Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Chciałabym zakończyć relację z mężczyzną, który jest dziecinny, nie zarabia na siebie, nie ma między nami emocji, ja robię wszystko od rana do wieczora. Jednak boję się, że nie będę nigdy w lepszej sytuacji.

Nie mam z kim porozmawiać. Nie oczekuję, że ktoś to przeczyta. Nie znalazłam innego miejsca, gdzie mogę to napisać. Nie mam żadnych znajomych, koleżanek ani przyjaciółek. Mam faceta, mieszkamy razem. Z jego strony co prawda nigdy nie padło stwierdzenie, że jesteśmy parą/razem, ale wprowadził się do mojego mieszkania 10 lat temu i tak to trwa... Z jego strony nigdy nie padło żadne stwierdzenie na temat wspólnej przyszłości, nigdy nie padło stwierdzenie o ślubie, nie wspominając o dzieciach, o planach na przyszłość. On takowych nie ma. Żyje sobie z dnia na dzień nie myśląc o jutrze. Nie myśli o posiadaniu swojego mieszkania (chodzi mi o to, że mieszka u mnie i dla niego to nie problem). On nie planuje zmiany mieszkania, abyśmy mieli wspólne czy większe. Jeździ moim samochodem, co dla niego nie jest problemem. W weekend ja samochód umyję, wyczyszczę. Ja zajmuję się wszystkim, organizuję dom (ja gotuję, pranie, sprzątanie, remonty, etc.). Poproszenie go o naprawę czegokolwiek oznacza tygodniowe zrzędzenie i oczywiście nie kiwnięcie nawet palcem w danej sprawie, po czym się kłócimy i znowu problem na moich barkach. Kilkukrotnie zaproponowałam, że miło byłoby, gdyby coś ugotował, ponieważ 7 dni w tygodniu gotuję ja. Zaśmiał się, że może mi zupkę chińską przynieść ze sklepu jak sobie wstawię wodę w czajniku i tak ze wszystkim. Próbowałam nie gotować, nie prać. To nie problem ... je bułki cały dzień i zapija je monsterami, a z kosza na ubrania wyjmie gacie i włoży na lewą stronę; w taki sposób po jakimś czasie zmusza mnie prania itd. Seksu brak od początku. Najpierw nie chciałam, później stwierdziłam, że jak się jest przed 40-stką, to warto spróbować. Nie udaje się, nie idzie. On jest zbyt, z jednej strony dziecinny, bo komentarze kilkunastoletniego dziecka stykają się z tym, że on nie wie co robi, przez co jest bolesny. Zwracałam uwagę; najpierw sugestią, potem mówiąc wprost. Bez efektu, za każdym razem to samo. Jemu trzeba mówić krok po kroku co ma robić, tylko, że to i tak bez skutku.. Za każdym razem zawód, dlatego ograniczam bliskość na raz do roku. Nic nie czuję, wszystko dzieje się poza mną. :( Ostatnio w trakcie stwierdziłam, że to nie ma sensu po tym jak zaczął na głos zastanawiać się jakiego burgera zje w Burger Kingu. Na nic skupienie czy wyobrażanie sobie w głownie różnych rzeczy skoro ani orgazmu ani nawet nuty emocji. Próbowałam kilku sposobów, by coś zmienić; ale nic a on nie docenia. Zazwyczaj komentuje w jakiś - wg niego - zabawny, lecz dziecinny sposób niemający wiele wspólnego z romantyzmem. Zachowuje się na chłopaczek nastoletni ciągle zawstydzony wszystkim. Nigdy nie mogę z nim porozmawiać poważnie o nas, o naszym związku, dlatego o seksie również nie będę próbować. Już widzę to zawstydzenie na twarzy i pytanie czy mamy słoik ogórków kiszonych, bo jak nie to on musi do sklepu:( On w każdej poważnej sytuacji sobie żartuje, zmieniając temat, lekceważy co mówię lub manipuluje słowami i udaje, że nie rozumie. A ja chciałabym wiedzieć jaki jest mój status, czy osiągnęłam już wszystko co mogłam w tej relacji i byciem dla niego jedynie stancją i dzieleniem kosztów za lokum. Ja mam kredyt, spłacam sama. Wszystko co związane z mieszkaniem utrzymuję sama, on się nie dokłada. Gdy ktoś z rodziny pyta kłamię, że dzielimy koszty po połowie, bo mi wstyd. On dorzuca się 50% do jedzenia i czynszu za mieszkanie. Przez kilka lat dużo pracowałam. Od poniedziałku do niedzieli po kilkanaście godzin dziennie, ponieważ nie osiągam wielkich dochodów i niestety mam niskie perspektywy zatrudnienia brałam każda godzinę pracy, myśląc o przyszłości. Ostatnio praca mnie omija, mam mało zleceń. Mniej zarabiam. Powiedziałam, że mam ograniczone środki finansowe, a on że "jestem silną niezależną kobietą poradzę sobie" (i zaczął się śmiać). Powiedział tak tylko dlatego, żebym nie próbowała "żyć na jego koszt". Najczęściej spędzamy czas przed komputerami. Ja przed swoim, a on przed swoim. Nie chodzimy na miasto, nie wyjeżdżamy za miasto, nie chodzimy na spacery, nie mamy wspólnego zainteresowania. On ciągle leży i gra w gry na komputerze lub przegląda strony sportowe połączone z odsłuchiwaniem yt. Czasami doprowadza mnie do frustracji, krzyczę, wyzywam go, że to lub to trzeba zrobić. Po 30 minutach wyzywania i krzyczenia na cały blok wyniesie śmieci, ale sam nigdy :( Po takich sytuacjach zawsze