
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z emocjami: frustracja, ból, a przez to wchodzenie w toksyczne związki.
Gdy pozwolę sobie czuć i myśleć całkowicie trzeźwo, czuję ogromny ból i współczucie dla samej siebie, na to co mnie spotkało. Nie jestem w stanie w tej frustracji i bólu wysiedzieć albo czuję furię i nie wiem jak ją rozładować. Albo czuję nudę tak głęboką, że czuję się jak na pustyni. Albo cały czas prawie chce mi się płakać. Gdy przejdę do stanu który wygasza ten ból, sabotuję siebie - podoba mi się facet, który jest toksyczny, spędzam czas nijak itp.
Potrzebuję konkretnej porady, bo na terapii wcale nie usłyszałam, jak sobie pomóc. Tylko siedzenie w problemie, a to mi nie pomaga.
Teraz przełączam się między stanem - przecież ten facet jest idiotą i na mnie nie zasługuje, nie mogę o nim tyle myśleć. Ale jak już to do mnie dotrze to dociera także szeroka perspektywa tego, co mnie jeszcze bardziej przygniata i to jest takie błędne koło.
Anonimowo
Katarzyna Brożyna
Dzień dobry
Czy słyszała Pani o Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach? Jej założenia to skupienie się na przyszłości, podejmowanie małych kroków ku lepszemu, wykorzystywanie swoich zasobów i mocnych stron. To "siedzenie w rozwiązaniach" a nie "w problemie", jak to Pani ujęła.
Pozdrawiam i życzę powodzenia
Katarzyna Brożyna
Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Justyna Orlik
Słyszę w tym, o czym piszesz, że możesz być rozdarta pomiędzy bólem, który trudno unieść, a stanami odcięcia, które mają Cię chronić. W momentach otrzeźwienia pojawia się ogromna fala współczucia, żalu lub złości i tych emocji po prostu może być zbyt dużo jednocześnie. To właśnie w tych momentach przychodzi potrzeba ucieczki: w relację, która boli, w działanie, które Cię nie karmi lub w odrętwienie. Te ruchy są zrozumiałe. Stają się próbą poradzenia sobie z tym, co trudne do udźwignięcia.
To nie „toksyczny mężczyzna” sam w sobie przyciąga, tylko coś, co w nim rozpoznajesz. Być może jest to znajomy rytm emocjonalnej huśtawki, a może echo dawnych relacji. Gdy przywołujesz go w myślach, to coś się wówczas dzieje. Znika pustka, nie ma nudy lub całkowitego wyłączenia. To coś mówi o Twojej historii i o sposobach szukania ukojenia i może warto się temu przyjrzeć z bliska z kimś, komu ufasz?
Ta walka pomiędzy: „muszę go wyrzucić z głowy” a „coś mnie do niego ciągnie” może być bardzo wyczerpująca, bo im mocniej próbujesz odepchnąć myśli, tym silniej wracają. Jedną z możliwości jest to, żeby niczego nie naprawiać, ale uznać, że jesteś w miejscu, które ma sens, nawet jeśli jest to trudne. Być może właśnie stąd zaczyna się coś nowego.
Co czujesz w ciele, gdy jesteś sama, a co, gdy myślisz o swoim "toksycznym partnerze"?
Jak to jest wytrzymać nudę?
Co możesz zrobić z konstruktywną siłą złości?
Pozdrawiam,
Justyna Orlik, psychoterapeutka Gestalt
Paulina Habuda
Dzień dobry,
Po pierwsze chciałam się odnieść do tego dlaczego na terapii nie usłyszała Pani konkretnej porady. Rzadko kiedy zakochujemy się w "toksycznych" osobach lub "lądujemy" w krzywdzących nas związkach z przypadku. Często powodem tego, że osoba preferuje toksycznych partnerów jest wyuczony schemat relacji - wyuczony oczywiście w dzieciństwie :). Dlatego terapia to nigdy nie jest 1-2 spotkania w takim przypadku. Ponieważ praca nad zrozumieniem jakie mamy problemy relacyjne, przekonania, dezadaptacyjne schematy - wymaga czasu.
Czy słyszała Pani o stylach przywiązaniach? Polecam rozeznać się w temacie. Jest o tym dużo filmików na YT, podcastów, książek (np. "Partnerstwo bliskości. Jak teoria więzi pomoże ci stworzyć szczęśliwy związek", Levine, Heller). To nie są gotowe rozwiązania, ale mogą Pani pomóc dużo zrozumieć.
To co mogłabym polecić z gotowych rozwiązań. Uciekanie przed bólem nie sprawia, że on znika. Dopiero świadome przeżywanie bólu może pomóc. Dlatego w ciężkich chwilach, kiedy cierpienie wydaje się nie do wytrzymania, może Pani spróbować:
- pisać dziennik, opisywać swoje myśli, uczucia, co się z Panią dzieje - z czasem zauważy Pani, że uczucia się zmieniają i czuje się Pani lepiej
- wybrać aktywność fizyczną, która sprawia Pani przyjemność
- porozmawiać z bliską osobą
Dobrze jest znaleźć jakąś "kotwicę" - to może być wyobrażenie miejsca, które jest dla Pani bezpieczne. Bliskiej osoby. To może być spacer z psem, włączenie ulubionej muzyki. Coś co jest Pani i daje Pani spokój w momentach kryzysu. Z czasem będzie lepiej :).
Pozdrawiam,
Paulina Habuda
Psycholog, Seksuolog
Katarzyna Kania-Bzdyl
Dzień dobry Anonimko,
1) co dokładnie Cię spotkało, że czujesz ból i frustrację?
