Left ArrowWstecz

Jak uratować małżeństwo po fałszywym przyznaniu się do zdrady?

Odnośnie do wymuszenia przyznania się do zdrady. Która rzekomo miała miejsce prawie 2 lata temu. Oto po przyznaniu się, bo mąż naciskał, że wie, że mam się przyznać, bo tylko tak uratuje małżeństwo. Później miałam wyrzuty sumienia, powiedziałam mu, że nie zdradziłam, że to było tylko dlatego powiedziane, żeby ratować rodzinę. A on powiedział, że wiedział, że tak będzie, że będę się teraz wymigiwać z tego. Że on i tak zna prawdę, że rozwód, a jak nie chce rozwodu, to mogę po prostu być gosposia w naszym domu, ale nikim więcej. Na pytanie, czy mnie kocha, mówi, nie wiem, jesteś mi w tej chwili obojętna. Na pytanie, czy mnie pokocha i co mam zrobić, żeby mnie pokochał, również mówi, nie wiem. Twierdzi, że w tej chwili dzieci są dla niego najważniejsze, dlatego pozwala mi tu mieszkać, a ja jestem jak powietrze. Mówi, że go strasznie zraniłam ta zdrada, dopytuje ile razy, to kiedy zaczynam tłumaczyć, że wcale ani razu. Że to były tylko wiadomości, nie spotkałam się nigdy, nie wierzy mi, bo on jak twierdzi, ma dowody, a jak pytam jakie? To mówi, dowiesz się u adwokata albo na sprawie rozwodowej… i dobrze wie, że ja rozwodu się boję, i zrobię wszystko, żeby go nie było. Tak się strasznie czuję i psychicznie i fizycznie, nie wiem, co mam robić. Kocham męża nad życie, dzieci, ale nie mam siły też, by żyć bez niego i patrzeć na to, jak on się męczyć z myślą, że go zdradziłam, skoro do tego nie doszło. Nadmienię, że mówi mi, żebym się nie wycofywała z tego, że się przyznałam, bo to tylko źle dla nas rokuje, a ja mam wrażenie, że gorzej już być nie może. Proszę go i błagam, żebyśmy zamknęli tę przeszłość te wszystkie żale złości i zaczęli żyć na nowo, ale to na nic. Dodam, że mieliśmy taką sytuację msc temu mówił mi, że wniósł pozew o rozwód, bo go zdradziłam, że jakieś nowe fakty wyszły podobno, i po cudownym miesiącu, bo zachowywał się cudownie przytulał, całował, kochał się ze mną, nagle mówi mi, że dał mi miesiąc na przyznanie się na wyjście z inicjatywą, a nie wykorzystałam szansy, dlatego sytuacja potoczyła się, jak wyżej opisałam. Dodatkowo napisałam mu list od serca, ale jeszcze nie przekazałam. W którym opisuje, co czuję, że przepraszam, że nie zdradziłam, że wiem, co on czuje, że błagam go o wybaczenie za wszystkie krzywdy, ogólnie to, co nie docierało w rozmowie. Przepraszam, że nieskładnie, ale ciężko o tym wszystkim pisać.

User Forum

Anpnimowo

1 rok temu
Fala Wsparcia

Fala Wsparcia

Dzień dobry,

Sytuacja, jaką Pani opisała, jest niezwykle trudna i złożona. Z jednej strony, pojawiła się kwestia zdrady (z tego, co rozumiemy, emocjonalnej, niefizycznej) i nadszarpniętego zaufania, z drugiej, przymusu do przyznania się czegoś, co się nie wydarzyło. Musi być Pani niezwykle ciężko być w takim wahadle, gdzie raz jest dobrze, a w innym momencie mąż grozi rozwodem. Pytanie, podstawowe, jak może w tym momencie zaopiekować się Pani sobą? Co zrobić, by zadbać o siebie? My na pewno zachęcalibyśmy do terapii par, gdzie osoba bezstronna - terapeuta - pomogłaby Państwu odnaleźć się w tej rzeczywistości. Dużo jest tu do odbudowania, jednak bez chęci męża, ciężko będzie cokolwiek zmienić. Dlatego zachęcamy też do zadbania o siebie, trochę tak jak w samolocie - najpierw należy nałożyć maskę z tlenem sobie, a dopiero potem innym.

 

Pozdrawiamy ciepło,

Zespół Fali Wsparcia 

1 rok temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

 

To, co Pani opisuje, jest bardzo trudnym doświadczeniem – zarówno emocjonalnie, jak i relacyjnie. Przede wszystkim chcę podkreślić: Pani cierpienie jest ważne i zasługuje na uważne potraktowanie. To, że szuka Pani pomocy i próbuje zrozumieć tę sytuację, świadczy o wielkim zaangażowaniu, sile i potrzebie ratowania tego, co jest dla Pani ważne.

