Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak ratować związek przy problemach z bliskością i uzależnieniem partnera od pornografii?

Dzień dobry. Jestem w 15 letnim związku,nie mamy slubu ani dzieci , partner nigdy nie był na to gotowy twierdził ze jescze nie teraz. Od 2 lat mamy bardzo slaby sex, ja 33 lata,on 34 ,kiedyś kochaliśmy sie po kilka razy dziennie był mega ogień. Teraz partner ma problem z uzyskaniem pełnej erekcji, sam nic nie inicjuje ,kiedy ja zacznę to widzę ze sie stara ale jest to bardziej męczarnia niż przyjemność. Mamy ten problem ze mój partner jest bardzo pogubiony emocjonalnie ,wyjeżdża w delegacje na 2 tygodnie w domu jest tylko w weekendy wiem ze jest uzależniony od pornografi, kiedyś mial romans ,teraz tez zdarza sie ze pisze do innych kobiet kokietuje je i robi z siebie ofiarę i użala sie do nich nad sobą , co wieczór wypija 2-3 piwa, unika kontaktu fizycznego, na wszytskie pytanie odpowiada NIE WIEM! kochasz mnie? Nie wiem. Chcesz sie rozejść ? Nie wiem. Co z nami dalej ? Nie wiem. Mam juz tego dosyć, kazałam mu sie spakować i wyprowadzić. Wyszedł z domu na 3 h wrócił jak by nigdy nic ,położył sie spac ,następnego dnia sie do mnie nie odzywał.wieczorem znów zaczął sie odzywac ale jak tylko zadałam pytanie czego on chce to juz nie chciał nic odpowiadać i poszedł spac. Mam wrażenie ze on widzi ze ja bardzo go kocham i chce mnie chyba tym swoim zachowaniem zniechęcić do siebie bo mimo tych jego dziwnych stanów nie jest w stanie ode mnie odejść bo podświadomie mnie kocha,ale jakos to wypiera. Wspomnę jeszcze ze był wychowany w rodzinie pełnej przemocy i alkoholu. Z ojcem nie rozmawiał przez 20 lat bo sie go bal. Za matkę splacal dlugi przez wiele lat. To wszytsko go przygniotło. Na żadną terapię nie chce iść bo twierdzi że nie ma problemu. Jak mam pomoc temu człowiekowi sie otworzyć na życie i na mnie? Jak ratować związek któremu poświęciłam połowę życia? Co mam robić?
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

W obecnym punkcie nie ma Pani możliwości, aby samodzielnie pomóc partnerowi lub uratować ten związek, ponieważ on kategorycznie zaprzecza istnieniu problemu i odmawia leczenia, a dalsze próby „ratowania go” na siłę będą jedynie pogłębiać Pani emocjonalne wycieńczenie i współuzależnienie. Jedynym konstruktywnym działaniem jest postawienie twardych, realnych granic i konsekwentne wyegzekwowanie separacji lub rozstania, ponieważ tylko zderzenie się z namacalną stratą może (choć nie gwarantuje tego) zmotywować go do podjęcia terapii traumy. Dla Pani samej, w celu uporania się z poczuciem straty 15 lat życia i odbudowania własnej autonomii, najbardziej kluczowe i pomocne będzie podjęcie własnej psychoterapii w nurcie poznawczo-behawioralnym (CBT).

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Proszę Pani,

 

W Pani słowach widzę przede wszystkim zmęczenie, frustrację, bezradność i narastający żal. Do tego dochodzi lęk o przyszłość związku, poczucie samotności w relacji oraz smutek związany z utratą bliskości i dawnej więzi. Jest też dużo złości, która prawdopodobnie miesza się z miłością i przywiązaniem, co jeszcze bardziej wyczerpuje emocjonalnie.Kilka pytań do refleksji, jeśli Pani zechce:

Co Panią najbardziej boli w tej relacji dzisiaj: brak miłości, brak bezpieczeństwa czy brak decyzji z jego strony?

Jak długo jeszcze jest Pani w stanie funkcjonować w takim stanie emocjonalnym, jeśli nic się nie zmieni?

Co Pani traci, zostając w roli osoby „ratującej” związek?

Jak wyglądałoby Pani życie, gdyby Pani przestała próbować go zmieniać a zaczęła bardziej dbać o siebie?

