Z Pani wiadomości wyłania mi się obraz osoby, która po długim, trudnym związku wróciła na "rynek matrymonialny" i próbuje się na nim odnaleźć.
Najpierw odniosę się do Pani długoletniego związku. Pisze Pani, że zakończył się on niedawno, więc zastanawiam się, kiedy to było i czy minęło tyle czasu, by mogła Pani odpowiednio po nim odżyć, wyleczyć rany zadane w tamtej relacji i odbudować zaufanie do mężczyzn i do tego, że może być Pani kochana.
Pisze też Pani o schemacie, w jakim wchodzi Pani w relacje, wychodząc pierwsza z inicjatywą. Chcę Panią zapewnić, że nie jest w tym Pani sama - w obecnych czasach w zachodnim świecie przechodzimy kryzys relacji miłosnych i wiele osób różnych płci ma podobne do Pani doświadczenia. Może więc to nie Pani nie umie nawiązywać relacji, tylko ci mężczyźni, których Pani wybiera? Jeśli jednak chciałaby Pani spróbować wybierać inaczej, polecałabym w terapii przyjrzeć się Pani stylowi przywiązania i dzięki temu dostrzec też inne możliwości tworzenia relacji.
Na końcu zaś odniosę się do konceptu "starej panny". Pisze Pani, że nie chce być starą panną, a tak się Pani podpisała. To by oznaczało, że już siebie Pani tak zdefiniowała, a to może utrudniać Pani wchodzenie w relacje. Jednocześnie rozumiem, że jest to Pani duży lęk. Przy czym zastanawiam się, skąd on się bierze? Ma Pani 32 lata, więc nie należy Pani do pokolenia, które przykłada dużą wagę do staropanieństwa. Vouge wręcz opublikował ostatnio artykuł "Dlaczego w 2025 roku posiadanie chłopaka jest żenujące?" Wyobrażam więc sobie, że po pierwsze jest to pewien przekaz starszych pokoleń, który Pani sobie przyswoiła. A po drugie, że to nie jest kwestia staropanieństwa, tylko być może pragnienia bycia w związku pełnym miłości.
Terapia może pomóc Pani zarówno w zbudowaniu swojego poczucia wartości, jak i w odnalezieniu innych sposobów na wchodzenie w relacje z mężczyznami. Może też Pani sięgnąć po książki, np. "Jak nie bać się bliskości?" Stefanie Stahl.
Pozdrawiam serdecznie
Jola Ronowska
psychoterapeutka Gestalt w trakcie szkolenia