Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie z żądaniem spłaty od byłego partnera i myślami samobójczymi?

Świat mi się zawalił dosłownie, nie wiem, jak mam się wziąć w garść, pisząc to łzy mi same lecą z oczu. 

Jestem samotną mamą dwóch chłopców, wiele w życiu wycierpiałam i jeszcze teraz ... mój były partner żąda ode mnie spłaty pieniędzy za to, co kupił do mojego domu. Ja nigdy o nic jego nie prosiłam, nie chciałam, by kupował. Wiedział doskonale jaką mam sytuację, że mam dwoje i nie pracuję, a on pracował za granicą i teraz żąda ode mnie spłaty 😪 

Nic z jego rzeczy nie chciałam i to, co zakupił mówiłam, by zabierał, bo nic od niego nie chcę, a teraz on przysłał mi pismo od adwokata, jestem załamana. Zaczęłam robić prawko, myślałam, że jakoś mi będzie prościej znaleźć pracę mając prawo jazdy.. w tym roku mam młodszego synka komunię, ciągle są jakieś wydatki, a tu jeszcze taki cios, żąda kwoty 30 tys. zł. Jestem tym załamana, nie wiem, jak się wziąć w garść. Zawsze w życiu mam tylko pod górę. Wołałabym nie istnieć, myślę o najgorszym, coraz częściej miewam myśli samobójcze 😪. Wiem, że dla dzieci muszę żyć, ale nie wiem już jak 😭

Martyna Jarosz

Martyna Jarosz

Pani Angelo,
warto skonsultować się z prawnikiem, który specjalizuje się w sprawach cywilnych. Może Pani uzyskać pomoc prawną i dowiedzieć się, jakie ma Pani prawa w tej sytuacji. 

Może istnieją możliwości obrony przed roszczeniami byłego partnera.
Może skorzystać Pani z darmowych porad prawnych - np. 
https://www.gov.pl/web/gov/skorzystaj-z-darmowej-pomocy-prawnej

Jest Pani ważna i potrzebna swoim dzieciom, dlatego proszę nie tracić nadziei. Każdy dzień to krok naprzód, nawet jeśli czasem wydaje się to niemożliwe. 

Jeśli ma Pani myśli samobójcze, ważne jest, aby natychmiast skontaktować się z profesjonalistą – psychologiem lub lekarzem. Proszę nie wahać się dzwonić pod 112. Są też dostępne telefoniczne linie wsparcia, które mogą pomóc w kryzysowej sytuacji. Może Pani skorzystać z Kryzysowego Telefonu Zaufania dla Osób Dorosłych w Kryzysie Emocjonalnym numer - 116 123 - dyżur 7 dni w tygodniu, poniedziałek - niedziela, godz. 14-22, połączenia bezpłatne. Dodatkowo spotkania z psychologiem lub terapeutą mogą pomóc Pani przetworzyć te trudne emocje i znaleźć zdrowe sposoby radzenia sobie ze stresem. 

Proszę pamiętać, że nie jest Pani sama i że są ludzie, którzy chcą i mogą Pani pomóc.


Życzę Pani dużo siły w tej trudnej chwili.

1 rok temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Irena Kalużna-Stasik

Irena Kalużna-Stasik

Dzień dobry Angela!

Cieszę się, że napisałaś tutaj. Jesteś w kryzysowej sytuacji. Twoje emocje są w pełni zrozumiałe – zapewne odczuwasz strach, złość, bezsilność.  Pamiętaj, że to, co teraz czujesz, choć przytłaczające, nie będzie trwać wiecznie. Myśli samobójcze są wołaniem Twojej psychiki o pomoc. Jeśli te myśli są bardzo silne, proszę, skontaktuj się z kimś, kto może Ci pomóc od razu – lekarzem rodzinnym, psychologiem lub telefonem zaufania. 

W Polsce działa np. Centrum Wsparcia Kryzysowego pod numerem 800 70 2222, gdzie specjaliści są dostępni całą dobę. Proszę, znajdź w sobie siłę, by zadzwonić po pomoc – do specjalisty. Jesteś ważna i masz prawo do wsparcia, miłości i bezpieczeństwa. 

Są też Ośrodki Interwencji Kryzysowej (OIK) działają w wielu miastach w Polsce i są tam po to, by pomagać osobom w trudnych sytuacjach, takich jak Twoja. OIK oferują darmową pomoc psychologiczną, prawną i często socjalną, a ich celem jest wsparcie w najbardziej kryzysowych momentach życia. 

