Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Mam problem z moją przyjaciółką. Bardzo się o nią martwię

Mam problem z moją przyjaciółką. Na wstępie zaznaczę, że mam 25 lat, moja przyjaciółka 24, a jej chłopak 28. Poznałyśmy się z Jagodą jakieś 5 lat temu, a od 2 lat mieszkamy razem, niestety z przyczyn rodzinnych musiałam wrócić, do domu rodzinnego. Problem leży w tym, że bardzo się o nią martwię. Od 2 lat jest z chłopakiem, który teoretycznie ma lekkie stadium Aspergera i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie akcje, które jej serwuje i ona tłumacząca każde jego zachowanie tą chorobą i tym, że ona zgodziła się to zaakceptować i żyć z tym. Mieli pełno akcji przez te 2 lata, zrywali, schodzili się, mieli swoje "poważne rozmowy" po których zawsze wszystko było super. Ale ostatnia akcja po była okropna. Powiedział jej pełno nieprzyjemnych słów, olewał ją, w oczy powiedział, że nie pociąga go seksualnie i dlatego woli oglądać porno codziennie niż na nią patrzeć, etc. Była załamana bo zawsze twierdziła, że to miłość jej życia. Zerwała z nim, nagadała wszystkim znajomym, że to koniec, opowiadała jaki był okropny itd. to był definitywny koniec przez cały tydzień. Napisała do niej że nie wiem jak to się stało i jak do tego doszło.. Kolejna "poważna rozmowa" i są znowu razem bo to miłość jej życia. Wyjechałam i myślę tylko o tym żeby jej znowu nie skrzywdził, a ona jak głupia za nim lata. Nie trawiłam typa odkąd się poznali ale teraz ja nie wiem jak ja mam z nim wytrzymać na kolejnym spotkaniu jak będzie. Czuję do niego tak duży wstręt i złość za to przez co ona przez niego przechodziła. Martwię się tym, że brak akceptacji jego osoby zakończy się końcem znajomości, jestem chyba jedyną osobą która jest temu przeciwna i mam wrażenie że tylko ja nie mam klapek na oczach a inni się nim zachwycają. Czuję się bezsilna
TwójPsycholog

TwójPsycholog

Dzień dobry, wygląda na to, że bardzo trudno Pani uznać wybory przyjaciółki i poradzić sobie z bezsilnością i bezradnością wobec tego, że nie ma Pani na nie wpływu. Jeżeli obawia się Pani kontaktów z partnerem przyjaciółki, może potrzebna jest szczera z nią rozmowa, w której umówicie się Panie na to, jak mają wyglądać wasze kontakty, uwzględniając decyzję przyjaciółki i jej związek oraz Pani niechęć do partnera przyjaciółki.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z problemem zazdrości i obawą przed zdradą w związku?
Witam, jestem w związku z mężczyzną który nie krył przede mną że spotkał się zanim mnie poznał przede mną z 7 kobietami z którymi sypiał ( jest atrakcyjny ) kocham go- on mnie też , ale często zauważam że ogląda kobiety na WP pl jak wyskakują takie pół nagie , jak idziemy do centrum handlowego chce się podobać kobietom i prowokuje do tego aby na niego patrzały kobiety tak go widzę jakby szukał ofiar tzn kobiet ładnych atrakcyjnych … nie wiem co o Tym Myśleć bo czuję że mnie bardzo kocha ale jest jakby trochę kobieciarzem … co robić ? Czy dojdzie do zdrady jak tego nie zmieni ?
