Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z zaprzeczaniem emocjom, granicami i brakiem rozmowy w relacji małżeńskiej?

Trudność w relacji małżeńskiej – granice, zaprzeczanie emocjom i brak rozmowy Dzień dobry, piszę, ponieważ od dłuższego czasu jestem w dużym napięciu emocjonalnym związanym z moją relacją małżeńską i chciałbym spojrzenia z zewnątrz – najlepiej psychologicznego. W relacji od dłuższego czasu zmagam się z poczuciem dezorientacji i podważania własnej perspektywy. W sytuacjach konfliktowych często mam wrażenie, że wcześniejsze ustalenia, intencje lub kontekst rozmów przestają obowiązywać, a odpowiedzialność za efekt końcowy jest przypisywana wyłącznie mnie. Nawet gdy działałem w dobrej wierze lub w porozumieniu, później słyszę, że „to była tylko moja decyzja” albo że „powinienem był wiedzieć lepiej”. Doświadczam też trudności w domykaniu tematów – rozmowy kończą się bez wspólnych wniosków, a przy kolejnym konflikcie wracają w bardzo podobnej formie. Z czasem zaczynam wątpić w to, czy moje reakcje są adekwatne i czy rzeczywiście robię coś niewłaściwie, czy raczej funkcjonuję w relacji, w której brak jest stabilnych punktów odniesienia i przewidywalności. Z mojej strony staram się regulować emocje – gdy konflikt eskaluje, wychodzę, stawiam granice, nie podnoszę głosu. Problem polega na tym, że nie ma później żadnej rozmowy ani próby zmiany wzorca. Konflikty wracają w bardzo podobnej formie, a ja zaczynam się zastanawiać, czy długoterminowo da się tak funkcjonować bez realnego dialogu. Dodatkowo widzę powtarzalny schemat, w którym odpowiedzialność za trudne sytuacje (np. decyzje zawodowe żony, relacje z jej rodziną, kwestie finansowe) jest przenoszona na mnie – nawet jeśli wcześniej wspierałem ją w podejmowanych decyzjach. Mam wrażenie, że moje intencje i realne działania są później reinterpretowane w negatywny sposób. Żona niedawno sama zgłosiła się na terapię, mówiąc, że czuje depresję i przygnębienie, ale jednocześnie podkreśla, że nie jest to związane z naszą relacją. Ja również rozważam terapię indywidualną. Czuję jednak dużo złości i bezradności, bo mam poczucie, że moja praca nad sobą nie przekłada się na poprawę dynamiki między nami. Moje pytania: - Jak psychologicznie rozumieć zaprzeczanie emocjom i zmianę narracji w konflikcie? - Gdzie przebiega granica między „trudną kłótnią” a wzorcem, który może być emocjonalnie destrukcyjny? - Czy w sytuacji, gdy jedna strona stawia granice i reguluje emocje, ale druga nie podejmuje dialogu, jest przestrzeń na poprawę relacji? - Na czym warto się skupić w terapii indywidualnej w takiej sytuacji? Będę wdzięczny za każdą merytoryczną perspektywę.
User Forum

Fandyman

4 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Twoja sytuacja brzmi bardzo obciążająca emocjonalnie, z elementami dezorientacji i powtarzalnych konfliktów bez resolution. Psychologiczne spojrzenie może pomóc w zrozumieniu dynamiki i kroków do przodu. Zaprzeczanie emocjom często działa jako mechanizm obronny, redukujący natychmiastowe cierpienie poprzez ignorowanie bolesnych faktów lub uczuć, co paraliżuje zmianę w relacji. Zmiana narracji, np. reinterpretacja wcześniejszych ustaleń jako "twojej decyzji", przypomina gaslighting czyli subtelną manipulację, gdzie podważa się percepcję rzeczywistości partnera, prowadząc do zwątpienia w siebie, ciągłego poczucia winy i utraty pewności.

 Zwykła kłótnia jest naturalna i nie niszczy relacji, ale wzorzec staje się destrukcyjny, gdy pojawia się krytyka osobowości, pogarda (sarkazm, kpina), defensywność (przerzucanie winy) lub obojętność (milczenie po konflikcie)  to "czterej jeźdźcy apokalipsy" wg Gottmana, predykujące rozpad. Powtarzalność bez wniosków i brak stabilności wskazuje na ten próg, zwłaszcza gdy prowadzi do chronicznego lęku i izolacji emocjonalnej.

