Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Zmiany w zachowaniu męża: agresja, krytyka i ukrywanie wiadomości

Mąż od jakiegoś czasu jest drażliwy raz na odległość jadąc do pracy wypisuje na messenger, iż pragnie mnie ma ochotę ze go jaram kręcę tęskni kocha po czym odwraca rolę wracając do domu jest toksyczny chamski agresywny wybuchowy obojętny lekceważący potrafi mnie krytykować zamydlać oczy złote góry a co do czego inny wyzywa od cyt. kurew szmat dziwek nic sobie z tego nie robi. Wiadomości sms jak zawsze trzymał tak usuwa co ja mam myśleć uważa ze mnie kocha ale czyżby czegoś nie ukrywał? Na Facebooku i na messenger nic nie dojrzałam nawet w połączeniach telefonicznych ale dziwi mnie usuwanie moich smsów bo? Co myśleć zaczyna odmawiać tez zbliżeń intymnych sądząc ze pragnie wtedy kiedy on chce ze nim żądze marudzę nalegam na bliskość czułość przytulanie

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Opisane przez Panią zachowania męża – nagłe zmiany nastroju od uwielbienia po agresję, wyzywanie, lekceważenie oraz niszczenie dowodów komunikacji - usuwanie wiadomości, wskazują na stosowanie przemocy psychicznej i werbalnej. Taka huśtawka emocjonalna, gdzie czułe wyznania przeplatają się z brutalną krytyką i wulgaryzmami, jest formą manipulacji, która ma na celu osłabienie Pani poczucia własnej wartości i dezorientację. W zdrowej relacji opartej na miłości nie ma miejsca na wyzwiska czy agresję. Zachęcam Panią do postawienia swojego bezpieczeństwa emocjonalnego na pierwszym miejscu i skonsultowania się z terapeutą lub specjalistą ds. przeciwdziałania przemocy w rodzinie, aby ocenić realne zagrożenie i odzyskać wpływ na własne życie, niezależnie od tego, co mąż próbuje ukryć.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry,

Z tego, co Pani opisuje, nie wygląda to na zwykłe „wahania nastroju” w związku. Wyzywanie od „kurew”, „szmat”, „dziwek”, agresja słowna, poniżanie i lekceważenie to forma przemocy psychicznej. Tego typu zachowania nie są normalnym elementem relacji i nie powinny być bagatelizowane ani usprawiedliwiane. Duża rozbieżność między czułymi wiadomościami a późniejszymi wybuchami agresji bywa charakterystyczna dla relacji, w których pojawia się przemoc - po okresie napięcia i ataków mogą pojawiać się momenty czułości czy „zamydlania oczu”, które mają przywrócić poczucie, że wszystko jest w porządku.  W takiej sytuacji warto przede wszystkim zadbać o własne bezpieczeństwo i wsparcie - rozmowę z zaufaną osobą, specjalistą lub instytucją zajmującą się pomocą osobom doświadczającym przemocy. Ważne jest też stawianie jasnych granic wobec obrażania i agresji. Pani reakcja i niepokój są w tej sytuacji w pełni uzasadnione.

Pozdrawiam i życzę powodzenia,
Karolina Grabka

Dominika Poźniak

Dominika Poźniak

Z tego, co Pani opisuje, warto najpierw zatrzymać się przy czymś ważniejszym niż pytanie o usuwanie wiadomości. Nadrzędnym problemem wydaje się sposób, w jaki mąż Panią traktuje - naprzemienna czułość i odrzucenie, a przede wszystkim wyzwiska i lekceważenie. Takie zachowania zalicza się do przemocy psychicznej i niezależnie od przyczyny nie powinny być w relacji akceptowane.
 

Kolejnym ważnym pytaniem nie jest tylko to, dlaczego on tak się zachowuje, ale też co sprawia, że Pani zostaje z tym sama i próbuje to zrozumieć, zamiast stawiać granice? 

