
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina
- Jak pogodzić żałobę...
Jak pogodzić żałobę po śmierci bliskiego z pracą i codziennością?
Cześć, piszę tutaj, bo nie potrafię sobie poradzić z tym, co czuję. Mój dziadek niedawno zmarł. Odszedł w cierpieniu i mam wrażenie, że wszystko stało się zbyt szybko. Był dla mnie kimś bardzo bliskim - domem. Od jego śmierci czuję ogromny smutek i pustkę. Myśl o tym, że już go nie zobaczę, strasznie boli. Nie mogę się pogodzić z tym, że tak cierpiał przed odejściem — to mnie prześladuje. Staram się normalnie funkcjonować, ale wciąż wracam myślami do ostatnich chwil i łzy same napływają do oczu. Nie potrafię patrzeć na jego zdjęcia. Każde jedno przypomina mi, jak bardzo go brakuje - kiedy widzę jego uśmiech. To strasznie boli. Chciałabym cofnąć czas i zrobić wszystko aby był szybciej zdiagnozowany. Może to by go uratowało. Od tego czasu w ogóle nie potrafię się skupić. W pracy wszystko mi się sypie, trudno mi zebrać myśli i wykonywać nawet proste rzeczy. Mam wrażenie, że funkcjonuję jakby obok – niby jestem, ale nic do mnie nie dociera... :( Nie wiem, jak pogodzić życie w pracy z żałobą. Dochodzi do tego wiecznie niezadowolony szef, który był nawet zdziwiony i niezadowolony, że biorę cały dzień wolnego w dzień pogrzebu! Życie mi się sypie i to właśnie czuję!
Justyna Bejmert
Droga N. Tak bardzo mi przykro z powodu tego, co przeżywasz. Strata bliskiej osoby to ogromny cios, a za nim idzie ból, złość, smutek czy wyrzuty sumienia, że mogliśmy zrobić więcej. To wszystko, co odczuwasz jest zupełnie naturalne, chociaż bardzo trudne. Pozwól sobie na łzy, nie walcz z tym uczuciem, bo na nie niestety nie ma złotej recepty, chociaż chciałabym taką dać, by choć trochę ulżyć Ci w cierpieniu. Jeśli masz obok kogoś bliskiego, zaufanego, spróbuj wyrazić wszystko, co czujesz. Rozważ też spotkanie z psychologiem, ktore może pomóc Ci przejść przez ten trudny czas. Jestem z Tobą myślami,
Justyna Bejmert
Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Daria Składanowska
Dzień dobry Pani,
bardzo mi przykro z powodu śmierci Pani Dziadka. Żałoba jest procesem, który wymaga czasu, cierpliwości i życzliwości wobec siebie.
Nie musi Pani przechodzić przez to sama. Zachęcam do skorzystania z bezpłatnego wsparcia psychologicznego, rozmowa z psychologiem może pomóc uporządkować emocje i stopniowo odzyskać równowagę:
-116 123 – Linia Wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym (czynna codziennie 14:00–22:00)
-800 70 2222 – Centrum Wsparcia dla Osób w Kryzysie Psychicznym (czynne 24/7, również czat i e-mail)
-116 111 – Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży (czynny 24/7, także czat online)
-800 108 108 – Linia ITAKA dla osób po stracie bliskich (czynna codziennie 14:00–17:00)
Może się Pani również zgłosić do najbliższego Ośrodka Interwencji Kryzysowej lub Poradni Zdrowia Psychicznego, gdzie wsparcie jest bezpłatne i nie wymaga skierowania.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Psycholog, Doradca kariery
Sylwia Harbacz-Mbengue
Dzień dobry,
To co Pani czuje to głęboka i naturalna reakcja w żałobie.
Myślenie, że nie miała Pani kontroli nad jego diagnozą powoduje odczucie żalu, które jest normalne. Proszę spróbować myśleć " zrobiłam co mogłam, byłam przy Nim".
Bardzo mocno przeżywa Pani żałobę. Może byłoby możliwe wziąć kilka dni wolnego. Jeśli nie, proszę spróbować ograniczyć oczekiwania wobec siebie i robić tylko to, co jest konieczne.
Dobrze byłoby poszykać wsparcia, np. otaczać się bliskimi ludźmi, pozwolić sobie na łzy i smutek.
