Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak uratować związek po 24 latach? Partner nie czuje już miłości

Pomocy, rozpada mi się życie – związek z 24-letnim stażem.
Mąż wylał na mnie kubeł zimnej wody – i częściowo miał rację. Na dość długo się wyłączyłam, odizolowałam od świata. Nie wiem, dlaczego – czy przez natłok życia, czy własną głupotę. Wytknął mi, że nie dopuszczałam nikogo do siebie, w tym i jego. Że go odrzucałam, nie rozmawiałam z nim o problemach, nie wspierałam go w jego zainteresowaniach. Że zależało mi głównie na porządkach, a jeśli coś było nie tak – to wszystkich stawiałam „po kątach”.

W końcu wybuchł. Wytknął nawet te drobniejsze rzeczy, które go dręczyły, i stwierdził, że mnie nie kocha, że już nic nie czuje.
Otworzyło mi to oczy. Nagle zmieniłam podejście, staram się walczyć o związek – ale czy jest sens?
On twierdzi, że to wszystko go zmieniło, że nie wróci to, co było między nami. Że jest za późno.
Ratunku. Co robić?
Mi zależy… a widzę, że jemu też jest trudno.

Justyna Orlik

Justyna Orlik

Cześć,

wygląda na to, że teraz, gdy rozpada się coś, co naprawdę jest ważne dla Ciebie, zaczynasz dostrzegać to, co przez lata było niewidoczne. Słyszę, że to bolesne, ale może to być też szansa na nowy początek. 

Twój mąż powiedział Ci swoją prawdę. To, co go bolało, to nie tylko brak rozmów czy wsparcia, ale być może także brak miejsca dla niego. Przestrzeni, w której mógłby pokazać się taki, jaki jest. Bez presji, oceny oraz kontroli.

Możliwe, że próbując "ogarniać życie" nieświadomie kontrolowałaś wszystko, co dało się uporządkować, bo tam, gdzie pojawiały się emocje lub konflikty mogło być zbyt trudno. Ale kiedy porządkuje się świat dookoła, to często traci się z oczu to, co naprawdę żywe: relacje, kontakt i bliskość.
 

W nurcie, w którym na co dzień pracuję, mówimy, że kontakt to spotkanie dwóch osób takimi, jakimi są. Teraz jesteś w takim miejscu, że dopuszczasz do siebie ból, stratę oraz lęk, a to jest krok w stronę kontaktu, również z samą sobą.

Twój mąż mówi: "za późno". Może mówi tak, bo nie chce znów się zranić, może dlatego, że nie wierzy w zmianę. 

Twój mąż może nie wierzyć w Twoją zmianę, ale skoro "nie poprawiasz" już jego życia, to pojawia się między Wami nowa jakość, która daje nadzieję na zmianę. Każdy z nas potrzebuje być zobaczony, dokładnie taki, jaki jest. 

 

I chcę Ci jeszcze powiedzieć, że między „za późno” a „jeszcze można” jest dużo wolnego miejsca. Może to czas na ciszę, chwilę spokoju lub odrobinę odwagi? Jeśli Ci zależy, możesz próbować to sprawdzać. 

Pozdrawiam,
Justyna Orlik, psychoterapeutka Gestalt

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Sylwia Szulecka

Sylwia Szulecka

Pani Ano,

opisana przez Panią sytuacja na pewno nie jest łatwa. Są Państwo w długoletnim związku i wygląda na to, że przez dłuższy czas niewiele Państwo rozmawiali na temat Waszej relacji i Waszych potrzeb. Nadszedł moment, że mąż poinformował Panią o tym, co czuje. 

To jest taki czas, w którym jeszcze dużo się może zmienić, jeśli spożytkują Państwo ten kryzys jako szansę. Z pewnością wymagać to będzie wiele pracy ze strony obojga Państwa. Pomocna może być terapia par. Warto ją rozpocząć - pod warunkiem jednak, że oboje Państwo zdecydujecie się na zaangażowanie w zmianę oraz na wysiłek, który się z tym będzie wiązał.