W OIK pracują doświadczeni psychologowie, prawnicy i specjaliści, którzy mogą pomóc nie tylko w rozmowie, ale również w ustaleniu planu działania w trudnej sytuacji. 

Kontakt do OIK można znaleźć w internecie, dzwoniąc do lokalnego Ośrodka Pomocy Społecznej (OPS) lub sprawdzając na stronie swojego miasta/gminy.

 

Trzymam mocno kciuki za Ciebie i proszę, udaj się do jednego z ośrodka po pomoc, gdzie ją otrzymasz!

Irena Kalużna-Stasik - psycholog

1 rok temu
dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Po rozstaniu z partnerem zastanawiam się, co mam ze sobą zrobić. Czuję, że wziął ze mnie radość.
Witam Serdecznie. Jestem mężatką od 17 lat, nie mamy wspólnych dzieci. Jestem 3 kobietą (2 żoną oficjalnie). Mąż ma dzieci z pierwszego małżeństwa, ale nie miał 10 lat z nimi kontaktu . Mąż był niechcianym synem u swej matki (chciała córkę) i ona tak bardzo na tym punkcie sfiksowała, że zaczęła lalki zbierać, nawet tvn był u niej w domu ..nigdy nie dorobiła się do mieszkania własnego, w państwowym mieszkała ..bardzo wtrącała się w życie męża ..i wszystko ją słuchał i słucha do dziś, już ma 60 lat mąż. To pasowało kobiecie, z którą był przede mna 12 lat (2 kobieta) . Rozstał się, bo zwariowała psychicznie itd .. kochała nie jego, że o tym powiedziała..i mąż ją zostawił .. Jak mnie poznał wypadkowo przez koleżankę, zaczął mnie wydzwaniać i prosić o spotkanie (kolacje), co mi przeszkadzało, nie chciałam, ale w końcu zgodziłam się, by pójść i więcej nic nie mieć wspólnego. Na kolację kupił pierścionek zaręczynowy i oznajmił, że prosi mnie, by dać mu szansę, by się wykazał..spodobała mi się odwaga i szaleństwo tego człowieka i (dla beki) mówię ,możemy pospotykać się, będę miała szansę ponosić fajny pierścionek, jakby co, to oddam.. Spotkania rok, po roku ślub, intercyza i brak jego zaufania, myślałam, że mu to minie .. po roku w ślubie, wspólnego życia w domu, dowiedziałam się, że dom, w którym mieszkamy jest nie jego, a kolegi ... jeździł starym fordem ..nie szło mu w firmie zbytnio.. łatwowierny ludziom i wszyscy go oszukiwali, przy czym zarabiając a on nic ... I tu jestem w urzędzie, w którym podeszłam zapytać nieznajomego Pana czy może chce lokal podnająć, którego był najemcą mąż, a on, że żona zadzwoni, bo w nieruchomościach działa, więc żona Pana oddzwania z info, że ma 3 chętnych klientów na lokal..więc wybrałam Pana, do którego czułam intuicję z klientów .. Mąż podpisał umowę najmu na 5 lat odrazu ..byłam szczęśliwa, bo mąż z podnajęcia miał drugie tyle, co za wynajem od ...co każdy miesiąc przychód około 10.000 już po podatkach itd.. ja nie pracuje ,bo mąż przekonał, bym rzuciła swą pracę, więc jego awantury mnie przekonały.. Mama moja przyjeżdża i ja mówię do męża, czy mógłbyś mi jakieś pieniążki podzielić z naszego zarobku i zaczęło się... a co ty nie masz co jeść, wynoś się, jesteś jak wrzód na tyłku, jak byłam w szpitalu z jego powodu- proszę, by mi kupił leki ten mi rzucił pieniążki w twarz I mówi "byś stąd nie wyszła..." okazało się, że chodzi po domach publicznych ..I to on mnie zaraził i przez niego byłam w szpitalu, wpadłam w śpiączkę i operacja itd Ledwo przeżyłam z cudem, w domu bałam się z nim spać, zamknęłam drzwi na klucz, by zrozumiał, że go nie chcę, że boli mnie jego taki tryb prowadzenia się i nie szanowania mnie. Dom duży, ma gdzie spać.. I tak dzień po dniu ..I minęły lata ..nie śpimy ze sobą w ogóle, myślę, że już tez nie ta energia u niego i wstydzi się mnie, ale to nie wszystko - Mąż w związku z drugą i pierwszą kobieta mieli zwierzęta, a mnie nie pozwalał nikogo do domu wprowadzać, w ogóle wydawało się, że ja jestem jak grusza do biczowania ..wszystko co mi przynosiło radość - mówił "nie i koniec", więc ja kotkę uratowałam i wzięłam do pokoju, gdzie śpię, tam mam łazienkę i garderobę i tam mam około 40m2, ale to też ciągle go drażniło, kotka śpi ze mną, a on nie i już przyzwyczaił się, że lotka jest. Jednak dziś powiedział, że nie życzy sobie, bym otwierała drzwi z pokoju na korytarz, inaczej odejdzie ..ja powiedziałam "skoro taki masz wybór, niech tak będzie" i otworzyłam, a on pojechał z znajomymi, gdzie mieliśmy wspólnie spędzić czas, ja zostałam, bo nie dał mi wyboru, powiedział to koniec z nami, że nie wróci. Więcej tragedii przeszłam, tak opisałam w skrócie, z kim żyłam do dziś.. Jak mam to interpretować -swoje życie - mam dać sobie spokój, mam 41 lat, zacząć życie od nowa sama? Nie mam lęku, on chyba wyniszczył wszystko, co jeszcze nas jednoczyło..czuję nic ,zero..może jestem jeszcze nieświadoma.. ☆
