
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rozwój i praca, zaburzenia nastroju
- Jak poradzić sobie...
Jak poradzić sobie z poczuciem beznadziejności po utracie pracy i problemami finansowymi?
Anna
Agnieszka Włoszycka
Witam Pani Anno,
Z tego co Pani pisze, wnioskuję, że czuje Pani silny smutek, bezradność i przeciążenie, jakby wszystko naraz zaczęło się sypać, pojawia się też lęk o przyszłość i stałe napięcie związane z pieniędzmi i pracą.
Słychać poczucie winy i wstydu, szczególnie w porównywaniu się do innych i do „siebie sprzed lat”
jest w tym dużo samokrytyki i myśli o własnej bezwartościowości, które brzmią jak bardzo surowy wewnętrzny głos
do tego wyczerpanie psychiczne i fizyczne (sen, stres, włosy, jedzenie jako ulga)Według mojej opinii to obraz silnego przeciążenia i długotrwałego stresu, który zaczyna obejmować emocje, ciało i relacje.
Zatrzymuje mnie jedno: czy ma Pani w tym wszystkim choć jedną osobę, z którą może Pani realnie porozmawiać i dostać wsparcie „tu i teraz”? Można też tutaj do nas pisać.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Marcin Brodowski
Dzień dobry,
to wymaga dużej odwagi, aby napisać o tym wszystkim tak szczerze. Czytając Pani wiadomość, mam poczucie, że od bardzo długiego czasu niesie Pani na sobie ogromny ciężar. Przy takiej ilości stresu czuje się Pani psychicznie i emocjonalnie wyczerpana.
Doświadczenia przez jakie Pani przechodzi, mocno wpływają na sposób myślenia o sobie. Kiedy człowiek przez dłuższy czas żyje w napięciu i niepewności, łatwo zaczyna patrzeć na siebie wyłącznie przez pryzmat porażek i porównań do innych. Widzę jednak w Pani wiadomości przede wszystkim osobę, która mimo ogromnego przeciążenia nadal próbuje - wysyła CV, chodzi na rozmowy, walczy o przetrwanie, choć jest jej bardzo trudno.
Czytam również, jak dużo bólu jest w poczuciu, że „wszyscy idą dalej”. Bardzo wiele osób w trudnym momencie życia ma wrażenie, że zostały w tyle, ale życie nie rozwija się według jednego harmonogramu. Czasem utykamy w jakimś miejscu ale wierzę, że zawsze jest szansa, że tak nie będzie wyglądała cała przyszłość.
Najważniejsze jest teraz to, żeby nie zostawała Pani z tym sama. W takim stanie człowiek często zaczyna wierzyć swoim najciemniejszym myślom i traci kontakt z tym, że kryzys jest czymś, przez co można przejść przy odpowiednim wsparciu. Myślę, że przydatnym byłoby znalezienie przestrzeni, w której będzie mogła bez oceniania opowiedzieć o tym wszystkim i stopniowo odzyskiwać poczucie wpływu oraz bezpieczeństwa. Nie musi Pani radzić sobie z tym wszystkim samotnie.
Wszystkiego dobrego i pozdrawiam,
Marcin Brodowski
Daria Składanowska
Dzień dobry,
Dziękuję za wiadomość. Pisze Pani Kocham "czytać książki i oglądać seriale" wskazując na swoje ogromne zasoby które Pani ma. Warto dać sobie szansę i porozmawiać z osobą Pani bliską, psychologiem, doradcą zawodowym.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Psycholog, Doradca kariery

Centrum Psychoterapii Jaźniej
Dzień dobry!
Utrata pracy, to często bardzo trudne wydarzenie w życiu. Szczególnie, że w pani przypadku zdarza się nagle. To może wywoływać różne emocje, rekcje i zachowania. Ale jeżeli te reakcje nie ustępują lub nie zmniejszają się samoistnie po kilku tygodniach, to myślę, ze warto skonsultować się z lekarzem psychiatrą, bo być może są to objawy depresji (negatywne myśli na swój temat, izolowanie się, kompulsywne jedzenie, anhedonia, objawy psychosomatyczne...). On postawi diagnozę i dobierze odpowiednie leki, aby mogła się Pani poczuć lepiej.
Proponuję też rozpocząć psychoterapię, aby mogła Pani popracować nad obrazem siebie, odzyskaniem radości i spokoju. Dbanie o zdrowie, szczególnie o dobrostan emocjonalny, to bardzo ważna sprawa i dobra inwestycja.
