Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie z poczuciem beznadziejności po utracie pracy i problemami finansowymi?

Dzień dobry. Nie wiem już, co mam ze sobą zrobić. Czuję się, jakbym była zamknięta w bańce beznadziei, smutku i złości. Czuję się bezwartościowa i beznadziejna, a czasami mam wrażenie, że wszyscy widzą mnie dokładnie tak samo, szczególnie moja rodzina. Kilka miesięcy temu z dnia na dzień straciłam pracę i od tamtej pory wysłałam mnóstwo CV oraz odbyłam kilka rozmów kwalifikacyjnych, ale nikt się do mnie nie odezwał. Nie mam już pieniędzy na rachunki ani nawet na jedzenie i czuję się kompletnie bezradna. Mam wrażenie, że jestem brzydka, leniwa i ciągle oceniana przez rodziców, którzy myślą, że nic nie robię, żeby znaleźć pracę. Przez cały czas myślę tylko o pieniądzach i o tym, jak bardzo spokojniejsza byłabym, mając chociaż tysiąc złotych. Czuję się psychicznie wykończona od ciągłego stresu i porównywania się do innych. Moi znajomi idą do przodu, mają pracę, podróżują, studiują za granicą, a ja stoję w miejscu. Za niedługo kończę 25 lat, a moje życie z miesiąca na miesiąc wydaje mi się coraz gorsze. Nieustannie martwię się brakiem pieniędzy, pracy i wykształcenia. Czuję się zamknięta w bańce rozpaczy, duszę się w niej, ale nie potrafię z niej uciec. Nie mogę przestać myśleć o tym, jak bardzo zawaliłam swoje życie i jak bardzo moja nastoletnia wersja mnie byłaby mną rozczarowana. Przez ciągły stres i smutek nie układa mi się też w związku, a znajomych coraz bardziej unikam, bo ciężko mi słuchać o ich sukcesach. Zaczęły masowo wypadać mi włosy, przytyłam, a jedzenie stało się jedyną rzeczą, która daje mi chwilową ulgę i radość. Wiem, że są ludzie, którzy mają w życiu gorzej, ale nigdy nie myślałam, że moje życie będzie wyglądało w ten sposób. Męczę się sama ze sobą i nie wiem już, jak sobie z tym wszystkim poradzić. Nic nie sprawia mi już radości. Kocham czytać książki i oglądać seriale, ale nawet na tym nie potrafię się skupić przez stres i ciągłe myśli, które mówią mi, że nie zasługuję teraz na odpoczynek ani chwilę spokoju. Mam wrażenie, że moje życie powoli rozsypuje mi się w rękach, a ja tylko bezradnie patrzę, jak tracę samą siebie. Coraz częściej czuję, że tęsknota za przeszłością, w której byłam szczęśliwa, i rozpacz związana z tym, co przeżywam teraz, powoli mnie niszczą. Każdy kolejny dzień wygląda tak samo i coraz bardziej boję się, że już nigdy nie będę potrafiła poczuć się naprawdę spokojna i szczęśliwa
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Pani Anno,

 

Z tego co Pani pisze, wnioskuję, że czuje Pani silny smutek, bezradność i przeciążenie, jakby wszystko naraz zaczęło się sypać, pojawia się też lęk o przyszłość i stałe napięcie związane z pieniędzmi i pracą.

Słychać poczucie winy i wstydu, szczególnie w porównywaniu się do innych i do „siebie sprzed lat”

jest w tym dużo samokrytyki i myśli o własnej bezwartościowości, które brzmią jak bardzo surowy wewnętrzny głos

do tego wyczerpanie psychiczne i fizyczne (sen, stres, włosy, jedzenie jako ulga)Według mojej opinii to obraz silnego przeciążenia i długotrwałego stresu, który zaczyna obejmować emocje, ciało i relacje.

Zatrzymuje mnie jedno: czy ma Pani w tym wszystkim choć jedną osobę, z którą może Pani realnie porozmawiać i dostać wsparcie „tu i teraz”? Można też tutaj do nas pisać.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Marcin Brodowski

Marcin Brodowski

Dzień dobry,


to wymaga dużej odwagi, aby napisać o tym wszystkim tak szczerze. Czytając Pani wiadomość, mam poczucie, że od bardzo długiego czasu niesie Pani na sobie ogromny ciężar. Przy takiej ilości stresu czuje się Pani psychicznie i emocjonalnie wyczerpana.

