Dlaczego inni traktują mnie jak dziecko? Jak unikać pouczeń w dorosłym życiu?
Małgosia

Jagoda Jucha
Dzień dobry,
Bardzo dobrze, że szuka Pani rozwiązania i zastanawia się nad tym, skąd bierze się ta sytuacja – to już pierwszy krok w kierunku zmiany. To, że czuje się Pani traktowana jak dziecko, może wynikać zarówno z zachowań innych osób, jak i z tego, w jaki sposób odbiera Pani te sytuacje. Niektórzy ludzie mają tendencję do narzucania innym swojego zdania, pouczania czy nadmiernej kontroli – może to wynikać z ich własnych lęków, potrzeby dominacji lub braku świadomości, że jest to odbierane jako nieprzyjemne. Jednocześnie warto się zastanowić, czy w Pani sposobie komunikacji, postawie lub reakcjach nie ma czegoś, co może sprzyjać takiemu traktowaniu. Być może przyjmuje Pani bardziej uległą postawę, rzadziej wyraża swoje zdanie lub unika konfrontacji – jeśli tak, można nad tym pracować, np. ucząc się asertywności. Istotne jest także to, jak bardzo takie sytuacje na Pani odbijają się emocjonalnie – jeśli budzą silne poczucie niesprawiedliwości czy frustracji, warto zastanowić się, skąd bierze się ta wrażliwość i czy ma swoje korzenie np. w wcześniejszych doświadczeniach. Może być to coś, nad czym warto pracować, aby czuć się pewniej i bardziej komfortowo w kontaktach z innymi. Jeśli ten problem mocno wpływa na Pani samopoczucie, warto rozważyć rozmowę z psychologiem, aby lepiej zrozumieć mechanizmy stojące za tymi sytuacjami i nauczyć się skutecznych sposobów radzenia sobie z nimi.
Pozdrawiam,
Jagoda Jucha
Psycholog

Urszula Kiwit
Szanowna Pani,
rozumiem, że problem, który Pani tutaj opisuje, może być źródłem dyskomfortu w codziennym funkcjonowaniu. Zachęcałabym Panią do podjęcia działań w kierunku konsultacji z psychologiem lub psychoterapeutą celem szczegółowego omówienia całej sytuacji.
Pozdrawiam serdecznie
Urszula Kiwit

Emilia Szydłowska
Pani Małgosiu, wyobrażam sobie, że na dłuższą metę takie pouczanie musi być męczące lub trudne. Po pierwsze, zastanawiam się, czy problem, który Pani opisuje, dotyczy jednej konkretnej osoby, czy może ma Pani poczucie, że takie zachowanie wobec Pani zauważa Pani u wielu osób - warto spróbować dokonać takiej obserwacji. Czasami jest tak, że "przyciągamy" konkretne typy zachowań swoim zachowaniem w mniej lub bardziej świadomy sposób, czasami na nie "pozwalamy". Czasami jest tak, że "instrukcje" drugiej osoby są czymś, na co warto zwrócić uwagę i dokonać jakiejś refleksji, czasem nie - zawsze jednak ważne, by były kierowane do nas w fajny sposób. Temat relacji interpersonalnych jest niezwykle trudnym i ważnym obszarem naszego życia, dlatego zachęcam, aby zgłębić go na terapii z wybranym Specjalistą :)
Życzę powodzenia i wszystkiego dobrego!

Aleksandra Działo
Dzień dobry,
bardzo mi przykro, że doświadcza Pan/i takiego traktowania. Może być wiele powodów, które jakoś pośrednio wzmagają takie zachowania u innych ludzi. Odpowiadając na pytanie - nie, raczej nie sądzę, żeby było to normalne ani też nie jestem przekonana żeby, to z Panią/em było coś nie w porządku. Zachowania innych osób wypływają bezpośrednio z tych osób, a więc najpierw tam należałoby szukać przyczyn. Jakie rodzaju osoby Panią/a otaczają? Dlaczego traktują Panią/a w taki unieważniający sposób? Kiedy zaczęły tak robić i z czym to było związane? Odpowiedzi na te pytania mogą nakierować na odkrywanie sposobu zmiany tej sytuacji.
Rozwiązań szukałabym na początku w nauce i treningu asertywności oraz wyrażania emocji. Złość, którą odczuwa Pan/i na w tej sytuacji jest podpowiedzią, że Pan/i granice zostały w jakiś sposób przekroczone. Granice te należałoby zaznaczyć, zakomunikować w otoczeniu, żeby osoby, które Pana/ią nieodpowiednio traktują dostały informację, że nie jest to dla Pana/i okej.
