Left ArrowWstecz

Jak podjąć decyzję o wspólnym mieszkaniu i nie stracić bliskości z rodziną?

Jestem z kimś na kim mi bardzo zależy. Jednak rozmijamy sie w kwestii wspólnego mieszkania u Jego rodziców (dom jest na Niego przepisany). Ja mam kiedyś dziedziczyć po swoich rodzicach. Nie umiem sobie poradzić z podjęciem decyzji czy z nim tam zamieszkać. Jest to dla mnie bardzo trudne i boję się że przez to ten związek nie przetrwa. On nalega żeby tam układać sobie Niego życie, ja się martwię o swoich rodziców że jak pójdę zanim tam mieszkać to stracę taki kontakt ze swoją rodziną jak mam teraz. A obecnie widzę się z nimi co tydzień. Boję się po przeprowadzce stracić tej takiej niezależności. Tego że już nie będę jeździć tak często do rodziców. Jesteśmy już w wieku gdzie coraz bardziej martwię się o bliskich, a i swoje przyzwyczajenia mam też. On wiąże przyszłość ze swoim domem rodzinnym a co mam zrobić ze swoim kiedyś? Wiem że niemożna żyć przyszłością bo przez to nie mogę rusztu teraz z miejsca, ale jest dla mnie strasznie trudno podjąć decyzję to tej przeprowadzce, a jednocześnie nie chce stracić długoletniego związku. Martwię się też o siostrę, ona ma teraz dom obok tego który ja mam mieć po rodzicach. Martwe się o to co będzie z siostrą moja tez. Ogólnie mam problem z podjęciem decyzji bo mam wrażenie że co nie zrobię, ktoś będzie pokrzywdzony. Nie wiem co mam zrobić jak sobie poradzić. Nie chcę nikogo stracić, a boję się że to się stanie cokolwiek bym nie zrobiła :(. Wiem że nie można partnera też tak zwodzić w nieskończoność, ale jak cobie odpowiedzieć na pytanie czego ja chce? Jak zrobić żeby było dobrze? Będę wdzięczna za jakąś pomoc
User Forum

Luna

2 miesiące temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

To poczucie rozdarcia jest w pełni zrozumiałe, bo stoi Pani przed wyborem między dwiema najważniejszymi wartościami: miłością do partnera a lojalnością i więzią z rodziną pochodzenia. Strach przed utratą niezależności oraz lęk o to, że przeprowadzka osłabi relacje z rodzicami i siostrą, to realne obawy, których nie wolno bagatelizować. Warto uświadomić sobie, że w tej sytuacji nie ma złego wyboru, są jedynie różne scenariusze, z których każdy niesie ze sobą jakieś koszty emocjonalne.

Aby odpowiedzieć sobie na pytanie, czego Pani naprawdę chce, warto spróbować oddzielić lęk od realnych faktów. Często boimy się, że zmiana miejsca zamieszkania oznacza koniec dotychczasowego życia, ale w rzeczywistości relacje z bliskimi zależą od jakości kontaktu, a nie tylko od kilometrów. Można zadać sobie pytanie: czy moja obawa o rodziców wynika z ich realnej potrzeby opieki już teraz, czy raczej z mojego poczucia winy, że "opuszczam gniazdo"? Ważne jest też, by szczerze porozmawiać z partnerem o swoich obawach dotyczących niezależności – wspólne mieszkanie w domu przepisanym na niego może budzić poczucie bycia gościem, dlatego kluczowe jest ustalenie zasad, które pozwolą Pani czuć się tam u siebie i zachować swobodę w kontaktach z własną rodziną.

Proszę pamiętać, że nie jest Pani odpowiedzialna za szczęście wszystkich wokół i nie da się podjąć decyzji tak, by nikt nie poczuł cienia smutku z powodu zmian. Czasami próba zadowolenia każdego sprawia, że to my sami czujemy się najbardziej pokrzywdzeni. Warto dać sobie przyzwolenie na to, by postawić na własny komfort i wizję życia, nawet jeśli wymaga to trudnych kompromisów.

 

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

 

2 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Aleksandra Milewska

Aleksandra Milewska

To, co Pani opisuje, brzmi jak naprawdę trudna sytuacja — jakby była Pani między dwiema bardzo ważnymi częściami swojego życia. Nic dziwnego, że tak trudno podjąć decyzję, skoro każda z opcji coś daje, ale też coś zabiera.

