
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, związki i relacje
- Mam trudność z...
Mam trudność z kłamstwami męża oraz jego dorosłą córką, która mnie obraża. Mąż nic z tym nie robi, a mnie to dobija.
Malgos
Agnieszka Wloka
Pani Małgosiu,
Myślę sobie, ze Pani mąż sam jest troszkę w tym wszystkim zagubiony - ze swojej winy, ale jednak. Główne pytanie jest do Pani o Pani wartości i światopogląd - o to, co dla Pani jest ważne w związku i co Pani akceptuje, a co nie. Czy ten brak szczerości jest dla Pani do przejścia, czego Pani potrzebuje, żeby mężowi ufać. Czego Pani potrzebuje w Waszej relacji, żeby było to dla Pani komfortowe. Z drugiej strony warto przemyśleć, jak to może być z jego strony? Jak może się czuć w tej sytuacji? Być może o wielu swoich wyrzutach sumienia i pogmatwaniu nie będzie chciał rozmawiać, ale warto mieć to na względzie, że sam jest pogubiony co komu jest winny…
Warto dać sobie czas na pomedytowanie nad tym i ostatecznie rozmowę z mężem - taką faktycznie szczerą od początku do końca - jesteście razem, więc razem możecie ustalić kontakty z dziećmi.

Zobacz podobne
Jestem z mężem od 18 lat (10 lat po ślubie). Gdy się poznaliśmy Mąż był człowiekiem bardzo skromnym, delikatnym i spokojnym.
Gdy urodził się pierwszy syn zaczęły się bardzo nerwowe sytuacje. W kłótniach Mąż potrafił uderzać pięścią w drzwi aż zrobił w nich dziurę, rozwalił mi telefon twierdząc, że go zdradzam. Niejednokrotnie groził, że sobie coś zrobi.
Często robi awantury przy dzieciach i to mnie najbardziej boli. Zarzuca mi, że to wszystko moja wina, bo ja mało z nim współżyje. A ja już po tych wszystkich wydarzeniach zamknęłam się na niego. Ciężko mi z nim rozmawiać, dzielić problemami, śmiać. Nasze rozmowy to tylko są na temat dzieci. Nie chcę, żeby mnie przytulał, dotykał. On twierdzi, że czuje się bardzo odrzucony.
Ostatnio w kłótni powiedział przy dzieciach "pakuj się i wypier*alaj ". Wczoraj przez godzinę krzyczał na mnie jaka jestem okropna, bo znowu się z nim nie kocham, że pójdzie do moich koleżanek jak tak dalej będzie, znowu, że sobie coś zrobi. Kazał mi wybierać albo on albo moja rodzina. Nie mam od niego zbyt wiele pomocy, jest wiecznie chronicznie zmęczony. W domu rzadko robi coś sam od siebie, o wszystko muszę się prosić, albo obiecuje ze coś zrobi a nie robi. I znowu zostaje z tym ja. Mam ochotę odejść, ale boję się, że faktycznie sobie coś zrobi. No i dzieci...kochają go strasznie....


