Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z mamą z nerwicą lękową, gdy sama jestem w leczeniu onkologicznym?

Dzień dobry. Mama ma nerwicę lękowa. Problem dla mnie jako osoby która z nią mieszka i opiekuje się nią polega na tym że przed jakimkolwiek wyjściem wiele razy pyta czy już wychodzimy. Pogania mnie i wymusza wcześniejsze wyjście. Na przykład ubiera się i wychodzi przed dom i już czeka. Próbowałam nie mówić o której wychodzimy i na odwrót też wiedząc ciągle pyta. Jak postępować bo jest to męczące dla mnie takie wymuszanie wszystkiego na tu i teraz na już. Jestem jedynaczką i obecnie leczę się onkologicznie, chemioterapie i jest mi ciężko psychicznie. Nie chcę się irytować na mamę ale to i wiele innych zachowań jest bardzo męczące dla mnie. Poproszę o radę.
User Forum

Luka 72

1 miesiąc temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Myślę, że zachowanie mamy może wynikać z silnego lęku i potrzeby odzyskania poczucia kontroli, dlatego tak bardzo skupia się na czasie, wychodzeniu i „byciu gotową”. To jednak nie zmienia faktu, że dla Pani, szczególnie w trakcie leczenia i ogromnego obciążenia psychicznego, może być to bardzo wyczerpujące. Sądzę, że warto spokojnie wyznaczać granice i nie wchodzić za każdym razem w odpowiadanie na te same pytania. Można łagodnie powtarzać: „Mamo, wszystko jest pod kontrolą, wyjdziemy o ustalonej godzinie”. Ważne też, by pamiętała Pani o sobie, opiekun osoby lękowej również potrzebuje wsparcia, odpoczynku i prawa do zmęczenia.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Michalska

Katarzyna Michalska

Widzę, że jest Pani w bardzo trudnej sytuacji: z jednej strony opiekuje się Pani mamą, która mierzy się z nasilonym lękiem, z drugiej sama przechodzi Pani leczenie onkologiczne i odczuwa duże zmęczenie psychiczne. To naturalne, że w takiej sytuacji pojawia się irytacja i poczucie przeciążenia. To trudna sytuacja, bo wymaga jednocześnie empatii wobec bliskiej osoby, jak i troski o siebie.

Zachowanie Pani mamy może być związane ze stanami lękowymi, o których Pani wspomina. „Bycie gotową wcześniej” chwilowo ten lęk obniża. Rozumiem jednak, że dla Pani jest to męczące i obciążające.

To, co może być pomocne, to wprowadzenie jasnych zasad:

- ustalenie konkretnej godziny wyjścia i spokojne jej powtarzanie, bez wchodzenia w długie tłumaczenia,

- nieprzyspieszanie wyjścia pod wpływem ponagleń – ponieważ może to nieświadomie wzmacniać ten schemat,

- ustalenie „czasu gotowości” (np. można być gotowym wcześniej, ale wychodzą Panie o ustalonej godzinie).

Proszę też wziąć pod uwagę swoje zasoby w tej, niewątpliwie trudnej, sytuacji. Jest Pani w trakcie leczenia i ma Pani prawo dbać o siebie oraz szukać rozwiązań, które Panią odciążą. Pomocne może być wsparcie w opiece nad mamą (ze strony bliskich lub specjalistów). Warto również rozważyć pomoc psychologiczną – zarówno dla mamy, jak i dla Pani.

Proszę pamiętać, że dbanie o własne siły nie jest egoizmem, tylko koniecznością.

Pozdrawiam,

Katarzyna Michalska

1 miesiąc temu
Karol Boruch-Gruszecki

Karol Boruch-Gruszecki

Dzień dobry,

 

Chcę zauważyć, że jest Pani w trudnej sytuacji, która powoduje ciągły stres - zarówno opieka nad mamą jak i chemioterapia są obciążającymi doświadczeniami. W połączeniu z wymuszaniem "na tu i teraz" przez Pani mamę, to naturalne, że może pojawić się złość. Ta emocja sama w sobie nie jest niczym złym - jest tylko sygnałem z ciała o tym, że ktoś narusza Pani granice. Złość motywuje nas do rozwiązania problemu - ważne jest jednak, żeby to zrobić nie raniąc drugiej osoby.