 

Jeśli chodzi o usuwanie wiadomości - trudno na tej podstawie jednoznacznie stwierdzić, co się dzieje. Może to coś znaczyć, ale nie musi. Bardziej fundamentalne wydaje się pytanie, czy w ogóle mają Państwo w relacji zaufanie, otwartą komunikację i poczucie, że można mówić sobie prawdę?
 

Być może więc najważniejsze pytanie na ten moment nie brzmi: czy mąż coś ukrywa, tylko raczej: czy sposób, w jaki wygląda ta relacja, jest dla Pani dobry i czy chce Pani tak być traktowana? 


Jeśli ta sytuacja zaczyna Panią psychicznie kosztować, warto pomyśleć też o wsparciu dla siebie - rozmowie z psychologiem, terapeutą lub kimś zaufanym, kto pomoże Pani spojrzeć na tę relację z dystansu i wzmocnić swoje granice. Nie musi Pani radzić sobie z tym sama.

 

Pozdrawiam,

Dominika Poźniak

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Pani Kasiu,

Z opisu wynika duża sprzeczność w zachowaniu męża – z jednej strony czułe wiadomości i deklaracje, z drugiej w domu pojawia się obojętność, wybuchy złości i wyzwiska. Taka zmienność często powoduje u partnera duże zagubienie i poczucie niepewności.

Warto też zauważyć, że wyzywanie i poniżanie jest formą przemocy psychicznej i może bardzo ranić, niezależnie od okoliczności w związku. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji pojawiają się u Pani pytania i wątpliwości.

Usuwanie wiadomości czy zmiany w sferze intymnej mogą mieć różne przyczyny i same w sobie nie pozwalają jednoznacznie stwierdzić, co się dzieje, ale naturalne jest, że mogą budzić niepokój. W takiej sytuacji wiele osób zaczyna zastanawiać się przede wszystkim nad tym, czy w tej relacji czuje się szacunek, bezpieczeństwo i bliskość, których Pani potrzebuje.

Pozdrawiam 

Kinga Osmulska 


 

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Czytając Pani opis można pomyśleć o czymś innym niż tylko pytanie „czy on coś ukrywa”. Czasem ważniejsze jest to, jak ktoś nas traktuje a nie to, czy zdradza.

Czułe wiadomości w ciągu dnia a potem w domu wyzwiska, agresja i lekceważenie to bardzo bolesna sprzeczność. Słowa takie jak „kurew”, „szmat” czy „dziwek” nie powinny pojawiać się w relacji, w której jest szacunek: niezależnie od powodów czy emocji.Zamiast szukać wyłącznie dowodów w telefonie, warto zatrzymać się przy pytaniu:

czy w tej relacji czuje się Pani bezpieczna, szanowana i ważna?

Miłość to nie tylko deklaracje w wiadomościach ale przede wszystkim sposób, w jaki ktoś traktuje nas na co dzień, tak sądzę.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 

 

Pani Katarzyno

 

Ta relacja brzmi jak klasyczny przypadek ambiwalencji emocjonalnej kiedy mąż raz okazuje namiętność i tęsknotę (np. w wiadomościach w drodze do pracy), a potem przechodzi w tryb agresji, obojętności czy krytyki po powrocie. To nie jest zdrowy wzorzec, ale wygląda na manipulację, gdzie "słodkie" słowa służą rozładowaniu napięcia na odległość, ale bliskość fizyczna ujawnia prawdziwe frustracje. Usuwanie SMS-ów to czerwona flaga i może ukrywać coś (np. rozmowy z kimś innym), ale równie dobrze unika śladów swoich wybuchów czy obietnic.

Praca lub problemy osobiste mogą powodować drażliwość w domu, a odległość pozwala na "filtr" gdy pisze miło, bo nie musi konfrontować się twarzą w twarz.

Sama odmowa intymności i wybuchy sugerują wypalenie lub unikanie bliskości emocjonalnej. Krytyka i wyzwiska to toksyczne oznaki braku szacunku i nie ma nic wspólnego z miłością.

