Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
100 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,7
na podstawie kilkuset opinii
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Wstecz

Jak uratować związek po 24 latach? Partner nie czuje już miłości

Ana

Pomocy, rozpada mi się życie – związek z 24-letnim stażem.
Mąż wylał na mnie kubeł zimnej wody – i częściowo miał rację. Na dość długo się wyłączyłam, odizolowałam od świata. Nie wiem, dlaczego – czy przez natłok życia, czy własną głupotę. Wytknął mi, że nie dopuszczałam nikogo do siebie, w tym i jego. Że go odrzucałam, nie rozmawiałam z nim o problemach, nie wspierałam go w jego zainteresowaniach. Że zależało mi głównie na porządkach, a jeśli coś było nie tak – to wszystkich stawiałam „po kątach”.

W końcu wybuchł. Wytknął nawet te drobniejsze rzeczy, które go dręczyły, i stwierdził, że mnie nie kocha, że już nic nie czuje.
Otworzyło mi to oczy. Nagle zmieniłam podejście, staram się walczyć o związek – ale czy jest sens?
On twierdzi, że to wszystko go zmieniło, że nie wróci to, co było między nami. Że jest za późno.
Ratunku. Co robić?
Mi zależy… a widzę, że jemu też jest trudno.

Cześć,

wygląda na to, że teraz, gdy rozpada się coś, co naprawdę jest ważne dla Ciebie, zaczynasz dostrzegać to, co przez lata było niewidoczne. Słyszę, że to bolesne, ale może to być też szansa na nowy początek. 

Twój mąż powiedział Ci swoją prawdę. To, co go bolało, to nie tylko brak rozmów czy wsparcia, ale być może także brak miejsca dla niego. Przestrzeni, w której mógłby pokazać się taki, jaki jest. Bez presji, oceny oraz kontroli.

Możliwe, że próbując "ogarniać życie" nieświadomie kontrolowałaś wszystko, co dało się uporządkować, bo tam, gdzie pojawiały się emocje lub konflikty mogło być zbyt trudno. Ale kiedy porządkuje się świat dookoła, to często traci się z oczu to, co naprawdę żywe: relacje, kontakt i bliskość.
 

W nurcie, w którym na co dzień pracuję, mówimy, że kontakt to spotkanie dwóch osób takimi, jakimi są. Teraz jesteś w takim miejscu, że dopuszczasz do siebie ból, stratę oraz lęk, a to jest krok w stronę kontaktu, również z samą sobą.

Twój mąż mówi: "za późno". Może mówi tak, bo nie chce znów się zranić, może dlatego, że nie wierzy w zmianę. 

Twój mąż może nie wierzyć w Twoją zmianę, ale skoro "nie poprawiasz" już jego życia, to pojawia się między Wami nowa jakość, która daje nadzieję na zmianę. Każdy z nas potrzebuje być zobaczony, dokładnie taki, jaki jest. 

 

I chcę Ci jeszcze powiedzieć, że między „za późno” a „jeszcze można” jest dużo wolnego miejsca. Może to czas na ciszę, chwilę spokoju lub odrobinę odwagi? Jeśli Ci zależy, możesz próbować to sprawdzać. 

Pozdrawiam,
Justyna Orlik, psychoterapeutka Gestalt

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.

Pani Ano,

opisana przez Panią sytuacja na pewno nie jest łatwa. Są Państwo w długoletnim związku i wygląda na to, że przez dłuższy czas niewiele Państwo rozmawiali na temat Waszej relacji i Waszych potrzeb. Nadszedł moment, że mąż poinformował Panią o tym, co czuje. 

To jest taki czas, w którym jeszcze dużo się może zmienić, jeśli spożytkują Państwo ten kryzys jako szansę. Z pewnością wymagać to będzie wiele pracy ze strony obojga Państwa. Pomocna może być terapia par. Warto ją rozpocząć - pod warunkiem jednak, że oboje Państwo zdecydujecie się na zaangażowanie w zmianę oraz na wysiłek, który się z tym będzie wiązał.

 

Wszystkiego dobrego

 

Sylwia Szulecka

Psycholog, psychoterapeuta

Zdjęcie Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Psycholog
348 odpowiedzi na forum

Dzień dobry,

 

To, co Pani przeżywa, jest bardzo trudne i bolesne - po tylu latach usłyszeć, że mąż już nic nie czuje, musi być ciosem w serce. Ale Pani reakcja pokazuje ogromną siłę i chęć naprawy. To, że przyznaje się Pani do błędów i chce zawalczyć, wiele znaczy.

