- Strona główna
- Forum
- inne
- Koszmar senny/...
Koszmar senny/ paraliż senny. Co to mogło być?
Witam. Nie wiedziałam gdzie się zwrócić a nie ukrywam, że jestem ciekawa i lekko przestraszona co to może znaczyć. Od dłuższego czasu jestem podana na ciągły stres, dodatkowo zbliżają się wakacje i mam ostatnie zaliczenia. (Jestem w drugiej klasie liceum). Dzisiaj, kiedy położyłam się spać po południu, śnił mi się na początku stresujący sen. Potem dopiero się zaczęło, a mianowicie kiedy lekko się przebudziłam i chciałam zmienić pozycję, zaczęłam ciężko oddychać a moje tętno(nie wiem czy to był sen, czy prawda) z każdym oddechem rosło niemożliwie szybko, dudniło mi w uszach i przyspieszało. Nie mogłam ruszyć żadną kończyną, były niesamowicie ciężkie i czułam jakby były związne. Oczy były jakby przyklejone do powiek i mogłam otworzyć tylko jedno na krótką chwilę. Działo się tak co kilka razy, bo w między czasie zapadałam chwilowo w sen. Cały czas byłam jednak świadoma i wiedziałam, że jestem w moim łóżku, jaka jest pora dnia itp. Mimo wszystko co jakiś czas jak poddawałam się i nie próbowałam wstać ani krzyczeć, moje tętno cały czas przyspieszało a oddech stawał się cięższy i cięższy. W pewnym momencie, kiedy walczyłam, aby wstać i otworzyć oczy, nagle stałam na środku mojego pokoju, był pusty i pomalowany jedynie na szaro. W tym momencie, w mojej głowie pojawiły się dwie myśli - umarłam albo wzięłam narkotyki. (Nigdy w życiu nie brałam narkotyków). Usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać, przerażona, że nie zdążyłam pożegnać się z mamą i że już nigdy nie wyjdę z tego snu. Po tym chwilowym załamaniu znowu byłam świadoma w moim skostniałym i związanym ciele. Zaczęłam znowu walczyć, próbowałam krzyczeć, spaść z łóżka czy chociażby się ruszyć. Uchyliłam jedno oko ale na marne i na chwilkę. Następnie kiedy znowu się poddałam, obudziłam się w moim pokoju(To nadal nie było na prawdę) i zaczęłam wstawać z ogromną trudnością i się przewracać. Znowu się poddałam,znowu ogromne tętno, ciężki oddech i skostniałe ciało. Próbowałam dzwonić do przyjaciółki,próbowałam iść do lekarza w śnie - na nic. Znowu otwarłam oko. Zobaczyłam mój pokój i myślałam,że juz po wszystkim ale nie. Mój pokój był taki sam jak zawsze tylko 2 małe rzeczy się zmieniły. Mam całe popisane i porysowane drzwi a w tym dziwnym śnie napis na drzwiach był jakby w 3D i leciał w moją stronę + przy suficie lewitował brązowy dzbanek z zielonymi zdobieniami. Już się zupełnie poddałam i akurat w tym momencie się obudziłam z okropnym bólem głowy, wysokim tętnem i szorstkim oddechem.
O co mogło chodzić? Wiem ze to pewnie jakiś zwykły paraliż senny, ale może oznacza to coś głębszego? (Miałam już tak raz w przeszłości, ale łagodniej)
dyst0piq
1 rok temu
Zobacz podobne
Kompulsywne objadanie się - waga wraca. Jak sobie pomóc?
Jak poradzić sobie z kompulsywnym objadaniem się? Przez całe życie zdarzały mi się nawroty kompulsywnego jedzenia skutkujące znacznym przybieraniem na wadze. Udawało mi się chudnąć, ale jednak kilogramy potrafiły wracać. Czy można się tego ostatecznie pozbyć?
Pomocy !!! Zaburzenia koncentracji i uwagi.
Pomocy !!!
Zaburzenia koncentracji i uwagi.
