
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Jak podjąć decyzję...
Jak podjąć decyzję o wspólnym mieszkaniu i nie stracić bliskości z rodziną?
Luna
Bożena Nagórska
Dzień dobry
To poczucie rozdarcia jest w pełni zrozumiałe, bo stoi Pani przed wyborem między dwiema najważniejszymi wartościami: miłością do partnera a lojalnością i więzią z rodziną pochodzenia. Strach przed utratą niezależności oraz lęk o to, że przeprowadzka osłabi relacje z rodzicami i siostrą, to realne obawy, których nie wolno bagatelizować. Warto uświadomić sobie, że w tej sytuacji nie ma złego wyboru, są jedynie różne scenariusze, z których każdy niesie ze sobą jakieś koszty emocjonalne.
Aby odpowiedzieć sobie na pytanie, czego Pani naprawdę chce, warto spróbować oddzielić lęk od realnych faktów. Często boimy się, że zmiana miejsca zamieszkania oznacza koniec dotychczasowego życia, ale w rzeczywistości relacje z bliskimi zależą od jakości kontaktu, a nie tylko od kilometrów. Można zadać sobie pytanie: czy moja obawa o rodziców wynika z ich realnej potrzeby opieki już teraz, czy raczej z mojego poczucia winy, że "opuszczam gniazdo"? Ważne jest też, by szczerze porozmawiać z partnerem o swoich obawach dotyczących niezależności – wspólne mieszkanie w domu przepisanym na niego może budzić poczucie bycia gościem, dlatego kluczowe jest ustalenie zasad, które pozwolą Pani czuć się tam u siebie i zachować swobodę w kontaktach z własną rodziną.
Proszę pamiętać, że nie jest Pani odpowiedzialna za szczęście wszystkich wokół i nie da się podjąć decyzji tak, by nikt nie poczuł cienia smutku z powodu zmian. Czasami próba zadowolenia każdego sprawia, że to my sami czujemy się najbardziej pokrzywdzeni. Warto dać sobie przyzwolenie na to, by postawić na własny komfort i wizję życia, nawet jeśli wymaga to trudnych kompromisów.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Aleksandra Milewska
To, co Pani opisuje, brzmi jak naprawdę trudna sytuacja — jakby była Pani między dwiema bardzo ważnymi częściami swojego życia. Nic dziwnego, że tak trudno podjąć decyzję, skoro każda z opcji coś daje, ale też coś zabiera.
Czytając Pani wiadomość, mam wrażenie, jak dużo jest w tym troski — o partnera, o rodziców, o siostrę… a gdzieś w tym wszystkim też Pani potrzeby i obawy o własną niezależność.
Zastanawiam się, czy to nie jest coś więcej niż tylko kwestia przeprowadzki — może też pytanie o to, jak chce Pani poukładać swoją przyszłość: ile w niej miejsca dla związku, a ile dla bliskości z rodziną i swojej niezależności. I nie ma tu jednej dobrej odpowiedzi.
To też ważne, żeby mogła Pani o tym otwarcie porozmawiać z partnerem — nie tylko o samej przeprowadzce, ale o swoich obawach i potrzebach. W tej sytuacji nie chodzi o to, żeby ktoś był „pokrzywdzony”, tylko żeby znaleźć rozwiązanie, w którym Pani też ma swoje miejsce.
Daria Składanowska
Dzień dobry,
to, co Pani przeżywa, jest bardzo zrozumiałe tj. stoi Pani między dwiema ważnymi wartościami: bliskością z partnerem i więzią z rodziną oraz poczuciem niezależności.
Warto zauważyć, że to nie jest wybór „albo–albo”. Często pomagające jest zadanie sobie kilku pytań:
* czego najbardziej się obawiam w tej przeprowadzce?
*czego potrzebuję, żeby czuć się bezpiecznie w tej relacji i w nowym miejscu?
*jakie warunki musiałyby być spełnione, żebym mogła się na to zgodzić (np. ustalenie częstych odwiedzin u rodziców, zachowanie swojej przestrzeni, jasne granice)?
To, że chce Pani zadbać o wszystkich, pokazuje, jak bardzo jest Pani uważna na relacje. Jednocześnie warto pamiętać, że decyzja nie musi krzywdzić – może być kompromisem, który uwzględnia także Pani potrzeby.
Zamiast szukać jednej „idealnej” decyzji, proszę spróbować poszukać rozwiązania „wystarczająco dobrego” i porozmawiać z partnerem o swoich obawach bardzo otwarcie nie jako sprzeciw, ale jako potrzebę bezpieczeństwa.