 

Wszystkiego dobrego

 

Sylwia Szulecka

Psycholog, psychoterapeuta

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

 

To, co Pani przeżywa, jest bardzo trudne i bolesne - po tylu latach usłyszeć, że mąż już nic nie czuje, musi być ciosem w serce. Ale Pani reakcja pokazuje ogromną siłę i chęć naprawy. To, że przyznaje się Pani do błędów i chce zawalczyć, wiele znaczy.

 

Mąż mógł długo tłumić w sobie żal i rozczarowanie. Jego słowa mogą być bardziej wyrazem zranienia niż ostatecznej decyzji. Czasem, gdy ktoś mówi, że "już nic nie czuje", to tak naprawdę mówi: "zostałem zbyt długo sam z tym wszystkim".

 

Nie da się odbudować wszystkiego od razu, ale jeśli widzi Pani choć cień emocji z jego strony - warto próbować. Ważna będzie cierpliwość, szczere rozmowy, małe gesty. Może rozważycie terapię par - nawet jedno spotkanie może pomóc zrozumieć, co się między Wami dzieje.

 

Najważniejsze: nie walczyć tylko o związek, ale też o siebie. O spokój, siłę i poczucie, że Pani też zasługuje na czułość i wsparcie. To trudny moment, ale niekoniecznie koniec. 

 

Pozdrawiam ciepło,

Justyna Bejmert 

Psycholog

Martyna Jarosz

Martyna Jarosz

To, że mąż wyraził swoje emocje w tak mocny sposób, może oznaczać, że długo je tłumił. Jego słowa mogą być efektem nagromadzonego bólu, a nie ostateczną decyzją. Pani reakcja - refleksja, chęć zmiany i walki o związek – pokazuje, że jest w Pani ogromna siła i gotowość do naprawy relacji. Choć on mówi, że „już nic nie czuje”, to często w takich momentach emocje są przytłumione przez rozczarowanie i zmęczenie. Jeśli widzi Pani, że jemu też jest trudno, to znaczy, że coś jeszcze w nim zostało. Warto zapytać go spokojnie, czy widzi, choć cień szansy na odbudowę. Jeśli tak, terapia par może być bezpieczną przestrzenią do odbudowy zaufania i bliskości. Jeśli jednak on nie jest gotów, proszę nie rezygnować z pracy nad sobą. Zmiana, którą Pani rozpoczęła, jest cenna niezależnie od wyniku. Może z czasem on to zobaczy. A jeśli nie, Pani będzie silniejsza, bardziej świadoma siebie i gotowa na nowe etapy życia.

 

Pozdrawiam

Martyna Jarosz
 

Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli

Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli

Dzień dobry, 
kiedy życie zaczyna się chwiać w fundamentach – a za taki można uznać związek budowany przez ponad dwie dekady – naturalne jest poczucie chaosu, żalu, winy i pytania: czy jeszcze da się coś uratować?

Z perspektywy psychodynamicznej to, co Pani opisuje, dotyka wielu głębokich warstw psychicznych: nie tylko relacji z partnerem, ale też z samą sobą – z emocjami, potrzebami i mechanizmami, które przez lata mogły się niepostrzeżenie ugruntować i oddziaływać na związek. To nie jest „głupota”, jak sama Pani o sobie pisze – to często mechanizmy obronne, które rozwijają się po to, by chronić psychikę przed przeciążeniem, bólem czy lękiem.

Czasem „zamykanie się” emocjonalne jest formą przetrwania.

Może to wycofanie, o którym mówi mąż, było próbą ochrony przed nadmiarem: obowiązków, presji, niespełnionych potrzeb? Często dopiero z perspektywy kryzysu uświadamiamy sobie, jak bardzo byliśmy odłączeni – i od siebie, i od innych.

W terapii psychodynamicznej pracujemy właśnie z tym: dlaczego pewne rzeczy działy się „po cichu”, co zostało wypchnięte poza świadomość, i co próbuje dojść do głosu teraz – często w dramatyczny sposób, przez konflikt, rozstanie, rozpad dotychczasowej tożsamości.

Mąż zareagował gwałtownie – ale to też może być forma bólu.

