Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak skutecznie zachęcić męża do podjęcia terapii?

Jak zachęcić męża do rozpoczęcia terapii?
Iga Rakowska

Iga Rakowska

Dzień dobry. W pierwszej kolejności warto poprosić męża o spokojną rozmowę - bez zarzutów czy silnych emocji - ponieważ wzajemne pretensje mogą skomplikować przebieg dyskusji. Proszę spróbować zakomunikować powody, dla których widzi Pani szanse i nadzieję na zmiany w kontekście ewentualnej terapii. Warto również dopytać męża, jak on wyobraża sobie cały proces - być może dojdą Państwo do wspólnych wniosków, które zachęcą partnera do podjęcia współpracy ze specjalistą. Pozdrawiam, Iga Rakowska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Do psychoterapii można próbować zachęcać, ale jeśli ktoś nie podejmie decyzji o niej samodzielnie, to może zdecydować się na nią z poczuciem przymusu, a wtedy nie skorzystać z niej w pełni. Polecam się przyjrzeć Pani motywacji - dlaczego chce Pani do terapii zachęcić męża. Można to przemyśleć samej/z przyjaciółką albo psychologiem.

Usunięty Specjalista_tka

Adrianna Stawarz

Adrianna Stawarz

Dzień dobry. Nie da się nikogo zmusić do terapii. Nie ma ona wtedy sensu, jeśli człowiek chodzi na nią z przymusu. Warto porozmawiać z mężem o tym, dlaczego jest to ważne dla Pani, żeby poszedł do specjalisty. Jak się Pani czuje z tym, jak jest aktualnie w waszym związku. Natomiast on zawsze ma prawo odmówić. Jeżeli potrzebuje Pani zmian w waszej relacji, to może warto, jeśli Pani do tej pory z tego nie korzystała, aby Pani poszła do psychoterapeuty. Uczymy się przez modelowanie, więc jeśli mąż zobaczy, że terapia ma sens, bo dzięki niej Pani dokonuje jakiś zmian w swoim życiu, być może zachęci to go do podjęcia tego samego kroku. Z poważaniem. Adrianna Stawarz

Aneta Ceglińska

Aneta Ceglińska

Dzień dobry,  warto się zastanowić nad tym, dlaczego chciałaby Pani, żeby mąż poszedł na terapię. Myślę, że warto porozmawiać z mężem o tym jakie są Pani potrzeby i emocje, a także o tym dlaczego widzi Pani powód do terapii i co terapia mogłaby zmienić. Warto też pamiętać o tym, że jedyną osobą, którą może Pani zmienić jest Pani. Jeśli Pani przyjrzy się sobie i być może coś zmieni w swoim zachowaniu, pojawi się szansa na to, że mąż zauważy w Pani zmianę i dzięki temu sam też będzie się zmieniać. Można też wypracować lepsze sposoby komunikacji i rozumienia partnera. Być może jeśli sama pani pójdzie na terapię, mąż zobaczy, że Pani to służy i sam też podejmie taką decyzję. Warto byłoby spojrzeć na tą sytuację z szerszego kontekstu. Jeśli chciałaby Pani przyjrzeć się sobie na terapii, zapraszam. Z pozdrowieniami Aneta Ceglińska

Anna Martyniuk-Białecka

Anna Martyniuk-Białecka

Warto zacząć od siebie i skontaktowania się z tym, dlaczego Pani zależy na tym, aby mąż brał udział w terapii. Cenne jest też poszukanie tego, co macie wspólne. Może być to punktem wyjścia, aby szczerze porozmawiać o swoich potrzebach oraz wysłuchać tego, co mąż ma do powiedzenia w tym kontekście i czego sam by potrzebował. Warto też oswoić w sobie to, że druga osoba zawsze może i ma prawo powiedzieć nie i wówczas co dokładnie to dla Pani będzie znaczyć. 

