Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Konflikt z żoną i wychowanie pasierbicy: jak przywrócić harmonię w rodzinie?

Poniżanie żony przed pasierbicą

Poznałem moją obecną żonę 11 lat temu. Ma dwójkę dzieci – syna niepełnosprawnego i córkę, która ma obecnie 14 lat. Początkowo wszystko dobrze się układało. Pasierbica mnie zaakceptowała, mówi do mnie „tato”. Syn, mimo że nie jest moim biologicznym dzieckiem, to moje oczko w głowie.

Od kilku lat pojawił się jednak problem z żoną, nie z pasierbicą. Chodzi o wychowanie nastolatki. Żona ciągle ją faworyzuje, na wszystko pozwala i nie liczy się z moim zdaniem. Nawet jeśli coś uzgodnimy, i tak postępuje tak, żeby córce było dobrze. Byliśmy nawet u psychologa po poradę i wyszło na moim.

Ostatnio ustaliliśmy, że zgodzimy się na kolczyk w nosie, ale pod warunkiem, że córka pięć razy skosi trawnik – żeby uczyła się, że nic nie ma za darmo. Niestety, już po pierwszym razie doszło do kłótni, bo nie wykonała zadania, a kolczyk i tak już zrobiła. Tym razem powiedziałem, że nie odpuszczę. Zostałem za to tak zwyzywany, że głowa boli.

Zawsze wygląda to tak samo – ja nigdy nie mam racji, musi być tak, jak żona chce. Wyciąga wszystkie brudy, wciąga całą rodzinę, byle tylko nie przyznać, że się myli. Od tygodnia naprawdę myślę o rozstaniu, bo tak po prostu nie da się żyć.

Czuję się we własnym domu jak niewolnik – gdy mam coś dać, jestem „tatą”, a gdy czegoś wymagam, to nagle staję się najgorszym ojczymem na świecie.

Proszę o poradę, co można zrobić w takiej sytuacji.

Aleksandra Żochowska

Aleksandra Żochowska

Dzień dobry,

 

To, co Pan opisuje, brzmi naprawdę ciężko. Rozumiem, że może się Pan czuć zmęczony i bezsilny - kiedy nasze zdanie w domu jest pomijane, a dodatkowo spotykamy z się z wyzwiskami i innymi przykrymi słowami, to bardzo podcina skrzydła i może prowadzić do uczucia rezygnacji. Napięcia o wychowanie są częste, ale kluczowe jest, żeby partnerzy trzymali wspólny front i chcieli współpracować. Jeśli żona podważa ustalenia, to naturalne, że może Pan tracić poczucie sensu w byciu ojczymem. Może być pomocne, by spróbować porozmawiać o tym w spokojnym momencie, poza konfliktem, jasno wyrażając swoje uczucia (np. używając komunikatów "ja"). Warto wspólnie zastanowić się co jest przyczyną nagłych zmian we wcześniejszych ustaleniach (być może stoją za tym jakieś lęki lub obawy partnerki?) i co w przyszłości mogą Państwo zrobić inaczej, aby konflikt między Państwem tak nie eskalował. Ważne, żeby każda ze stron mogła na spokojnie wyrazić wszystko, co czuje - bez przerywania, poprawiania, wchodzenia sobie w słowo. Nazwanie tego na samym początku rozmowy i zaznaczenie, że jest to dla Pana ważne, też może być dobrym pomysłem. Zachęcam, aby taka rozmowa odbywała się wtedy, kiedy oboje mają Państwo na to czas i przestrzeń oraz kiedy nikt nie będzie Państwu przerywał. Jeśli  mimo rozmów sytuacja się nie poprawi, warto pomyśleć o terapii par. To bezpieczna przestrzeń, w której można popracować nad wspólną komunikacją, która będzie wspierać zarówno Pana, jak i pozostałych członków rodziny.

