Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z emocjonalnym uzależnieniem męża od rodziny?

Dzień dobry. Jestem z mężczyzną 4 lata po ślubie, znamy się od 8. Mam permanentny problem w związku. Chodzi o to, że mój partner jest bardzo uzależniony emocjonalnie od swojej rodziny (matki, siostry, jej dzieci 9 i 15 lat). Stawia ich przede mną, nigdy nie widzi ich niewłaściwego zachowania względem mnie, nie staje ze mną w jednym szeregu, są dwie strony - oni i ja. Najbardziej niepokojące dla mnie jest coś, czego w żaden sposób nie da się zmienić ani powściągnąć, a mianowicie przywiązanie mojego męża do dzieci jego siostry. Jego siostra jest wdową od ok. 7 lat. Chodzi o to, że traktuje ich jak swoje dzieci, ma jakieś instynkty ojcowskie względem nich. Musi koniecznie się z nimi widywać, najlepiej co dwa tygodnie, a kiedy się widują jest w stanie poświęcić im cały dzień, cały dzień zabaw, wychodzenia gdzieś z nimi, spełniania ich najmniejszej zachcianki, do tego przytulanie (gdy byli młodsi, nie ma to cech innych niż ojcowskie). To są bardzo rozczeniowe dzieci, bardzo rozpuszczone i przyzwyczjone do tego że wujek cały jest ich na wyłączność. Ja w czasie tych wizyt, w których uczestniczy jego matka i siostra z dziećmi, czuje się jak piąte koło u wozu, a mój mąż ma to gdzieś bo zajmuje się swoimi ukochanymi pupilkami (jego siostra rozmawia z jego matką o swoich sprawach). Zupełnie tak, że w momencie gdy ich widzi wszystko i wszyscy przestają się liczyć. Nigdy nie mogę złego słowa powiedzieć odnośnie tych dzieci, choć oni nawet nie powiedzą mi dzień dobry nieraz. Dodatkowo mój mąż jest bardzo uzależniony od tych wizyt, a ja ich nienawidzę, ale nie chcę żeby zawsze jeździł sam. Robi awantury gdy chcę coś innego zaplanować, nie liczy się z moimi uczuciami, bardzo częśto się o to kłócimy, on nie rozumie mnie, uważa że ma normalne relacje, ale zawsze chce siebie/nas dostosowywać do planów siostry. Inicjatywa spotkań zawsze wychodzi od niego, nie od jego siostry. Poza wizytami też ma stały kontakt z tymi dziećmi, bardzo się nimi przejmuje, zawsze się zainteresuje wszystkim co ich dotyczy, nawet najmniejszymi drobiazgami. Jego siostra ciągle wysyła mu ich zdjęcia, które on skrzętnie kolekcjonuje. Jest to bolesne, bo przedkłada swoich siostrzeńców nade mnie, jakby woli doprowadzić do rozpadu małżeństwa, niż zmienić swoje zachowanie na mniej zaangażowane :(. Mówi że jego mamie i siostrze to nie przeszkadza, tylko mnie, że ich po prostu lubi, ale to jest zdecydowanie zbyt lekkie określenie. Czuję się jakbym związała się z mężczyzną który ma dzieci z innego związku i ma z nimi zasądzone regularne wizyty, a tak przecież nie jest...Doszło do tego nie znoszę ich bardzo i mojego mężą też, już przestałam go szanować, ponieważ tak daje sobą rozporządzać jakimś dzieciom, nie da na nich złego słowa powiedzieć, a mnie obraża jak mówię w czasie kłótni że nie powinno tak być, że to nie jest normalne. Niestety, ale wzięło się to z tego, że mój mąż zanim mnie poznał, to nie miał nikogo i już wtedy inwestował cały wolny czas w swoją rodzinę, w te dzieci. Sygnały do mnie docierały, ale wedle kobiecego myslenia, miałam nadzieję że to się z czasem wyreguluje, szczególnie po ślubie. Ponadto mąż sam wychowywał się bez ojca i twierdził, że jego wujkowie zachowywali się tak jak on teraz. Ogólnie mąż jest dla mnie dobry, poza tym problemem nie mam większych zastrzeżeń, ale bardzo mi przeszkadza ta jego postawa i od jakiegoś czasu myślę że i tak jego uczucia do mnie nigdy nie będą więkswze niż do jego rodziny, siostrzeńców. Jest to myśl dla mnie bardzo niekomfortowa i nieznośna. Uważąm że żona powinna być najważniejsza, a przynajmniej od siostrzeńców! Myślę już o rozwodzie, czy cokolwiek da się w tej sytuacji zrobić? Byliśmy kiedyś raz u psychologa z mężem, zgodził się dla świętego spokoju, ale nic to nie dało.
Natalia Dębińska

