Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie ze zdradą narzeczonego z koleżanką z pracy ? Jestem w ciąży.

Jak poradzić sobie ze zdradą narzeczonego z koleżanką z pracy ? Dodam, że jestem w ciąży.
Dominik Kupczyk

Dominik Kupczyk

Poradzenie sobie ze zdradą narzeczonego w trakcie ciąży jest wyjątkowo trudnym doświadczeniem. Kluczowe jest skupienie się na własnym zdrowiu emocjonalnym i fizycznym. Warto szukać wsparcia wśród bliskich, którzy mogą zapewnić bezpieczne środowisko do wyrażenia uczuć. Również otwarta i szczera rozmowa z partnerem jest ważna, by zrozumieć motywacje i uczucia stojące za zdradą, a także by podjąć decyzję o przyszłości związku. Profesjonalna pomoc, jak konsultacja z psychologiem, może być kluczowa w przetwarzaniu tego doświadczenia i planowaniu przyszłości, zarówno osobistej, jak i związanej z nadchodzącym macierzyństwem. Ważne jest również znalezienie czasu dla siebie i dbanie o własne potrzeby w tym trudnym okresie. Proszę pamiętać, że zdrada to decyzja partnera, która nie odzwierciedla Pani wartości. Z właściwym wsparciem i opieką jest możliwe przejście przez ten trudny czas.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Anna Wiak

Anna Wiak

Dzień dobry

Pierwsze o czym pomyślałam to czy ma pani kogoś bliskiego kto wesprze panią emocjonalnie w tym trudnym momencie. Bliska osoba może wesprzeć emocjonalnie i dać poczucie bezpieczeństwa. 
Niewiele pani napisała, ale domyślam się, że wyrażanie emocji w tej sytuacji jest trudne i bolesne.