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Joanna Michałek

Joanna Michałek

Dzień dobry,

niestety nie mamy takiej mocy żeby zmusić kogoś do czegokolwiek. Czasami się to zdarza, ale ta osoba robi to co chcemy np. ze strachu. Pytanie czy chcę być z osobami, które się mnie boją i robią to o co proszę ze strachu? Z opisu wynika, że partner nie chce pomocy. Może tak być, że jest pogubiony, przytłoczony i stąd jego niechęć do terapii, ale nadal nie możemy go zmuszać.

 

To może zająć się sobą? Dużo emocji tu jest i przytłoczenia. To trudny czas, czy ma Pani wsparcie? Z kimkolwiek rozmawia o swoich obawach, sytuacji? Może zamiast skupiać się na ratowaniu relacji przybliżyć się do siebie. Do tego co ja czuję, jak się mam w tej relacji, czy jest dla mnie karmiąca?

 

Powodzenia!

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Szanowna Pani

 

 

 Ja tutaj widzę dwie ścieżki. Pierwsza ścieżka to droga, która prowadzi do terapii pary i jednocześnie terapie osobne. Pani mąż jest prawdopodobnie alkoholikiem, a Pani osobą współuzależnioną. Pani potrzebuje sobie pomóc, gdyż weszła Pani w ofiarę pomagacza mężowi, ale zupełnie nie widzi w tym swoich potrzeb, tudzież je ignoruje. Nie ma Pani w życiu stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa.  Proszę coś z tym zrobić i pomyśleć o terapii. 

Edyta Kotula

Edyta Kotula

Dzień dobry, 

Przede wszystkim z Pani wpisu przebija ogrom zmęczenia, bezradności i samotności. Mam też wrażenie, że od dłuższego czasu to właśnie Pani próbuje ratować ten związek i szuka odpowiedzi za Was oboje.

Historia życia Pani partnera z pewnością mogła wpłynąć na to, jak dziś funkcjonuje w bliskości i relacjach. To może pomóc zrozumieć jego zachowanie, ale nie zwalnia go z odpowiedzialności za to, co dzieje się między Państwem. Zwłaszcza jeśli nie chce podjąć żadnych działań, by coś zmienić.

Pyta Pani, jak pomóc mu się otworzyć. Niestety nie da się otworzyć drugiej osoby, jeśli sama nie widzi problemu lub nie jest gotowa się nim zająć. Związek można odbudować tylko wtedy, gdy obie strony chcą nad nim pracować.

Może warto na chwilę odwrócić perspektywę i zamiast pytać wyłącznie, czego potrzebuje partner, zadać sobie pytanie: czego potrzebuje Pani, aby czuć się kochaną, bezpieczną i ważną w tej relacji? To jest równie istotne pytanie.

Pozostawiam do refleksji. 