czuję się podle; czuję się winna. Winna... właśnie ... zawsze jestem winna. Jako, że on nie ma żadnych potrzeb i oczekiwań od życia a ja czasami chcę gdzieś pójść lub pojechać, to ponoszę win za wszystko co się wtedy wydarzy, od popsutych rogatek ("to Ty chciałaś jechać, to teraz cierp") po inne problemy. Brakuje mi osoby, z którą mogłabym porozmawiać. Nie wiem czy powiedziałabym jej to co napisałam, ale zmieniłabym na kilka chwil otoczenie, wyszła z domu. Próbowałam szukać na fb i forach bratniej duszy, z którą można by się zaprzyjaźnić. Nie udało się. Po wymianie kilku wiadomości znajomość się kończy. Nie mam wielu hobby (o ile jakieś mam), nie umiem robić nic dobrze, raczej we wszystkim jestem słaba lub średnia). Nie umiem grać w gry planszowe, w karty, płynnie angielskiego, aby podróżować po odległych zakątkach (proponowano podróż do Indii - nie zgodziłam się; kontakt się urwał), nie chodzę na dyskoteki i stresuje mnie przebywanie w grupie, więc szybko odpadam jako potencjalna koleżanka. Chętnie się nauczę od kogoś grać w planszówki, ale nie mam od kogo. Nie mam również urlopu w pracy, po pracuję na umowy o dzieło /zlecenia (i moi klienci szybko znajdą kogoś innego na moje miejsce, więc nie ryzykuję utraty pracy). Owszem czasami gdzieś jadę za granicę, ale z pracą (online) i trochę zwiedzam, a trochę pracuję. Chciałabym poznać kumpelkę, z którą mogłabym pogadać, pospacerować, czasami coś poprzymierzać w sklepach, skomentować, posłuchać o jej problemach i opowiedzieć o swoich. Kogoś z kim można spotkać się w realnym życiu. Kogoś, kto będzie powodem do wyjścia z domu. Nie mam pomysłu jak to zrobić. Jestem na tyle aspołeczna, że nawet gdy zaczęłam chodzić na jakiś kurs nie umiałam się do nikogo odezwać, poza "cześć" na wejściu, nie umiałam się przebić. Oni zorganizowali się w paczkę, z którą spędzają czas, ja nie jestem zapraszana. Zawsze stoję obok, sama. To samo w każdym innym miejscu, zawsze czuję na sobie wzrok innych i uśmiech (niekoniecznie życzliwy). Nie umiem podrywać facetów, nie jestem zbyt urodziwa, więc na nadmiar zainteresowania nigdy nie narzekałam. Każde miejsce, w którym jest więcej niż jedna osoba powoduje mój dyskomfort, na tyle silny, ze np. wolę zapłacić karę niż pójść do jakiejś instytucji coś wyjaśnić itd. Wiem, że nie mam motywacji do żadnych działań. Szybko jestem zmęczona, często płaczę (bez powodu), stale myślę o smutnych rzeczach. Wiele razy chciałam się rozstać. Trzy razy prosiłam go o to by się wyprowadził, bezskutecznie. Wydawało mi się, że gdy będę mówić spokojnie, bez podnoszenia tonu głosu i bez emocji to zrozumie, że ma się wyprowadzić, ale nie zrozumiał. Olał. Za każdym razem olał; wrócił do komputera i leżał. Po tym jak zapytałam kiedy się wyprowadzi stwierdził, że "przecież nie dzisiaj; należy się termin każdemu lokatorowi"... Ustalaliśmy ten termin i dalej nic. Po tym terminie zaczynał rozmawiać jakby nigdy nic. Momentami myślę, że mu moi rodzice płacą żeby ze mną mieszkał, bo nie wierzę, ze faceci tak mogą.... Mam świadomość, że jeśli kiedykolwiek usunęłabym go ze swojego życia, to na pewno nie zaangażuję się w żaden inny związek. Mam problem z seksem, a jednak dla facetów to ważne. Poza tym czuję silne zmęczenie, nie wyobrażam sobie, by ktoś ze mną mieszkał. Ale też wiem, że gdyby doszło do rozstania to moja rodzina obarczałaby mnie za to. Oni uważają, że chwyciłam Pana Boga za nogi i powinnam siedzieć cicho (on jest wykształconym człowiekiem, niestety zbyt dobrze znającym swoje prawa dlatego są problemy z eksmisją; umie też mną zaszantażować bo zna moje słabe punkty), poza tym jak raz człowiek złapał faceta, to nie można go zmieniać - takie opinie ma moja rodzina. Zdaję sobie sprawę, że musiałabym zerwać kontakty z rodzicami i ograniczyć z pozostałą częścią rodziny. Niestety, znam ich na tyle dobrze, że wiem jak by reagowali. Uważaliby, że to moja wina, że jestem głupia i nie nadaję się do niczego. Przechodzę dość częśto takie docinki, zazwyczaj nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością, ale jestem dobrym obiektem do śmiechu i żarów (nawet wśród rodziców) bo zawsze się gdzieś uderzę albo mam przygodę (nie z mojej winy). Podsumowując, dzisiaj widział, że od rana mam gorszy nastrój (przyczynił się wczoraj), ale udaje że nic się nie stało. Siedzi w innym pokoju i klika myszką... Ani razu nie zapytał, nawet czy wszystko jest ok albo dlaczego płaczę... O nic. Wg niego jest fajnie, nic od niego nie chcę, nie przeszkadzam mu. Zamówiłam pizze na obiad, odebrałam więc wystarczyło tylko ułamać kawałek i super, bo o dziwo ułamał sam, nie prosił o podanie ...
Weronika Tomaszczyk