 

Pozdrawiam ciepło,

Aleksandra Żochowska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Adam Gruźlewski

Adam Gruźlewski

Szanowny Panie,

 

rozumiem, że czuje się pan zraniony i bezradny w tej sytuacji. To trudne, gdy w związku pojawiają się tak poważne różnice w podejściu do wychowania, a wzajemne zaufanie i szacunek zaczynają zanikać. Opisywana przez Pana dynamika, w której czuje się pan manipulowany i traktowany instrumentalnie, wydaje się niezwykle bolesna. Kiedy z jednej strony słyszy Pan słowo "Tato" a z drugiej jest pan nagle oskarżany o bycie najgorszym "ojczymem" to naturalne, że pojawiają się myśli o rozstaniu.

Państwa sytuacja jest o tyle złożona, że dotyczy zarówno relacji małżeńskiej, jak i wychowania pasierbicy. To, co Pan opisuje, to już nie są zwykłe różnice zdań dotyczące wychowania. Wydaje się, że problem leży głębiej - w dynamice waszego małżeństwa. Pisze Pan o braku szacunku, instrumentalnym traktowaniu i ciągłym podważaniu Pana autorytetu. To nie wygląda jak zdrowe fundamenty do budowania relacji.

W tej sytuacji kluczowe jest otwarte i szczere porozmawianie z żoną, najlepiej w spokojnej atmosferze. Warto wyraźnie zakomunikować  jak się pan czuje w tej relacji. Że brak szacunku i podważanie Pana roli jako ojca są  bolesne i niszczą waszą relację. Można spróbować porozmawiać o tym, czy być może żona czuje się zagrożona Pana rolą w wychowaniu córki i spróbować zrozumieć, dlaczego tak bardzo jej broni, nawet jeśli to szkodzi jej samej.

Kolejnym krokiem może być skorzystanie z terapii par. Warto poszukać specjalisty, który pomoże wam pracować nad komunikacją i wzajemnym szacunkiem, a nie tylko wskazywać, kto ma rację. Celem nie jest wygrana w dyskusji, ale odbudowanie relacji i zbudowanie wspólnego frontu w wychowaniu córki.

Jeśli wszystkie próby naprawy relacji zawiodą i poczucie, że we własnym domu jest Pan traktowany jak "niewolnik", będzie się pogłębiać  warto rozważyć, czy pozostanie w tej relacji, jest dla pana zdrowe. Rozstanie nigdy nie jest łatwe, ale czasem jest jedynym sposobem na odzyskanie poczucia własnej wartości i spokoju ducha.

 

Pozdrawiam serdecznie

Adam Gruźlewski

psycholog, psychotraumatolog

Anna Tecław

Anna Tecław

Z tego, co Pan pisze, wynika, że od lat angażuje się Pan w wychowanie dzieci, w budowanie więzi i w codzienne obowiązki. To bardzo dużo i nie jest łatwe, szczególnie wtedy, gdy nie ma Pan poczucia, że żona traktuje Pana zdanie poważnie. To może rodzić frustrację i poczucie bezsilności.

Konflikty dotyczące wychowania nastolatków są częste nawet w biologicznych rodzinach. W Państwa sytuacji może dochodzić jeszcze kwestia lojalności, która żona może odczuwać względem córki.  Może mieć tendencję do stawania po stronie córki, bo boi się, że straci jej zaufanie. Z kolei Pan, chcąc być konsekwentny, czuje się odsuwany i pomijany, co odbiera Pan jako brak szacunku i podważanie autorytetu. To bardzo trudna dynamika. 

Warto, żeby rozmowy na temat wychowania nie odbywały się przy dzieciach ani w kontekście konkretnego sporu (jak z kolczykiem), tylko w spokojniejszych momentach. Dobrze jest wtedy jasno mówić o swoich potrzebach nie tylko w kategoriach zasad, ale też tego, co Pan czuje: np. „Potrzebuję, żebyśmy byli konsekwentni, bo inaczej czuję się bezsilny i nieważny”. Mówienie o emocjach, a nie tylko o racjach, czasem ułatwia drugiej stronie zrozumienie. Jeżeli żona nie widzi problemu, a Pan czuje, że sprawa staje się nie do zniesienia, warto wrócić do wspólnych spotkań z psychologiem. Być może nie po to, żeby ktoś rozstrzygał, kto ma rację, ale żeby pomóc Wam znaleźć wspólny język i sposób podejmowania decyzji wychowawczych.