Życzę owocnych poszukiwań,
Psycholog Ania Białecka

Daria Kamińska

Daria Kamińska

Dzień dobry,

czytam, że ważne jest dla Pani zachęcenia męża do terapii, którą postrzega Pani jako pomocną. Tak jak inne osoby już napisały, nie da się kogoś zmusić do terapii i nie zawsze ta forma pracy może komuś odpowiadać - to jest w porządku. Może Pani jednak przyjrzeć się i porozmawiać z mężem (z ciekawością, otwartością, bez oceny), co sprawia, że mąż nie jest zainteresowany terapią. Może za tym stać kilka czynników, m.in. brak świadomości problemów, brak świadomości korzyści płynących z terapii, lęk przed odsłonięciem swoich wad i słabości, obawa przed osądzeniem i krytyką terapeuty, przekonanie, że terapia jest ostatecznością i / albo jest dla osób chorych, niska motywacja do zmiany i brak zaangażowania w związek, niechęć do poruszania trudnych tematów, niechęć do udziału ze względu na koszty, negatywne doświadczenia związane z terapią (swoją lub innych) w przeszłości.

Z tego powodu pierwsze wydaje się być zrozumienie, dlaczego partner może opierać się terapii. Warto dać mu przestrzeń i czas na wyrażenie swoich obaw, wątpliwości. Poniżej zaś kilka wskazówek, które mogą być dodatkowo pomocne, jednak proszę pamiętać, że decyzja dotycząca terapii należy do męża i jeśli jej nie będzie chciał mimo wszystko, to jest to też w porządku.

  • - Szukanie zrozumienia: Kiedy partner wyraża swój opór, proszę słuchać uważnie i z empatią. Proszę spróbować zrozumieć, dlaczego ma te obawy. Zamiast krytykować lub osądzać, dobrze jest wykazać zainteresowanie i sympatię.
  • - Komunikowanie potrzeb: Proszę pokazać partnerowi, że terapia może być pomocna dla Was jako pary. Niech Pani spróbuje wyrazić swoje potrzeby i zainteresowanie rozwojem Waszego związku. 
  • - Propozycja innej formy pracy: Jeśli partner nie jest przekonany do tradycyjnej, stacjonarnej terapii indywidualnej, może Pani zaproponować inne formy terapii, takie jak terapia online, terapia par, grupowa, ale też inne formy pracy w ogóle, np. warsztaty rozwojowe, coaching. Znalezienie alternatywnych opcji może pomóc partnerowi poczuć się bardziej komfortowo i bezpiecznie.
  • - Dawanie przykładu: Może Pani pokazać mężowi, jakie pozytywne efekty może przynieść terapia, inspirując swoimi działaniami. Zobaczenie, że terapia ma korzystny wpływ na Panią, może skłonić partnera do zmiany zdania.

Proszę pamiętać, że mąż ma swoje powody do oporu wobec terapii. Ważna jest cierpliwość i empatia w tej sytuacji.

Pozdrawiam serdecznie,

Daria Kamińska

Martyna Tomczak-Wypijewska

Martyna Tomczak-Wypijewska

Dzień Dobry

Zachęcenie kogoś do podjęcia terapii to trudna sprawa. Można próbować dowiedzieć się, dlaczego na tę terapię nie chce iść? Czy nie widzi problemu (wtedy można próbować zwracać uwagę na obszary problemowe podczas spokojnych rozmów, z troską np. “Mam wrażenie, że jesteś dziś smutny, podobne wrażenie miałam też wczoraj, przedwczoraj. Czy wszystko u Ciebie w porządku?/ Jak się czujesz?” .

Może obawia się, że nie uda mu się nic powiedzieć podczas terapii, albo boi się, bo nie wie jak wygląda proces psychoterapeutyczny? Przyczyn może być wiele, po poznaniu przyczyny można próbować rozmawiać. Ale proszę pamiętać, że to ostatecznie decyzja męża i ma Pani na nią ograniczony wpływ.

Może warto też pomyśleć o sobie w tej sytuacji, wyobrażam sobie, że Pani również nie jest łatwo, że trudności męża mogą generować różne emocje- może warto poszukać wsparcia też dla siebie?

Pozdrawiam

Martyna Tomczak- Wypijewska, psycholog psychoterapeutapoznawczo- behawioralny

Weronika Rutkowska

Weronika Rutkowska

Rozmowa jest kluczowa. Wyraź swoje uczucia i obawy w delikatny sposób, podkreślając, że zależy Ci na jego dobrostanie. Możesz podać konkretnie, jakie zmiany zauważyłaś i dlaczego uważasz, że terapia może być pomocna. Staraj się unikać osądzania i skupić na wsparciu. Otwarta i szanująca rozmowa może pomóc w zrozumieniu, dlaczego terapia może być korzystna i zachęcić go do podjęcia kroków w tym kierunku.