Natalia Dębińska

Dziękuję, że podzieliłaś się tym - to bardzo wyczerpująca i bolesna sytuacja. 
Sytuacje oraz zachowania, które opisujesz, mogą przemawiać za tym, że twój mąż nie odseparował się emocjonalnie od rodziny pochodzenia oraz, że wciąż jest bardziej synem, bratem i wujkiem niż mężem. To nie jest Twoja wina, lecz indywidualne trudności Twojego męża, który powinien rozważyć przepracowanie ich na własnej terapii. 

Widzę, jak bardzo boli Cię relacja Twojego męża z siostrzeńcami. Może łatwiej Ci będzie jak spojrzysz na tą relacje z innego kąta: Twój mąż wychowywał się bez ojca, tak jak teraz wasi siostrzeńcy - wychowują się bez ojca. Może (nie musi) być tak, że Twój mąż widzi w tych dzieciach samego siebie i chce zadbać o ich potrzeby - jego potrzeby, które były zaniedbane w trakcie dorastania bez ojca. 
To nie zmienia tego, że tak nie powinno być. Mąż i Żona budują osobną komórkę rodzinną, która powinna być priorytetowa i pierwszoplanowa. Rozumiem twój poziom wypalenia i zmęczenia, a myśli o rozwodzie to konsekwencja tego. Przepracowanie tego kryzysu wymaga pracy, dobrej woli i chęci obu stron. To przekracza siłę jednej osoby, dlatego zachęcam do skorzystania z terapii dla par. Byliście już kiedyś u psychologa i nic to nie dało, lecz nie poddawajcie się i idźcie nawet do 5 psychologów, aż nie znajdziecie takiego, który da wam narzędzia do odbudowy relacji. 
Przede wszystkich w tej sytuacji powinnaś pomyśleć o swoim zdrowiu, zastanów się w jaki sposób te spotkania z rodziną męża miałyby wyglądać abyś czuła się na nich dobrze. Warto spokojnie porozmawiać z mężem, nie w tonie "siostrzeńcy są ważniejsi ode mnie", lecz w komunikacie "ja", a w trakcie rozmowy postawić również granice. Możesz skorzystać z "języka żyrafy", jego schemat konstrukcji zdań jest bardzo prosty: 
1. fakt - suche stwierdzenie faktu, bez oceny

2. uczucia - co czujesz, komunikat "ja", czuje się...

3. potrzeba - co jest dla mnie ważne

4. prośba - konkretna prośba o konkretną rzecz/zachowanie 

 

Natalia Dębińska

psycholog

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Rafał Żelazny

Rafał Żelazny

Rozumiem, jak ogromnie obciążająca i emocjonalnie wyczerpująca jest dla Pani ta sytuacja. Opisuje Pani wieloletni wzorzec funkcjonowania męża, który wyraźnie wskazuje na silne, wręcz nadmierne, zaangażowanie emocjonalne w relację z rodziną pochodzenia – szczególnie z siostrzeńcami. To, co dla Pani męża wydaje się „normalne” i wynika z jego historii rodzinnej oraz braku ojca, dla Pani jest źródłem cierpienia, poczucia odrzucenia i braku ważności w małżeństwie. Obie te perspektywy są prawdziwe, ale zupełnie się ze sobą nie spotykają.

To, czego Pani doświadcza – poczucie bycia na drugim planie, brak wsparcia partnera, konieczność podporządkowywania się rodzinie, trudne emocje w kontaktach z siostrzeńcami – jest bardzo realne i uzasadnione. Małżeństwo powinno być relacją partnerską, w której obie strony mogą liczyć na lojalność, zrozumienie, wspólne ustalanie granic oraz poczucie, że są dla siebie najważniejsi. W Pani relacji ta równowaga została zaburzona.