 

Mąż mógł długo tłumić w sobie żal i rozczarowanie. Jego słowa mogą być bardziej wyrazem zranienia niż ostatecznej decyzji. Czasem, gdy ktoś mówi, że "już nic nie czuje", to tak naprawdę mówi: "zostałem zbyt długo sam z tym wszystkim".

 

Nie da się odbudować wszystkiego od razu, ale jeśli widzi Pani choć cień emocji z jego strony - warto próbować. Ważna będzie cierpliwość, szczere rozmowy, małe gesty. Może rozważycie terapię par - nawet jedno spotkanie może pomóc zrozumieć, co się między Wami dzieje.

 

Najważniejsze: nie walczyć tylko o związek, ale też o siebie. O spokój, siłę i poczucie, że Pani też zasługuje na czułość i wsparcie. To trudny moment, ale niekoniecznie koniec. 

 

Pozdrawiam ciepło,

Justyna Bejmert 

Psycholog

Zdjęcie Martyna Jarosz

Martyna Jarosz

Psycholog
320 odpowiedzi na forum

To, że mąż wyraził swoje emocje w tak mocny sposób, może oznaczać, że długo je tłumił. Jego słowa mogą być efektem nagromadzonego bólu, a nie ostateczną decyzją. Pani reakcja - refleksja, chęć zmiany i walki o związek – pokazuje, że jest w Pani ogromna siła i gotowość do naprawy relacji. Choć on mówi, że „już nic nie czuje”, to często w takich momentach emocje są przytłumione przez rozczarowanie i zmęczenie. Jeśli widzi Pani, że jemu też jest trudno, to znaczy, że coś jeszcze w nim zostało. Warto zapytać go spokojnie, czy widzi, choć cień szansy na odbudowę. Jeśli tak, terapia par może być bezpieczną przestrzenią do odbudowy zaufania i bliskości. Jeśli jednak on nie jest gotów, proszę nie rezygnować z pracy nad sobą. Zmiana, którą Pani rozpoczęła, jest cenna niezależnie od wyniku. Może z czasem on to zobaczy. A jeśli nie, Pani będzie silniejsza, bardziej świadoma siebie i gotowa na nowe etapy życia.

 

Pozdrawiam

Martyna Jarosz
 

Dzień dobry, 
kiedy życie zaczyna się chwiać w fundamentach – a za taki można uznać związek budowany przez ponad dwie dekady – naturalne jest poczucie chaosu, żalu, winy i pytania: czy jeszcze da się coś uratować?

Z perspektywy psychodynamicznej to, co Pani opisuje, dotyka wielu głębokich warstw psychicznych: nie tylko relacji z partnerem, ale też z samą sobą – z emocjami, potrzebami i mechanizmami, które przez lata mogły się niepostrzeżenie ugruntować i oddziaływać na związek. To nie jest „głupota”, jak sama Pani o sobie pisze – to często mechanizmy obronne, które rozwijają się po to, by chronić psychikę przed przeciążeniem, bólem czy lękiem.

Czasem „zamykanie się” emocjonalne jest formą przetrwania.

Może to wycofanie, o którym mówi mąż, było próbą ochrony przed nadmiarem: obowiązków, presji, niespełnionych potrzeb? Często dopiero z perspektywy kryzysu uświadamiamy sobie, jak bardzo byliśmy odłączeni – i od siebie, i od innych.

W terapii psychodynamicznej pracujemy właśnie z tym: dlaczego pewne rzeczy działy się „po cichu”, co zostało wypchnięte poza świadomość, i co próbuje dojść do głosu teraz – często w dramatyczny sposób, przez konflikt, rozstanie, rozpad dotychczasowej tożsamości.

Mąż zareagował gwałtownie – ale to też może być forma bólu.

Wybuch, który Pani opisuje, nie musi być jedynie zamknięciem – czasem jest to nagromadzony przez lata żal, który wreszcie znalazł ujście. To nie musi oznaczać, że „miłość się skończyła” – ale że miłość w tej formie, jaka istniała, nie była już dla niego znośna. Słowa: „już nic nie czuję” mogą być także próbą poradzenia sobie z własnym cierpieniem, rozczarowaniem, poczuciem bycia niewidzialnym.