Ukrywanie czegoś: Usuwanie wiadomości połączone z nagłymi zmiany nastroju mogą wskazywać na zdradę emocjonalną lub fizyczną, uzależnienie czy inną tajemnicę. Brak śladów na FB nie oznacza niczego  wiele aplikacji ma ukryte funkcje. Proszę spróbować spokojnej rozmowy i wybrać neutralny moment Komunikaty w stylu  "Czuję się zraniona twoimi słowami w domu, mimo miłych wiadomości. Co się dzieje?". Proszę unikać oskarżeń ale skupić  się na "ja czuję".

Natychmiast proszę ustawić granice granice: komunikując "Nie akceptuję wyzwisk. Jeśli to się powtórzy, potrzebujemy przerwy, terapii". Należy odmawiać manipulacji poprzedzonych "złotymi górami".

Proszę zacząć dbać o siebie. Miłość nie krzywdzi a wyzwiska i obojętność to brak szacunku, nie dowód miłości. 

 

Wszystkiego dobrego

 

Piotr Ziomber psycholog

 


 

Jagoda Jek

Jagoda Jek

Zmiana zachowania partnera, którą opisujesz, może być bardzo dezorientująca — z jednej strony dostajesz dużo czułości i zapewnień o miłości, a z drugiej spotykasz się z chłodem, agresją i słowami, które ranią. Taka rozbieżność często powoduje, że człowiek zaczyna szukać odpowiedzi: „co się dzieje?”, „czy coś ukrywa?”, „czy to moja wina?”.

Samo usuwanie wiadomości nie musi automatycznie oznaczać zdrady albo ukrywania romansu. Ludzie kasują wiadomości z różnych powodów. Natomiast w połączeniu z innymi zachowaniami, które opisujesz — wyzwiskami, pogardliwym traktowaniem, nagłymi zmianami nastroju i odrzucaniem bliskości — może być to dla Ciebie sygnał, że w Waszej relacji dzieje się coś trudnego i wymaga rozmowy.

Warto zwrócić uwagę nie tylko na pytanie „czy on kogoś ma?”, ale też na inne, równie ważne: jak Ty jesteś traktowana w tym związku? Wyzywanie partnerki od „kurew”, „szmat” czy „dziwek” nie jest zwykłą kłótnią ani sposobem wyrażania złości — to zachowania raniące i przekraczające granice szacunku.

Możliwe przyczyny jego zachowania mogą być różne: stres, problemy osobiste, trudności w relacji, sposób radzenia sobie z emocjami, ale również inne kwestie, których na podstawie samego opisu nie da się ocenić. Najważniejsze jest jednak to, że niezależnie od przyczyny agresja słowna nie powinna być czymś, co po prostu musisz znosić.

Spróbuj porozmawiać z nim w spokojnym momencie, nie w trakcie konfliktu. Możesz skupić się na faktach:
„Kiedy raz piszesz, że mnie pragniesz i kochasz, a później wracasz i mnie obrażasz, czuję się zagubiona i zraniona. Chcę zrozumieć, co się z Tobą dzieje, ale nie zgadzam się na wyzwiska”.

Warto też obserwować nie tylko jego słowa, ale zachowanie: czy bierze odpowiedzialność za swoje wybuchy, czy przeprasza i próbuje coś zmienić, czy raczej po wszystkim wraca do normalności bez refleksji.

Jeśli czujesz się w tej relacji zastraszana, poniżana albo boisz się jego reakcji, dobrze byłoby poszukać wsparcia także dla siebie — u bliskiej osoby lub specjalisty.