Po zranieniu przez partnera nie umiem uspokoić myśli, pomimo długiego czasu.
Dzień dobry, mam problem. Prawie 2 lata temu mój narzeczony zdradził mnie emocjonalnie. Doszło do tego w pracy, ogólnie zaczęło się to tak, że ona mu w czymś pomogła i on w podziękowaniu kupił jej prezent, wiem brzmi to tak, że nie powinnam mieć do tego żadnego problemu, ale on w internecie szukał jaki prezent można jej kupić itp, nie znał jej imienia ani nazwiska, więc po numerze jej szukał w internecie. To wszystko trwało może z 2 tygodnie, widzieli się raz tylko i resztę czasu tylko ze sobą pisali. Nie widziałam dokładnie tych wiadomości, bo usunął je przede mną. Ale w tamtym okresie jak pisał z nią, był dla mnie okropny, w ogóle się mną nie interesował. A jego wyszukiwarka wygadała mniej więcej tak. " Jak zagadać do dziewczyny", "jaki prezent kupić w podziękowaniu","Jak zakończyć związek po kilku latach" " jak rozstać się z toksycznym partnerem " Wybaczyłam mu to wszystko i teraz naprawdę jest dobrze, ale on ciągle pracuje w tej pracy i od tamtej pory nie mają kontaktu, on wszędzie ja zablokował itp. I ja mu ufam, ale nie radzę sobie z tymi myślami, które męczą mnie codziennie i przez to co jakiś czas ja do tego wracam i zaczynam kłótnie. On nie chce do tego wracać, bo jest mu wstyd i wie jak bardzo mnie zranił. Ale dlaczego ja nadal po takim czasie nie mam spokoju w głowie, czemu ciągle analizuję to wszystko? Nie wiem co powinnam zrobić, strasznie jestem tym zmęczona, wiem, że jak będę ciągle o tym myśleć to to wszystko będzie bez sensu... Nie chcę go tym już ranić ani siebie. Proszę o radę, co powinnam zrobić w takiej sytuacji.
Jestem samotną matką, którą przytłacza życie - nie potrafię sobie już z tym poradzić
Jestem sama z córką i nie daje już rady, brakuje mi sił na wszystko. Rozstałam się z ojcem mojej córki prawie 4 lata temu, zaczynałam wszystko od zera bo wrocilysmy do mojego rodzinnego miasta. Byłam bez pieniędzy, bez mieszkania, pracy i przedszkola dla córki wiem że na dzień dzisiejszy dużo osiągnęłam bo wynajmuje mieszkanie, mam pracę nie na pełny etat ale zarabiam na opłaty do tego mam alimenty i świadczenie 800+, córka jest zadbana i chodzi do przedszkola, jest uśmiechniętym i energicznym dzieckiem bardzo ja kocham, ona jeździ co drugi weekend do swojego taty mają dobry kontakt. Niestety moja rodzina odwróciła się ode mnie po rozstaniu z ojcem córki, ciągle wmawiają mi że nie daje sobie z niczym rady, w niczym mi nie pomagają i ciągle tylko dołują dlatego zerwałam z nimi kontakty. W związkach też mi ciągle nie wychodzi jestem znów świeżo po rozstaniu gdzie naprawdę pokochałam tego mężczyznę i nie chciałam się rozstawać ale on nie był do końca przekonany czego chce mówił że z jednej strony bardzo mu ma mnie zależy i nie potrafi ze mnie zrezygnować dlatego czeka aż to ja go zostawię a z drugiej strony wie że nie da mi nigdy tego co ja bym chciała czyli ślubu i drugiego dziecka, byliśmy razem 1,5 roku i nie potrafię się z tym pogodzić bo jest fajnym i wartościowym facetem. Finansowo też nie jest kolorowo, wszystko drożeje, czynsz, jedzenie itp. mam wrażenie że pracuje tylko po to żeby opłacać rachunki i opiekunkę dla córki bo pracę kończę później i nie mam jak jej odebrać z przedszkola. Psychicznie nie daje już rady czuje się jak najgorsza matka na świecie bo nerwowo już nie wytrzymuje i ciągle krzyczę ma córkę a później tego żałuję,mało czasu z nią spędzam, jestem po prostu kłębkiem nerwów bo nie wiem już jak i za co mamy żyć. Przerosło mnie życie, mam 27 lat a czuje się tak wyczerpana że brakuje mi ma wszystko sił najchętniej to gdzieś bym uciekła tak żeby nikt mnie nie znalazł. Nigdy nie miałam takiego prawdziwego spokoju i poczucia bezpieczeństwa,pochodzę z rodziny w której ojciec pił i od 8 roku życia nie miałam z nim kontaktu on tez się mną nigdy nie interesował i chyba przez to mam ogromny strach i lęk przed odrzuceniem, boję się porzucenia, boję się kolejnego dnia nie wiem już co robić. Bardzo chciałabym zwolnić, odpocząć, zresetować się ale nie mogę bo wszystko jest na mojej głowie i chyba też nie potrafię. To jest straszne uczucie