Lęk przed odrzuceniem w związku, kryzys relacji i problemy seksualne po rozstaniu z partnerką
Nie wiem nawet jak zacząć tę wiadomość, tak czuję się rozbity... i zastanawiam się czy to już nie jest dla wielu osób robienie z siebie męczennika i cierpiętnika... i jednocześnie się zastanawiam czy w ogóle czasem coś mówić bo w bliskiej osobie, która też odczuwa głęboko zaczyna być to wówczas ciężarem. Chciałbym powiedzieć i nie bać się, że moja bliska osoba odczuje to jako ciężar... i przez to czasem wolę nie mówić... tutaj nakreślę wprost - jestem w związku który tworzy się już bardzo długo. Ja miałem żonę, moja partnerka miała męża. W sumie to obydwoje jeszcze mamy bo sprawy się toczą. Niestety ja narobiłem trochę błędów, lecz jednocześnie partnerka też nie pozostała dłużna. Każde z Nas niesie w sobie traumy. Każde z Nas czuje swoje krzywdy. Ja już z nich wyszedłem lecz na bieżąco wciąż coś się wydarza. Dwa miesiące temu będąc na wyjeździe oświadczyłem partnerce, że pragnę żyć z Nią do końca życia i ona przyjęła to. Następnego dnia kochaliśmy się, tak jak nie raz gdy byliśmy przy sobie - seks z Nią dla mnie, dla moich wartości, dla mojego umysłu, ciała i serca jest czymś tak perfekcyjnym, tak doskonałym, że jest moim Spełnieniem w każdym tego słowa znaczeniu. Przy tym wszystkim niestety też kłócimy się o różne rzeczy mniej lub bardziej ważne. Ja czuję całym sobą, że Ona jest moim Ideałem. Doskonałością o której nawet nie śmiałem śnić. Bardzo boję się ją stracić. Nie raz już było tak że po kłótni ona się odsuwała, dystansowała i znikała, bez odpowiedzi, ja pisałem, a ona nic. Dzień po Naszej głębokiej rozmowie na wyjeździe i oświadczeniu chęci wspólnego życia ona w powrocie do naszego miasta powiedziała że potrzebuje samotności. Zareagowałem łzami. Nic nie powiedziałem. Wiedziałem że to może być kolejna rozłąka. Tak też się stało. Niestety ta rozłąka została okraszona obecnością przy Niej Jej męża. Każdego dnia po kilka godzin. Był dzień w dzień. A ja zostałem odsunięty. Ufam Jej lecz to było okrutnie ciężkie. Wołałem żeby tak nie robiła lecz to nie skutkowało. Stwierdziłem że będę się pokazywać bo jesteśmy już ze sobą ponad rok w takim trybie. Ona uznała że Ją śledzę. Mimo że ja nie ukrywałem swojej obecności i pojawiania się. Nie mogłem się więcej przez to pokazywać... Jej mąż był dzień w dzień. Zwieńczeniem tego tygodnia w którym był dzień w dzień był ich wspólny wyjazd na cały dzień wraz z ich córką do parku rozrywki (ja też mam dwóch synów). Moja chęć bycia przy Niej, zakończyła się tym, że miałem się nie pokazywać, a ona zdystansowała się jeszcze bardziej czując że widzę czubek własnego nosa a nie pomyślałem o tym jak Ona w tej całej sytyacji się czuła. Tylko, że to nie ja byłem kreatorem tego i nie ja dałem przyzwolenie by się to wszystko wydarzyło. Tylko czy to znowu nie jest myślenie egoistyczne i patrzące tylko na czubek własnego nosa? Nie wiem. Jestem skołowany. Dałem Jej przestrzeń. Było to dla mnie ciężkie. Odzywała się sporadycznie. Rozmawialiśmy o Nas. Lecz Jej przerwy w pisaniu były co raz dłuższe. W końcu na podstawie polubionego przeze mnie jakiegoś posta odnośnie relacji w długoletnich związkach ona uznała że skoro to polubiłem to się z tym utożsamiam i że na bank chodzi mi tym postem o moją byłą żonę. Było to straszną bzdurą ale ja nie dostałem żadnych szans na rozmowę tylko zostałem wywalony ze znajomych wszędzie i poblokowany... nie odzywała się długi czas. Aż w końcu zrobiła to kilka dni temu. Chodzę od ponad dwóch miesięcy na terapię. Sporo się