
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, związki i relacje
- Narzeczony...
Narzeczony zdradził, ślub za 2 tygodnie - jak poradzić sobie z bólem i niepewnością?
Dowiedziałam się, że narzeczony zdradził 2 lata temu mnie. Mamy ślub za 2 tygodnie. On nie potwierdza tej zdrady, ale widzę, że coś ukrywa. Dziewczyna, z którą zdradził, potwierdza zdradę. Nie wiem, jak żyć dalej. On tylko mówi, że nie zdradził, a ja wierzę obcej osobie. Próbowałam sobie coś zrobić. Nie mogę. Mam córkę, jaka ma tylko mnie. Ja nie wiem, jak żyć. Po co żyć. Kocham go ponad życie, ale się boję. Pisał kiedyś na różnych portalach do dziewczyn, więc dlatego uwierzyłam, że z dziewczyną, z którą miał sex przed tym, jak mnie poznał, po prostu nie urwał tego, jak byliśmy razem. Jak to rozwiązać? Nie mogę akceptować, że był z kimś do mnie i podczas mnie. Mój ból mnie zabija
Nati

Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, to głęboki kryzys emocjonalny – uczucie zdrady, lęk, miłość, poczucie zagubienia i osamotnienia. To wszystko są bardzo silne przeżycia, które trudno udźwignąć samemu.
Ważne jest, aby miała Pani przestrzeń, w której można bezpiecznie przeżywać i rozumieć swoje uczucia – również ten wewnętrzny konflikt między miłością do narzeczonego a utratą zaufania i poczuciem godności.
Teraz nie chodzi o natychmiastowe decyzje, ale o to, żeby zadbała Pani o siebie – dosłownie. Pani życie i Pani zdrowie psychiczne są ważniejsze niż jakakolwiek relacja. Wspomniałaś o myślach samobójczych – to bardzo poważny sygnał. Proszę, nie zostawaj z tym sama. Proszę zwrócić się natychmiast po pomoc – do psychoterapeuty, psychiatry, telefonu zaufania.
Zdrada, a nawet samo jej podejrzenie, może otworzyć wiele ran – również tych dawnych. W terapii pracujemy nad zrozumieniem tych ran, mechanizmów, które wiążą z kimś, kto rani, i nad odbudową poczucia własnej wartości.
To, co się dzieje, nie musi Pani zniszczyć – może stać się początkiem głębokiej pracy nad sobą. Proszę poszukać profesjonalnej pomocy. Zasługuje Pani na wsparcie i na życie, które nie rani.
Z wyrazami szacunku
Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli (Weronika Berdel)
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Justyna Filipiuk
To ogromna odwaga mówić o swoim bólu w tak szczery i otwarty sposób — szczególnie wtedy, gdy serce pęka, a świat, który znałaś, traci sens. To, co teraz czujesz, może jakiś chaos, ból, żal, lęk i bezradność to zupełnie naturalna reakcja na sytuację, która zachwiała Twoim poczuciem bezpieczeństwa i zaufania. Jesteś człowiekiem, który bardzo kocha i bardzo cierpi. I to jest ważne. Twoje emocje mają prawo istnieć. Masz prawo to czuć. Masz prawo nie wiedzieć, co dalej...
Zdrada, która przejawia się w różnych kontekstach, potrafi zostawić w nas głęboki ślad. Zwłaszcza jeśli nie została jasno nazwana, jeśli ciągle są niedopowiedzenia. Twój ból jest w pełni uzasadniony. Kochasz, a jednocześnie boisz się, że to, co było dla Ciebie najcenniejsze, nie było prawdziwe. I to rozdarcie jest czymś, z czym wiele osób się mierzy, choć rzadko o tym mówią.
Widzę też, że próbowałaś poradzić sobie z tym bólem w sposób, który był dla Ciebie niebezpieczny. To ważne, że o tym napisałaś. Masz córkę. Masz siebie. Masz prawo do życia, które będzie dla Ciebie dobre — niezależnie od tego, jak ono będzie wyglądało za tydzień, miesiąc czy rok. Nie musisz w tym momencie podejmować żadnej decyzji. Nie musisz wszystkiego teraz wiedzieć. Masz prawo zatrzymać się i po prostu przeżyć to, co się dzieje — krok po kroku, dać sobie te dwa tygodnie na przemyślenie tego. Postąpisz zgodnie z tym, czego potrzebujesz.
