Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
70 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,6
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak pogodzić się z nieoczekiwanym rozpadem długoletniego związku?

Witam. 6 tygodni temu moja była partnerka podjęła decyzję o zakończeniu naszego niespełna 7-letniego związku. Dosłownie na chwilę przed przeprowadzką do naszego nowego mieszkania. Decyzja zapadła w nieoczekiwanym momencie, bez kłótni. Powodem jaki podała było poczucie nieszczęścia od dłuższego czasu, moje ciągłe napady złości, oczekiwania, brak miłości i inna wizja przyszłości. Oczywiście jej zachowanie przez poprzednie miesiące na nic takiego nie wskazywało, nadal było mnóstwo czułości, wspólnych wyjść i zdjęć. Wiele razy z jej ust padły słowa "kocham". Gdy próbowałem przekonać ją do walki, otrzymałem informację, że od miesiąca utrzymuje bliższy kontakt z kolegą z pracy, zarówno w pracy, jak i przez komunikator poza nią. Relacja bez otwartego zaangażowania, normalne koleżeńskie rozmowy, tyle że o b. dużej częstotliwości. W jej głowie pojawiła się myśl, że chciałaby spróbować czegoś więcej z nim. Po kilku dniach "negocjacji" i moich prób ratowania związku, ona stała się nad wyraz zimna i wyrachowana. Tak jakby wszystkie uczucia uleciały, a ja w jej głowie jestem tylko intruzem i niechcianą przeszkodą. Kilka niezałatwionych spraw przez długi czas nie pozwalało na ograniczenie kontaktu, a jej podejście było coraz gorsze. W międzyczasie zamknęła ostatecznie jakiekolwiek szanse na powrót. Po tych kilku tygodniach nie mamy kontaktu, jej nowa relacja jeszcze nie przeszła w związek, ale mają coraz lepszy kontakt. Straciłem nie tylko partnerkę, ale również najlepsza przyjaciółkę, wsparcie, plany na przyszłość. Kocham ją szczerze, rozumiałem to od wielu lat, nie zmieniło się wraz z porzuceniem. Mimo upływu czasu czuje się coraz gorzej, nie jestem w stanie funkcjonować normalnie, śpię po 2-3h. Chciałbym ją odzyskać, żadne racjonalne tłumaczenia nie zdają egzaminu, bo chociaż wiem, że powinienem odpuścić, to każda próba kończy się rozbiciem na kawałki. Jak się z tym pogodzić?

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Adamie, to bardzo przykre, co opisujesz i naprawdę bardzo Ci współczuję. To zupełnie zrozumiałe, że możesz mieć wrażenie "rozbijania się na kawałki", bo nie tak łatwo pogodzić się ze stratą najbliższej osoby, wieloletniej partnerki i jednocześnie przyjaciółki. Pozwól sobie na przeżycie pewnego rodzaju żałoby po tej stracie. Nie staraj się na siłę "wziąć w garść", bo masz prawo czuć smutek, żal czy złość. Spróbuj teraz skupić się na swoim samopoczuciu, zdrowiu, być może warto też porozmawiać z kimś zaufanym lub psychologiem. Czasem tym pierwszym krokiem do pogodzenia się z odejściem osoby jest uznanie swojego bólu i wyrażenie wszystkich emocji z tym związanych. Trzymaj się ciepło,

 

Justyna Bejmert

Psycholog

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

opisuje Pan bardzo trudne doświadczenie – nagłe rozstanie po wielu latach wspólnego życia to emocjonalny wstrząs, który może wywoływać objawy przypominające żałobę: bezsenność, utratę apetytu, natrętne myśli, poczucie pustki. To naturalna reakcja na stratę kogoś ważnego.

 

W tej sytuacji warto:

-Dać sobie prawo do żałoby i emocji. Nie ma sposobu, by „szybko” się z tym pogodzić – potrzebny jest czas i przestrzeń na przeżycie złości, żalu i tęsknoty.