nauczyłem. Przeszedłem też załamanie, trafiając do psychiatry do szpitala i dostałem leki które bardzo mi pomogły. Lecz po Jej zniknęciu ze mną wydarzyło się coś dziwnego. Zamknąłem się w sobie i przestałem fizycznie reagować. Nie było we mnie podniecenia. Nie umiałem. Umiałem tylko gdy pomyślałem o Niej lecz dochodziłem do lęku że ją straciłem i opadałem. Powiedziałem Jej o tym i powiedziałem, że jest to efektem tego odrzucenia ostatniego i wówczas była na mnie wściekła że czuję się odrzucony. Że ja nie powinienem w ogóle tak się czuć i że to nienormalne że ja w ogóle tak czuję. Mój problem gdzieś został pominięty. Gdy Ona do mnie napisała "Idę zaraz na spacer, chcesz pójść ze mną?". Oczywiście poleciałem. Bo Kocham Ją nad swe życie... długo rozmawialiśmy. Odzyskaliśmy kontakt. Doszło do kolejnego spaceru po którym złapał Nas deszcz a najbliżej było do Niej. Przeczekałem deszcz i miałem wychodzić gdy pocałowaliśmy się namiętnie i zareagowałem. Byłem szczęśliwy bo doskonale wiedziałem że Ona jest moim spełnieniem kompletnym. Cieszyłem się jak dziecko i całowałem ją z ogromem miłości. Zaczęliśmy się Kochać. Jestem Nią totalnie oczarowany, Jej ciało jest dla mnie totalnym Ideałem. W trakcie Ona znalazła swoje spełnienie i byłem totalnie szczęśliwy. I gdy ja miałem odnaleźć swoje spełnienie wówczas pojawiła się myśl że ostatnim razem też trzymałem ją w ramionach a następnego dnia już Jej nie miałem. Zadziałał strach. Lęk przed Jej utratą. I opadłem... nie byłem w stanie wrócić. Od razu wiedziałem że to moja wina. Powiedziałem Jej o tym. Wspominałem Jej przecież o tym. Ją dotknęła ta sytuacja. Uznała że to przez Nią. Więc ja nie dbałem o siebie tylko zadbałem żeby tak nie myślała bo to nie jest zgodne z prawdą. Zaczęła budować myśli że to przez to że nie podoba mi się Jej ciało... gdzie doskonale wie że to nieprawda i że jest moim ideałem. Dorzucała że z moją byłą żoną tak nie miałem więc to żona raczej była moim ideałem i że to ona była lepsza od Niej... ja dbałem w całej tej sytuacji by koić Jej zranienie, Jej ból. Tłumaczyłem że to wszystko przez moje lęki. Że to jest moja wina i że ja potrzebuję już stabilności, gruntu i fundamentu jakim jest życie wspólne z Nią. Nie działało. A wręcz przeciwnie. Mówiła tylko o tym że ona jest gorsza i że ma straszne ciało. Ja mówiłem Jej że nie reaguję na nic innego jak tylko na Nią więc mi stwierdziła że skoro tak mówię to musiałem w takim razie z kimś innym próbować i chciała żebym był z Nią szczery... to wszystko były raniące mnie zdania. Jestem Zakochany w Niej do szaleństwa. Nie ma nikogo innego a kochać się nie potrafię bez miłości... te Jej myśli zaczęły mnie boleć. Powiedziałem Jej o tym. Że czuję to jako zamach na moją miłość do Niej. I usłyszałem że nie szanuję Jej emocji i uczuć. Że bagatelizuję. Że skoro Jej emocje i uczucia krzywdzą mnie to w takim razie ona więcej ich nie okaże. To mnie poprostu rozwala. Ja szanuję i kocham i tulę Jej emocje i uczucia i bóle. I akceptuję. Lecz czy naprawdę mam pozwalać na to by rozbudowywać tak daleko myśli? Bo ja chciałem wyciągnąć Ją z tych nieprawd... czy ja zrobiłem źle? Czy powinienem się inaczej zachować? Co powinienem zrobić? Ja ją tak Bardzo Kocham... zrobię dla Niej wszystko. Nauczę się Jej odczuwania. Lecz potrzebuję zrozumieć. Potrzebuję żeby była a po całej tej sytuacji znowu się odsunęła i zdystansowała... czy to wszystko jest tak jak powinno? Co ja robię źle? Błagam niech mi ktoś pomoże i jeśli serio to ze mną jest coś nie tak to niech mnie ktoś naprawi... zrobię dla Niej wszystko...
