
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z zaprzeczaniem emocjom, granicami i brakiem rozmowy w relacji małżeńskiej?
Fandyman
Piotr Ziomber
Twoja sytuacja brzmi bardzo obciążająca emocjonalnie, z elementami dezorientacji i powtarzalnych konfliktów bez resolution. Psychologiczne spojrzenie może pomóc w zrozumieniu dynamiki i kroków do przodu. Zaprzeczanie emocjom często działa jako mechanizm obronny, redukujący natychmiastowe cierpienie poprzez ignorowanie bolesnych faktów lub uczuć, co paraliżuje zmianę w relacji. Zmiana narracji, np. reinterpretacja wcześniejszych ustaleń jako "twojej decyzji", przypomina gaslighting czyli subtelną manipulację, gdzie podważa się percepcję rzeczywistości partnera, prowadząc do zwątpienia w siebie, ciągłego poczucia winy i utraty pewności.
Zwykła kłótnia jest naturalna i nie niszczy relacji, ale wzorzec staje się destrukcyjny, gdy pojawia się krytyka osobowości, pogarda (sarkazm, kpina), defensywność (przerzucanie winy) lub obojętność (milczenie po konflikcie) to "czterej jeźdźcy apokalipsy" wg Gottmana, predykujące rozpad. Powtarzalność bez wniosków i brak stabilności wskazuje na ten próg, zwłaszcza gdy prowadzi do chronicznego lęku i izolacji emocjonalnej.
Gdy jedna strona reguluje emocje i stawia granice, ale druga unika dialogu (np. przez milczenie lub eskalację), poprawa jest możliwa tylko przy wzajemnym zaangażowaniu - jednostronne wysiłki nie zmieniają dynamiki długoterminowo. Stanowi to zderzenie stylów radzenia: twoje dojrzałe podejście kontra unikanie; terapia par może pomóc ustalić wspólne zasady komunikacji i szacunek dla granic. Skup się na wzmocnieniu własnego "ego": uświadomieniu konfliktów wewnętrznych rzutujących na relację, pracy nad złością/bezradnością, regulacją emocji i strategiami stawiania granic bez poczucia winy. Terapeuta pomoże rozpoznać wzorce (np. gaslighting), odzyskać pewność siebie i przygotować do ewentualnej terapii par lub decyzji o granicach relacji.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Natalia Składowska
Z tego, co Pan pisze, wygląda to na bardzo męczące bycie w relacji, w której ciągle trzeba sprawdzać, czy to, co się pamięta, czuje i rozumie, w ogóle jest „prawdziwe”. Gdy rozmowy nie mają finału, a po czasie słyszy Pan, że coś „było tylko Pana decyzją”, naturalne jest, że pojawia się złość, bezradność i zwątpienie w siebie. To nie jest nadwrażliwość – to normalna reakcja na brak jasności i stabilności.
Różnica między zwykłą kłótnią a czymś, co rani, polega głównie na tym, czy po emocjach da się wrócić i coś razem poukładać. Jeśli jedna strona próbuje się zatrzymać, ochłonąć i rozmawiać, a druga tego nie podejmuje, to relacja zaczyna opierać się na przetrwaniu, a nie na porozumieniu.
Terapia indywidualna może być tu bardzo pomocna nie po to, żeby „naprawiać siebie”, tylko żeby odzyskać kontakt z własnymi granicami i zaufanie do tego, co Pan czuje, oraz spokojnie odpowiedzieć sobie na pytanie, jakiej relacji Pan potrzebuje i na co realnie ma Pan wpływ.

Zobacz podobne
Nasza historia zaczęła się kilkanaście lat temu jako nastolatkowie. Wzięliśmy ślub, na świecie pojawiło się dziecko, a drugie jest w drodze.
Zawsze mieliśmy problemy w związku/ małżeństwie- alkohol, brak szacunku, brak wzajemnego wsparcia i zrozumienia. Sytuacja eskalowała, kiedy po narodzinach pierwszego dziecka zostałam sama z synem, bo mąż dużo pracował, w weekendy imprezował i w ogóle nie zajmował się nami ani nie czuł obowiązków w stosunku do dziecka. Nadużywa alkoholu, więcej rozmawia z kolegami, niżeli ze mną, przyłapałam go na oglądaniu kamerek live z parami na stronach dla dorosłych- gdy o tym powiedziałam, że wiem, to obarcza mnie winą, że nie ma tego w domu, to ogląda (jestem w 8 msc ciąży, nie dąży do cielesności ze mną).
Ostatnio doszło między nami do kłótni, w której już przeklinaliśmy na siebie, bo pękły każde bariery. Wyszedł z domu, nie odbierał telefonu i wrócił zalany w trzy trupy- nie wiem gdzie się znajdował. Jestem w rozsypce, nie chce być tak traktowana. Nasz syn nie ma z nim wielkiej relacji, ale gdy nie ma go dłużej, to dopytuje i tęskni, a ja najchętniej odeszłabym od niego. Nie chce resztę życia czuć się jak śmieć, a teraz dokładnie tak się czuję.
Jestem niezależna, mam własną firmę, zarabiam więcej pieniędzy niż on na etacie. Nie wymagam od niego nic, tylko opieki i szacunku, resztę mogę zapewnić sobie sama. Męczy mnie sytuacja, że mogłabym żyć spokojnie sama z dziećmi, ale go kocham i zostaje za wszelką cenę. Po ostatniej kłótni rzucił kluczykami do samochodu, który wzięłam na firmę i zarządał połowy pieniędzy, kiedy ja zarządałam połowy pieniędzy za wyprawkę dla naszego dziecka stwierdził, że jak się rozstaniemy to ja zabiorę dzieci, to co on ma mi dawać. Mówi, jakby dla niego nic nie znaczyła rodzina, dzieci i ja. Mam mętlik w głowie i jestem wykończona psychicznie a poród za miesiąc. Zamiast cieszyć sie z narodzin dziecka, ja zastanawiam się czy będę wychowywać dzieci sama czy z nim.

