Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Lęk i dyskomfort przez współlokatorkę i jej chłopaka – jak reagować na łamanie zasad najmu?

Przez nową współlokatorkę obudziły się stare lęki. Wynajmuję pokój w mieszkaniu 3-pokojowym. Wprowadziła się nowa dziewczyna, niby spoko, ale... już w weekend sprowadziła chłopaka, który nocował i spędził w mieszkaniu praktycznie cały weekend. Ściana między pokojami jest bardzo cienka. Sprowadzanie kogoś na nocki jest niezgodne z umową. Do tego ten chłopak pali i smród od dymu czuć w całym mieszkaniu. Nie wiem, jak zareagować. Boję się, że jak cokolwiek powiem, to zacznie utrudniać mi życie, ale z drugiej strony nie mogę pracować, nie mogę odpoczywać, bo cały czas wszystko słyszę. To obcy mężczyzna za ścianą i czuję się z tym bardzo niekomfortowo. Nie chcę też od razu skarżyć do właściciela, ale muszę coś zrobić, bo potrzebuję odpoczynku w weekend, a obecna sytuacja jest bardzo uciążliwa :(
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Panią,

 

Dziękujemy za wiadomość.

Uważam, że to bardzo zrozumiałe, że pojawia się napięcie i lęk: Pani przestrzeń, która powinna dawać poczucie bezpieczeństwa, została nagle naruszona. To nie jest „przesada”, tylko naturalna reakcja na brak komfortu i przekraczanie ustalonych zasad.Widzę tu też ważny konflikt: potrzeba spokoju i bezpieczeństwa zderza się z obawą przed reakcją współlokatorki. W takich sytuacjach często pomaga spokojna, rzeczowa rozmowa oparta na faktach i własnych odczuciach, bez oskarżeń. Na przykład: że hałas i obecność obcej osoby utrudniają Pani odpoczynek oraz że w umowie są konkretne zasady, których chciałaby się Pani trzymać.

Jeśli bezpośrednia rozmowa wydaje się zbyt trudna, można rozważyć formę pośrednią (np. wiadomość) albo  w razie braku zmiany jednak sięgnięcie po wsparcie właściciela, bo to on ustala zasady najmu.Według mnje kluczowe jest, by nie zostawała Pani z tym sama i nie rezygnowała ze swojego komfortu ze strachu. Ma Pani prawo do spokojnej, bezpiecznej przestrzeni.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

2 dni temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Sytuacja, w której nowa osoba narusza poczucie bezpieczeństwa i zasady wspólnego mieszkania, wymaga stanowczej, ale spokojnej reakcji, aby uniknąć eskalacji konfliktu przy jednoczesnym odzyskaniu komfortu. Najlepszym pierwszym krokiem będzie rzeczowa rozmowa ze współlokatorką, w której bez oskarżeń, ale konkretnie należy wskazać na złamanie zapisów umowy dotyczących nocowania gości oraz na uciążliwy zapach dymu tytoniowego, który bezpośrednio wpływa na zdrowie i odpoczynek. Wyraźne postawienie granic już na samym początku jest kluczowe, ponieważ brak reakcji często bywa uznawany za przyzwolenie na dalsze łamanie zasad, co tylko potęguje lęk i dyskomfort. Jeśli rozmowa nie przyniesie natychmiastowej poprawy, pełnym prawem każdego lokatora jest interwencja u właściciela, gdyż dbanie o przestrzeganie umowy to ochrona standardów życia, za które się płaci. Prawo do spokoju i czystego powietrza w wynajmowanym pokoju jest nadrzędne wobec chęci goszczenia osób trzecich, zwłaszcza gdy odbywa się to kosztem cudzego dobrostanu.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

1 dzień temu
Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Dzień dobry Pani,
Sytuacja, w której naruszane są Pani granice, a dom przestaje być miejscem bezpiecznego odpoczynku, ma pełne prawo budzić silny dyskomfort i uaktywniać dawne lęki.

