzo ważna. Ta reakcja, choć bolesna, jest całkowicie naturalna i zrozumiała.

Jeśli jednak od prawie dwóch miesięcy trudno Panu normalnie funkcjonować, warto rozważyć skorzystanie z profesjonalnej pomocy. Spotkanie z terapeutą może pomóc lepiej zrozumieć źródła tych trudnych uczuć, uporządkować je i stopniowo poczuć ulgę.

 

Trzymam kciuki i pozdrawiam

Katarzyna Organ

Zobacz podobne

Konflikt wartości w związku: spanie w osobnych pokojach przed ślubem
Mam 46 lat i jestem po dwóch poważnych związkach. Po drugim rozpadzie mocno przepracowałem siebie i dziś jestem w miejscu, w którym znam swoje wartości i granice. Jestem w nowym związku z kobietą 11 lat młodszą, na co dzień jest między nami dużo miłości, bliskości i wzajemnego wsparcia. Problem pojawia się, gdy jedziemy do jej domu rodzinnego. Obowiązuje tam zasada, że bez ślubu nie możemy spać razem. Zgodziłem się na to raz, jasno zaznaczając, że więcej nie chcę się na to godzić, bo czuję się w tej sytuacji umniejszany i traktowany jak nastolatek, a nie dorosły mężczyzna. To narusza moją integralność i poczucie bycia fair wobec samego siebie. Zaproponowałem więc, że jeśli nie możemy spać razem w domu, możemy nocować w hotelu. Ona uznała to za egoizm, tłumacząc, że u nich „wszyscy tak mieli”, a jej byli partnerzy też się na to godzili (ciekawe gdzie oni teraz są). Dodała, że zawsze mogę się z nią ożenić i problem zniknie, co odebrałem jako formę nacisku, a nie wolny wybór. Nie chodzi mi o seks czy samo spanie, osobno przez kilka dni w roku, tylko o granice i spójność związku. Postawiłem więc jasną zasadę: jeśli nie możemy spać razem, nocuję poza domem rodzinnym — z nią lub sam. Zastanawiam się, czy moja reakcja nie jest zbyt dziecinna. Co o tym sądzicie?
Mój partner cierpi na depresję
Witam Mój partner cierpi na depresję, jest to związane m.in. z tym że od kilku lat jest alkoholikiem, niedawno rzucił picie, ok. 2 miesiące temu, ale jego stan psychiczny jest w opłakanym stanie. Ma leki, w nocy nie może spać, do tego nie może znaleźć pracy, choć kiedyś wiodło mu się bardzo dobrze. Teraz nie może dostać żadnej pracy związanej z jego branżą, dostaje odmowy na rekrutacjach. Do tego spodziewamy się dziecka, to jeszcze dodatkowo napędza strach, że sobie nie poradzimy. Co jako partnerka mogę zrobić, jak mu pomóc? Nie ukrywam, że jego stan też źle na mnie wpływa, cały czas siedzimy w domu, ja wychodzę tylko do pracy, a on zostaje sam z myślami.
Dzień dobry. Zauważyłam, że mam tendencję do odczuwania głębokiego bólu, gdy ktoś mnie skrzywdzi
Dzień dobry. Zauważyłam, że mam tendencję do odczuwania głębokiego bólu, gdy ktoś mnie skrzywdzi i gdy postanowię, że nie muszę odczuwać bólu i odetnę w takim razie tę osobę lub oddalę się od niej i chcę po prostu odpuścić te negatywne emocje, wtedy wybaczam "za bardzo" chodzi o to, że zapominam o tym, co się stało, a jak sobie przypomnę, to mnie to nie boli. I tu jest problem. Bo jak mnie nie boli, to wtedy znowu ufam i znowu ta osoba zawodzi, jestem taka naiwna wtedy. A gdy "pielęgnuję" albo po prostu pamiętam o tym, co ta osoba zrobiła to ciąży mi to i pogarsza mój nastrój i funkcjonowanie, czuję się zatruta. O co chodzi? Na przykład jesienią poznałam nowego mężczyznę - był moim wykładowcą, teraz już nie mamy z nim zajęć. Okazywał mocno, że mu się spodobałam - patrzył na mnie