Jak poradzić sobie z utratą rodziny i niesprawiedliwością sądową? Historia mężczyzny w kryzysie
Nie wiem czy jestem chory, walczę każdego dnia by żyć, patrzę każdego dnia na rodziny , każdego dnia w nocy proszę bym się już nie obudził, żyje w koszmarem który mi się przydarzył, miałem rodzinę miałem dom miałem cudowne życie, pomimo że nie bywało mnie w domu ponieważ pracowałem 4 tygodnie po za domem a tydzień nie cały w domu miałem żonę i dzieci dbałem o nich jak umiałem oddawałabym im wszystko, nie mogłem zawsze się doczekać kiedy przyjadę, moje najmłodsze 8 letnie dziecko wypatrywało mnie przez okno, pewnego dnia nie zastałem w domu nikogo, zastanawiałem się co się stało, wiem że aż pełne trzy dni nie spałem, każdego dnia płakałem miałem sine oczy ludzie widząc moją osobę pytali się czy wszystko wporządku, przed ostatnim wyjazdem przeczuwałem że coś się stanie dziwnie się zachowywała żona i najstarszy syn, było coś nie tak, po powrocie nie zastałem nikogo, dom był spustoszały, tego po dzień dzisiejszy nie mogę zapomnieć, nie interesowało mnie że wszystko wyniesiono ale że nie ma łyżeczką mojego najmłodszego syna, zajęłam się pracą bo nie wiedziałem co robić nie mogłem usiedzieć i przebywać w tym pustym domu, jeździłem i szukałem dzieci , zniknęła również mieszkająca obok rodzina. Wyjechałem po tygodniu do pracy, i się zaczęło, pierw dostałem od starszego syna esemesa że całe życie źle traktowałem matkę, nie wiedziałem co się dzieje następnie że nie wraca puki się nie zmienię nie wiedziałem co się dzieje bo byłem uczuciowym dobrym człowiekiem, esemesy z synem były podchwytliwe nie zdawałem sobie z tego w tedy sprawy, dosłownie kłamał i śmiał się ze mnie, syn którego kochałem, mogę powiedzieć że nie był moim biologicznym synem a go pokochałem nosiłem to w sobie , ciąże ukrywała moja żona nie wiedziałem że była w ciąży jak mi powiedziała że też nie wiedziała ale dowodem było że jak urodziła to nie zadzwoniła do mnie a jej koleżanka że urodziła syna. Byłem w szoku. Pokochałem to dziecko byłem szczęśliwym człowiekiem, sytuacja się powtórzyła urodziła miałem drugiego syna , pokochałem go jeszcze bardziej, po latach mojej pracy w tym systemie 4 tygodnie po za domem i tydzień w domu przydarzyło mi się to co powyżej opisałem, jedna myśl mi przychodziła że zabrał ich i moją żonę ich prawdziwy ojciec, przezywałem piekło, po miesiącu były mi zakładane sprawy jedna za drugą o alimenty o pozbawienie praw oraz o znęcanie się psychiczne i fizyczne, byłem nie wiem w jakim stanie ale sprzedałem dom za pół ceny bo nie mogłem tam mieszkać ja wciąż szukałem swoich dzieci a po pół roku szukania dostałem zakaz kontakty z nimi, byłem tak samotnym człowiekiem że kupiłem mieszkanie w bloku, też sam byłem przy kupnie, poszedłem do ludzi bo byłem od lat odosobnionym człowiekiem dom mój był na odludziu, a znaleźli się świadkowie którzy kłamali ja byłem sam i przegrałem sprawy w sądach a co ciekawe słuchając ich zeznań na sprawie o znęcanie nic nie mogłem powiedzieć bo byłem jak wryty w kamień nie wierzyłem co słyszałem, świadkowie to była rodzina żony, oraz mój najstarszy syn, co tam napisali to po dzień dzisiejszy nie mogę zapomnieć wciąż to wraca nie ma dnia bym nie płakał a mam 51 lat, wspomnę że sprzedając dom zostawiłem wszystkie swoje rzeczy oraz cały garaż z narzędziami i dorobkiem nic z domu nie zabrałem kupiłem mieszkanie w bloku by nie być już odosobniony, powiem tylko że sąd skazał niewinnego człowieka opierając się na zeznaniach świadków z tym też żyć nie mogłem, jak sądy mogły zawierzyć fałszywym zeznaniom świadków, ale takie życie jak mi powiedział adwokat tak już jest ja wiem że Pan jest niewinny ale zawsze był Pan sam? Po roku dostałem pierwsze widzenie z synami których nie widziałem rok czasu, prucz tego jednego dnia kiedy najstarszy syn zeznawał w sądzie a ja nie wiedziałem co powiedzieć i słuchałem z niedowierzaniem co się dzieje. Miałem wielki żal