
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, związki i relacje
- Jak odzyskać...
Jak odzyskać pewność siebie i radzić sobie z samotnością po rozstaniu?
Nie wiem nawet, jak o tym pisać, bo czuję się naprawdę pogubiona po rozstaniu z moim partnerem, z którym byłam 8 lat, planowaliśmy ślub, a on mnie zostawił na młodszej. Ból nie chce mnie opuścić, a samotność, która mnie prześladuje, jest po prostu przytłaczająca.
Moje poczucie własnej wartości spadło na samo dno i czuję, że nie wiem, jak dalej żyć. Czy w ogóle zdołam zacząć na nowo budować swoje życie i odnaleźć siebie?
Chce sobie pomóc, ale nie wiem jak. Chcę znowu być szczęśliwa i pełna życia, nie to, co teraz... Może są jakieś techniki, które mogą pomóc mi przestać czuć się tak cholernie samotnie i zacząć budować swoją pewność siebie? Czasem czuję się jak uwięziona w swoich emocjach, co totalnie przeszkadza mi skupić się na codziennych sprawach.
Czy coś innego może mi pomóc?
W wolnych chwilach lubię czytać, więc może to też byłoby rozwiązanie?
Próbowałam coś znaleźć, ale jest tego za dużo i nie wiem, które są sensowne. Proszę pomóżcie
Joanna
Emilia Jędryka
Pani Joanno,
Dziękuję, że podzieliła się Pani swoimi odczuciami. Rozstanie po tylu latach, zwłaszcza w tak bolesnych okolicznościach, to ogromne wyzwanie emocjonalne. To naturalne, że czuje się Pani przytłoczona – proszę pozwolić sobie na te uczucia, one są częścią procesu gojenia. Rozumiem, że chce Pani zacząć na nowo i odnaleźć siebie, a to, że szuka Pani pomocy, jest już oznaką siły.
Jestem psychologiem i pracuję w nurcie Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach w której wierzymy, że rozwiązania często już są w nas, nawet jeśli teraz trudno je dostrzec. Wierzę, że każda osoba ma w sobie siłę, by budować swoje życie na nowo, a specjalista jest tu, by wspierać w tej drodze. Może Pani zauważyła coś, co już działa, choćby w małym stopniu – na przykład momenty, gdy czuła Pani ulgę lub odrobinę spokoju? To mogą być kluczowe wskazówki, jak iść dalej.
Chciałabym zapytać: czy były w ostatnim czasie momenty, choćby krótkie, kiedy czuła się Pani nieco lepiej, kiedy ten ból lub poczucie samotności były mniej intensywne? Co wtedy Pani robiła? Jakie myśli pomagały Pani w tych chwilach?
Proszę też wyobrazić sobie, że mija jakiś czas, a Pani budzi się rano i nagle wszystko jest tak, jak chciałaby Pani, żeby było. Nie czuje Pani tego ciężaru, a zamiast tego jest wypełniona spokojem i pewnością siebie. Jak wyglądałby ten dzień? Co Pani robi? Jakie pierwsze oznaki tego, że coś się zmieniło, mogłaby Pani zauważyć już teraz, nawet w najmniejszym stopniu?
Wiem, że może to być trudne, ale chciałabym też zachęcić Panią, by przyjrzała się swoim zasobom. Co w przeszłości pomogło Pani radzić sobie z trudnymi sytuacjami? Jakie swoje cechy lubi Pani najbardziej? Te odpowiedzi mogą być fundamentem do odbudowy poczucia wartości.
Czasami, żeby poczuć zmianę, wystarczy zacząć od naprawdę małych kroków – co mogłaby Pani zrobić już dziś lub jutro, żeby poczuć choć odrobinę więcej spokoju albo radości? Nawet coś tak prostego jak sięgnięcie po książkę, spacer czy telefon do bliskiej osoby może być ważnym krokiem naprzód.