 

Doświadczenia przez jakie Pani przechodzi, mocno wpływają na sposób myślenia o sobie. Kiedy człowiek przez dłuższy czas żyje w napięciu i niepewności, łatwo zaczyna patrzeć na siebie wyłącznie przez pryzmat porażek i porównań do innych. Widzę jednak w Pani wiadomości przede wszystkim osobę, która mimo ogromnego przeciążenia nadal próbuje - wysyła CV, chodzi na rozmowy, walczy o przetrwanie, choć jest jej bardzo trudno.

 

Czytam również, jak dużo bólu jest w poczuciu, że „wszyscy idą dalej”. Bardzo wiele osób w trudnym momencie życia ma wrażenie, że zostały w tyle, ale życie nie rozwija się według jednego harmonogramu. Czasem utykamy w jakimś miejscu ale wierzę, że zawsze jest szansa, że tak nie będzie wyglądała cała przyszłość.

 

Najważniejsze jest teraz to, żeby nie zostawała Pani z tym sama. W takim stanie człowiek często zaczyna wierzyć swoim najciemniejszym myślom i traci kontakt z tym, że kryzys jest czymś, przez co można przejść przy odpowiednim wsparciu. Myślę, że przydatnym byłoby znalezienie przestrzeni, w której będzie mogła bez oceniania opowiedzieć o tym wszystkim i stopniowo odzyskiwać poczucie wpływu oraz bezpieczeństwa. Nie musi Pani radzić sobie z tym wszystkim samotnie.

 

Wszystkiego dobrego i pozdrawiam, 

Marcin Brodowski

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry, 

Dziękuję za wiadomość. Pisze Pani Kocham "czytać książki i oglądać seriale" wskazując na swoje ogromne zasoby które Pani ma. Warto dać sobie szansę i porozmawiać z osobą Pani bliską, psychologiem, doradcą zawodowym. 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria 

Psycholog, Doradca kariery

 

Centrum Psychoterapii Jaźniej

Centrum Psychoterapii Jaźniej

Dzień dobry!

Utrata pracy, to często bardzo trudne wydarzenie w życiu. Szczególnie, że w pani przypadku zdarza się nagle. To może wywoływać różne emocje, rekcje i zachowania. Ale jeżeli te reakcje nie ustępują lub nie zmniejszają się  samoistnie po kilku tygodniach, to myślę, ze warto skonsultować się z lekarzem psychiatrą, bo być może są to objawy depresji (negatywne myśli na swój temat, izolowanie się, kompulsywne jedzenie, anhedonia, objawy psychosomatyczne...). On postawi diagnozę i dobierze odpowiednie leki, aby mogła się Pani poczuć lepiej. 

Proponuję też rozpocząć psychoterapię, aby mogła Pani popracować nad obrazem siebie, odzyskaniem radości i spokoju. Dbanie o zdrowie, szczególnie o dobrostan emocjonalny, to bardzo ważna sprawa i dobra inwestycja. 

Pozdrawiam

Centrum Psychoterapii Jaźniej

Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

czytam to i mam poczucie ogromnego przeciążenia. Jakby przez ostatnie miesiące wszystko zaczęło się stopniowo zaciskać wokół Pani – stres o pieniądze, utrata pracy, porównywanie się, lęk o przyszłość, coraz większa samotność...

Mam też takie poczucie, że bardzo dużo jest w Pani teraz wewnętrznej surowości - a więc wewnętrznego, krytycznego głosu.  Głos, który mówi: „zawaliłaś życie”, „inni sobie radzą, a Ty nie”,
I myślę, że właśnie ten głos bardzo pogłębia Pani cierpienie. A czasem, bez głębokiej pracy nad sobą,trudno od tego głosu się uwolnić.

 

Utrata pracy i długie szukanie zatrudnienia naprawdę potrafią podkopać poczucie własnej wartości. Szczególnie kiedy zaczyna brakować pieniędzy i bezpieczeństwa. Wtedy człowiek bardzo łatwo zaczyna patrzeć na siebie wyłącznie przez pryzmat „czy jestem wystarczająca”.