-Zadbać o rytm dnia: regularny sen, posiłki, ruch (spacery, sport), ograniczenie alkoholu i mediów społecznościowych.

-Skorzystać z pomocy specjalisty – psychoterapia indywidualna pomoże przepracować stratę, odbudować poczucie własnej wartości i zrozumieć, co się wydarzyło.

-Jeśli objawy się nasilą (bezsenność, brak energii, myśli rezygnacyjne) – proszę skontaktować się z psychiatrą lub infolinią wsparcia:

*Centrum Wsparcia – 800 70 2222 (24h),

*Telefon Zaufania dla Dorosłych – 116 123.

To, że dziś trudno Panu funkcjonować, nie oznacza, że tak będzie zawsze. Proces gojenia emocjonalnego jest stopniowy – z pomocą psychoterapeuty, psychologa, psychiatry można odzyskać równowagę oraz wsparcie dla siebie. Życzę wszystkiego dobrego. 

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria 

Psycholog, Doradca Kariery

Krzysztof Zięba

Krzysztof Zięba

Sytuacja, którą przeżywasz, z pewnością jest bardzo trudna. Z Twojego opisu wynika, że decyzja Twojej byłej partnerki o rozstaniu była nagła i zupełnie niespodziewana z Twojej strony. Musi być to dla Ciebie szokujące i przede wszystkim bardzo ciężkie emocjonalnie i życiowo doświadczenie. Rozstanie z  długoletnią partnerką to strata, która w psychice człowieka wyzwala proces żałoby. Etapy żałoby to 1) Zaprzeczenie 2) Gniew 3) Targowanie się 4) Depresja 5) Akceptacja. W przejściu tego procesu pomaga uświadomienie sobie tego na jakim etapie żałoby aktualnie jesteśmy. Ułatwia to zaakceptowanie swoich emocji i dobranie odpowiednich na konkretny etap strategii radzenia sobie ze stratą.  Bardzo ważne w trakcie przeżywania takiej straty jest zaakceptowanie emocji związanych ze stratą (czyli np. czuję gniew i mam do tego prawo ponieważ ktoś wydarł mi część mojego życia i to naturalna reakcja mojej psychiki) i zapewnienie sobie wsparcia (przyjaciele, rodzina lub psycholog). Zadanie tutaj pytania to bardzo ważny krok w celu zapewnienia sobie wsparcia i jeśli czujesz, że samemu będzie ciężko przejść przez tą stratę warto iść za tym dalej i zapisać się na konsultację z psychologiem. Pozwoli to na lepsze zrozumienie swoich emocji, jak i poznanie strategii radzenia sobie z procesem żałoby.


Pozdrawiam,
Krzysztof Zięba
Psycholog.

Małgorzata Plata

Małgorzata Plata

Szanowny Panie Adamie,

 

W momencie, gdy kończy się wieloletni związek, odchodzi osoba, którą nadal Pan kocha, poczucie straty jest naturalną emocją. Nie jest łatwo godzić się z utratą miłości, lecz jest to możliwe, zwłaszcza gdy minie ten pierwszy szok. Często psycholodzy określają koniec związku (jeśli nie następuje za obopólną zgodą)  jako sytuację, w której przeżywa się żałobę. A żałoba to pewien proces, z którego stopniowo się wychodzi na prostą. Zatem istotną rolę gra poniekąd czas. Z innej strony, tym, co może pomóc, jest uświadomienie sobie, że mamy wpływ na to, co czujemy. Jednakże nie jesteśmy w stanie mieć bezpośredni wpływ, na to, co do nas czuje druga osoba. Zatem nie mamy takiej mocy zatrzymania przy sobie kogoś, kto przestał nas kochać tak mocno jak wcześniej.  Pisze Pan o tym, że partnerka odeszła nagle, jednak zaznacza Pan, że wyjaśniła Panu swoje powody. Nie wiadomo, dlaczego nie mówiła o tym wcześniej, nie sygnalizowała Panu swoich obaw, przynajmniej tak można domniemać na podstawie Pana informacji.  Rozumiem, że fakt, iż decyzja o odejściu została podjęta nagle, stało się to dla Pana trudniejsze. Życzę Panu, aby udało się Panu odpuścić, dla siebie, dla własnego dobra.   Natomiast jeżeli byłoby Panu trudno poradzić sobie z emocjami, pogodzić się ze stanem faktycznym, można rozważyć wsparcie ze strony psychologa. Powodzenia.