Widać, że Pani mąż traktuje siostrzeńców jak dzieci, które niejako „zastąpiły” mu własną rodzinę, zanim Pani się pojawiła. To nie jest coś, co znika po ślubie – to wzorzec emocjonalnego przywiązania, który budował przez wiele lat i który w dużej mierze kompensował jego własne doświadczenia z dzieciństwa. Problem polega na tym, że on nie zauważa, jak bardzo to obciąża Panią i Wasz związek. Co gorsza – zamiast próbować zrozumieć Pani perspektywę, neguje ją lub umniejsza jej znaczenie, co pogłębia Pani poczucie samotności w tej relacji.

To, że zaczęła Pani odczuwać złość, niechęć, brak szacunku i myśli o rozstaniu – jest sygnałem, że Pani granice są od dawna przeciążone, a potrzeby emocjonalne niezaspokajane. To jest naturalna reakcja na wieloletnie funkcjonowanie w układzie, w którym Pani głos nie ma wystarczającego znaczenia.

Czy da się coś zrobić?
Tak – ale wymagałoby to realnej zmiany po stronie męża. I nie chodzi o zerwanie kontaktu z rodziną, lecz o:

- ustanowienie jasnych granic,

- priorytetowe traktowanie relacji małżeńskiej,

- zrozumienie Pani emocji,

- ograniczenie nadmiernego zaangażowania w życie siostrzeńców,

- nauczenie się równowagi między rodziną pochodzenia a małżeństwem.

Bez gotowości męża do pracy nad sobą – nic się nie zmieni. Jednorazowa wizyta u psychologa nie jest terapią. Tu potrzebna byłaby systematyczna praca, najlepiej u terapeuty par, który pomógłby Wam zrozumieć źródła problemu i odbudować partnerskie proporcje w Waszej relacji.

Rafał Żelazny

Rafał Żelazny

Rozumiem, jak ogromnie obciążająca i emocjonalnie wyczerpująca jest dla Pani ta sytuacja. Opisuje Pani wieloletni wzorzec funkcjonowania męża, który wyraźnie wskazuje na silne, wręcz nadmierne, zaangażowanie emocjonalne w relację z rodziną pochodzenia – szczególnie z siostrzeńcami. To, co dla Pani męża wydaje się „normalne” i wynika z jego historii rodzinnej oraz braku ojca, dla Pani jest źródłem cierpienia, poczucia odrzucenia i braku ważności w małżeństwie. Obie te perspektywy są prawdziwe, ale zupełnie się ze sobą nie spotykają.

To, czego Pani doświadcza – poczucie bycia na drugim planie, brak wsparcia partnera, konieczność podporządkowywania się rodzinie, trudne emocje w kontaktach z siostrzeńcami – jest bardzo realne i uzasadnione. Małżeństwo powinno być relacją partnerską, w której obie strony mogą liczyć na lojalność, zrozumienie, wspólne ustalanie granic oraz poczucie, że są dla siebie najważniejsi. W Pani relacji ta równowaga została zaburzona.

Widać, że Pani mąż traktuje siostrzeńców jak dzieci, które niejako „zastąpiły” mu własną rodzinę, zanim Pani się pojawiła. To nie jest coś, co znika po ślubie – to wzorzec emocjonalnego przywiązania, który budował przez wiele lat i który w dużej mierze kompensował jego własne doświadczenia z dzieciństwa. Problem polega na tym, że on nie zauważa, jak bardzo to obciąża Panią i Wasz związek. Co gorsza – zamiast próbować zrozumieć Pani perspektywę, neguje ją lub umniejsza jej znaczenie, co pogłębia Pani poczucie samotności w tej relacji.

To, że zaczęła Pani odczuwać złość, niechęć, brak szacunku i myśli o rozstaniu – jest sygnałem, że Pani granice są od dawna przeciążone, a potrzeby emocjonalne niezaspokajane. To jest naturalna reakcja na wieloletnie funkcjonowanie w układzie, w którym Pani głos nie ma wystarczającego znaczenia.

Czy da się coś zrobić?
Tak – ale wymagałoby to realnej zmiany po stronie męża. I nie chodzi o zerwanie kontaktu z rodziną, lecz o:

- ustanowienie jasnych granic,

- priorytetowe traktowanie relacji małżeńskiej,

- zrozumienie Pani emocji,

- ograniczenie nadmiernego zaangażowania w życie siostrzeńców,

- nauczenie się równowagi między rodziną pochodzenia a małżeństwem.

