
- Strona główna
- Forum
- dzieci i młodzież, kryzysy, zaburzenia nastroju
- TW. Kryzys...
TW. Kryzys suicydalny, jestem w 5 klasie - mam apatię, nudzę się, widzę życie szaro.
Treść wrażliwaHelenka
Joanna Łucka
Dzień dobry,
Helenko, myślę, że opisanie tu tego co czujesz i myślisz nie było łatwe - tym bardziej, kiedy podkreślasz, że teraz wiele rzeczy stało się Ci obojętnych, że nie masz na wiele aktywności siły i ochoty. Rozumiem, że siły te wyczerpały się także, aby o siebie zawalczyć - o życie, które chce się przeżyć.
Oprócz trudnych doświadczeń i przykrych odczuć opisałaś też wiele swoich zasobów - czyli mocnych stron i obszarów, które są w życiu naprawdę cenne. Jesteś zdolna (mimo wysiłku masz bardzo dobre oceny), ambitna (filozofia!), zabawna, masz znajomych, którym na Tobie zależy. Nawet Twój sposób wypowiedzi zwraca uwagę na Twoją charyzmę i elokwencję. Domyślam się jednak, że nie są to cechy, które łatwo Ci dostrzec w momencie kryzysu psychicznego, w którym się znajdujesz - zgodnie z opisem Twoich myśli i odczuć.
Czy miałaś okazję porozmawiać o tym, co czujesz z psychologiem/psycholożką w szkole? Lub z rodzicami lub innymi członkami rodziny, którym ufasz?
Myślę, że to ważne, abyś podzieliła się swoim obecnym stanem z kimś, kto wysłucha i znajdzie z Tobą inne rozwiązania niż odebranie sobie życia. Tak jak piszesz - śmierć zostawia wiele przykrości na ziemi, a jednocześnie temu kto odszedł nie daje żadnej ulgi. A poczucie ulgi i nadziei jest bardziej niż możliwe i dostępne, jeśli zdecydujesz się wyciągnąć rękę po wsparcie.
Nie zawsze tymi osobami, z którymi warto o tym pogadać są rodzice - nie muszą to być oni z wielu względów. Warto poszukać w swoim otoczeniu kogoś, przy kim czujesz się po prostu ok. Nie wiem, czy widziałaś może wcześniej ciekawy spot z Bedoesem - jeśli nie, to załączam poniżej (lub do samodzielnego wyszukania na YT: Bedoes x młode głowy)
Helena, jeśli myśli ponownie pokierują Cię w stronę planów odebrania sobie życia, zadzwoń pod numer 116 111 lub napisz tu: https://zwjr.pl/napisz-do-specjalisty Warto też przejrzeć materiały z tej strony https://mlodeglowy.pl/kompendium/jestem-mloda-osoba/ lub zajrzeć na Instagram: https://www.instagram.com/mlode_glowy/ lub TT: https://www.tiktok.com/@mlode_glowy
Życie warte jest rozmowy, a po Twojej wiadomości widać, że rozmowa to może być Twoja mocna strona :) Nie poddawaj się - zawalcz o siebie, pogadaj z kimś o swoich myślach, napisz na powyższym czacie lub zadzwoń na podany numer.
Trzymam za Ciebie kciuki i wysyłam Ci masę dobrych myśli
Trzymaj się ciepło Helenka!
Joanna Łucka
psycholożka

Zobacz podobne
Witam. Opiszę w dużym skrócie moją historię.
Od zawsze mieszkałem w domu, jak miałem 25 lat wyremontowałem sobie mieszkanie na 1 piętrze i zamieszkałem tam po moich dziadkach. 7 Lat temu poznałem swoją obecną żonę, pracowałem wtedy w delegacji i wtedy jeszcze dziewczyną widywałem się weekendami. Od tamtej pory leczę się u psychiatry, mam nerwicę/depresję. Zrezygnowałem z tamtej pracy i ogólnie jakoś sobie radziłem. Wzięliśmy ślub, urodził nam się synek, obecnie ma 3 lata. Jednak przez ostatnie dwa lata wydarzyło się u mnie dużo. Ze względu na konflikt rodziców i ich późniejszy rozwód, dla ratowania swojej rodziny wyprowadziliśmy się do miasta rodzinnego mojej żony, niedaleko około 30 km od mojego rodzinnego miasta. Znalazłem tutaj pracę, udało się wziąć kredyt, mamy czym jeździć. Wydaje się, że wszystko poukładane...