Czytając Pani wiadomość, mam wrażenie, jak dużo jest w tym troski — o partnera, o rodziców, o siostrę… a gdzieś w tym wszystkim też Pani potrzeby i obawy o własną niezależność.

Zastanawiam się, czy to nie jest coś więcej niż tylko kwestia przeprowadzki — może też pytanie o to, jak chce Pani poukładać swoją przyszłość: ile w niej miejsca dla związku, a ile dla bliskości z rodziną i swojej niezależności. I nie ma tu jednej dobrej odpowiedzi.

To też ważne, żeby mogła Pani o tym otwarcie porozmawiać z partnerem — nie tylko o samej przeprowadzce, ale o swoich obawach i potrzebach. W tej sytuacji nie chodzi o to, żeby ktoś był „pokrzywdzony”, tylko żeby znaleźć rozwiązanie, w którym Pani też ma swoje miejsce.

2 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


to, co Pani przeżywa, jest bardzo zrozumiałe tj. stoi Pani między dwiema ważnymi wartościami: bliskością z partnerem i więzią z rodziną oraz poczuciem niezależności. 

 

Warto zauważyć, że to nie jest wybór „albo–albo”. Często pomagające jest zadanie sobie kilku pytań:


* czego najbardziej się obawiam w tej przeprowadzce?
*czego potrzebuję, żeby czuć się bezpiecznie w tej relacji i w nowym miejscu?
*jakie warunki musiałyby być spełnione, żebym mogła się na to zgodzić (np. ustalenie częstych odwiedzin u rodziców, zachowanie swojej przestrzeni, jasne granice)?

 

To, że chce Pani zadbać o wszystkich, pokazuje, jak bardzo jest Pani uważna na relacje. Jednocześnie warto pamiętać, że decyzja nie musi krzywdzić – może być kompromisem, który uwzględnia także Pani potrzeby.

 

Zamiast szukać jednej „idealnej” decyzji, proszę spróbować poszukać rozwiązania „wystarczająco dobrego” i porozmawiać z partnerem o swoich obawach bardzo otwarcie nie jako sprzeciw, ale jako potrzebę bezpieczeństwa.

 

Warto dać sobie szansę i skontaktować się również z psychologiem aby mogła Pani znaleść dla siebie rozwiązania. 

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria 

Psycholog, Doradca kariery 

2 miesiące temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry , 

Dziękuję za zaufanie i rozumiem, że stoi Pani przed jedną z najtrudniejszych decyzji życiowych, w której każdy wybór wiąże się z jakąś stratą i to jest właśnie źródłem tego bólu.

To, co Pani opisuje, to nie jest problem z podjęciem decyzji, to jest głęboki konflikt wartości, bo kocha Pani partnera i swoją rodzinę jednocześnie, i żadna z tych miłości nie jest mniejsza. Nie ma tu złej odpowiedzi, jest tylko Pani odpowiedź.

Warto zadać sobie kilka pytań. Po pierwsze, czy rozmawiała Pani z partnerem szczerze o wszystkich tych obawach, nie tylko o logistyce przeprowadzki, ale o lęku przed utratą niezależności, o rodzicach, o siostrze? Po drugie, czy przeprowadzka musi oznaczać utratę kontaktu z rodziną? Po trzecie, co tak naprawdę boi się Pani stracić - najbardziej, bo pod tym strachem często kryje się odpowiedź.

Nie musi Pani teraz wiedzieć wszystkiego. Ale warto porozmawiać z psychologiem lub terapeutą par, bo to jest decyzja zbyt ważna, żeby dźwigać ją samej i zbyt złożona, żeby rozwiązać ją w jednej rozmowie.

Nie musi być dobrze dla wszystkich naraz. Musi być przede wszystkim uczciwie wobec siebie.

 

z poważaniem Karolina Rzeszowska-Świgut

psycholog, psychotraumatolog

2 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Panią,

 

Dziękujemy za kontakt z nami.

Brzmi to, jakby Pani stała między dwoma bardzo ważnymi dla światami: relacją i rodziną  i próbowała nikogo nie zranić, to dosyć trudne miejsce.Warto pamiętać, że dobra decyzja to nie taka, w której „nikt nie cierpi”, tylko taka, która jest uczciwa wobec Pani, bo jeśli zrezygnuje się z siebie, napięcie i tak wróci w relacji albo w Pani.