 

Małgorzata Plata

Psycholog

Karolina Kuźmienko

Karolina Kuźmienko

Dzień dobry Panie Adamie, 

Rozumiem, że może być Panu ciężko, utrata najbliższej osoby jest dla nas dewastująca. Nie ma prostej odpowiedzi na pytanie jak się z tym pogodzić, rozstanie i przejście przez fazy rozstania to proces, jak w żałobie. (proszę sobie zobaczyć poniżej).

 Ból przy rozstaniu jest absolutnie normalny  i tak samo normalne jest to, że w kółko myślimy, ruminujemy na temat tego wszystkiego, co się w związku wydarzyło, co się już nigdy nie wydarzy i co mogłyśmy zrobić oraz czemu winna jest druga osoba. Na zmianę rozmyślamy o wszystkim co złę i o tym, co było najlepsze i jest na zawsze utracone.

Mówi się o żałobie po rozstaniu i to nie jest pojęcie przesadzone. Tak jak w żałobie ważne jest, aby i przy tej utracie pozwolić sobie przeżywać wszystkie emocje. 

Początkowy etap żałoby to wyparcie. Zaprzeczamy temu, że to się wydarzyło, możemy nie mówić o rozstaniu innym osobom, nie przyznawać się, że już nie jesteśmy razem. Dla tego etapu ważne jest obserwowanie i przeżywanie emocji. I co ważne nie musimy przechodzić tego same. Korzystajmy z sieci wsparcia, niezależnie, czy będą to znajomi, rodzina czy terapeuta.

Kolejnym etapem jest gniew. Kiedy już godzimy się z nową rzeczywistością zaczynamy złościć się na siebie i na byłego partnera. Szukamy odpowiedzialności w tym, co się wydarzyło, zastanawiamy się poszło nie tak, gdzie on/ona zawalił/a? Złościmy się na siebie i drugą osobę, że nie próbowała bardziej, nie starała się wystarczająco. 

Następnym etapem są negocjacje. Próbujemy odwrócić bieg wydarzeń, możemy szukać sposobu, by wrócić do osoby, z którą byłyśmy. Robimy to, by uciec od bólu, który zaczynamy coraz bardziej odczuwać. To bardzo ważne, żeby na tym etapie tym bardziej unikać kontaktu z ex.

Kiedy zaczynamy się mierzyć z doświadczeniem bólu nadchodzi etap depresji. Nie chodzi tu o kliniczną depresję, ale o to, że doświadczamy bezsilności, bezradności, uświadamiamy sobie, że nie można już zmienić przeszłości. Może się wtedy pojawić poczucie, że już nic nas nie cieszy, nie mamy ochoty robić rzeczy, które kiedyś sprawiały nam przyjemność. Na tym etapie ważne jest, by oprzeć się na wartościach. 

Ostatnim etapem jest akceptacja.

Jednak na samym początku proponowałabym zaopiekowanie się organicznych zaburzeń jak zaburzenia snu, gorsze samopoczucie oraz powrotem do normalnego funkcjonowania.

W tym celu proszę rozważyć kontakt ze specjalistą.

Serdecznie pozdrawiam.

 

Gizela Maria Rutkowska

Gizela Maria Rutkowska

Witam, panie Adamie,

Z uwagą przeczytałam Pana relację. Najważniejsze treści są chyba na jej początku, bo reszta opisu, to próba znalezienia odpowiedzi na pytanie: walczyć czy odpuścić? Z założeniem, że owe "odpuszczenie" doprowadzi do rozsądnych decyzji Pana partnerkę, czyli do powrotu do Pana.