Proszę pamiętać, że w tej drodze nie musi Pani być sama – wspólnie ze specjalistą można odkryć, co najlepiej zadziała dla Pani. ❤
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Szymon Leszczyński
Dzień dobry Pani Joanno
Odpowiadając na Pani pytania i refleksje, chciałem napisać, że warto, aby budowała Pani w sobie przekonanie, że poczucie wartości i samooceny bierze się z akceptacji samej siebie i docenienia swojej wyjątkowości. Niekorzystne jest uzależnianie jej od czynników zewnętrznych takich jak relacje czy rzeczy materialne.
Rzeczywiście w internecie i książkach jest mnóstwo materiałów na temat poczucia wartości. Więc teraz chciałbym Pani przedstawić jedną technikę pracy z ograniczającymi przekonaniami, którą osobiście uważam za użyteczną.
Jest nią The Work autorstwa Byron Katie.
Poniżej przykład jej zastosowania dla Pani:
Krok 1: Zidentyfikuj myśl/przekonanie: np. Jestem bezwartościowa.
Krok 2: Zadaj sobie trzy pytania:
- Czy uważasz, że to prawda? Odpowiedz tak, lub nie.
- Czy masz absolutnie pewność, że to prawda?
- Jak reagujesz i czujesz się, gdy wierzysz w tę myśl/przekonanie?
Krok 3: Odwróć tę myśl/przekonanie: np. Jestem wartościową kobietą.
Oraz podaj 3 dowody na tę odwróconą myśl/przekonanie.
Proszę pamiętać, że budowanie poczucia wartości, samooceny i pewności siebie to proces, który wymaga czasu, konsekwencji i determinacji. Powodzenia.
Pozdrawiam
Szymon Leszczyński
Katarzyna Kania-Bzdyl
Droga Joanno,
w tym momencie przeżywasz żałobę po długoletnim związku. Wypuść te wszystkie emocje na zewnątrz: smutek, płacz, złość, wściekłość, nienawiść, poczucie niesprawiedliwości. Nie tłum ich w sobie.
Odzyskasz spokój i będziesz mieć jeszcze satysfakcjonujące życie. Gwarantuje Ci. To, co czujesz - minie. Tylko musisz podjąć walkę o siebie.
Zachęcam Cię do lektur Tatiany Mindewicz-Puacz (jest ich cztery). Zacznij od "Luz, i tak nie będę idealna".
Mogłabym rzec, że lepiej, bo teraz odszedł a nie po ślubie, gdzie musiałabyś zmagać się z rozwodem, rozprawą, podziałami majątkowymi. Choć wiem, że to marne pocieszenie. Pomyśl o konsultacjach psychologicznych, obgadajcie to na spotkaniach z psychologiem. Będziesz czuć ulgę a i nawet pojawi się uśmiech (na początku przez łzy, ale to będzie początek Twojej nowej drogi). Wierzę w to.
Tutaj na platformie są również konsultacje w formie online.
Ściskam Cię i tulę,
Katarzyna Kania-Bzdyl

Zobacz podobne
Witam,
Jestem mężczyzną w wieku 32 lat. Dodaję ten wpis z poczuciem całkowitej bezradności. Na portalu randkowym poznałem wartościową kobietę (ma 26 lat), skończyła studia magisterskie, ma dobrą pracę i mnóstwo pozytywnej energii.
Mieliśmy wspólne poglądy i zainteresowania, był wspaniały kontakt, nasze marzenia i plany idealnie się pokrywały.
Nie przeszkadzały jej moje wady, które szczegółowo opisałem. Pomimo tego, że przez miesiąc tylko pisaliśmy i rozmawialiśmy przez telefon, wprowadziła do mojego życia mnóstwo świeżości, sensu, dowartościowała mnie.
Wróciłem do sportu, który znów zaczął mnie cieszyć.