Agnieszka Wojda

Agnieszka Wojda

Do terapii nikogo nie zmusimy i nie będzie ona w pełni owocna, jeżeli decyzja o niej nie będzie podjęta przez nas samych. Warto podjąć temat z mężem i zastanowić się dlaczego chcemy zmiany u niego, samej siebie i z jakiego powodu będzie to dla niego, Was korzystne. Przed rozmową z psychologiem często osoby mają w sobie obawy, opór co jest normalne, aczkolwiek to rozmowa, która leczy i może korzystnie wpłynąć na nasze samopoczucie.

Pozdrawiam

Agnieszka Wojda

Beata Matys Wasilewska

Beata Matys Wasilewska

Dzień dobry

Zanim pani podejmie probe rozmowy z mężem , w pierwszej kolejności warto rozważyć czemu zależy pani by mąż uczestniczył w terapii, jakiej zmiany pani oczekuje lub czego pani brakuje w relacji z mężem. Wraz z uświadomieniem sobie tych powodów  warto przeprowadzić z mężem spokojną i szczerą  rozmowę na ten temat.  

Podjęcie pracy psychoterapeutycznej wymaga samoświadomości i potrzeby zmiany ale także odwagi zmierzenia się z własnymi problemami.  Mąż może mieć inne spojrzenie i nie widzieć potrzeby zmiany stąd tak ważne jest nie narzucanie jemu własnej perspektywy i uszanowanie jego zdania.  

Jeśli postawa i zachowanie męża wpływa negatywnie na waszą relację to warto rozważyć terapię par. Może pomóc Wam lepiej komunikować się, słuchać i słyszeć się w związku a także zaspokajać wzajemne potrzeby.

Z poważaniem 

Beata Matys Wasilewska

Katarzyna Aleksandrzak-Kamińska

Katarzyna Aleksandrzak-Kamińska

Zachęcenie męża do rozpoczęcia terapii może być wyzwaniem, zwłaszcza jeśli ma on opory przed przyznaniem, że potrzebuje pomocy lub jeśli terapia budzi w nim lęk i niepewność. W takiej sytuacji ważne jest, aby podejść do tematu z empatią, spokojem i otwartością, unikając oskarżeń czy nacisków, które mogłyby wywołać opór lub defensywność. Warto zacząć od szczerej rozmowy, w której wyjaśni Pani, dlaczego terapia wydaje się być dobrym rozwiązaniem. Można podkreślić, że to nie oznacza, że coś jest „nie tak” z nim jako osobą, ale że każdy z nas czasem potrzebuje wsparcia w radzeniu sobie z trudnymi emocjami, stresami czy konfliktami, a terapeuta jest kimś, kto potrafi w tym profesjonalnie pomóc. Proszę spróbować wyrazić swoje uczucia w sposób spokojny i bezpośredni, mówiąc, że zależy Pani na nim i że dostrzega Pani, jak wiele wyzwań go dotyka, a wspólna praca nad nimi może przynieść ulgę zarówno jemu, jak i całej Waszej relacji. Może warto też podkreślić pozytywne efekty terapii – że może ona pomóc w lepszym radzeniu sobie ze stresem, poprawić komunikację i przynieść większe zrozumienie dla jego uczuć oraz zachowań. Dobrze jest unikać stawiania terapii jako ultimatum, lecz raczej przedstawić ją jako okazję do zainwestowania w Wasz związek i jego przyszłość. Jeśli mąż obawia się, że terapia to miejsce, gdzie będzie oceniany lub krytykowany, warto podkreślić, że terapeuta nie jest tam po to, aby oceniać, lecz aby wspierać i pomagać w odkrywaniu sposobów na lepsze życie. Można również zasugerować wspólną sesję, jeśli czuje się Pani na to gotowa, jako sposób na przełamanie początkowych barier – czasem łatwiej jest podjąć taki krok razem, mając wsparcie bliskiej osoby. Jeśli Pani mąż zgodzi się na terapię, kluczowe jest, aby szanować jego tempo i decyzje, pozwalając mu samemu doświadczyć, jak proces terapii może wpłynąć na jego życie.

