
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jak przezwyciężyć...
Jak przezwyciężyć nieśmiałość i nawiązać trwałe relacje z mężczyznami?
Stara Panna
Magdalena Ratajczyk
Budowanie samooceny to pierwszy krok do satysfakcjonującej relacji. Kolejnym jest odkrycie nueświadomyvh wzorców, które panią kierują. Warto się zastanowić jak dokładnie wyglądały pani relacje i co takiego się dzieje, że mężczyźni się panią nie interesują oraz że weszła pani w długą relację z osobą przemocową i skłonną do uzależnień. Zastanawiam się również jako typ mężczyzn jest dla pani interesujący i dlaczego. Prawdopodobnie coś w pani historii sprawia, że trudno pani wejść w dobrą relację. Pozdrawiam 🙂
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Jolanta Ronowska
Z Pani wiadomości wyłania mi się obraz osoby, która po długim, trudnym związku wróciła na "rynek matrymonialny" i próbuje się na nim odnaleźć.
Najpierw odniosę się do Pani długoletniego związku. Pisze Pani, że zakończył się on niedawno, więc zastanawiam się, kiedy to było i czy minęło tyle czasu, by mogła Pani odpowiednio po nim odżyć, wyleczyć rany zadane w tamtej relacji i odbudować zaufanie do mężczyzn i do tego, że może być Pani kochana.
Pisze też Pani o schemacie, w jakim wchodzi Pani w relacje, wychodząc pierwsza z inicjatywą. Chcę Panią zapewnić, że nie jest w tym Pani sama - w obecnych czasach w zachodnim świecie przechodzimy kryzys relacji miłosnych i wiele osób różnych płci ma podobne do Pani doświadczenia. Może więc to nie Pani nie umie nawiązywać relacji, tylko ci mężczyźni, których Pani wybiera? Jeśli jednak chciałaby Pani spróbować wybierać inaczej, polecałabym w terapii przyjrzeć się Pani stylowi przywiązania i dzięki temu dostrzec też inne możliwości tworzenia relacji.
Na końcu zaś odniosę się do konceptu "starej panny". Pisze Pani, że nie chce być starą panną, a tak się Pani podpisała. To by oznaczało, że już siebie Pani tak zdefiniowała, a to może utrudniać Pani wchodzenie w relacje. Jednocześnie rozumiem, że jest to Pani duży lęk. Przy czym zastanawiam się, skąd on się bierze? Ma Pani 32 lata, więc nie należy Pani do pokolenia, które przykłada dużą wagę do staropanieństwa. Vouge wręcz opublikował ostatnio artykuł "Dlaczego w 2025 roku posiadanie chłopaka jest żenujące?" Wyobrażam więc sobie, że po pierwsze jest to pewien przekaz starszych pokoleń, który Pani sobie przyswoiła. A po drugie, że to nie jest kwestia staropanieństwa, tylko być może pragnienia bycia w związku pełnym miłości.
Terapia może pomóc Pani zarówno w zbudowaniu swojego poczucia wartości, jak i w odnalezieniu innych sposobów na wchodzenie w relacje z mężczyznami. Może też Pani sięgnąć po książki, np. "Jak nie bać się bliskości?" Stefanie Stahl.
Pozdrawiam serdecznie
Jola Ronowska
psychoterapeutka Gestalt w trakcie szkolenia
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry, Widzę w Pani historii dużo siły: po latach bardzo trudnej relacji potrafiła Pani ją zakończyć, poczuć ulgę i odzyskać pewność siebie, a to jest realny dowód, że umie Pani wybierać siebie i swoje bezpieczeństwo. Zauważyła Pani też czego nie chce w relacji i jakiego traktowania już nie przyjmuje, co jest ważnym zasobem na przyszłość. Ma Pani w sobie wrażliwość, lojalność i zdolność do prawdziwego zaangażowania, a do tego potrafi Pani budować relacje towarzyskie i mieć wokół siebie ludzi, co pokazuje, że umie Pani być blisko i tworzyć więzi. To, że w kontaktach damsko-męskich trafiała Pani dotąd na mężczyzn nastawionych wyłącznie na seks, nie mówi nic o Pani wartości, a raczej o tym, że teraz coraz lepiej widzi Pani różnicę między chwilowym zainteresowaniem a szacunkiem i miłością. Jest w tym wszystkim nadzieja: skoro już raz udało się wyjść z relacji, która niszczyła, i zacząć wzmacniać siebie oraz swoje życie, to znaczy, że ma Pani w sobie kompetencje, które mogą poprowadzić w stronę związku, który będzie przez Panią akceptowalny.