Rozstanie to poważna decyzja i rozumiem, że zaczyna Pan o tym myśleć. Zanim jednak zrobi Pan krok w tym kierunku, dobrze byłoby dać sobie i żonie jeszcze jedną szansę na otwartą rozmowę. Nie o córce, ale o Was jako parze, o tym, jak się Pan czuje i czego Pan potrzebuje w tej relacji, żeby móc być w niej szczęśliwy i obecny.


Pozdrawiam, 

Anna Tecław

Psycholog

Sylwia Harbacz-Mbengue

Sylwia Harbacz-Mbengue

Dzień dobry,

​Rozumiem, że czuje się Pan zmęczony i bezsilny. Konflikty wokół wychowania dzieci są bardzo trudne, zwłaszcza gdy brakuje zgody i wspólnego frontu. Kiedy partnerka podważa Pana autorytet, naturalne jest, że traci Pan motywację.

​Kluczem do poprawy jest szczera i spokojna rozmowa, prowadzona bez oskarżeń. Proponuję, aby wyraził Pan uczucia za pomocą komunikatu "ja" (np. "Czuję się bezsilny, gdy nasze ustalenia są zmieniane").

Możecie ​wspólnie zastanowić się nad przyczynami zachowania partnerki.

​Ustalić nowe, wspólne zasady komunikacji  (tak, aby żadna ze stron nie czuła się atakowana).

​Jeśli mimo tych prób sytuacja się nie poprawi, warto rozważyć terapię par. 

 

Pozdrawiam 

Sylwia Harbacz-Mbengue 

Psycholog

Karolina Walczyk

Karolina Walczyk

Dobrze, że próbowałeś rozwiązywać tą sytuację z pomocą psychologa i być może warto wrócić do tej formy wsparcia. Może warto pomyśleć o terapii dla par, gdzie oboje z żoną będziecie mogli usłyszeć swoje perspektywy w obecności specjalisty, który stworzy bezpieczną przestrzeń do rozmowy. Ważne jest też, byś dbał o swoje granice. Pamiętaj, Twoje potrzeby i poczucie szacunku są równie ważne, jak dobro dzieci.

Pozdrawiam serdecznie,

Karolina Walczyk

Psycholog, Psychoterapeuta

dep.pop

Darmowy test na depresję poporodową (Edynburska Skala Depresji Poporodowej)

