Left ArrowWstecz

Czy to nadopiekuńczość? Jakie ma konsekwencje?

Dzień dobry. Moje pytanie nie dotyczy mnie, lecz dwóch osób mieszkających w tym samym bloku, co ja. Chodzi o pewną nastolatkę i jej opiekunkę, które mieszkają razem. Dziewczyna ma około 17, może 18 lat. Jej prawdziwi rodzice zginęli w wypadku i dlatego przyjaciółka jej matki wzięła ją do siebie, bo dziewczyna oprócz rodziców nie miała żadnej rodziny. Bardzo drażni mnie to, w jaki sposób kobieta traktuje swoją podopieczną. Jest co do niej nadopiekuńcza, ciągle ją przytula i głaska. Mówi do niej jak do przedszkolaka, np. Julka, zamiast Julia. Nie wspominając już o markowych ubraniach, które jej kupuje, ponieważ jest zamożna. Rozumiem traumę, jaką przeszła dziewczyna, ale w ten sposób robi z niej osobę niesamodzielną i niezaradną życiowo. Moja mama ma odmienne zdanie i mówi, że to ja się mylę. A jakie jest Państwa zdanie? Czy można wybaczyć tej kobiecie jej przesadną czułość ?

User Forum

Klaudia

5 miesięcy temu
Elza Grabińska

Elza Grabińska

Pani Klaudio,

być może warto w tej sytuacji na chwilę zatrzymać się i przyjrzeć temu, co dokładnie w tej relacji tak bardzo Panią drażni. Czasem silna reakcja na cudze zachowanie więcej mówi o naszych własnych przekonaniach, doświadczeniach czy granicach niż o samej sytuacji.

Nie znając dynamiki tej relacji „od środka”, trudno jednoznacznie ocenić, czy opiekunka przekracza granice, czy raczej w dostępny sobie sposób daje dziewczynie poczucie bezpieczeństwa po bardzo trudnej stracie. To, co z zewnątrz może wyglądać na nadopiekuńczość, dla kogoś po traumie może być chwilowo potrzebnym wsparciem. Być może warto zadać sobie pytanie, co dokładnie budzi Pani sprzeciw - obawa o samodzielność dziewczyny, czy raczej sposób okazywania czułości, który jest Pani obcy lub niekomfortowy? Taka refleksja może pomóc lepiej zrozumieć własne emocje, zamiast skupiać się na ocenianiu tej relacji.

 

Wszystkiego dobrego, Elza Grabińska, psycholog.

5 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Rafał Żelazny

Rafał Żelazny

Dzień dobry. Tak jak Pani zauważa, dziewczyna doświadczyła nagłej straty rodziców, a więc utraty podstawowego poczucia bezpieczeństwa. Dla wielu osób w takiej sytuacji bliskość i czułość są sposobem regulowania lęku oraz przeżywania żałoby. Można przypuszczać, że opiekunka na miarę swoich możliwości i zasobów próbuje dać dziewczynie to, czego została nastolatka pozbawiona.  Według mnie zachowanie opiekunki ma charakter ochronny, a nie krzywdzący, dotąd dopóki nie dochodzi do realnego ograniczania rozwoju, kontroli czy naruszania granic.

Warto też pamiętać, że ewentualne korekty relacji należą do samej rodziny lub specjalistów, a nie do obserwatorów z zewnątrz. Pozdrawiam.

mniej niż godzinę temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

 

z Pani opisu wyraźnie wybrzmiewa niepokój i wątpliwość wobec tego, jak opiekunka traktuje nastolatkę. Widać, że przygląda się Pani sytuacji z perspektywy troski o rozwój samodzielności i dojrzałość dziewczyny. 

 

Równocześnie w Pani słowach pojawia się też zrozumienie dla traumy, jaką przeżyła, i dla intencji opiekunki, która może wynikać z chęci ochrony i zapewnienia bezpieczeństwa.

 

To, że zauważa Pani te napięcia między nadopiekuńczością a samodzielnością, pokazuje wrażliwość na relacje międzyludzkie i granice. Warto zastanowić się nad tym na, co mamy wpływ? oraz co ja w tej sytuacji mogę lub nie mogę zrobić? oraz jak ja w tej sytuacji się czuję?. 

 

Życzę wszystkiego dobrego. 

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria 

Psycholog, Doradca kariery

 

5 miesięcy temu
Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry.

 

Z psychologicznego punktu widzenia taka przesadna czułość może być próbą zrekompensowania straty i lęku że dziewczyna znowu zostanie sama. Nie musi to wynikać ze złych intencji ani z chęci odebrania jej samodzielności. Jednocześnie ma Pani rację że długotrwała nadopiekuńczość może utrudniać dorastanie i budowanie niezależności jeśli nie jest stopniowo zmniejszana.