intensywnie, nawet nie odwracał wzroku i się uśmiechał. Chociaż raz zrobił coś bardzo dziwnego, bo gdy do niego podeszłam na koniec zajęć - musiałam dać mu kartkę obecności - wyrwał mi ją. Nie wiem, czy się zestresował, czy o co chodzi. Na początku nie spodobał mi się i nie był w moim typie, z czasem zadziałała jakaś siła sugestii i chciałam zapomnieć o poprzednim, a więc uznałam, że może to znak i tak ma być i spróbuję mu zaufać. Gdy mieliśmy 2tyg. przerwę od tych zajęć, po tej przerwie on już miał zupełnie inne oczy i widać było, że coś przemyślał i jednak się wycofał - widać jednak bo nim było jakiś lekki stres, gdy na mnie patrzył. Jako że mi się spodobał, to dałam mu trochę do zrozumienia, że mi się spodobał, i raz popatrzyłam na niego dłużej i się uśmiechnęłam, gdy przechodził na korytarzu, a on zmarszczył wtedy brwi. Innym razem podeszłam do niego zapytać o jedną kwestię, to on był strasznie zirytowany. Widzę po nim, że jest emocjonalną osobą i trochę nie wiadomo czego się po nim spodziewać. Na koniec jednak zachował się bardzo nie w porządku, bo podczas testu na zaliczenie, gdy jedna koleżanka oddawała test, on zaszedł jej drogę i patrzył się na nią intensywnie, a gdy inna koleżanka podeszła, to mocno się do niej uśmiechał. Typ ma bardzo flirtujące podejście, być może chce tym sobie napełnić braki wewnętrzne. Jednak gdy mi okazywał zainteresowanie, nie zachowywał się tak w stosunku do innych dziewczyn, przynajmniej nie przy mnie, kto wie w sumie.. Oczywiście wiedziałam wtedy, że jest to bardzo nie w porządku, sam fakt, że na początku patrzył na mnie obsesyjnie, a przecież jest moim wykładowcą i taka nadmierna pewność siebie (chociaż w środku na pewno jest bardzo niepewny siebie) to czerwony sygnał. Zapomniałam o nim na jakiś czas, jednak z powodu pewnego problemu, który mi mocno ciążył, znowu sobie o nim przypomniałam, na pewno po to, żeby odwrócić uwagę od tego problemu. Ostatnio, gdy mieliśmy pewne wydarzenie dla chętnych na uczelni, on również przyszedł i podszedł do mnie, ja już siedziałam, i powiedział, że usiądzie tutaj. I usiadł blisko mnie. W trakcie tego wykładu patrzył na mnie bardzo intensywnie. Ja z kolei czułam wtedy jakąś mocno negatywną energię od niego. Taką samą energię czułam kiedyś, gdy poznałam faceta, który był bardzo toksyczny. Nie wiem, o co mu chodzi kompletnie? Po co do mnie przylazł wtedy na tym wydarzeniu? Zachowuje się jak jakiś creep. Męczą już mnie takie potyczki i to, że mnie to spotkało.
Partnerka często się obraża, nie zamienia ze mną słowa, kiedy ja się staram. Co się dzieje?
Mam 52 lata, jestem rok z moją partnerką. Wspaniała kobieta. Jednak (nie lubię tego słowa) jak mamy gdzieś wyjechać na weekend lub jak jest jakaś uroczystość domowa lub jak zaplanujemy sobie jakiś wyjazd lub jak jest np. sylwester lub Nowy Rok to za każdym takim razem ona znajdzie jakiś powód, żeby się obrazić, coś "wyciągnąć", żeby pojawiły się ciche dni, cokolwiek - nie zmyję talerza, wypiję jedno piwo za dużo. Już sam nie wiem, chciałem zabrać ją do Buska Zdroju na długi weekend czerwcowy, chciałem, żebyśmy pojechali do Wiednia i Budapesztu, teraz Sylwester i Nowy Rok..... W Sylwestra przesiedziała 8 godzin i zamieniliśmy dwa (dosłownie dwa zdania) zdania. Cały Nowy Rok przespała w łóżku. Dzisiaj znowu foch, już trzeci dzień. Ja już powiedziałem