 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Czuję się ignorowana w szkole – wszyscy traktują mnie jak powietrze oprócz przyjaciółki
W szkole ciągle wszyscy traktują mnie jak powietrze oprócz mojej przyjaciółki
Mam dziewczynę z którą jesteśmy już razem 2 lata i związek przeszedł naprawdę wiele
Dzień dobry. Trudno jest mi zacząć pisać wątek na ten temat, ale potrzebuję nakierowania na dobrą drogę w tej sprawie. Mam dziewczynę z którą jesteśmy już razem 2 lata i związek przeszedł naprawdę wiele. Jestem 22 letnim chłopakiem po technikum, a ona jest 17-letnią dziewczyną z technikum. Były złe jak i dobre chwile, natomiast wszystko po czasie ułożyło się dobrze. Cały sezon letni zajmuję się rozwijaniem działalności, ale problemy związkowe również zajmują moją głowę i czuję, że to już nie jest to samo co na początku. Odbieram dziwne sygnały, że już jej nie zależy tak samo jak na początku. Nie odzywam się za wiele bo odrazu zostaje atakowany, że wszystkiego jej zabraniam, albo że musi być tak jak ja chcę. Natomiast nie czuję sie z tym aby liczyła się w ogóle z moim zdaniem i moją osobą. Często zdarzają/ły sie sytuacje, że w okresie zimowym jak i letnim gdy mam wolne i widzimy się więcej. Widzimy się chwilę po szkole i później ona ma widzieć się z przyjaciółka od godziny 16-19, ponieważ później ona się uczy i nie jest w stanie przełożyć swojej codziennej rutyny (a tak naprawdę wraca jej chłopak z pracy i chcą się widzieć same, a jej przyjaciółka później widzi się sama z chłopakiem). Ja w tym czasie mam szukać sobie zajęcia na siłę albo jechać do domu (około 30min drogi samochodem w jedną stronę). I później jest straszne naleganie aby byc od 19-22 (do tej możemy się widzieć). Jesli nie przyjadę to szuka sobie innej osoby z którą może spędzić ten czas żeby się nie nudzić. Gdy jednak napiszę, czy przyjaciółka nie mogła by sobie przełozyc rutyny, abym nie musiał tracić czasu na to dojezdzanie i proponuję czy nie mogły by się widzieć trochę pózniej przy czym wracał bym do domu to zostaje atakowany i odrzucany. Pragnę zaznaczyć, że one muszą się widziec tak codziennie i jest to dla mnie strasznie męczące psychicznie ponieważ strasznie ją kocham i mój charakter jest bardziej uległy. Czuję, że nie liczy się ze mną jak powinny liczyć się osoby w zdrowym związku i wydaje mi się, że jestem mniej brany pod uwagę (manipulowany). Drugim problemem są koledzy. Twierdzi, że nie chce mieć koleżanek bo ją bardzo zraniły niektóre, a oni jej nie ranią. Otacza się głownie nimi, do niektórych nie mam zastrzeżen bo naprawdę są w porządku, natomiast kilku poznałem i wiem, że oni mogą liczyc na coś wiecej. Zapytała mnie czy może isc z jednym z nich na basen i pokłóciliśmy się o to, ponieważ powiedziałem, że nie podoba mi się ten pomysł i będę sie źle z tym czuł (zazdrość). Po czym zostałem zaatakowany, że zabraniam jej mieć kolegów i przyjaciół. Dodam, że ten kolega, a mój przyjaciel napisał, że wydaje mu się że jestem o niego zazdrosny i nie chce wyciągać jej na basen, a ona odpisała mu, że raczej nie będę miał z tym problemu. Naprawdę nie chcę sie czuć jak KAT. Wydaje mi się, że w związku zasługuje na trochę szacunku i lojalności, nie spotykam się z żadnymi nawet przyjaciółkami sam na sam ponieważ ona jest zazdrosna, miałem nawet kilka sytuacji, gdzie pomogłem z zadaniem z matematyki jednej koleżance przez aplikację czatującą i dostałem straszną awanturę z tego powodu. Potrafię respektować jej zdanie, a ona mojego już niestety nie. Chciałbym aby ten związek polegał na zdrowej relacji, ale brakuje mi już sił i często mam ochotę odpuscić. Proszę
Czy powracanie do przeszłości partnera może zaszkodzić relacji? Jak wspierać córkę w związku?

Mam pytanie. Moja 19-letnia córka jest zakochana po uszy w swoim chłopaku, od 5 miesięcy. Tuz przed ich związkiem, chłopak miał kontakt fizyczny ze swoją koleżanką. O czym córka dowiedziała się, będąc z nim w związku. Gdy się dowiedziała, zrobiła mu awanturę, po której ma teraz wyrzuty sumienia. Chłopak jest bardzo grzeczny i widać, że mu na mojej córce zależy, bardzo ja kocha a ona jego. Czy powinno się "rozgrzebywać" co chwile stare historie z byłymi??? 

Jest przez to w strasznej rozsypce psychicznej, a ja nie wiem, co jej poradzić.