 

Mam też poczucie, że zanim uda się stanąć mocniej zawodowo, bardzo ważne byłoby trochę odbudować siebie samą. Nie tylko szukać kolejnych ofert, ale spróbować wrócić do jakiegoś kontaktu z własną wartością, która teraz wygląda jakby była całkowicie zależna od tego, czy świat odpowie pozytywnie.

 

Może warto też skorzystać z bardziej praktycznej pomocy – np. doradcy zawodowego albo AI do przygotowania CV i dostosowywania go pod konkretne ogłoszenia. Czasem takie małe kroki dają trochę więcej poczucia wpływu i pomagają wyjść z poczucia kompletnego zatrzymania. Pozwalają też lepiej wpasować się w oczekiwania rynku i pracodawców.

 

To, że teraz trudno Pani czuć radość, skupić się na książce czy odpocząć bez poczucia winy, nie znaczy, że „już taka Pani będzie”. Raczej, że jest Pani bardzo przeciążona i coraz trudniej jest nieść to wszystko samej.

I myślę, że warto byłoby poszukać też wsparcia dla siebie – nie tylko wokół pracy, ale wokół tego, jak bardzo zaczęła Pani wierzyć, że jest mniej warta od innych ludzi. Bo z tym naprawdę można pracować i dać sobie szansę, by poczuć się inaczej.

 

pozdrawiam,

Martyna Kaleta

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,
Utrata pracy i ciągły stres finansowy potrafią odebrać poczucie wartości oraz sprawić, że wszystko zaczyna wyglądać beznadziejnie. To naturalne, że trudno wtedy czymkolwiek się cieszyć i że porównywanie się do innych tylko pogłębia ból.  Mam też wrażenie, że jest Pani w tym wszystkim wyjątkowo surowa wobec siebie. To, że teraz jest ciężko, nie oznacza, że zawiodła Pani siebie sprzed lat czy swoje życie. Jest Pani w kryzysie, a kryzys zmienia sposób myślenia o sobie i przyszłości. Zwłaszcza kiedy trwa miesiącami. Warto potraktować tę sytuację już nie jako „gorszy czas”, ale sygnał, że potrzebuje Pani wsparcia. Jeśli ma Pani możliwość, proszę skonsultować się z psychologiem albo psychiatrą w ramach NFZ, Centrum Zdrowia Psychicznego lub telefonu wsparcia (116 123). Proszę pamiętać, że w silnym stresie często widzimy swoją przyszłość znacznie ciemniej, niż wygląda ona naprawdę. To nie jest stan, który musi trwać zawsze. 
Wszystkiego dobrego,
Joanna Cichosz

Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry.

 

To, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo silne przeciążenie, a nie jak lenistwo czy „zawalone życie”. Utrata pracy, brak pieniędzy, odrzucenia po rozmowach kwalifikacyjnych, presja rodziny i porównywanie się z innymi potrafią bardzo mocno uderzyć w poczucie własnej wartości.

 

Warto potraktować poważnie to, że nic już Pani nie cieszy, trudno się skupić, unika Pani ludzi, jedzenie stało się jedyną ulgą, wypadają włosy i coraz trudniej funkcjonować. To może być reakcja na długotrwały stres, ale może też przypominać stan depresyjny. Nie trzeba czekać, aż będzie jeszcze gorzej, żeby szukać pomocy.

 

Na teraz najważniejsze są dwie rzeczy: zabezpieczenie podstawowych potrzeb i wsparcie psychiczne. Jeśli nie ma Pani pieniędzy na jedzenie i rachunki, proszę zgłosić się do MOPS/OPS w miejscu zamieszkania i powiedzieć wprost, że jest Pani bez pracy, bez środków na podstawowe potrzeby i potrzebuje pilnej pomocy. To nie jest wstyd. Od tego są takie instytucje.

 

Równolegle warto zgłosić się do lekarza rodzinnego albo psychiatry, szczególnie jeśli smutek, bezsenność, brak sił, objadanie się i poczucie beznadziei utrzymują się dłużej. Można też skorzystać z Centrum Zdrowia Psychicznego, jeśli działa w Pani rejonie. Tam można dostać pomoc bez skierowania.

