- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia nastroju, związki i relacje
- Jak odzyskać sens...
Jak odzyskać sens życia po utracie relacji i śmierci bliskiej osoby?
Marcin
Karolina Oryszczak
Dzień dobry.
Widzę, że emocje, z którymi się Pan mierzy, są dla Pana niezwykle trudne. Pańska wypowiedź jest pełna żalu i smutku ze względu na towarzyszącą Panu bezradność. Chciałabym na początek powiedzieć, że wszystko to, co Pan czuje, jest jak najbardziej w porządku i ma Pan pełne prawo się tak czuć. Sytuacja, w której się Pan znalazł, jest niezwykle trudna. Poznał Pan kogoś niezwykle bliskiego, jednak Pana czas i myśli zajął ból związany ze zdrowiem, a także życiem kogoś dla Pana niezwykle ważnego. To całkowicie normalne, że wszystkie emocje, które Panu w tamtym czasie towarzyszyły, stały się dla Pana przytłaczające, co niestety doprowadziło do rozpadu znajomości. Dostrzegam również, że owe zdarzenia mocno Pana rozregulowały, doprowadzając do problemów ze snem oraz utraty poczucia sensu. Jeśli dobrze rozumiem, ten stan żałoby po utracie relacji utrzymuje się już bardzo długo, co stanowi znak, aby sięgnąć po pomoc w szerszym zakresie, w postaci skorzystania ze wsparcia psychologa. Proces ten pomoże Panu uporać się z poczuciem braku i utraty, a także żalem i bólem, które Panu towarzyszą. Życzę Panu wszystkiego dobrego. Pozdrawiam
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Piotr Ziomber
To, co Pan opisuje, jest ciężkie jak tom oprawny w skórę, a nie broszurka z poradami. I powiedzmy to od razu że to nie jest „zwykłe” rozstanie. To jest nakładka strat: której skład wchodzą utrata relacji i śmierć Ojca, w krótkim odstępie czasu. Nawet stoik z marmuru by pod tym pękł. Pozwoli Pan, że będę jednocześnie życzliwy i sceptyczny gdyż bo tradycja dobrej rozmowy tego wymaga.
Po pierwsze. Najpierw zdejmijmy z Pana niesprawiedliwą winę. Poczucie „straconej szansy” jest dziś głównym trucicielem Pana życia. A ono opiera się na kilku założeniach, które warto uczciwie zakwestionować. „Gdybym był bardziej entuzjastyczny…” Był Pan skrajnie entuzjastyczny. Nagrania, poezja, noce do 2:00, rytuały. To nie był brak zaangażowania. To było zaangażowanie do granic sił. „Gdybym potrafił poczekać po rozstaniu…” W tym samym czasie chorował i umierał Pana Ojciec. Człowiek w żałobie nie ma zasobów do idealnej samokontroli. Kropka. To nie wada charakteru. To biologia i psychika. Wniosek jest taki, że nie zniszczył Pan relacji dlatego, że był Pan „za słaby”, tylko dlatego, że zderzyły się dwie wielkie rzeczy naraz. A to łamie nawet bardzo dzielnych ludzi.
Po drugie. Dlaczego ten ból jest aż tak silny? Tu nie chodzi tylko o ten ból, a ta relacja przywróciła poczucie bycia wybranym i ożywiła ciało i umysł („w moim wieku, a jednak!”) i
dała wizję przyszłości w momencie, gdy życie było raczej archiwum niż nowym rozdziałem
A potem wszystko naraz czyli ona znika, Ojciec umiera, rytuały znikają, sens się zapada i przestaje Pan odczuwać jego moc. Nic dziwnego, że śpi Pan 4-5 godzin, pojawia się duszność, nie ma koncentracji a życie „traci sens”. To objawy żałoby i epizodu depresyjnego, nie dowód, że „coś z Panem nie tak”.
Po trzecie odpowiedz na pytanie co zrobić TERAZ a nie za 3 lata.
Nie będę mówił: „czas leczy rany”. Czas sam w sobie leczy tylko wino i ser. Człowieka leczy czas plus działanie.
Krok pierwszy. Proszę potraktować swój stan jak stan zdrowia jako priorytet! Tak jak nie leczy się zapalenia płuc „charakterem”, tak tego też nie. Psychiatra lub lekarz rodzinny choćby po to, by: pomóc ze snem, obniżyć poziom lęku (ta „duszność” to klasyczny objaw), zapobiec pogłębianiu się depresji. To nie jest kapitulacja. To jest konserwacja organizmu , rzecz bardzo tradycyjna.
Krok drugi żałoba po Ojcu. Mam wrażenie, że żałoba po Tacie została zepchnięta pod dywan, bo całą uwagę zabrała kobieta, a żałoba zawsze wraca po swoje i trzeba ją przejść. Proszę znaleźć jedną osobę (terapeutę, księdza, mądrego znajomego), przy której mówi się tylko o Ojcu bez wątku romantycznego. To jak oddzielenie dwóch ksiąg, które ktoś wrzucił do jednego kartonu.
Krok trzeci to brutalna, ale wyzwalająca prawda o niej. Teraz sceptycyzm, obiecany ale jakże może być pomocny. Nie znał Pan tej kobiety w całości, tylko jej wersję online, wersję idealną i „projektową”. To nie unieważnia uczuć, ale oznacza, że tęskni Pan nie tylko za osobą, lecz za wizją życia, które mogło się wydarzyć. A wizje są zawsze doskonałe. Ludzie niekoniecznie.
Krok czwarty to sens równa się nowa relacja (jeszcze) . Jest to błąd, w który łatwo wpaść w stylu „Muszę znów kogoś poznać, żeby żyć”. Nie teraz. Proszę dać sobie czas.
Najpierw proszę zadbać o ciało czyli sen, spacery, rytm dnia (choćby mechaniczny), umysł czyli jedno stałe zajęcie po pracy (bibliotekarz bez wieczornego rytuału to jak zegar bez wahadła), symboliczny sens czyli coś, co oddaje Pan światu, a nie tylko czeka.
Pan jest bibliotekarzem , a jest to zawód ludzi, którzy przechowują sens, nawet gdy sami chwilowo go nie czują. Proszę to potraktować serio. Najważniejsze zdanie, jakie dziś napiszę to....To nie była ostatnia szansa Pana życia. To była pierwsza od dawna. A skoro jedna się zdarzyła , inne też są możliwe. Tylko już bez konieczności nocnych maratonów i samozapomnienia.
Serdecznie życzę powrotu do pełni sił i zdrowia.
Zobacz podobne
Kiedy nadchodzi zima, zawsze zauważam, że zmienia się nie tylko pogoda, ale i moje samopoczucie.
,,Sezonowe'' zaburzenia nastroju, o których często czytałam, chyba naprawdę mnie dotykają. Coraz częściej mam problem, by wstać z łóżka rano, wieczorami czuję, że przygniata mnie jakaś dziwna siła i ogarnia mnie smutek bez wyraźnej przyczyny. Utrudnia mi to codzienne życie i relacje z najbliższymi.
Szukam sposobów, które pomogłyby mi się z tym uporać.
Może znacie jakieś techniki, które mogą mi pomóc? Zastanawiam się także nad witaminą D albo jakimiś zmianami w diecie. Byłabym bardzo wdzięczna za wskazówki, jak przeżyć zimę w lepszym humorze.