 

Myślę, że jasna komunikacja i ustalenie granic co do tego jakie zachowanie mamy jest ok, a jakie nie, może pomóc. Może Pani porozmawiać z nią o tym jak jej zachowanie wpływa na Panią - mówiąc o swoich odczuciach i faktach, bez obwiniania drugiej osoby. Potem mogą Panie spróbować ustalić ilość czasu przed wyjściem, który będzie odpowiadał obu osobom. Następnie proszę opierać się na tych ustaleniach i pokazywać mamie, że wyjście np 30 minut przed spotkaniem jest wystarczające, i że w przeszłych sytuacjach zdążyły Panie na czas, a nic złego się nie stało. Jeśli mama nadal będzie próbowała wymuszać wcześniejsze wyjście, proszę przypomnieć jej o razem ustalonych zasadach.

 

Mówienie o swoich potrzebach, przy jednoczesnym poszanowaniu potrzeb i emocji drugiej osoby, nigdy nie będzie błędem - może za to być pierwszym krokiem do zbudowania zdrowszych granic w relacji.

 

Pozdrawiam,

Karol Boruch-Gruszecki

1 miesiąc temu
Klaudia Wolaszek

Klaudia Wolaszek

To, co Pani opisuje, jest naprawdę obciążające, szczególnie w sytuacji, w której sama zmaga się Pani z leczeniem onkologicznym i ma ograniczone zasoby.

Zachowania Pani mamy (częste pytania o wyjście, poganianie, wychodzenie wcześniej) bardzo pasują do obrazu nasilonego lęku. W takich stanach osoba często próbuje odzyskać poczucie kontroli poprzez dopytywanie i przyspieszanie wydarzeń. Niestety, choć daje to chwilową ulgę, długofalowo może utrwalać ten mechanizm.

Z perspektywy psychologicznej kluczowe jest to, że uspokajanie i wielokrotne odpowiadanie na te same pytania paradoksalnie może wzmacniać lęk - bo mózg uczy się: „muszę sprawdzać, żeby było bezpiecznie”.

W takich sytuacjach często pomaga:

-ustalenie jednej, stałej informacji (np. godziny wyjścia) i konsekwentne jej trzymanie,

-unikanie wielokrotnego uspokajania i wchodzenia w powtarzające się zapewnienia,

-spokojne, krótkie komunikaty zamiast tłumaczeń,

-w miarę możliwości wprowadzenie przewidywalnej rutyny

 

Jednocześnie warto podkreślić coś ważnego: Pani sytuacja jest bardzo wymagająca emocjonalnie i fizycznie, dlatego ma Pani prawo do stawiania granic i dbania o siebie. Opieka nad osobą z lękiem nie powinna odbywać się kosztem Pani zdrowia.

 

Jeśli zachowania mamy są bardzo nasilone, warto rozważyć również konsultację psychiatryczną lub psychoterapeutyczną dla niej - żeby mogła dostać wsparcie ukierunkowane bezpośrednio na lęk.

1 miesiąc temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Sytuacja, w której się Pani znajduje, jest trudna, ponieważ Pani własne zasoby sił – zarówno fizycznych ze względu na leczenie onkologiczne, jak i psychicznych – są obecnie na wyczerpaniu, a choroba mamy generuje dodatkowe napięcie. Zachowanie mamy, czyli to uporczywe poganianie i czekanie przed domem, to typowy objaw nerwicy lękowej – mama próbuje rozładować swój lęk przed „niezdążeniem” lub niepewnością poprzez natychmiastowe działanie. Dla Pani jest to jednak forma presji, która w obecnym stanie zdrowia jest wyjątkowo obciążająca.

Najważniejsze jest, aby chroniła Pani swój spokój, ponieważ Pani organizm potrzebuje teraz każdej dawki energii na walkę z chorobą. Proszę spróbować wprowadzić jasną zasadę „jednego komunikatu”, zamiast wchodzić w dyskusję.