Ale, sytuacja wcale nie wydaje się zero jedynkowa. Proszę głośno przeczytać początek swojego postu, od słów " Powodem, jaki podała było...".

Proszę usiąść wygodnie z kartką papieru i długopisem i zastanowić się nad tym:

- które, w Pana opinii, oczekiwania partnerki były rozbieżne z Pana oczekiwaniami,

- jaka jest Pana , a jak była i jest może , Jej wizja przyszłości,

- kiedy, w jakich sytuacjach, pojawiały się napady złości u Pani,

- jak okazywała, że jest nieszczęśliwa??? i nie o słowa tu chodzi, typu "kocham" po 7-latach, tylko o zdarzenia,

- czy rzeczywiście był Pan wsparciem, jakim jest przyjaciel? Kim jest przyjaciel?

 

 

Pozdrawiam, życząc obiektywnej analizy.

Dr Gizela Rutkowska

Psycholog

Terapeuta

Sylwia Harbacz-Mbengue

Sylwia Harbacz-Mbengue

Witaj Adam,

to, co przeżywasz to naturalna i uzasadniona reakcja na stratę kogoś bardzo bliskiego.

Myślę, że podstawą do poradzenia sobie jest przyjęcie faktu rozstania, bez próby zrozumienia i tłumaczenia. Kolejnym, lecz niełatwym krokiem jest całkowity brak kontaktu. Każdy kontakt podsyca u Ciebie nadxieję na reanimację związku.

Spróbuj skoncentrować się na sobie, na tym co pomaga chociaż troszeczkę radzić sobie lepiej.

Jeśli potrzebujesz kontaktu z innymi ludźmi, otaczaj się takimi, którzy są dla Ciebie wsparciem

Jeśli Twoje samopoczucie z upływem czasu nie poprawi się, skontaktuj się ze specjalistą np. psychologiem.

 

Pozdrawiam serdecznie

Sylwia Harbacz- Mbengue

Psycholog

Iza Bonarowska

Iza Bonarowska

To bardzo bolesne, co przeżywasz... nagła utrata bliskiej osoby po tylu latach potrafi zachwiać całym światem. To naturalne, że teraz czujesz rozpacz, bezsenność i pustkę. Nie musisz od razu „pogodzić się” z tym, co się stało. 

Szukaj chwil ulgi: rozmowy z kimś życzliwym, spaceru, muzyki, czegokolwiek, co daje choć odrobinę oddechu. 

Z czasem ból złagodnieje, choć dziś to może wydawać się niemożliwe. Warto też porozmawiać z terapeutą - nie po to, by zapomnieć, ale by znów poczuć siłę w sobie. Trzymaj się, pamiętaj, że nie musisz przechodzić przez to sama.

Elza Grabińska

Elza Grabińska

Szanowny Panie,

słyszę, że przeżywa Pan ogromny ból po stracie relacji, która była dla Pana bardzo ważna i w której widział Pan wspólną przyszłość. To, co Pan teraz czuje, nie jest dowodem słabości, tylko reakcją na stratę kogoś, z kim związał Pan siedem lat życia. Te emocje nie znikną z dnia na dzień, potrzebują czasu i przestrzeni.

W takiej sytuacji kluczowe jest zatrzymanie kontaktu i skupienie się na sobie, co nie oznacza rezygnacji z miłości, ale odzyskiwanie równowagi. Warto potraktować ten moment jako etap żałoby, w którym przychodzi smutek, złość, żal, bezradność. I to wszystko jest normalne. Czasem pomocne bywa wsparcie psychologa, który pomoże przejść przez ten proces, bo samemu bywa trudno to unieść.

Proszę spróbować nie skupiać się nadmiernie na szukaniu odpowiedzi, dlaczego tak się stało. Nie możemy kontrolować drugiego człowieka i jego wyborów. Teraz warto zadbać o siebie: o sen, jedzenie, rutynę, ruch i kontakt z ludźmi, którzy są po Pana stronie. Z czasem przyjdzie moment, gdy zacznie Pan widzieć, że życie wciąż ma przestrzeń na coś nowego, nawet jeśli dziś wydaje się to niemożliwe.