 

Kluczowe jest to jak czuje się sama dziewczyna. Jeśli ma przestrzeń na własne decyzje rozwój i autonomię to nadmiar czułości nie musi być dla niej krzywdzący. Jeśli jednak jest ograniczana i traktowana jak dziecko mimo wieku to wtedy może to być problem. Z zewnątrz warto zachować ostrożność w ocenach. Ta relacja prawdopodobnie jest wynikiem straty lęku i potrzeby bliskości po obu stronach a nie świadomego wyrządzania szkody.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Weronika Wardzińska

5 miesięcy temu
Weronika Jeka

Weronika Jeka

Dzień dobry,

z boku ta relacja rzeczywiście może wyglądać na zbyt intensywną, zwłaszcza jeśli porównuje ją Pani do 'standardowych' relacji z nastolatkami. Warto jednak pamiętać, że obie osoby są po bardzo trudnym doświadczeniu i ich sposób funkcjonowania może być próbą poradzenia sobie z traumą, lękiem przed kolejną stratą czy potrzebą bezpieczeństwa. To, co Pani widzi jako nadopiekuńczość, dla nich może być na ten moment formą regulowania emocji. Czy to jest idealne i czy w dłuższej perspektywie sprzyja samodzielności dziewczyny, trudno ocenić bez znajomości ich relacji od środka. Jeśli nastolatka ma przestrzeń na rozwój, decyzje i relacje rówieśnicze, to ta czułość nie musi być krzywdząca. Jeśli jednak byłaby kontrola, ograniczanie autonomii czy izolowanie, to byłby już sygnał do niepokoju.

Krótko mówiąc: można zrozumieć tę kobietę i jej intencje, nawet jeśli styl opieki budzi w Pani wątpliwości. Czasem różne drogi radzenia sobie z cierpieniem z zewnątrz wyglądają nie tak, jak byśmy się spodziewali.