Wybuch, który Pani opisuje, nie musi być jedynie zamknięciem – czasem jest to nagromadzony przez lata żal, który wreszcie znalazł ujście. To nie musi oznaczać, że „miłość się skończyła” – ale że miłość w tej formie, jaka istniała, nie była już dla niego znośna. Słowa: „już nic nie czuję” mogą być także próbą poradzenia sobie z własnym cierpieniem, rozczarowaniem, poczuciem bycia niewidzialnym.

Często – zanim pojawi się możliwość odbudowy – musi najpierw dojść do symbolicznego „rozsypania” dotychczasowego układu. On nie chce powrotu do tego, co było – i być może Pani też nie powinna. Bo „to, co było”, doprowadziło Was oboje do ściany.

Czy jest sens walczyć?

To pytanie ma dwie warstwy:

Czy ma Pani gotowość, by rzeczywiście spotkać się ze sobą i z tym, co się działo w Pani przez te lata?

Czy mąż ma gotowość, by nie tylko rozliczyć przeszłość, ale też dać szansę nowemu?

Bo odbudowa – jeśli miałaby być możliwa – nie polega na „przywróceniu” poprzedniego stanu. To proces tworzenia czegoś nowego – z większą świadomością, uczciwością i głębszym rozumieniem siebie i siebie nawzajem. A to wymaga czasu, woli, i często także przestrzeni, by obie strony mogły zobaczyć swoje uczucia w innym świetle.

Co może Pani zrobić teraz?

🔹 Zatrzymać się i przyjrzeć sobie – nie w trybie oskarżania, ale z ciekawością: Co sprawiło, że się zamknęłam? Czego nie mogłam wypowiedzieć? Jakich emocji bałam się dopuścić?

🔹 Zacząć własną terapię – to może być bezpieczne miejsce, w którym Pani odzyska dostęp do siebie, do tego, co tłumione lub nierozpoznane. A z tego miejsca można dopiero naprawdę budować relację – lub pogodzić się z jej końcem bez zniszczenia siebie.

🔹 Dać mężowi przestrzeń na jego emocje – one też mają swój rytm i czas. Nie każdy od razu umie powiedzieć, czy „jest sens”. Może teraz potrzebuje tylko, by ktoś uznał jego ból – a nie natychmiast chciał go odwrócić.

Proszę pamiętać: to, że teraz Pani „nagle walczy”, nie czyni tego mniej wartościowym. Czasem dopiero coś, co się wali, pozwala zobaczyć, ile było ukrytej miłości, ile niezaspokojonych potrzeb, ile przemilczanych próśb. To może być początek czegoś bardzo ważnego – niezależnie od tego, czy związek się odbuduje, czy nie.

 

Z serdecznością
Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli (Weronika Berdel)

Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Dzień dobry Ano,

 

czy mąż oprócz tych informacji podjął już jakieś kroki prawne w tym kierunku? Wyprowadził się? Na jakim jesteście etapie?

 

Proszę opowiedz, dlaczego mąż częściowo miał rację tzn. dlaczego zamknęłaś się na świat i ludzi? Jaki był tego powód?

 