 

Z opisu wynika jednak, że sytuacja, w której Pani się znalazła, nosi znamiona manipulacji emocjonalnej. Mąż wykorzystuje rzekome „dowody”, których nie pokazuje, grozi rozwodem, odmawia uczuć, warunkuje miłość i traktuje Panią przedmiotowo („możesz być tylko gosposią”). Trudno to nazwać budowaniem relacji – to raczej kontrolowanie i wywieranie presji. Nawet jeśli istnieje żal czy podejrzenie, rozwiązanie nie polega na upokarzaniu i psychicznej presji.

 

Warto też zatrzymać się przy samym „przyznaniu się” do zdrady – do którego została Pani w pewnym sensie zmuszona. Mówi Pani wyraźnie: do zdrady fizycznej nie doszło. Przyznała się Pani z lęku, pod wpływem presji, by „ratować małżeństwo”. To nie było uczciwe porozumienie ani wolna rozmowa – to było działanie pod przymusem emocjonalnym.

 

Jeśli mąż nie chce podjąć próby odbudowy relacji mimo Pani gotowości, jeśli zamiast wspólnego szukania rozwiązań woli wymierzać kary, poniżać i stawiać warunki, to pytanie nie brzmi już tylko: „jak mu udowodnić, że go nie zdradziłam?”, ale także: czy to jest relacja, w której ja mogę czuć się bezpiecznie, szanowana i godna miłości?

 

Z całego serca zachęcam Panią do rozmowy z psychologiem lub psychoterapeutą – nie po to, by ratować małżeństwo za wszelką cenę, ale żeby Pani miała przestrzeń do zadbania o siebie, swoje granice, potrzeby i zdrowie psychiczne. To, co Pani przeżywa – to poczucie winy, zagubienia, lęku, bezsilności – wymaga wsparcia. Nie musi Pani przez to przechodzić sama.

 

Proszę pamiętać: małżeństwo to partnerstwo, nie pole walki. A Pani zasługuje na szacunek i spokój – nie na ciągłe udowadnianie swojej niewinności.

 

Z wyrazami troski,

Justyna Bejmert 

Psycholog 

1 rok temu
Marta Lewandowska-Orzoł

Marta Lewandowska-Orzoł

Dzień dobry,


 

Sytuacja, z którą się Pani mierzy, musi być bardzo obciążająca. Mimo wszystko stara się Pani dalej walczyć – o związek, rodzinę, dzieci, a także trochę o siebie, skoro wspomina Pani, że bywa już naprawdę trudno na co dzień.

Napisała Pani o pewnej wymianie wiadomości z inną osobą. Nawet jeśli nie doszło do spotkania, taki kontakt – w zależności od treści – może być dla drugiej strony bardzo trudny. Niemniej jednak, zachowanie Pani męża, które Pani opisuje, wydaje się być mocną grą na Pani uczuciach. Nie musi się Pani na to godzić. To nie jest zachowanie, na które Pani „zasłużyła”.

Zachęcałabym Państwa do skorzystania z terapii par. Myślę, że mogłaby pomóc w omówieniu i „wyczyszczeniu” spraw między Państwem.

List, który Pani napisała do męża, również może okazać się pomocny – czasem słowa, które się czyta, trafiają do nas mocniej niż te wypowiedziane.

Niezależnie od decyzji, jakie Pani podejmie, bardzo zachęcam do zadbania o siebie i postawienia granic – tak, aby zatroszczyć się również o swoje emocje i samopoczucie.

 

Życzę dużo siły, 

Marta Lewandowska-Orzoł 

Psycholog 
 

1 rok temu

Zobacz podobne

Tęsknota za Polską a związek z Austriaczką - jak pogodzić miłość i tęsknotę za rodziną?

Mieszkam od 3 lat w Wiedniu, moja partnerka jest Austriaczką. Poznaliśmy się zaraz po tym, jak się tu przeprowadziłem. 

Od dłuższego czasu bardzo tęsknię za Polską i rodziną. Pochodzę z okolic Szczecina, loty są drogie, a podróż pociągiem zajmuje dużo czasu. Rozmawialiśmy już o tym z moją partnerką i postanowiliśmy spróbować częściej odwiedzać Polskę - w tym roku 9 razy. To nie zmienia faktu, jak bardzo tęsknię za rodziną. Jak widzę, jak moi rodzice i dziadkowie stają się coraz starsi, czas płynie, a ja jestem daleko. 

Jednocześnie moja partnerka nie wyobraża sobie wyjazdu do Polski. Mieszka już całe życie w Austrii i tu ma rodzinę. 

Poza tym ja mówię biegle po niemiecku, a ona nie mówi po polsku. Nie wiem, co robić. Już wiele razy o tym rozmawialiśmy, ale ta tęsknota jest nie do zniesienia. 