Może pomóc spojrzenie na to mniej „na zawsze” a bardziej „na teraz”. Decyzja o zamieszkaniu nie musi oznaczać utraty więzi z rodzicami ani ostatecznego rozstrzygnięcia, co będzie z domem w przyszłości, to można układać krok po kroku, w dialogu. Można na teraz zatrzymać się przy sobie i spróbowaxć łagodnie sprawdzić:

czy więcej we mnie „chcę”, czy „boję się” w kontekście tej przeprowadzki?

czego najbardziej potrzebuję, żeby czuć się bezpiecznie i nadal sobą w tej relacji?

jakie warunki (np. częstotliwość kontaktu z rodzicami, przestrzeń, autonomia) byłyby dla Pani nie do negocjacji?

Bardzo ważne: to nie jest tylko Pani odpowiedzialność. W zdrowej relacji jest miejsce na rozmowę, kompromis i uwzględnienie Pani potrzeb, nie tylko wizji partnera.Nie trzeba wybierać między „nim” a „rodziną”. Najpierw warto wybierać siebie wtedy łatwiej zobaczyć, jak połączyć resztę.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

2 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Czy Pani obawy wynikają z Pani doświadczeń życiowych czy są one raczej zapobiegawcze? Każdego dnia dokonujemy wyborów i czasami są one słuszne, czasami nie do końca, ale mamy prawo do błędu. W Pani przypadku obawa jest zrozumiała, ale proszę nie wchodzić w rolę w której uszczęśliwia Pani wszystkich wokoło. Co do spraw majątkowych można to uregulować prawnie u notariusza. Jest Pani dorosła i ma Pani prawo do wyboru ale musi Pani określić priorytety i odpowiedzieć sobie na pytanie, czego chce. 