Pozdrawiam
Centrum Psychoterapii Jaźniej
Martyna Kaleta
Dzień dobry,
czytam to i mam poczucie ogromnego przeciążenia. Jakby przez ostatnie miesiące wszystko zaczęło się stopniowo zaciskać wokół Pani – stres o pieniądze, utrata pracy, porównywanie się, lęk o przyszłość, coraz większa samotność...
Mam też takie poczucie, że bardzo dużo jest w Pani teraz wewnętrznej surowości - a więc wewnętrznego, krytycznego głosu. Głos, który mówi: „zawaliłaś życie”, „inni sobie radzą, a Ty nie”,
I myślę, że właśnie ten głos bardzo pogłębia Pani cierpienie. A czasem, bez głębokiej pracy nad sobą,trudno od tego głosu się uwolnić.
Utrata pracy i długie szukanie zatrudnienia naprawdę potrafią podkopać poczucie własnej wartości. Szczególnie kiedy zaczyna brakować pieniędzy i bezpieczeństwa. Wtedy człowiek bardzo łatwo zaczyna patrzeć na siebie wyłącznie przez pryzmat „czy jestem wystarczająca”.
Mam też poczucie, że zanim uda się stanąć mocniej zawodowo, bardzo ważne byłoby trochę odbudować siebie samą. Nie tylko szukać kolejnych ofert, ale spróbować wrócić do jakiegoś kontaktu z własną wartością, która teraz wygląda jakby była całkowicie zależna od tego, czy świat odpowie pozytywnie.
Może warto też skorzystać z bardziej praktycznej pomocy – np. doradcy zawodowego albo AI do przygotowania CV i dostosowywania go pod konkretne ogłoszenia. Czasem takie małe kroki dają trochę więcej poczucia wpływu i pomagają wyjść z poczucia kompletnego zatrzymania. Pozwalają też lepiej wpasować się w oczekiwania rynku i pracodawców.
To, że teraz trudno Pani czuć radość, skupić się na książce czy odpocząć bez poczucia winy, nie znaczy, że „już taka Pani będzie”. Raczej, że jest Pani bardzo przeciążona i coraz trudniej jest nieść to wszystko samej.
I myślę, że warto byłoby poszukać też wsparcia dla siebie – nie tylko wokół pracy, ale wokół tego, jak bardzo zaczęła Pani wierzyć, że jest mniej warta od innych ludzi. Bo z tym naprawdę można pracować i dać sobie szansę, by poczuć się inaczej.
pozdrawiam,
Martyna Kaleta
Joanna Cichosz
Dzień dobry,
Utrata pracy i ciągły stres finansowy potrafią odebrać poczucie wartości oraz sprawić, że wszystko zaczyna wyglądać beznadziejnie. To naturalne, że trudno wtedy czymkolwiek się cieszyć i że porównywanie się do innych tylko pogłębia ból. Mam też wrażenie, że jest Pani w tym wszystkim wyjątkowo surowa wobec siebie. To, że teraz jest ciężko, nie oznacza, że zawiodła Pani siebie sprzed lat czy swoje życie. Jest Pani w kryzysie, a kryzys zmienia sposób myślenia o sobie i przyszłości. Zwłaszcza kiedy trwa miesiącami. Warto potraktować tę sytuację już nie jako „gorszy czas”, ale sygnał, że potrzebuje Pani wsparcia. Jeśli ma Pani możliwość, proszę skonsultować się z psychologiem albo psychiatrą w ramach NFZ, Centrum Zdrowia Psychicznego lub telefonu wsparcia (116 123). Proszę pamiętać, że w silnym stresie często widzimy swoją przyszłość znacznie ciemniej, niż wygląda ona naprawdę. To nie jest stan, który musi trwać zawsze.
Wszystkiego dobrego,
Joanna Cichosz
Łukasz Dyłka
Dzień dobry.
To, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo silne przeciążenie, a nie jak lenistwo czy „zawalone życie”. Utrata pracy, brak pieniędzy, odrzucenia po rozmowach kwalifikacyjnych, presja rodziny i porównywanie się z innymi potrafią bardzo mocno uderzyć w poczucie własnej wartości.
Warto potraktować poważnie to, że nic już Pani nie cieszy, trudno się skupić, unika Pani ludzi, jedzenie stało się jedyną ulgą, wypadają włosy i coraz trudniej funkcjonować. To może być reakcja na długotrwały stres, ale może też przypominać stan depresyjny. Nie trzeba czekać, aż będzie jeszcze gorzej, żeby szukać pomocy.
Na teraz najważniejsze są dwie rzeczy: zabezpieczenie podstawowych potrzeb i wsparcie psychiczne. Jeśli nie ma Pani pieniędzy na jedzenie i rachunki, proszę zgłosić się do MOPS/OPS w miejscu zamieszkania i powiedzieć wprost, że jest Pani bez pracy, bez środków na podstawowe potrzeby i potrzebuje pilnej pomocy. To nie jest wstyd. Od tego są takie instytucje.