Często – zanim pojawi się możliwość odbudowy – musi najpierw dojść do symbolicznego „rozsypania” dotychczasowego układu. On nie chce powrotu do tego, co było – i być może Pani też nie powinna. Bo „to, co było”, doprowadziło Was oboje do ściany.

Czy jest sens walczyć?

To pytanie ma dwie warstwy:

Czy ma Pani gotowość, by rzeczywiście spotkać się ze sobą i z tym, co się działo w Pani przez te lata?

Czy mąż ma gotowość, by nie tylko rozliczyć przeszłość, ale też dać szansę nowemu?

Bo odbudowa – jeśli miałaby być możliwa – nie polega na „przywróceniu” poprzedniego stanu. To proces tworzenia czegoś nowego – z większą świadomością, uczciwością i głębszym rozumieniem siebie i siebie nawzajem. A to wymaga czasu, woli, i często także przestrzeni, by obie strony mogły zobaczyć swoje uczucia w innym świetle.

Co może Pani zrobić teraz?

🔹 Zatrzymać się i przyjrzeć sobie – nie w trybie oskarżania, ale z ciekawością: Co sprawiło, że się zamknęłam? Czego nie mogłam wypowiedzieć? Jakich emocji bałam się dopuścić?

🔹 Zacząć własną terapię – to może być bezpieczne miejsce, w którym Pani odzyska dostęp do siebie, do tego, co tłumione lub nierozpoznane. A z tego miejsca można dopiero naprawdę budować relację – lub pogodzić się z jej końcem bez zniszczenia siebie.

🔹 Dać mężowi przestrzeń na jego emocje – one też mają swój rytm i czas. Nie każdy od razu umie powiedzieć, czy „jest sens”. Może teraz potrzebuje tylko, by ktoś uznał jego ból – a nie natychmiast chciał go odwrócić.

Proszę pamiętać: to, że teraz Pani „nagle walczy”, nie czyni tego mniej wartościowym. Czasem dopiero coś, co się wali, pozwala zobaczyć, ile było ukrytej miłości, ile niezaspokojonych potrzeb, ile przemilczanych próśb. To może być początek czegoś bardzo ważnego – niezależnie od tego, czy związek się odbuduje, czy nie.

 

Z serdecznością
Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli (Weronika Berdel)

Zdjęcie Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Psycholog
586 odpowiedzi na forum

Dzień dobry Ano,

 

czy mąż oprócz tych informacji podjął już jakieś kroki prawne w tym kierunku? Wyprowadził się? Na jakim jesteście etapie?

 

Proszę opowiedz, dlaczego mąż częściowo miał rację tzn. dlaczego zamknęłaś się na świat i ludzi? Jaki był tego powód?

 

pozdrawiam,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

NowośćTylko w aplikacji mobilnejTwoja sytuacja jest trochę inna?Opisz swoją sytuację na czacie w aplikacji TwójPsycholog, a specjalista odpowie do 24 godzin. Bez kamery i bez terminu, pakiety od 49 zł.Sprawdź, jak to działa

