Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z zaprzeczaniem emocjom, granicami i brakiem rozmowy w relacji małżeńskiej?

Trudność w relacji małżeńskiej – granice, zaprzeczanie emocjom i brak rozmowy Dzień dobry, piszę, ponieważ od dłuższego czasu jestem w dużym napięciu emocjonalnym związanym z moją relacją małżeńską i chciałbym spojrzenia z zewnątrz – najlepiej psychologicznego. W relacji od dłuższego czasu zmagam się z poczuciem dezorientacji i podważania własnej perspektywy. W sytuacjach konfliktowych często mam wrażenie, że wcześniejsze ustalenia, intencje lub kontekst rozmów przestają obowiązywać, a odpowiedzialność za efekt końcowy jest przypisywana wyłącznie mnie. Nawet gdy działałem w dobrej wierze lub w porozumieniu, później słyszę, że „to była tylko moja decyzja” albo że „powinienem był wiedzieć lepiej”. Doświadczam też trudności w domykaniu tematów – rozmowy kończą się bez wspólnych wniosków, a przy kolejnym konflikcie wracają w bardzo podobnej formie. Z czasem zaczynam wątpić w to, czy moje reakcje są adekwatne i czy rzeczywiście robię coś niewłaściwie, czy raczej funkcjonuję w relacji, w której brak jest stabilnych punktów odniesienia i przewidywalności. Z mojej strony staram się regulować emocje – gdy konflikt eskaluje, wychodzę, stawiam granice, nie podnoszę głosu. Problem polega na tym, że nie ma później żadnej rozmowy ani próby zmiany wzorca. Konflikty wracają w bardzo podobnej formie, a ja zaczynam się zastanawiać, czy długoterminowo da się tak funkcjonować bez realnego dialogu. Dodatkowo widzę powtarzalny schemat, w którym odpowiedzialność za trudne sytuacje (np. decyzje zawodowe żony, relacje z jej rodziną, kwestie finansowe) jest przenoszona na mnie – nawet jeśli wcześniej wspierałem ją w podejmowanych decyzjach. Mam wrażenie, że moje intencje i realne działania są później reinterpretowane w negatywny sposób. Żona niedawno sama zgłosiła się na terapię, mówiąc, że czuje depresję i przygnębienie, ale jednocześnie podkreśla, że nie jest to związane z naszą relacją. Ja również rozważam terapię indywidualną. Czuję jednak dużo złości i bezradności, bo mam poczucie, że moja praca nad sobą nie przekłada się na poprawę dynamiki między nami. Moje pytania: - Jak psychologicznie rozumieć zaprzeczanie emocjom i zmianę narracji w konflikcie? - Gdzie przebiega granica między „trudną kłótnią” a wzorcem, który może być emocjonalnie destrukcyjny? - Czy w sytuacji, gdy jedna strona stawia granice i reguluje emocje, ale druga nie podejmuje dialogu, jest przestrzeń na poprawę relacji? - Na czym warto się skupić w terapii indywidualnej w takiej sytuacji? Będę wdzięczny za każdą merytoryczną perspektywę.
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Twoja sytuacja brzmi bardzo obciążająca emocjonalnie, z elementami dezorientacji i powtarzalnych konfliktów bez resolution. Psychologiczne spojrzenie może pomóc w zrozumieniu dynamiki i kroków do przodu. Zaprzeczanie emocjom często działa jako mechanizm obronny, redukujący natychmiastowe cierpienie poprzez ignorowanie bolesnych faktów lub uczuć, co paraliżuje zmianę w relacji. Zmiana narracji, np. reinterpretacja wcześniejszych ustaleń jako "twojej decyzji", przypomina gaslighting czyli subtelną manipulację, gdzie podważa się percepcję rzeczywistości partnera, prowadząc do zwątpienia w siebie, ciągłego poczucia winy i utraty pewności.