Bez gotowości męża do pracy nad sobą – nic się nie zmieni. Jednorazowa wizyta u psychologa nie jest terapią. Tu potrzebna byłaby systematyczna praca, najlepiej u terapeuty par, który pomógłby Wam zrozumieć źródła problemu i odbudować partnerskie proporcje w Waszej relacji.

Dorota Figarska

Dorota Figarska

Dzień dobry 

 

Opisuje Pani trudną sytuację. Ma Pani pełne prawo czuć, że kontakt męża z jego rodziną, szczególnie z siostrzeńcami, jest dla Pani za trudny. Nic  dziwnego, że wywołuje to u Pani poczucie odsunięcia oraz braku ważności w małżeństwie. Ma Pani wrażenie, że mimo starań nie udaje się znaleźć takiego rozwiązania, w którym oboje czulibyście się dobrze. To naturalne, że w takiej atmosferze pojawiają się myśli o rozwodzie 

Z kolei z perspektywy męża więź z rodziną może być czymś bardzo głęboko zakorzenionym i dającym mu poczucie sensu, odpowiedzialności czy przynależności. Może naprawdę nie widzieć w swoim zachowaniu niczego, co byłoby skierowane przeciwko Pani. Może nie rozumieć, dlaczego to, co dla niego oczywiste, u Pani może wywoływać tak silne emocje. W takich sytuacjach obie strony mają prawo widzieć sprawę po swojemu, ale jednocześnie mogą nieświadomie się ranić. Pani rani męża, bo czuje się niewystarczająco ważna, on Panią, bo ma poczucie, że coś dla niego naturalnego jest podważane.

Zachęcam Panią do spokojnej rozmowy o tym, co każde z Was przeżywa bez ataków i szukania winnego oraz przekonywania do swoich racji. Warto rozważyć jeszcze jedną konsultację dla par, być może z innym specjalistą. 

 

Psycholog Dorota Figarska 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Zmiana zachowania partnerki w związku na odległość - jak sobie radzić?
Witam, opowiem pokrótce mój problem. Nadmiernie myślę (overthinking), w październiku wszedłem w związek z dziewczyną która wtedy była, miła, kochana, uczuciowa i szukała bliskości na każdym kroku. Jest to związek na odległość więc wiedzieliśmy że nie będzie łatwo ale po miesiącu rozłąki ona zmieniła się o 180 stopni, stała się chłodna i zdystansowana. Z początku myślałem że to chwilowe ale ciągnie się do teraz, przez co dużo się kłócimy, jestem uczuciową osoba i chciałbym od czasu do czasu przytulić się do niej ale mówi że ona tego nie potrzebuję że to są pierdoły a Ja muszę się prosić, często proszę o uwagę bo ona sama Mi jej nie okaże. Mówi że nie potrafi okazywać uczuć i sama nie potrzebuję ich dostawać, najczęściej co robi to siedzi w telefonie przez cały dzień i nie zwraca na Mnie uwagi, jedynie kiedy czegoś potrzebuje. Nie mam szczerze pojęcia co robić, czuję jakbym był tylko no tak jej jest wygodnie, kocham ją bardzo mocno, ale czasem już nie daje rady jesteśmy razem 6 miesięcy a Ja się czuje jakbyśmy byli 20 lat po ślubie.
Jestem zmęczony i znudzony swoim życiem - dom i praca, która nie jest związana z moim zawodem. Potrzebuję kontaktu z innymi osobami - czy mam na to szansę?
Dzień dobry, mam 26 lat. Skończyłem dobre liceum i potem poszedłem do medycznej szkoły policealnej. Aktualnie kończę licencjat. Problem polega na tym, że po dzień dzisiejszy nie mogę znaleźć pracy w zawodzie i ciągle muszę pracować fizycznie za najniższą krajową. Ogólnie uważam, że ciągle robię to, czego nie chcę, nie mogę się odnaleźć. Nie mam też zbytnio znajomych i to jest jeszcze większy problem, bo nie mam się z kim spotykać. Zawsze było mi trudno o złapanie dobrego kontaktu z kimś, a w obecnym momencie tym bardziej, ponieważ sporo osób wyprowadziło się do innych miast albo mają jakieś swoje sprawy. Moje życie to tylko dom i praca. Mam już dosyć tej ciągłej rutyny i chciałbym, żeby coś się zaczęło zmieniać, aczkolwiek nie wiem jak mam sobie pomóc. Dodam że od 5 lat mam też dziwne problemy zdrowotno-alergiczne. Nie wiem co jest tego przyczyną. Byłem u kilku specjalistów, ale żaden nie powiedział mi niczego konkretnego. Ciągle jestem zmęczony i nie mam chęci do życia, do tego problemy z układem trawiennym. Od czego mam zacząć ? Czy mam jeszcze w życiu szanse by kogoś poznać ?
Mąż korzysta z usług prostytutek po 18 latach razem: Czy to normalne i co robić?
Jesteśmy z mężem razem 18 lat, 8 lat po ślubie. Mamy po 34 lata i 2 dzieci. Od miesiąca mąż chodzi na usługi prostytutek i twierdzi, że jest to normalne i nie powinnam mu tego zabronić ponieważ byłam jego pierwszą dziewczyną i nie miał innych. Z tego powodu rodziła się w nim frustracja i z czasem zaczął mnie traktować jak wroga. Twierdzi, że teraz jak chodzi na dziwki (i ma zamiar dalej chodzić) to lepiej na mnie patrzy i on sam się dużo lepiej czuje. Czy chodzenie do prostytutek jest normalne? Czy mam mu na to pozwolić skoro czuję do niego obrzydzenie jak myślę co on tam robi? Czy mam wierzyć w to, że przez to że on tam chodzi między nami będzie lepiej? Czy jest to tylko bardzo naiwne z mojej strony? Czy mam mu zakazać?
Jak przywrócić namiętność w związku po 9 latach?