2) piszesz, że mężczyzna, który Ci się podoba, jest toksyczny? Po czym to poznajesz, co takiego robi, że można umieścić go w tej kategorii?
Pozdrawiam,
Katarzyna Kania-Bzdyl

Zobacz podobne
Jestem 35-letnim facetem mającym Żonę I 9-letnią Córkę.
Nie jesteśmy specjalnie zamożni, ale też głodem nie przymieramy. Dlaczego o tym mówię? Mam problem. Lubię sobie w wolnym czasie (późny wieczór/noc) pograć na konsoli. Jakiś czas temu ją sprzedałem, ponieważ na horyzoncie pojawiła się możliwość dodatkowych godzin w pracy i zwyczajnie nie było czasu, żeby grać. Teraz ten czas znów się pojawił, ale moja Żona jest przeciwnikiem zakupu konsoli. I zapewne względy finansowe nie są tu decydujące, bo na zakup telefonu za ponad 3k nie był dla Niej problem i wyraziła aprobatę. Żona nienawidzi, jak gram na konsoli- uznaje to stratę czasu, za rozrywkę przeznaczoną dla Dzieci. I żeby nie było- grając kiedyś, nie zaniedbywałem obowiązków jako Tata, jako Mąż, czy też tych zawodowych.
Kilka miesięcy temu trafiłem na dobrą promocję i zakupiłem sprzęt z tym, że mam go skitranego w pracy. Żona o tym nie wie.
Taki stan trwa już z 3 miesiące. Nie chcę awantur, ale wiem, że jakakolwiek próba rozmowy na ten temat, że może bym kupił, skończy się właśnie awantura. Czy jestem na straconej pozycji ? Co mam zrobić, aby przekonać Żonę, że też mam prawo do swoich pasji i odrobiny rozrywki - nie sama praca i obowiązkami człowiek żyje.
TW: myśli samobójcze
Chyba mam myśli samobójcze, mam dla kogo żyć mam syna 3,5 latka, na którego czekałam tyle lat. Żyje z ojcem dziecka już bardzo długo, ale jest to ciężki człowiek, dużo od siebie wymaga, i też od innych, jest pracowity, kocha syna, wszystko robi, żeby miał w życiu lepiej niż on. Pracuje ciężko na nasz dom. Często mamy odmienne zdania, przez co często są małe sprzeczki. Często jak chce mu opowiedzieć, co wydarzyło się w pracy lub co spotkało mnie dziś, lub jaki mieliśmy z synem dzień jestem prawie zawsze atakowana ….. że powinnam była zrobić tak powiedzieć tak zachować się tak itp itd. Uważam, że nie jest dla mnie wsparciem psychicznym, bo często z tego powodu płacze. Ja też pracuję, nie zarabiam tyle, co on, ale pracuje, daje z siebie wszystko, praca dom itd, to co robi większość kobiet.
Nie mam własnego życia oprócz domu, nie chodzę na siłownię, nie spotykam się z koleżankami, bo ich też nie mam. Nie jestem dobrą kucharką, ale zawsze ciepły obiad w domu jest. Zawsze wszędzie się spieszę, żeby zrobić zakupy, posprzątać itd. odebrać dziecko ze szkoły, nigdy nie myślę o sobie. Fryzjer phiiii 2 razy w roku, kosmetyczka na urodziny. Nie kupuje nowych ciuchów, butów, nie maluje się, bo szkoda mi czasu. Ogólnie czuję się, jak bym miała 60 lat. Nie potrafię już nawet zadbać o siebie. Brakuje mi kogoś, z kim mogę pogadać. Mam kochaną mamę, ale nie chce jej martwić. Ojciec dziecka nigdy sam z siebie mnie nie przytulił, nie jest to człowiek, który okazuje miłość. Mówi, że kocha, bo na nas pracuje i wszystko robi dla nas. Ja to rozumiem, ale gdzie jest w tym wszystkim zwykły przystulas, gdy boli brzuch, gdy gorsze dni. Sam o sobie mówi, że jest materialista, tylko pieniądze go motywują. Jest to też zrozumiałe, ale moim zdaniem przy tym wszystkim jest trochę może za mocne słowo użyje, ale “ moim katem “nieraz jak jest jakiś temat to żałuje, że go rozpoczęłam. Wydaje mi się, że w przyszłości przestanę mu mówić o różnych rzeczach, żeby uniknąć kłótni. Jestem osobą prostą, niewymagającą wiele, chce nauczyć syna być dobrym człowiekiem z empatią do innych i szacunkiem do 2 osoby. On wprowadza do domu trochę “wojska”. Wiem ,że jest to dobry człowiek do tego stopnia, że jeśli stałoby się coś moim rodzicom to nie wstydziłby się im d.. podcierać. Ale to, co ja czuję chyba też jest ważne. Nie mamy życia seksualnego w ogole, bo on ciągle zmęczony pracą i nie potrzebuje tego, jak sam mówi . Ja niby też, ale przez to nie czuję się jak kobieta, żyjemy jak brat z siostrą. Chciałabym sobie jakoś pomóc, bo boję się że sama sobie nie poradzę . Dużo by pisać, ale w sumie po co . Mieszkamy za granicami Polski sami z dzieckiem, bez rodziny. Coraz częściej patrzę na garaż z dziwnymi myślami, bo przecież, po co ktoś słaby psychicznie ma na tym świecie być. Ja nic tu nie wnoszę. W pracy wszyscy mnie lubią, wręcz widzą, że ja to taka ogarnięta, ale nie widzą, co się dzieje u mnie w środku. Chce mi się wyć i krzyczeć.