Po trudnych sytuacjach z moją dziewczyną mam trudności - ciągle mam je w głowie, ciągle mnie bolą. Co powinienem zrobić?
Witam, mój problem polega na tym, że jestem w związku z dziewczyną (Emilą) ponad rok naprawdę często się kłócimy(ja mam 18 lat, a ona 17) W 90% kłótnie dotyczą tego samego tematu, a mianowicie: moja dziewczyna na początku związku bardzo blisko żyła ze swoim kuzynem (Dawidem)(spędzili ze sobą całe dzieciństwo, jednak on kilka lat temu się wyprowadził na wieś przez co osłabił im się kontakt, jednak dalej pisali i spotykali się co jakiś czas). Po około dwóch miesięcy związku w naprawdę cudownej atmosferze przyszedł wieczór, kiedy to napisała mi, że najprawdopodobniej jedzie do kuzyna na weekend, wtedy również napisała mi, że jeden z kolegów Dawida, z którym mieli spędzać wspólnie czas „jest ostatnio dziwnie chętny” pytając dlaczego, odpisała, że pisze jej, że jest słodka i nie może się doczekać kiedy przyjeżdża. W tamtej chwili lekko zdenerwowany napisałem do tego kolegi i jasno wytłumaczyłem, że ma tak nie robić, bo Emila jest w związku, ten odrazu mnie przeprosił i uznałem temat za zakończony. Po delikatnej wymianie zdań z dziewczyną stwierdziła, że tam nie jedzie, bo będzie dziwnie jak do niego napisałem, bo pomyślą, że ona mi się skarży. Dwa dni później jednak dostaję od niej wiadomość, że Dawid po nią przyjechał i siedzą wraz z kilkoma kolegami i piją alkohol. (Tutaj warto dodać, że Emila nigdy wcześniej nie piła alkoholu, podczas jednej z pierwszych rozmów obiecała mi, że ten pierwszy raz zrobimy to razem). Pod wpływem nerwów wydzwoniłem po znajomych i pojechaliśmy razem do klubu, będąc tam pisałem z Emilą, która spożyła tyle alkoholu, że nie była w stanie napisać jednego wyrazu poprawnie przez co ja sam piłem coraz więcej. Na następny dzień pojechałem do niej, oboje płakaliśmy ze względu na to, że to była nasza pierwsza poważniejsza sytuacja, ja wyjaśniłem, że mogłem się zdenerwować skoro ona pojechała pić alkohol z 3 innymi chłopakami, ona nie do końca rozumiała moje zarzuty, tłumaczyła się, że przecież pojechała tam ze swoim kuzynem, mimo to pogodziliśmy się. Następną sytuacją były chrzciny, na których matką chrzestną była Emila, a ojcem chrzestnym Dawid. Podjechali pod mój dom i podczas drogi na chrzciny oboje siedząc z przodu samochodu praktycznie mnie ignorowali, bez przerwy gadali tylko ze sobą, ja próbując dołączyć do rozmowy dostawałem odpowiedź tylko jednym słowem, ale sytuacja się zmieniła, kiedy Dawid podjechał pod swoją koleżankę, która zastąpiła miejsce Emilii, co spowodowało, że ta nagle znajdując się ze mną z tyłu auta jakby przypomniała sobie o moim istnieniu i zaczęła sama do mnie zagadywać(wiem, że to nic strasznego, ale też czuję dyskomfort kiedy to wspominam). Podczas chrzcin pamiętam, że siedzieliśmy w taki sposób, że Emila na środku a my po bokach i ona jedna dłoń na moim udzie a drugą na jego przez co bardzo dziwnie się poczułem (nawet po rozmowie z mamą doszliśmy do wniosku, że coś jest tam nie tak). Trzecia sytuacja miała miejsce około miesiąc po chrzcinach, wtedy również po Emile przyjechał Dawid i pojechali do niego, wtedy już o wszystkim wiedziałem(zgodziłem się, żeby jechała ze względu na to, że nie chciałem być jakimś chłopakiem, który zabrania jej spotykania się z innymi) wtedy wyciągnęli ją na jakąś domówkę, na której znowu piła alkohol, ale tym razem już dużo mniej, pisaliśmy też wtedy ze sobą, więc wiedziałem co się dzieje, mimo tego całą noc płakałem i totalnie źle się z tym czułem, że jeździ gdzieś z jakimiś chłopakami, których nie bardzo