Żałoba nie ma wyznaczonych granic czasowych i każdy przeżywa ją inaczej.
Pozdrawiam
Sylwia Harbacz- Mbengue
Psycholog
Elza Grabińska
Szanowna Pani,
proszę dać sobie czas na żałobę. Najbliższy czas po stracie bliskiej osoby jest pełen bólu, smutku i poczucia pustki. To, co Pani czuje, jest częścią procesu pożegnania kogoś, kto był bardzo ważny. Warto pozwolić sobie na te emocje, nie tłumić ich i nie oczekiwać od siebie funkcjonowania jak przed tym wydarzeniem od razu.
Może Pani spróbować zapisać rzeczy, które lubiła robić z dziadkiem, wspomnienia, które budziły ciepło, a za jakiś czas, gdy emocje trochę opadną, w chwilach tęsknoty wracać do nich lub robić te rzeczy w jego pamięci. To pomaga zachować więź z nim w inny sposób. Spokojniejszy, ale wciąż bliski.
Wszystkiego dobrego,
Elza Grabińska, psycholog.
Linnea Rasmusson
Dzień dobry,
W takiej sytuacji proszę zobaczyć jakie Pani ma możliwości, żeby wziąć urlop chorobowy na jakiś czas, aby Pani mogła przejść żałobę w spokoju. Jeśli wpływa to na pracę, naprawdę nie widzę przeszkody, aby taki urlop został Pani przyznany. W trakcie urlopu proszę postarać się skupić na pozytywnych aspektach wspomnień, to co budziło ciepło i radość. Aspekty diagnozy, cierpienia i choroby już Pani tu nic nie zrobi i nie zmieni. Pielęgnacja pozytywnych wspomnień i pozwolenie sobie na płacz i łzy jest bardzo ważne i oczyszczające.
Pozdrawiam serdecznie,
Linnea Rasmusson
Psycholog

Fala Wsparcia
Droga N.,
Ogromnie współczujemy sytuacji, o której piszesz. Śmierć dziadka, niezrozumienie szefa - nie wyobrażamy sobie, jak trudny czas przeszłaś. W takim momencie tym bardziej zachęcamy do podjęcia terapii, która pomoże poradzić sobie z żałobą. Zasługujesz na życie warte przeżycia.
Pozdrawiamy ciepło,
Zespół Fali Wsparcia
Izabela Piórkowska
Witaj. Śmierć bliskiej osoby stanowi najczęściej bolesne doświadczenie. Zmagasz się z nieprzyjemnymi emocjami, trudnymi, które są ciężkie do zniesienia. Warto je zaakceptować, pobyć w nich, pozwolić sobie na płacz i jednocześnie poszukać na co możesz mieć wpływ, by sobie pomóc w tej sytuacji. Kto może Cię wesprzeć rozmową, by uporządkować myśli? Pozdrawiam serdecznie...
Michał Koliński
Bardzo mi przykro z powodu śmierci Twojego dziadka. To naturalne, że czujesz smutek, pustkę i trudność w skupieniu - żałoba potrafi całkowicie wyczerpać emocjonalnie. Myśli o jego cierpieniu i poczucie winy są częścią procesu po stracie, choć teraz mogą wydawać się nie do zniesienia. Daj sobie czas i prawo do przeżywania tego, co czujesz. Jeśli ból nie słabnie i trudno Ci funkcjonować, warto poszukać wsparcia terapeuty - spotkanie naprawdę pomaga uporządkować emocje i wrócić do równowagi. Pozdrawiam serdecznie
Usunięty Specjalista_tka
Witam
Jestem psychologiem, ale również lekarzem. Przekonałem się sam, ze jakkolwiek bym się nie starał, czasami nie potrafię uratować życia. To jest bardzo przykre, ale prawdziwe. Napatrzyłem się na ludzi cierpiących w tym ostatnim okresie życia i mogłem jedynie podawać leki minimalizujące ból i lęk. I to było wszystko, co mogłem zrobić. Odejście bliskiego człowieka to straszne wydarzenie, szczególnie gdy towarzyszy temu cierpienie. To jest taka sytuacja graniczna, jak pisał Karl Jaspers. Z niej nie można się wycofać ani jaj obejść. Żałobę musimy przeżyć dla siebie i dla tej osoby która odeszła. Pani dziadek był z pewnością tym, który Panią kochał. On nie chciałby, aby jego odejście pozostawiło w Pani jedynie ból i żal po jego stracie. Jestem przekonany, że byłby z Pani dumny, gdy wróci Pani do normalnego życia, jednocześnie zawsze o nim pamiętając. Teraz patrzy na Panią tam z góry i martwi się Pani cierpieniem. I on już nic nie może z tym zrobić, ale Pani może i powinna. Żałoba jest naturalna, jednak gdy trwa zbyt długo i nie pozwala nam funkcjonować, trzeba coś z nią zrobić. Sama sobie Pani z nią chyba nie poradzi, Proponuję zatem kontakt z psychoterapeutą lub psychologiem najlepiej z takim, który w takich kwestiach ma doświadczenie.
