
Czy to nadopiekuńczość? Jakie ma konsekwencje?
Dzień dobry. Moje pytanie nie dotyczy mnie, lecz dwóch osób mieszkających w tym samym bloku, co ja. Chodzi o pewną nastolatkę i jej opiekunkę, które mieszkają razem. Dziewczyna ma około 17, może 18 lat. Jej prawdziwi rodzice zginęli w wypadku i dlatego przyjaciółka jej matki wzięła ją do siebie, bo dziewczyna oprócz rodziców nie miała żadnej rodziny. Bardzo drażni mnie to, w jaki sposób kobieta traktuje swoją podopieczną. Jest co do niej nadopiekuńcza, ciągle ją przytula i głaska. Mówi do niej jak do przedszkolaka, np. Julka, zamiast Julia. Nie wspominając już o markowych ubraniach, które jej kupuje, ponieważ jest zamożna. Rozumiem traumę, jaką przeszła dziewczyna, ale w ten sposób robi z niej osobę niesamodzielną i niezaradną życiowo. Moja mama ma odmienne zdanie i mówi, że to ja się mylę. A jakie jest Państwa zdanie? Czy można wybaczyć tej kobiecie jej przesadną czułość ?
Klaudia
Elza Grabińska
Pani Klaudio,
być może warto w tej sytuacji na chwilę zatrzymać się i przyjrzeć temu, co dokładnie w tej relacji tak bardzo Panią drażni. Czasem silna reakcja na cudze zachowanie więcej mówi o naszych własnych przekonaniach, doświadczeniach czy granicach niż o samej sytuacji.
Nie znając dynamiki tej relacji „od środka”, trudno jednoznacznie ocenić, czy opiekunka przekracza granice, czy raczej w dostępny sobie sposób daje dziewczynie poczucie bezpieczeństwa po bardzo trudnej stracie. To, co z zewnątrz może wyglądać na nadopiekuńczość, dla kogoś po traumie może być chwilowo potrzebnym wsparciem. Być może warto zadać sobie pytanie, co dokładnie budzi Pani sprzeciw - obawa o samodzielność dziewczyny, czy raczej sposób okazywania czułości, który jest Pani obcy lub niekomfortowy? Taka refleksja może pomóc lepiej zrozumieć własne emocje, zamiast skupiać się na ocenianiu tej relacji.
Wszystkiego dobrego, Elza Grabińska, psycholog.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Rafał Żelazny
Dzień dobry. Tak jak Pani zauważa, dziewczyna doświadczyła nagłej straty rodziców, a więc utraty podstawowego poczucia bezpieczeństwa. Dla wielu osób w takiej sytuacji bliskość i czułość są sposobem regulowania lęku oraz przeżywania żałoby. Można przypuszczać, że opiekunka na miarę swoich możliwości i zasobów próbuje dać dziewczynie to, czego została nastolatka pozbawiona. Według mnie zachowanie opiekunki ma charakter ochronny, a nie krzywdzący, dotąd dopóki nie dochodzi do realnego ograniczania rozwoju, kontroli czy naruszania granic.
Warto też pamiętać, że ewentualne korekty relacji należą do samej rodziny lub specjalistów, a nie do obserwatorów z zewnątrz. Pozdrawiam.
Daria Składanowska
Dzień dobry,
z Pani opisu wyraźnie wybrzmiewa niepokój i wątpliwość wobec tego, jak opiekunka traktuje nastolatkę. Widać, że przygląda się Pani sytuacji z perspektywy troski o rozwój samodzielności i dojrzałość dziewczyny.
Równocześnie w Pani słowach pojawia się też zrozumienie dla traumy, jaką przeżyła, i dla intencji opiekunki, która może wynikać z chęci ochrony i zapewnienia bezpieczeństwa.
To, że zauważa Pani te napięcia między nadopiekuńczością a samodzielnością, pokazuje wrażliwość na relacje międzyludzkie i granice. Warto zastanowić się nad tym na, co mamy wpływ? oraz co ja w tej sytuacji mogę lub nie mogę zrobić? oraz jak ja w tej sytuacji się czuję?.
Życzę wszystkiego dobrego.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Psycholog, Doradca kariery
Weronika Wardzińska
Dzień dobry.
Z psychologicznego punktu widzenia taka przesadna czułość może być próbą zrekompensowania straty i lęku że dziewczyna znowu zostanie sama. Nie musi to wynikać ze złych intencji ani z chęci odebrania jej samodzielności. Jednocześnie ma Pani rację że długotrwała nadopiekuńczość może utrudniać dorastanie i budowanie niezależności jeśli nie jest stopniowo zmniejszana.
Kluczowe jest to jak czuje się sama dziewczyna. Jeśli ma przestrzeń na własne decyzje rozwój i autonomię to nadmiar czułości nie musi być dla niej krzywdzący. Jeśli jednak jest ograniczana i traktowana jak dziecko mimo wieku to wtedy może to być problem. Z zewnątrz warto zachować ostrożność w ocenach. Ta relacja prawdopodobnie jest wynikiem straty lęku i potrzeby bliskości po obu stronach a nie świadomego wyrządzania szkody.
