Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak odzyskać sens życia po utracie relacji i śmierci bliskiej osoby?

Dzień dobry. W październiku 2024 roku poznałem w Internecie bardzo atrakcyjną kobietę: wykształconą, elokwentną, utytułowaną lekarkę z Niemiec. Do tego, jak wynikało ze zdjęć, wyjątkowo urodziwą, o kilkanaście lat młodszą i zaangażowaną w działalność charytatywną. Słowem: ideał. W dodatku napisała do mnie pierwsza, a z jej kolejnych wpisów wynikało, że jest sapioseksualna, noetyczna i uwielbia poezję. Okazało się nawet, że nie przeszkadza jej mój wiek, status (jestem bibliotekarzem) czy brak prawa jazdy. Znajomość rozwijała się szybko. Wymienialiśmy esemesy, zdjęcia, nagrania, wiersze, a po dwóch miesiącach planowaliśmy już wspólną przyszłość. Nie spodziewałem się, że w moim wieku (wtedy miałem 60 lat) doświadczę czegoś tak pięknego. Pędziłem po pracy, by nagrywać nowe teksty, dobierać muzykę i rozmawiać do 1-2 godziny w nocy. To stało się rytuałem. Niestety, później, w styczniu 2025 roku, przyszła ciężka choroba mojego Taty. Nie miałem w związku z tym tyle czasu, a nawet sił. Zdarzało się, że wyczerpany zasypiałem podczas wymiany wiadomości. Coś zaczęło się psuć. Ostatecznie w marcu moja sympatia zerwała znajomość. Do tego doszła śmierć Taty w kwietniu. Niestety, nie potrafiłem się z tym pogodzić i zamiast milczeć - zasypywałem tę kobietę wiadomościami. A także pretensjami, że mnie ignoruje (bo z uwagi na koniec bliskiej relacji odpisywała, co zrozumiałe, rzadko). Dlatego w końcu zostałem zablokowany i dziś nie mam już możliwości kontaktu. Tęsknię jednak tak bardzo, że nie potrafię na niczym się skupić. Śpię maksymalnie, z przerwami, po 4-5 godzin. Życie straciło dla mnie sens. Po pracy wracam i kładę się do łóżka, lecz sen nie przychodzi. Chwilami czuję, jakby brakowało mi powietrza. Najgorsze jest poczucie straconej szansy. Tego, że nie potrafiłem wykrzesać z siebie entuzjazmu. A po rozstaniu - nie potrafiłem poczekać. Co mógłbym zrobić, by powstać do wartościowego życia? Z uwagi na mój wiek (obecnie prawie 62 lata) czekanie dwa-trzy lata aż tęsknota i melancholia same wyblakną i się rozproszą - to bardzo długo...
User Forum

Marcin

5 miesięcy temu
Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Dzień dobry.

Widzę, że emocje, z którymi się Pan mierzy, są dla Pana niezwykle trudne. Pańska wypowiedź jest pełna żalu i smutku ze względu na towarzyszącą Panu bezradność. Chciałabym na początek powiedzieć, że wszystko to, co Pan czuje, jest jak najbardziej w porządku i ma Pan pełne prawo się tak czuć. Sytuacja, w której się Pan znalazł, jest niezwykle trudna. Poznał Pan kogoś niezwykle bliskiego, jednak Pana czas i myśli zajął ból związany ze zdrowiem, a także życiem kogoś dla Pana niezwykle ważnego. To całkowicie normalne, że wszystkie emocje, które Panu w tamtym czasie towarzyszyły, stały się dla Pana przytłaczające, co niestety doprowadziło do rozpadu znajomości. Dostrzegam również, że owe zdarzenia mocno Pana rozregulowały, doprowadzając do problemów ze snem oraz utraty poczucia sensu. Jeśli dobrze rozumiem, ten stan żałoby po utracie relacji utrzymuje się już bardzo długo, co stanowi znak, aby sięgnąć po pomoc w szerszym zakresie, w postaci skorzystania ze wsparcia psychologa. Proces ten pomoże Panu uporać się z poczuciem braku i utraty, a także żalem i bólem, które Panu towarzyszą. Życzę Panu wszystkiego dobrego. Pozdrawiam