Pozdrawiam 

Weronika Jeka

5 miesięcy temu

Zobacz podobne

Córka ma lat 11, jest bardzo dojrzała jak na swój wiek, zachowuje się, ubiera i maluje jak 16-17 latka
Córka ma lat 11, jest bardzo dojrzała jak na swój wiek, zachowuje się, ubiera i maluje jak 16-17 latka, w głowie raczej na 11 lat. Konflikt z ojcem, ignoruje go, często powtarza, że nienawidzi. Z premedytacją robi mu na złość. Często straszy mnie, że zrobi sobie krzywdę. Gdzie się udać po pomoc, co robić, jak z nią rozmawiać?
Mam problem z siostrą mojej narzeczonej.
Mam problem z siostrą mojej narzeczonej. Zaczynając od początku to, na samym początku naszego związku, czyli prawie 3,5 roku temu narzeczona zamieszkała z siostrą w jednym mieszkaniu (siostra miała wtedy 16 lub 17 lat, oraz chodziła do szkoły w tym mieście), a po niekrótkim czasie podjęliśmy decyzję, że ja zamieszkam razem z nimi. Wszystko było okej, ale po jakichś 2 latach, takie wspólne mieszkanie zaczęło mnie męczyć, choćby ze względu na ograniczoną prywatność, oraz na to, że zostaliśmy narzeczeństwem. Powiedziałem o tym narzeczonej. W odpowiedzi dostałem, że wiedziałem, na co się pisałem i dopóki siostra się uczy, to narzeczona ma z nią mieszkać, bo obiecała rodzicom. Zagryzłem wtedy zęby i czekałem dalej. Za jakiś czas ponowiłem temat, skończyło się oczywiście nerwowo ze strony narzeczone, ale usłyszałem, że jak siostra skończy szkołę, to się wyprowadzi. Po skończeniu przez nią szkoły, zaczęła szukać studiów i celem były inne miasta niż to, w którym mieszkamy, a więc wszystko szło w dobrym kierunku. Niestety, będąc akurat na wyjeździe urlopowym, narzeczona oznajmiła mi, że "czy ci się podoba, czy nie będziemy dalej mieszkać z moją siostrą, bo dostała się na studia w naszym mieście i będzie taniej za mieszkanie". Nie chcąc się kłócić na wakacjach, moją reakcją było mało entuzjastyczne: "aha, świetnie". Od wakacji minęło prawie 4 miesiące, dalej mieszkamy razem, a siostra praktycznie nie wychodzi z domu, oprócz zjazdów na studia (niestacjonarne), oraz wyjścia do pracy dorywczej. Potrafi wparować do naszego pokoju bez pukania, więc o prywatności tym bardziej nie ma mowy, seks aktualnie może z raz w miesiącu i perspektyw na jej wyprowadzenie się żadnych. Bardzo mnie irytuje ta cała sytuacja, tym bardziej że wiem, że narzeczona jej nie powie, żeby się wyprowadziła, bo mają mocną więź i pewnie skończyłoby się to kłótnią z ich strony i tu wcale nie chodzi o pieniądze za mieszkanie, bo to był tylko pretekst, żeby dalej mieszkała z nami. Za 8 miesięcy mamy brać ślub, mamy 26 i 27 lat, a dalej "niańczymy" 20-sto latkę, która nawet nie posprząta, jak jej się palcem nie pokaże. Widzę, że jej zdanie, oraz w szczególności ich mamy jest ważniejsze od mojego, co jest dla mnie smutne, bo jednak to ze mną planuje przyszłe życie, a moje zdanie jest zazwyczaj na drugim lub trzecim miejscu. Proszę o podpowiedź, czy to jest normalna sytuacja i to ja przesadzam, czy faktycznie mam rację, a coś nie tak jest z ich całą tą relacją, bo nie wiem już co myśleć.
Proszę o wskazówki dla poradzenia sobie z traumą i rzutowaniem jej na mój związek, na radzenie sobie z pracą.
Witam serdecznie, od jakiegoś czasu nie radzę sobie z życiem, wszystkim wydaje się, że jestem osobą silną, a w środku przeżywam katusze. Mój problem sięga dzieciństwa przepełnionego alkoholem mojego ojca i brata. Mam stresującą pracę. Po bardzo długim czasie jestem w związku, w którym nie czuję się stabilna, na każdym kroku doszukuję się zdrady, braku zaufania. Jak mam sobie z tym poradzić?
Mąż nie jest zaangażowany w związek, dopóki nie ma potrzeby seksu.
Witam.Jesteśmy z mężem 9 lat po ślubie (razem 12). Problem polega na tym ,że mam wrażenie,że on stara się gdy chce aby doszło do zbliżenia fizycznego.To ja przeważnie pierwsza się przytulam,że tak powiem bez powodu.Nie pyta się mnie jak się czuje,czym się martwię.Jak ja coś powiem,że jestem zmęczona to on,że jest bardziej.Mamy córkę 8 lat i mam wrażenie,że ja jestem na ostatnim miejscu.Próby rozmawiania na temat właśnie bliskości kończą się tym,że ona przestaje w ogóle rozmawiać i każe,że tak powiem mnie ciszą.To później ja muszę jako pierwsza łagodzić sytuację.Cieżko mi z tym,że moje potrzeby, zmartwienia są na ostatnim miejscu. Już sama nie wiem czy mam się zmuszać do sexu?😔Chciałabym się stać ważna dla męża, żeby też i o mnie zaczął się martwić,liczył z moim potrzebami.Jeżeli chodzi to ja bym mogła żyć bez seksu
Mój syn uwielbia mojego brata, ma z nim największą więź. Przez to brat pozwala dzieciom na rzeczy, na które ja się nie zgadzam. Również syn nie chce relacji z moim partnerem.
Dzień dobry. Zwracam się z takim problemem, otóż jestem samotną matką dwójki synów w wieku 9 i 7 lat. Na co dzień pracuję a dziećmi zajmuje się mój brat z bratową, którzy mieszkają w tym samym domu co ja, tyle, że na dole. Niedawno poznałam partnera, ponad pół roku temu. Jestem z nim w ciąży i zamierzamy razem zamieszkać. W czym tkwi problem? Otóż moje dzieci a właściwie mój starszy syn kompletnie nie chce ze mną spędzać czasu, nie chce jeździć z nami na wspólne weekendy do partnera, gdyż uważa, że dzień bez wujka, czyli mojego brata i jego rodziny jest dniem straconym. To jest jedyny jego autorytet i nie widzi świata poza nim. Mój partner bardzo lubi dzieci, sam zresztą ma dwójkę i stara się wszystkich tak samo traktować, lecz więź mojego dziecka z wujkiem jest tak silna, że kompletnie żadna inna osoba się dla niego nie liczy. Jestem już bezradna. Nie wiem co mam robić. Mały ma zaległości w szkole, często nie chodzi, gdyż (cytuję) wujek pozwolił zostać w domu, mimo że ja jako matka mam inne zdanie. Na wiele rzeczy pozwala dzieciom, mimo że ja zakazuje. Ostatnio z partnerem założyliśmy małym aplikacje na telefon taką kontrolę rodzicielską, aby mniej czasu spędzali na tel i na grach, lecz brat kazał mi to usunąć, gdyż robię krzywdę dziecku. Czuję się kompletnie bezradna i bezsilna. Chcemy się przeprowadzić do partnera, to jest 35 km od naszego domu, ale wiem, że brat będzie mi robił problemy, że chce zabrać dzieci, poza tym wiem, że mój syn starszy nie będzie chciał się przeprowadzić i będzie się buntował. Proszę o pomoc, gdzie się udać i co robić 😪
zaburzenia zachowania

Zaburzenia zachowania - przyczyny, objawy i metody wsparcia

Zaburzenia zachowania to problem zdrowotny wpływający na życie osoby i jej otoczenia. Warto poznać objawy, by w razie potrzeby wiedzieć, kiedy skonsultować się ze specjalistą. Wczesna diagnoza i leczenie mogą znacząco poprawić jakość życia.