 

Wszystkiego dobrego, Elza Grabińska, psycholog.

Agnieszka Wróblewska

Agnieszka Wróblewska

Panie Adamie,

mierzy się Pan ze stratą i żałobą po związku. Jest to proces, który ma kilka etapów, każdy z nich jest ważny, ponieważ przybliża do celu, którym jest poradzenie sobie ze stratą. Warto rozważyć skorzystanie z pomocy psychologicznej, która pomoże przebrnąć przez ten trudny czas i poukładać życie na nowo. 

 

Pozdrawiam

Agnieszka Wróblewska

Iga Borkowska

Iga Borkowska

Opisuje Pan własne doświadczenie ogromnej straty, tym trudniejsze, że niczego się Pan nie spodziewał. Zaakceptowanie tego, pogodzenie się z tym to "zadania" na wiele miesięcy pracy. Żałobę po utraconej relacji przyrównuje się czasem do żałoby po śmierci bliskiej osoby - trzeba wiele czasu i cierpliwości, żeby przejść przez jej etapy. Pomocna w tym procesie może być psychoterapia - może pomóc wyregulować emocje i spojrzeć na doświadczenie z różnych perspektyw.
Niepokojąca jest mała ilość snu u Pana, jeśli pojawia się sporadycznie, to normalny objaw, ale jeśli utrzymuje się kilka dni, albo tygodni, to niezbędna jest konsultacja z psychoterapeutą lub psychiatrą, może bowiem wskazywać na rozpoczynający się epizod depresyjny.


Pozdrawiam serdecznie, 

Iga Borkowska

Maria Sobol

Maria Sobol

Panie Adamie,

to naprawdę trudne — po tylu wspólnych latach stracić kogoś, kto był codziennością, oparciem i planem na przyszłość. Nic dziwnego, że boli i że trudno znaleźć spokój. Proszę dać sobie prawo do tego bólu, nie próbować go na siłę uciszać. On z czasem złagodnieje, choć teraz może się wydawać, że nie ma końca.

Warto teraz zadbać o siebie — spać tyle, ile Pan potrzebuje  wychodzić z domu, spotykać ludzi, nawet jeśli nie ma się na to siły. Tak wygląda powolne dochodzenie do siebie. Jeśli poczuje Pan, że emocje są zbyt ciężkie, proszę pomyśleć o rozmowie z terapeutą lub psychiatrą — to nie oznaka słabości, tylko troski o siebie.

 

Z wyrazami szacunku,

psychoterapeutka integracyjna

Maria Sobol

Elżbieta Byzdra-Rafa

Elżbieta Byzdra-Rafa

Dzień dobry 🙂 

Aby związek trwał, potrzeba dwa razy "tak". Aby przestał trwać, wystarczy jedno "nie".  I takie "nie" powiedziała Pana partnerka. Pan czuł się dobrze w Waszej relacji. Partnerka, jako powód rozstania podała brak miłości z Pańskiej strony, inne oczekiwania, inna wizja przyszłości i ciągle napady złości. 

Zaintrygowały mnie te słowa o złości. Jak się żyje, gdy partner/ partnerką nieustannie wpada w złość? Co może czuć osoba będąca świadkiem lub odbiorcą takich wybuchów? Może wtedy nie odbierać wyrazów miłości i czułości, jakie do nie płyną od drugiej osoby? 

W każdym razie partnerka nie wyraziła chęci powrotu i pozostaje to tylko uszanować. I rozumiem żal i ból, jaki Pan czuje.

Proponuję, aby rozpoczął Pan terapię. Aby pomóc sobie w przeżywaniu bólu, smutku... I też, aby nauczyć się regulować własną złość, aby w przyszłości nie rozsadziła relacji...