~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z zazdrością i poczuciem zdrady, gdy partner flirtuje po alkoholu?
Pati.Witam Mam takie pytanie.czy gdy mąż adoruje inne kobiety na imprezach całuje ostatnio się zdarzyło ,zagląda w dekoldy sprośne rzeczy mówi wodzi wzrokiem za nimi.. i twierdzi że to przez alkohol .jak mam się zachować..potem mówi,że mnie tylko kocha a to po alkoholu wygłupia sie.boli mnie na to patrzeć czuje się gorsza i zdradzana..mówiłam mu to wiele razy.On obiecuje że tak nie będzie przeprasza a zawsze tak robi..Jak życ?!jak to zmienić?
Pomimo relacji, czuję się samotna. Wśród ludzi uśmiecham się, a czuję się źle, niespokojnie, najgorsza, głupia.
Wydaje mi się, że coś niedobrego sie ze mną dzieje. Mam chłopaka, mam rodzinę, a czuję się strasznie samotna i nikomu niepotrzebna. Mam wrażenie, że nikogo nie obchodzi co się ze mną dzieje. Wstydzę się powiedzieć o tym komukolwiek. Na codzień wśród ludzi jestem uśmiechnięta, a gdy chociaż na chwilę zostaję sama to coś we mnie pęka, czasami nie mogę powstrzymać płaczu i czuję się jakaś taka, taka nie wiem...najgorsza, brzydka, głupia... jak sobie z tym poradzić?
Witam. Mam córkę 3-letnią i żonę. Jesteśmy po ślubie 10 lat.
Witam. Mam córkę 3-letnią i żonę. Jesteśmy po ślubie 10 lat. Bywało różnie, były kłótnie, było dobrze, było i bardzo dobrze. Ostatnio po kryzysie inflacyjnym nie udźwignąłem nadmiaru problemów i odbiło się to na mojej żonie. Ograniczałem ją mocno, zabraniałem wychodzić i wydawać pieniędzy, zabrałem kluczyki... Teraz się wyprowadziła i chce rozwodu. Zrozumiałem, co ja robiłem dopiero po fakcie. Przyznałem się jej, przepraszałem, ale nie chce mnie znać i mnie nienawidzi. Chciałbym to zmienić, tylko nie wiem jak. Im bardziej ja przepraszam i mówię, jak bardzo kocham, tym jest gorzej. Proszę o pomoc.
Związek vs Matka Partnera: Czy jestem ważniejsza od jej wpływu?