Psycholog Anna Wiak

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Mąż wypomina mi przeszłość, w której go nawet jeszcze nie było.
Mąż męczy mnie o przeszłość a dokładniej o 1 incydent, który się zdarzył, jak jeszcze go nawet nie znałam.
Moje pytanie dotyczy sprawy, która męczy mnie już coraz bardziej
Witam, Moje pytanie dotyczy sprawy, która męczy mnie już coraz bardziej. Jesteśmy małżeństwem już prawie 10 lat. Mieliśmy taki okres w życiu, że około roku chodziliśmy na terapie dla par, ponieważ nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać i ta terapia mocno nam pomogła. Jest super. Mamy wspólne cele. Budujemy dom. Mamy 2 wspaniałych maluchów. Natomiast moja żona, mimo że uważam, że ma świetną figurę, nie chce pokazywać swoich kobiecych atrybutów. Chodzi generalnie o to, że gdy przychodzi wiosna i lato, to cały czas nosi długie, luźne sukienki prawie do kostek i wstydzi się pokazywać swoje ładne nogi i pupę. I zaznaczam ,nie chodzi mi tutaj o sukienki mini, ale wystarczy sukienka nad kolano albo z rozcięciem, albo nawet krótkie spodenki, nie muszą być szorty, które pokazują pół tyłka. Ja, jako facet, którego kręcą głównie nogi i tyłek cały czas próbuję dać jej do zrozumienia, że na tym mi bardzo zależy, ze może jest to płytkie, ale jest to dla mnie ważne, żeby pokazywała przede mną na ulicy swoje kobiece atrybuty, a nie tylko w domu gdy nikt nie widzi. Daje jej to do zrozumienia albo poprzez spokojną rozmowę, albo delikatnymi gestami, czasem się zdarza, że tak mnie to dotyka, że widzi, że jest mi z tym źle i nawet czasem jej to wygarnę. Ona twierdzi, że ona musi się dobrze sama ze sobą czuć i do niczego jej nie zmuszę i puszcza teksty typu, że jak jej nie akceptuje taką, jaka jest, to trudno, mogę sobie wymienić ją na inną. Oczywiście jestem pewien, że to tylko taki głupi tekst. Nie wiem,co mam robić ,czasem jestem taki zdołowany,że wokoło jest tyle kobiet, które nie mają z tym żadnego problemu i to delikatnie mówiąc kobiet, które, mimo że nie są perfekcyjne, to nie wstydzą się pokazywać kształtu swojego ciała. Ja lubię taką pewność siebie. Nie wiem, co z tym robić. Jak w sytuacjach spięć, mówiłem żonie, że może przydałaby się jakaś wizyta dla odnowy u terapeuty, to ona mnie zbywa oczywiście. No cóż to na tyle. Dziękuje.
Uzależnienie od hazardu, utrata zaufania rodziny i silne myśli samobójcze – jak żyć z poczuciem winy i wstydu?
Hej. Po roku walki z uzależnieniem przegrałem tak naprawdę wszystko, cała rodzinę.Praca została , lecz nie mam siły na to żeby iść tam irato3ac ludzkie zycie. Od 2018 zmagam się z grami hazardowymi. Dostałem wiele szans byłem na dnie ale wstawałem i podnosiłem sie. Rodzina dała mi wiele szans i pomagała we wszystkim. Od roku byłem czysty i myślałem że mam już wszystko za sobą. Niestety dwa miesiące temu 14 lutego złamałem noge, przeszedłem operacje i l4. Po świętach wielkanocnych cos mi w głowie przeskoczyło i poszło. Najpierw skromnie lecz chcąc ratować sytuację szło dalej i tak skończyło na ciągu 14 dniowym. Mam wspaniałą żonę i córkę. Wiem że zostałem sam ponieważnie cofne rzeczy któree tym czasie zrobilem . Nie mam już odwrotu od swoich decyzji . Tak naprawdę bym skończył ze soba, było by najprościej i najłatwiej oczywiście dla mnie. Boje sie o corke ma 10 lat kocha Nas i nasze życie ( nie wie o moich wybrykach) w jej oczach jestem najlepszym tata na świecie) i nie poradzi sobie z tym. Jest bardzo wrazliwa. Chciałbym zniknąć już z tego świata, szczerze nie chce mi się żyć w tej rzeczywistości ale uczucie że moja córeczka doświadczy złego przez mój egoizm cały czas mnie powstrzymuje. Nie moge jej tego zrobic i tak wiele zrobilem zlego . Jak mam poradzić sobie ze wstydem który sprawiłem wszystkim ? Mówię tu o teściu i teściowej i szwagrach, którzy dali mi dwie duże szanse a ja ich po roku zawiodłem? Nie wiem jak przez to przebrnąć. Znam już te uczucia beznadziejnosci. To jest gorsze niż przegranie 100 tysięcy w kasynie. Pieniądze mogę zdobyć i pracować ale szacunku już nie odzyskam i poczucie że skrzywdziłem wszystkich nlajbliższych mnie dobija. Najbardziej przytłacza mnie fakt że zawidolem pobraz kolejny . Zawod w ich oczach i myślenie o tym doprowadza mnie do szaleństwa dosłownie.
Stres i konflikty rodzinne po transferze zarodka - jak poradzić sobie z trudnościami?
Jestem po transferze zarodka i zamiast cieszyć się i spokojnie czekać na wynik, żyję w ciągłym stresie. Mieszkam z mamą ,bratem i partnerem.Między nimi głównie mama i partnerem od prawie zawsze dochodzi do konfliktów,ale teraz sa coraz częściej. Wczoraj mama chciała dać partnerowi prezent urodzinowy.On nie chciał go przyjąć i powiedział przykre rzeczy,ze od nieszczerych ludzi nic niechce i rózne jeszcze inne.Mama bardzo to przeżyła,rozpłakała się i powiedziała że ma już dość tej sytuacji i mamy się wyprowadzić,taka sytuacja była nie pierwszy raz że obrazał moja mame,czesto ida ostre slowa z jego ust i mama przez niego placze. Najbardziej boli mnie to, że partner nie chce nawet próbować naprawić relacji.Powiedział, że nigdy nie dogada się z moją mamą a jak powiedziałam mu,że mama nie będzie się już do niego odzywać,odpowiedział tylko „bardzo dobrze”,w ogóle nie zależy mu na spokojnej atmosferze. Bardzo boli mnie też sposób w jaki mnie traktuje. Często, nawet gdy nie ma za bardzo powodu do kłótni, obraża mnie i mówi, że jestem nienormalna, że mam coś z głową i że potrzebuję leków od psychiatry.To samo mówi o mojej mamie. Z czasem zaczęłam wątpić w siebie i zastanawiać się,czy naprawdę ze mną jest coś nie tak. Jest mi bardzo ciężko.Dużo płaczę,a on mi mówi ,ze nic innego nie potrafie tylko ryczeć,boję się każdego dnia i tego,ze znowu dojdzie do kłótni.Coraz częściej zastanawiam się czy chcę być w tym związku. Bardzo boję się przyszłości, bo nie wiem, jak poradziłabym sobie finansowo po wyprowadzce. Nie wiem co robić,psychicznie juz nie daje rady,czasem chce umrzec ,ale trzyma mnie przy życiu mój piesek
Związek vs Matka Partnera: Czy jestem ważniejsza od jej wpływu?

