
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rozwój i praca, zaburzenia nastroju
- Czy myśli...
Czy myśli samobójcze były "tylko" natręctwem ? Aktualnie nie czuję sensu, nie widzę siebie nigdzie.
Lipowa
Joanna Łucka
Dzień dobry,
myśli samobójcze pojawiają się u wielu ludzi na różnych etapach życia i z bardzo różnych powodów. Być może opisywany przez Panią okres w przeszłości budził poczucie bezradności czy braku dobrych rozwiązań na ówczesne problemy, stąd myśli były częstsze i bardziej natarczywe. Jeśli takie odczucia pojawią się w przyszłości, proszę bezwłocznie umówić się na konsultację psychologiczną lub psychiatryczną, albo zadzwonić pod numer telefonu zaufania. To bardzo ważne.
Z tego, co Pani pisze, doświadcza Pani uczucia braku celu. Być może jest Pani w momencie życia, gdzie trudno jest zebrać siły na planowanie i próbowanie nowych aktywności.
Zatrzymują mnie jednak wspomniane wcześniej myśli samobójcze - w połączeniu z odczuwanym dziś brakiem sensu, celu i sił. Zalecam Pani konsultację psychologiczną, aby przyjrzeć się bardziej szczegółowo Pani samopoczuciu. Może umówić się Pani na wizytę prywatnie, na NFZ (https://swiatprzychodni.pl/specjalnosci/psycholog/) lub korzystając z darmowych wizyt na tym portalu. Zachęcam do rozważenia skorzystania z takiej formy pomocy.
Wysyłam Pani dużo dobrych myśli!
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Łucka
psycholożka

Zobacz podobne
Mam mętlik w głowie i obrzydzenie do życia. Mój brat jest niepełnosprawny umysłowo w stopniu głębokim. Ostatnio stał się bardziej nerwowy. Trzaska drzwiami, uderza w piec w nocy.
Jest głośny. W dzieciństwie zdarzyło się, że uderzył mnie lub siostrę. Często chodzi nago i się... zadowala. Na oczach wszystkich. Mama bagatelizuje ten problem, mówi, że z siostrą dramatyzujemy, przesadzamy. Że to nienawiść nas zaślepia. I może tak jest. Czuję się przeklęty. Nienawidzę życia, studiuje, więc mieszkam z rodzicami. Nie mam gdzie pójść. Próbowałem szukać pomocy u specjalistów, ale przepisywali mi tylko antydepresanty, leki przeciwlękowe. Nie stać mnie na terapię. Nienawidzę siebie. Nienawidzę mojego otoczenia. Nie mam motywacji do niczego, tkwię w depresji, która jest codziennością. Nawet nie wiem, czy to choroba, czy zwyczajny stan przytępienia. Nienawidzę moje brata, jestem złym człowiekiem. Przedawkowywałem tabletki o kilkaset mg, żeby zobaczyć, na jaką granice mogę się posunąć. Chcę pustki. Mam ogromne problemy społeczne. Czuję, że nie pasuję. Nie umiem rozmawiać z ludźmi, nie umiem i nie czuje potrzeby zawierać przyjaźni.
Żyję w stanie zawieszenia między rzeczywistością a snem urojonego umysłu, którym chyba jestem. Nie mam celu. I sensu. Będę musiał płacić alimenty na brata, gdy rodzice nie będą w stanie się nim zajmować. Jak byłem mały, myślałem, że mój brat jest opętany. Miałem paranoję przed duchami, zdarzyło mi się widzieć zjawy i słyszeć skrzypienie mebli w środku nocy.
Jestem brzydkim, ohydnym dziwakiem. Chodzę na studia, ale czuję się jakbym, nie należał. Stoję za małą. Wyglądam obrzydliwie. Powoli mam dość. Powoli już mnie wszystko przytłacza. Moja mama nie chce oddać go do ośrodka, a ja nawet jeśli się wyprowadzę, będę przygnębiony z powodu sytuacji mamy. Jest uwięziona z nim. Do śmierci. Proszę. Czy dramatyzuje? Już nie wiem, co jest prawdą, co kłamstwem.
Od jakiegoś czasu zmagam się z dwubiegunowym zaburzeniem nastroju i czuję, że moje życie to istny rollercoaster emocjonalny. Gdy jestem w euforii, podejmuję spontaniczne decyzje, które w chwilach depresji wydają się katastrofalne.
Staram się zrozumieć, jak utrzymać równowagę emocjonalną, ale to wydaje się piekielnie trudne. Często czuję się wyczerpana, a zmiany nastroju rzutują na moje relacje z bliskimi.
Co może mi w końcu pomóc?
Unikanie stresu brzmi dobrze, ale życie codzienne nie zawsze na to pozwala. Jak mogę wprowadzić do życia więcej spokoju?
Będę wdzięczna za wszelkie rady