Weronika Tomaszczyk

Dzień dobry,

Z tego co Pani pisze, jest pani wartościową, życzliwą i pracowitą osobą, a brakuje Pani wiary w siebie. Niestety opisane zachowanie partnera może działać na jej niekorzyść. Proponuję zacząć od konsultacji z psychoterapeutą lub psychologiem w celu popracowania nad pewnością siebie. Pisze Pani również o braku motywacji i obniżonym nastroju - w tym wypadku dobrym początkiem mogłaby być wizyta u psychiatry w celu dobrania odpowiednich leków. 

 

Pozdrawiam

 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Jarosław Orzechowski

Jarosław Orzechowski

Szanowna Pani, 

pozwolę sobie zasugerować, aby w pierwszej kolejności zgłosiła się Pani po poradę prawną, co może Pani zrobić w zaistniałej sytuacji. Darmową pomoc prawną może Pani trzymać w starostwie powiatowym, w urzędzie gminy, w urzędzie miasta, na stronie DarmowaPomocPrawna.ms.gov.pl. Może się Pani udać do MOPSu, założyć niebieską kartę (opisane zachowania spełniają kryteria przemocy np. ekonomicznej). Może Pani poprosić policję o pomoc w usunięciu “intruza”. 
Życie mamy tylko jedno, więc szkoda go zmarnować. Zmiany budzą w nas obawy, ale jeśli jest bardzo źle, to później może być tylko lepiej. Niech Pani nie obawia się poprosić o wsparcie i pomoc w swoim otoczeniu. Może w dalszej rodzinie, może w pracy. Oczywiście może Pani pomyśleć również o profesjonalnej pomocy psychologicznej, która z pewnością będzie dla Pani wsparciem. 

Trzymam kciuki! 