sobie, że nie będę reagował na takie zachowanie, tym bardziej, że moja partnerka jest w moim wieku. Co to jest ? I tak zawsze jak gdzieś mamy wyjechać. Chodzi, chodzi, aż coś wychodzi. Jak myślę sobie, że mamy za kilka dni na przykład moje imieniny lub jej urodziny to wiem, że zaraz coś wymyśli, żeby chodzić z fochem. Albo jak mieliśmy w poprzednim roku wyjechać na kilka dni na urlop to okazało się, że ona sobie sama pojedzie i nie obraź się Grzegorz. Ja nie wiem jaka to gra.Może ktoś z Was mi podpowie?Tydzień temu jak siedzieliśmy i rozmawialiśmy w fotelach to ustalaliśmy termin naszego ślubu, Grzegorz kocham Cię wiesz ? I nikomu Ciebie nie oddam...... Wiesz ? A od Sylwestra nos na kwintę i tak ta "muszelka" się pozamykała, że nic z tym nie da się zrobić.
Witam. Nie do końca wiem, jak zadać pytanie, bo to, co zaraz napiszę, na pewno niektórych wprawi w zabawny nastrój...
Witam. Nie do końca wiem, jak zadać pytanie, bo to, co zaraz napiszę, na pewno niektórych wprawi w zabawny nastrój... Jednak dla mnie to ważny temat i nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Z moim partnerem mieszkamy od dłuższego czasu. Od bardzo dawna nie układa nam się i pragnę odejść, ale zawsze coś mnie przy nim trzyma. To trwa kilka lat. Wcześniej to była praca i obawa przed tym, że sobie beze mnie nie poradzi pieniężnie, a wcześniej zrezygnował dla mnie z pracy za granicą. Potem dwa koty. Które potrzebowały opiekuna a których nie mogłam zabrać ze sobą do wynajętego mieszkania, bo nikt w okolicy nie chciał zwierząt. Przez lata psuły nam się różne rzeczy w mieszkaniu. Częściej przeze mnie, ponieważ ja głównie coś robiłam w tym mieszkaniu. I to ja jestem niezdarna jako osoba lub może trochę głupia (?). Nie myjąc nigdy wcześniej toalety, ponieważ podchodziłam z domu w dużo gorszych warunkach, zalałam wodą uszczelki toalety o był na nich kamień z czasem zaczęło rdzewieć. Były dwa koty w nerwach podrapała kanapę i ścianę, która nie jest jeszcze naprawiona... Kiedyś brałam kąpiel, po wszystkim poszłam się ubrać i wtedy spadła świeczka, która zostawiła żółtą smugę i nierówność w wannie... Bardzo boli mnie myśl, że mogłabym zostawić te mieszkanie w taki sposób. Dlatego to jeden z głównych powodów, dla którego dalej z nim mieszkam. Boję się, że jak zostawię wszystkie te rzeczy nienaprawione, jego znajomi będą mijać mnie wzrokiem (przyjechałaś do niego, wszystko popsułaś i go zostawiłaś). Nie tylko mierzyć mogą też tak powiedzieć, bo są do tego zdolni... I będą mieli rację. Jeżeli nie dopisuje tego, aby to naprawić, to tak wszystko zostanie, ponieważ jego cały czas trzeba popychać do jakiegokolwiek działania. W mojej głowie... w marzeniach... widzę to tak, że wyciągam pieniądze z kąta, zamawiam majstra i naprawia wszystko, a ja z czystym sumieniem odchodzę i jestem wolna... w rzeczywistości jest tak, że tych pieniędzy mam zawsze na styk i nie jestem w stanie jednego miesiąca odłożyć tyle, żeby to ponaprawiać na już. Pytanie chyba brzmi: Czy nie wariuję, dlatego, że jestem z kimś tylko dlatego, żeby ponaprawiać mu to, co zepsułam w jego mieszkaniu - żeby nikt nie zarzucił mi, że zrujnowałam mu mieszkania, potem bezczelnie porzucam? Bo wiedząc, do jakich słów są zdolni jego znajomi nie omieszkają mi tego dosadnie wytłumaczyć.
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.