
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, psychoterapia, rozwój i praca, zaburzenia lękowe, zaburzenia nastroju
- Witam, aktualnie...
Witam, aktualnie jestem kilka lat po dwudziestce, nie mam praktycznie żadnego doświadczenia z pracą.
xxx
Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz
Dzień dobry,
z tego, co Pan pisze, wnioskuję o Pana zagubieniu i bezradności w obecnej sytuacji. Pewien wypływ na Pana przekonania odnośnie pracy, finansów, celów życiowych mają z pewnością objawy depresji i zaburzeń lękowych.
Bardzo dobrze, że podjął Pan terapię, jeśli nie odczuwa Pan poprawy, to sugeruję porozmawiać o tym ze swoim psychoterapeutą. Oprócz tego proszę rozważyć konsultację z lekarzem psychiatrą, często wprowadzenie nawet na krótki okres czau farmakoterapii polepsza samopoczucie, daje więcej motywacji i zwiększa skuteczność psychoterapii.
Myślę, że Pana pomysł na prace dla siebie (w tym momencie), czyli forma online jest bardzo dobry, na pewno pozwoli Panu trochę uniezależnić się finansowo i zbudować poczucie własnej wartości (być może w przyszłości będzie Pan jednak chciał podjąć pracę stacjonarnie). Proszę pomyśleć o obszarze, w którym ma Pan wiedzę, umiejętności, które można by przekuć na własny biznes. W internecie jest wiele darmowych poradników, również zachęcam do takich porad w aspekcie doradztwa zawodowego.
Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Katarzyna Waszak
Dzien dobry!
To ważne, że stara się Pan szukać pomocy, to świadczy jednak o sprawczości i umiejętności zadbania o siebie. Zachęcam, by nie skupiać się na tym, czego nie udało się zrealizować, ale na tym, co może Pan osiągnąć, przede wszystkim jednak na tu i teraz. Warto poszukać źródła lęków. Z treści wiadomości wynika, że towarzyszy Panu od wielu lat. Istotne jest, jak Pan funkcjonował w relacjach z pierwszymi opiekunami, czy ta więź była bezpieczna. Jak następnie wyglądały relacje z rówieśnikami? Rozumiem obniżony nastrój w związku z wyzwaniami, z brakiem wsparcia.
Czy leczy się Pan u psychiatry w związku z depresją? To istotne, aby wdrożyć farmakoterapię, ale również ważna jest psychoterapia. W czasie procesu nauczy się Pan regulować lęk, doświadczać emocji w bezpiecznej relacji z psychoterapeutą. Odkryje Pan swoje zasoby, pozna sposób funkcjonowania. Nie bez znaczenia są myśli, które dominują, a za ich treścią pojawiają się adekwatne emocje i zachowania. Można spróbować szukać momentów w swoim życiu, kiedy udało się osiągnąć jakiś cel. Co było wtedy inaczej? W jaki sposób da się to zastosować dziś? Powodzenia
Pozdrawiam
Mateusz Wnukowski
Rozumiem, że jest to trudna sytuacja, w której czujesz się przytłoczony. Wydaje się, że doświadczasz nie tylko fobii społecznej, ale także jak wspomniałeś braku pewności siebie i poczucia bezradności. Cieszę się, że zdecydowałeś się na terapię u psychologa - to dobry krok w kierunku poprawy swojego stanu psychicznego. Ważne jest, aby zrozumieć, że praca nad swoim stanem psychicznym może być długotrwałym procesem, który wymaga cierpliwości i zaangażowania. Niestety nie da się zmienić ponad 20-letniego życia w 2, 3, a może nawet 6 miesięcy.
Jeśli chodzi o pracę, warto zastanowić się, jakie kroki można podjąć, aby znaleźć pracę, która byłaby dla Ciebie odpowiednia. Rozumiem, że sytuacja związana z brakiem doświadczenia i trudnościami w nauce nowych umiejętności może być trudna. Możliwe, że szukanie pracy zdalnej jest dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza w obecnych czasach, kiedy wiele firm oferuje takie możliwości.
Jeżeli czujesz ogromny lęk, przed samym wysłaniem CV to usiądź spokojnie, skorzystaj z jednej z metod relaksacji i zastanów się, co się stanie, jak wyślesz CV, a co się stanie, jak tego nie zrobisz. Wypisz to na kartce i przedyskutuj z samym sobą lub ze swoim psychologiem co dalej.
Zachęcam Cię do kontynuowania terapii u swojego psychologa, tak jak wspomniałem to proces najczęściej długotrwały,
a to, o czym piszę wyżej to rozwiązania doraźne, które nagle nie odmienią Twojego życia.