Tylko nie u mnie, nie cieszę się z tego, co mam, jedynym co mnie trzyma jeszcze przy tym wszystkim, jest syn. Chodzę do terapeuty uzależnień w celu rzucenia papierosów. I dużo rozmawiamy głównie o tym, co się u mnie dzieje, na pozór powinienem być szczęśliwy, faszeruje się od 7 lat lekami na depresję i tak naprawdę nie czuję się nigdy, jak bym chciał.
W głębi czuję, że mieszkając w bloku, ja nie będę szczęśliwy, ja jestem przyzwyczajony, że mogłem wyjść na podwórko cokolwiek zrobić, bardziej to wyglądało zawsze jak życie na wsi.
A teraz przychodzę z pracy i oprócz zajmowaniem się synem nie mam czym się zająć. Lubiłem zawsze jakieś prace fizyczne, typu koszenie trawnika itp. (przy domu zawsze znajdzie się coś do zrobienia)... Moja żona ma tu wieloletnich znajomych, rodzinę, tą samą pracę od wielu lat. Ja mam nową pracę, ale wydaje mi się, że poświęciłem wszystko dla komfortu mojej żony, nie myśląc o sobie. Na dzisiejszy dzień zmagam się każdego dnia z objawami nerwicy, nie mam żadnego hobby (z piłki nożnej zrezygnowałem na początku znajomości z żoną ze względu na brak czasu, by się spotykać). Czuję się samotny mimo, że mieszkam ze swoją rodziną. Żona nie potrafi mnie zrozumieć, że nie mam tutaj przyjaciół, rodziny. Zrezygnowałem w 100% z alkoholu, chociaż czasami wypiłem piwko, to dawało mi to choć trochę radości.
Nie mam komu się wygadać, w pracy nie mam przyjaciół.
Do mieszkania już się nawet czasami nie chce wracać, wiedząc, że nikt mnie nie zrozumie... Czuję wewnątrz, że ja długo w takim maraźmie nie pociągnę. Chciałbym wrócić do domu, w którym mieszkałem większość życia do poprzednich znajomych. Mam jednego brata, który mieszka daleko i też nie chce zawracać mu głowy swoimi problemami...
Czy mam prawo czuć się źle, czy przesadzam? Wydaje mi się, że mam generalnie dobre życie. Mam kochającą rodzinę, choć nie zawsze było nam łatwo. Zdarzało się, że musiałam składać się na rachunki czy zakupy (pomimo, że byłam dzieckiem), bo brakowało nam pieniędzy, ale teraz już wyszliśmy na prostą. Moi rodzice (osobno, bo wzięli rozwód, kiedy miałam 12 lat) nie znęcali się nade mną, ale nigdy nie wspierali mnie, kiedy miałam jakiś poważny kryzys psychiczny, kiedy byłam dzieckiem (a zdarzyło mi się mieć kilka), musiałam sobie radzić sama. Dodam jeszcze, że prawie nigdy nie miałam przyjaciół, ani żadnej innej rodziny, której mogłabym się zwierzyć, albo którą mogłaby mi pomóc. Teraz jestem kobietą wchodzącą w dorosłość, która mierzy się z różnymi problemami psychicznymi (wydaje mi się, że z OCD, depresją i alkoholizmem) i nie wiem, czy mam prawo w ogóle myśleć w takich kategoriach, że mam jakiś poważny problem i powinnam choć raz w życiu poprosić o pomoc czy trochę wyolbrzymiam i próbuje zrobić z siebie ofiarę, której nic strasznego się nie przydarzyło i powinnam wziąć się w garść?

Dysleksja - przyczyny, objawy, diagnostyka i wsparcie
Dysleksja to zaburzenie wpływające na czytanie i pisanie, ale nie na inteligencję. Jeśli Ty lub ktoś bliski ma trudności w nauce, warto poznać objawy dysleksji, jej przyczyny i metody wsparcia. Odpowiednia pomoc może znacząco poprawić jakość życia i nauki.