do syna, przebaczyłem mu. mój najmłodszy syn miał żal do mnie trzęsła mu się żalu broda nie mogłem go znaleść ani pomóc, zrobiłem wszystko by był szczęśliwy, wspomnę tylko że widzenie dostałem raz na trzy tygodnie na dwie godziny tak zadecydował sąd z obawy że wywiozę go do siebie, po dzień dzisiejszy zastanawiam się gdzie do siebie kupiłem mieszkanie oddalone od jego szkoły jakieś 14 km a moja praca za granicą to moja praca była tam nie miałem mieszkania a spałem przez 28 lat w ciężarówce byłem kierowcą, w sądzie zrobili ze mnie alkoholika choć alkoholu unikałem, sąd też sugerował się zeznaniom świadków i opinii biegłych, po prostu to zrobili tak napisali. Co się okazało jak zaczołem się interesować sprawami i aktami, moje dowody świadczące o mojej niewinności nie było w aktach a były przezemnie do sądu dostarczane w tym opinia zakładu pracy, było nie dorzeczne co na mnie wypisywali i ze zrobiono ze mnie alkoholika pomimo częstych kontrol i drogowych i w pracy takie wymogi były, i była ta opinia nie dorzeczna zawierzono świadkom, którzy kłamali zrobili to też biegli lekarze sugerowali się ich zeznaniom choć nigdy nie byłem karany ani pod wpływem alkoholu. Po dzień dzisiejszy mam żal do Państwa Polskiego co mi zrobili, chce powiedzieć że doszło również do rozwodu, w toku postępowania i wspomnę że odbył on się w 10 minut a był ugodowy tak załatwił to adwokat, myślałem że stawiając się na sprawie on się nie odbędzie. Jestem po dzień dzisiejszy w szoku bo uważam że Państwo czy jakaś instytucja spierała moją żonę w jej kłamliwych zeznaniach, odgórnie zostałem skazany, alimenty mi ciągle podwyższali dostawał je również najstarszy pełnoletni syn bo chodził do szkoły ale mnie znowu oszukiwał bo nie chodził do szkoły a pracował po zatym dostawał kidergelty o te kindergelty upomniała się familiekassa bo mu się nie należały i zażądali odemnie zwrotu, tylko trzy miesiące nie płaciłem synowi a on podał mnie do sądu, powiedział mi też że nie jestem jego ojcem i mam mu płacić a najmłodszego syna nie zobaczę zawsze coś wymyślali by i tak ograniczyć mi jego widzenie, ten jego żal mam wciąż przed oczyma duszę go w sercu żal też mam do mojego syna oddałem mu serce, żalu nie wiem czy to żalu nie wiem ale zachorowałem na cukrzycę pierwszego stopnia, trafiłem do szpitala po roku zachorowałem na chorobę peyroniego, stwierdzono również czyraka na lewej nerce, nie sądzę bym miał już dzieci choroba peyroniego silnie postępuje dostałem skierowanie do szpitala i nie poszłem, leki przestałem zażywać, nie wiem czy chce umrzeć, mam żal i to od dwóch lat nie chce nikogo poznać czuję się porzucony, straciłem dobra pracę która mi pomagała, mogę iść do innej ale mi się nie chce, odrabiam nie spanie śpię w dzień i w nocy wciąż zapłakany, ten jego żal mojego najmłodszego syna wciąż widzę go przed oczami a mój żal do Polskiego Państwa jest nie do opisania, mam żal do syna, nie biorę leków uważam że to nie będzie przestepstwo to moja dobra wolna wola, uważam że byłem w depresji nieświadomej przez dwa lata i mam swoją odpowiedź ja tak bardzo kochałem dzieci i swoją żonę a Państwo dla domu i pieniędzy przeprowadzili na mnie atak, bo byłem tu bo byłem w sądzie i widziałem podsmiechiwanie sędziny, nie mogę patrzeć na policję nie mogę patrzeć na flagę Polski na te wszystkie instytucje, urzędy, patrzę na rodziny i im zazdroszczę, zrobiłem wszystko by nic po mnie żadnych pieniędzy nie zostało, nie piję i nie tknę alkoholu tak nienawidzę lekarzy, za to palę trzy paczki papierosów dziennie, słodzę sobie kawę piję ją nawet 10 kubków dziennie i tak zasypiam, mi już nie pomaga, chciałem iść na sor bo kocham życie ciągle się zastanawiam czy warto jak będę się czół po latach, syn dorośnie i mnie się kiedyś jak do mnie przyjdzie spyta co się tato stało, jak przyjdzie bo zaczynam w to nie wierzyć, nie wierzę w to co mi się przydarzyło, ja mam 51 lat i od dwóch lat wciąż codziennie płaczę, muszę iść do pracy a nie chce muszę brać leki a nie chce, wciąż jestem zawalony nowymi sprawami, po prostu nie dają mi żyć, a ja ufam przeznaczeniu, może praca mi pomoże, pracowałem 28 lat i otrzymałem zapłatę
Trauma, śmierć i walka o swoje marzenia – jak się nie poddać?