Zobacz podobne
Jestem z moim mężczyzną 4 lata w związku, ma on depresję i przechodziliśmy różne momenty, zawsze byłam przy nim i go wspierałam. Od jakiegoś czasu jest bardzo źle, on nie chce iść na terapię ani do psychiatry. A ja nie mam sił już, aby wspierać, czuję się odtrącana, nie są ważne moje odczucia ani mój nastrój. Plus nie sypiamy ze sobą już od roku. On jest bardzo egoistyczny i wiem, że to wynik też depresji, ale ja nie mam siły już. Nasz związek, od kiedy ja odpuszczam, zaczyna się sypać. Kocham go, ale ja nie mam sił już, jako kobieta, jako partnerka jestem zaniedbana i nie mówię tu o rzeczach materialnych, ale o zwykłym docenieniu i poczuciu, że to ma sens wszystko. Nie mogę z kim rozmawiać o tym, bo on mówi, że wszystko wiem co i dlaczego się dzieje z nim, że nic - nawet ja go nie cieszę. I ja w tym wszystkim jestem strasznie nieszczęśliwa, nie umiem dać z siebie więcej, bo sama ze sobą nie umiem sobie teraz poradzić. Jednocześnie wiem, że chyba na pewno mnie potrzebuje. Zarzuca, że się nie uśmiechnę, jak się widzimy, ale ja nie mam siły się śmiać. Chce uciec jak najdalej od niego, bo bycie z nim mnie rani strasznie. Nie wiem, co robić…
Dzień dobry. Moje życie z mężem zamieniło się w koszmar. Mąż okłamuje mnie na każdym kroku- wymyśla historie na poczekaniu. Kłamie w mniej i bardziej ważnych sprawach. Mam wrażenie, że cała jego osoba jest jedną wielką mistyfikacją. Okłamał mnie odnośnie do swojego wykształcenia, odnośnie do przeszłości swojej, podróży, pieniędzy, rodziny, swoich chorób. Te wszystkie kłamstwa wyszły po czasie. Okłamał mnie w sprawie swoich długów, wykorzystał do spłaty tych długów moje oszczędności z czasów panieńskich-okradając mnie z wszystkich oszczędności i twierdząc, że te pieniądze są u niego na koncie i w momencie, kiedy musiałam je podjąć i naciskałam, to kłamał w żywe oczy, że jest awaria banku, nie może wybrać tych pieniędzy i wreszcie po przyciśnięciu do muru przyznał, że ich nie ma. Miałam sytuację podbramkową, musiałam sięgnąć po swoje oszczędności, których nie ma, bo mąż okłamywał mnie 3 lata i od 3 lat tych pieniędzy nie było. W zasadzie nie wiem, co jest prawdą, a co nie. Podkrada mi pieniądze i twierdzi, patrząc mi w oczy, że zgubiłam. Znajduję marihuanę pochowaną po kątach, to jest oburzony, bo to nie jest jego oczywiście. Proszę o pieniądze na rachunki (bo płacę ja) to nigdy nie ma, zawsze wymyśla jaka datę, kiedy je da i nigdy nie daje. Wymyśla terminy i nigdy ich nie dotrzymuje. Najgorsze, że kłamie i przechodzi nad tym, jak wychodzi prawda na jaw, do porządku dziennego, nie ma żadnych wyrzutów sumienia. Nie powie nawet słowa przepraszam. Ja się zastanawiam, czy to nie jest objaw choroby. Ja jestem już zmęczona jego kłamstwami, sama brzydzę się kłamstwem i nie rozumiem jak można ciągle oszukiwać i kłamać i nie mieć nawet wyrzutów sumienia. Na moich barkach spoczywa wszystko- mąż nie chce robić nic: nawet po sobie nie sprząta, nie płaci rachunków, nie robi zakupów, nie chce zajmować się swoim dzieckiem. I ciągle kłamie. Czy jest dla nas jakaś szansa, czy zostaje tylko odejście i rozwód?