Nie potrafię myśleć logicznie, mam bardzo głębokie zaburzenia koncentracji, walczę z tym już dłuższy czas, wcześniej myślałam, że może mam niedobór pewnych witamin i minerałów, dlatego suplementowałam najważniejsze witaminy ,trwało to kilka msc, ale niestety nic nie pomogło, próbowałam już wszystkiego - aktywność fizyczna, higiena snu, zdrowe odżywianie, medytacja, głębokie i świadome oddychanie, pozytywne myślenie, nic nie pomaga, badałam się pod kątem różnych chorób, wyszło, że wszystko w porządku, ciężko jest mi się skupić na wykonywanym zadaniu, a nawet na prostym jakimkolwiek poleceniu, czy jest dla mnie jakiś sposób na to ?
To bardzo boli psychicznie, z góry dziękuję za pomoc, wierzę, że ktoś mi pomoże !!
Czy to normalne, że psychiatra uważa, że nic mi nie jest, pomimo wiedzy o moich niekończących się myślach samobójczych, samookaleczaniem się, atakami lękowymi i problemami z odżywianiem?
Czy to normalne, że psychiatra uważa, że nic mi nie jest, pomimo wiedzy o moich niekończących się myślach samobójczych, samookaleczaniem się, atakami lękowymi i problemami z odżywianiem? Po ponad roku chodzenia do tego psychiatry w końcu dostałam odpowiedź na moje pytanie o moją diagnozę (wcześniej zawsze unikał odpowiedzi na to pytanie). Według tej osoby mam jedynie zaburzenia snu, więc wszystkie leki, które brałam miały pomóc tylko na to, bo wszystko ze mną jest okej. Nie ukrywam, że to zabolało nie tylko moją studencką kieszeń, bo poczułam się jakbym nie tylko zmarnowała naprawdę ogromną sumę pieniędzy na same leki (które i tak nie działały nawet na ten sen), ale też i w środku zabolało, bo wtedy zobaczyłam, że nawet psychiatra ma gdzieś moje problemy. Tłumaczył to tym, że jestem jeszcze młoda (22 lata) i nigdy nie płakałam podczas wizyty, więc świetnie muszę sobie radzić z emocjami, więc moje myśli samobójcze itp. same przejdą, jak dorosnę. Jeszcze coś mówił, że ma on doświadczenie na tym polu, bo ostatnio jest plaga osób młodych w jego gabinecie, które mówią mu mniej lub więcej to samo, co ja. Potem już nie wiem, co było dalej, bo mój mózg postanowił przejść w tryb "autopilota" ze względu na stres i inne złe emocje, które wtedy czułam (często mi się to zdarza, żeby uniknąć załamania nerwowego).
Nie ukrywam, że nie chcę marnować pieniędzy, więc czy naprawdę muszę jakoś dożyć do 25 lat lub być po próbie samobójczej, żeby ktokolwiek wziąłby mnie i to co mówię na poważnie? Po jak długim czasie powinnam dostać diagnozę? Czy jest sens szukania pomocy, gdy wśród specjalistów istnieją takie poglądy na temat pokolenia młodych dorosłych?
Witam. Jakiego typu specjalista i rodzaj terapii będzie dla mnie odpowiedni?
Witam.
Jakiego typu specjalista i rodzaj terapii będzie dla mnie odpowiedni?
Mam od pewnego momentu problemy z gniewem (zawsze byłem bardzo spokojnym i cierpliwym człowiekiem) bardzo częste moje słowa są błędnie interpretowane przez innych. Bardzo mocno uderzają we mnie nawet najmniejsze złośliwości (nigdy tak nie było), aż doprowadzają mnie do płaczu. Do tego zaczęły pojawiać się najprawdopodobniej ataki paniki. Staram się pracować nad sobą, ale dochodzę do jakiegoś momentu progresu i nagle albo nie jestem w stanie pójść dalej, albo wszystko znika i od nowa jest to samo (te blokady progresu w różnych dziedzinach życia mam od wielu lat). Czuję się, jakby w życiu nic mi nie wychodziło i wszystko, za co się wezmę prędzej czy później i tak miało się rozsypać. Do tego dochodzi bardzo wysoka zazdrość, spowodowana, między innymi, niskim poczuciem wartości i traumami z przeszłości (byłem bardzo długi czas zdradzany i oszukiwany przez moją ex). Przez to wszystko mój związek od kilku miesięcy intensywnie się sypie. Sądzę, że potrzebuję psychologa.
Jak poradzić sobie z samotnością w średnim wieku, bez wchodzenia w głębsze relacje?
Jak poradzić sobie z samotnością w średnim wieku, bez wchodzenia w głębsze relacje?