Długotrwała choroba i śmierć partnera oraz setka innych problemów. Pięć miesięcy temu zmarł mężczyzna, z którym przez 11 lat byłam w związku. Nie była to śmierć nagła – właśnie mija druga rocznica od dnia, w którym dostał udaru. 

Stało się to w mojej obecności i było to dla mnie straszne doświadczenie. Pomimo iż udar nie był poważny i rokowania co odzyskania sprawności były bardzo dobre – partner odmówił rehabilitacji i jako osoba leżąca trafił ze szpitala do hospicjum na NFZ. Ja zostałam z jego matką na głowie (również leżąca, wymagająca opieki) i ze wszystkimi ich sprawami. 

Plus, rzecz jasna, moje własne problemy. 

Żadne z nich nie zgadzało się, aby z własnego, pokaźnego zresztą, majątku opłacić sobie opiekę czy leczenie. 

Oszczędzali na gorsze czasy i czarną godzinę. 

A posiadali kilka odziedziczonych nieruchomości, których aktualna wartość rynkowa to kilka milionów złotych. Przez dziesięć miesięcy patrzyłam bezradnie, jak jego matka powoli umiera, a równocześnie napatrzyłam się w tym hospicjum na rurki, sondy, worki stomijne, ból, cierpienie i śmierć. 

Na nic zdawało się proszenie partnera, żeby poszedł na rehabilitację i wyrwał się z tej umieralni, tym bardziej że w wyraźny sposób tracił nawet tę sprawność, którą miał po udarze i widać było postępującą atrofię mięśni. 

Cały czas słyszałam mantrę, że szkoda pieniędzy, szkoda czasu, szkoda wysiłku, że on musi mieć na czarną godzinę. 

Nie obchodziło go zupełnie, że to jest wszystko ponad moje siły. Obrażał się na mnie, jak wprost mu mówiłam, że ja nie jestem w stanie tego wszystkiego robić bez wsparcia finansowego z jego strony i bez jakiejś formy zabezpieczenia. 

Próby rozmowy kończyły się fochem i karaniem mnie ciszą. 