Życzę wszystkiego dobrego i dużo siły
Piotr Jeliński
psycholog i lekarz medycyny
Usunięty Specjalista_tka
Urszula Małek
To naturalne, że czujesz smutek, pustkę i bezradność, zwłaszcza że był dla Ciebie kimś bliskim i dawał poczucie bezpieczeństwa.
To, że wracają do Ciebie myśli o jego cierpieniu i ostatnich chwilach, jest normalną próbą oswojenia straty. Żałoba potrzebuje czasu i przestrzeni, a presja, by „funkcjonować normalnie”, może tylko pogłębiać cierpienie.
Warto pozwolić sobie na te uczucia i szukać wsparcia u kogoś, kto potrafi wysłuchać bez oceniania. To, że piszesz tutaj, pokazuje, że troszczysz się o siebie i próbujesz znaleźć sposób, by unieść ten ciężar. Daj sobie czas i bądź ze sobą w tym, co czujesz.
Marcin Kuszyński
Dzień dobry,
To niesamowite, jak silna więź łączyła Ciebie z dziadkiem. Warto mieć świadomość, że stan, który przeżywasz to naturalny stan, w którym przeplatać mogą się naprzemiennie różne emocje od smutku przez złość i inne, może to być także wiele emocji naraz, niekoniecznie pojedynczo występujące.
Niestety najnowsze klasyfikacje znacząco skróciły naturalność występowania tego stanu - dotychczas był to rok, a nawet dłużej, zawsze należy ten stan traktować indywidualnie. Może on trwać dłużej w przypadku bardzo ważnych relacji, choć nie musi.
Pomocne w przeżywaniu straty może być nazwanie emocji i odniesienie ich do konkretnych potrzeb za którymi one stoją, a które ta relacja zaspokajała. W takim przypadku świetnym z mojej perspektywy mogą być karty uczuć i potrzeb czy plakat Empatify. W zależności od Twoich preferencji, możesz powspominać dziadka z bliskimi, udać się na grób i wyrazić to wszystko, czego potrzebujesz.
Wiedz, że z tytułu śmierci osoby bliskiej przysługuje Tobie zwolnienie L4. Gdyby natomiast intensywność doznawanych emocji w Pana/Pani odczuciu nie zmieniała się w perspektywie czasowej lub jakoś zaczęła niepokoić, warto zasięgnąć porady specjalistycznej.