Musi Pani zaakceptować, że mama może stać przed domem i czekać – to jest jej sposób radzenia sobie z lękiem i nie musi to zmuszać Pani do wcześniejszego wyjścia. Wyznaczenie granicy nie jest brakiem empatii, ale koniecznością, by przetrwała Pani ten najtrudniejszy czas. Proszę nie bać się prosić o pomoc inne osoby z otoczenia lub fundacje wspierające pacjentów onkologicznych, aby choć na chwilę odciążyć się od roli opiekunki – teraz to Pani jest osobą, która najbardziej potrzebuje troski.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu
Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

Pani mama prawdopodobnie próbuje w ten sposób obniżyć własny lęk i odzyskać poczucie kontroli. Ciągłe pytanie o wyjście czy poganianie zwykle wynika z napięcia. Jednocześnie ma Pani pełne prawo czuć zmęczenie i przeciążenie.

Pomocne bywa spokojne, konsekwentne komunikowanie granic, bez wdawania się w wielokrotne uspokajanie. Im więcej tłumaczenia i odpowiadania na kolejne pytania, tym bardziej lęk często się nakręca.

Warto też ograniczyć dostosowywanie całego dnia do napięcia mamy, bo wtedy organizm mamy uczy się, że pośpiech rzeczywiście „pomaga”. Lepiej trzymać spokojny rytm i przewidywalne zasady.

Jednocześnie bardzo ważne jest zadbanie o Panią. Łączenie opieki nad osobą lękową z własnym leczeniem to ogromne obciążenie. Jeśli ma Pani taką możliwość, proszę poszukać wsparcia dla siebie, choćby psychologa, grupy wsparcia dla osób chorujących onkologicznie lub pomocy wśród dalszej rodziny czy znajomych. Nie powinna Pani dźwigać wszystkiego sama.

Pozdrawiam i życzę powodzenia :)

1 miesiąc temu
Karol Barra

Karol Barra

Dzień dobry,
To co Pani opisuje rzeczywiście może być bardzo męczące, szczególnie przy własnym leczeniu i dużym obciążeniu psychicznym.

U osób z nasilonym lękiem często pojawia się potrzeba kontroli i wcześniejszego przygotowania się do wyjścia. Dla mamy takie pytania i poganianie prawdopodobnie zmniejszają napięcie.

Jednocześnie ważne jest też dbanie o własne granice. Pomocne bywa spokojne i konsekwentne odpowiadanie krótkim komunikatem, np. "wychodzimy o 14 i wszystko jest przygotowane", bez wielokrotnego tłumaczenia.

Warto pamiętać, że zmęczenie czy irytacja w takiej sytuacji nie oznaczają braku miłości do mamy. Jest Pani po prostu bardzo obciążona.

 

Pozdrawiam Karol Barra

1 miesiąc temu

Zobacz podobne

Nie daje już sobie rady, ciągle się stresuje, nawet jeśli nie muszę
Witam. Nie daje już sobie rady, ciągle się stresuje, nawet jeśli nie muszę, mam lęki boję się wychodzić z domu, bo od tych lęków mam mdłości, ciągle się zamartwiam, na samą myśl, że zbliżają się święta, chodzę zestresowana. Mam już tego dość jest to bardzo męczące, nie chce mi się żyć. Proszę o pomoc.
Wysoka wrażliwość - często płaczę, zwłaszcza, gdy z czymś sobie nie radzę.
Jestem WWO i często płaczę, zwłaszcza w szkole. Co mam robić, żeby przestać, bo to bardzo mi przeszkadza, szczególnie po usłyszeniu, np. że mam dwa sprawdziany w przyszłym tygodniu, z czegoś, z czym sobie nie radzę.
Minął już prawie rok, odkąd straciłam pracę.
Minął już prawie rok, odkąd straciłam pracę. Sama zrezygnowałam po konflikcie z pracownikami. Była to moja wymarzona praca, ale nie mogłam tam zostać - uniosłam się honorem. Mam trójkę dzieci, z których najstarszy syn ma 10 lat, mąż dobrze zarabia, właściwie mogłabym nie pracować. Ale dręczy mnie lęk o przyszłość. Nie pracuję, nie mogę sama zapewnić sobie przyszłości, a co jeśli męża kiedyś zabraknie, z czego utrzymam dzieci. Ciągle dręczą mnie myśli, które odbierają mi spokój. Do tego doszło jeszcze przekonanie wyniesione z pracy, że niczego nie potrafię i do niczego się nie nadaje. Czy takich osób, które zajmują się domem, zamiast pracować, jest więcej? Czy one też żyją w takim lęku? Ciągle o tym myślę, trudno zasypiam, Niechętnie wychodzę z domu. Całe życie borykam się z niepotrzebnymi myślami. Jest mi ciężko. Mąż w ogóle nie chce ze mną o tym rozmawiać.
Jak radzić sobie z krytyką i lękami po konflikcie rodzinnym?