Jestem z narzeczonym ponad 3 lata w po roku związku zamieszkałam u niego ze względu na dystans, bo miał do mnie 140 km, razem podjęliśmy decyzję, że chcemy razem zamieszkać. Było spokojnie zawsze jak przyjeżdżałam jego mama się cieszyła, że przyjeżdżam. Było spokojnie przez dwa miesiące potem jego matka zaczęła pić co najmniej raz w miesiącu po alkoholu robiła awantury, nie powiem bronił mnie, ale ona sobie nic z tego nie robiła nawet były rozmowy prośby czy kłótnia.Na co dzień wbijała szpilki, jakieś uwagi czy pretensje, cały czas mówiłam narzeczonemu, że ona jest o mnie zazdrosna, że traktuje go jak żona, ale mi nie wierzył. Dobrze się dogadywał z matką, ojca zawsze nie było a jak był to pił więc był wybawicielem matki. Po roku tych dram co miesiąc po wódzie miałam dość, oglądaliśmy mieszkanie, które nam się podobało, bo razem oglądaliśmy mówił, że nie chce tak już mieć w domu. Żadnej prywatności, bo miała pokój obok ani się pokłócić, ani porozmawiać nie mówiąc o zbliżeniach, pokój obok, bo na dole spala jego babcia. Po różnych sytuacjach dla mnie przykrych, po ostatniej awanturze w sierpniu gdzie po wypiciu była agresywna i spaliśmy w zamkniętym pokoju na klucz, powiedziałam, że to ostatni raz. Od pierwszej awantury prosiłam i wyprowadzenie się, ale narzeczony robił łazienkę potem pokój niby dla nas, ale za każdym razem mówiłam, żebyśmy nie kończyli tylko się wyprowadzili. On prosił o ostatnią szansę dla niej, bo może będzie lepiej i sama miałam taką nadzieję, ale się nie dało. Wszystko nie tak, nie mogłam mieć wolnego dnia, żebym coś dla mnie nie znalazła do pracy, posprzątać nie mogłam czy nastawić prania dla nas, bo pytania, czy ja leże jak mi się pierze. Ostatnia rozmowa była pod koniec października w 3 osoby wtedy usłyszałam, że nie jestem u siebie (pamiętałam o tym), mimo że pracowałam po 10h dziennie i jeszcze zapierdzielałam w domu czy ogrodzie. On nie raz mówił, że jak tak dalej będzie źle to się wyprowadzimy i też to oznajmił jej przy rozmowie, w trakcie zapytała, czy zaczynamy od nowa, odpowiedziałam, że możemy, dopóki się nie wyprowadzimy i wtedy powiedziała, że ja nie będę mieć powrotu, a on tak, że powinnam odpuścić i się przystosować...więc znalazłam mieszkanie i mimo próśb Jego się wyprowadziłam a on nic. Koniec końców sama się wyprowadziłam on mi pomógł po 2 miesiącach się do mnie przeprowadził niby było ok, ale byłam we wszystkim sama a po 3 miesiącach powiedział, że on wraca do swojego domu, bo jest dalej źle i że mogę z nim wrócić, w maju wrócił do domu rodzinnego mówiąc, że dużo pieniędzy tam włożył, że ja tego nie rozumiem i ma tam dużo pracy i nie chce jeździć bo jest na telefon..11km od domu. Przez pół roku namawiał mnie że chce, żebym i ja tam wróciła a ja nie chcę bronie się, no nie chce być wycieraczka i służącą, (awantury matki o to, że nie usługiwałam jego siostrze) ma dwie i każda mieszka daleko. Wolę zapracować wlasnymi rękami na Swoje nawet w kredycie. Bronie się rękami i nogami myślę, żeby się rozstać, bo jestem wykończona kłótniami o to, że on jest pewny w jej przemianę matki a ja nie, zapewnia mnie, że dałby sobie rękę uciąć, że nie wróci do picia. Przedstawiłam mu kompromisy, na które było od razu Nie ale sam nie chciał i nie znalazł rozmazania mówiąc, że go nie ma..nie wiem co mam zrobić. Poszliśmy na terapię gdzie terapeuta powiedział, że jest u niego parentyfikacja i nie ma miejsca tam na związek, więcej nie poszliśmy bo stwierdził że to nie pomogło. Zależy mi, ale nie chcę tak już. Od kiedy się wyprowadził rozlicza mnie, że pojechaliśmy do mojego domu i mu nie zatankowałam, że on chce 50/50, i wylicza mi wszystkie rzeczy, w których mogłam mu oddać koszty w których byliśmy razem. Mam miałam tam jechać to ręce się trzęsły, serce waliło i stres w kosmos, bo nie wiedziałam na co liczyć. Chcę spokojnego domu, w którym będę czuła się bezpiecznie razem we dwoje, swój ogród i wszystko, gdzie będę właśnie u siebie i będę mogła założyć rodzinę. Czy ze mną jest coś nie tak ? On mówi, że przesadzam, żebym jej odpuściła i dała jej szansę, bo się zmieniła, bo o mnie pyta. Ja widzę, że nie jestem jego priorytetem i nasz związek też nie, dla niego jego komfort ważniejszy od mojego zdrowia psychicznego.