Pozdrawiam ciepło, AD

Urszula Małek
Często ludzie robią to nieświadomie, ale jeśli dzieje się to regularnie, warto zastanowić się, co sprawia, że inni traktują Cię w ten sposób. Możliwe, że Twój sposób komunikacji (np. wahanie, częste dopytywanie) może sugerować innym, że potrzebujesz wskazówek.
Spróbuj obserwować, jak reagujesz w takich sytuacjach.
Czy bronisz swojego zdania, czy raczej ustępujesz? Możesz też jasno postawić granice np.: „Dziękuję, ale mam na to swój sposób” lub „Wiem, jak to zrobić”.
Jeśli temat bardzo Cię męczy, warto porozmawiać o tym głębiej -być może masz w sobie jakąś niewypowiedzianą potrzebę, która wymaga uwagi.
Pozdrawiam,
Urszula Małek

Paulina Łyczak
Dzień dobry Pani Małgosiu. Trudność, z jaką się Pani mierzy, być może wynika z tego, że inni nie dostrzegają lub nie respektują Pani granic. Warto więc nauczyć się je jasno wyznaczać i komunikować w sposób stanowczy, ale spokojny. Stawianie granic to nie przejaw konfliktowości, lecz wyraz troski o siebie i swoje potrzeby. Gdy ktoś traktuje Panią protekcjonalnie, warto zwerbalizować swoje odczucia i jasno zakomunikować, że nie chce Pani takiego podejścia. Można to zrobić poprzez krótkie, asertywne wypowiedzi, np.: „Wiem, co robię, dziękuję, ale nie potrzebuję w tej chwili rady.”, „Rozumiem, że chcesz pomóc, ale wolę samodzielnie podejmować decyzje.” itp. Równie ważne jest, by zwrócić uwagę na własne reakcje – czy pozwala Pani innym na takie traktowanie, bo nie chce Pani sprawiać im przykrości? A może unika Pani konfrontacji z obawy przed nieprzyjemną sytuacją? To zupełnie naturalne mechanizmy, ale warto pamiętać, że ma Pani pełne prawo do wyrażania swoich potrzeb i stawiania granic. Z czasem, gdy konsekwentnie zacznie Pani wyznaczać granice, otoczenie prawdopodobnie dostosuje się do nowej dynamiki relacji. To proces, który wymaga praktyki, ale każda kolejna sytuacja, w której jasno wyraża Pani swoje stanowisko, wzmacnia pewność siebie i sprawia, że inni zaczynają lepiej rozumieć Pani oczekiwania.

Katarzyna Kania-Bzdyl
Dzień dobry Małgosiu,
rzecz nie w tym, jak traktują Cię inni, lecz to jak Ty na to reagujesz i czy jasno dajesz do zrozumienia, że te uwagi są dla Ciebie niepotrzebne. Warto tutaj popracować nad asertywnością - czyli komunikacją spokojną, acz stanowczą. W opisie sytuacji brakuje wielu informacji, aby spojrzeć całościowo na wskazaną przez Ciebie trudność. Zachęcam do jednorazowej konsultacji psychologicznej (tutaj na platformie są również w formie online), żeby szczegółowo omówić to, o czym piszesz i wspólnie z prowadzącym znaleźć rozwiązania :)
Trzymam kciuki za Ciebie,
Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Organ
Trudno jednoznacznie ustosunkować się do powyższych informacji. To pewnie temat na dłuższą rozmowę o tym, dlaczego w Pani przypadku sytuacja wygląda w ten sposób. Pytanie, czym dokładnie jest to traktowanie „jak dziecko” – jak Pani to interpretuje?
Być może ma Pani trudności z wyznaczaniem granic i ich konsekwentnym trzymaniem, co może prowadzić do takich zachowań ze strony otoczenia. Możliwe również, że znajduje się Pani w specyficznym środowisku. Powodów może być wiele, jednak jeśli taka sytuacja wywołuje u Pani dyskomfort, złość czy frustrację, warto jej się bliżej przyjrzeć i zastanowić nad możliwymi rozwiązaniami.
Czy to normalne i jak inni to traktują? Może warto zapytać osoby ze swojego otoczenia, jak widzą konkretne sytuacje i czy mają podobne doświadczenia. Na pewno dawanie komuś nieproszonych rad czy instrukcji nie jest pożądane, dlatego warto zapoznać się z zasadami asertywnej komunikacji, które pomagają chronić własne granice bez naruszania granic innych.
Polecam również zapoznanie się z koncepcją Porozumienia bez Przemocy (NVC), które może pomóc w lepszym wyrażaniu swoich potrzeb i budowaniu bardziej satysfakcjonujących relacji.