 

Pozdrawiam 

Elżbieta Byzdra -Rafa 

terapeutka Gestalt 

 

Monika Figat

Monika Figat

W nurcie Terapii Akceptacji i Zaangażowania (ACT) zachęcamy, by nie walczyć z tymi uczuciami, ale pozwolić sobie je przeżyć i zaakceptować ich obecność. To nie oznacza zgody na cierpienie, ale przyjęcie, że emocje są naturalną reakcją na stratę i świadczą o tym, jak ważna była dla Pana ta relacja. Próby tłumienia uczuć lub racjonalizowania sytuacji często prowadzą do jeszcze większego napięcia i cierpienia.

 

Ważnym krokiem jest skierowanie uwagi na własne potrzeby i wartości – na to, co jest dla Pana ważne niezależnie od tej relacji. W ACT pracujemy nad tym, by mimo bólu podejmować działania zgodne z własnymi wartościami, nawet jeśli towarzyszy temu cierpienie. To może być bardzo trudne na początku, ale z czasem pozwala odzyskiwać poczucie wpływu na swoje życie.

 

Proszę pamiętać, że proces żałoby po rozstaniu wymaga czasu i łagodności wobec siebie. Jeśli zauważa Pan, że trudności w codziennym funkcjonowaniu się nasilają (problemy ze snem, brak energii, myśli rezygnacyjne), warto rozważyć rozmowę z psychologiem – to może być ważne wsparcie w tym trudnym okresie.

 

Choć teraz wydaje się, że nie ma wyjścia, zapewniam, że można tę sytuację przepracować i odnaleźć nowe poczucie sensu. Czas w tym przypadku leczy rany.

 

Serdeczności i powodzenia

Monika Figat, Psycholog [Warszawa i on-line] | monikafigat.pl

Katarzyna Organ

Katarzyna Organ

Panie Adamie

 

To, o czym Pan pisze, to proces żałoby po rozstaniu. To bardzo trudne doświadczenie, często pełne smutku, żalu, a czasem także złości. Warto w tym czasie szczególnie zatroszczyć się o siebie. Jeśli emocje, z którymi się Pan mierzy, staną się zbyt przytłaczające, zachęcam do poszukania wsparcia - na początek wśród bliskich, rodziny czy przyjaciół.

Emocje mają to do siebie, że z czasem słabną, choć niekiedy potrzebujemy więcej czasu, zwłaszcza gdy tracimy osobę, która była dla nas bardzo ważna. Ta reakcja, choć bolesna, jest całkowicie naturalna i zrozumiała.

Jeśli jednak od prawie dwóch miesięcy trudno Panu normalnie funkcjonować, warto rozważyć skorzystanie z profesjonalnej pomocy. Spotkanie z terapeutą może pomóc lepiej zrozumieć źródła tych trudnych uczuć, uporządkować je i stopniowo poczuć ulgę.

 