Zobacz podobne

Dlaczego budzę się bez sensu życia, ciągle zmęczony i smutny? Nie wiem, czy mam depresję
Dlaczego budzę się bez sensu życia, ciągle zmęczony i smutny? Nie wiem, czy mam depresję, czy po prostu zaburzenia psychiczne. Dzień w dzień to samo i coraz bardziej zmęczony. Mam dość.
1 odpowiedź
Silne kłopoty neurologiczne - zawroty głowy, nieostry wzrok pojawiły się nagle, a lekarze wykluczyli zaburzenia fizyczne. Proszę o pomoc!
Witam, Około 3 miesięcy temu w dzień jak każdy inny zacząłem się dziwnie czuć. Mianowicie towarzyszyło mi uczucie zawrotów głowy, trudności w skupieniu, otumanienia, ucisku w głowie, wrażenie gorszej równowagi, pogorszonego widzenia . Od tamtej pory objawy występowały przez około 2 tygodnie aż końcu udałem się do specjalisty neurologa który nie wykrył żadnych problemów jednakże wskazał wykonanie tomografu jeśli objawy nie ustaną. Po około dwóch tygodniach nieustannych objawów udałem się na tomograf. Po upłynięciu 2 tygodni otrzymałem wynik z którego można było wywnioskować, że wszystko jest w normie z wyjątkiem jednej rzeczy. Odcinkowe zgrubienie śluzówki sitowia, co w mojej opinii nie ma wpływu na występujące objawy (Jak się później okazało lekarz też nie widział powiązania) tylko ma związek z dawnym zbyt długim stosowaniem kropli do nosa z xylometazolinem bez których nie mogłem funkcjonować lecz problem już minął. Objawy wciąż nie ustawały więc poszedłem do lekarza rodzinnego który zlecił wykonanie złożonych badan krwi (tarczyca, cukier oraz inne ogólne badania krwi) oraz polecił udanie się jeszcze raz do neurologa jak i okulisty. Badania krwi nic nie wykazały, wszystko w normie. Po kolejnych kilku tygodniach znów udałem się do neurologa który również nic mi nie powiedział oprócz zlecenia kolejnych badań takich jak rezonans z kontrastem oraz wizyta u kardiologa. Wizyta u okulisty również zakończyła się oznajmieniem, że wszystko jest w dobrze i lekarz nie widzi nic niepokojącego. Rezonans mam dopiero za 3 miesiące jak i kardiologa a objawy nie dają mi spokoju w codziennych czynnościach i bardzo utrudniają mi życie. Z moich obserwacji zauważyłem, że objawy są mniej zauważalne gdy jestem skupiony np: jazda samochodem czy też praca. Proszę o pomoc ponieważ zaczynam już wątpić, że ktokolwiek pomoże mi z moim problemem. Mam 20 lat i prowadzę zdrowy tryb życia. Nie pale oraz nie pije .
1 odpowiedź
Odczuwam swego rodzaju pustkę, wypalenie, nic mi się nie chce
Odczuwam swego rodzaju pustkę, wypalenie, nic mi się nie chce, rozmawiając z ludźmi w moim wieku bądź podobnym czuję się gorsza, mają pracę w moim oku bardzo prestiżowe, a ja mam problem z jej znalezieniem, podobnie nie jestem w związku, żaden chłopak nigdy nie wykonał do mnie pierwszego kroku w przeciwieństwie do mnie, która zawsze wychodzę z inicjatywą, nie wiem, czy jest sens kończyć magistra.
3 odpowiedzi
Jak radzić sobie z żałobą po stracie ojca i wspierać cierpiącą mamę?
Mój tata był w szpitalu ok. 3 miesiące. Lekarze uratowali mu życie i wszystko wydawało się iść w coraz lepszą stronę, ale niestety mimo walki… nie udało się. Odszedł 3 tygodnie temu. To coś czego się najbardziej obawiałam. Czasami jakoś to znoszę, a czasami nagle zaczyna się płacz, myśli. Rozmyślam: co by było gdyby, dlaczego tak a nie inaczej, czy lekarze mogli zrobić coś lepiej, jak bardzo tata cierpiał, co myślał. Prawie codziennie jeździłam do szpitala, można łatwo zliczyć ile razy mnie tam nie było. Po czasie było to też męczące, ale tata był dla mnie najważniejszy – kochałam go całym sercem, tak jak on mnie. Był moim oczkiem w głowie i trudno sobie wyobrazić życie bez niego. Nie dość, że sama cierpię, to widzę też, jak bardzo cierpi moja mama. Tata był wspaniałym człowiekiem, ludzie go uwielbiali i uważam, że jego strata jest ogromną niesprawiedliwością. Jak radzić sobie z takimi emocjami, jak znaleźć odpowiedniego specjalistę?
7 odpowiedzi
Findom - uzależnienie rujnujące mi życie