 Zwykła kłótnia jest naturalna i nie niszczy relacji, ale wzorzec staje się destrukcyjny, gdy pojawia się krytyka osobowości, pogarda (sarkazm, kpina), defensywność (przerzucanie winy) lub obojętność (milczenie po konflikcie)  to "czterej jeźdźcy apokalipsy" wg Gottmana, predykujące rozpad. Powtarzalność bez wniosków i brak stabilności wskazuje na ten próg, zwłaszcza gdy prowadzi do chronicznego lęku i izolacji emocjonalnej.

Gdy jedna strona reguluje emocje i stawia granice, ale druga unika dialogu (np. przez milczenie lub eskalację), poprawa jest możliwa tylko przy wzajemnym zaangażowaniu - jednostronne wysiłki nie zmieniają dynamiki długoterminowo. Stanowi to zderzenie stylów radzenia: twoje dojrzałe podejście kontra unikanie; terapia par może pomóc ustalić wspólne zasady komunikacji i szacunek dla granic. Skup się na wzmocnieniu własnego "ego": uświadomieniu konfliktów wewnętrznych rzutujących na relację, pracy nad złością/bezradnością, regulacją emocji i strategiami stawiania granic bez poczucia winy. Terapeuta pomoże rozpoznać wzorce (np. gaslighting), odzyskać pewność siebie i przygotować do ewentualnej terapii par lub decyzji o granicach relacji.

 

 

 

 

 

 

 

 


 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Natalia Składowska

Natalia Składowska

Z tego, co Pan pisze, wygląda to na bardzo męczące bycie w relacji, w której ciągle trzeba sprawdzać, czy to, co się pamięta, czuje i rozumie, w ogóle jest „prawdziwe”. Gdy rozmowy nie mają finału, a po czasie słyszy Pan, że coś „było tylko Pana decyzją”, naturalne jest, że pojawia się złość, bezradność i zwątpienie w siebie. To nie jest nadwrażliwość – to normalna reakcja na brak jasności i stabilności.

Różnica między zwykłą kłótnią a czymś, co rani, polega głównie na tym, czy po emocjach da się wrócić i coś razem poukładać. Jeśli jedna strona próbuje się zatrzymać, ochłonąć i rozmawiać, a druga tego nie podejmuje, to relacja zaczyna opierać się na przetrwaniu, a nie na porozumieniu.

Terapia indywidualna może być tu bardzo pomocna nie po to, żeby „naprawiać siebie”, tylko żeby odzyskać kontakt z własnymi granicami i zaufanie do tego, co Pan czuje, oraz spokojnie odpowiedzieć sobie na pytanie, jakiej relacji Pan potrzebuje i na co realnie ma Pan wpływ.


 

Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 

Nie wiem w jakim nurcie uczęszcza pan na terapię indywidualną - spróbuję opisać w miarę przystępnie zaobserwowane mechanizmy w ujęciu CBT (poznawczo-behawioralnym). 
Sytuacja, którą Pan opisuje, to przykład dysfunkcyjnego cyklu interakcyjnego, w którym działania jednej osoby (Pana) i reakcje drugiej (żony) wzajemnie się napędzają, mimo że obie strony mogą cierpieć.

Oto jak rozumiemy to w tej teorii:

1. Zniekształcenia poznawcze

Pana żona prawdopodobnie stosuje personalizację (interpretowanie zdarzeń jako wymierzonych w nią) oraz obwinianie (przenoszenie odpowiedzialności na zewnątrz). Zmiana narracji ("to była tylko Twoja decyzja") to mechanizm, który pozwala jej uniknąć konfrontacji z własnym błędem poznawczym lub porażką.

2. Przykład cyklu lęku i unikania

Pojawia się jakaś trudna sytuacja (np. problem finansowy). Żona mogłaby pomyśleć  "Nie poradziłam sobie, jestem beznadziejna". To mogłoby uruchomić reakcję szukania winnego na zewnątrz aby uśmierzyć ten ból. Pojawiają się słowa krytyki skierowane w pana kierunku. Pan stawia granice i wychodzi, co żona może interpretować jako odrzucenie, co z kolei nasila obniżony i chęć ataku.