Warto dać sobie szansę i skontaktować się również z psychologiem aby mogła Pani znaleść dla siebie rozwiązania.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Psycholog, Doradca kariery
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry ,
Dziękuję za zaufanie i rozumiem, że stoi Pani przed jedną z najtrudniejszych decyzji życiowych, w której każdy wybór wiąże się z jakąś stratą i to jest właśnie źródłem tego bólu.
To, co Pani opisuje, to nie jest problem z podjęciem decyzji, to jest głęboki konflikt wartości, bo kocha Pani partnera i swoją rodzinę jednocześnie, i żadna z tych miłości nie jest mniejsza. Nie ma tu złej odpowiedzi, jest tylko Pani odpowiedź.
Warto zadać sobie kilka pytań. Po pierwsze, czy rozmawiała Pani z partnerem szczerze o wszystkich tych obawach, nie tylko o logistyce przeprowadzki, ale o lęku przed utratą niezależności, o rodzicach, o siostrze? Po drugie, czy przeprowadzka musi oznaczać utratę kontaktu z rodziną? Po trzecie, co tak naprawdę boi się Pani stracić - najbardziej, bo pod tym strachem często kryje się odpowiedź.
Nie musi Pani teraz wiedzieć wszystkiego. Ale warto porozmawiać z psychologiem lub terapeutą par, bo to jest decyzja zbyt ważna, żeby dźwigać ją samej i zbyt złożona, żeby rozwiązać ją w jednej rozmowie.
Nie musi być dobrze dla wszystkich naraz. Musi być przede wszystkim uczciwie wobec siebie.
z poważaniem Karolina Rzeszowska-Świgut
psycholog, psychotraumatolog
Agnieszka Włoszycka
Witam Panią,
Dziękujemy za kontakt z nami.
Brzmi to, jakby Pani stała między dwoma bardzo ważnymi dla światami: relacją i rodziną i próbowała nikogo nie zranić, to dosyć trudne miejsce.Warto pamiętać, że dobra decyzja to nie taka, w której „nikt nie cierpi”, tylko taka, która jest uczciwa wobec Pani, bo jeśli zrezygnuje się z siebie, napięcie i tak wróci w relacji albo w Pani.
Może pomóc spojrzenie na to mniej „na zawsze” a bardziej „na teraz”. Decyzja o zamieszkaniu nie musi oznaczać utraty więzi z rodzicami ani ostatecznego rozstrzygnięcia, co będzie z domem w przyszłości, to można układać krok po kroku, w dialogu. Można na teraz zatrzymać się przy sobie i spróbowaxć łagodnie sprawdzić:
czy więcej we mnie „chcę”, czy „boję się” w kontekście tej przeprowadzki?
czego najbardziej potrzebuję, żeby czuć się bezpiecznie i nadal sobą w tej relacji?
jakie warunki (np. częstotliwość kontaktu z rodzicami, przestrzeń, autonomia) byłyby dla Pani nie do negocjacji?
Bardzo ważne: to nie jest tylko Pani odpowiedzialność. W zdrowej relacji jest miejsce na rozmowę, kompromis i uwzględnienie Pani potrzeb, nie tylko wizji partnera.Nie trzeba wybierać między „nim” a „rodziną”. Najpierw warto wybierać siebie wtedy łatwiej zobaczyć, jak połączyć resztę.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Czy Pani obawy wynikają z Pani doświadczeń życiowych czy są one raczej zapobiegawcze? Każdego dnia dokonujemy wyborów i czasami są one słuszne, czasami nie do końca, ale mamy prawo do błędu. W Pani przypadku obawa jest zrozumiała, ale proszę nie wchodzić w rolę w której uszczęśliwia Pani wszystkich wokoło. Co do spraw majątkowych można to uregulować prawnie u notariusza. Jest Pani dorosła i ma Pani prawo do wyboru ale musi Pani określić priorytety i odpowiedzieć sobie na pytanie, czego chce.

Zobacz podobne
W innym poście już o to pytałem, ale jest ciąg dalszy tej historii. Przypomnę: kolega zerwał w maju nagle ze mną znajomość, uznając, że nasze drogi się rozeszły, bo on po terapii stał się innym człowiekiem, realizuje się zawodowo i życiowo. Poszedł bardzo do przodu. Ja wysysałem energię z niego. Zarzucił również, że mu w pewnej chwili nie pomogłem, kiedy potrzebował pomocy. Po miesiącu od zerwania znajomości złożył mi życzenia imieninowe. Dwa miesiące później napisałem, że chcę pogadać i powiedziałem, że po tych wydarzeniach pracuję na terapii nad sobą. Nie chciał rozmawiać. W sierpniu składam mu życzenia urodzinowe. Zaprasza na wspólny trening. Spotkanie na początku – z jego strony – jakby nigdy nic się nie stało. Jest jak dawniej. Fajnie. Mówię, że chcę wyjaśnień. „To potem pogadamy” – zbywa.