W ramach wyjaśnienia dodam, że związek od dawna kulał ze względu na opisane powyżej cechy partnera plus brak zaangażowania i jakiegokolwiek wsparcia z jego strony w różnych życiowych sytuacjach. W chwili, w której nastąpił udar, ja już w zasadzie byłam gotowa na zerwanie, ale w zaistniałych okolicznościach wydawało mi się rzeczą nieludzką zostawić go samego. Czara goryczy przelała się w kwietniu, gdy wyskoczył mi niespodziewany wydatek na kwotę kilku tysięcy złotych, pojawiły się problemy zdrowotne, które potencjalnie mogą wymagać w przyszłości interwencji chirurgicznej. 

Znowu wróciłam do kwestii bieżącego wsparcia finansowego i jakiegoś zabezpieczenia na wypadek jego nagłej śmierci. 

Prawdę mówiąc, bezpardonowo wymusiłam konfrontację, ale dowiedziałam się takich rzeczy, że w kilka tygodni spakowałam się i wróciłam do swojej kawalerki na drugim końcu Polski. 

Szkoda, że dziesięć lat wcześniej nie przedstawił jasno swoich poglądów na związek. Mianowicie nie miał zamiaru w żaden sposób mi rekompensować poświęconego czasu i mojej ciężkiej harówy, bo jego zdaniem należała mu się ode mnie pomoc z tego względu, że jakoby od zawsze miał w życiu ciężko i w ogóle był najbardziej pokrzywdzonym człowiekiem na świecie. 

Nie miał zamiaru mnie zabezpieczać finansowo, bo to rodzinny majątek, odziedziczony po dziadkach, bo rodzina jest najważniejsza, bo coś tam jeszcze. Nie wiem, co rozumiał przez słowo "rodzina", ale najwyraźniej ja się do tej kategorii osób nie zaliczałam. W kilka tygodni po mojej wyprowadzce okazało się, że jest ciężko chory. Infekcja lekoopornej bakterii w układzie oddechowym, moczowym i pokarmowym. 

Momentalnie rozwinęło się ciężkie zapalenie płuc, nerki (już wcześniej słabe) przestały działać i po niecałych dwóch tygodniach pobytu w szpitalu zmarł. Jeden spadkobierca pojawił się dopiero po jego śmierci. Przez półtora roku nie raczył się pokazać w tym hospicjum, nawet w święta, a tu nagle okazało się, że w jego mniemaniu należy mu się cały majątek, bo się czuje pokrzywdzony jakąś decyzją wspólnego dziadka. 

Drugi spadkobierca, który łaskawie pojawił się w tych ostatnich tygodniach, wyszedł z podobnego założenia, argumentując swoje roszczenia krzywdą i traumą spowodowaną kilkoma tygodniami odwiedzin u umierającego krewnego. Obaj mieli zamiar toczyć ze sobą spór sądowy i odmówiłam mieszania się w to. 

To nie moja sprawa, zwłaszcza że żaden nie wspomniał o żadnej formie wsparcia czy rekompensaty dla mnie. 

Od tego pierwszego usłyszałam wręcz, że jestem głupsza, niż myślał, skoro pomagałam za darmo. 

Najwyraźniej w tej rodzinie o żadnej wdzięczności czy innych ludzkich uczuciach nie ma w ogóle mowy. 

Ja po tym wszystkim jakoś żyję i niby funkcjonuję normalnie, ale mam chandrę. Przede wszystkim mam problemy ze snem. 

Przez te wszystkie obrazki, których napatrzyłam się w hospicjum i w domu u umierającej matki partnera długo śniły mi się koszmary. Odpuściły trochę po mojej wielkiej ucieczce i powrocie we własne strony. Następna partia koszmarów zaczęła się po jego śmierci, łącznie z jakimiś głupotami, że widzę go żywego i rozmawiamy. 

To też powoli odpuszcza, ale zdarza mi się, że w czasie snu odczuwam ogromny strach przed śmiercią i kilka razy obudził mnie własny krzyk. W efekcie boję się chodzić spać i siedzę do późna, dopóki naturalną koleją rzeczy nie zwalę się na łóżko jak kłoda. Potem chodzę permanentnie niedospana. Melisa na mnie nie działa i w zasadzie nie wiem, w czym by miała pomóc. 

Po prostu boję się tego, co może mnie spotkać po drugiej stronie snu. Wysiłek fizyczny też nie działa. Nawet po dziesięciokilometrowej wycieczce z kijkami, czując się umęczona fizycznie, mam ten sam problem. Alkohol też nie działa i niezależnie od tego ile w siebie przymusowo wleję (w granicach możliwości osoby nieuzależnionej) – nie jestem w stanie się upić. Nawet jak coś poczuję, to momentalnie jestem trzeźwa, jakby coś znosiło jego działanie. Zastanawiam się, czy to tylko kwestia moich przeżyć, czy nakłada się może na to menopauza. 