 

Proszę też nie karać się za odpoczynek. To, że jest Pani bez pracy, nie oznacza, że nie ma Pani prawa zjeść, spać, przeczytać książki czy obejrzeć serialu. Człowiek w kryzysie nie działa lepiej od ciągłego biczowania się. Odpoczynek nie jest nagrodą za sukces, tylko warunkiem przetrwania.

 

Nie warto też porównywać swojego życia do znajomych. Widzi Pani ich podróże, pracę i sukcesy, ale nie widzi całego ich wnętrza. Pani ma teraz realny kryzys i potrzebuje konkretnego wsparcia, a nie kolejnego dowodu, że „inni sobie radzą”.

 

Proszę zacząć od bardzo małych kroków: dziś kontakt z OPS/MOPS albo urzędem pracy, jedna wiadomość do kogoś zaufanego, jedna normalna porcja jedzenia, jedna krótka czynność domowa. Nie plan całego życia. Tylko następny krok.

 

I bardzo ważne: jeśli pojawiają się myśli, że nie chce Pani żyć, że nie ma już wyjścia albo mogłaby Pani zrobić sobie krzywdę, proszę nie zostawać sama. Wtedy trzeba zadzwonić pod 112, zgłosić się na SOR albo zadzwonić do Centrum Wsparcia 800 70 2222. To jest moment na pilną pomoc, nie na samotne zaciskanie zębów.

 

25 lat to nie jest koniec życia. To, że teraz wszystko się rozsypało, nie oznacza, że tak już zostanie. Ale nie musi Pani wychodzić z tego sama.

 