Dagmara Łuczak

Dagmara Łuczak

Dzień dobry. 
Zachęcanie męża do terapii najlepiej zacząć od rozmowy o Pani odczuciach, a nie od oceniania jego zachowania, ponieważ mówienie o własnym zmęczeniu, lęku czy potrzebie zmiany jest zwykle łatwiejsze do przyjęcia niż sugestia, że ktoś robi coś źle. Ważne jest, aby nie stawiać terapii jako ultimatum ani kary, lecz jako formę wsparcia i szansę na poprawę jakości życia lub relacji. Pomocne bywa podkreślenie, że terapia nie oznacza słabości ani porażki, lecz odpowiedzialność i troskę o siebie oraz bliskich. Warto też dać mężowi przestrzeń na własne tempo i wątpliwości, ponieważ opór często wynika z lęku przed oceną lub konfrontacją z trudnymi emocjami. Czasem skuteczniejsze jest zaproponowanie wspólnej konsultacji lub terapii par jako pierwszego kroku, zamiast od razu naciskać na terapię indywidualną. Jeśli mimo prób mąż nie jest gotowy, ważne jest, aby Pani zadbała o siebie i własne granice, ponieważ nie da się nikogo zmusić do zmiany, jeśli sam jej nie chce.

Pozdrawiam,

Dagmara Łuczak psycholog

Karolina Kolwas

Karolina Kolwas

Dzień dobry,

Rozumiem, że chodzi o sytuację, że widzi Pani, że psychoterapia mogłaby pomóc Pani mężowi w trudnościach. Sytuacja wygląda w ten sposób, że osoba, która idzie na psychoterapię powinna mieć wewnętrzną motywację do takiej pracy. Może Pani opowiedzieć mężowi, dlaczego uważa Pani, że byłoby to dla niego pomocne, ale decyzja o rozpoczęciu leczenia należy w pełni do niego. Czasami potrzeba czasu, aby poczuć gotowość do rozpoczęcia procesu.

 

Pozdrawiam,

Karolina Kolwas

 

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

Skuteczne zachęcenie męża do terapii wymaga porzucenia roli krytyka na rzecz partnera, ponieważ naciski i stawianie diagnoz wywołają u niego jedynie opór i poczucie ataku. Zamiast mówić, co z nim jest nie tak, warto posłużyć się komunikatem „JA”, pokazując problem z perspektywy własnych emocji i troski o relację, na przykład: „Kochanie, martwię się o Ciebie, bo widzę, jak dużo Cię to kosztuje” albo „Czuję, że sami kręcimy się w kółko i potrzebuję wsparcia z zewnątrz, żeby ratować to, co dla nas ważne”.

Dobrym krokiem jest także odczarowanie mitu terapii jako osobistej porażki czy dowodu na „bycie nienormalnym”. Można zaproponować mu wspólne pójście na konsultację do terapeuty par (co zdejmuje z niego całą odpowiedzialność) albo zaproponować niezobowiązujące, jedno spotkanie próbne u terapeuty indywidualnego, dając mu pełne prawo wyboru specjalisty i ostatecznej decyzji. Jeśli mąż nadal stawia opór, kluczowe jest konsekwentne dbanie o własne granice i podjęcie terapii przez Panią – czasem widoczna, pozytywna zmiana u partnera staje się dla drugiej strony najsilniejszym i najbardziej naturalnym impulsem do podjęcia własnego leczenia.

Pozdrawiam

Bożena Nagórska

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Zmuszanie kogoś do terapii to jest duży błąd. A jeżeli chodzi o zachęcenie to może być to problemem dla męża, który jak się domyślam ignoruje to, co Pani mówi. Jednak zawsze rozmowa partnerska na tym samym poziomie, bez uszczypliwych uwag ma szansę na to, aby poczuł takową potrzebę. Zawsze można umówić na wizytę wstępną, aby pacjent przekonał się nawet czy z danym terapeutą będzie mu po drodze. 

Magdalena Mazur-Laskowska

Magdalena Mazur-Laskowska

Warto zacząć od siebie — od tego, co czujesz, czego potrzebujesz i co dzieje się z Tobą w relacji. Zamiast mówić: „Ty potrzebujesz terapii”, można powiedzieć: „Widzę, że jest Ci trudno. Martwię się o Ciebie i czuję bezradność, kiedy patrzę, jak się z tym zmagasz. Zależy mi na Tobie i chciałabym, żebyś miał miejsce, w którym możesz być z tym, co przeżywasz”.