 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Lęki w ciąży związane z rodziną partnera i trudne relacje z własnymi rodzicami
Dzień dobry właściwie to sama nie wiem od czego zacząć może najprościej zacznę od początku. Sama widzę, że mam problem ale nie potrafię sobie z nim poradzić otóż jestem w ciąży po kilku latach starań ten okres czasu kosztował mnie sporo zdrowia i nerwów najpierw informacja o słabych wynikach partnera później problemy u mnie i prognoza bezpłodności juz w bardzo młodym wieku. No ale w końcu się udało i od tego momentu zmieniło się wszystko nie potrafię pozbyć się myśli, że moi teściowie oraz dziadkowie mojego męża (mieszkamy razem na osobnych piętrach) będą chcieli zabrać mi moje dziecko jest to tak silny lek że sama się tego boję może wynikać to z tego że mąż jest raczej typem maminsynka i obawiam się że nie przeciwstawi sie matce. Kolejnym problem jest to, że od czasu kiedy jestem w ciąży potwornie drażnią mnie moi rodzice do tego stopnia że nie mam ochoty ani potrzeby ich odwiedzać. Tata traktuje mnie jak 5 letnie dziecko którym już dawno nie jestem a nie robił tego kiedy nim faktycznie byłam bo dla niego najważniejsza była jego matka i siostry cały świat kręcił się wokół nich zmieniło sie to kiedy ona umarła nagle przejrzał na oczy no ale niestety czas na bycie dzieckiem sie skończył. I denerwuje mnie ta jego obłuda ponieważ miał mnie gdzieś przez większość czasu a teraz nagle traktuje mnie jak córeczkę tatusia którą absolutnie nie jestem. Moja mama dzwoni dopytuje co u mnie ale ja nie chce jej nic powiedzieć ponieważ im więcej ona wie tym jest gorzej rozpowiada to wszystkim nie zatrzyma nic dla siebie dlatego nie potrafię i nie chce jej nic mówić bo wiem że zaraz to będzie przekazane dalej co jest według mnie kompletnie nie fair bo moje zdanie ma głęboko gdzieś poniewaz proszę ją żeby nikomu nic nie mówiła a ona to olewa więc jak ja mogę jej zaufać i coś powiedzieć coś co jest dla mnie ważne. Przez te wszystkie lata nie byli rodzicami na medal przez to nauczyłam sie być samotmiczką i rozwiązywać swoje problemy sama bez niczyjej pomocy. Sama nie wiem co mam robić ale nie potrafię im przebaczyć tych wszystkich lat nie umiem zapomnieć co ja mam robić.
Nie jestem pewna czy nadal kocham swojego męża. Cieszę się jak odjeżdża w delegacje.
Mam problem. Nie wiem czy nadal kocham mojego meza. Jesteśmy małżeństwem 6lat. Doczekaliśmy się po dłuższych staraniach synka. Ma dwa lata. Mieszkamy u moich rodziców ponieważ by zaoszczędzić i nie wynajmować mieszkania. Mąż pracuje w delegacji wraca po dwóch tygodniach do domu, a ja cieszę się tak jest. On ma wiecznie jakieś pretensje do moich rodzicow. Zaś oni jak widzą że on się do mnie źle odezwie lub nie zajmuje się dzieckiem też mi dają przytyczki. Jestem tak tym wykończona. Jestem dla niego miła żeby tylko nie było kłótni i żeby oni tego nie słyszeli. On wiecznie zmęczony i znudzony. Nigdzie nie chce wychodzić bo jemu się nie chce. Chociaż mamy opiekę do dziecka. Przed ślubem był całkiem innym człowiekiem, a z roku na rok po ślubie co raz gorzej. Ma okropny charakter jest skapy. Muszę taić że sobie coś kupiłam lub kombinować bo on wiecznie ma problem po co kupiłam sobie jakieś ubranie. Jestem tak nim zmęczona, że jak odjeżdża to ja się cieszę. Nie wiem co ze sobą robić, dostaję ataków nerwów że cała się trzęsę. Nie wiem co mam z tym zrobić.
Odrzucam każdego, kto bardziej się zbliży.
Nie wiem dlaczego odrzucam każdego, kto chce nawiązać ze mną bliższą relacje. Zaczynam obwiniać siebie, myślę, że jest coś ze mną nie tak, bo moi rówieśnicy nie mają z tym problemu.
Poblemem, z jakim się borykam, jest odnalezienie się w towarzystwie nowych osób
Dzień dobry moim problemem, z jakim się borykam, jest odnalezienie się w towarzystwie nowych osób, próba podejmowanych czynności nawet gdy mi nie wychodzą to ze strony najbliższych pojawia się automatycznie krytyka , wypowiadanie ze strony najbliższych osób słów że sobie nie poradzę w życiu, na nic się nie nadaje. Na mnie te słowa działają bardzo boleśnie i wszystkie te słowa i czyny tłumie w sobie i przeżywam.
Jak powiedzieć partnerowi o długach, jak przygotować się do takiej rozmowy?
Witam. W skrócie... zbieram się, żeby powiedzieć partnerowi o długach... o części z nich wie, jednak przez własną głupotę i bezmyślność wpadłam w kolejne i nie radzę sobie już z tym kompletnie. Bardzo boję się jego reakcji i tego, że już nie zniesie mojej kolejnej wpadki... jak się przygotować do takiej rozmowy? Wiem, że muszę mu o tym powiedzieć, życie w kłamstwie mnie już dobija, jestem tym kompletnie załamana... proszę o pomoc. Z góry dziękuję.
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.