Trzymam kciuki i pozdrawiam

Katarzyna Organ

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Brak szacunku od partnera, wbijanie mi szpileczek, zdrada. Ja w tym wszystkim czuję się beznadziejna, niewartościowa.
Jestem beznadziejna. Moją wartość definiuje mój partner. Nie jestem dla niego dość dobra, pomimo że się staram. Jak go poznałam, byłam atrakcyjną i pewną siebie kobietą. Teraz mam juz 47 lat, moja uroda minęła. Nie mam fajnego hobby, nie chodzę na siłownie, nie uprawiam sportu, jestem zwyczajna, bo lubię czytać książki i tańczyć. Pracuje na pełen etat, w domu mam normalnie czysto, proste obiady gotuję na zmiane z moją mamą, która z nami mieszka. Jestem przeciętnie bogata i przeciętnie mądra. Moj partner nie pije, czasem dołoży się do wydatków związanych z domem, zwali węgiel, narąbie drzewa, skosi trawnik. Jak sie pokłócimy to on pierwszy przeprasza, bo kocha mnie. Niby fajnie, ale on lubi wbijać mi szpileczki. Nie mówi wprost tylko takie niby żarciki. Zawsze znajdzie coś czego nie zrobiłam, albo mogłam zrobić lepiej. Kiedyś miałam siły mu odpyskować, dziś mnie to zwyczajnie boli. Ostatnio, choć go nikt nie pytał, poinformował grono naszych znajomych, że mam bobra między nogami. A kiedy posprzątałam cały dom, ale nie zdążyłam wyrzucić śmieci, to on wszedł i skomentował tylko "piękny ten kosz". To są takie nic nie znaczące uwagi. W gronie znajomych jak mi ktoś zada pytania to on sam odpowiada nie dopuszczając mnie do głosu. Ostatnio zauważyłam, że sie zrobiłam jakaś inna. Nie mam siły ciągle wyznaczać granic, nie mam siły walczyć o jego szacunek i zwracać mu uwagę, że tak się nie mówi, nie robi. Nie mam siły też w relacjach z innymi ludźmi. W pracy czuję się gorsza, wstydzę się siebie, nie lubię się już odzywać. Jestem kierownikiem, a zaczynam się zachowywać jak stażysta. Jestem taka beznadziejna. Nie ufam nikomu. Jak ktoś jest dla mnie miły, to sie czuje niezręcznie. Nie wiem jak odzyskać dawną siebie. Co zrobić, żeby niewinne uwagi partnera nie bolały mnie. Żebym je szybko zapomniała. Dodam jeszcze, że mój partner lubi mieć kogoś na boku. Zdradzał mnie wielokrotnie. Kiedy sie o tym dowiedziałam wyrzuciłam go z domu, ale przez 30 dni wysyłał mi bukiety i przepraszał, więc dałam mu szansę. Obecnie nie wiem czy kogoś ma. Możliwe, ponieważ znowu nie sypia ze mną od wielu tygodni. Ale nawet jakby miał to i tak bym mu przebaczyła, bo teraz zdecydowanie nie chcę być sama, a on nie jest taki zły. Może to nie partnera wina? Nie wiem dlaczego czuję się taka beznadziejna. Proszę o jakieś rady. Pozytywne afirmacje nie pomagają. Ja w środku cała się trzęsę. Nie wiem jak mam odzyskać siły, Może powinnam brać jakieś leki na uspokojenie?
Czy normalne jest niechęć do mieszkania i utrzymywania młodszej siostry przez rodziców?
Czy to normalne że rodzina obraziła się że nie chce mieszkać z młodszą siostrą i jej utrzymywać, pomimo tego że rodziców stać na płacenie na jej utrzymanie? Ojciec zarzucił mi że powinnam oddać mu pieniądze za swoje studia i dopiero wtedy on zastanowi się nad płaceniem za moją najmłodszą siostrę.
Jak poradzić sobie z odkryciem zdrady męża i brakiem możliwości rozmowy?
Od bardzo dłuższego czasu odkryłam że mąż wyszukuje ogłoszenia typu pani szuka pana albo dyskretne spotkania na cały tydzień wyjechał do pracy ale przed wyjazdem w historii odkryłam seks w aucie bez zobowiązań w danej miejscowości co będzie nie mam pojęcia czy doszło do jakiego kolwiek spotkania czy sexu. On o tym nie wie że dowiedziałam się o jego zainteresowaniach dobrego dochodzą konta na różnych portalach randkowych i wypisywanie do kobiet sprośnych wiadomości a nawet było wysłane jego nagie zdjęcie. Nie potrafię sobie z tym poradzić nie potrafię z nim o tym porozmawiać i zapytać po co to robi i dlaczego. Boli mnie to strasznie w środku mam strasznie pustkę i rozpadlam się na miliony kawałków ale na codzien jest jak by nic się nie stało nie pokazałam nic podobnie poznać że coś wiem jest mi ogromnie ciężko nie razem sobie z tym. Nie potrafię się przed nim otworzyć i powiedzie że wiem o wszystkim mimo że to potwornie boli. Co radzicie jak się za to zabrać
Mam już skończone 24 lata, a tak naprawdę nie byłam nigdy w związku
Od dłuższego czasu zmagam się z problemem dotyczącym mojej przyszłości. Mam już skończone 24 lata a tak naprawdę nie byłam nigdy w związku (był jeden krótki zakończyłam go nie pasowaliśmy do siebie.) Od tego czasu minęło 5 lat, nie mogę znaleźć nikogo normalnego, tracę tylko czas. Trafiam na facetów, którzy są narcyzami, typy mamisynków lub pragną tylko seksu i nic poza tym. Próbowałam odnawiać znajomości ze szkoły, na portalach randkowych jednak mam wrażenie, że jest coraz gorzej. Nie udaje się najczęściej umawiają się na spotkania-nie przychodzą albo po miesiącu zakończą znajomość. I tak tracę czas. Zaznaczę, że w realu ciężko poznać mi faceta, niestety nie mam gdzie wyjść, bo nie mam z kim. Nie mam znajomych, przyjaciół, by wyjść razem, chociażby na jakiś festyn rodzinny czy jakaś wieczorową zabawę. Jako jedyna z rodziny zostałam obecnie singielka i zaczęli mi dogryzać z tego powodu, stało się to przytłaczające. Każdego razu, gdy się widzimy, padają teksty "kiedy masz ślub" " gdzie zgubiłaś tego twojego" " idź zobacz stoi pod drzwiami" " widzieliśmy go, ale brzydki"- teksty odnoszą się do faceta, z którym mi nie wyszło okazał się mamisynkiem a oni nie dadzą spokoju, tylko coraz bardziej śmieją się ze mnie. Boje się, że nigdy nie ułożę sobie życia jak każdy z członków rodziny na zawsze zostanę sama. Siostra kuzynostwo mają już kolejne dzieci, planują śluby, nawet młodszy brat a u mnie marne szanse. Jeżeli od 5 lat trafiam na coraz gorszych facetów, czas mi ucieka i wszystko stoi w miejscu. Nie wiem już, co robić mówią, że miłość sama przyjdzie, ale nie uwierzę w to. Jak się nie załamywać w takiej sytuacji widząc, gdy inni są szczęśliwi, a mi tyle czasu się nie udaje?
Jak przekonać żonę do mojego hobby - grania na konsoli?