Bez oceniania, diagnozowania i naciskania. Z ciekawością i szacunkiem dla jego własnego tempa i decyzji. Możemy zaprosić, ale nie możemy przeżyć tej drogi za drugą osobę. Ważne jest też, żeby zauważyć siebie: co się ze mną dzieje, kiedy on nie chce szukać pomocy, czego ja w tej sytuacji potrzebuję i na co mam wpływ.


terapia czy psycholog

Czy to moment na terapię lub wizytę u psychologa?

Zobacz podobne

Trudności w związku po odwołaniu ślubu i wpływ terapii na relacje
Witam, w grudniu mój narzeczony poinformował mnie, że coś się między Nami wypaliło i dał mi do zrozumienia że musimy odwołać ślub. Próbowałam dotrzeć do niego żebyśmy spróbowali to naprawić, poszli do psychologa czy na terapie ale nie chciał. Ślub i wesele zostało z moim ogromnym bólem odwołane w styczniu. W lutym On miał wypadek na szczęście nie groźny, ale odwiedzałam go i rozmawialiśmy w miarę spokojnie. Później zaczęło się jego częstsze pisanie wiadomości, to on głównie zaczynał. Potrafiliśmy rozmawiać tak o ogółach ciągiem całe dnie. Opowiadał o swoich studiach jak mu idzie, pisał o ocenach, ale także o tym, że chodzi do psychologa, musi polubić siebie itd. Wysyłał zdjęcia z treningów, ze szkoleń. Rozmawialiśmy o wspólnych znajomych którzy mają kryzys w związku ale walczą i wtedy zapytałam co dalej z Nami, a on odpowiedział "dajmy czas, każde z nas musi popracować". Wcześniej zapytałam też kiedyś przy okazji jakiegoś naszego spotkania co dalej z Nami/nie Nami, to powiedział "teraz nie odpowiem Ci na to pytanie". Nigdy nawet w dniu rozstania nie powiedział, że mnie nie kocha i tym podobne. Raz nawet jak byłam po jakieś swoje rzeczy, to zaprosił mnie do swojego nowego mieszkania, które nazwał "azylem" i do którego nie wpuszcza wiele osób. Bardzo mnie to ucieszyło ale i zmieszało, bo co on o tym wszystkim myśli. W kwietniu była cisza, zadzwoniłam do niego dopiero w dniu imienin. Zadzwoniłam, złożyłam życzenia, i poprosiłam że chciałabym się spotkać i spokojnie porozmawiać (nie mówiłam że o nas). I tutaj zaczyna się w sumie najważniejsza i teraźniejsza część historii! Spotkaliśmy się w majówkę, ja miałam przygotowane na kartce ważne pytania żeby ze stresu nie zapomnieć, ale od progu kiedy do niego przyjechałam była jakaś taka swobodna i nie napięta atmosfera, oboje tak działaliśmy. Zjedliśmy ciasto, później pojechaliśmy do sklepu po wino i to wiązało się z tym, że raczej samochodem już do domu nie wrócę. Wcześniej jeździliśmy samochodem, uśmiechaliśmy się, pokazywał mi miejsce gdzie biega itd. coś w aucie powiedział do siebie w stylu, że nie wie czemu tak mnie słucha, ale to nie w złym tonie. Później zamówiliśmy sushi, rozmawialiśmy i mówiłam mu, ze chce spróbować jeszcze raz, od nowa, ale że nie chce walczyć sama, że przynajmniej chce spróbować. On mówił coś najpierw że wie, że mnie skrzywdził, że teraz nie jest gotowy, że nie chce dawać mi nadziei (ale ani nie powiedział że mnie nie kocha, ani że to między Nami już nie ma sensu, ani że on już nie chce). Ja mówiłam, że nie możemy wracać do tego co było, bo wtedy na pewno się nie uda, a ja nie chce wracać i wypominać, że bardzo mi na nim zależy. Później coś w rozmowie wyszło z jego strony, że może moglibyśmy się pospotykać z miesiąc/dwa i zobaczymy co dalej, ale żebyśmy nikomu na razie nie mówili. Przystałam na to, ale później wyszło jakoś tak, że trafiliśmy razem do łóżka, było naprawdę dobrze, może bez jakiś deklaracji, ale całował, starał się, było nam przynajmniej tak to