Czy to problem mojego niedopasowania do obecnych czasów, rodziny męża? Relacja i jego rodzina przeczy moim wartościom, nie widzę budowania tutaj swojej rodziny.
Witam, w październiku 2021 poznałam mojego męża. Po kilku rozmowach telefonicznych przed pierwszym spotkaniem poinformował mnie, że ma dwójkę dzieci w wieku 15 i 17 lat. Byłam hmm… przerażona. Ja miałam lat 27, a on 38. Jego była partnerka wtedy miała jedno z dzieci. Nie wiedziałam co o tym myśleć, gdyż inna sytuacja by była, gdyby dzieci były z matką. A tak to wiadomo, kiedy ja nie mam dzieci, czułam, że będę ograniczana, nie będę mogła być w 100% sobą, uważać, co mówię i nawet przy seksie myśleć o tym, że obok jest dziecko i ciągle na głowie to, że za drzwiami ktoś jest. Nie jestem osobą wulgarną itd., ale czułam, że ta rola mnie przerośnie. Koniec końców powiedział mi, że dzieci potrafią się sobą zająć, że syn ciągle siedzi na komputerze i ma słuchawki… Zaczęliśmy się spotykać, nic mi nie przeszkadzało, wiadomo, jak to na początku związku, próbowaliśmy zrobić na sobie dobre wrażenie. Ja przyjeżdżałam do niego czasami na noc, on gotował, sprzątał. Czasami wyzywał bardzo na syna, że nic nie robi, ciągle gra, odpuszcza szkołę. Operował taką złością, że go sama uspokajałam. W międzyczasie przyznał mi się, że jest poszukiwany przez policje, ale nawet jeśli policja by go złapała gdzieś to będzie okej wszystko, to było sprzed 15 lat i już dawno przedawnione, ale musi iść do adwokata. Minął nowy rok, czyli 2,5 miesiąca i wrócił z psem ze spaceru z policją. Zgarnęli go, poszedł do więzienia, ja po prostu czułam się jak w filmie, nigdy nie miałam do czynienia z łamaniem prawa, a co dopiero więzieniem… Zostałam u niego z jego synem, psem, po kilku miesiącach przyszła tu jego córka też, bo obydwoje chcieli mieszkać ze mną. Były ciągłe kłótnie o syf w domu, niepomaganie, a ja robiłam wszystko, co mogłam. Odnośnie odsiadki to jeździłam na każde widzenie, wysyłałam pieniądze, robiłam paczki, żywiłam jego dzieci, płaciłam nawet jakieś jego zaległe alimenty na dzieci, kiedy się ukrywał, bo jego była je wyłudziła, gdyż wiedziała, że on będąc poszukiwanym i tak nic z tym nie zrobi. Po roku czasu odsiadki wzięliśmy ślub na jego przepustce. Byłam naprawdę nieszczęśliwa będąc sama, ale wiedziałam, że w końcu wyjdzie i wszystkie nasze plany wejdą w życie. Wyszedł na warunkowe zwolnienie po 1roku i 3 miesiacach. Zmienił się nie do poznania. Zrobił się bardzo agresywny słownie, nasze plany były jednak tylko słowami, by mnie zatrzymać. Zadłużyłam się itd., chodzę do psychiatry, biorę leki, ale czuje, że tu nie pasuje. Będąc w ich domu, ja powinnam się dopasować, ale nie mogę przepalić tego, że jego jedno dziecko nie skończyło szkoły - tylko gimnazjum, jego córka oblała rok, nie pomagają dosłownie nic w domu. A odpowiedź ich to „to nie mój pies, to nie moja szklanka, ja nie będę po nikim sprzątać, tylko po sobie”. Mój mąż ewidentnie sobie z tym nie radzi i kłócimy się o to za każdym razem… Ja mam dość matkowania, zajmowania się nie swoimi dziećmi, mam dość takiego braku empatii czy szacunku, pomocy. Jestem wychowana w religijnej, empatycznej rodzinie, gdzie mając 15 lat robiłam obiad dla całej rodziny, sprzątałam cały dom, a kiedy mama dawała mi pieniądze na wycieczkę, to nie wydawałam nic, żeby mamie oddać. Mój mąż wychowany jest, że jego matka robi za niego wszystko, nawet chleb do pracy i dla niego to