Łukasz Dyłka

Zobacz podobne

Boli mnie to, że upłynęło mi tak wiele czasu i tak wiele odbierają mi moje zaburzenia. Czuję, że nie mam nic i nic nie robię.
Nie mam nic w wieku 25 lat i tak bardzo mi przykro. Staram się nie wybiegać za bardzo w przyszłość i cieszyć się każdym krokiem, bo życie za bardzo mnie przeraża. Staram się robić 8 rzeczy dziennie z swojej listy, to nie jest dużo. W wtorek robiłem Matematykę i Analizę Matematyczną oraz Algebrę Liniową. Jakoś utknąłem z kolejnymi aktywnościami. Chciałbym jak najszybciej przeczytać i obejrzeć "Lalkę", jestem na 36 stronie, zacząłem oglądać pierwszy odcinek serialu Ryszarda Bera. Chciałbym podejść w przyszłym roku do ośmiu przedmiotów na maturze za 400 zł od podejścia i do poprawy praktycznego egzaminu zawodowego AU 68 Technik Administracji za 350 zł. Na moment wróciłem do Algebry Liniowej i chciałem ją porobić, przygotowuję się do wolnego słuchania Fizyki bo chciałbym iść na Fizykę do Łodzi i zacząć swoje własne odpowiedzialne normalne życie. Jestem osobą niepełnosprawną oraz od piętnastego roku życia choruję na zaburzenia psychiczne, współtworzę etiudę jako drugi asystent ds. lokacji. Zrezygnowałem z pójścia na Nowowiejską ze strachu, mam 30 lipca konsultację w Krakowie. Powinienem być w tej chwili na Nowych Horyzontach, nie ma mnie drugi rok, a jeździłem cztery lata, chcę nagrywać vlogi o najlepszych filmach z lat 2018,2019,2021,2022, marzę o tym sześć lat, poszukuję pracy w Baristic Inclusive School, zrezygnowałem z gry w tenisa, bo ukochany trener nie gra już w weekendy. Chciałem wyrzucić w krzaki telefon na dwa lata, zmarnowałem sobie życie przy komputerze i telefonie. Nigdy niczego w życiu nie miałem. Mój były znajomy chodził na nielegalne ravy w pandemii. Ja nigdy nie miałem tyle swobody do decydowania o swoim własnym życiu. Znam chłopaka, który mając 23 lata był w Tajlandii, był 8 razy w Amsterdamie, był na Słowacji, na Litwie, w Rzymie, Włochy, Neapol, był w Mediolanie, w Maroko, w Belgii, w Luksemburgu, w wieku 26 lat na Malcie, niedawno był w Tokio, nie wiem jeszcze gdzie. Zjeździł masę krajów, jak miał 16 lat to mógł robić co chciał. Nigdy nie czułem się osobą sprawczą oraz odpowiedzialną za swoje życie, dopiero się tego uczę. Nigdy nie miałem poczucia samostanowienia o sobie. Nigdy nie byłem na Openerze, byłem cztery razy na Nowych Horyzontach. Nigdy nie uprawiałem seksu, mogłem zacząć w lipcu 2018, ale bałem się, że dziewczyna zobaczy w mnie zalęknione i zaryczane dziecko. Bałem się ogólnego odbioru przez dziewczynę. Od sierpnia 2021 przełamałem się i walczę co weekend, nie wychodzi i walczę dalej. Przykro mi, skończyłem szukać lokacji do filmu studenckiego, a w sumie to całą robotę odwaliła jakaś dziewczyna. Przez moment uczyłem się dzisiaj algebry i fizyki, robię rzeczy dla szesnastolatków. Zjadłem pół ptasiego mleczka. Boli mnie to, że upłynęło mi tak wiele czasu i tak wiele odbierają mi moje zaburzenia. Nie wiem czy to kwestia zaburzeń czy czekogokolwiek, ale nie czuję się osobą dojrzałą emocjonalnie. Bardziej utożsamiam się z szesnastolatkiem niż z dwudziestopięciolatkiem. Moje życie towarzyskie to minimalna ilość ludzi z radio studenckiego a ja powinienem co sobotę wychodzić na imprezy, nigdy nie byłem na imprezie u kogoś ani nigdy u nikogo nie nocowałem. Ostatnio nic nie robię. Ledwo siadłem na moment do Fizyki, wróciłem do zadań z energii fotonu, robię rzeczy dla szesnastolatków i idzie mi to topornie. Bardzo chcę zdawać Fizykę na maturze i te 8 przedmiotów za 400 zł, mocno przeraża mnie upływający czas i sytuacja w której się znajduję. Czas działa na moją niekorzyść, jedyne co mi zostało to działać, ale ostatnio nie mogę robić nic i nie wychodzę z domu. Skończyłem szukać lokacji do filmu studenckiego. Bardzo się boję, że moja praca nigdy nie przyniesie żadnych efektów. Nie mówiąc już o tym, że nieważne co i ile to ogromny ból, żal i syf i tak z mną