odbieram obojgu dobrze. Rano musiałam wracać już do domu i czułam że jest jakiś dziwny, ale pożegnał się przytulasem i pojechałam. Później wieczorem zadzwoniłam do niego bo nic się nie odzywał, powiedział, że to nasze spotkanie dużo mu namieszało w głowie i że musi to omówić z psychologiem. We wtorek dostałam wiadomość o treści: „Hej. Byłem u Pani psycholog, nie jest dobrze. Fatalnie się z tym czuje co się wydarzyło. Mam wyrzuty sumienia… czuję, że Cię wykorzystałem, uległem temu co złe. Muszę to przepracować, poukładać. Nie jestem w stanie teraz nic na nowo budować, to co się wydarzyło negatywnie wpływa na moją terapie i wiem, że to ja do tego doprowadziłem. Pani psycholog też troszkę się zawiodła pomimo że mnie wspiera. Emocjonalnie i psychicznie nie potrafię zbudować relacji… przepraszam za to co się stało.”. Czy Pani psycholog może mówić pacjentowi że się na nim zawiodła?!? Załamałam się totalnie, że jak on tak mógł i co to teraz znaczy! Później po kilku dniach wyjechał na akcje gaszenia lasów i wtedy napisał mi że jedzie, następnego dnia po godz. 23 wysłał kilka zdjęć, wysłał swoje zdjęcie z zawieszką którą mu dałam i napisał dziękuję , napisał że jest zmęczony noo ale działają i nawet napisał „dobranoc :*”. Kolejnego wieczora też wysłał zdjęcia, zamieniliśmy kilka zdań, napisał mi że już wracają z akcji, a później o 5 nad ranem napisał, że już jest w domu, a nawet o to go nie prosiłam. Ja odpisałam spokojnie że się ciesze i znowu od niego cisza… Teraz ucieka w naukę, a ja już nie wiem co teraz z Nami?! Czy jest jakiś sposób, żeby od nowa zacząć być razem? Jak ja mam do niego podejść i co mam jeszcze zrobić. Dlaczego raz się przybliża i wprowadza do swojego życia (nawet w sytuacji zmęczenia, adrenaliny to pisze, a w zwyczajny dzień cisza). Ja chce to uratować, ale nie rozumiem tym bardziej po tym jego psychologu jego podejścia. Teraz ucieka w nauke, zaraz sesja i znowu będzie odkładać temat. A ja nie wiem czy z jego strony jest jeszcze jakakolwiek szansa dla nas? ☹
Straciłam przednie zęby, odsuwam się od ludzi - co robić?
Witam, mam bardzo nurtujące pytanie. W wyniku wypadku straciłam przednie zęby. Boje się dentysty, a co za tym idzie - odsuwam się od ludzi, bo lepiej mi w domu, gdzie nikt mnie nie ocenia... Co mam zrobić?
Jak poradzić sobie z złością na byłego partnerki w obecnym związku?
Tworzymy z Partnerką, od niemal roku, związek. Jesteśmy oboje po różnych przejściach i widzimy w sobie nawzajem przyszłość. Planujemy zaręczyny. W mojej ocenie jesteśmy w dojrzałym związku, świadomi swoich uczuć. Partnerka była przez około 10 lat w związku z księdzem. Poznali się kiedy Kasia miała 22 lata i była w nieudanym związku w którym jej potrzeby emocjonalne nie były zaspokajane. Piotrek (ksiądz) jest od niej o 8 lat starszy. Kochali się, spędzali razem czas. Kasia planowała z nim wyjazd i założenie rodziny. Bardzo chciała mieć dzieci. On obiecywał jej odejście ze stanu duchownego i wspólne życie. I tak przez 10 lat. Koniec końców rozeszli się bo okazało się, że to były tylko puste obietnice. W tym czasie ten człowiek zaspokajał różne swojego potrzeby - od seksu, po unikanie samotności itepe. . W moim odczuciu - perfidnie ją wykorzystywał żeby zaspokajać różne swoje potrzeby i nie zostać samemu. Przez 10 lat Kasia nie miała normalnego życia. Musiała ukrywać związek, nie uczestniczyła w pełni w życiu towarzyskim wraz ze znajomymi, na wesela koleżanek chodziła sama, nie mogła publicznie spędzać czasu