Mam prawie 52 lata i mniej więcej w tym czasie, w którym spakowałam się i wróciłam do siebie, zaczęłam doznawać uderzeń gorąca i nieregularności w cyklu miesiączkowym. 

Uderzeń gorąca pozbyłam się dosłownie w kilka tygodni suplementem z apteki (to akurat działa, jak trzeba), miesiączki ewidentnie zaczynają zanikać, test menopauzalny permanentnie wychodzi dodatni. Poza tym fizycznie czuję się całkiem dobrze, nawet powiedziałabym, że odkąd znalazłam trochę czasu dla siebie, różne moje dolegliwości ustąpiły. 

Paradoksalnie ja się ciągle czuję młodo, tylko jestem zupełnie przygaszona i zrezygnowana. Kolejnym problemem jest moja sytuacja finansowa. Próbuję zarabiać na życie własną jednoosobową działalnością i niespecjalnie mi to idzie. 

Mam trochę swoich pomysłów, ale potrzebowałabym nieco luźnej gotówki, żeby zlecić pewne rzeczy na zewnątrz, bo jest prawie nierealne zrobienia tego samodzielnie w skończonym czasie. Ostatnio miałam silny napad bardzo obniżonego nastroju, łącznie z płaczliwością i myślami samobójczymi. Na zasadzie, że tak bardzo zależy mi na realizacji własnego pomysłu, że siądę i to zrobię sama bez żadnego wsparcia, nie licząc się z konsekwencjami. A jak mi się w międzyczasie skończą oszczędności i nic na tym pomyślę, nie zarobię, to sobie w łeb palnę, ale nie potrafię żyć, nie realizując własnych marzeń i własnego potencjału. Jak już zrealizuję, to mnie nic nie będzie obchodzić, mogę nawet umrzeć, niech się dzieje, co chce. Ponieważ jestem osobą wykształconą i potrafię kilka nieszablonowych rzeczy, mam takie marzenie, aby stworzyć platformę edukacyjną z mojej działki z fajnymi materiałami, niestety odpłatnymi, bo muszę z czegoś żyć. 

Przy takich kwotach, jakich można zażądać od klientów, musiałby tam być spory ruch, a na marketingu nie znam się, zupełnie mi to nie leży, odrzuca mnie od tego. Multimedia jestem w stanie zrobić sama, nawet oprogramowaniem darmowym, ale to po prostu zajmie trochę czasu. A tematów, kursów i szkoleń mogłabym zrobić mnóstwo. Zarówno dla młodzieży, jak i nauczycieli, a jak napisałam - jest to mój czas i praca, za którą nikt mi nie zapłaci, dopóki materiały nie będą gotowe. Ale w tym moim nastroju ja się chciałam rzucić na to z rozpaczy i desperacji, a nie z wiary we własne siły i sukces. Natomiast zupełnie nie widzę dla siebie odpowiadających ofert na rynku pracy i przeraża mnie myśl, że kobietom w moim wieku pozostaje w zasadzie wyrzucenie wszystkich swoich dyplomów do kosza i zarabianie sprzątaniem lub inną tego typu pracą poniżej kwalifikacji. 

Rozwala to moje życie w drzazgi i stawia pod znakiem zapytania sens tego, kim jestem, tego, co do tej pory osiągnęłam, na czym się znam i co zawodowo potrafię. 

Ja nie chcę umrzeć i zamienić się w garść popiołu nie robiąc tego, do czego w moim mniemaniu mam powołanie. 

Ja nie chcę żyć i umrzeć w poczuciu porażki i niespełnienia, a przecież życie mi pokazało, że wiele rzeczy zależy tylko od zbiegu okoliczności i przypadku, a nie od ilości włożonej w to pracy. 

Żywy przykład to spadkobiercy mojego partnera. W zasadzie nic nie musieli robić, żeby mieć prawo do kilku zer więcej na koncie. Mnie tyle szczęścia nie spotkało i na jakiejś płaszczyźnie nie jestem w stanie się z tym pogodzić. Wprawdzie nikt nie obiecał, że życie jest sprawiedliwe i że mnie czeka jakkolwiek pojęty sukces, ale coś jest tu mocno nie tak. Nie wiem, jak się mam emocjonalnie utrzymać w zwartej kupie, tym bardziej że ja z tym wszystkim zostałam sama i aktualnie nie mam nikogo na czyją pomoc typu wsparcie materialne lub wsparcie w pracy nad moim projektem mogłabym liczyć.

asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.