Pozdrawiam serdecznie,
Marcin Kuszyński
Psycholog, certyfikowany terapeuta TSR, psychoterapeuta w procesie certyfikacji

Zobacz podobne
Dzień dobry, żyję w domu, który mnie ukształtował, tylko że nie w ten dobry sposób. W dzieciństwie było dużo upokarzania, krzyków i bicia ze strony rodziców. Teraz jestem dorosła, ale mam wrażenie, że mój organizm dalej działa jak wtedy w trybie ciągłego napięcia. Strasznie denerwują mnie drobne rzeczy. Wiem, że dla kogoś z zewnątrz to może wyglądać jak przesada, ale u mnie to jest reakcja na lata życia w stresie. Wystarczy jeden komentarz, jedno spojrzenie i już czuję, jak wszystko się we mnie zaciska. Najbardziej boli mnie to, że nadal mieszkam w tym domu. Próbuję być w nim szczęśliwa, chociaż to miejsce w ogóle temu nie sprzyja. Marzę o wyprowadzce, o własnym kącie, ale zwyczajnie mnie na to nie stać. I to poczucie, że jestem „uwięziona”, bardzo mnie dobija. Robię naprawdę dużo, sprzątam, gotuję, ogarniam dom, płacę rachunki. Staram się być odpowiedzialna i pomocna. A mimo to ciągle słyszę, że to za mało. Zawsze jest coś źle. Zawsze można było lepiej, szybciej, inaczej. Nie ma docenienia, jest ciągła kontrola i krytyka. Czasem marzę o naprawdę prostych rzeczach. O tym, żeby usiąść wieczorem przed telewizorem. Bez stresu. Bez myśli, że ktoś zaraz zwróci mi uwagę, że na blacie w kuchni stoi kubek po kawie. Bez poczucia, że muszę być w ciągłej gotowości, bo inaczej dostanę opieprz. Chciałabym choć raz poczuć, że mogę być niedoskonała i że świat się od tego nie zawali.Ten dom jest bardzo toksyczny. Nie ma w nim rozmowy, tylko ocenianie. Nie ma wsparcia, tylko wypominanie. Moje emocje są bagatelizowane, a granice praktycznie nie istnieją. Mam wrażenie, że cokolwiek zrobię, i tak będzie źle. Widzę, jak bardzo mnie to wszystko zmieniło. Mam problem z odpoczynkiem, bo czuję się winna. Mam problem z radością, bo zaraz spodziewam się krytyki. Żyję w napięciu, jakby coś złego miało się wydarzyć w każdej chwili. za każdym razem, gdy słyszę docinki w stylu „ty nic nie robisz”, mimo że robię naprawdę dużo, mam w głowie myśl, że mam już dość tego życia, że jestem w sytuacji w której nigdy nie chciałam być, że moje życie to porażka, że żyje życiem, którego bałam się jako nastolatka :(
Witam, mam problem z partnerem. Ogólnie dobrze się rozumiemy i znamy już dłuższy czas, mamy razem dziecko. Problem polega na tym, że on niby się cieszy, że jest ojcem, ale w ogóle mi nie pomaga. W domu nie miał żadnych obowiązków, jest jedynakiem, wszystko robiła za niego matka. Nie ma poczucia obowiązku, wraca z pracy, siedzi na internecie, niby coś tam robi albo wychodzi z domu niby do swojego ojca i znika na 2-3h a jak wraca, twierdzi, że przecież krzywda mi się nie stała, że zostałam sama. I tak w kółko, chociaż proszę go o pomoc, nie otrzymuje jej. Mało tego jeszcze ją muszę ogarniać każdą nadobniejszą rzecz w domu, a on potem i tak powie mi, że tylko siedzę w domu i bawię się z dzieckiem. A ja mam na głowie wszystko dziecko, dom, zakupy, naprawy, samochód, rachunki, do tego dochodzi wspólny biznes, jakieś sprawy typu ubezpieczenia, jego widzimisię, czyli jak czegoś ode mnie chce (a chce bardzo często) to dzwoni, prosi i wymaga. Próby rozmowy nie działają, próbowałam i prośbą i groźbą i czynem zmusić go do myślenia, że ja nie jestem sprzątaczką i służąca, a dziecko jest wspólne. Czasem nawet wydawało mi się, że już zrozumiał i na jakiś czas się zmieniał, ale wystarcz,y że ktoś mu zaproponował wyjście z domu np. tesciu zawoła go na chwile do warsztatu i już na 3h zapomnina, że ma dziecko i że mieliśmy ją kąpać (jest jeszcze malutka). I ją znowu zostaje sama. Potem przestałam robić dla niego wszystko, efekt jeszcze gorszy, bo chodził obrażony, nie odzywał się do mnie. Najgorsze, że on w ogóle mnie nie słucha i mam wrażenie, że jestem dla niego darmową nianią i pomocą domową. Moje zdanie jest totalnie dyskryminowane i niestety, ale bardziej słucha matki i