z osobą którą kochała, nie miała normalnego życia, normalnego związku. Podejrzewam, też że żyła w niewyobrażalnym stresie wyklęcia przez rodzinę i wspólnotę. Wiadomo, że to zawsze kobieta jest winna bo to ona uwiodła księdza. Dodatkowo Piotrek jest znajomym rodziny. Po zakończeniu związku zaczęła wchodzi w płytkie relacje oparte wyłącznie o seks, nie żałowała sobie przygodnych znajomości, które z relacjami nie miały nic wspólnego. Rozstali się mniej więcej 10 lat lat temu. Ten człowiek w dalszym ciągu jest obecny w jej życiu. Pomaga jej od czasu do czasu w różnych "męskich" sprawach. Odkąd się pojawiłem ta obecność jest na pewno mniejsza ale w dalszym ciągu jest. Mają mniej lub bardziej systematyczny kontakt. Kasia twierdzi, że temat jest wyczyszczony - ona zdaje sobie sprawę z krzywdy jaką wyrządził jej Piotrek, on podobno też, ona mu wybaczyła, przeżyła stratę tych lat i być może szansy na potomstwo(jesteśmy oboje w okolicach 40stki), przepłakała morze łez i chce iść przez życie dalej nie rozpamiętując tych straconych lat. Zaznaczę, że z tego co mówiła, nigdy nie poczuła do tego człowieka złości. Odkąd się dowiedziałem o całej sytuacji, nie mogę sobie poradzić ze złością na tego człowieka i z faktem, że Kasia nie potrafi wyrzucić go ze swojego życia (jest jej trochę wygodnie jak Piotrek pomaga w różnych rzeczach). Ten człowiek powinien nie dopuścić w ogóle do takiej sytuacji. Powinien pójśc po pomoc kiedy to się w ogóle zaczęło ale zamiast tego przez 10 lat mamił ją obietnicami wspólnego życia perfidnie ją wykorzystując i zabierając kolejne lata życia. Rok po roku. Miesiąc po miesiącu. Tydzień po tygodniu. Wiem, że już go nie kocha, ma wyłącznie sentyment. On jest jej jedynym męskim, bliskim znajomym. Nie potrafię sobie tylko poradzić ze świadomością tej ogromnej krzywdy i z faktem, że Kasia w dalszym ciągu utrzymuje z nim kontakt. Rozumiem, że ciężko jej będzie wyrzucić go z życia zupełnie bo mogą zacząć się pojawiać pytania ze strony rodziny na które ciężko będzie odpowiedzieć. Ona nigdy z nikim o tym nie rozmawiała. Nie miała z kim porozmawiać o związku z nim kiedy w nim była, kiedy przeżywała żałobę – przeżywała ją w absolutnej samotności. Miała kiedyś podejście do terapii – poszła na jedno spotkanie, twierdzi, że z ciekawości ale niestety nie zaiskrzyło między nią a terapeutką. Nie wiem czy to z ciekawości czy podświadomość podpowiadała jej że to może jej pomóc. Nie wiem jak mam sobie poradzić z poczuciem tej krzywdy i ze złością na tego człowieka. Mam jej w sobie niewyobrażalne ilośći. To nie jest moja krzywda ale czuję jakby Piotrek wyrządził ją również mi. Nie wiem czy Kasia faktycznie przerobiła w sobie ten związek i te stracone lata. Nie wiem czy da się to zrobić w samotności. Nie rozumiem faktu że ten człowiek jest nadal obecny w jej życiu. Chciałbym być pewien, że z tego wyszła i temat jest faktycznie jest zamknięty ale obecność Piotrka, w moim odczuciu, temu przeczy. Myślałem już o terapii par i sygnalizowałem to Kasi. Jest z jej strony zgoda. Zastanawiam się tylko od czego mielibyśmy zacząć pierwsze konsultacje. Być może to tylko ja mam problem – ze złością i poczuciem krzywdy. Będę zobowiązany za jakieś wskazówki.
Zaburzenia lękowe i derealizacja. Czy udać się do psychiatry?