Po siłowni idziemy do niego. Fajnie się gada, jakby nigdy nic się nie stało... Moje zdumienie nie zna granic. Pod koniec sam zaczepiam na spokojnie. Mówi, że nie pamięta, co napisał. Że go teraz atakuję. Że mam się ogarnąć. Nie chce w sumie rozmawiać konkretnie, a ja chcę, żebyśmy doszli do porozumienia i się pogodzili. Mówi, że ta znajomość będzie inna. Mówi do mnie, że można iść na kolejny trening, ale „jak zasłużysz zachowaniem swoim”. Po tym wychodzę. Dwa dni później piszę, czy mam zakwasy – nie odpisuje. Odpuszczam znajomość.
PS. Mam dużo znajomych. Z nikim nie mam problemu. Chłopak toksyczny? Chory? Ktoś mi powie, o co mu chodzi?
Witam serdecznie.
Pisałam nie tak dawno temu do Państwa w sprawie z partnerem, który ciągle opiniuje, komentuje i broni ostro jednej naszej wspólnej znajomej nie biorąc pod uwagę mojej osoby, jak i moich uczuć. Dziś rozmawiam z nim ponownie.
Jeszcze raz przestawiłam mu mój pogląd na tę sprawę, po czym wyjaśniłam wyraźnie, że jego zachowanie mnie zraniło, a nawet doprowadziło do łez, których nie widział, gdyż płakałam w ukryciu za jego plecami. Wyrazie w rozmowie postawiłam mu moje granice. Partner niestety nie widzi w swoim zachowaniu nic złego. Na różne sposoby zaczął się tłumaczyć, a na słowa, jakie powiedział w kierunku naszej, a w zasadzie jego znajomej zacytuje ,,ale się wyrobiła, nowe ciuchy kupiła'' po czym stanął w jej obronie, gdy na nią źle powiedziałam mówiąc ,,czemu tak o niej mówisz''. Dziś mi słowa wyjaśnił. Powiedział, że ją podziwia, bo kiedy jej mąż pracował, ona musiała zajmować się domem dziećmi. Mnie chciał tym samym dać do zrozumienia, że ona zawsze będzie u niego na pierwszym miejscu, bo pracuje, kupuje sobie nowe ciuchy i w ogóle wyrobiła się, ma prawa jazdy.
A ja w jego oczach z tej racji, że nie pracuje, bo nie mogę znaleźć pracy, mimo tego, że mam nowe ciuchy, a nie mam prawa jazdy jak ona, w jego oczach jestem nic niewarta.
Jednak nie mam zamiaru mu nic udowadniać, chcę po prostu być sobą i popracować nad własnym poczuciem wartości.
Mimo że mam 38 lat, jestem zadbana kobietą, na powodzenie u płci przeciwnej nie narzekam. On ma 58 lat.
To przykre słyszeć z ust partnera takie słowa i porównania, to strasznie boli. Jak sam twierdził, on mnie kocha, tylko ja się pytam gdzie tutaj miłość i szacunek? Ja bym w życiu nie zrobiła takiego świństwa, jak on zrobił mnie. Bardzo mocno zwracam uwagę na czyjeś uczucia i wiem, jak może czuć się w taki sposób skrzywdzona osoba. Na sam koniec chcę dodać, że po tej całej rozmowie partner przestał się do mnie odzywać, milczy, a jak już się odezwie, to tylko w sprawie służbowej.
Nie wierzę w jego zmiany, no jeśli by chciał coś zmienić w tym kierunku, to by to zrobił, a on wciąż powiela te same schematy, nie patrząc nic na moje uczucia. Czuję się bardzo niepewnie w tej relacji. Straciłam zaufanie do niego, jak i poczucie bezpieczeństwa. Związek też nie daje mi żadnej satysfakcji, a wręcz podcina mu skrzydła. Oczywiście, jeśli chodzi o terapię dla par, to nie wchodzi w grę. Chciałam jednak poznać Państwa zdanie na wyżej opisana przeze mnie sytuację.
Chciałabym również dowiedzieć się jak pracować nad swoim poczuciem własnej wartości, gdyż nie wygląda ono dobrze, a zależy mi na tym, żeby nad nim popracować, wzmocnić je. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszelkie odpowiedzi.