2 miesiące temu

Zobacz podobne

Samotność, depresja i trudności zdrowotne - jak sobie z tym radzić?
Jestem "mężczyzną", mam 31 lat i mikropenisa, depresję i kilka innych przewlekłych chorób. Nigdy nie miałem kobiety. Nigdy nie uprawiałem seksu. Całowałem się z dziewczyną jak miałem 14 lat. Mikropenis i inne problemy zdrowotne zniszczyły mi życie. Jestem uwięziony w ciele śmiecia. Depresja i fobie społeczne od dziecka doprowadziły do tego, że jestem samotny - mam na myśli kogokolwiek poza rodziną. Nie mam kolegów, przyjaciół, nie mam kobiety, nie mam nikogo. Żyję tylko dlatego, że nie chcę sprawić większej przykrości mamie i siostrze. Żyję żeby ich nie krzywdzić. Choć życiem chyba tego nie można nazwać. Wegetacja. Moim marzeniem zawsze był dom. Prawdziwy dom. Kobieta - żona, dzieci. Kochający się dom. Kobieta z którą się wspieramy, rozmawiamy o wszystkim, istniejemy dla siebie i ze sobą. Widzę to jak ludzie się nie szanują w związkach - zdradzają, kłócą się z byle powodu, biją. Widzę to jak ludzie się wzajemnie nie doceniają i boli, cholernie boli. Chciałbym mieć możliwość być lepszym od nich pod tym względem. Ale nie będę, nigdy. Moja samoocena i pewność siebie była niszczona od dziecka, nie tylko przeze mnie samego. Terapeuci i psychiatrzy? Bujda. Żaden terapeuta mi nie pomógł. Psychiatrzy przepisują kolejne leki i zwiększają dawki. Nic nie pomoże w takiej sytuacji. Żyjesz ale przechodzisz obok tego życia obok. Nie masz szansy przeżyć tego życia. Tylko widzisz jak inni się cieszą, mają rodziny. Często podczas jazdy autem drogą szybkiego ruchu gdy z naprzeciwka jedzie cieżarówka mam ochotę skręcić. Myślę o tym coraz mocniej. Kiedyś próbowałem z lekami ale to było głupie. Jadę, widzę ją z naprzeciwka ale z tyłu głowy odzywa się głos - rodzina Ci tego nie wybaczy - i nie skręcam. Ale granica jest bardzo cienka, ten głos słychać coraz ciszej. Nic nie oczekuję bo wiem, że nikt w tym przypadku nie może pomóc. Tak piszę bo może ktoś ma tak samo i będzie mu lżej jak zobaczy, że istnieją inne takie same śmiecie. Szanujcie się kochani, kochajcie się, szanujcie swoich partnerów, przyjaciół, bliskich... Nie każdy ma takie szczęście.
Dzień dobry. Zauważyłam, że mam tendencję do odczuwania głębokiego bólu, gdy ktoś mnie skrzywdzi
Dzień dobry. Zauważyłam, że mam tendencję do odczuwania głębokiego bólu, gdy ktoś mnie skrzywdzi i gdy postanowię, że nie muszę odczuwać bólu i odetnę w takim razie tę osobę lub oddalę się od niej i chcę po prostu odpuścić te negatywne emocje, wtedy wybaczam "za bardzo" chodzi o to, że zapominam o tym, co się stało, a jak sobie przypomnę, to mnie to nie boli. I tu jest problem. Bo jak mnie nie boli, to wtedy znowu ufam i znowu ta osoba zawodzi, jestem taka naiwna wtedy. A gdy "pielęgnuję" albo po prostu pamiętam o tym, co ta osoba zrobiła to ciąży mi to i pogarsza mój nastrój i funkcjonowanie, czuję się zatruta. O co chodzi? Na przykład jesienią poznałam nowego mężczyznę - był moim wykładowcą, teraz już nie mamy z nim zajęć. Okazywał mocno, że mu się spodobałam - patrzył na mnie intensywnie, nawet nie odwracał wzroku i się uśmiechał. Chociaż raz zrobił coś bardzo dziwnego, bo gdy do niego podeszłam na koniec zajęć - musiałam dać mu kartkę obecności - wyrwał mi ją. Nie wiem, czy się zestresował, czy o co chodzi. Na początku nie spodobał mi się i nie był w moim typie, z czasem zadziałała jakaś siła sugestii i chciałam zapomnieć o poprzednim, a więc uznałam, że może to znak i tak ma być i spróbuję mu zaufać. Gdy mieliśmy 2tyg. przerwę od tych zajęć, po tej przerwie on już miał zupełnie inne oczy i widać było, że coś przemyślał i jednak się wycofał - widać jednak bo nim było jakiś lekki stres, gdy na mnie patrzył. Jako że mi się spodobał, to dałam mu trochę do zrozumienia, że mi się spodobał, i raz popatrzyłam na niego dłużej i się uśmiechnęłam, gdy przechodził na korytarzu, a on zmarszczył wtedy brwi. Innym razem podeszłam do niego zapytać o jedną kwestię, to on był strasznie zirytowany. Widzę po nim, że jest emocjonalną osobą i trochę nie wiadomo czego się po nim spodziewać. Na koniec jednak zachował się bardzo nie w porządku, bo podczas testu na zaliczenie, gdy jedna koleżanka oddawała test, on zaszedł jej drogę i patrzył się na nią intensywnie, a gdy inna koleżanka podeszła, to mocno się do niej uśmiechał. Typ ma bardzo flirtujące podejście, być może chce tym sobie napełnić braki wewnętrzne. Jednak gdy mi okazywał zainteresowanie, nie zachowywał się tak w stosunku do innych dziewczyn, przynajmniej nie przy mnie, kto wie w sumie.. Oczywiście wiedziałam wtedy, że jest to bardzo nie w porządku, sam fakt, że na początku patrzył na mnie obsesyjnie, a przecież jest moim wykładowcą i taka nadmierna pewność siebie (chociaż w środku na pewno jest bardzo niepewny siebie) to czerwony sygnał. Zapomniałam o nim na jakiś czas, jednak z powodu pewnego problemu, który mi mocno ciążył, znowu sobie o nim przypomniałam, na pewno po to, żeby odwrócić uwagę od tego problemu. Ostatnio, gdy mieliśmy pewne wydarzenie dla chętnych na uczelni, on również przyszedł i podszedł do mnie, ja już siedziałam, i powiedział, że usiądzie tutaj. I usiadł blisko mnie. W trakcie tego wykładu patrzył na mnie bardzo intensywnie. Ja z kolei czułam wtedy jakąś mocno negatywną energię od niego. Taką samą energię czułam kiedyś, gdy poznałam faceta, który był bardzo toksyczny. Nie wiem, o co mu chodzi kompletnie? Po co do mnie przylazł wtedy na tym wydarzeniu? Zachowuje się jak jakiś creep. Męczą już mnie takie potyczki i to, że mnie to spotkało.
Czy chłopak gryzie się z uczuciami?
Co chłopak miał na myśli zrywając z dziewczyną po paru latach i mówiąc, że zawsze będzie miał ją w sercu, ale nie chce wracać. Czy on gryzie się z uczuciami? Czy ta upartość minie po czasie?
Odeszłam od męża. W domu była przemoc emocjonalna, a na końcu doszło do przemocy fizycznej.
Witam Mam trudną sytuację, odeszłam od męża. W domu była przemoc emocjonalna, a na końcu doszło do przemocy fizycznej. Wszystko w 4scianach. Postawiłam się w roli służącej i na dodatek uzależniłam się od męża. Nie miałam swojego zdania, o wszytko jego pytałam. Gdy spotykałam się ze znajomymi, nie miałam swojej opinii, zawsze z mojej strony było, bo mój X powiedział to czy tamto, i on wie najlepiej. To był toksyczny związek, ale to ja do tego w dużej mierze pozwoliłam. Gdy doszło do przemocy fizycznej, powiedziałam dość. Wyprowadziłam się z domu. Myśl o rozstaniu była od paru lat, nigdy nie miałam odwagi. Rok temu zbliżyłam się do przyjaciela, którego znałam wiele lat. On jest w separacji z żoną, mają 3 nastolatków. Nie wspomniałam, ale my mamy z byłym mężem 11latka i 23latke (która już nie mieszka z nami). Związałam się z tym przyjacielem i zamieszkaliśmy razem od 4 miesięcy. Jest troskliwym mężczyzna, bardzo mnie wspiera. Jego dzieci są co 2weekend u niego wiek-11,15,19. Jego dzieci mnie zaakceptowały. Mój syn został z mężem na sytuację zawodową. Pracuje w szpitalu gdzie mam różne zmiany po 12godz,mąż pracuje zdalnie. Uzgodniliśmy wcześniej, że ja się wyprowadzę, bo tak logistycznie będzie najlepiej. Myślałam, że syn będzie do mnie na weekendy przyjeżdżał, jednak moje dziecko powiedziało, że nie chce mojego Pana widzieć. Powiedział, że jeśli go kocham to się wyprowadzę-szantaż ze strony dziecka Boli potwornie. Kocham swojego partnera, chcemy tworzyć związek. Syn nie chce do mnie w ogóle przyjść, nie chce mnie widzieć wręcz. Wiem, że były mąż ma wpływ na to. Mąż szantażuje mnie, że mam brać syna co 2 tyg, bo on chce sobie życie układać. Niestety jestem ,,stock,,. Co mam robić. Prosze o pomoc
Jak poradzić sobie z nagłym załamaniem emocjonalnym po rozstaniu?