Dzień dobry, mam zaburzenia lękowe, uczęszczam na terapię i widzę poprawę, lecz jedna kwestia u mnie nie zmienia się od wielu miesięcy. Jest to może nie odczuwanie, a myślenie o derealizacji, potrafię leżeć i pomyśleć „a co jeśli to sen, co jeśli zemdlałam i to sobie wyobrażam” a już potrafię się doprowadzić przez to do ataku paniki. Jest lepiej niż było, chociaż mam wrażenie, że jak sam lęk mi się zmniejsza to takie myślenie się nasila. Jest to dla mnie bardzo uciążliwe, podczas takich stanów boję się wychodzić z domu a mam z tym problemy nawet gdy nie czuję się „sztucznie”. Chociaż bardziej niż to, że świat jest sztuczny mam wrażenie, jakbym to ja się od niego oddalała właśnie przez taki lęk. Na terapii nie pracuję za bardzo z tym problemem, bo skupiałam się na lęku i zapomniałam jak to jest ważne i w sumie bardziej uciążliwe. Moim pytaniem jest czy w tym wypadku nie warto też odwiedzić psychiatry? Czy leki byłyby w stanie pomóc z tym problemem skutecznie, wtedy jeszcze wzbogacić go ćwiczeniami na terapii? Zbliża się mój wyjazd za granicę, a ja od czasu pojawienia się u mnie lęków i takich stanów odrealnienia, wyjazdów nie znoszę, bo boję się jak zareaguje mój organizm. Czuję się przez to wszystko gorsza, inna, jakbym wariowała. Widzę, jak ludzie w moim wieku wychodzą i spotykają się, chodzą na miasto podczas gdy ja siedzę próbując nie spanikować w domu. W szkole mam trudną sytuację z nauczycielami, czuję się już przez to źle. Mam wrażenie, że nikt nie rozumie tego co ja naprawdę przechodzę, owszem widzę wsparcie ze strony bliskich, lecz oni żyją normalnie. Ich każdy dzień nie opiera się na uspokajaniu samego siebie przed wyjściem chociażby do śmietnika czy sklepu. Jest mi z tym wstyd i smutno. Co ja mam zrobić? Chcę odzyskać komfort życia, taki jaki miałam zanim się to pojawiło. Mam wrażenie, że nawet pomimo silnej woli, postępu, który widzę ja i terapeuta oraz wielu innych czynników to nigdy nie zniknie. I tego się boję i tego bym nie chciała ale momentami tracę energię i nadzieję na to, że serio mi się poprawi całkowicie, nie częściowo. :(
Czy terapeuta powinien regularnie odwoływać sesje i zmieniać grafik?
Dzień dobry. Od ponad dwóch lat uczęszczam na terapię psychodynamiczną. W czasie tego okresu był czas, że moja terapeutka w ciągu dwóch może trzech miesięcy zapomniała o dwóch sesjach ze mną, nie pojawiła się. Przed dwoma miesiącami oznajmiła, że musimy zrezygnować z jednej sesji w miesiącu bo... no właśnie nie powiedziała dokładnie dla czego po prostu bo nie będzie jej w jeden piątek miesiąca. Ostatnio powiedziała, że musimy na okres dwóch miesięcy zrezygnować z jednej z dotychczasowych dwóch sesji w tygodniu bo chyba grafik ale tak na prawdę nie wiem dokładnie czemu, jakieś sprawy. Nigdy się nie tłumaczy. W ostatnim może półtora miesiąca dwukrotnie odwołała sesje, jeden raz dwie godziny przed rozpoczęciem. Czy to normalne, czy zdarza się tak, czy to profesjonalne? Czuję, że nie mogę jej ufać, cały czas jestem w napięciu, że sesja będzie odwołana tym bardziej, że naprawdę bardzo przeżywam odrzucenie, poczucie że jestem nie ważny i odchorowuję to. Po każdym takim incydencie mówię co czuję, jak bardzo to przeżywam ale muszę kolejny raz przez to przechodzić tym bardziej że i tak ostatnio nasza relacja jest napięta. Czuję się lekceważony, nieważny, zostawiany sam sobie w momentach kiedy potrzebuję profesjonalnej pomocy, wsparcia.
mutyzm1

Mutyzm - przyczyny, objawy i skuteczne metody pomocy

Czy Twoje dziecko nie mówi w określonych sytuacjach społecznych, mimo że swobodnie komunikuje się w znanym otoczeniu? Może to być mutyzm wybiórczy – zaburzenie lękowe, które wymaga odpowiedniego wsparcia.