Tomasz Gromadka
Dzień dobry Pani Małgosiu,
powiem tak: nie mamy do końca wpływu na to, jak widzą nas, co o nas mówią inne osoby. To ich spojrzenie, to ich odbiór. Mamy wpływ na to, jak widzimy samych siebie i mamy wpływ na to, jacy my jesteśmy w danej relacji. Pyta Pani: czy ja mam coś w swoim zachowaniu takiego, że przyciągam takich ludzi? To ważne pytanie, myślę, w tym sensie, że można zbadać podczas psychoterapii, jaka Pani jest w relacjach, jak właściwie czuję się Pani z innymi ludźmi.
Pozdrawiam serdecznie

Monika Wyszomierska
Małgosiu - To, co opisujesz, może być bardzo frustrujące. Warto się temu przyjrzeć głębiej – zarówno temu, jak ludzie Ciebie traktują, jak i temu, dlaczego to tak bardzo wpływa na Twoje samopoczucie. Wiele osób zmaga się z poczuciem, że są niesłusznie umniejszani lub kontrolowani przez innych. Czasem to kwestia granic w relacjach, czasem niskiego poczucia własnej wartości, czasem powtarzającego się wzorca. Zachęcam do spotkania z psychologiem – aby przyjrzeć się, co dokładnie się dzieje i poszukać rozwiązań.
Trzymam kciuki za Ciebie!

Kacper Urbanek
Dzień dobry
To, co opisujesz, może wynikać z kilku czynników. Po pierwsze, niestety niektórzy ludzie mają tendencję do narzucania innym swojego zdania i traktowania ich protekcjonalnie, to nie świadczy o Tobie, a raczej o nich. Po drugie, być może w Twoim sposobie bycia jest coś, co sprawia, że inni odbierają Cię jako osobę, którą trzeba pouczać na przykład zbyt duża otwartość na sugestie, unikanie konfrontacji lub brak jasnego komunikowania swoich granic. Zastanów się, jak reagujesz w takich sytuacjach. Czy odpowiadasz stanowczo, czy raczej milczysz i pozwalasz, by ktoś Cię traktował w ten sposób? Kluczowe jest nauczenie się stawiania granic, możesz spokojnie, ale stanowczo mówić: „Dziękuję, poradzę sobie” albo „Nie potrzebuję takich wskazówek”. Możesz też zwrócić uwagę na swoją mowę ciała pewniejsza postawa i kontakt wzrokowy często wystarczają, by inni zaczęli Cię traktować z większym szacunkiem. Spróbuj też zastanowić się, czy te sytuacje powtarzają się w różnych środowiskach w pracy, w rodzinie, wśród znajomych. Jeśli tak, warto przeanalizować, jakie komunikaty wysyłasz otoczeniu. Możliwe, że masz łagodne, uprzejme usposobienie, co niektórzy mogą błędnie odbierać jako brak pewności siebie. Nie oznacza to, że musisz się zmieniać wystarczy, że nauczysz się wyraźniej zaznaczać swoje zdanie i nie bać się pokazywać swojej niezależności. Pamiętaj, że to, jak ludzie Cię traktują, nie definiuje Twojej wartości. Masz prawo do szacunku i autonomii, a jeśli coś Cię rani lub denerwuje, masz pełne prawo, by to komunikować.
Życzę powodzenia i sukcesów w stawianiu granic :)
Z pozdrowieniami
Kacper Urbanek
Psycholog, diagnosta

Barbara Ostrowska
Pani Małgorzato,
Fakt, że inni traktują Panią w sposób protekcjonalny i pouczający, może wiązać się z wieloma czynnikami. Jednak dokładna analiza wymaga diagnozy ze specjalistą.
Poniżej kilka słów co Psychologia mówi o możliwych źródłach takiego wrażenia.
Sposób komunikacji i mowa ciała mają duże znaczenie – jeśli często Mówi Pani w sposób niepewny, używa pytań zamiast stwierdzeń lub ma tendencję do wycofywania się w rozmowie, ludzie mogą odbierać to jako sygnał, że potrzebuje Pani wskazówek i wsparcia. Istnieje też możliwość, że taki sposób traktowania jest zakorzeniony w Pani doświadczeniach z dzieciństwa. Jeśli dorastała Pani w środowisku, gdzie dominował kontrolujący styl wychowania, mogła Pani nieświadomie przyzwyczaić się do bycia traktowaną jak ktoś, komu trzeba mówić, co robić - kiedyś to mogło być przydatne, wraz z wiekiem może przeszkadzać. Takie wzorce często przenoszą się na dorosłe życie, a otoczenie nieświadomie je powiela.