Pozdrawiam serdecznie,
Weronika Wardzińska
Weronika Jeka
Dzień dobry,
z boku ta relacja rzeczywiście może wyglądać na zbyt intensywną, zwłaszcza jeśli porównuje ją Pani do 'standardowych' relacji z nastolatkami. Warto jednak pamiętać, że obie osoby są po bardzo trudnym doświadczeniu i ich sposób funkcjonowania może być próbą poradzenia sobie z traumą, lękiem przed kolejną stratą czy potrzebą bezpieczeństwa. To, co Pani widzi jako nadopiekuńczość, dla nich może być na ten moment formą regulowania emocji. Czy to jest idealne i czy w dłuższej perspektywie sprzyja samodzielności dziewczyny, trudno ocenić bez znajomości ich relacji od środka. Jeśli nastolatka ma przestrzeń na rozwój, decyzje i relacje rówieśnicze, to ta czułość nie musi być krzywdząca. Jeśli jednak byłaby kontrola, ograniczanie autonomii czy izolowanie, to byłby już sygnał do niepokoju.
Krótko mówiąc: można zrozumieć tę kobietę i jej intencje, nawet jeśli styl opieki budzi w Pani wątpliwości. Czasem różne drogi radzenia sobie z cierpieniem z zewnątrz wyglądają nie tak, jak byśmy się spodziewali.
Pozdrawiam
Weronika Jeka

Zobacz podobne
Ostatnio zauważyłem, że mój syn, lat 12, coraz częściej unika sytuacji, które wcześniej nie sprawiały mu problemu. Każde wyjście do szkoły czy spotkanie z rówieśnikami wywołuje u niego silny lęk, a ja nie wiem, jak mu pomóc. Próbowałem rozmawiać z nim o tym, ale często zamyka się w sobie. Zastanawiam się, czy powinienem bardziej skupić się na budowaniu jego poczucia własnej wartości i pewności siebie, czy raczej na jakichś przyjemnościach i aktywnościach, które lubi, które pomogą mu radzić sobie z lękiem w danej chwili. Rozumiem, że każde dziecko jest inne, ale może istnieją uniwersalne zasady, które mogą pomóc w takich sytuacjach.
Dzień dobry. Potrzebuję wsparcia i potwierdzenia, że to nie ze mną jest coś nie tak... Z mężem poznaliśmy się na studiach, jesteśmy razem 17 lat, 11 po ślubie. Wiedziałam, że jest raczej nerwową osobą i trochę wybuchową, ale było to na niealarmującym poziomie. Wszystko było ok, aż pojawiło się pierwsze dziecko.. Mąż ewidentnie nie mógł znieść, że zszedł na drugi plan, że to dziecko (potem dzieci) były najważniejsze. Dodam, że zazwyczaj byłam zostawiona sama sobie z dziećmi, bo on albo pracował, albo wolał siedzieć na kanapie przed tv/komórką. A ja miałam ogromnego baby bluesa, który chyba przeszedł w depresję, bo odrobinę lepiej poczułam się dopiero po roku...i ze wszystkim zawsze radziłam sobie sama. Każda kłótnia to było obwinianie mnie o wszystko i oczywiście masa epitetów pod moim adresem. I jego zdaje się największy ból-rzadkie współżycie.. 3 miesiące po urodzeniu drugiego dziecka zrobił kolejną awanturę o to grożąc, że poszuka sobie innego miejsca, gdzie to dostanie. Po tym we mnie coś pękło poraz pierwszy, ale starałam się, dla dzieci głównie, bo codzienne życie nie było złe (zwłaszcza, że byłam właśnie najczęściej sama z nimi). Teraz dzieci podrosły i chyba wszystko zaczyna przybierać na sile... Mąż coraz częściej szarpie syna (syn 4 lata, bywa zaczepny, potrafi bić, ale będzie diagnozowany pod kątem spektrum), potrafi źle się odezwać do dzieci, uważa, że powinny się go bać, bo wtedy będą czuć respekt, bo mają być posłuszne. I traci panowanie nad sobą coraz częściej, ostatnio roztrzaskał butelkę ketchupu na ścianie, bo córka go zdenerwowała.. i wydarł się na mnie, że mam choć raz robić co mi mówi, a nie wziąż tylko swoje. Teraz do napisania na forum skłoniła mnie świeża "akcja"-syn go kopnął, to ten go złapał mocno za rękę, synek spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem (jak zawsze w takiej sytuacji), wyrwałam mu go, mówiąc, że coś mu się pomyliło, że szarpie tak 4-latka do tego chłopca z możliwą diagnozą. Mąż odpowiedział, że sobie nie da, nie pozwoli się tak traktować i że jeśli jeszcze raz to zrobi, to cytuję, "przyłoży mu"... Nie dam rady tak dłużej, podejrzewam że ta przemoc eskaluje przez to, że nie "skaczę" wokół męża, że ma niezaspokojone rożne potrzeby, ale nie jestem w stanie wykrzesać z siebie żadnej iskry czy czułości dla niego, nie po tym wszystkim. Badam jego nastroje i najlepiej się czuję gdy go nie ma... Myślę nad wyprowadzeniem się, ale to ogromny krok i zmiana dla dzieci. Choć bycie tu w takim domu też nie jest raczej dobre...