Sytuacja między mną, mężem oraz jego byłą żoną. Przekroczenie granic osobistych
Szanowni Państwo, Nie wiem już co myśleć, mam mętlik w głowie. Mam 39 lat. Wyszłam za mąż po kilku latach narzeczeństwa. Mąż jest rozwodnikiem z dwójką dzieci. Mówiąc w skrócie: na ślub przyszła jego była żona, która nie była zaproszona. Ze względu na nagłą sytuację zobowiązała się podwieźć dzieci męża na ślub (starsze dziecko wtedy miało 16 lat i już samo akurat miesiąc wcześniej leciało za granicę, tylko z kolegą rówieśnikiem). Jak mąż ją o to poprosił - bez ustalenia ze mną, ale sytuacja była nagła, więc dla mnie ok - to powiedziałam, że ok, skoro tak trzeba, ale by przypadkiem nie przyszła na ślub. Mąż mi na to, że mówił trzy razy synowi starszemu, że odwieziemy ich po uroczystości, że mają transport. I że więc żona nie przyjdzie. Że przecież nie może jej wprost powiedzieć, że nie ma przychodzić, ale że trzy razy podkreślał, że transport synów z powrotem zapewniony. No ale ona jednak przyszła. Niezaproszona. Rozmawiała z wszystkimi jak zaproszony gość. Spokojna, wyważona, uśmiechnięta. Ze względu na nagłość to był tylko ślub w urzędzie, bez wesela, żadnego nawet obiadu, tylko mały poczęstunek, w holu urzędu, eks żona wiedziała o tym, że przychodząc uczestniczy w CAŁEJ uroczystości, bo później już nic nie ma. Widziała że jest jedną z kilku gości. Jak weszła do sali to mnie nie zatkało i nic nie zrobiłam. Nic. Jak wariatka. Jakbym była ułomna dosłownie. Mąż też żadnej rekacji. Dopiero na następny dzień do mnie doszło, co się wydarzyło - plułam sobie w brodę, że jak weszła, to nie powiedziałam „dziękujemy za podwiezienie chłopców, do widzenia”. A ona została, rozsiadła się i jak ryba w wodzie. Trzeba dodać, że było bardzo mało gości, w tym ich dzieci i najbliższa rodzina męża, której prawie nie znam, a jego eks znała przez 16 lat ich małżeństwa, bo mieszkali blisko. Na koniec mój mąż powiedział, jak eks wychodziła z synami „udali nam się ci synowie”. Dodam, że w tym czasie już byliśmy w trakcie leczenia niepłodności, po ciężkich sytuacjach ido tej pory nie mamy dzieci. Mi powiedziała „milo było poznać”. Mąż nic nie zrobił po jej wejściu i do końca poczęstunku. PZrozumiałaby, że go zatkało jak mnie. Bo zaskoczenie. Bo nagła sytuacja. Ale najgorsze następnego dnia. Jak do mnie doszło, to zaraz powiedziałam, że strasznie mnie to zabolało, że wyszło na to, że uczucia i potrzeby jego eks przed moimi (nawet jeśli to nie była jego intencja, ale tak to wyszło). Dl mnie to było wręcz upokorzenie. A on na to, że nie widzi problemu, „kocham cię, mamy ślub, nie widzę problemu”, „to ‚miło poznać’ to było szczere z jej strony” ogólnie bardzo nerwowo rozmawialiśmy. Czyli na w miarę już chlodno - nie jak dzień wcześniej, gdy wszystko się działo nagle i podbramkowe - kontynuował to samo. Jakby w ogóle nie miał do mnie szacunku i nie brał pod uwagę moich uczuć, które rozrywały minserce (miałam aż myśli samobójcze). Na dodatek, szczegół ale znaczący, tego samego dnia wieczor przez przypadek widziałam jego SMS do eks żony, część miłej korespondencji, ten SMS akurat z buźkami płaczącymi ze śmiechu. Czyli w tym trudnym dniu, dzień po ślubie jak mówiłam o tej sytuacji on pisał do eks ,jak gdyby nigdy nic, jak gdyby nie wprosiła się na ślub nijak gdyby ja nie płakałabym z tego powodu następnego dnia. Później było kilka sytuacji męża wobec eks, w których czułam się strasznie źle. Za każdym razem, jak poruszałam temat po takiej sytuacji, mąż to samo, czyli właściwie niecnie mówił, tylko „dla mnie ważne, że jesteśmy razem i Cię kocham”, „wolę myśleć o nadchodzącej wizycie u lekarza [dot. leczenia niepłodności, bo to teraz ważniejsze” itp. Ja na to, że to wszystko rozumiem, przecież oczywiste, zresztą ja przecież też „wolę”, tylko poza tym są jeszcze rzeczy, które też są