znam i pije alkohol. Czwarta sytuacja była również koło 2 miesięcy po poprzedniej, wtedy po super spędzonym tygodniu, nie chcąc mnie denerwować powiedziała, że w weekend jedzie do cioci na co odparłem, że wiem, że jedzie do Dawida, wtedy zapytała się mnie czy nie chce jechać z nimi, że naprawdę bardzo by się cieszyła gdybym jechał z nimi i byłoby super, a więc postanowiłem, że pojadę. Pojechaliśmy do tego kuzyna, na początku było okej, ale jednak czułem, że Emila więcej uwagi poświęca mu i jego kolegom, niż mi. Od kuzyna poszliśmy na ognisko, trochę sobie wypiłem i zacząłem jej mówić, że nasz związek chyba nie ma w ogóle sensu, ponieważ czuję, że więcej szczęścia dają jej kuzyn z kolegami, niż ja. Muszę przyznać, że zrobiła się tam wtedy naprawdę spora afera, pamiętam widok (chyba jeden z gorszych w moim życiu) Emili płaczącej w bluzie kuzyna dodatkowo przytulającej się do niego, nie pamiętam czy kiedykolwiek mnie tak rozwścieczyło. Na następny dzień po powrocie do domu pokłóciliśmy się właśnie o to, że ja czułem, że ona jest szczęśliwsza przy nich, a ona mi mówiła, że to jest tylko kuzyn i to ja jestem dla niej najważniejszy. Po całej nocy kłócenia się spotkaliśmy się następnego dnia, wręczyłem jej kwiatka i przeprosiłem ją za swoje zachowanie. Około miesiąca i paru kłótni o to samo później, Emila napisała mi długą wiadomość o tym, że zrozumiała swój błąd i że to towarzystwo nie jest dla niej i przez cały ten czas udawała kogoś kim nie jest. Pytając się jej czemu to robiła zawsze odpowiadała, że zazdrościła mi tych wszystkich historii, które jej opowiadałem i tego nastoletniego życia, którego ona nigdy nie zaznała. Co jakiś czas z mojej strony wracał temat, ponieważ nie umiałem zrozumieć ani sie z tym pogodzić, czemu zachowywała sie w stosunku do mnie w taki sposób. W rozmowach na ten temat zawsze mówiła, że jadąc tam nie chciała pić, tylko oni ją namawiali, na co zawsze odpowiadałem, że przecież mogłaś odmówić. Po kilku miesiącach męczenia się z myślami i ciągłym zadawaniu sobie pytania „dlaczego?” zacząłem zastanawiać się jak wyglądała rozmowa z kolegą Dawida, o której mówiłem na początku. Zapytałem się Emili czy pisała będąc ze mną w związku z jakimś chłopakiem dając mu poczucie, że ma jakieś szansę, odparła na to, że przysięga, że nigdy. Wtedy wziąłem jej telefon i wszedłem na rozmowę z tym kolegą i tam zobaczyłem coś w co nie mogłem uwierzyć. Okazało się, że to Emila głównie pytała się kiedy będą pić non stop pisząc „kiedy się naje*iemy??” Co totalnie mnie zaskoczyło. W rozmowach można było zauważyć, że kolega kuzyna ewidentnie próbuje ją poderwać na co ona go nie zbywała, tylko pisała mu wiadomości typu „ty też u mnie dawno zaplusowałeś/jesteś takim super chłopakiem z poczuciem humoru” dodatkowo ewidentnie pokazując mu, że podoba jej się jak on ją komplementuje. Wszystkie wiadomości tłumaczyła w taki sposób, że dla niej na tamten moment to totalnie w żadnym stopniu nie było na poważnie, całą rozmowę traktowała jako żart, ja jednak nie jestem co do tego pewien, ponieważ on pisał jej tam zdania typu „na opisanie tego jak wspaniała kobietą jesteś nie ma słów”. Cała ta rozmowa też nie była jakąś zdradą czy czymś takim, ale musze przyznać, że bardzo, ale to bardzo zabolało. Po przeczytaniu rozmów postanowiłem się wyżalić przyjaciołom i rodzicom i wszyscy jakby jednym głosem odpowiedzieli mi „może i zrobiła niefajnie, ale to nie jest na tyle mocne, żeby zrywać” postanowiłem posłuchać i dać Emili kolejną szansę. Od tamtego czasu naprawdę często się kłócimy, ja się złoszczę, że tak robiła, a ona ciągle