5 miesięcy temu

Usunięty Specjalista_tka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

  To, co Pan opisuje, jest ciężkie jak tom oprawny w skórę, a nie broszurka z poradami. I powiedzmy to od razu że to nie jest „zwykłe” rozstanie. To jest nakładka strat:  której skład wchodzą utrata relacji i śmierć Ojca, w krótkim odstępie czasu. Nawet stoik z marmuru by pod tym pękł. Pozwoli Pan, że będę jednocześnie życzliwy i sceptyczny gdyż bo tradycja dobrej rozmowy tego wymaga. 

  Po pierwsze. Najpierw zdejmijmy z Pana niesprawiedliwą winę. Poczucie „straconej szansy” jest dziś głównym trucicielem Pana życia. A ono opiera się na kilku założeniach, które warto uczciwie zakwestionować. „Gdybym był bardziej entuzjastyczny…” Był Pan skrajnie entuzjastyczny. Nagrania, poezja, noce do 2:00, rytuały. To nie był brak zaangażowania. To było zaangażowanie do granic sił. „Gdybym potrafił poczekać po rozstaniu…” W tym samym czasie chorował i umierał Pana Ojciec. Człowiek w żałobie nie ma zasobów do idealnej samokontroli. Kropka. To nie wada charakteru. To biologia i psychika. Wniosek  jest taki, że nie zniszczył Pan relacji dlatego, że był Pan „za słaby”, tylko dlatego, że zderzyły się dwie wielkie rzeczy naraz. A to łamie nawet bardzo dzielnych ludzi.

 Po drugie. Dlaczego ten ból jest aż tak silny? Tu nie chodzi tylko o ten ból, a ta relacja przywróciła poczucie bycia wybranym i ożywiła ciało i umysł („w moim wieku, a jednak!”) i

dała wizję przyszłości w momencie, gdy życie było raczej archiwum niż nowym rozdziałem

A potem wszystko naraz czyli ona znika, Ojciec umiera, rytuały znikają, sens się zapada i przestaje Pan odczuwać jego moc. Nic dziwnego, że śpi Pan 4-5 godzin, pojawia się duszność, nie ma koncentracji a życie „traci sens”. To objawy żałoby i epizodu depresyjnego, nie dowód, że „coś z Panem nie tak”.

Po trzecie odpowiedz na pytanie  co zrobić TERAZ a nie za 3 lata. 

Nie będę mówił: „czas leczy rany”. Czas sam w sobie leczy tylko wino i ser. Człowieka leczy  czas plus działanie.

 

 Krok pierwszy. Proszę  potraktować swój stan jak stan zdrowia jako priorytet! Tak jak nie leczy się zapalenia płuc „charakterem”, tak tego też nie. Psychiatra lub lekarz rodzinny choćby po to, by: pomóc ze snem, obniżyć poziom lęku (ta „duszność” to klasyczny objaw), zapobiec pogłębianiu się depresji. To nie jest kapitulacja. To jest konserwacja organizmu , rzecz bardzo tradycyjna.

Krok drugi żałoba po Ojcu. Mam wrażenie, że żałoba po Tacie została zepchnięta pod dywan, bo całą uwagę zabrała kobieta, a żałoba zawsze wraca po swoje i trzeba ją przejść. Proszę znaleźć jedną osobę (terapeutę, księdza, mądrego znajomego), przy której mówi się tylko o Ojcu bez wątku romantycznego. To jak oddzielenie dwóch ksiąg, które ktoś wrzucił do jednego kartonu.

Krok trzeci to brutalna, ale wyzwalająca prawda o niej. Teraz sceptycyzm, obiecany ale jakże może być pomocny.  Nie znał Pan tej kobiety w całości, tylko jej wersję online, wersję idealną i „projektową”.  To nie unieważnia uczuć, ale oznacza, że tęskni Pan nie tylko za osobą, lecz za wizją życia, które mogło się wydarzyć.  A wizje są zawsze doskonałe. Ludzie niekoniecznie.