A może to tylko iluzja, że tak tęsknię, bo wiem, że powrót jest na ten moment „niedostępny”? Bo wiem, że jeśli będę chciał wrócić, to wracam sam. Już rozmawialiśmy ostatnio o rozstaniu, moja partnerka mówi bowiem, że męczy ją ta moja niepewność i boi się cały czas, że w każdej chwili mogę rzucić wszystko, co tu budujemy i wyjechać do Polski. A ja nie mogę jej zapewnić, że tak się nie stanie. Już nam się wyczerpały pomysły, co byśmy mogli jeszcze wypróbować. A jednocześnie nie wyobrażam sobie życia bez niej...

Myślałem o tym, żeby wyjechać na określony czas np. 2-3 miesiące i po tym czasie wrócić do Wiednia i zweryfikować sytuację z moją partnerką. Ona mówi, że jeśli chcę wyjechać, to powinniśmy się rozstać przed moim wyjazdem, bo nie da rady siedzieć tu 2-3 miesiące i robić sobie nadziei czy wrócę, czy nie. Jednocześnie wiem, że oboje się kochamy, więc chcę wypróbować wszystkich możliwych opcji...

Przez bycie zastępowaną osobą w relacjach, teraz robię się kłótliwa i zazdrosna, z lęku.
Każda moja przyjaźń/znajomość/związek skończyło się na tym, że zostałam „zastąpiona" kimś innym. Zastanawiam się czy to jest wina moja, czy po prostu ludzi, którymi się otaczam. Niestety wpłynęło to tak na mnie, że aktualnie, gdy widzę, że osoba mi bliska zaczyna pisać z inną osobą to zaczynam być zazdrosna i kłótliwa, przez co sytuacja się pogarsza i zostaje uznana za osobę toksyczną, mimo iż naprawdę nie zależy mi na tym.
Dlaczego ciągle szukam kłótni z byle czego, żeby tylko jemu było jak najgorzej?
Dlaczego ciągle szukam kłótni z byle czego, żeby tylko jemu było jak najgorzej - ma być najgorszy, ja mam być najważniejsza? Nie jest to dobre, nie czuję się z tym dobrze, ale przychodzą takie momenty i robię wszystko, żeby czuł się źle. Nie robię tego świadomie, a jak za długo się hamuję, to zaczyna mi tego brakować. 6 lat robię cały czas to samo. Czy da się to zmienić, przepracować?
Mąż jest bardzo krytykujący, a jego zachowania wyglądają, jak z ciężkiego dzieciństwa. Co mam zrobić?
Mam problem. Mąż zachorował na depresję kilka lat temu, temat się ciągnie, bo psychoterapia na NFZ, mam wrażenie, że poprawa jest, ale niewielka. Objawami depresji była apatia, brak apetytu, senność, i od dłuższego czasu czepianie się o wszystko. Jak już zdiagnozowana była depresja i wjechały leki to była drastyczna zmiana, bez czepiania, docenianie mnie - mimo męża złego samopoczucia, czułam się doceniona. Po czasie terapii i brania leków, znowu słyszę pretensje, że bałagan (choć był czas, że mąż sam mówił, że ma wywalone w bałagan - mamy remont domu już długi czas i nie da się mieć porządku, bo mało miejsca, wszystko na kupie, ale staram się w miarę, żeby było jak w normalnym domu). Doszło czepianie się córki, bo tego nie robi, prania sama nie zbierze, a to gary w zlewie. I tak nie jest ciągle, rozmawiamy szczerze, zwierzamy sie sobie, ale nadchodzi moment czepialstwa i mam dość. W dzieciństwie mąż musiał ciągle sprzątać w pokoju, miał przydzielane zadania domowe i mógł wyjść, jak skończy, ojciec był „trudny” chociaż teraz stara się nadrobić. Ale nadal potrafi się czepiać wszystkich, męża, swojej żony, tylko córkę jedyną traktuje jak jajko, bo ona umie się mocno postawić, Jak to wszystko ugryźć? Myślę, że ma to spore korzenie w dzieciństwie, bo jednak widzę takie same zachowania jak z opowieści męża. Jest mi totalnie przykro, pracuję we własnej firmie, tyram niczym na na 3 etaty- tyle obowiązków do wykonania w 8-9 godzin dziennie to psychicznie jestem dojechana, wracam do domu, coś zrobię i siadam , bo brak mi sił. I słyszę „ja robię, a ty siedzisz” „chociaż byś zrobiła to czy tamto”. Weekendy sprzątam całe dnie, gotuję, piorę itd. I mąż umie też docenić, mimo to ja nie czepiam się, nie krytykuję, jak nie ma siły mówię - siądź i pierdziel robotę w domu… nie zając, nie ucieknie. Nie ma tak, że wypominam, że tego nie zrobil czy tamtego… Czy to depresja? Charakter? Czy wpływ ojca „troche tyrana”?
Doświadczam bólu po rozstaniu, jak sobie z tym poradzić...
Doświadczam bólu po rozstaniu, jak sobie z tym poradzić...odczuwam bóle psychosomatyczne, ból klatki piersiowej, ból brzucha, jest mi nie dobrze... wiem, że to przez to, bo nie jest mi łatwo kilka lat wyrzucić z mojego serca.
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.