Gdy jedna strona reguluje emocje i stawia granice, ale druga unika dialogu (np. przez milczenie lub eskalację), poprawa jest możliwa tylko przy wzajemnym zaangażowaniu - jednostronne wysiłki nie zmieniają dynamiki długoterminowo. Stanowi to zderzenie stylów radzenia: twoje dojrzałe podejście kontra unikanie; terapia par może pomóc ustalić wspólne zasady komunikacji i szacunek dla granic. Skup się na wzmocnieniu własnego "ego": uświadomieniu konfliktów wewnętrznych rzutujących na relację, pracy nad złością/bezradnością, regulacją emocji i strategiami stawiania granic bez poczucia winy. Terapeuta pomoże rozpoznać wzorce (np. gaslighting), odzyskać pewność siebie i przygotować do ewentualnej terapii par lub decyzji o granicach relacji.

 

 

 

 

 

 

 

 


 

4 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Natalia Składowska

Natalia Składowska

Z tego, co Pan pisze, wygląda to na bardzo męczące bycie w relacji, w której ciągle trzeba sprawdzać, czy to, co się pamięta, czuje i rozumie, w ogóle jest „prawdziwe”. Gdy rozmowy nie mają finału, a po czasie słyszy Pan, że coś „było tylko Pana decyzją”, naturalne jest, że pojawia się złość, bezradność i zwątpienie w siebie. To nie jest nadwrażliwość – to normalna reakcja na brak jasności i stabilności.

Różnica między zwykłą kłótnią a czymś, co rani, polega głównie na tym, czy po emocjach da się wrócić i coś razem poukładać. Jeśli jedna strona próbuje się zatrzymać, ochłonąć i rozmawiać, a druga tego nie podejmuje, to relacja zaczyna opierać się na przetrwaniu, a nie na porozumieniu.

Terapia indywidualna może być tu bardzo pomocna nie po to, żeby „naprawiać siebie”, tylko żeby odzyskać kontakt z własnymi granicami i zaufanie do tego, co Pan czuje, oraz spokojnie odpowiedzieć sobie na pytanie, jakiej relacji Pan potrzebuje i na co realnie ma Pan wpływ.


 

4 miesiące temu
Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 

Nie wiem w jakim nurcie uczęszcza pan na terapię indywidualną - spróbuję opisać w miarę przystępnie zaobserwowane mechanizmy w ujęciu CBT (poznawczo-behawioralnym). 
Sytuacja, którą Pan opisuje, to przykład dysfunkcyjnego cyklu interakcyjnego, w którym działania jednej osoby (Pana) i reakcje drugiej (żony) wzajemnie się napędzają, mimo że obie strony mogą cierpieć.

Oto jak rozumiemy to w tej teorii:

1. Zniekształcenia poznawcze

Pana żona prawdopodobnie stosuje personalizację (interpretowanie zdarzeń jako wymierzonych w nią) oraz obwinianie (przenoszenie odpowiedzialności na zewnątrz). Zmiana narracji ("to była tylko Twoja decyzja") to mechanizm, który pozwala jej uniknąć konfrontacji z własnym błędem poznawczym lub porażką.

2. Przykład cyklu lęku i unikania

Pojawia się jakaś trudna sytuacja (np. problem finansowy). Żona mogłaby pomyśleć  "Nie poradziłam sobie, jestem beznadziejna". To mogłoby uruchomić reakcję szukania winnego na zewnątrz aby uśmierzyć ten ból. Pojawiają się słowa krytyki skierowane w pana kierunku. Pan stawia granice i wychodzi, co żona może interpretować jako odrzucenie, co z kolei nasila obniżony i chęć ataku.

3. Brak fazy "naprawy"

W CBT ważne jest to, co dzieje się po konflikcie. U Państwa następuje wygaszenie komunikacji. Pan reguluje emocje (co jest zdrowe), ale brak późniejszego powrotu do tematu sprawia, że szkodliwe przekonania ("on mnie nie wspiera" / "ona mną manipuluje") ulegają wzmocnieniu, zamiast zostać poddane weryfikacji.

Pyta pan co robić w terapii indywidualnej - pracując w nurcie CBT mógłby skupić się  Pan na przestaniu przyjmowania narzuconej narracji żony jako faktów, identyfikowaniu, czy Pana "stawianie granic" jest skuteczne, czy może stało się elementem sztywnego scenariusza, który warto zmodyfikować, komunikowaniu potrzeb w sposób, który nie pozwala na reinterpretację faktów (np. spisywanie ustaleń). Proszę traktować to jak podpowiedź a nie sztywne zalecenie - jeśli odbywa Pan terapię w innym nurcie, może to być zawsze jakiś punkt wyjściowy, a terapeuta po rozmowie na pewno pomoże dostosować to na czym chciałby się Pan skupić do odpowiednich teorii. 
Warto też pamiętać, że bez wspólnego zaangażowania (np terapii par) może Pan jedynie zmienić swoją reakcję na jej zachowanie, co ochroni Pana dobrostan, ale niekoniecznie naprawi relację.


Wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

4 miesiące temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Partner chce wrócić do rodzinnego miasta z powodu pieniędzy, ale ja tutaj mam syna, jego tatę i zwyczajnie sobie tego nie wyobrażam.
Chłopak chce mnie zostawić, bo za mało zarabiamy. Mam 29 lat i 7- letniego syna z poprzedniego związku. Mój były partner (26 lat) jest świetnym ojcem, po prostu do siebie nie pasowaliśmy i nasze drogi się rozeszły, gdy syn miał niecały rok. Przez około 2 lata ja zajmowałam się synem, a tata był na dojazdy z Warszawy. Wtedy poznałam obecnego partnera (24 lata). Od początku związku wiedział, że mam dziecko i mój syn jest i będzie dla mnie najważniejszy. Podjęliśmy decyzję o wyjeździe za granicę, syn zamieszkał wtedy z tatą w Warszawie i tym razem on głównie się nim zajmował, a ja byłam na dojazdy. Trwało to około dwa lata a mój związek bardzo na tym ucierpiał, bycie z daleka od swojego dziecka jest okropnym uczuciem. Od roku jesteśmy ponownie w Polsce (w Warszawie, tam gdzie mieszka ojciec) i sprawujemy nad synem opiekę naprzemienną, dogadujemy się z moim byłym partnerem bardzo dobrze. Dobro dziecka jest dla nas najważniejsze. Mój aktualny partner (już od ponad 4 lat) ostatnio powiedział mi, że nie stać nas na życie w Warszawie i chciałby wrócić do naszego rodzinnego miasta, żeby więcej oszczędzać. Ja muszę być na miejscu, tam gdzie mój syn. Nie ma możliwości, żebym znowu wyjechała i go zostawiła. Ani nie zamierzam zabierać syna od ojca, dziecko potrzebuje oboje rodziców po równo. Nie wyobrażam siebie, naszego związku na odległość, to prawie 400 km. Nasz związek nie będzie się wtedy rozwijał, tylko zrobimy krok wstecz. Najgorsze jest to, że zanim konkretna decyzja zostanie podjęta musi jeszcze minąć około 5-6 miesięcy, wtedy kończy się nam umowa na mieszkanie. Więc teraz przez napięta sytuację między nami, jesteśmy właściwie współlokatorami a nie parą. Nie wiem co zrobić i jak najlepiej tę sytuację załagodzić?
Mężczyzna oznajmił mi, że nic do mnie nie czuje i jestem mu obojętna - nie wiem jak zareagować...
Od roku spotykam się z starszym o 7 lat mężczyzną. Po pierwszych 3 miesiącach naszej relacji on zakończył ją, mówiąc mi, że to nie ma sensu. Po kolejnym miesiącu jednak przyznał, że szukał kontaktu i chciał się znów zbliżyć, więc wróciliśmy do siebie. Przez cały okres związku nie wyznał mi miłości, nie powiedział, że mu zależy lub że jestem jakkolwiek ważną osobą w jego życiu (we wcześniejszych związkach funkcjonował podobnie). Miałam poczucie, że "wpraszam" się do jego planów. Jest on osobą, która myśli mocno niezależnie i indywidualnie. Jakiś czas temu powiedział mi, że nigdy nie dostał w relacji takiego wsparcia i zrozumienia. Dużo rozmawialiśmy i mnóstwo wysiłku wkładaliśmy w to żeby się nawzajem zrozumieć. Mamy podobne poczucie humoru, wartości i rozumiemy się w łóżku. Jednak kilka dni temu on oznajmił, że niczego do mnie nie czuje i że chyba jestem mu obojętna. Nie wiem co o tym myśleć, co mogłabym zrobić i jak zareagować... Jestem kompletnie rozbita, jednak muszę przyznać że zwyczajnie brakuje mi poczucia bezpieczeństwa i stabilności. Chciałabym coś zrobić, tylko nie wiem co byłoby tu adekwatne
Mąż nie wychodzi z nałogu, nie jest już odpowiednim partnerem. Chciałabym wziąć rozwód, ale boję się samotności. Chcę miłości
Mój mąż leczy się na chorobę dwubiegunową. Problemem jest nadużywanie przez niego alkoholu. Robi się po nim chamski i kłótliwy. Tłumaczy, że pije, bo albo jest gruby, albo boli, bo kręgosłup, bo przecież ma z nim problem, albo ze względu na absencję seksualną. Czuję, że te wymówki mają na celu manipulowanie moją osobą oraz wzbudzenia wyrzutów sumienia. Mamy dziecko, które bardzo przeżywa tę stresującą sytuację. Próbowałam użyć argumentu rozwodu, ale nic to nie daje. Mąż wręcz twierdzi, że w takim wypadku muszę go spłacić, bo przecież nie będzie miał gdzie mieszkać i straszy mnie zabraniem dziecka. Mój lekarz stwierdził, że mam depresję. Czy w takiej sytuacji ze względu na dobro głównie dziecka powinnam zdecydować się na rozwód? Czuję, że tak, ale nie wiem jak sobie z tym poradzić. Wolałabym pomóc mężowi wyjść z nałogu i tworzyć szczęśliwą rodzinę, ale obawiam się, że będzie mi nadal brakowało tego czegoś. Wolnej chwili, niezależności przy podejmowaniu decyzji. Za każdym razem muszę się tłumaczyć mężowi gdzie wychodzę, z kim rozmawiam przez telefon itd. Czuję, że się duszę w tym związku i mam wrażenie, że czasami już sama nie wiem czego chcę. Z jednej strony chciałabym zostawić męża. Z drugiej boję się samotności, nie potrafię żyć sama. Chcę kochać i być kochaną, ale czy lepiej szukać czegoś nowego, czy lepiej ratować to co jest...
Jak radzić sobie z problemem alkoholu w małżeństwie i unikać emocjonalnych reakcji