normalne, że ja również powinnam to robić. Czuję, że przez to ja jestem hmm.. zawiedziona, sfrustrowana ciągłym syfem, sprzątaniem, gotowaniem (nie mówiąc o tym, że córka jego, np. skarży się jego ex, że robimy obiady tylko dla siebie, to, co my lubimy, a problem tkwi w tym, że ja robię obiad dla wszystkich, ale ona nic nie je, ryby nie je, grzybów nie je, ziemniaków nie je, pomidorów nie lubi, owoców nie lubi), młoda śpi cały dzień, żyje w nocy, nie chodzi do szkoły. Mój mąż mówi, że ja zachowuje się, jakbym miała 70 lat, że mam wyluzować. On też szkoły nie skończył, namawiał córke do jarania zioła, jak byli za granicą (miała 14-15 lat), im więcej tu jestem, tym bardziej czuję, że to nie jest miejsce dla mnie. Bardzo bym chciała mieć swoje dzieci, ale widząc jak mój mąż podchodzi do tematu swoich dzieci, to to jest dla mnie antykoncepcja z nim na lata. Przez ostatni czas tak się zdystansowałam, że w ogóle nie rozmawiam z jego dziećmi, z jego mamą, a z mężem pewne tematy omijam, bo po co się kłócić. Jest teraz na warunkowym zwolnieniu, ale mimo to, co nakazał mu sąd, aby dalej był na wolności, on dalej ma to gdzieś, bo przecież ''on nie ma 70 lat, żeby siedzieć grzecznie w domu". Postanowiłam się rozstać, ale koniec końców stanęło na tym, że idziemy do psychologa dla par, a jeśli nic się nie zmieni, to chcę się rozstać. On mówi, że MOŻE PSYCHOLOG MI PRZEMÓWI DO ROZUMU, BO JA NIC NIE ROZUMIEM. Czasami mam wrażenie, że może rzeczywiście to ja mam złe podejście, może jestem zbyt rygorystyczna, może jestem za bardzo odpowiedzialna… ale kiedy on mnie potrzebował i jego dzieci, to ta odpowiedzialność i robienie czegoś na już, jak ktoś czegoś potrzebował, to wtedy byłam najlepsza. Wiem, że też nie jestem idealna, ale czasami jak już nie daję rady, to nazywam ich PATOLOGIĄ, wtedy mąż bardzo się denerwuje, mówi do mnie, że mam "zamknąć mor**, że mam zamknąć się *****" itd. Chciałabym zaczerpnąć może zdania na ten temat czy za dużo wymagam? Czy może rzeczywiscie ze mną jest coś nie tak? Po prostu porównując go do mojego ojca czy dziadka, to ja widzę przed soba ojca Sebixa spod sklepu i nie mogę tego zaakceptować, że mogłabym dopuścić do tego, że dziecko z mojego łona będzie miało ojca, który będzie je demoralizować. A jego odpowiedź na to zawsze jest, że TERAZ SA INNE CZASY, LEPIEJ, ŻEBY DZIECKO PALIŁO ZIOLO W DOMU NIŻ GDZIEŚ POZA. Mam wrażenie, że zaburza on moje wartości, które były mi wpajane od dzieciństwa i wiem, jaką rodzine chcę stworzyć, a widząc rodzine, jaką tworzy on, to coraz bardziej jestem przekonana, że nie chce być jej częścią. Mam jeszcze nadzieje, że coś się zmieni, jak pójdziemy do psychologa, bo według niego to, co on robi, nie jest patologiczne, jak praca na czarno, komornicy, alimenty, uderzenie syna w twarz, palenie z nim i córką zioła, wszyscy maja podstawowe wykształcenie, nie chodzą do szkoły, maja problem z prawem, kuratorów. Czy to jest coś, co muszę zaakceptować? Nie wiedziałam tego przed ślubem, po ślubie tylko powoli wychodziło to wszystko od momentu jego wyjścia z więzienia, czyli około 8 miesięcy temu. On nawet mi mówił wczoraj, że jeśli ja bym chciała ćpać nawet codziennie, to on by mi nie zabronił tak, jak ja mu zabraniam nawet raz na jakiś czas. Nie wiem co o tym myśleć…może rzeczywiście to ja powinnam wyluzować? Może źle się dopasowuję do czasów, jakie obecnie panują? :/
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.