tematem i wazne dla naszego związku i właśnie je poruszam. Ja ciagle mam ranę, czuję, że te sytuacje tak na mnie wpłynęły, że rana się nie zabliźnią. Dziś poruszyłam ten temat z mężem, jego stosunku do mnie i do eks żony. I w ogóle jego stosunku do mnie. Że na przykład raz mnie już okłamał (na dodatek w sytuacji dotyczącej eks żony). Że ostatnio pierwszy raz na mnie spojrzał z pogardą (w sytuacji gdy mówiłam o odpowiedzialności, wzajemnym szacunku, dotrzymywania naszych wspólnych ustaleń), jak na dosłownie, przepraszam za określenie ale jest adekwatne, cuchnące ścierwo - a ja widziałam przez przypadek jego spojrzenie. Że w tej sytuacji ze ślubem, i kolejnych kilku, które są żywą raną w moim sercu, które wobec niego zawsze mam na dłoni chodzi mi nie o robienie wyrzutów tylko o to, że dla mnie te sytuacje świadczą o jego stosunku do mnie, który mnie rani i jest dla mnie nieakceptowalny jako stosunek między kochającymi się osobami. Mąż na to, że mu przykro, ale zaraz dodał, że wymyślam świat, którego nie ma ( czyli kwestia z jego eks), że „kocham cię i jesteśmy razem”, żenie rozumie, o co mi chodzi, i powinnam zapisać sie do psychologa (to była kopia mojego zdania, bo dziś rano mu tak powiedziałam, ale rzeczywiście tak myśląc, jak moim zdaniem bardzo intensywnie zareagował na sytuację, interpretując że coś zrobiłam przeciw niemu na oczach innych, tzn. jak w obecności kasjera na kasie, więc powiedziałam, że biorę pod uwagę, co mi powiedział, ale to była reakcja jak na „normalne” standardy bardzo nieadekwatna do mojego „przestępstwa”, poza tym zareagowałam na nagła sytuację - to tak jak z jego reakcją na ślubie, że nagłą reakcje można zrozumieć, ale już nie jak się coś robi zaraz następnego dnia i to samo się kontynuuje). I niepowiedział, żebym mu powiedziała, kiedy znów wrócę do tematu, czy tak będę zawsze wracała, do końca naszego małżeństwa. I zaczęłam coś od początku jeszcze raz tłumaczyć, starałam sie spokojnie, ale denerwowałam się bardzo, w końcu, ze względu na jego odpowiedzi jak wyżej zacytowałam, obojętność, jakby patrzył na obcą osobę, zaczęłam mówić szybko i podniesionym głosem, a on od razu, spokojnym tonem, jakby nie miał uczuć, że nie mam krzyczeć i że nie widzi problemu w tym swoim zachowaniu co do jego eks żony. Na dodatek patrzał w niebo, bo siedział na leżaku, spytałam czemu nie patrzy na mnie jak rozmawiamy, a on że go słońce razi, to sie przemieściłam, to sie uśmiechnął, a ja na to, dlaczego tak się śmieje w takiej sytuacji, a on na to, że sie cieszy, że mnie widzi - dla mnie to była ironia. Było mi od tego wszystkiego tak strasznie w środku, serce miało mi wyskoczyć, chciałam odejść (rozmawialiśmy w parku), ale odejście nie jest wyjściem. Więc powiedziałam uspokoiwszy sie, że się czuję jakby rozmawiała z jakimś katem, który z kamienną twarzą kijem trąca swoją umierającą ofiarę - bo mąż wszystko mówił takimspokojnym głosem, zero emocji na twarzy. A przecież z tego co mowil, można wnioskować, że wcale nie jest mu przykro, że mnie zranił i rani, bo jednocześnie powiedział, że sobie wymyślam. Powiedziałam, że nie rozmawia, że się czuję jak wariatka co robi wykład, a on nic na to, zero rozmowy. Że jego odpowiedzi - jak go już „zmuszę” by cokolwiek powiedział - w stylu „conchcesz, żebyśmy się rozwiedli i wzięli ślub jeszcze raz” albo „wiem tyle, że cię kocham i jesteśmy razem”, „przykro mi, że cię zraniłem, ale dla mnie samego nie ma problemu”, „powiedzmy teraz pięć minut trzymając sie za rękę” nie są rozmową, że w tym kontekście są jako wytrychy i nic nie znaczą, że to puste słowa. Bo ważne są też czyny. I bycie razem prawdziwie. Ja sie staram zrozumieć jak mogę, w rozmowę wkładam całą siebie. A dziś kolejny raz znów miałam wrażenie, naprawdę, jakbym starała się przekonać swojego kata, że jestem czegoś warta i by