Wspomina Pani o obawie, że zwrócenie uwagi współlokatórce spowoduje z jej strony celowe utrudnianie życia. Zastanawiam się, na ile ta myśl jest oparta na twardych dowodach dotyczących zachowania tej konkretnej osoby, a na ile to lęk podpowiada Pani ten najczarniejszy scenariusz? Nasz umysł w sytuacjach stresowych często tworzy katastroficzne przewidywania, co z kolei prowadzi do unikania konfrontacji. Unikanie przynosi ulgę tylko na krótką chwilę, ale w dłuższej perspektywie podtrzymuje napięcie i poczucie bezradności, bo uniemożliwia nam sprawdzenie, jak jest w rzeczywistości.

Warto zastanowić się, czy podjęcie spokojnej rozmowy o ustalonych zasadach nie byłoby przydatnym eksperymentem, pozwalającym zweryfikować te obawy. Jeśli czuje Pani, że wspomniane dawne lęki zaczynają mocno paraliżować Pani codzienne funkcjonowanie i blokują dbanie o własne granice, pomocne mogłoby okazać się głębsze przyjrzenie się tym mechanizmom w bezpiecznych warunkach podczas konsultacji psychologicznej.

Pozdrawiam

1 dzień temu
Zuzanna Różycka

Zuzanna Różycka

Dzień dobry, to trudna sytuacja, która zaburzyła jakiś bezpieczny porządek i to normalne, że czujesz się teraz niepewnie i masz takie myśli. Piszesz o starych lękach, więc pewnie dodatkowo jakieś wydarzenia z przeszłości wpływają na Twoje samopoczucie. Zanim pójdziesz do właściciela spróbuj porozmawiać z nową współlokatorką, asertywnie powiedz, czego potrzebujesz, co Ci przeszkadza. Daj jej najpierw szansę zachować się fair wobec Ciebie. Jeśli rzeczywiście Twoje obawy by się potwierdziły i zaczęła Ci utrudniać życia jakoś celowo to wtedy warto porozmawiać z właścicielem. Nie czekaj aż złość na tę sytuację będzie rosła, wtedy zamiast asertywnie powiedzieć, czego potrzebujemy łatwiej o oceniające komentarze i wybuch emocji.

1 dzień temu
Marcelina Lipa

Marcelina Lipa

To, co Pani opisuje, brzmi jak sytuacja, która realnie narusza Pani poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Ma Pani prawo czuć dyskomfort.  Zwłaszcza jeśli w mieszkaniu pojawia się obca osoba w nocy, ściany są cienkie, a do tego sytuacja jest niezgodna z umową. To nie jest „przesadzanie”.

Widzę też, że z jednej strony chce Pani zadbać o siebie, a z drugiej boi się Pani reakcji współlokatorki i tego, że może zacząć utrudniać Pani życie. To może być szczególnie trudne, jeśli – jak Pani pisze – budzą się stare lęki.

 

Jednocześnie to, że się Pani boi, nie oznacza, że ma Pani zrezygnować ze swoich granic. Ma Pani prawo do odpoczynku, spokojnej pracy i do tego, żeby zasady wspólnego mieszkania były respektowane.

Jeśli nie chce Pani od razu zgłaszać tego właścicielowi, można zacząć od spokojnej, konkretnej wiadomości do współlokatorki, np. że obecność chłopaka i zapach dymu są dla Pani uciążliwe, a nocowanie gości jest niezgodne z ustaleniami. Bez tłumaczenia się i przepraszania za swoje potrzeby.

 

A jeśli mimo to sytuacja się nie zmieni, ma Pani pełne prawo zwrócić się do właściciela. To nie byłoby „skarżenie”, tylko zadbanie o warunki, na które się Pani umawiała.