Może być też tak, że nieświadomie wchodzi Pani w relacje z osobami o dominującym stylu komunikacji lub nie wyznacza Pani wystarczająco wyraźnych granic. Może to sprawiać, że ludzie pozwalają sobie na nadmierne ingerowanie w Pani sprawy. Niektórzy w podobnych sytuacjach po prostu nie przywiązują do tego wagi lub skutecznie się temu przeciwstawiają, nie odbierając tego osobiście. Jeśli jednak czuje Pani, że to powtarzający się wzorzec, który frustruje i odbiera poczucie sprawczości, może to być temat wart zgłębienia w pracy terapeutycznej.
Psychoterapia może pomóc odkryć, czy istnieją wewnętrzne przekonania, które sprawiają, że znajduje się Pani w takich sytuacjach. Może nauczyć asertywnego reagowania i lepszego wyznaczania granic, a także zrozumieć mechanizmy psychologiczne, które mogą stać za tym schematem.
Ma Pani prawo do tego, by być traktowana z szacunkiem i czuć się pewnie w swoich decyzjach.
Pozdrawiam
Barbara Ostrowska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Dobierz psychologaZobacz podobne
Chciałbym opisać w skrócie swoją historię, bo już nie wiem, co mam zrobić. Jestem osobą uzależniona od hazardu i alkoholu, od dwóch lat borykam się z uzależnieniem w stopniu zaawansowanym. Rok temu odbyłem terapię zamkniętą, potem była kontynuowana indywidualna. Niestety od poprzedniego roku miałem już kilka wpadek, gdzie wpadałem w ciągi hazardowe i alkoholowe i zawsze to kończyło się drastycznie dla mnie i mojej rodziny. Mam żonę i córkę 2-letnia, Niestety po ostatnim moim potknięciu żona ostatecznie kazała mi l się wyprowadzić. Mieszkam obecnie u rodziców, czuje się na co dzień tragicznie mimo brania od kilku dni leki od psychiatry. Czuję, że moje życie się w jakimś stopniu zakończyło, nie wyobrażam sobie życia bez mojej żony, którą kocham strasznie mocno, ale uzależnienie kompletnie zniszczyło mi głowę. Tak naprawdę po tylu szansach, jakie otrzymywałem od rodziny i żony widzę swoją przyszłość tylko w czarnych barwach, bo ileż można takich sytuacji.
Obecnie też pracuje, mam długi, które też niszczą mnie psychicznie. Tak naprawdę nie wiem co dalej, widzę jak inni męczą się, z mojego powodu, widzę ich smutek i tym bardziej się dobijam, że kolejny raz mi nie wyszło. Tak naprawdę nie mam woli życia już w sobie, trzyma mnie przy życiu córka... proszę o odpowiedź, co w mojej sytuacji powinienem w ogóle dalej robić, że sobą oprócz walki z uzależnieniem, bo to wiem i mam zalecenia, ale czuje ze wszystko już stracone, co dla mnie było najważniejsze, czyli bliskość żony, córki. Moja żona już widzę po niej, jest kompletnie obojętna, choć minęło kilka dni dopiero, uświadamia mnie ze, to koniec definitywny...jak mam dalej żyć i funkcjonować, bo nie widzę i nie czuje żadnej szansy dla siebie, żeby odzyskać spokojne życie, nie wyobrażam sobie życia bez mojej żony... z mojej perspektywy jestem już całkowicie skończony po tych kilku razach, kiedy mi nie wychodziło, ale tyle miałem szans na staniecie na nogi...nie daje rady już funkcjonować normalnie. Błagam o pomoc.
Mój mąż chodzi od jakiegoś czasu na siłownię.
Podziwia ćwiczące tam kobiety i pisze potem do kolegi w dość wulgarnych słowach, na którą ma ochotę i często robi im też zdjęcia. Czuję się z tym nie najlepiej, mimo, że sama jestem dość wysportowana i atrakcyjna. Co robić, nie mogę powiedzieć, że zajrzałam mu do telefonu, a boję się zdrady.
Zauważyłam, że mój mąż ma w kontaktach numer telefonu do byłej kochanki, ma ją też w obserwowanych na TikToku (tylko ją, nie ma nawet kolegów ani mnie). Wiem, że ma ona męża i małe dziecko i nie wiem, co o tym sądzić.
Jestem w rozsypce i mój świat się zawalił. Jestem po ślubie 8 lat i miesiąc temu dowiedziałam się, że mój mąż mnie zdradza. Zdradzał mnie od pół roku z koleżanką z pracy, która sama ma rodzinę i dzieci. Gdy dałam mężowi ultimatum, z dnia na dzień zostawił ją i zaczął się starać o nasze małżeństwo.
Widzę, że się zmienił, chce pójść ze mną na terapię i zachowuje się całkiem inaczej. Ale ból, który mam w sobie, mnie przerasta i boli mnie to, że przez pół roku prowadził dwa życia.