Dzień dobry. Jestem młodą mężatką, zaledwie kilka miesięcy po ślubie. Nie mogę się dogadać z mężem w sprawie alkoholu. On potrzebuje co jakiś czas, według mnie większej ilości alkoholu, co mnie bardzo irytuje. Gdy mąż wypije, wpadam w furię- biję go, obrażam, chce odchodzić. Nie umiem tego powstrzymać, ponieważ z dzieciństwa mam bardzo złe wspomnienia odnośnie do alkoholu. Im bardziej kontroluję spożywanie alkoholu przez mojego męża, tym on bardziej się buntuje i mówi wprost, że robi mi na złość. Chciałabym po pierwsze- reagować mniej emocjonalnie a po drugie, chciałabym, żeby tego alkoholu nie było. Jak sobie z tym poradzić? Jak rozmawiać z mężem, aby on nie robił mi na złość? Wiem, że przydałaby mi się terapia i rozważam jej podjęcie, jednak na ten moment potrzebuję rady na tu i teraz.

Mam problem w związku z partnerem. Wydaje mi się, że jest dziecinny i nie do końca dojrzały co z dnia na dzień coraz bardziej mi przeszkadza
Witam Mam problem w związku z partnerem. Ogólnie jest nam razem dobrze, jest opiekuńczy, okazuje mi czułość, mogę na niego liczyć i czuję się bezpiecznie jednak... Wydaje mi się, że jest dziecinny i nie do końca dojrzały co z dnia na dzień coraz bardziej mi przeszkadza mimo, że razem mieszkamy już kilka lat. Niedojrzały, co mam na myśli? Nie posprząta po sobie, łóżko nie pościelone, obok łóżka mogą leżeć śmieci, bierze jedzenie do innego pokoju to naczynia tam są dopóki nie zrobią się zielone czy też jak się przebiera zostawia ubrania tam gdzie je zdejmował. Niektóre jego zachowanie reż mnie irytuje - publicznie klepie mnie po pupie, jak coś ogladamy dmucha mnie w ucho, łaskocze jakimś włoskiem czy też wsadza ręce pod stanik od tak... Też dużo gra jak dziecko - czuję się wieczorami jak singielka, spędzam je całe w samotności i kładę się spać również sama. Rano wstaje do pracy a w weekendy gra do białego rana więc wstaje też po 14. Próbowaliśmy się dogadać, znaleźć kompromis ale oboje wynieśliśmy to z domu, braliśmy wzorce z rodziców przez co też inaczej do tego podchodzimy. Kompromis odpada a ja nie zamierzam się dalej męczyć i robić za służącą i znosić takie zachowanie z czego on też z gier nie zrezygnuje. Czytałam, że był podobny post jednak stwierdziłam, że opiszę i ja swoją sytuację. Od znajomych słyszę "to wygląda tak jakby jemu było tak wygodnie, bo na podany obiad, posprzątane, wyprane i blokuję ci szansę na prawdziwe szczęście". Jednak nie potrafię od tak powiedzieć, że to koniec bo jednak daje mi to poczucie stabilizacji, bezpieczeństwa, uczucie kochania i że nie jestem z problemami sama. Przed takim wyborem: zostać i na siłę akceptować samotność i brak spełnienia niektórych potrzeb ale posiadanie tych ważnych wartości albo odejść przekreślając wiele lat związku ryzykując stoję już drugi miesiąc a w ostatnim czasie nawet przestałam wychodzić z domu, jeść czy też malować się. Nie daję rady, nie potrafię podjąć decyzji co mnie wyniszcza. Od razu też wspomnę, że terapia odpada :/
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.