Witam, nie radzę sobie z krytyką. Ciągle obwiniam się o wszystko. Lęki i niepokój pojawiły się po konflikcie męża z bratem. Ja byłam wtedy w szpitalu. Bratanice męża zaczęły pisać SMS-y, obrażając mnie. U nich jest tak, że nie znoszą innego zdania, nie można postawić granic. Mąż nie chce utrzymywać z nimi kontaktu, mówi, że są toksyczni. Wygadują niestworzone rzeczy, a ja jestem zalękniona, czuję się zastraszona, boję się spotkać ich na ulicy, żeby mnie nie zaczepiali. Nie śpię, straciłam apetyt i czuję ogromny strach. Leczyłam się kiedyś na zaburzenia lękowe, niestety, ze względu na nowotwór musiałam odstawić leki. Nie wiem, jak sobie pomóc, cierpię strasznie, dla mnie to jest męczarnia. Lekarz przepisał Asertin, czekam, czy mi pomoże. Byłam też u psychologa. Może jeden, dwa dni było ok, a tak zamęczam wszystkich rozmowami na temat tamtej rodziny. Tłumaczą mi, że skoro oni nas nie szanują, to należy uciąć kontakt. Tym bardziej, że rozpowszechniają nieprawdziwe informacje. Tylko że ja nie daję rady, nie wiem, czy ten konflikt nie wywołał nawrotu choroby, tych zaburzeń lękowych. Dodam, że dwa razy miałam przerwę w terapii, poza tym co jakiś czas były nawroty, z tym że te lęki miały inne tło – bałam się śmierci, przejęłam się wynikami. A teraz cały czas mam negatywne myśli o rodzinie męża, nie potrafię wyzbyć się strachu i lęku. Już nie wiem, co robić.