Kłamał mnie, a ja nawet się nie zorientowałam. Cały czas zadaję sobie pytanie, czemu mi to zrobił i czemu to tyle trwało? Dlaczego? Widzę, że się stara, ale nie wierzę mu, gdy mówi, że już nigdy tego nie zrobi, że był to błąd, że kocha mnie.
Tłumaczy się, że nie wie, dlaczego tak zrobił, że miał mętlik w głowie, że nie myślał, że tak bardzo mnie zrani. Nie wiem, co mam myśleć, bo to nie było jednorazowe spanie z kimś. Proszę, o odpowiedź, co ja mam zrobić? Zostać z nim i dać szansę? Czy romans, który trwa pół roku, jest za długi i powinnam go zostawić?
Dzień dobry, Zostałam porzucona z dnia na dzień, przez whatsapp po ponad rocznym związku. Próbowałam przeprowadzić rozmowę choćby przez telefon, ale były partner nie odebrał. Otrzymałam tylko zdawkowe wyjaśnienia, że nie jest w stanie „rozwijać tej znajomości”, że byłam dla niego najlepsza osoba, że mnie przeprasza i chce być sam. Wydarzyło się to w trakcie jego wyjazdu służbowego. Od kilku dni ograniczył ze mną kontakt i zachowywał się oschle. Mam wrażenie, że te ostatnie wiadomości, które do mnie wysłał, miał przygotowane wcześniej. Czułam, jakby wysyłał mi jakiś schemat opracowany wcześniej. Pomimo moich prób wyjaśnienia mi co się stało, w ogóle nie zareagował. Mieliśmy razem zamieszkać, zostawił u mnie też sporo swoich rzeczy. Cała sytuacja miała miejsce po ok. miesiącu od przegranej sprawie sądowej w związku z opieką nad dziećmi. Chodziło o możliwość opieki w innym mieszkaniu (w tym samym mieście). Sąd nie przychylił się do wniosku. Były partner twierdził, że sytuacja spowodowała u niego kryzys psychiczny. Od pewnego czasu chodził na psychoterapię, która jednak w jego opinii nie przynosiła odpowiednich skutków. Starałam się go wspierać, dać mu przestrzeń, podkreślałam, że wspólnie poradzimy sobie z sytuacją. Wcześniej rozmawialiśmy również o takiej sytuacji, co zrobimy, jeśli sprawa nie zostanie wygrana. Choć on nie przyjmował takiej możliwości (z zawodu jest prawnikiem i sam prowadził dużo spraw rozwodowych) Ze względu na trudne i nieuregulowane kontakty z byłą żoną, często miał z tego tytułu problemy, Które odbijały się na naszej relacji. Często stawiał siebie w roli ofiary, powtarzał, że nie potrafi nic z tym zrobić. Jednocześnie jednak utwierdzał mnie w przekonaniu, że mnie kocha i wie, że zmiana jest mu niezbędna. Od pewnego momentu miałam wrażenie, że skupia się głównie na sobie, na swoich uczuciach. Jednak uważałam, że przechodzi kryzys i należy go wspierać. Mam poczucie, że dopóki mógł mi dawać obietnice do spełnienia, które można odsunąć w czasie, to relacja trwała. Gdy przyszedł czas na konkretne działania, po prostu zniknął. Zapadł się pod ziemie. Od ponad dwóch tygodni nie dał znaku życia. Niestety w trakcie moich spotkań z psychologiem został poruszony temat ukrytego narcyzmu u partnera. Wnioski zostały wysnute na podstawie informacji: o jego braku decyzyjności, stawianiu się w roli ofiary, skupieniu na swoich emocjach i odnoszeniu się do nich, wyolbrzymianiu najmniejszych problemów związanych z sytuacjami konfliktowymi, momentami bombardowania miłością, by za chwilę zamknąć się w sobie i znowu skupiać na tym, czego nie może zrobić i wpadać w stany depresyjne i lękowe. Wciąż nie wiem, jaki był ostateczny powód jego decyzji, potraktował mnie bardzo ozięble i czułam, jakbym nie rozmawiała z osobą, którą znałam wcześniej. Psycholog zwróciła mi uwagę na niedotrzymane przez niego wcześniej obietnice, na mówienie o zmianach, ale nie działanie. Na utrzymywanie mnie w pobocznej roli przez okres trwania związku. Wciąż zastanawiam się, czy miałam do czynienia z ukrytym narcyzem.