Równolegle warto zgłosić się do lekarza rodzinnego albo psychiatry, szczególnie jeśli smutek, bezsenność, brak sił, objadanie się i poczucie beznadziei utrzymują się dłużej. Można też skorzystać z Centrum Zdrowia Psychicznego, jeśli działa w Pani rejonie. Tam można dostać pomoc bez skierowania.
Proszę też nie karać się za odpoczynek. To, że jest Pani bez pracy, nie oznacza, że nie ma Pani prawa zjeść, spać, przeczytać książki czy obejrzeć serialu. Człowiek w kryzysie nie działa lepiej od ciągłego biczowania się. Odpoczynek nie jest nagrodą za sukces, tylko warunkiem przetrwania.
Nie warto też porównywać swojego życia do znajomych. Widzi Pani ich podróże, pracę i sukcesy, ale nie widzi całego ich wnętrza. Pani ma teraz realny kryzys i potrzebuje konkretnego wsparcia, a nie kolejnego dowodu, że „inni sobie radzą”.
Proszę zacząć od bardzo małych kroków: dziś kontakt z OPS/MOPS albo urzędem pracy, jedna wiadomość do kogoś zaufanego, jedna normalna porcja jedzenia, jedna krótka czynność domowa. Nie plan całego życia. Tylko następny krok.
I bardzo ważne: jeśli pojawiają się myśli, że nie chce Pani żyć, że nie ma już wyjścia albo mogłaby Pani zrobić sobie krzywdę, proszę nie zostawać sama. Wtedy trzeba zadzwonić pod 112, zgłosić się na SOR albo zadzwonić do Centrum Wsparcia 800 70 2222. To jest moment na pilną pomoc, nie na samotne zaciskanie zębów.
25 lat to nie jest koniec życia. To, że teraz wszystko się rozsypało, nie oznacza, że tak już zostanie. Ale nie musi Pani wychodzić z tego sama.
Łukasz Dyłka

Zobacz podobne
Mam mętlik w głowie i obrzydzenie do życia. Mój brat jest niepełnosprawny umysłowo w stopniu głębokim. Ostatnio stał się bardziej nerwowy. Trzaska drzwiami, uderza w piec w nocy.
Jest głośny. W dzieciństwie zdarzyło się, że uderzył mnie lub siostrę. Często chodzi nago i się... zadowala. Na oczach wszystkich. Mama bagatelizuje ten problem, mówi, że z siostrą dramatyzujemy, przesadzamy. Że to nienawiść nas zaślepia. I może tak jest. Czuję się przeklęty. Nienawidzę życia, studiuje, więc mieszkam z rodzicami. Nie mam gdzie pójść. Próbowałem szukać pomocy u specjalistów, ale przepisywali mi tylko antydepresanty, leki przeciwlękowe. Nie stać mnie na terapię. Nienawidzę siebie. Nienawidzę mojego otoczenia. Nie mam motywacji do niczego, tkwię w depresji, która jest codziennością. Nawet nie wiem, czy to choroba, czy zwyczajny stan przytępienia. Nienawidzę moje brata, jestem złym człowiekiem. Przedawkowywałem tabletki o kilkaset mg, żeby zobaczyć, na jaką granice mogę się posunąć. Chcę pustki. Mam ogromne problemy społeczne. Czuję, że nie pasuję. Nie umiem rozmawiać z ludźmi, nie umiem i nie czuje potrzeby zawierać przyjaźni.
Żyję w stanie zawieszenia między rzeczywistością a snem urojonego umysłu, którym chyba jestem. Nie mam celu. I sensu. Będę musiał płacić alimenty na brata, gdy rodzice nie będą w stanie się nim zajmować. Jak byłem mały, myślałem, że mój brat jest opętany. Miałem paranoję przed duchami, zdarzyło mi się widzieć zjawy i słyszeć skrzypienie mebli w środku nocy.
Jestem brzydkim, ohydnym dziwakiem. Chodzę na studia, ale czuję się jakbym, nie należał. Stoję za małą. Wyglądam obrzydliwie. Powoli mam dość. Powoli już mnie wszystko przytłacza. Moja mama nie chce oddać go do ośrodka, a ja nawet jeśli się wyprowadzę, będę przygnębiony z powodu sytuacji mamy. Jest uwięziona z nim. Do śmierci. Proszę. Czy dramatyzuje? Już nie wiem, co jest prawdą, co kłamstwem.