zostanie. Moje życie towarzyskie jest bardzo dalekie od tego co sobie kiedyś wymarzyłem. Przez swoich toksycznych rodziców nigdy nie byłem samodzielnie zagranicą, nigdy niczego w życiu nie miałem. Nigdy nawet nie byłem z znajomymi na Mazurach, mój były znajomy, który na mnie nasrał był. On chodził na nielegalne ravy w pandemii a kiedy nie miał planów wakacyjnych to zaraz pojechał na weekend z znajomymi nad morze. Ja jeszcze nie mam matury i nie byłem na studiach. Muszę iść do dermatologa, przejść na dietę, powalczyć o włosy i zlikwidować łupież nieleczony przez jedenaście lat, mam krosty i strupy na całym ciele. Muszę znaleźć pracę, zdać maturę z 8 przedmiotów, iść do pracy, iść na studia i zamieszkać w pokoju w Łodzi. Marzę o pracy w PAN, młodsi od mnie jeżdżą do Cannes a ja jeszcze nie byłem. Chciałbym mieć tatuaże i robić tatuaże, chcę sobie kupić Monoxidil i Revadil, wcierki. Pamiętam jak mi mój inny znajomy powiedział, że nigdy nie byliśmy kolegami, kiedy wcześniej zapytałem czy mogę się u niego zatrzymać to powiedział, że tak to nie, nigdy nie, inni mogli. Zbyt wiele oczekuje od ludzi i jestem bardzo mylną osobą. Tak bardzo chciałbym grać na syntezatorach, oglądam sobie pianino na YouTube, chciałbym grać sety DJskie, nauczyć się grać na konsolecie. Rodzice bardzo często mówią do mnie jak do małego dziecka, zmuszają mnie do chodzenia do fryzjera, obcinania włosów. Raz w życiu zrobiłem obiad a dwa razy w życiu kupiłem sobie ubranie. Mam poczucie straconej młodości i jeszcze nie miałem kroku w dorosłe życie. Poczytałem "Lalkę", podręcznik do Administracji, zacząłem, geografię i Konrada Wallenroda. Niestety szukanie kodeksu pracy i kodeksu postępowania administracyjnego przyprawia mnie o wielki stres, próbowałem siąść do polskiego. Zacząłem szukać kodeksów i nic. Zjadłem dwa ciastka i resztę dnia wywaliłem do śmieci, położyłem krzyżyk, biała flaga. Tak bardzo wypadają mi włosy i po prostu płaczę, chcę sobie kupić, rewadil, Monoxidil i wcierki. Mam w wtorek konsultację na OLZON w Krakowie. Chciałbym wrócić na siłownię, nigdy nie prasowałem ani nie prałem, nawet nie gotowałem budyniu. Czuję się tragicznie. Jak moja siostra gdzieś wyjdzie to jest cisza, jak ja gdzieś wychodzę to dwadzieścia wątków i afera na całego. Poszedłem spać i się obudziłem. Chciałbym mieć normalne życie, pojechać na festiwal do Wenecji. Nienawidzę swojego życia i po prostu bardzo płaczę, ja mam dość. Siostra wyszła do chłopaka a ja nigdy u nikogo nie nocowałem i nigdy u nikogo nie byłem na imprezie. Nie chcę tak żyć, gdy będę mieć 35 lat to będę przez całe życie nadrabiać za stracony czas. Zastanawiam sięczy w tym roku poradzę sobie z ośmioma przedmiotami, pogodzeniem tego z wolnym słuchaniem i pracą, zastanawiam się czy znów nie odroczyć matury, mam OGROM pracy. Nie mam pojęcia czy kiedykolwiek w życiu przeczytałem książkę i kiedy przestałem czytać lektury oraz czy się uczyłem po 11 roku życia, nigdy sobie na nic nie zapracowałem a moje wspomnienia zostały wyparte poprzez wątpliwości. Nie starczy mi życia na nadrobienia go w całości, kolejny piątek bez seksu. Codziennie zasypiam z płaczem bo jeszcze śpię u rodziców. Nie zjadłem normalnej kolacji tylko drożdżówkę, nie chcę mi się jeść. Znam chłopaka, który w wieku 20 czy 21 lat i dalej, ciągle gdzieś wychodził, co sobotę był na imprezie z znajomymi. Ja tak nie miałem i nie mam, jak myślę o tym czego nie miałem i nie mam to to mnie potwornie cofa przed zrobieniem czegokolwiek. Nie wyszedłem dziś z domu, bo jest mi wyjątkowo ciężko, kolejny piątek, bez seksu, kolejna sobota bez seksu, 25 lat bez seksu. Nie byłem samodzielnie zagranicą jako dziewiętnastolatek i już nigdy nie pojadę sam do Amsterdamu w wieku 22 lat. To mnie potwornie boli i czuję się przegrany, tak bardzo mnie boli cała masa utraconego czasu. Zacząłem medytować, ostatnio razem z kolegą dotarłem do wniosku że moje problemy i ja sam nie jestem w stanie