używa argumentu, że była głupia i udawała przy nich kogoś kim nie jest i że teraz totalnie się zmieniła. Jak mam być szczery to ja wierzę w tą jej zmianę, naprawdę widzę, że ta dziewczyna trochę inaczej zaczęła patrzeć na świat, tylko mój obecny problem polega na tym, że ja totalnie nie potrafię się pogodzić z tym, że tak się działo. Wmawiam sobie, że ta jedyna by tak nie zrobiła, dodatkowo dochodzi do tego dziwna relacja z kuzynem, z którym sobie pisali w tamtym okresie komentarze pod zdjęciami typu „do twarzy ci z …” i emotki z serduszkami czy właśnie z tą nieszczęsną ręką na udzie, która nie może mi wyjść z głowy. Bardzo ważne jest również, żebym wspomniał, że kiedy jesteśmy razem to naprawdę świetnie spędza się nam czas, bardzo dużo się śmiejemy i rozmawiamy na przeróżne tematy, wtedy dużo rzadziej myślę o tych negatywnych rzeczach, a nawet jak zacznę w jej obecności to myśle sobie „kurde dobra ona jest super, tamte rzeczy są już nieważne, one działy się prawie rok temu”. Potrzebuję pomocy, ponieważ temat wciąż wraca co parę dni. Ale co najciekawsze wraca głównie kiedy jestem sam, kiedy ona jest przy mnie, dzieje się to znacznie rzadziej. Bardzo dziękuję jeśli ktoś przeczytał to w całości i byłbym bardzo wdzięczny za udzielenie kilku porad jak poradzić sobie z tego typu sytuacją. Pozdrawiam ;)
Powrót do domu po studiach, zmiana kierunku i lęk przed utratą chłopaka oraz znajomych
To dla mnie krępująca sprawa. Nie wiem nawet, czy jest sens o to pytać. Właśnie kończę studia licencjackie we Wrocławiu, ale uświadomiłam sobie, że chcę iść w zupełnie inną karierę i zacząć nowy kierunek. Mogłabym go robić tutaj lub w moim rodzinnym mieście. W rodzinnym mieście mieszkałabym znowu z rodzicami. Moi rodzice są dość cool, nigdy nie robili mi większych problemów, nie wtrącali się za bardzo do mojego życia i powtarzali, że chcieliby, żebym tylko była szczęśliwa. Obiecali udostępnić mi w naszym dużym domu kilka pokoi, w których mogłabym mieć własne mini-mieszkanko, gdzie nie wchodziliby i nie interesowałaby ich ta przestrzeń. Jak widać, chcą mi stworzyć naprawdę komfortowe warunki. Wierzę, że by tak było, że mnie nie oszukują. Jednak mam w sobie taką jakąś obawę, że odnoszę porażkę wracając z wielkiego Wrocławia do mojej małej mieściny na drugim końcu Polski. Mam na uwadze, że koszty życia gwałtownie spadną gdy wrócę do rodziców, dokończę parę spraw, które zostawiłam wyjeżdżając do Wrocławia. Problem leży w tym, że zawsze miałam problem ze znajomościami. Choć starałam się ze wszystkich sił, wszyscy mnie opuszczali, nie chcieli kontynuować znajomości, gdy zmienialiśmy szkoły lub wyjeżdzaliśmy na studia. Teraz mam tu we Wrocławiu paczkę znajomych i co ważniejsze - chłopaka, który jest dla mnie naprawdę ważny. Boję się, że mój wyjazd znowu będzie oznaczać utratę znajomych i co gorsza - chłopaka. Mój chłopak powiedział kiedyś, podczas jednej z wielu rozmów na różne tematy, że absolutnie nie mógłby być w związku na odległość. Przeżywam to. Nie chcę go stracić i boję się mu powiedzieć o rozterkach, które przeżywam, żeby mnie nie zostawił. Jednak plusów wyprowadzki jest więcej i nie mam pojęcia co robić. Powrót do domu to zawalczenie o swoją lepszą przyszłość, ale czy zawsze warto to robić? Czy warto przedkładać to nad znajomych i chłopaka? Kiedyś powiedziałabym, że tak, ale teraz sama nie wiem. Miesiąc temu chciałam iść z tym na terapię, ale nie wiem, czy jest sens. Czy ktokolwiek może mi pomóc w zrozumieniu siebie i podjęciu decyzji? Bo wydaje mi się, że nie.
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.