3. Brak fazy "naprawy"

W CBT ważne jest to, co dzieje się po konflikcie. U Państwa następuje wygaszenie komunikacji. Pan reguluje emocje (co jest zdrowe), ale brak późniejszego powrotu do tematu sprawia, że szkodliwe przekonania ("on mnie nie wspiera" / "ona mną manipuluje") ulegają wzmocnieniu, zamiast zostać poddane weryfikacji.

Pyta pan co robić w terapii indywidualnej - pracując w nurcie CBT mógłby skupić się  Pan na przestaniu przyjmowania narzuconej narracji żony jako faktów, identyfikowaniu, czy Pana "stawianie granic" jest skuteczne, czy może stało się elementem sztywnego scenariusza, który warto zmodyfikować, komunikowaniu potrzeb w sposób, który nie pozwala na reinterpretację faktów (np. spisywanie ustaleń). Proszę traktować to jak podpowiedź a nie sztywne zalecenie - jeśli odbywa Pan terapię w innym nurcie, może to być zawsze jakiś punkt wyjściowy, a terapeuta po rozmowie na pewno pomoże dostosować to na czym chciałby się Pan skupić do odpowiednich teorii. 
Warto też pamiętać, że bez wspólnego zaangażowania (np terapii par) może Pan jedynie zmienić swoją reakcję na jej zachowanie, co ochroni Pana dobrostan, ale niekoniecznie naprawi relację.


Wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie po zdradzie męża? Dylemat: dać szansę czy zakończyć małżeństwo?

Jestem w rozsypce i mój świat się zawalił. Jestem po ślubie 8 lat i miesiąc temu dowiedziałam się, że mój mąż mnie zdradza. Zdradzał mnie od pół roku z koleżanką z pracy, która sama ma rodzinę i dzieci. Gdy dałam mężowi ultimatum, z dnia na dzień zostawił ją i zaczął się starać o nasze małżeństwo. 

Widzę, że się zmienił, chce pójść ze mną na terapię i zachowuje się całkiem inaczej. Ale ból, który mam w sobie, mnie przerasta i boli mnie to, że przez pół roku prowadził dwa życia. 

Kłamał mnie, a ja nawet się nie zorientowałam. Cały czas zadaję sobie pytanie, czemu mi to zrobił i czemu to tyle trwało? Dlaczego? Widzę, że się stara, ale nie wierzę mu, gdy mówi, że już nigdy tego nie zrobi, że był to błąd, że kocha mnie. 

Tłumaczy się, że nie wie, dlaczego tak zrobił, że miał mętlik w głowie, że nie myślał, że tak bardzo mnie zrani. Nie wiem, co mam myśleć, bo to nie było jednorazowe spanie z kimś. Proszę, o odpowiedź, co ja mam zrobić? Zostać z nim i dać szansę? Czy romans, który trwa pół roku, jest za długi i powinnam go zostawić?