Zobacz podobne
Jestem z narzeczonym ponad 3 lata w po roku związku zamieszkałam u niego ze względu na dystans, bo miał do mnie 140 km, razem podjęliśmy decyzję, że chcemy razem zamieszkać. Było spokojnie zawsze jak przyjeżdżałam jego mama się cieszyła, że przyjeżdżam. Było spokojnie przez dwa miesiące potem jego matka zaczęła pić co najmniej raz w miesiącu po alkoholu robiła awantury, nie powiem bronił mnie, ale ona sobie nic z tego nie robiła nawet były rozmowy prośby czy kłótnia.Na co dzień wbijała szpilki, jakieś uwagi czy pretensje, cały czas mówiłam narzeczonemu, że ona jest o mnie zazdrosna, że traktuje go jak żona, ale mi nie wierzył. Dobrze się dogadywał z matką, ojca zawsze nie było a jak był to pił więc był wybawicielem matki. Po roku tych dram co miesiąc po wódzie miałam dość, oglądaliśmy mieszkanie, które nam się podobało, bo razem oglądaliśmy mówił, że nie chce tak już mieć w domu. Żadnej prywatności, bo miała pokój obok ani się pokłócić, ani porozmawiać nie mówiąc o zbliżeniach, pokój obok, bo na dole spala jego babcia. Po różnych sytuacjach dla mnie przykrych, po ostatniej awanturze w sierpniu gdzie po wypiciu była agresywna i spaliśmy w zamkniętym pokoju na klucz, powiedziałam, że to ostatni raz. Od pierwszej awantury prosiłam i wyprowadzenie się, ale narzeczony robił łazienkę potem pokój niby dla nas, ale za każdym razem mówiłam, żebyśmy nie kończyli tylko się wyprowadzili. On prosił o ostatnią szansę dla niej, bo może będzie lepiej i sama miałam taką nadzieję, ale się nie dało. Wszystko nie tak, nie mogłam mieć wolnego dnia, żebym coś dla mnie nie znalazła do pracy, posprzątać nie mogłam czy nastawić prania dla nas, bo pytania, czy ja leże jak mi się pierze. Ostatnia rozmowa była pod koniec października w 3 osoby wtedy usłyszałam, że nie jestem u siebie (pamiętałam o tym), mimo że pracowałam po 10h dziennie i jeszcze zapierdzielałam w domu czy ogrodzie. On nie raz mówił, że jak tak dalej będzie źle to się wyprowadzimy i też to oznajmił jej przy rozmowie, w trakcie zapytała, czy zaczynamy od nowa, odpowiedziałam, że możemy, dopóki się nie wyprowadzimy i wtedy powiedziała, że ja nie będę mieć powrotu, a on tak, że powinnam odpuścić i się przystosować...więc znalazłam mieszkanie i mimo próśb Jego się wyprowadziłam a on nic. Koniec końców sama się wyprowadziłam on mi pomógł po 2 miesiącach się do mnie przeprowadził niby było ok, ale byłam we wszystkim sama a po 3 miesiącach powiedział, że on wraca do swojego domu, bo jest dalej źle i że mogę z nim wrócić, w maju wrócił do domu rodzinnego mówiąc, że dużo pieniędzy tam włożył, że ja tego nie rozumiem i ma tam dużo pracy i nie chce jeździć bo jest na telefon..11km od domu. Przez pół roku namawiał mnie że chce, żebym i ja tam wróciła a ja nie chcę bronie się, no nie chce być wycieraczka i służącą, (awantury matki o to, że nie usługiwałam jego siostrze) ma dwie i każda mieszka daleko. Wolę zapracować wlasnymi rękami na Swoje nawet w kredycie. Bronie się rękami i nogami myślę, żeby się rozstać, bo jestem wykończona kłótniami o to, że on jest pewny w jej przemianę matki a ja nie, zapewnia mnie, że dałby sobie rękę uciąć, że nie wróci do picia. Przedstawiłam mu kompromisy, na które było od razu Nie ale sam nie chciał i nie znalazł rozmazania mówiąc, że go nie ma..nie wiem co mam zrobić. Poszliśmy na terapię gdzie terapeuta powiedział, że jest u niego parentyfikacja i nie ma miejsca tam na związek, więcej nie poszliśmy bo stwierdził że to nie pomogło. Zależy mi, ale nie chcę tak już. Od kiedy się wyprowadził rozlicza mnie, że pojechaliśmy do mojego domu i mu nie zatankowałam, że on chce 50/50, i wylicza mi wszystkie rzeczy, w których mogłam mu oddać koszty w których byliśmy razem. Mam miałam tam jechać to ręce się trzęsły, serce waliło i stres w kosmos, bo nie wiedziałam na co liczyć. Chcę spokojnego domu, w którym będę czuła się bezpiecznie razem we dwoje, swój ogród i wszystko, gdzie będę właśnie u siebie i będę mogła założyć rodzinę. Czy ze mną jest coś nie tak ? On mówi, że przesadzam, żebym jej odpuściła i dała jej szansę, bo się zmieniła, bo o mnie pyta. Ja widzę, że nie jestem jego priorytetem i nasz związek też nie, dla niego jego komfort ważniejszy od mojego zdrowia psychicznego.