Krok czwarty to  sens równa się nowa relacja (jeszcze) . Jest to błąd, w który łatwo wpaść w stylu  „Muszę znów kogoś poznać, żeby żyć”. Nie teraz. Proszę dać sobie czas. 

Najpierw proszę zadbać o  ciało czyli sen, spacery, rytm dnia (choćby mechaniczny), umysł czyli jedno stałe zajęcie po pracy (bibliotekarz bez wieczornego rytuału to jak zegar bez wahadła), symboliczny sens czyli  coś, co oddaje Pan światu, a nie tylko czeka.

Pan jest bibliotekarzem , a jest to zawód ludzi, którzy przechowują sens, nawet gdy sami chwilowo go nie czują. Proszę to potraktować serio. Najważniejsze zdanie, jakie dziś napiszę to....To nie była ostatnia szansa Pana życia. To była pierwsza od dawna. A skoro jedna się zdarzyła ,  inne też są możliwe. Tylko już bez konieczności nocnych maratonów i samozapomnienia.

 

Serdecznie życzę powrotu do pełni sił i zdrowia.

mniej niż godzinę temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


doświadczył Pan w krótkim czasie dwóch bardzo silnych strat: nagłego zerwania intensywnej relacji oraz śmierci Taty. To połączenie może wywołać objawy żałoby, silnego przywiązania i kryzysu sensu życia – to, co Pan opisuje (bezsenność, duszność, utrata sensu), jest sygnałem, że potrzebuje Pan realnego wsparcia, a nie przeczekania. 

 

Ta relacja – choć ważna – stała się także nośnikiem nadziei, bliskości i ucieczki od samotności, dlatego jej utrata tak boli.


Zdecydowanie warto zgłosić się do psychologa lub psychoterapeuty, a jeśli objawy się nasilają – również do lekarza (psychiatry, rodzinnego). Pomoc może skrócić ten proces z lat do miesięcy i pomóc Panu odzyskać poczucie wpływu, sensu i równowagi. Nie jest Pan „za stary” na zmianę ani na dobre życie – jest Pan w momencie, w którym nie trzeba być z tym samemu.

 

Pozdrawiam, 

Składnaowska Daria

mniej niż godzinę temu
Daria Wykpisz

Daria Wykpisz

Panie Marcinie, 

Dołączam się do apelu o skorzystanie ze wsparcia specjalistów, taki stan i ogrom trudnych emocji kosztuje wiele energii i przetrwały będzie prowadził do wyczerpania. Zasługuje Pan na zajęcie się swoim zdrowym i komfortem i postawienie ich w tej chwili na pierwszym miejscu. 

Wiele ważnych rzeczy napisali już poprzednicy, a ja chciałabym nawiązać do tego, co najbardziej zatrzymało mnie w Pana słowach: obwinianie siebie za to, ze cokolwiek było niewystarczające, gdy mierzył Pan się z chorobą Ojca. Pomyślałam, że to bardzo niesprawiedliwe, mieć wyrzuty do siebie z przeszłości za to, że poświęcał Pan energię na radzenie sobie z wyzwaniami jakie stawia choroba i odejście rodzica, a nie entuzjazmowi w relacji.  Kryzysy w naszych życiach są swojego rodzaju wystawieniem relacji na próbę. Nieprzewidziane, obciążające emocjonalnie i fizycznie wydarzenia jak choroba to moment w którym czerpiemy ze wsparcia drugiej osoby. Przykro mi, że nie otrzymał Pan tego w tamtym kontakcie. Wierzę jednocześnie, że przy zatroszczeniu się w pierwszej kolejności o swoje zdrowie, możliwe będzie budowanie nowych, wartościowych i szczęśliwych relacji.