pozdrawiam,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Zmagam się z zaburzeniami odżywiania, toksycznym związkiem, wahaniami nastroju i stresem - boję się jednak, że przed psychologiem się nie otworzę.
Cześć, chciałabym zaznaczyć na początku, że nigdy nie byłam ze swoimi problemami u specjalisty, ponieważ nie umiem rozmawiać o swoich problemach i boję się, że gdy do niego pójdę to nie powiem o tym wszystkim, co dziś tu napiszę. Posiadam ich sporo. Przede wszystkim stres i nadmierne myślenie. Nie umiem nie myśleć o stresujących mnie sytuacjach, przez co jest to dla mnie bardzo męczące i wyczerpujące. Od najmłodszych lat zmagam się również z zaburzeniami odżywiania, które bardzo utrudniają mi funkcjonowanie, a także normalne postrzeganie swojego ciała. Pomimo komplementów, w mojej głowie ciągle siedzą głupie myśli na temat mojego wyglądu oraz wracają do mnie wspomnienia z dzieciństwa, które są okropne. Posiadam również ogromne wahania nastroju, mogę być szczęśliwa, a za chwilę kompletnie stracić humor. Nie mam także ochoty na żadne czułości. Chłopak również jest dla mnie swego rodzaju przytłoczeniem, choć chciałabym, żeby tak nie było. Zabranianie wyjść, a bardziej szantażowanie „zerwaniem”, psucie każdego wyjazdu, ponieważ odbywa się bez niego, chorobliwa zazdrość czy ogromne wybuchy gniewu w trakcie kłótni to tylko pare rzeczy, które dzieją się w związku. Przez wszystkie kłótnie pojawiły się również u mnie bardzo złe myśli, mianowicie, że życie tak naprawdę jest bez sensu, czym ja sobie na nie zasłużyłam, co ja takiego zrobiłam źle, że życie mnie tak karze i że lepiej gdyby na nim mnie wcale nie było, bo po co się męczyć. Zaczęłam jeszcze bardziej izolować się również od bliskich, najchętniej po powrocie do domu siedziałabym w pokoju sama ze sobą. Czy ktoś ma jakiekolwiek rady na takie zachowania u mnie, bo nie powiem wszystko to na raz jest okropnie męczące..
Partner z dzieckiem z poprzedniego związku: czy nasze problemy to kryzys czy coś więcej?

Witam, sprawa w moim przypadku wygląda tak, że mój partner ma dziecko z poprzedniego związku. Kontakty z dzieckiem były utrudnione, gdyż jego była zabraniała tego. Od jakiegoś czasu zaczęli się świetnie dogadywać, pisać, rozmawiać przez telefon nawet na tematy niezwiązane z dzieckiem. Ostatnio nawet się spotkali „w interesach” i nic mi nie powiedział, mimo że ja coś podejrzewałam, tłumaczył się tym, że się bał mi powiedzieć, bo byłaby znowu awantura. Mimo zapewnień z jego strony, że nic ich nie łączy, mam cały czas obawy. Spotkania z dzieckiem teraz odbywają się u niej w domu, cały dzień tam jest nawet w święta. Jego wahania nastroju wcale nie ułatwiają mi podejścia do tematu łagodnie, bo raz jest naprawdę wspaniały czuły, zapewnia mnie, a raz po prostu jakby ktoś go podmienił zimny bez uczuć. Jeszcze od tego spotkania i awantury z mojej strony zaczął minimalizować kontakt ze mną. Mówiłam już niejednokrotnie, żeby mnie nie kłamał, mówił całą prawdę to znowu mnie okłamał, bo nie chciał się przyznać, że się spotkali. Nie chce pokazywać wiadomości od niej, bo uważa, że jest to toksyczne zachowanie, gdy go kontroluje. Widzę zmianę zachowania, jest dla mnie zimny bardziej niż wcześniej. Już coraz rzadziej rozmawiamy o planach na przyszłość, wydaje mi się, że coś w nim wygasło, nawet nie słyszę słowa kocham. Czy ja przesadzam z tym, że sprawdzam ten telefon ? Jak mam odebrać takie wahania nastroju , czy ich coś łączy ? Czy przechodzimy kryzys i potrzebuje więcej czasu dla siebie ?

