
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jak postawić...
Jak postawić granicę osobie, która pyta mnie na tematy, o których nie chcę mówić?
Kacper
Martyna Tomczak-Wypijewska
Dzień Dobry
Jest na przykład tzw. technika “zdartej płyty”, taka asertywna odmowa. Polega na powtarzaniu swojej odmowy w kółko i w kółko, przy równoczesnym zachowaniu spokoju (przynajmniej na zewnątrz), aż w końcu rozmówca zrozumie lub po prostu odpuści. Ważne przy jej stosowaniu jest nie wchodzenie w tłumaczenie się (często ludzie wpadają w taką pułapkę, a tłumaczenie się dalej nakręca rozmowę).
Np. - Cześć, to idziemy coś zjeść?
- - Nie, dzięki. Nie mam teraz czasu.
- - Nooo weź, co masz takiego ważnego do zrobienia, że nie możesz iść?
- - Dzięki za propozycję, ale tak jak mówiłem/am- dziś nie idę.
- - No, przestań. Przecież nie będziemy długo.
- - Tak jak mówiłem/am, dziś mam inne plany.
To taki przykładowy dialog :)
Stawianie granic to trudna sztuka, trzymam za Pana kciuki,
Martyna Tomczak- Wypijewska, psycholog, certyfikowana psychoterapeutka poznawczo- behawioralna
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Wloka
Panie Kamilu,
na ludzi wpływu nie mamy, ja z kolei do tego, co Pan pisze mam dwie intuicje:
- 1. Pana wrażliwość na zdanie innych o sobie i funkcjonowanie według schematu - “muszę być jakiś, to znaczy taki, jak sobie ludzie wyobrażają” - i tu widzę przestrzeń do pracy nad poczuciem sprawstwa i wiary, że Pana decyzje względem siebie samego, że Pana pomysł a siebie jest ok i nikomu nic do tego. Myślę, że to praca nad Pana doświadczeniami z przeszłości i coś, co może Panu naprawdę wiele satysfakcji dać.
2. Moglibyśmy mówić o treningu asertywności - wystarczy pana :"nie pracuję, bo to mój wybór", “nie chcę poruszać tego tematu”, możemy coś obejść żartem… - tyle że to wszystko wtedy, kiedy Pan sam ze sobą i ze swoim “niepracowaniem” będzie faktycznie czuł się ok. Ja mam wrażenie, że czyjeś wytykania budzą w Panu Pana niezadowolenie z siebie….Pana niepogodzenie i ucieczkę od lęków….
Agnieszka Wloka
Nikoletta Dziedzic
Witam,
Warto powiedzieć wprost o swoich uczuciach. Można opisać jakie emocje wywołuje w Panu dane pytanie i że prosi Pan o niezadawanie go następnym razem, z tego powodu. Nie ma nic złego w stawianiu granic.
Wydaje mi się również, że warto byłoby umówić się do psychologa w celu podniesienia właśnie Pana kompetencji komunikacyjnych, asertywności czy omówienia codziennych problemów, które mogą doprowadzać Pana do opisanego stanu.
Życzę Panu powodzenia!
Pozdrawiam serdecznie,
Psycholog,
Nikoletta Dziedzic

Zobacz podobne
Dzień dobry. Mam problem ze swoimi emocjami. Od kilku lat mieszkam z rodziną za granicą. Emigracja była moim pomysłem, ponieważ chciałam coś zmienić w swoim życiu. Teraz mija piąty rok tutaj, a ja nadal nie mogę się odnaleźć. Czuję się tu bardzo samotna, a wszystko wokół wydaje się obce. Nie zbudowałam tutaj żadnych bliższych relacji, nie spotykam się z nikim po pracy, nie rozwijam się. Po prostu utknęłam. Każdego ranka toczę walkę sama ze sobą, żeby wstać z łóżka. Nienawidzę mojej pracy, a poza nią nie robię tu nic innego. Praca mojego męża zabiera mu cały czas. Kiedy już jest w domu, zasypia ze zmęczenia na kanapie. Moje dzieci odnalazły się tu lepiej, choć jeden z synów (przez początkowe trudności z akceptacją wśród nowych rówieśników) także stał się bardziej zamknięty w sobie. Jedynym plusem naszego wyjazdu jest to, że poprawiła nam się sytuacja materialna. To jest główny powód, dla którego mój mąż nie chce słyszeć o powrocie do Polski. Mówi, że tam będziemy zaczynać od zera. Fakt, będziemy musieli znaleźć nową pracę, ja będę musiała się przebranżowić, on prawdopodobnie też. Będziemy musieli mieszkać w gorszych warunkach, ponieważ w Polsce mamy malutkie mieszkanie. Jeśli chcielibyśmy kupić większe, to czeka nas kredyt. Mój mąż twierdzi, że żyję marzeniami, że na własne życzenie nie potrafię być szczęśliwa. A ja nie mam ochoty spędzić tutaj kolejnego roku życia. Czuję, że życie ucieka mi przez palce, że w Polsce mogłabym się wykształcić i rozwijać. Czuję się jak w klatce. Tutaj mamy dobre warunki i stabilną sytuację materialną, ale nic poza tym. Mam 37 lat i nie mam życia. W Polsce miałabym życie, ale nic poza tym nie jest pewne. Jestem potwornie zagubiona, nie wiem, co mam zrobić. Nie chcę zmarnować kolejnych lat życia na wegetacji w miejscu, którego nienawidzę.
Mój mąż ma zdiagnozowaną nerwice i depresję-leczy się jednak jest coraz gorzej. Ja teraz jestem w 9 miesiącu ciąży. Przez ostatnie kilka miesięcy mąż pisał z inną kobietą, wyznając jej miłość i deklarował jej, że jeżeli ona tego chce to weźmie ze mną rozwód. Mi powiedział, że to tylko koleżanka, która pomaga mu w nerwicy. W ostatnich dniach ona urwała z nim kontakt i poinformowała mnie o wszystkim. On popadł w bardzo zły stan, myśli samobójcze, bezsenność. Stwierdził, że „musi isc na dzi*ki” i poszedł. Teraz dziwi się, że w ogóle jestem na niego o to zła. Zapisałam go na terapię. Jak mogę mu pomóc, kiedy ja chce na niego nakrzyczeć, zostawić go za to co mi zrobił , ale boję się, że coś sobie zrobi. Czy mogę się czuć upokorzona najpierw tą zdrada emocjonalną a później fizyczną z prostytutka? On twierdzi, że przesadzam.