w tej chwili racjonalnie spojrzeć na swoje życie. Nigdy nie czułem się sprawczy w swoim życiu. Życie jest krótkie i za krótkie na to wszystko co chciałbym w nim osiągnąć, potwornie mi przykro i płaczę, zaraz będę mieć 35 lat. Mój kolega z liceum stracił dziewictwo mając szesnaście lat, zapewne nikt mu nie odebrał poczucia samostanowienia o sobie, sprawdzał granicę u rodziców, robił co chciał,miał otwarte mentalne furtki u rodziców. Jak moja siostra gdzieś wyjdzie to jest cisza, jak ja gdzieś wychodzę to dwadzieścia wątków i afera na całego. Siostra wyszła do chłopaka a ja nigdy u nikogo nie nocowałem i nigdy u nikogo nie byłem na imprezie. Nienawidzę swojego życia i czuję się jak gówno, nie mam nic i czuję się bardzo pusty i czuję ogromny ból. Ja mam same mentalne szlabany. Nigdy niczego w życiu nie miałem, tylko raz w życiu przeżyłem satysfakcjonującego Sylwestra, zazwyczaj tego dnia nakrywamy się kołdrą, płaczę i idę spać, inni dziwią się czemu to robię. W liceum poza dwoma sytuacjami nikt mnie nigdzie nie zapraszał, ludzie wiedzieli, że nie przyjdę przez toksycznych rodziców. Rodzice nie pozwalają mi wracać na piechotęz stacji kolejowej najbliżej domu. Zawsze czułem się niewolnikiem rodziców a uczucie bycia nikim dlatego kogoś dla kogo chcesz być kimś jest straszne. Nigdy nie byłem sam zagranicą przez moich rodziców. Mama kontroluje nawet tonw co się ubiorę, znam chłopaka, który wyjeżdżał na wyjazdy zagraniczne od osiemnastego roku życia, to potwornie boli. Nigdy nie miałem poczucia samostanowienia o sobie. Dzisiaj będę musiał się spakować na ewentualność do Krakowa, mama pewnie będzie się wtrącać w ciuchy. Bardzo się boję, że mimo wszystko nie uda mi się zdać 8 przedmiotów na maturze, za 400 zł od podejścia. Zastanawiam się czy ponownie nie odroczyć matury, mam do zdania jeszcze egzamin praktyczny zawodowy z Techniką Administracji, będę go zdawać piąty raz, muszę złożyć deklarację na początku sierpnia. Czuję się jak gówno, nigdy nie byłem samodzielnie na wakacjach zagranicą. Czuję się jak bohaterowie "Tatuażysty z Auschwitz", nie mogę umrzeć, bo nigdy się nie kochałem. Nigdy niczego w życiu nie miałem. Nigdy nie prałem. Czuję się jak Ochocki twierdzący, że bardzo mało osiągnął do 28 roku albo jak Wokulski, który zazdrościł Ochockiemu tych dwóch fakultetów.
Jak długo trwa epizod depresji? Czy dłuższy niż 2 lata to dystymia?
Witam, Zastanawiam się, jak długo może trwać jeden epizod depresji? Czy to prawda, że może trwać maksymalnie 2 lata, a w przypadku dłuższego trwania takich objawów - można mówić o dystymii, a nie o depresji, która trwa krócej?
Mam 16 lat, jestem psychicznie wyczerpana, boje sie o swoje zycie i mam mysli o samookaleczeniu - jak szukac pilnej pomocy?
dzien dobry, nazywam sie patrycja i mam 16 lat, od dluzszego czasu jestem zmeczona psychicznie, nie mam sily kompletnie na nic, raz czuje przyplyw energii a nastepnego dnia boje sie, ze nie przezyje do dnia kolejnego, od tygodnia jestem czysta od jakichkolwiek sposobow na ucieczke przed myslami, dzisiejszego dnia cos we mnie peklo i chcialam sie okaleczyc, nie zrobilam tego powtarzajac sobie w glowie "zostan przy sobie" ale pozniej zaczelam sie zastanawiac, co dzieje sie po smierci, czuje, jakbym byla krok od poddania sie ale jakas część mnie ciagle walczy by zyc, pod koniec wrzesnia mam pierwsza wizyte u psychologa ale wiem, ze potrzebuje otrzymac pomoc jak najszybciej to mozliwe, jednak nie moge i dlatego pisze tu, myslalam o telefonie zaufania ale sluchajac o doswiadczeniach innych, zrezygnowalam z tego pomyslu, nie chce by ktos widzial wylacznie zagrozenie zycia, chce by ktos zobaczyl poprostu mnie.
Od pół roku bardzo źle się czuję, nic mnie nie cieszy, nie mam na nic siły, miewam wahania nastroju. Tylko sen jest dla mnie do wytrzymania. Nie wiem co się dzieje i co robić?