Nie mam siły, chciałabym móc się wyżalić, być tylko ze sobą. Od śmierci kuzynki jest mi bardzo ciężko.
Czuje, że nie wiem co robić. Czuje się nierozumiana. Nie jest to tak, że nie otrzymuje od nikogo wsparcia; mam je od rodziców, przyjaciół, ale nie wystarcza mi to, znaczy, nie wiem jak to ująć. Czuje, że nawet rozmowy z nimi nie pomagają. Jestem daleko od domu, a dokładnie mieszkam w bursie - mam tam znajomych, ale nie czuje w ogóle od nich wsparcia, ja im go daje zawsze jak tylko mogę, ale one nie dają go mi, czuje się niepotrzebna i niechciana jakbym tu po prostu nie pasowała. Czuje, że wszyscy chcą mnie tu po prostu kiedy jestem wielce uśmiechnięta, radosna i pomagam im. Nie mam komu się wyżalić, wypłakać czy w ogóle poważnie bo moja jedyna przyjaciółka jest daleko i jedyne rozmowy jakie możemy prowadzić to przez telefon a to jest męczące przy takim problemie. Czuje się tak od niedawna od śmierci mojej kuzynki, która popełniła w brutalny sposób, od tego czasu nie czuje się sobą - męczy mnie chodzenie do szkoły, a najbardziej jak nie ma mojej jednej koleżanki, z którą świetnie się dogaduje, w bursie jest zmiennie, raz dobrze a raz czuje, że jestem tu jak za kare. Przez to też mam myśli, żeby opuścić ten świat, ale znowu wiem, że nie ma to sensu i powinnam walczyć, ale nie wiem jak i nie mam na to siły. Mój zły humor znika i wraca - to okropne uczucie. Chciałabym też najlepiej upić się i o tym zapomnieć, ale wiem, że to też nie jest rozwiązanie. Szczerze czuje się jak w kropce, nie wiem co zrobić ze sobą. Wiem, że są ludzie którzy mnie kochają, wpierają i chcą abym z nimi była, ale z drugiej strony dotyka mnie problem, że ja męczę się samym moim istnieniem. Wstawaniem do szkoły (nie zawsze) i byciem w śród ludzi (też nie zawsze). Chciałabym zostać sama, odizolować się od świata i być sama ze sobą; płakać do woli i nie musieć tego powstrzymywać - to moje jedyne marzenie, odizolować się na jakiś czas. Ale jest to niemożliwe z uwagi na szkołe i tak muszę się (w większości) męczyć, ale i tak grać zadowolona i szczęśliwa dziewczynkę.
Jak radzić sobie z fałszywymi oskarżeniami o inną orientację seksualną i szykanami ze strony sąsiadów?

Witam serdecznie, przez głupie zdjęcie, które mi kiedyś zrobiono (jak mnie odprowadzał po pijaku kolega) zostałem uznany przez sąsiadów za geja. Dla mnie to dramat, bo nim nie jestem. Zdjęcia do dzisiaj nie mogę znaleźć w internecie. Ale sąsiedzi sobie przekazują go między sobą. Moje życie zamieniło się w koszmar. Codziennie pod moim oknem mam wyzwiska i jestem oczerniany, że niby jestem homoseksualny. Na Policji nic z tym nie mogą zrobić, bo musiałbym mieć to zdjęcie. Zauważyłem, że przez tą sytuację non stop wyglądam przez okno. By sprawdzić czy pod oknem znowu ktoś mnie nie obraża. Trochę mnie to dziwi, że tak reaguje. Ogólnie bardzo ciężka jest dla mnie ta sytuacja. Nawet już młodzież i dzieci mnie wyzywają. Jak mam reagować jak pół miasta (małe miasto) ze mnie drwi i oczernia. Nie jestem z tych, którzy poszliby do psychologa/psychoterapeuty.

Paraliżujący lęk przed podejmowaniem decyzji - jak sobie poradzić?

Cześć,

Nie wiem, od czego zacząć, bo mam taki chaos w głowie. 

Każda decyzja, nawet mała pierdoła, staje się dla mnie jak Mount Everest. Wybór nowej pracy, weekendowe plany, a nawet to, co zjem na obiad — wszystko to paraliżuje mnie do granic absurdu. Ciągle biję się z myślami: a co, jeśli to zły wybór?, a co, jeśli potem będę żałować? Zamiast czuć się spokojnie, czuję, jakbym była uwięziona w pętli niekończących się analiz i lęków.

Mam wrażenie, że to już nie jest normalne. 

Zastanawiam się, czy to jakiś rodzaj fobii, bo to zaczyna naprawdę wpływać na moje życie — i to w bardzo negatywny sposób. 

W pracy czuję, że stoję w miejscu, w domu jestem ciągle zmęczona tym myśleniem i analizowaniem, co oczywiście wpływa na moich bliskich.

Jak sobie z tym poradzić? Nie wiem, czy terapia to jedyne wyjście, ale chciałabym odzyskać jakoś kontrolę. 

Czy naprawdę można przestać tak się bać podejmowania decyzji, czy to wymaga długiego procesu? Błagam, podzielcie się czymś, co może pomóc. 

 

Kasia

kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!