
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, związki i relacje
- Bardzo kocham swoją...
Bardzo kocham swoją dziewczynę, ale ostatnio mam napływ myśli czy chce z nią dalej być, czy mi się podoba...
Anonimowo
Anna Martyniuk-Białecka
Witam,
Czytając Twoją wypowiedź najbardziej trafia do mnie taki dylemat pomiędzy “ta jedyna” i “idealna” a “czy na pewno mi się podoba”? Takie rozważania i refleksje wydają się być zupełnie naturalne, bo normalnym jest, że Ci na tej osobie zależy, nie chcesz jej skrzywdzić, jesteś ciekaw, jak to się dalej rozwinie, a z drugiej strony myślisz o tym, czy nie spróbować z kimś innym. Skoro to pierwsza miłość to nie masz przecież doświadczenia, jak byłoby w innym związku i pojawia się taka ciekawość. Wiele osób na podobnym etapie związku i w takiej sytuacji, może mieć tego rodzaju myśli. Chciałabym Cię zaprosić do takiej refleksji i wspólnego zastanowienia się, czy ludziom zdarza się być idealnym, czy to czasem z jakiegoś powodu nam się przytrafia ich idealizować i czemu to może służyć?
A dodatkowo przyjrzałabym się też, skąd pojawia się w Tobie taka presja, że teraz już musisz podjąć ostateczną decyzję co do tego związku albo innych w przyszłości. Jesteście razem rok i jako para poczyniliście pewne postępy, wkładając sporo zaangażowania, np. poznając swoje rodziny. To nie oznacza ani tego, że musicie być ze sobą do końca życia, ani tego, że wkrótce się rozstaniecie. Rzeczy po prostu się zadzieją. Choć rozumiem, że odczuwasz pewnego rodzaju dyskomfort w związku z tymi myślami. Pewnie one jakoś Cię w tym poprowadzą dalej, jestem przekonana, że cokolwiek wybierzesz, masz w sobie zasoby, aby sobie z tym poradzić. :)
Anna Białecka

Zobacz podobne
Miałem zadać pytanie, lecz podczas pisania uświadomiłem sobie, że lepiej się poczuje, gdy słowa opiszą i być może otworzą mi oczy, jak głęboko na dnie się obecnie znajduję.
Mam 24 lata nigdy nie miałem dziewczyny. Najpiękniejsze uczucie, jakim jest miłość i coś, co leży w naturze ludzkiej, jest mi zupełnie obce (pisząc ten fragment, poleciały mi natychmiastowo łzy). Ponad to, od 10 lat nie mam choćby jednego znajomego, z którym mógłbym popisać o wypadach na miasto, nawet nie myślę, są to zbyt odległe marzenia. Nie mam również rodziny.
Ojciec zmarł, gdy miałem dwa latka, od tamtego momentu mama kompletnie nie dawała sobie rady pod żadnym aspektem wychowywania dziecka, nigdy nie przekazywała mi żadnych wartości, nigdy niczego mnie nie nauczyła, a nawet nie obdarowała mnie matczyną miłością (uświadomiłem to sobie, dopiero gdy się od niej wyprowadziłem).
Miała partnera, który ją bił, miałem wtedy 6-12 lat nie mogłem nic zrobić, tylko płakać i patrzeć się na to z nadzieją, że przestanie. Przez 6 lat życia z nim, jako dziecko, nie wychodziłem z pokoju do kuchni czy łazienki, gdy pierw nie upewniłem się, że nie będę musiał go mijać w przedpokoju.
W wieku 21 lat chciałem zacząć nowe życie, więc sam wyprowadziłem się do Belgii, mam dobrze płatną i stabilną pracę, lecz przez to, że wychowałem się bez ojca, kompletnie nie radzę sobie z rzeczywistością i realiami, które wiążą się z samodzielnym życiem. Mam lęki przed wyjściem do sklepu, nawet gdy coś pilnie potrzebuję, to często strach daje za wygraną.
W tym momencie uświadomiłem sobie, że to, co teraz robię, nie ma żadnego sensu i nie zmieni to mojego życia.
Dodam jeszcze tylko, że gdy mój stan jest wyjątkowo krytyczny, uspokaja mnie wtedy myśl o samobójstwie, że wtedy przecież już zupełnie nic nie będzie miało znaczenia.
Znam odpowiedź specjalisty, który podejmie się mojej sprawy -zmień dotychczasowe nawyki, z dnia na dzień stawaj się lepszy o 1%. Bardzo bym chciał, żeby to było takie proste, ale wiem, że już jest na mnie za późno
Dzień dobry, mam 32 lata i jestem bardzo samotną osobą.
Od dziecka nie mam żadnych przyjaciół, w szkole byłam bita i odrzucana, nikt nie chciał się ze mną zadawać. Do tej pory nie mam żadnych przyjaciół, czuje się wykluczona od społeczeństwa. Moja rodzina mnie nie wspiera, mają mnie za dziwolonga, moje kuzynki nie przyznają się do mnie, bo się mnie wstydzą. Jestem normalną osobą, po prostu mam w życiu pecha, chciałabym mieć przyjaciół, ale nie mam szczęścia do ludzi, po prostu mam pecha, ale rodzina tego nie rozumie.
W życiu spotykają mnie same cierpienia i dzieje się to nie przypadkowo, po prostu wygląda to tak, jakbym była przeklęta. Nie wiem, co mam robić. Czy iść do egzorcysty to jest nielogiczne, żeby od samego początku działy się ze mną straszne rzeczy. Cały świat jest przeciwko mnie, nikt mnie nie rozumie, moja rodzina ma mnie za chorą, a ja jestem zdrowa psychicznie. Nie wiem, co mam robić