Witam, od jakiegoś czasu rozmawiałem z dziewczyną ona i ja o rozstaniu, ale dawaliśmy sobie czas na zaakceptowanie tego w związku (dodam, że o rozstaniu gadaliśmy już od 6 miesięcy), ale pojawiały się wspólne wypady, rozmowy i intymność i to tak sobie trwało, ale dalej ze świadomością, że to za jakiś czas trzeba będzie pokojowo się rozejść. Wyjechaliśmy na majówkę razem gdzie dość mocno (alkohol itp) się pokłóciliśmy jednak całą majówkę spędziliśmy super. Tylko po powrocie oznajmiła mi, że to definitywny koniec i tu pojawia się problem, przed wyjazdem moja głowa to akceptowała, czekała na ten moment, nagle po wypowiedzeniu tych słów uderzył we mnie atak panik, płacz, nieprzespane noce, proszenie i pozostanie jeszcze na jakiś czas. I wręcz film z samymi dobrymi chwilami, dziewczyna zmieniła do mnie podejście tak nagle o 180 stopni, i w tym momencie to ja jestem tym proszącym o kontakt, a moja głowa oszalała coś z tym już się zmierzyłem, czyli wizją rozstania i spokojem nagle poszło w piach. Naprawdę ciężko to przeżywam, wręcz boję się o siebie. Dodam, że moja 2 połówka od czasu powrotu dość mocno popala sobie marihuanę, ja stwierdzam, że to wina tej używki i to nagłe zachowanie i gdy przestanie, zdoła podjąć rozmowę i ewentualne "przedłużenie" tego okresu rozstania, aby moja głowa znów się uspokoiła. Miał ktoś podobny przypadek ? Co jest z moją głową ?

kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!