1 dzień temu

Zobacz podobne

Fobia społeczna czy nieśmiałość i przeżycia dorastania?
Czy mogę powiedzieć, że mam fobię społeczną od zawsze, jeśli jedyne co pamiętam to fakt, że moja siostra od razu załapała kontakt z kuzynką, gdy po raz pierwszy ją spotkała a ja (byłam wtedy jeszcze przed przedszkolem) miałam z tym problemy i nie chciałam się ruszyć na podwórko bez mamy (mieszkałyśmy z kuzynką w jednym domu na wsi)? Potem pewnego dnia się otworzyłam i od tamtej pory normalnie się bawiłyśmy z kuzynką. I jeszcze pamiętam, że pierwszego dnia przedszkola jako jedyna płakałam i nie chciałam, żeby mama mnie tam zostawiła, ale już drugiego dnia normalnie wsiadłam sama w autobus i tam pojechałam, tylko że całe przedszkole byłam na uboczu, nie chciałam się bawić na placu zabaw z innymi dziećmi i nie jadłam obiadów, jak wszyscy inni. Czy to była tylko nieśmiałość czy już początki fobii społecznej? Potem z biegiem lat to mi się pogarszało, głównie przez wyśmiewanie mojego szkolnego tyrana, a z czasem za jego przykładem też innych.
W związkach szukam poczucia bezpieczeństwa, którego nigdy nie miałam. Jak wyjść z błędnego myślenia?
Witam, byłam w paru związkach, te związki zawsze kończyły się porażką, bo szukałam w nich bezpieczeństwa. Jak mogę wyjść z tego błędnego koła?
Diagnoza, dokąd? Wszystko odczuwam mocniej. Zaburzenia sensoryczne.

Witam. Mam 22 lata i od dziecka zmagam się z objawami zaburzeń integracji sensorycznej, nerwicy natręctw, tików, a ostatnio w pełni rozwiniętej nerwicy lękowej i depresji. 

Objawy po raz pierwszy pojawiły się w szkole podstawowej (łącznie z zaburzeniami sensorycznymi, co jest nietypowe, gdyż te przeważnie pojawiają się dużo wcześniej, na początku życia) i od tamtego czasu towarzyszą mi z różnym natężeniem, aż do dnia dzisiejszego. Nie pamiętam dokładnie, jak to wszystko się zaczęło, ale prawdopodobnie najpierw pojawiły się tiki nerwowe w formie zaciskania powiek, marszczenia czoła czy chrząkania. 

Potem doszły do tego natręctwa związane z liczeniem i perfekcjonizmem. Liczyłem litery w słowach, wyrazy w zdaniach, linijki na stronie, zaczynałem często od nowa czynności, żeby zacząć je "idealnie". Wszystkie natręctwa były związane z nauką lub ogólnie pojętymi aktywnościami umysłowymi (jak czytanie książek np.). 

W międzyczasie doszły zaburzenia sensoryczne (chociaż bardzo możliwe, że wszystko zaczęło się mniej więcej w tym samym czasie) objawiające się ogólnie mówiąc czuciem wszystkiego "bardziej". I to dosłownie. Po prostu zacząłem zdawać sobie sprawę, że bardziej czuję na sobie ubrania, rzeczy w kieszeniach, krzesła na których siadam czy przedmioty, których codziennie dotykam (jak np. telefon gdy coś na nim piszę). 

Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że właśnie to "czucie" doprowadzi mnie do szału i myśli samobójczych, jakie doświadczam obecnie w życiu dorosłym, ponieważ przypadłość ta bardzo obniża jakość mojego życia, ogranicza aktywności, jakie podejmuję w ciągu dnia oraz jest źródłem permanentnego stresu i lęku. Już opisuję, o co chodzi. Kiedy zakładam spodnie, to bardziej czuję je w pasie, kroczu i na pupie, co często zmusza mnie do ich opuszczania czy poprawiania (zwłaszcza przy zmianach pozycji ciała). Ale to nie wszystko. Bardziej czuję rzeczy w kieszeniach, jak telefon czy portfel. Bardziej czuję bluzkę na brzuchu, pod pachami i wokół szyi, buty na stopach, plecak na plecach itp. Ogólnie zasada jest taka, że im więcej mam ubrań na sobie i im większy jest ich "ciężar", tym bardziej niekomfortowo się czuję. Jak byłem dzieckiem, nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo, ale w życiu dorosłym jest to często nie do zniesienia i doprowadza do kuriozalnych sytuacji, kiedy wychodzę z domu w krótkich spodenkach i t-shircie na 15°C, bo wolę zmarznąć niż odczuwać dyskomfort psychiczny (który i tak w pewnym stopniu występuje, bo ludzie dziwnie na mnie patrzą). 