Dzień dobry. Chciałem się poradzić odnośnie do związku, który zakończył się już ponad rok temu. Mój problem jest taki, że ponad rok temu zakończyłem swój związek z kobietą, z którą przeżyłem 7 lat (ja zostawiłem ją). Po zakończeniu związku szybko zrozumiałem, że jednak ją kocham i jest to miłość mojego życia, lecz niestety ona w tym czasie zaczęła spotykać się z kimś innym (kolegą z pracy). Przez cały rok próbowałem ją odzyskać, lecz nieskutecznie, ona niejednokrotnie zwodziła mnie, dając mi nadzieje na odbudowanie tego związku, lecz tak się nie stało, aż w końcu przyszedł czas, w którym dowiedziałem się, że ona spotyka się ciągle z kolegą z pracy, a wtedy załamało mnie to bardzo i postanowiłem raz na zawsze zakończyć nasz kontakt. Po tych wszystkich wydarzeniach starałem się na nowo odnaleźć siebie, lecz myśl o byłej partnerce była ze mną każdego dnia i o każdej porze. Pracujemy razem, przez co widywałem ją ciągle w pracy i to w dodatku z jej nowym partnerem. Po roku czasu odezwała się do mnie ze skrucha, ze przeprasza i że nadal ma do mnie jakieś uczucia, postanowiłem, że zapomnę o wszystkim, co się działo i będę próbował z nią stworzyć związek na nowo, ponieważ bardzo mocno ją kocham. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że ona poszła do łóżka z tym facetem, z którym się spotykała, starałem się o tym nie myśleć, lecz myślałem bardziej o odbudowaniu naszej relacji. Po tym, co się dowiedziałem, postanowiłem przyznać się jej, że też poszedłem z kimś do łóżka, gdy nie byliśmy razem, lecz ona już nie chciała nic więcej słuchać, po prostu napisała mi, ze mnie nienawidzi, że zmarnowałem jej życie itp. Ogólnie nasz związek nie był też idealny, dużo zawiniłem swoją niedojrzałością i brakiem starań. Dopiero po stracie jej zrozumiałem, że powinienem się zmienić i byłem gotów zrobić to dla niej, ze względu na to, że ją bardzo kocham. Teraz niestety jest już za późno na wszystko, lecz niestety ja ją nadal bardzo mocno kocham i pytanie moje jest takie „W jaki sposób mogę jej pomóc, żeby zapomniała o nas i o uczuciu do mnie? „Co mam zrobić, żebym sam zapomniał i dał jej wolność?”
Byłam ze swoim facetem prawie 9 lat, jednak od stycznia przechodzimy kryzys. W lutym się wyprowadził i teoretycznie nie byliśmy parą. Ciągnie nas do siebie, próbowaliśmy się dogadać, ale bezskutecznie. Dowiedziałam się jednak, że w czasie kiedy mieliśmy tą 'przerwę' poznał dziewczynę, z którą spędzał czas i rozmawiał. Mówił, że zakończył tę znajomość, bo wie, że kocha mnie i to ze mną chcę odbudować to, co budowaliśmy przez tyle lat. Jest mi bardzo ciężko, bo kocham Go naprawdę mocno, ale nie wiem, czy jestem w stanie poradzić sobie z myślą, że ktoś był w jego życiu. Mówił, że nie zdradził, a ja zaczynam się zastanawiać czy jest to prawdą. Boję się, że z czasem dostanę jakieś dowody. Mam pełno myśli, z którymi nie mogę sobie poradzić. Mieliśmy od kwietnia zamieszkać razem i zacząć budować nowy, silniejszy związek, nie wracając już do tego starego. Mówił, że szukał zrozumienia i wsparcie w tej osobie, ale nie czuje nic do niej. Boję się, że będąc ze mną, będzie rozmyślał o niej. Jestem rozbita... Chciałabym sobie bardzo poradzić z tymi myślami, zamknąć ten ciężki rozdział i faktycznie zacząć budować relację opartą na szczerości, wierności, zaufaniu, wspieraniu się wzajemnym. Nie wiem tylko, czy jestem w stanie udźwignąć całą tę sytuację. Cały czas chciałabym Go wypytywać o relację z tą dziewczyną, co miała, czego ja nie miałam, jak się poznali, dlaczego do niej zagadał, skoro wiedział, że może mnie to skrzywdzić... Jest mi po prostu bardzo ciężko... Ale kocham Go całym sercem, on mówi, że też mnie kocha, że zostawił za sobą to wszystko i chcę angażować się w naszą relację... Proszę o pomoc! Jestem bezradna.
Co mam robić??? Mąż ciągle pracuje, twierdząc, że ludzi nie ma do pracy jest kucharzem razem 20 lat wiecznie praca praca zaniedbuje dom dzieci mnie tylko zawsze rano wspólną kawę praca wieczorami sex spanie i tak w kółko.