Z serdecznością,

Daria Wykpisz

5 miesięcy temu
Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry Panie Marcinie,


to, co Pan przeżywa, jest połączeniem żałoby po stracie Taty i żałoby po relacji, która bardzo szybko stała się dla Pana źródłem sensu, bliskości i nadziei. Ten ból nie świadczy o słabości ani „błędzie charakteru”, tylko o tym, jak intensywnie i głęboko Pan kochał, w momencie życia, gdy takich doświadczeń zwykle się już nie spodziewa. To, że relacja była głównie online i idealizowana, dodatkowo wzmocniło przywiązanie i poczucie „straconej jedynej szansy”. Najważniejsze teraz: nie próbować wracać do tej relacji ani jej analizować, bo to tylko przedłuża cierpienie. Zamiast czekać latami, warto aktywnie przepracować żałobę, najlepiej z pomocą psychologa lub psychiatry (problemy ze snem, poczucie braku sensu i duszności są sygnałami, że organizm jest przeciążony). To nie jest „leczenie miłości”, tylko pomoc w odzyskaniu równowagi po dwóch ogromnych stratach naraz. Proszę też pamiętać: ta relacja nie była dowodem, że sens życia się skończył, a była dowodem, że potrafi Pan żyć, tworzyć, czuć i kochać. Tego nikt Panu nie zabrał. Teraz celem nie jest entuzjazm ani nowa miłość, tylko powrót do stabilności: sen, rytm dnia, kontakt z ludźmi, małe, realne aktywności. Sens nie wraca nagle, wraca krok po kroku, gdy przestaje Pan walczyć z bólem i zaczyna go Pan bezpiecznie przeżywać.