Czy warto ponownie nawiązać kontakt po trudnym rozstaniu?
Jakiś czas temu zaczęłam na nowo spotykać się z mężczyzną. Na ostatnim spotkaniu pokazałam mu zdj. z Baby Shower na którym byłam ze znajomymi z pracy. Zwrócił uwagę na jedną ładną dziewczynę. Spytał o Nią (ile lat, czy wolna). Stwierdziałm, że wiem, że nie jestem tak ładna jak ona, na co usłyszałam w odpowiedzi: może Ty taka jesteś, tylko nie wierzysz w siebie (tak - mam niskie poczucie wł. wart). Potem zaczął, niby żartem, prosić żebym dała mu jej numer. Powtórzył to kilkakrotnie, zapewniając zarazem, że nie mam być o co zazdrosna, bo gdyby chciał to już by sobie znalazł kogoś innego: "mało tu jest takich?". Rozstaliśmy się jak zawsze. Po powrocie do domu otrzymałam sms: dziękuję za miło spędzony wieczór. Pamiętaj załatwić mi nr do tej Pani". Zdenerwowałam się, jednak zaczęłam żartować pisząc: "jak ci będzie lepiej to idź; może pokażę jej twoje zdj jak będę pytać o ten nr", itp. Na końcu spytałam, czy na prawdę uważa, że jest ładniejsza ode mnie. W odpowiedzi (odczytanej następnego ranka) otrzymałam: "Co do Was to musiałbym ją zobaczyć na żywo". Wściekłam się - poczułam się brzydsza, gorsza i że na prawdę wolałby kogoś innego. W odpowiedzi napisałam, że ja nigdy nie będę jak ta laska, więc albo bierze co jest, albo niech spada na drzewo. Jeśli nie chce ze mną być to niech mi to powie wprost. Wieczorem zadzwoniłam i przeprosiłam, bo poczułam, że moja reakcja była jednak przesadzona. Najpierw usłyszałam w słuchawce” kazałaś mi spadać na drzewo, więc spadam”. „Obrażony” – pomyślałam. Zadzwoniłam znowu – rozpoczynając od słów: dobra ale nie obrażaj się, zapomnijmy o tym. Przeprosiłam, wytłumaczyłam, że nie zrozumiałam żartu; Z drugiej strony usłyszałam że: sama Go kusiłam, po co mu to zdjęcie pokazywałam; że nie szanuję Go, bo użyłam „spadaj na drzewo”, co to w ogóle jest; że myślał nad tym cały dzień i stwierdził, że to nie ma sensu, rozstańmy się w zgodzie; że nie pasujemy do siebie, że nie będzie się z dzieckiem bawił (bo jestem nerwowa, znowu przyjdę obrażona, a potem go zostawię bo posłucham innych), po co mu to itp. Tłumaczyłam, że ja mogę jedynie przeprosić i jeśli tak uważa jak uważa to zostańmy przyjaciółmi; że ja TYM razem zadzwoniłam i przepraszam, nie uciekam, nie słucham się nikogo; że z każdej trudności która jest między nami wynoszę jakąś lekcję dla siebie. Jeszcze raz przeprosiłam ze łzami w oczach i powiedziałam, że możemy być przyjaciółmi. 8 marca dostałam życzenia na Dzień Kobiet. Nie powiem, że się nie ucieszyłam. Podziękowałam. Za jakiś czas wysłałam mu sms że polecam wyjść z psem bo piękna pogoda. Pod wieczór napisał, że był i spytał jak mi minął dzień. Odpisałam za 3 godz. Za chwilę przesłał do mnie sms, który nie miał trafić do mnie, a zapewne do jego siostry. Stoczyliśmy krótką rozmowę, w której wyjaśnił, że to nie była wiadomość do mnie, spytał ponownie jak mi minął dzień i spytał, czy wpadnę. Odparłam: ooo, no teraz i tak nie przyjadę (było dość późno). Odpowiedział, że wie i że no on chciał tylko życzenia złożyć bo się znamy. Twierdził, że nie jest obrażony, no ale… Życzył mi dobrego wieczoru. Odpisałam, że ja zawsze na kawę wpaść mogę, ale już raczej nie jako jego dziewczyna, ale koleżanka. W odpowiedzi dostałam kilka smsów w stylu: czy chciałabym się przytulać do kolegi, że ma na mnie ochotę etc. jednocześnie deklarował, że wiem, że czuje cos więcej do mnie, zawsze myśli o mnie i jest ze mną. Zaproponowałam szczerą rozmowę, a On się przeraził? i odpisał: „ nie dziękuję nie spotykamy się”. W następnym sms dałam mu do zrozumienia ze z mojej strony nic się nie zmieniło, że chciałabym żeby było jak 2 tyg temu, ale jeśli mamy być znajomymi to proszę aby nie pisał mi o tuleniu. Dwa dni później złożyłam mu życzenia na dzień mężczyzny oraz raz spytałam, czy to nie go mijałam w przejeżdżającym samochodzie. Odpisał: „dziękuję” , „tak, tobie również miłego dnia” (normalnie). Z mojego punktu widzenia przyczyna rozstania ze mną jest głupia ( z 2 strony rozumiem, że może się bać, że znowu odejdę - bo faktycznie obraziłam się i pierwszy raz odeszłam mimo, że nie chciałam, bo posłuchałam innych - natomiast podczas mojej 3 dniowego pobytu w domu rodzinnym nawet się do mnie nie odezwał). Nie wiem, czy mówił poważnie o zerwaniu, czy pod wpływem emocji. Może to głupie, ale brakuje mi Go, był mi bardzo bliski, być może zbyt wiele sobie wyobraziłam, ale dawał mi do zrozumienia, że chce próbować. Popadam w paranoję, za dużo analizuję.. Chciałabym z Nim jeszcze raz porozmawiać, ale nie wiem, czy ma to sens. Czy może czekać na jego ruch, bo właściwie jeśli żywi prawdziwe uczucie to się odezwie… Bardzo proszę o poradę w tej kwestii – odezwać się, spytać o pewność jego decyzji i ewentualnie się pożegnać, czy zostawić sprawę samej sobie?
Jak poradzić sobie z utraconą miłością i obsesyjnymi myślami po rozstaniu?