Zobacz podobne

Siostra uzależniona od alkoholu i groźby samobójcze – czy mam ją ratować, czy zadbać o siebie?
Witam. Od jakiegoś roku nie utrzymuję kontaktu z moją najstarszą siostrą, jest uzależniona od alkoholu, ma 39 lat i mieszka z mamą. Mama doskonale o tym wie, ale też jest w tej sytuacji bezsilna, bo nie ma podstaw, by zamknąć ją na odwyku lub zrobić coś co by pomogło, bo siostra nie robi awantur w domu (na szczęście). Ostatnio dostałam wiadomość od wspólnej znajomej, żeby ją ratować bo masakra, oraz, że wygaduje "głupoty" typu, że ona wejdzie pod pociąg, albo skądś skoczy. Ja zdaje sobie sprawę jaka jest jej sytuacja, że jest to masakra i, wiem, że nie pomoże się komuś kto tej pomocy nie chce. Uważam, że ja mam swoje życie, którym muszę się zająć, nie mogę być niczyją ratowniczką (bo jak sądzę to byłoby chore) gdybym wplątała się w coś co jest trudne i niemal bez wyjścia, jak nie całkowicie bez wyjścia. Moje pytanie brzmi, co zrobić w takiej sytuacji? Choć odpowiedź nasuwa się sama: zaopiekować sobą i skupić na swoim życiu, chyba tak będzie najlepiej. Nie mogę brać odpowiedzialności za czyjeś życie, każdy ma swoją drogę i albo wyciąga z niej jakieś wnioski, albo nie. Na szczęście dla mnie, chodzę na psychoterapię ponieważ gdzieś tam, mam inne swoje rzeczy do ułożenia w głowie. Dziękuje i pozdrawiam.
Jak pogodzić męża z synem po błędach z przeszłości związanych z marihuaną?
Dzień dobry.Jestem matka 31 letniego mężczyzny który w przeszłości popełnił błąd i mojemu mężowi ciężko to zapomnieć.Ale od początku.Syna wychowywałam sama z pomocą rodziców.Męża obecnego poznałam gdy syn Łukasz był pełnoletni.Spotykaliśmy się 10 lat ale nie mieszkaliśmy razem bo opiekowałam się chora mama.W tym czasie mój syn poznał kolegów którzy palili marihuanę .Palił trawkę i na to potrzebował pieniędzy.Wiec przy wizytach mojego partnera u mnie w Domu wykradał mu pieniądze.Mój partner powiedział,ze u mnie w domu giną mu pieniądze.Syn zaprzeczał,płakał a w ostateczności wyjęłam mu ukradzione pieniądze schowane w majtkach. Tak się zdarzyło kilka razy.Po 10 latach wzięliśmy Slub cywilny,wyprowadziłam się do domu który Kupil mąż a syn jako dorosły mieszka już sam. Niebawem planujemy wziąć ślub kościelny bo uzyskałam unuewaznienie ślubu w Sądzie Biskupim. Niestety mój mąż nie chce nawet spróbować wybaczyć błędów z przeszłości mojemu synowi.Nie życzy dobie by mój syn przyjeżdżał do domu w którym mieszkamy razem. Co ja mam zrobić?jak się zachować?
Jak poradzić sobie ze stratą ukochanego zwierzaka i odzyskać kontrolę nad życiem?
W swoim życiu przeżyłem już naprawdę wiele upadków, bólu, cierpienia. Nie chodzi tu jednak o rywalizację kto miał gorzej. Fakt jest taki, że każdy z nas coś w swoim życiu przeżył, każdy przeżywa coś inaczej i radzi sobie na swój sposób z trudnościami w życiu. Niestety wtorek okazał się dniem, który złamał mnie na kawałki. Kiedy musiałem podjąć najtrudniejszą decyzję w swoim życiu i po trzynastu latach pożegnać moją najukochańszą psinkę, tym bardziej że od kilku lat praktycznie tylko ją miałem w swoim życiu i była całym moim światem. Miałem ją od małego, kiedy to adoptowałam ją ze schroniska, od szczeniaka, gdy miała zaledwie 3 miesiące. Rozstanie z nią tak wyczerpało mnie emocjonalnie, że w czwartek wieczorem po pracy włączyłem sobie pranie, potem laptopa. Ale tak mnie zmuliło, że musiałem się zdrzemnąć z godzinkę, dwie. Ta drzemka jednak okazała się tak twarda i długa, że obudziłem się dopiero w piątek rano, tak jak się położyłem w czwartek po pracy w ciuchach. Jedno szczęście że nie zaspałem do pracy, bo akurat wczoraj, w piątek miałem na godzinę jedenastą ortopedę i dopiero po wizycie u lekarza jechałem jeszcze na kilka godzin do pracy.... Z kolei wczoraj po pracy posiedziałem trochę na necie, a spać poszedłem równo o północy. Tak jak z reguły chodzę spać codziennie. Dziś przy sobocie gdyby kolega około 13:30 nie obudził mnie telefonem, to nie wiem do której bym spał i o której sam bym się "wybudził" z tego snu... Czuję jakbym po stracie mojego pieska stracił częściowo kontakt z rzeczywistością i kontrolę nad życiem...Jak sobie z tym poradzić? Jak pogodzić się z jej odejściem?
Nie wiem jak sobie poradzić w obecnym czasie, a mianowicie nadchodzą święta, a dla mnie to najcięższy czas w życiu
Dzień dobry , nie wiem jak sobie poradzić w obecnym czasie a mianowicie nadchodzą święta a dla mnie to najcięższy czas w życiu ( jednym słowem nienawidzę świat - boje się tego czasu i rzeczy z nim związanych ) . Co roku jest u mnie to samo , uciekam od życia w tym okresie i mam tak do stycznia - lutego . Ktoś wie jak można mi pomóc ??
Nasilone objawy, które utrudniają życie i szkołę. Rodzice i znajomi kochają tylko tę zdrową i idealną wersję mnie.