Dzieci nie widzą ojca, nie wiedzą co to wakacje, ja ciągle sama. Co mam robić, do męża nic nie dociera, potrafi powiedzieć co ja poradzę nie pasuje, znajdź sobie takiego, z którym będzie Ci lepiej. Jestem zmęczona takim związkiem, czuje się jakby wracał do hotelu, spać, sex, zjeść i pa. Na odległość pisze, ze tęskni, że kocha, pragnie. Z tego wszystkiego nawet sex nie zadawała mnie. Nigdzie nie wychodzimy jedynie z psem wokoło bloku.
Dzień dobry, Od pewnego czasu mój mąż mówi, że nawet gdybym go zdradziła, nic to dla niego nie znaczy, bo jesteśmy w związku od 20 lat, więc nie robi to na nim wrażenia.
Dziwnie się składa, bo kilka miesięcy temu odkryłam, że zacieśnia więzi w pracy z koleżanką, szybko zareagowałam i zerwał z nią kontakt. Zablokował na mediach społecznościowych i wiem, że nie ma z nią kontaktu, poza sprawami zawodowymi.
Skąd u niego brak zainteresowania moją osobą, nie zależy mu już na mnie? Co mam o tym sądzić? Nasze życie intymne ma się bardzo dobrze, zawsze tak było. Nie wiem, co myśleć o tej sytuacji. Proszę o poradę.
Ostatnio moje relacje z koleżanką znacznie się pogorszyły. Przestała do mnie pisać prywatnie, nawet jeśli coś ode mnie chce, to pisze przez grupę, a moje wiadomości ma w głębokim poważaniu. W relacji "na żywo" jakoś zobojetniałem w jej oczach, nie ma już uśmiechu na przywitanie ani nic. Dzisiaj mnie nawet zignorowała zupełnie i się nie przywitała. Podobnie jak ona dla mnie, tak ja dla niej byłem "głównym" znajomym. Wiem, że ma chłopaka i zna się z nim co najmniej od roku. Przyznam, że mi się podoba, ale nigdy jej tego nie okazywałem, żeby nie psuć relacji... a jednak. nie wiem, co zrobić.
Czy to normalne, że mam tylko jednego przyjaciela?
Rozmowy z innymi nie są łatwe dla mnie i nawet nie wiem, czy chce mieć jakichkolwiek innych znajomych. Czuję, jakbym nie powinna należeć do tego społeczeństwa i mojej grupy wiekowej. Osoby w liceum interesują się tylko alkoholem, imprezami i zboczonymi żartami. Nie mam prawie żadnych tematów, jakie mogłabym z nimi poruszyć. Rozumie mnie tak naprawdę tylko mój przyjaciel, co ma podobne poglądy, jak ja. Nie wiem, czy mam jakąś fobię społeczną, czy coś. Zawsze nauczyciele nazywali mnie po prostu nieśmiała. Jednak prezentacje przed klasą czy nawet pogadanie z “kolega” z klasy jest dla mnie trudne. Do połowy osób z klasy nigdy się nawet nie odezwałam, mimo że znam ich już od połowy roku. W podstawówce sytuacja wyglądała bardzo podobnie. Zmiana środowiska nic nie zmieniła, pomimo dużych chęci. Niedobrze się czuję, jak widzę, że każdy jest inny ode mnie. Wychowawca na siłę proboje mnie zmusić do gadania z kimś innym, grożąc obniżeniem zachowania.
Podobno w przedszkolu byłam bardzo rozgadana i gadałam z każdym. W grupach z większą ilością osób czuję się po prostu niekomfortowo. Próbowałam na początku nowej szkoły spotykać się z kilkoma dziewczynami z klasy. Nie było to jednak przyjemne i wolę być z kimś na osobności. Gdy jestem w grupie, po prostu się nie odzywam. Nikogo też raczej to nie obchodzi. Potem utworzyły się tylko grupki w klasie, które tylko śmieją się ze mnie i mojej przyjaciółki. Utrzymuje jakiś kontakt z innymi w klasie, ale jest on raczej przymusowy. I to nawet nie do końca z mojej winy. Gdy są rozmowy w parach na np angielskim inne dziewczyny wolą po prostu gadać z sobą. Czy naprawdę jest coś nie tak we mnie?
Jak odpuścić relacje, które nie ma sensu, ale czuję, że tylko dzięki niemu byłam sobą, potrzebuje go i mecze się z tym rok. Chce do niego wrócić, ale on musi się wyszaleć...
Witam. Około od roku czasu już nie jestem z byłym partnerem, jednak ze względu na dziecko oraz inne wiążące nas sprawy (kredyty), musimy mieć jakikolwiek kontakt. Kontakt jest rzadki. Rozwód był z winy obu stron. Czasem da się dogadać z byłym partnerem na spokojnie, a czasem czuję się atakowana. Pisze rzeczy typu, że ja mam się ogarnąć, że jestem nienormalna, że był moim sponsorem, wypomina mi rzeczy, które kupił, lub remont mieszkania, który zrobił, kiedy byliśmy razem. Dodam, że sama pracowałam, poza czasem w części ciąży i po ciąży.