Pozdrawiam serdecznie

Weronika Wardzińska

5 miesięcy temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Niechęć do własnego życia - jak sobie z nią poradzić?
Witam. Jak mam sobie poradzić z niechęcią do własnego życia
Od 2 miesięcy odczuwam znaczne osłabienie,
Od 2 miesięcy odczuwam znaczne osłabienie, brak energii, nocne poty, mrowią mnie plecy. W morfologii widać spadek odporności. Nie wiadomo, jaka jest przyczyna. Robiłam badania, odwiedzałam lekarza POZ i nadal czuję się tak samo. Po ponad miesiącu dodatkowo odczuwam brak chęci do jakichkolwiek działań, nie śpię, budzę się z kołataniem serca, mam złe przeczucia i myśli. Boję się okropnie choroby nowotworowej, ale też zmęczyłam się już chodzeniem po lekarzach. Czy to możliwe, że to osłabienie i złe samopoczucie pochodzi z psychiki ?
Mam problem z zaburzeniem osobowości połączone z depresją umiarkowaną, zaburzenia somatyczne lęki i szybko denerwuje się
Witam, mam na imię Szymon mam problem z zaburzeniem osobowości polączone z depresją umiarkowaną zaburzenia somatyczne lęki i szybko denerwuje się. W wieku 6 lat miałem ciężki wypadek potrącił mnie i babcie na pasach samochód jakoś cudem doszedłem do siebie, teraz obecnie niezbyt dobrze w życiu mi się potoczyło. Dwa lata temu urodził mi się syn ale zostałem pewne sposób odrzucony przez matkę mojego syna przez przyczynę mojego wieku, mam 24 lata i w pewnym sensie pogodziłem się że będę sam mieszkam sam. Babcia jest już bardzo podeszłym wieku że nie daje już rady i mieszka u mojej cioci, moja mama mieszka zagranicą, tata mnie mój odrzucił i też przez to czuje się z tym wszystkim odrzucony i mam myśli takie że odpuszczę że nawet jak bym miał mieć kolejny wiązek to ono upadnie bardzo szybko tak jak mamy związek z ojczymem . Jestem też po traumie przemocy domowej mama jest po rozwodzie wieku 20 lat zostałem sam bez mamy wyjechała zagranice Ja nie chciałem. Chciałbym zasięgnąć rady ogólnie leczyłem się do 2019 roku ostani raz w szpitalu byłem 2019 jak dostałem ataku zaburzenia somatycznego połoczone z parestezja po przebytym urazie ręki przed ramienia .Nie mogę brać leków negatywnie działają boję się że stracę pracę przez to wszystko proszę o pomoc pozdrawiam Szymon
Czuję beznadzieję po stracie, utracie pracy i porównywaniu się z innymi – ciągły smutek i brak sił do życia
Dzień dobry. Z góry przepraszam, jeśli mój wpis jest chaotyczny, ale jestem słaba w pisaniu i chcę to po prostu z siebie „wypluć”. Moje życie to pasmo nieszczęść, smutku, uczucia beznadziejności i stresu. W ciągu ostatniego pół roku straciłam bardzo bliską mi osobę, mojego dziadka, co do dziś bardzo przeżywam. Niedawno straciłam też pracę… i nawet mój szef nie miał odwagi powiedzieć mi tego wprost. Dowiedziałam się od dziewczyn z którymi pracowałam, że nie przedłuży mi umowy. Od kilku miesięcy szukam czegoś nowego, ale bez skutku, przed chwilą dostałam kolejną odmowę. Nie mam za co opłacić nawet rachunku za telefon. Do tego dochodzi wysoki rachunek za auto, który niedługo muszę zapłacić. Wszystko wali mi się na głowę. Czuję się bezwartościowa i „leniwa”, mimo że naprawdę się staram. Mam wrażenie, że wszystko, co robię, kończy się źle. Jestem ciągle zestresowana, rozdrażniona, kłócę się z chłopakiem i rodzicami i ogólnie czuję w sobie tyle złości na świat i na siebie. Czuję się l brzydka i totalnie zaniedbana. Nie mam siły ani chęci na najprostsze rzeczy np. ugotowanie obiadu, posprzątanie pokoju czy nawet wstanie i pójście umyć zęby potrafi być dla mnie problemem. Coraz częściej myślę o tym, jak bardzo nienawidzę swojego życia i samej siebie. Mam poczucie, że wszystko jest beznadziejne i po prostu odechciewa mi się żyć. Dodatkowo dobija mnie porównywanie się do znajomych którzy mają stałe prace, dzieci w drodze, własne mieszkania, planują śluby… a ja czuję, że stoję w miejscu albo wręcz się cofam. I jedyne, co teraz czuję, to po prostu „mam dość”. Utrudnia mi to spotykanie się z nimi bo nie chce mi się słuchać o ich kolejnych sukcesach, nie z zawiści ale przez to że wracam z tych spotkam załamana i zapłakana z pytaniem „dlaczego nie ja?” Nienawidzę życia, które mam. Każdego dnia czuję ucisk w klatce piersiowej i jakby coś ciągle mnie przygniatało. Nic mnie już nie cieszy, wszystko wydaje się bez sensu. Chciałabym po prostu stąd uciec. Czasem myślę o sobie sprzed lat. Moja 15-letnia ja byłaby totalnie zawiedziona tym, kim jestem i jak żyję teraz. Czuję się sama sobie winna, a do tego wszystko wokół wydaje się takie przytłaczające…
Mam wrażenie, że sobie wmawiam trudności psychiczne i marnuję czas psychologa i psychiatry.
W listopadzie poszłam pierwszy raz do psychologa. Łącznie byłam na trzech spotkaniach. Pani psycholog poleciła mi pójść do psychiatry. Moim problemem wtedy było to, że myślę bardzo dużo, analizuję nieustannie, martwię się o zdrowie fizyczne i zamartwiam się, że zwariuję, unikałam sytuacji społecznych, gdzie mogłabym być negatywnie oceniona. Jest luty, a ja czuję się jakbym marnowała ich czas, bo czuję się niemal całkowicie dobrze. Mam wyrzuty sumienia i myśli, że sobie to wszystko wmawiałam. Psycholog stwierdził WWO i lęk społeczny, a psychiatra lekką depresję. Boję się, że wszystkie objawy sobie wmawiam a tak naprawdę ze mną jest wszystko okej. Swoją drogą mam podstawy do myślenia, że jednak mnie to nie dotyczy, ponieważ w teście Becka wyszło mi 9-11 pkt.
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.