Boję się samotności, za mną rozstania i teraz ciężka sytuacja. Bardzo mi ciężko. Jaka psychoterapia będzie dla mnie najlepsza?
Mam 31 lat. W ciągu 5 lat przechodzę 3 rozstanie. Sa to moje pierwsze związki, ponieważ na studiach nie chciałam sie angażować w relacje, miałam dużo znajomych i nie chciałam być ograniczona zakazami/fochami. Wracając do rozstań - rozstania się kończyły zazwyczaj w burzliwy sposób. Z 1 partnerem większa agresja była z jego strony, miał pretensje, że nie okazuje mu wystarczająco dużo miłości, na ostatnim spotkaniu krzyczeliśmy, trzasnął drzwiami i już go nie widziałam - związek trwał rok. Poźniej zaczęłam mój kolejny roczny związek, byłam bardzo zakochana i mówiłam sobie, że to miłość mojego życia. Mówiłam mu często, że go kocham, a on mówił mi. Miałam przyjaciółke, która wtedy była sama i zarzucała mi, że za bardzo jestem zafiksowana na punkcie tego chłopaka, zaczęła mi podkładać myśli, że on leci na swoją przyjaciółkę, że ona by była zła, gdyby widziała, że jej facet je z jednego słoika z inna kobieta (jedli raz jakieś buraczki, które przyniosła). W końcu w czasie ogromnego stresu w innych dziedzinach życia dostałam od niego zaproszenie na spotkanie z nim i jego inna przyjaciółką, ale byłam wtedy juz umówiona z tą moją przyjaciółką. Historia skończyła sie tak, że z tego spotkania pojechałam z przyjaciółka na spotkanie chłopaka z ta druga przyjaciółka i wybuchła mega awantura, pamiętam, że bardzo krzyczałam, że mnie nie kocha, a ona, że jestem nienormalna. Poźniej wyjechałam z miasta na miesiąc i wypisywałam do niego jakieś żale, on sie odsuwał, a poźniej okazało sie, że jest w związku (2 miesiące po naszym rozstaniu) z ta dziewczyna od buraczków, a na koniec mi powiedział, że ja go popchnęłam w jej ramiona. Jednocześnie moja przyjaciółka, która mi doradzała wróciła do swojego eks i powiedziała mi, że nie może sie ze mna spotkać w czasie mojego kryzysu, bo ma chłopaka. Kontakt z nia i z moim eks sie urwał. To były osoby, z którymi spędzałam najwięcej czasu i nagle zostałam sama. Moja samotność trwała 7 miesięcy ( bardzo cierpiałam i zmieniłam sie, nie bylam juz ta osoba co wcześniej, zaczęłam sie bardziej przejmować wszystkim ) Jednak w mojego 1 w życiu samotnego sylwestra założyłam konto na Tinderze. Poznałam faceta, z którym spotykałam sie 2 miesiące, a on powiedział, że mnie nie pokocha, że szuka czegoś innego. Następnie wpadłam w wir randek i podeszłam zadaniowo do sprawy. Chciałam bardzo znaleźć kogoś odpowiedniego. Raz mnie odrzucali, znikali, raz ja to robiłam. W końcu poznałam mojego ostatniego chłopaka, z którym (jestem?) od 2 lat. Ostatnio stwierdziłam, że przypomina mi mojego ojca - jest zdystansowany emocjonalnie, cichy przy obcych ludziach, a wybuchowy i nerwowy do najbliższych. Jednocześnie pracowity, wierny i opiekunczy. Jest bardzo ambitny i zależy mu na stworzeniu super warunków do życia dla przyszlej rodziny. Widziałam go jako męża i ojca. Przeszkadzały mi jedynie te wybuchy złości, które pojawiały sie od czasu do czasu, a w tym roku kiedy przeprowadziliśmy sie z mojego mieszkania do jego mieszkania zaczęły pojawiać sie również niemiłe słowa - ''wypier*** z mojego domu'', ''odpier** sie'', a raz na wakacjach gdy przyczepił się, że odpięłam jego ładowarkę z kontaktu bez informowania go o tym, zaczęłam naśladować jego dziwny ton głosu i próbować być tak irytująca jak on - nazwał mnie wtedy głupią dziw*ą. Poźniej oczywiście za te wszystkie słowa przepraszał. Ale mimo tego, że było poźniej juz dobrze, planowaliśmy ślub, dom i dziecko, to te słowa 'głupia dziw*a' 'odpier***sie' do mnie wracały. Dodatkowo przez te dwa lata mi powiedział może 3 razy, że mnie kocha i to było po moim dopytywaniu o to po roku związku. Zaczęłam pytać czy podczas przysięgi małżeńskiej powie, że mnie kocha, a on, że powie i bardzo mnie to dziwiło, że nie może robić tego w domu, a na ołtarzu przy ludziach powie.. tak jakby na pokaz. Wszystkie te historie opowiedziałam, aby przeanalizować moje podejście do związku tego i przeszłych. Moim aktualnym problemem jest to, że 2 dni temu mój chłopak sie znowu przyczepił o absurdalnie głupią rzecz, była związana z jego aktualną pracą (za którą nic nie zarobi, ponieważ ta rzecz ma być w przyszłym portfolio jego startupu, a poświęca na nia od 2 miesięcy po 13 godzin dziennie), ale kompletnie na nią nie wpływała. Ja wyśmiałam, że przejmuje się bardziej tym niż organizator tego wydarzenia. W pewnym momencie pamiętam tylko, że stał nade mną i cały czas gadał. Nie chciało mi sie go słuchać i użyłam jego słow sprzed miesiąca ' odpier?