Dzień dobry, może to być dość długie ale postaram się szybko opisać problem. 

Od roku mierzę się z nasilonymi objawami zaburzeń lękowych i OCD, od około 6 miesięcy skutecznie to leczę. Mimo że teraz praktycznie w ogóle nie widać u mnie tych chorobowych zachowań, to jak się pojawią wszyscy mnie obwiniają i czuję się nonstop winna. 

Moim głównym problemem wcześniej były ogromne trudności z wyjściem z domu gdziekolwiek, teraz wychodzę praktycznie codziennie. Problem jest, gdy źle się czuję albo zachoruje, przez to, że chodzę jeszcze do szkoły to w takim wypadku wiadomo, że pójście do niej mi nie pomoże. Zawsze gdy próbuje wtedy zostać w domu by lepiej się poczuć, wszyscy, rodzice i znajomi zarzucają mi tylko, że mnie nie ma, że ich zawiodłam i wszystko wygląda jak rok temu, gdy nie było mnie w szkole tygodniami bez przerwy, teraz zdarza się to naprawdę raz na więcej niż dwa tygodnie. 

Czuję się winna, że w takiej sytuacji nie wychodzę, wszyscy chcą by mnie chyba nie było, dla nich przestałam się liczyć z dniem rozpoczęcia moich problemów. Wcześniej idealna przyjaciółka i córka, która zawsze chodzi szczęśliwa i ma dobre oceny, z problemami już jest inną osobą, która tylko robi na złość innym. Nikt nie wierzy w postęp mojej terapii, gdy się na chwilę pogorszy.

 Od roku nie czuję, że gdziekolwiek mam swoje miejsce, zawsze dla kogoś nie jestem wystarczająca. Jestem lubiana i kochana tylko, jak jestem zdrowa. Czuje się z tym źle, czasami mam ochotę nawet nie wiem czy umrzeć czy się od wszystkich odciąć. Nonstop jestem w poczuciu winy, wszyscy wiedzą, że jestem osobą bardzo empatyczną, a i tak mówią mi tylko, że robię same problemy i to im się wszystkiego odechciewa. Za każdym razem, gdy mi się pogarsza, nie mogę pójść do terapeuty, bo niby to nie pomaga ,mam tam nie chodzić i marnować czasu na naukę itp. 

Mam wrażenie, że nie znam nikogo ani nawet siebie- wszyscy mają w głowie idealną wersję mnie, której nie umiem spełnić. Ja swojej własnej też nie umiem odzyskać. Nie mam siły chodzić do szkoły, męczy mnie ilość bodźców tam, staram się a jak raz się nie uda to jestem najgorsza. Bardzo mi z tym źle, a nie mam jak zwrócić się do terapeuty, więc piszę tutaj licząc na wsparcie.

zaburzenia zachowania

Zaburzenia zachowania - przyczyny, objawy i metody wsparcia

Zaburzenia zachowania to problem zdrowotny wpływający na życie osoby i jej otoczenia. Warto poznać objawy, by w razie potrzeby wiedzieć, kiedy skonsultować się ze specjalistą. Wczesna diagnoza i leczenie mogą znacząco poprawić jakość życia.