Twoje uczucia są ważne. Ty jesteś ważna. I choć teraz może się to wydawać niemożliwe, to przez ten ból można przejść — nie samemu. Jeśli czujesz, że to Cię przytłacza, porozmawiaj z kimś, kto pomoże Ci unieść ten ciężar: psychologiem, terapeutą, kimś zaufanym. Masz prawo otrzymać wsparcie.
Jestem z Tobą myślami. Nie jesteś sama.
Przytulam!
Justyna Filipiuk
Olga Żuk
To, co czujesz, jest bardzo trudne i przytłaczające. Masz prawo czuć ból, złość i zagubienie. Teraz najważniejsze to zadbać o siebie — nie jesteś sama, są ludzie, którzy chcą i mogą Ci pomóc.
Zaufanie to podstawa każdej relacji — jeśli zostaje zachwiane, trudno zbudować spokój i bezpieczeństwo. Masz prawo mieć wątpliwości, jeśli czujesz, że coś się nie zgadza. Twoje odczucia są ważne. Zaufanie nie wraca od razu, a czasem nie wraca wcale — i to też jest odpowiedź. Dbaj teraz o siebie.
Pozdrawiam,
Olga Żuk
Krzysztof Chojnacki
To, co Pani opisuje – głęboki ból i niepewność tuż przed ślubem – jest niezwykle trudną sytuacją. Fakt, że narzeczony zaprzecza, a inna osoba potwierdza zdradę, tworzy ogromny chaos emocjonalny i kryzys zaufania. Warto jednak zauważyć, że w sytuacji, gdy mamy do czynienia ze słowem przeciwko słowu, nie ma pewności, czy zdrada była faktem. Jednakże samo pojawienie się tak poważnych zarzutów i Pani reakcja na nie, włącznie z myślami o braku sensu życia i samookaleczeniu, świadczą o głębokim cierpieniu i naruszeniu poczucia bezpieczeństwa w relacji. Pani obawy o to, co działo się w przeszłości i w trakcie Waszego związku, w obliczu sprzecznych informacji, mogłyby burzyć Pani poczucie stabilności. Pani córka, jak Pani sama zauważa, jest dla Pani niezwykle ważna i może stanowić silną motywację do poszukiwania pomocy w tej skrajnie trudnej sytuacji.
W obliczu tak intensywnych emocji, niepewności co do faktów oraz myśli o samookaleczeniu, pilne wsparcie profesjonalisty uważam za kluczowe. Proponowałbym Pani skonsultowanie się z psychologiem lub psychoterapeutą. Taki specjalista mógłby pomóc Pani obojgu w bezpiecznym wyrażeniu i przepracowaniu tego ogromnego bólu, który Pani odczuwa.
Niezależnie od rozstrzygnięcia kwestii zdrady, Pani obecne przeżycia, w tym głęboki brak zaufania do partnera, powinny skłonić Panią do zadania sobie pytania, czy to wszystko, co Pani przeżywa, daje Pani podstawy do zawarcia związku małżeńskiego w tej właśnie chwili, czyli za dwa tygodnie.

Zobacz podobne
TW samookaleczanie.
Nie wiem, jak mam porozmawiać z moimi rodzicami o tym, że się tnę.
Robię to od 2 lat, zaczęłam robić to z ciekawości i zakończyło się na tym, że gdy jestem czymś bardzo przytłoczona, zaczynam to robić. Nie robię tego jakoś często, ale teraz zdarza się to częściej. Nie robię tego też jakoś głęboko, ale obawiam się, że na jakimś prześwietleniu czy jakiś badaniach w końcu któreś z rodziców się dowie. Boję się zacząć o tym rozmowy, bo mój tata miał sam ciężkie dzieciństwo i stwierdziłby, że robię to po nic i on miał gorzej.