Dzień dobry.

Ponad Rok temu rozstałem się z kobietą, którą zostawiłem z różnych powodów. Od ponad roku tęsknie za nią, lecz ona nie chce mnie znać ani mieć ze mną kontaktu. Każdego dnia myślę o niej, o nas i o tym wszystkim, co było między nami. 

Czuję, że bardzo mocno ją kocham i żałuje tego, że ją zostawiłem. Sam podczas trwania tego związku byłem niedojrzały, nie zwracałem uwagi na jej potrzeby, mało dawałem z siebie, jednym słowem sam nie byłem dobry dla niej i na końcu skrzywdziłem ją, odchodząc od niej. Nie wiem już co robić, bo jak już napisałem wyżej, każdego dnia myślę o niej praktycznie ciągle, w dodatku czuję, że ją kocham. Co mógłbym zrobić, aby poczuć się choć trochę lepiej ? Wiem, że muszę przepracować te wszystkie emocje, lecz ciężko jest mi każdego dnia.

Staram się swój czas zajmować tak, żeby o niej nie myśleć, lecz ona i tak pojawia się w mojej głowie, w dodatku śni mi się po nocach i wstając z rana już mam w głowie ją. 

Proszę mi powiedzieć czy to może być miłość, czy po prostu zwykła obsesja, bo już sam nie wiem, staram się jakoś to wszystko pojąć, lecz jest ciężko. Ja twierdzę, że jest to miłość, lecz może i się mylę, dlatego potrzebuje rady na ten temat i co mógłbym zrobić, aby móc ruszyć dalej. Chciałbym jeszcze zaznaczyć, że próbowałem ją odzyskać, ona dawała mi nie raz jakieś szanse na powrót, lecz i tak kończyło się z jej strony tym, że urywała kontakt. Proszę o porady i z góry dziękuję wszystkim za pomoc.

Żyję w toksycznym związku, mam syna z tego związku. Nie chcę dłużej tego związku ponieważ niszczy mnie psychicznie,
Witam, Żyję w toksycznym związku, mam syna z tego związku. Nie chcę dłużej tego związku ponieważ niszczy mnie psychicznie, leczę się psychiatrycznie. Dzisiaj mi napisał, że chce sobie życie odebrać. Już nie wiem co powinnam zrobić, martwię się.....
Czy przyjaciele naprawdę mnie lubią, czy tylko z litości? Moje wątpliwości dotyczące relacji
Czasami mam wrażenie że wszyscy udają że mnie lubią tylko dlatego że mają z tego korzyści bo jestem miła i pomagam.. też często rozmyślam czy nie jest im mnie szkoda i z litości sie ze mną przyjaźnią
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!