koleżanki z pracy niż mnie. Nawet w kwestii wychowania dziecka na mnie spada cały ciężar, nie przejmuje się, jak sobie daje rade i jakie mam zasady, ale wystarczy, że któraś z nich powie ze np.mam nie dawać jej truskawek, to on od razu się odpala, że mam tego nie robić, bo ona powiedziała. Albo najgorzej jak ustalamy wspólnie jakieś reguły, typu zakaz całowania dziecka, ale jak jego matka to robi, to już się nie odezwie i to mu nie przeszkadza, bo ona po prostu się cieszy I ona taka jest a ja muszę to akceptować. Jego matka mnie też bardzo pomija w kwestii macierzyństwa, córka zawsze jest bardziej podobna do tatusia, na wycieczce była z tatusiem, tatuś ją będzie nosił, patrzy na tatusia itd. A o mnie do dziecka mówi, że ją szarpie (jak załamałam jej rękawiczki i kwiliła), że na mnie jest zła, że jej nie noszę tylko siedzi w bujaka, ale zaraz przyjdzie tatuś i będzie nosił. Mówiłam mu, ze mam z nią problem, do tego nas nachodzi, wchodzi mi do pokoju, kiedy jestem rozebrana, dokucza mojemu dziecku aż płacze, chociaż ona myśli, ze tylko ją dotyka a płacze przeze mnie, bo jej dałam smoczka, kłamie, że nie otwieram jej drzwi, jak ktoś ma do nas przyjść np.znajomi przychodzą raz na 2 miesiące, to nagle ona jest u nas kilka dni i kilka razy pod rząd, a potem wcina ją na tydzień byle by nie było tak że ktoś widział małą a ona nie bo nie może tego znieść. Oprócz tego próbowała dawać jej jakieś jedzenie niedostosowane do wieku na szczecie ciotka partnera interweniowała. Ale on nie widzi problemu,ja mam być miła i akceptować to co ona robi bo ona ma problemy emocjonalne, bo małżeństwo jej i jej męża się nie udalo (w sensie z teściem się im nie układało nigdy) I ona się cieszy z wnuczki .Jednoczesnie nie mogę robić co uważam za słuszne przy moim dziecku ale pozwalać na to matce bo ona się po prostu cieszy.Koelzanka jeszcze ją j jego podpuszcza że ona robi dobrze i nie widzi nic złego w jej zachowaniu.Mysle że największym problemem nie jest ona sama tylko moj chłop który nie potrafi postawić granic.Ona mu nawet ciuchy wybierała i nadal wybiera i też nic w tym złego nie widzi.Cale życie przekraczała wszelkie jego granice i myśli że moje też może a on jej na to przyzwala.Jednoczesnie wychowała go na Pana domu któremu wszystko się należy i mam mu usługiwać i jest oburzona że ją od niego wymagam pomocy i powrotu do domu a potem myali i rozpowiada wszystkim jak to on się nie zajmuje córką.Co do głupich zdjęć nawet jest problem bo robiąc dziecku zdjęcia rozsyłam po rodzinie ale jak nie wyślę do jego matki to już ma problem,przecież to nie mój obowiązek,sam może to zrobić ale nie bo ja wychodzę na tą złą że jestem dla niej złośliwa a ona się tak cieszy.Duzo jeszcze było takich sytuacji nienormlanych.Najbardziej mnie nie denerwuje ona tylko on że się nie postawi i choć raz nie stanie po mojej stronie.Przeciez ją mu nie każe wybierać ani się kłócić wystarczy żeby jej powiedział wprost żeby tego czy tego nie robiła albo się tak nie odzywała do mnie.Co do pomocy też nie wymagam nie wiadomo czego chce tylko jechać na zakupy o innej porze niż 19/20 i żeby on zajął się na ten czas dzieckiem.Nie wiem jak mam na niego wpłynąć tak jak mówię żadna rozmowa nie przyniosła skutku.Juz nawet mi powiedział że ją to wiem co mu siedzi w glowie i znam się na ludziach(chodziłam do szkoły o profilu pshchologicznym)I stwierdził że mam rację a za dwa dni znowu zostałam sama z chorym dzieckiem i jeszcze stwierdził że to ze mną jest problem i że nie jest mu przykro jak mnie traktuje.Ja też przez tą całą sytuację jestem zła,rozdrażniona,złośliwą i sarkastyczna bo już nie daje rady.Nie chcę się podporządkowywać i być wiecznie sama,nie chce żyć na czyjeś dyktando i dać się dyskryminować jednocześnie dając z siebie wszystko dla dziecka.Dodam że jego ojciec też wie jaka jest jego matka i jak go wychowała i dużo razy stawał po mojej stronie.Bardzo proszę o rady jak to ugryźć albo jak przestać się tym PR,ejmowac