Czuję się atakowana, czuję, że nie szanuje mnie jako człowieka, jako matkę jego dziecka, które wychowuje właściwie samodzielnie. Pozwala swojej aktualnej partnerce obrażać mnie i oskarżać na przykład o buntowanie syna przeciwko ojcu, a to wszystko zdarzyło się nawet na oczach mojego syna. Czuję się umniejszana jak podczas naszego związku, gdzie zawsze jego zdaniem miałam lekką pracę, a on ciężką. Nieważne czy to była praca za biurkiem, czy fizyczna, moja praca zawsze była łatwiejsza. Dodam, że w tamtym roku groził mi też przez kilka miesięcy wyjawieniem prywatnych naszych spraw mojej najbliższej rodzinie. Czułam się wtedy zastraszona. Mam taki problem, że gdy dochodzi do sytuacji, kiedy czuję się atakowana, bardzo emocjonalnie reaguje, zanoszę się płaczem, analizuje jego słowa, biorę je strasznie do siebie. Sytuacja taka zabiera mi od godziny do kilku następnych godzin z dnia, w którym się to wydarzyło. Zamraża mnie tak, że nie mogę nic zrobić. Szukam w sobie problemu i tłumaczę, że jestem wrażliwa i emocjonalna oraz że potrzebuje czasu, żeby zacząć to olewać. Dopiero wczoraj pomyślałam, czy czasem to nie podchodzi pod przemoc psychiczną. Męczą mnie takie sytuacje, a najgorsze, że nigdy nie wiem, kiedy to nadejdzie. Mam 7-letniego syna z diagnozą autyzmu. Muszę być dla niego w pełni zdrowa psychicznie, aby móc go wspierać na co dzień. A takie sytuacje z moim byłym partnerem zabierają mi bardzo dużo energii i podejrzewam, że zdrowia też. Nie wiem, co mam robić w takiej sytuacji. Marzę o tym, żebym nie musiała się z nim wgl kontaktować, ale to niemożliwe.
Dzień dobry, mam pewien problem, a raczej taki którego sama nie zauważam. Jestem z partnerem od ponad roku, na ogół dobrze się dogadujemy, kochamy się, wszystko idzie w dobrym kierunku, jednak czasem pojawiają się pewne problemy, jak w każdej relacji. Pół roku temu zaczął się u niego problem z zazdrością wsteczną, która ingerowała w jego humor, samopoczucie, ogólnie na codzienne życie. Starałam się go bardzo wspierać, dużo wysłuchałam, starałam się zrozumieć, ale dzisiaj dostałam pewną przykrą informację. Że przez ten cały czas nie zrobiłam nic, co by go podniosło na duchu. Czasem dostaje zażalenie odnośnie tego, ze nie czuje się chciany i pożądany w relacji… Ja na ogół jestem typem osoby spokojnej, trochę samotniczka. Wydaje mi się, że jego problemy są troszkę przesadne i że jest dobrze, tak jak jest. Ale skoro jesteśmy w relacji, to chodzi w niej o kompromisy i zrozumienie dlatego starałam się coś zmienić, żeby było lepiej, ale niestety wciąż słyszę ten sam zarzut. Nie wiem, w czym może być problem. Bardzo go kocham, chce z nim być, wspierać go, ale wydaje mi się, że czasem nie umiem i zawodzę bardzo na każdej płaszczyźnie
Witam. Czwartego marca mąż odebrał sobie życie, nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego, był osobą pełną życia, ciągle coś planował, chciał żyć. Teraz kiedy została taka pustka, szukam jakiegoś wyjaśnienia, wskazówki czy ja zawiodłam, czy mogłam zrobić więcej, żeby go uratować. Mąż już raz próbował, ale wtedy wydawało się, że on nie chciał tego zrobić, był pod wpływem alkoholu i tłumaczyłam sobie, że chciał w ten sposób uniknąć konsekwencji, żebym nie robiła mu wyrzutów, że pił, chciał mnie nastraszyć, czekał aż wrócę do domu napisał smsa itp.
Nie wzięłam tego na serio, teraz bardzo żałuję, może gdybym wtedy inaczej postąpiła, mąż dziś by żył. Pisał mi wiadomości, że musi żyć dla mnie i dla dzieci. Mąż brał leki od psychiatry, łączył je z alkoholem, mówił, że ma problem ze swoją głową, nie wiem czemu to robił i tak się zachowuje ,mimo wszystko czuję się strasznie winna, mogłam coś zrobić...