Z moją mamą różnie albo się na mnie wkurzy, albo mnie wysłucha, ewentualnie zleje mnie jak tata.
Kocham ich, ale nie potrafię z nimi o tym porozmawiać.
Boję się tego. Nie wiem, co mam z tym zrobić, bardzo bym chciała w końcu ściągnąć po pomoc.
Mówiłam o tym siostrze, ale ona nic z tym nie zrobi, pomimo że jest pełnoletnia. Przecież nie poproszę jej, aby za mnie o tym z nimi porozmawiała, a ja wole unikać takich tematów.
Co mam robić?
Witam!
Zacznę od tego, że borykam się z problemem, iż nie widzę sensu życia. Ciągła pogoń za materializmem. Lojalność, wierność, miłość to cechy zbędne i używalne, które straciły na wartości.
Wszystko kręci się wokół pieniędzy, których i tak nie zabierzemy ze sobą. Już jest coraz mniej osób, które potrafią cieszyć się życiem i z niego korzystać. Czuję się wypalony, odciąłem od siebie całą rodzinę, przyjaciół, nie chce się widywać z ludźmi.
Z nikim nie rozmawiam, po prostu siedzę sam. Czuję się jakby moje życie zatoczyło kolo, tylko 10 lat później.
Mam 27 lat, od 18 roku życia pojechałem do pracy, gdzie z byłą narzeczoną pracowałem na dom. Wszystko ładnie, pięknie, po 8 latach bycia razem i dorobieniu się domu, od zera, samochodów i dobrej pracy zacząłem czuć pustkę. Poczułem, że to na co pracowałem przez, latam było z materializmu, nie z miłości i oto w tym domu brakowało miłości oraz zrozumienia.
Pomyślałem, nie mamy dzieci, nikogo nie ranię tylko nas, chce uderzyć w świat w poszukiwaniu prawdziwej miłości i wdzięczności, z którą stworzę ciepły i szczęśliwy dom, którego nigdy nie miałem. Dlatego było to bardzo ciężkie, ale zostawiłem wszystko i wyszedłem. Po otrzymaniu większej gotówki za dom podjąłem decyzję, że to jest dobry moment, żeby po tylu latach wrócić do Ojczyzny, gdzie wszystko okazało się niewypałem - moja praca, mentalność ludzi, nawet spełnienie moich marzeń jak kupienie super samochodu, motoru i innych rzeczy nie dawały mi radości i czułem się wyobcowany, pusty.
Finalnie, zamiast ułożyć sobie życie, podjąłem decyzję o wyjeździe kolejnym już w ciągu dwóch lat.
3 wyprowadzka i ze względu na kobietę, z którą przelotnie się poznałem. Chciałem być oparciem, uważałem, że ma ciężką sytuację. Wyszukała mnie w internecie, z ciekawości napisałem, co robi w życiu i niestety wpadłem w dziurę bez dna, która ciągła się za mną przez cały rok. Byłem manipulowany na odległość, słyszałem słowa i zapewnienia, które nie były prawdą i wierzyłem tej osobie bezgranicznie. Byłem w stanie zostawić wszystko, tylko, dlatego że uważałem, że jest tego warta i potrzebuje mnie.
Na końcu okazało się, że nie chciała pozwolić, żebym ułożył sobie życie z kimś innym i większość co mówiła, była kłamstwem albo tym, co chciałem usłyszeć. To jest długi i skomplikowany temat. Zostałem wykorzystany, sercowo, psychicznie i straciłem rok czasu. W sumie dalej się z tego nie wyleczyłem, co się wydarzyło. Koniec końców zacząłem inwestować na giełdzie początkiem roku. Zachęcił mnie do tego taki chłopak, gdzie na przestrzeni roku przegrałem wszystko do zera, na co pracowałem ostatnie 8 lat całe oszczędności. Włączył się ten idiota, który jest tak uparty, o którym zapomniałem, że dalej tam jest.