** sie', a on do mnie powiedział 'wypier** z mojego domu'. Byłam w szoku, nic nie powiedziałam, a za jakiś czas podeszłam do niego zapytać czy on tak serio. On milczał i długo sie zastanawiał. Stwierdziłam, że skoro tak długo sie zastanawia to musze zacząć sie pakować. Płakalam i pakowałam sie. Była juz noc, wiec zadzwonilam do mamy przy nim(to kawalerka) aby poradzić się, co robić, bo chłopak kazał mi sie wyprowadzić. Nie wdawałam sie w szczegóły. Ale w końcu zostałam jedną noc. Następnego dnia rano po nieprzespanej nocy, z opuchniętymi oczami musiałam jechać do pracy. Przed pracą wrzuciłam do auta reszte moich rzeczy i pojechałam do pracy, a po pracy ruszyłam do mamy (250 km trasy). Teraz jestem u mamy, rozpakowałam wszystkie rzeczy, ale w środę musze być w Warszawie w pracy. Przeprowadziłam jedną spokojną rozmowę z nim i ustaliliśmy, że dopoki nie bede mogla wprowadzić sie do swojego mieszkania (jest aktualnie wynajmowane i ma miesiąc wypowiedzenia) to mogę mieszkać u niego. W tej rozmowie powiedział mi również, że mnie nie kocha, a jak dopytywałam dlaczego mi wcześniej mówił, że nie musi mówić, że kocha, bo miłość okazuje przez czyny to zaczął mówić, że tak było. Dwie sprzeczne rzeczy - to okazuje przez czyny czy nie kocha?. Później zaczęłam dopytywać czym dla niego jest miłość, a on ' że to takie poczucie, że mógłby porzucić wszystkie marzenia dla tej osoby' i że tego przy mnie nie ma. W tym zwiazku robił ze mna różne rzeczy, na które nie mial ochoty - podróż do Azji, która ostatecznie mu sie podobała, a również poszedł na terapie po namowach, aby pracować nad wybuchami złości. Jeszcze tydzień temu rozmawialiśmy o tym, gdzie weźmiemy ślub, mówił, że ma plan na oświadczyny, a wczoraj po tej kłótni powiedział, że mnie nie kocha tym swoim rodzajem miłości. Mi sie wydaje, że go kocham taką dojrzałą miłością, nie jest to taka miłość szalona/namiętna jak do poprzedniego chłopaka. Jestem w stanie pójść na kompromisy, on tez był w stanie pójść na nie dla mnie. Wspieraliśmy sie i motywowaliśmy. Nie było słów 'kocham Cie'. Akceptowaliśmy swoje niedoskonałości, no może ja nie akceptowałam jego obgryzania paznokci. Jestem aktualnie bardzo rozwalona psychicznie i zdezorientowana. Bardzo chcialabym z nim byc i aby przepracował sobie różne tematy na psychoterapii, a następnie sworzyć rodzine. Jutro mamy rozmawiać o tym wszystkim, ale mam przeczucie, że on nie będzie chciał być ze mna, ze sie przelało, mówi, że za często sie kłócimy, ze kłótnie zawsze eskalują do dużego stopnia. Zastanwiam sie czy to moja wina, jego czy nasza. Nie wiem jak poprowadzić jutrzejsza rozmowę, aby sie dobrze skończyła. Boję się, że się ostatesznie rozstaniemy i znowu bede sama. Dodatkowo jestem bardzo lękliwa i nie wyobrażam sobie, aby znowu przechodzić przez wir randek.. nie chce tego. Nie chce poznawać nowych ludzi. Nie chce tracić kolejnych ludzi z mojego życia. Czasami myślę, aby rzucic Warszawe, prace, sprzedać mieszkanie i przeprowadzić sie do mniejszego miasta, gdzie mam bliskich.. lecz tutaj nie ma dla mnie pracy, a zdalnej nie dostanę. W Warszawie aktualnie nie mam nikogo prócz mojego chłopaka i 2 znajomych koleżanek, które maja swoje życie. Strasznie boję sie samotności. Prosze o doradzenie co powinnam zrobić, jak żyć, jeśli jutro dojdzie do rozstania. Przez miesiac bede musiala mieszkac u niego, pozniej sie wprowadze do swojego mieszkania. Będę jezdzila do pracy, wracała, chodziła na basen/rower, jednak wszystko to będzie bardzo samotne. Ludzie w pracy nie zaspokoją mojej potrzeby ciepła i bliskości...Z drugiej strony boje sie, że jak wroce do niego, te te zachowania agresywne beda sie powtarzać, jednak z kolejnej strony zaczął pracować nad tym u psychoterapeuty, wiec jest jakaś nadzieja. Zapomnialam dodac , że drugie rozstanie bardzo przeżyłam, musiałam sie wspomagać lekami typu xanax.. chodzilam na hipnoterapie aby zmniejszyć ból, niestety przez caly czas zwiazku z moim aktualnym partnerem wracałam myślami do tego zerwania z poprzednim, caly czas je analizowalam i wydaje mi sie, że nadal bede mimowolnie do tego wracac. Jak nad tym zapanowac? jaki rodzaj psychoterapii bedzie dla mnie najlepszy? jak postapic jutro?
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.