Zapisałem się na kursy, które odwlekałem w czasie. Zacząłem się uczyć, aby za rok rozpocząć studia. Znajomi i rodzina zauważyli zmianę i komunikowali mi, że jestem lepszą wersją siebie, wesoły, pełny pozytywnej energii. Tydzień przed spotkaniem, które sam zaproponowałem zaczęły nachodzić mnie negatywne myśli typu - co ja mogę jej zaoferować, nic nie osiągnąłem, zarabiam poniżej średniej krajowej, nie mam nawet samochodu, nie podróżuje jak ona itp. Do tego doszły inne problemy i stwierdziłem, że lepiej będzie dla niej, gdy urwę kontakt, bo to nie będzie miało sensu przetrwać. Przestałem się odzywać, ona też się nie narzucała. Niecały tydzień milczenia był dla mnie emocjonalną męczarnią. Myślałem nieustannie o naszej relacji i dostrzegłem jakieś światełko w tunelu, że może jak się zepnę i nadgonię kilka rzeczy, to może się to udać. Odezwałem się do niej dzień po zaplanowanym spotkaniu, do którego nie doszło.
Napisałem, że sporo się działo, bo nie chciałem się przyznać do swoich uczuć. Napisała, że ta przerwa była dla niej wymowna, nie wie, co ma myśleć, ale raczej już nie zobaczy w tej relacji nic głębszego. Pomimo obaw, że wyjdę na desperata, przez tydzień próbowałem pokazać swoje intencje i zaangażowanie.
Nie chciałem jej zamęczać, więc powiedziałem, że przyjadę do jej miasta jutro, na chociaż krótką rozmowę. Nie chciała, ale udało mi się ją namówić. Przed spotkaniem byłem dobrze nastawiony, ale gdy ją zobaczyłem na żywo i usłyszałem "mam max. godzinę", cała moja pewność siebie zgasła.
Nie potrafiłem omijać drażliwego tematu, powtarzałem teksty i moje tłumaczenia z sms-ów.
Dopiero przez ostatnie 20-30 minut weszliśmy na jakieś zwykłe tematy. Na koniec zapytałem, czy coś już wie? Odpowiedziała, że się odezwie. Napisała po dwóch dniach, że przemyślała to, i (w dużym skrócie) chce odpuścić dalszy kontakt.
Jako powód podała odległość. Napisałem, że jeśli tak uważa, to dziękuję za poświęcony czas itd. Od tamtej pory wpadłem znów w dawny tryb. Chodzę codziennie przygnębiony, nie uprawiam sportu, kursy odpuściłem, czuję się strasznie.
Nie mam energii, żeby zrobić coś konstruktywnego ze sobą.
Nie mogę się skupić. Rano ledwo zwlekam się z łóżka.
Mam wrażenie, że straciłem szansę na udany związek i to na własne życzenie. Nie wiem, skąd biorą się te myśli, że jestem gorszy, że nie zasługuję na wartościową kobietę.
Nie wiem, czy taką relację da się jeszcze naprawić.
Chciałbym teraz skupić się na rozwoju, na budowaniu siebie, ale te czarne myśli w mojej głowie nie pozwalają mi nawet otworzyć laptopa. Nie wiem, czy to normalne, żeby w tak krótkim czasie poczuć tak silną więź z kimś poznanym w internecie.
Niby podobam się kobietom, często bywałem na udanych randkach, ale ta konkretna wydawała się w końcu tą właściwą. Może to mnie przestraszyło. Co mogę zrobić, żeby znów zacząć normalnie żyć, odważyć się postawić na własny rozwój, nie zmagać się z destrukcyjnymi myślami?
Bardzo proszę o jakieś porady.
Czuję, że coraz częściej dopada mnie smutek przez to, że kogoś lubię, ale to nie działa w dwie strony. Mam wrażenie, że przez to czuję się gorsza, mniej pewna siebie i ciężej mi się skupić, czy to w pracy, czy w relacjach z ludźmi. Jak mogę sobie z tym poradzić? Jak zmienić te negatywne myśli na coś bardziej pozytywnego i zacząć lepiej dogadywać się ze sobą i z innymi? Czy macie jakieś pomysły albo techniki, które mogłyby mi pomóc? I co zrobić, żeby zaakceptować, że nie wszystko musi być odwzajemnione, a jednocześnie nie pozwolić, żeby to mnie ciągle ściągało w dół?