Dzień dobry, mam 16 lat i już chodzę do 2 klasy technikum. Nie czuję się najlepiej, wręcz fatalnie. Wszystko się to zaczęło rok temu, gdy poszłam do szkoły średniej, wtedy z dnia na dzień czułam coraz większą pustkę, to co wcześniej mnie cieszyło, czyli moje pasje, zainteresowania nagłe się stały obojętne. Myślałam wtedy, że to minie, że po prostu mam gorsze dni, ale to poczucie pustki towarzyszy mi aż do dziś. Do dziś nie potrafię się niczym cieszyć, mogę próbować nawet na siłę, żeby cokolwiek mnie cieszyło ale nic z tego. Miałam iść wtedy do psychologa, ale byłam już tak zmęczona, że tej pomocy odmówiłam, co jakiś czas nawracały mnie myśli czy nie pójść po pomoc i nawet jeśli pojawiła się u mnie chęć, aby o tą pomoc poprosić to później znowu miałam chwile, gdzie odrzucałam i tak w kółko do dziś. Także od około 4-5 miesięcy mam intensywne zmiany zachowania, w momentach, gdy potrafię siedzieć przygnębiona patrząc się w punkt, to za chwilę potrafię być bardzo energiczna i entuzjastyczna albo za chwilę potrafię być wręcz wściekła na cały świat, że każdy jest przeciwko mnie. Jeśli chodzi o relacje międzyludzkie to od momentu kiedy się zaczęłam źle czuć zaczynałam się początkowo odizolowywać od moich przyjaciół. Gdy oni się martwili co się dzieje to zazwyczaj im nic nie mówiłam, a właśnie od 4-5 miesięcy kiedy się pojawiły zmiany zachowania to wiele moich przyjaźni na tym ucierpiało, zaczęłam obwiniać ich, że to przez nich cierpię, przez co oni nie wiedzieli o co chodzi, byłam dla nich bardzo impulsywna i chciałam za wszelką cenę ich odpychać ode mnie, a potem do mnie przyciągnąć. Skutki tego są teraz takie, że się ani z nimi ani w ogóle z nikim nie potrafię się dogadać, bo przez to jak się czuje i przez to, że ja cierpię to bliscy dla mnie ludzie też powinni. Zmiany zachowania zaczynają mnie już wyczerpywać, bo są tak silne i ciężkie do kontrolowania, że jedyny odpoczynek od tych uczuć to tylko sen. Tylko bym leżała w łóżku użalając się nad sobą i walić sobie w głowie i karać się za to. Próbowałam porozmawiać z moją mamą o tym problemie, to co czuje, ale nie mogłam od niej dostać zrozumienia i do dziś nie dostałam, mimo że serio kocham moją mamę, darzę ją szacunkiem, to jak tylko był temat o moim stanie psychicznym, było traktowane jako ''nic wielkiego'' i odczuwałam wrażenie, że nie rozumie i nawet nie próbuje mnie zrozumieć, a wręcz nie chciała traktować moich problemów na poważnie. Jedynie na kogo mogę liczyć teraz to na mojego tatę, który obserwuje i pilnuje tego jak się czuje, on wie doskonale o tym co się u mnie dzieje. Zastanawiam się tylko co teraz robić? Gdzie się udać po pomoc? Ten mój stan długo trwa i mam go powoli już dość. Totalnie nie rozumiem co się dzieje i co robić.
Naprawa zranionego zaufania po rozstaniu i zmaganiach z relacją
Jak mam naprawic zranione zaufanie? Chlopak z ktorym miesiac temu sie rozstałam i bylam w dziwnej relacji wczoraj powiedzial ze stracil do mnie uczucia. Ze tracil je odkad bardziej sie klocilismy (ponad miesiaca) Gdzie jeszcze dzien wczesniej mnie dotykal. Prosil o moje majtki ☠️ (po co??) Czuje sie fatalnie. Ten dzien co to robil. Mowil ze ma nadzieje ze w przyszlosci jak oboje sie wyleczymy bedziemy znowu razem Ze mnie kocha i chce sie starac by ze mna w przyszlosci byc. Nie rozumiem po co te klamstwa. Gadal ze chcial to ciagnac az nie pojde z nim do szpitala zapytac o miejsca na oddzial zamkniety by sie wyleczyc. Ale.. po co? Po co tak klamal? Mogl powiedziec prawde. Teraz czuje sie gorzej i czuje ze juz nigdy nie zaufam ze ktos naprawde moze mnie kochac Wiem ze mam zaraz dopiero 19 lat ale czuje ze juz nic dobrego mnie nie spotka Nie widze swojej przyszłości Boje sie Nie umiem nadazyc za tępem życia Nie daje juz sobie rady a nie mam pieniedzy na leczenie A na nfz juz wszedzie bylam Mam jeszcze leki po ostatniej wizycie 2-3 tygodnie temu, przypisala mi w razie co na 2-3 miesiace wiec jest okej Ale wciaz przeraza mnie to
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.