Jestem osobą uzależnioną. Zdaje sobie z tego sprawę jednak nałóg jest bardzo silny a ja bardzo słaby. Bywa tak że potrafię się tydzień powstrzymać (jeśli mam dużo pracy albo po prostu nie mogę z przyczyn technicznych zaspokoić żądzy to tego nie robię i czuję się lepiej). Teraz znów uległem pokusie. Mój nałóg jest inny niż ,,klasyczne" więc nie mogę znaleźć żadnych osub które by mnie jakoś rozumiały. Jestem osobą bardzo samotną. Nie mam partnerki ani znajomych -mówimy tu o takim skrajnym przypadku. Jak ostatnio liczyłem to nie licząc mamy i osób takich jak Pani ekspedientka/kasierka to nie rozmawiałem z nikim od 6 miesięcy. Mój nałóg polega zarówno na kompulsywnej masturbacji jak i na przelewaniu dużych sum pieniędzy na różnych portalach erotycznych kobietom żeby zemną rozmawiały kiedy się masturbuje. Bardzo się tego wstydzę i serio nic nie pomaga. Chowałem sobie telefon blokowałem tę aplikacje i strony ale po tygodniu nie odzywania się do nikogo tak bardzo chciałem z kimś porozmawiać tak bardzo łaknołem kontaktu drogiej osoby ze zaczynałem pisać do tych kobiet dawać im pieniądze i się masturbować. Jestem przez to dość sfrustrowany. Próbowałem jakoś nawiązywać relacje z innymi ludźmi założyłem tindera czy starałem się wychodzić do klubów i barów żeby kogoś poznać. Skończyło się to siedzeniem samotnie i piciem alkoholu (bardzo nie lubię alkoholu). Nie wiem co mam dalej robić, w pewnym momencie mojego życia żeby uzyskać jakaś atencję i namiastkę ludzkiego ciepła zacząłem chodzić do klubów gejowskich. Raczej nie jestem osobą homoseksualna ale tylko tam ktoś ze mną rozmawiał i inicjował kontakt. Przestałem jednak bo musiałem sporo dojeżdżać do tego miejsca i sporo mnie to kosztowało a nie czułem się jakoś mocno lepiej. Dziś znów wydałem na dziewczynę z internetu około 300 zł teraz leżę smutny. Nie wiem już co mam robić. Jeśli miałbym być szczery co chciałbym to mazylbym o kimś kto mnie polubi. Wydaje mi się że to jest powód mojego uzależnienia. Wydaje mi się że powinienem jeszcze podać swój wiek i jakieś informacje o sobie więc: Mam 27lat , mieszkam w mniejszej miejscowości (nie urodziłem się tu przeprowadziłem się za pracą ) mieszkam sam. W przeszłości miałem znajomych ale tylko w kontekście szkolnym / studenckim jeśli chodzi o relacje romantyczne byłem w 2 związkach jednym w liceum i drogim podczas studiów. Potem już z nikim. Bardzo proszę o zachowanie anonimowości A i w tym uzależnieniu jestem od około 4-5 lat z większymi mniejszymi przerwami. Zaczęło się po zakończeniu związku i trwa do teras. Jeśli Pan/Pani potrzebuje i formacji jak można było by fachowo określić moje uzależnienie to jestem uzależniony od FINDOMU. Szukał bym jakiejś porady albo chociaż wskazówki co mam dalej robić. Dlaczego dopiero teraz szukam pomocy -bardzo bałem się i nadal się boję że to stanie się publiczne. Boję się że jakoś to upublicznię cię i moja mama sie dowie i będzie jej przykro. Kolejnym powodem jest to że bardzo się boję że zgłosicie to na policję i zamkną mnie do szpitala psychiatrycznego. Wtedy miałbym to już w papierach i nie mógłbym dalej wykonywać swojego zawodu. Zdecydowałem się teraz tak naprawdę po rozmowie z chatemGPT powiedział że musicie informować policję tylko wtedy jak ktoś chce popełnić samobójstwo a ja nie chcę więc wydaje mi się że nic mi nie grozi. Jednak jeśli i tak będziecie musieli zgłosić to gdzieś wyżej to oświadczam że wszystkiego się wypre a email jest na słupa więc mnie nie znajdziecie. Bardzo proszę o anonimowość Będę czekał na jakąś wiadomość. Dziękuję i pozdrawiam
2 odpowiedzi
Nauczycielka uwzięła się na mnie, stres na lekcjach polskiego i wstyd przed klasą
To nie jest o pracy ale o szkole xD muszę trochę ponarzekać. Mam w szkole taka panią od polskiego PRZYSIĘGAM że uwzieła się na mnie..😭 bardzo często mnie pyta i jak mamy tekst do przeczytania a potem musimy opowiadać to ja najwcześniej jestem wybierana a mam trudności z odpowiadaniem nawet na proste pytania A TA PANI O TYM BARDZI DOBRZE WIE , ona ma jakieś delulu i żyje w swojej bańce, naprawdę staram się mieć do każdego szacunek ale nie mogę do niej.. bardzo mnie zniechęciła do chodzenia na jej lekcję i trochę się tej lekcji boję bo jest taki jeden chłopak który mi się podoba i czuje się bardzo głupio nie umiejąc odpowiedzieć a on to jest taki troche nerd .Jakbyście ją spotkali to za głowę byście się złapali. Dziękuję za przeczytanie
9 odpowiedzi

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

Ilustracja: kobieta wychodzi ze splątanej liny w stronę otwartej furtki, ptak wylatuje z klatki

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.