Z innych dziwnych zachowań, które "wymusza" na mnie ta przypadłość można wymienić wkładanie bluzek za spodnie, wkładanie rzeczy pod pachy z ich zaciskaniem (stymulacja sensoryczna) czy zaginanie rogów poduszki pod głową gdy na niej leżę. Sytuacja znacznie się pogorszyła po przebyciu covida 2 lata temu, bo "czucie" się wzmogło i doszły różnego rodzaju dziwne odruchy jak "dociskanie" ręki do ciała, nerwowe wymachy kończyn z ich prostowaniem, ocieranie kolanem o kolano czy grymasy twarzy. 

Do tego cała gama objawów nerwicowych, jak napięciowy ból głowy, chroniczne zmęczenie, szumy uszne, kłucie w sercu, problemy z oddychaniem i wzmożone napięcie mięśniowe. Żadne leki nie pomagają, to samo z psychoterapią. Od roku dzień w dzień wykonuję ćwiczenia z diety sensorycznej zalecone przez specjalistę od zaburzeń integracji sensorycznej - również bez żadnej poprawy w objawach. Dodam jeszcze, że na początku podejrzewałem u siebie jakąś rzadką chorobę neurologiczną, ale żadne badania, które do tej pory wykonałem na to nie wskazują, a trochę ich było (rezonans magnetyczny głowy, EEG, EMG, ENG, próba tężyczkowa, test na boreliozę - wszystko w normie poza EMG z cechami uszkodzenia pierwotnie mięśniowego, ale dalsza diagnostyka to biopsja mięśnia, na którą muszę jeszcze kilka lat poczekać i nie jest to powiązane z objawami, które wymieniłem).

 Nie mam również stwierdzonego autyzmu ani ADHD, tylko "zaburzenia czynnościowe ośrodkowego układu nerwowego". Tylko ja się czuję tak, jakby coś mi ten układ nerwowy, a konkretnie mózg, atakowało. 

Nie wiem tylko jak i gdzie można takie rzeczy zdiagnozować. Bardzo proszę o pomoc, bo nie wiem jak długo wytrzymam jeszcze tę mękę.

Mam 30 lat, strasznie męczą mnie natrętne myśli. Boję się, że mam schizofrenię
Dzień dobry, mam 30 lat, strasznie męczą mnie natrętne myśli. Boję się, że mam schizofrenie, ponieważ mam wrażenie, że wycofuję się ze społeczeństwa. Mam straszne lęki, negatywne myśli, ciągła gonitwa myśli, a najgorzej jest rano po przebudzeniu się i jak mam czas wolny i np. leżę z synem, oglądamy bajkę a tutaj te myśli - że wariuję, że jestem na coś chory, że mam raka albo że zrobię komuś krzywdę.
Mam trudność z nawiązywaniem relacji, niepokoję się podczas rozmów, szczególnie w grupie.
Witam serdecznie, od bardzo długiego czasu (o ile nie od zawsze) zmagam się jakims dziwnym wycofaniem, nie potrafię nawet dobrze określić tego zjawiska. Nie potrafię nawiązywać relacji z ludźmi, jeśli już to są to zazwyczaj tematy związane z pracą, nie umiem mówić o swoich emocjach. Jestem jakby niedostępny emocjonalnie. Kiedyś nawet nie byłem tego świadom. Ale teraz jako dorosła osoba widzę tą barierę między mną a ludźmi. Czuję się przez to coraz bardziej samotny, a nie pozwala mi to nawiązać głębszej relacji, o związku już wgl nie ma mowy. Czasami czuję, jakbym sam sabotował wszystkie potencjalne szansę na związek. Mimo że bardzo chciałbym wewnątrz w to pójść to robię zupełnie odwrotnie. Towarzyszy temu uczucie wstydu, że mógłbym chcieć wiązać się z daną kobietą. Widzę, że coś jest nie tak, ale nie potrafię jednoznacznie stwierdzić co, i jak mam temu przeciwdziałać. Dodam, że w większej grupie problem się nasila. A w rozmowie w 4 oczy jest jakby nieco lepiej. Proszę o pomoc, bo czuję, że marnuje sobie życie nie walcząc z tą przypadłością.
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.