Jestem w związku ponad 9-letnim. Natomiast czuję, że straciłam ten przysłowiowy "pociąg" do męża, mimo że nie wydarzyło się nic konkretnego. Oboje jesteśmy młodzi (około 30), nie mamy dzieci, fizycznie się nie zmieniliśmy, ani nasz styl życia czy odżywiania. Samo libido również mam odpowiednie, ale... no właśnie nie wobec męża. Tak jakby się trochę na niego zablokowałam? Zniechęciłam? Sama nie wiem. Natomiast nie mam problemu z tym, żeby czuć podniecenie do innych mężczyzn. Często też wolę zaspokoić się sama niż seks z mężem. Czytałam też ogólnie o fazach związku i wiem, że etap motylków już dawno za nami, natomiast i tak dosyć długo udało nam się utrzymywać powiedzmy zadowalający poziom związku. Wiadomo, że jak u każdego bywały lepsze i gorsze momenty, ale ostatecznie wychodziliśmy na prostą. Jest u nas dużo przyjaźni ale może w tym problem, że przeszło to wręcz w taką relację kumplowską? Zastanawiam się, w jaki sposób przywrócić tą namiętność i intymność? Przysłowiowy żar i ogień? Jak się ponownie otworzyć i "odblokować"?

Jak radzić sobie z partnerem z objawami kompulsyjno-impulsywnymi i myślami samobójczymi?
Mieszkam z chłopakiem z którym bylam kiedyś w związku a teraz już nie wiem. Ma silne objawy kompulsyjno-impulsyjne i potrzebę zmuszania mnie do sprawdzania całego mieszkania. To zajmuje mnóstwo czasu, utrudnia mi sprzątanie i wysypanie się i bardzo mnie stresuje. Być może wpadnę przez to niedługo w depresję i być może nie będę sobie radzić w pracy. Rozmowy nie wiele dają, leczenie też nie. Próbowałam zmusić go do wyprowadzki bo to moje mieszkanie ale bez pomocy policji albo jego agresywnego ojca prawdopodobnie nie będzie to możliwe. Zresztą stres spowodowany szantażami że ma się wyprowadzić na dłuższą metę nie sprzyja zdrowiu ani jego ani mojemu. Obawiam się że chłopak w końcu się zabije, zresztą mówi o tym często. Do szpitala nie chce iść. Nie wiem co mam zrobić.
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.