Jestem z narzeczonym ponad 3 lata w po roku związku zamieszkałam u niego ze względu na dystans, bo miał do mnie 140 km, razem podjęliśmy decyzję, że chcemy razem zamieszkać. Było spokojnie zawsze jak przyjeżdżałam jego mama się cieszyła, że przyjeżdżam. Było spokojnie przez dwa miesiące potem jego matka zaczęła pić co najmniej raz w miesiącu po alkoholu robiła awantury, nie powiem bronił mnie, ale ona sobie nic z tego nie robiła nawet były rozmowy prośby czy kłótnia.Na co dzień wbijała szpilki, jakieś uwagi czy pretensje, cały czas mówiłam narzeczonemu, że ona jest o mnie zazdrosna, że traktuje go jak żona, ale mi nie wierzył. Dobrze się dogadywał z matką, ojca zawsze nie było a jak był to pił więc był wybawicielem matki. Po roku tych dram co miesiąc po wódzie miałam dość, oglądaliśmy mieszkanie, które nam się podobało, bo razem oglądaliśmy mówił, że nie chce tak już mieć w domu. Żadnej prywatności, bo miała pokój obok ani się pokłócić, ani porozmawiać nie mówiąc o zbliżeniach, pokój obok, bo na dole spala jego babcia. Po różnych sytuacjach dla mnie przykrych, po ostatniej awanturze w sierpniu gdzie po wypiciu była agresywna i spaliśmy w zamkniętym pokoju na klucz, powiedziałam, że to ostatni raz. Od pierwszej awantury prosiłam i wyprowadzenie się, ale narzeczony robił łazienkę potem pokój niby dla nas, ale za każdym razem mówiłam, żebyśmy nie kończyli tylko się wyprowadzili. On prosił o ostatnią szansę dla niej, bo może będzie lepiej i sama miałam taką nadzieję, ale się nie dało. Wszystko nie tak, nie mogłam mieć wolnego dnia, żebym coś dla mnie nie znalazła do pracy, posprzątać nie mogłam czy nastawić prania dla nas, bo pytania, czy ja leże jak mi się pierze. Ostatnia rozmowa była pod koniec października w 3 osoby wtedy usłyszałam, że nie jestem u siebie (pamiętałam o tym), mimo że pracowałam po 10h dziennie i jeszcze zapierdzielałam w domu czy ogrodzie. On nie raz mówił, że jak tak dalej będzie źle to się wyprowadzimy i też to oznajmił jej przy rozmowie, w trakcie zapytała, czy zaczynamy od nowa, odpowiedziałam, że możemy, dopóki się nie wyprowadzimy i wtedy powiedziała, że ja nie będę mieć powrotu, a on tak, że powinnam odpuścić i się przystosować...więc znalazłam mieszkanie i mimo próśb Jego się wyprowadziłam a on nic. Koniec końców sama się wyprowadziłam on mi pomógł po 2 miesiącach się do mnie przeprowadził niby było ok, ale byłam we wszystkim sama a po 3 miesiącach powiedział, że on wraca do swojego domu, bo jest dalej źle i że mogę z nim wrócić, w maju wrócił do domu rodzinnego mówiąc, że dużo pieniędzy tam włożył, że ja tego nie rozumiem i ma tam dużo pracy i nie chce jeździć bo jest na telefon..11km od domu. Przez pół roku namawiał mnie że chce, żebym i ja tam wróciła a ja nie chcę bronie się, no nie chce być wycieraczka i służącą, (awantury matki o to, że nie usługiwałam jego siostrze) ma dwie i każda mieszka daleko. Wolę zapracować wlasnymi rękami na Swoje nawet w kredycie. Bronie się rękami i nogami myślę, żeby się rozstać, bo jestem wykończona kłótniami o to, że on jest pewny w jej przemianę matki a ja nie, zapewnia mnie, że dałby sobie rękę uciąć, że nie wróci do picia. Przedstawiłam mu kompromisy, na które było od razu Nie ale sam nie chciał i nie znalazł rozmazania mówiąc, że go nie ma..nie wiem co mam zrobić. Poszliśmy na terapię gdzie terapeuta powiedział, że jest u niego parentyfikacja i nie ma miejsca tam na związek, więcej nie poszliśmy bo stwierdził że to nie pomogło. Zależy mi, ale nie chcę tak już. Od kiedy się wyprowadził rozlicza mnie, że pojechaliśmy do mojego domu i mu nie zatankowałam, że on chce 50/50, i wylicza mi wszystkie rzeczy, w których mogłam mu oddać koszty w których byliśmy razem. Mam miałam tam jechać to ręce się trzęsły, serce waliło i stres w kosmos, bo nie wiedziałam na co liczyć. Chcę spokojnego domu, w którym będę czuła się bezpiecznie razem we dwoje, swój ogród i wszystko, gdzie będę właśnie u siebie i będę mogła założyć rodzinę. Czy ze mną jest coś nie tak ? On mówi, że przesadzam, żebym jej odpuściła i dała jej szansę, bo się zmieniła, bo o mnie pyta. Ja widzę, że nie jestem jego priorytetem i nasz związek też nie, dla niego jego komfort ważniejszy od mojego zdrowia psychicznego.

toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.