Jest uparty w dążeniu do celu, ale również jak już się sypie to do samego dna. W rok zniszczyłem wszystko i przy okazji siebie z super sylwetki, dobrej pracy, dużego zabezpieczenia finansowego zostało ohydne zero. Jak patrzę w lustro, to się siebie brzydzę, a kiedyś się kochałem i byłem wdzięczny, że jestem na tyle silny, iż mogę wysyłać swoje dobro dla innych i zwyciężać ten syf, co się dzieje na świecie. “Zło dobrem zwyciężaj, takie było moje motto” Od pewnego czasu zło przejęło nade mną kontrolę, czuję się wyobcowany, nie śmieje się.
Wracam do domu i płacze codziennie, w nocy balansuje na krawędzi złych zagubionych ludzi, którzy biorą dragi, piją i udają, że nie mają z niczym problemu. Chodziłem na terapię, nic nie pomogło, zawsze byłem osoba, na którą można było polegać i motywacją dla innych, bo szedłem do przodu jak burza mimo żadnego wsparcia od rodziny, ciągłej krytyki, braku własnego kątu i bezpieczeństwa. Z ojcem alkoholikiem przez połowę dzieciństwa i matką za granicą, która ledwo co widywałem.
Łączenie w moim życiu mieszkałem w 27 różnych miejscach, czy to pokoje, inne kraje. W sumie to spełniłem wszystkie swoje marzenia. Mając 27 lat, mimo straty wszystkiego, czuję się spełniony i jakby ktoś mnie zapytał, czy przeszedłem życie dobrze, odpowiedziałbym z czystym sumieniem tak, bo nie zamknąłem się na nie w jednym miejscu.
Nie wiem, po tym wszystkim nie widzę już sensu w dalszym działaniu, mój zapał i samodyscyplina są równe zeru.
Ten cały materializm, internetowy świat, te portale randkowe, kłamstwa nieszczęśliwych ludzi, życie na kredytach, żeby pokazać, czym się jeździ czy jak się nie żyje - żygam tym wszystkim. Jestem tym który widzi ten świat inaczej od czasu kiedy wyszedłem z bańki mojego życia, na które pracowałem.
Nie jestem w stanie nikomu zaufać, a jak już zaufam i daje coś od siebie to albo jestem wykorzystywany, bo dobroć jest brana za słabość w tych czasach, albo ranię innych, bo nie dorównują moim doświadczeniom i nie są dla mnie interesujący.
Nie wiem, wszystko co się stało było na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Boję się samego siebie, do jakiej ruiny psychicznej się doprowadziłem przez to wszystko. Drogi mam dwie albo zobaczyć jeszcze trochę świata i podziękować bardzo pięknie za to życie będąc na zero, bo na pewno nie zejdę na stronę syfu dragi, alkohol itp wolałbym sobie po prostu podziękować ładnie wyjechać na Hawaje i zniknąć niż się złajdaczyć.
Droga numer, to dwa odbudować swoją psychikę, ciało i ciężka praca wrócić na odrobienie strat z ostatniego roku, żeby wszystko ułożyć na nowo. Tylko jest jeden problem, kiedyś moim marzeniem było mieć dziecko i rodzinę zbudować, zaplecze finansowe, żeby móc zapewnić temu dzieciakowi i mojej kobiecie takie życie, którego ja nie dostałem. To mogłoby być moja jedyna motywacja, żeby działać dalej, ale teraz, po tym wszystkim jak widzę jaki jest świat ohydny, nie chciałbym sprawiać trudu nikomu następnemu i zakończyć historię mojego nazwiska, żeby już to się nie musiało ciągnąć. Nie chcę wrzucać wszystkich do jednego worka, ale uważam, że to życie było stworzone w innym celu i ludzie je zniszczyli, bo świat jest piękny sam w sobie, tylko my jesteśmy w nim problemem. Boże to wszystko jest bez sensu….
W każdym razie, na sam koniec dodam, że to wszystko jest chore i nie widzę w tym sensu, dlatego zamknąłem się na wszystko i nie wiem, co dalej mimo mojego wieku i doświadczeń, które powinny mnie prowadzić dalej żywnie, nie widzę w tym sensu, bo po co? Nawet nie liczę, że ktoś to doczyta do końca, po prostu niech sobie to wisi tutaj. :) Pozdrawiam.