Jestem 35-letnim facetem mającym Żonę I 9-letnią Córkę. 

Nie jesteśmy specjalnie zamożni, ale też głodem nie przymieramy. Dlaczego o tym mówię? Mam problem. Lubię sobie w wolnym czasie (późny wieczór/noc) pograć na konsoli. Jakiś czas temu ją sprzedałem, ponieważ na horyzoncie pojawiła się możliwość dodatkowych godzin w pracy i zwyczajnie nie było czasu, żeby grać. Teraz ten czas znów się pojawił, ale moja Żona jest przeciwnikiem zakupu konsoli. I zapewne względy finansowe nie są tu decydujące, bo na zakup telefonu za ponad 3k nie był dla Niej problem i wyraziła aprobatę. Żona nienawidzi, jak gram na konsoli- uznaje to stratę czasu, za rozrywkę przeznaczoną dla Dzieci. I żeby nie było- grając kiedyś, nie zaniedbywałem obowiązków jako Tata, jako Mąż, czy też tych zawodowych. 

Kilka miesięcy temu trafiłem na dobrą promocję i zakupiłem sprzęt z tym, że mam go skitranego w pracy. Żona o tym nie wie. 

Taki stan trwa już z 3 miesiące. Nie chcę awantur, ale wiem, że jakakolwiek próba rozmowy na ten temat, że może bym kupił, skończy się właśnie awantura. Czy jestem na straconej pozycji ? Co mam zrobić, aby przekonać Żonę, że też mam prawo do swoich pasji i odrobiny rozrywki - nie sama praca i obowiązkami człowiek żyje.

toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.