zobaczył we mnie człowieka. Dodam że mąż pochodzi z rodziny dysfunkcyjnej i też w innych kwestiach czasem trudno nam sie komunikować w zdrowy sposób, na przyklad mąż często ucieka od omówienia problemu, woli zamieść pod dywan, ma też silną relację ze swoją siostrą (konsekwencja dzieciństwa, trzymali sie razem, mnie sie wydaje, że ta relacja zbyt wpływa na nasze życie jako pary, poza tym rozumiem, że mąż co dzień rano pisze SMS „dobrego dnia” do synów, ale do siostry pisze to samo, czasem przed powiedzeniem dzien dobry mi, swojej żonie, poza tym prawie codziennie rozmawiają przez telefon, czasem częściej niż raz, rozmawiają też poza tym smsach, a mówię mężowi, że oczywiście sie cieszę z ich bliskiej relacji i niech jąnpielegnuje, ale że czasem trzeba sie też zająć małżeństwem, sprawami domowymi i może nie ma możliwości, by tyle sie kontaktował, w sensie że czasem mam wrażenie, że mąż ma więcej czasu i zwłaszcza uwagi dla siostry niż dla mnie). Staram się jak mogę rozmawiać, by między nami nie było ran i niedopowiedzeń, ale spotykam się jakby z murem, co mnie rani dogłębnie. Nie widzę dla nas przyszłości, jeśli tak miałoby pozostać. Mur. Pustka tylko. I już nie wiem, co powinnam myśleć. Może to ze mną na prawdę coś jest nie tak i wymyślam, że tak na prawdę „nie ma problemu”, a ja się fiksuję na tych różnych zdarzeniach. Że nie ma problemu pt. stosunek męża do mnie, stosunek męża do jego eks żony w kontekście tego, że obecnie ma mnie za żonę. Choć jednak w sercu czuję wielki ból, gardło mi ściska. Więc chyba jednak to je jest zmyślone. Dojmująca bezradność. Nie wiem, co dalej. Jakby obuchem w głowę. Dodam, że z synami męża mam relacje bardzo dobre. Nie ingeruję w ich życie, jestem życzliwa, jak trzeba to pomogę, ale się nie narzucam. Synowie mnie lubią, tak samo jak moją rodzinę, która ich serdecznie przyjeła (nie spotykają się często, ale to wynika z oddalenia w przestrzeni). Oczywiście też rozumiem, że każda sytuacja w relacji to dwie osoby. W tym co napisałam i o co mi chodzi, nie szukam winnego, nie wytykam nic, tylko opisałam coś, co chciałabym zrozumieć, żeby coś się zmieniło, bo obecnie czuję się jak pod murem na rozstrzelanie. Byłabym ogromnie wdzięczna za Państwa ocenę sytuacji - spojrzenie z zewnątrz. Przepraszam za ten chaos i długość listu, ale nie wiem, jak to inaczej przekazać, nie umiem. Z góry bardzo dziękuję. ML
Jak radzić sobie z chorobliwą zazdrością i OCD związanym z zaufaniem w związku?
Witam chorują na chorobliwa zazdrość. Mam ocd kompulsje bardzo często sprawdzam telefon męża. Rok temu sprawdzialam że na yutuby oglądał filmiki sugerujące seks o od tamtej pory co chwilę sprawdzam mu telefon . Nie umiem sobie poradzić z zazdrością. Czuje się gorsza i że on mnie już nie kocha i dla tego patrzy na takie filmiki . Jak sobie poradzić z tą zazdrością ?
Jak pomóc dziewczynie z myślami samobójczymi i problemami w domu?

Boję się o życie mojej dziewczyny, ma duże problemy z rodzicami, którzy często wyżywają się na niej (słownie), karają za najmniejsze drobnostki, obrażają i często sprawiają wrażenie, jak by im w ogóle na niej nie zależało. Moja dziewczyna ma przez to duże problemy psychiczne. Ponad rok temu miała już próbę samobójczą i coraz częściej mówi, że chce się zabić, powiedziała nawet, że jeżeli do czerwca (jej 18 urodzin) się nic nie zmieni, to obiecuje, że się zabije. Dzisiaj jej rodzice odkryli jej blizny po samookaleczeniu i zamiast z nią porozmawiać, tylko zaczęli ją obrażać, boi się, że po powrocie z wyjazdu, na którym teraz jest, jej rodzice będą dla niej jeszcze gorsi. Próbowałem jej pomóc, wielokrotnie z nią rozmawiałem, ale to nic nie daje, nie pozwala mi też umówić ją na wizytę u psychologa (w tajemnicy przed rodzicami) nie wiem, co mogę zrobić.

kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!