
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia lękowe, związki i relacje
- Lęk i dyskomfort...
Lęk i dyskomfort przez współlokatorkę i jej chłopaka – jak reagować na łamanie zasad najmu?
Anonim
Agnieszka Włoszycka
Witam Panią,
Dziękujemy za wiadomość.
Uważam, że to bardzo zrozumiałe, że pojawia się napięcie i lęk: Pani przestrzeń, która powinna dawać poczucie bezpieczeństwa, została nagle naruszona. To nie jest „przesada”, tylko naturalna reakcja na brak komfortu i przekraczanie ustalonych zasad.Widzę tu też ważny konflikt: potrzeba spokoju i bezpieczeństwa zderza się z obawą przed reakcją współlokatorki. W takich sytuacjach często pomaga spokojna, rzeczowa rozmowa oparta na faktach i własnych odczuciach, bez oskarżeń. Na przykład: że hałas i obecność obcej osoby utrudniają Pani odpoczynek oraz że w umowie są konkretne zasady, których chciałaby się Pani trzymać.
Jeśli bezpośrednia rozmowa wydaje się zbyt trudna, można rozważyć formę pośrednią (np. wiadomość) albo w razie braku zmiany jednak sięgnięcie po wsparcie właściciela, bo to on ustala zasady najmu.Według mnje kluczowe jest, by nie zostawała Pani z tym sama i nie rezygnowała ze swojego komfortu ze strachu. Ma Pani prawo do spokojnej, bezpiecznej przestrzeni.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Sytuacja, w której nowa osoba narusza poczucie bezpieczeństwa i zasady wspólnego mieszkania, wymaga stanowczej, ale spokojnej reakcji, aby uniknąć eskalacji konfliktu przy jednoczesnym odzyskaniu komfortu. Najlepszym pierwszym krokiem będzie rzeczowa rozmowa ze współlokatorką, w której bez oskarżeń, ale konkretnie należy wskazać na złamanie zapisów umowy dotyczących nocowania gości oraz na uciążliwy zapach dymu tytoniowego, który bezpośrednio wpływa na zdrowie i odpoczynek. Wyraźne postawienie granic już na samym początku jest kluczowe, ponieważ brak reakcji często bywa uznawany za przyzwolenie na dalsze łamanie zasad, co tylko potęguje lęk i dyskomfort. Jeśli rozmowa nie przyniesie natychmiastowej poprawy, pełnym prawem każdego lokatora jest interwencja u właściciela, gdyż dbanie o przestrzeganie umowy to ochrona standardów życia, za które się płaci. Prawo do spokoju i czystego powietrza w wynajmowanym pokoju jest nadrzędne wobec chęci goszczenia osób trzecich, zwłaszcza gdy odbywa się to kosztem cudzego dobrostanu.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Jakub Butkiewicz
Dzień dobry Pani,
Sytuacja, w której naruszane są Pani granice, a dom przestaje być miejscem bezpiecznego odpoczynku, ma pełne prawo budzić silny dyskomfort i uaktywniać dawne lęki.
Wspomina Pani o obawie, że zwrócenie uwagi współlokatórce spowoduje z jej strony celowe utrudnianie życia. Zastanawiam się, na ile ta myśl jest oparta na twardych dowodach dotyczących zachowania tej konkretnej osoby, a na ile to lęk podpowiada Pani ten najczarniejszy scenariusz? Nasz umysł w sytuacjach stresowych często tworzy katastroficzne przewidywania, co z kolei prowadzi do unikania konfrontacji. Unikanie przynosi ulgę tylko na krótką chwilę, ale w dłuższej perspektywie podtrzymuje napięcie i poczucie bezradności, bo uniemożliwia nam sprawdzenie, jak jest w rzeczywistości.
Warto zastanowić się, czy podjęcie spokojnej rozmowy o ustalonych zasadach nie byłoby przydatnym eksperymentem, pozwalającym zweryfikować te obawy. Jeśli czuje Pani, że wspomniane dawne lęki zaczynają mocno paraliżować Pani codzienne funkcjonowanie i blokują dbanie o własne granice, pomocne mogłoby okazać się głębsze przyjrzenie się tym mechanizmom w bezpiecznych warunkach podczas konsultacji psychologicznej.
Pozdrawiam
Zuzanna Różycka
Dzień dobry, to trudna sytuacja, która zaburzyła jakiś bezpieczny porządek i to normalne, że czujesz się teraz niepewnie i masz takie myśli. Piszesz o starych lękach, więc pewnie dodatkowo jakieś wydarzenia z przeszłości wpływają na Twoje samopoczucie. Zanim pójdziesz do właściciela spróbuj porozmawiać z nową współlokatorką, asertywnie powiedz, czego potrzebujesz, co Ci przeszkadza. Daj jej najpierw szansę zachować się fair wobec Ciebie. Jeśli rzeczywiście Twoje obawy by się potwierdziły i zaczęła Ci utrudniać życia jakoś celowo to wtedy warto porozmawiać z właścicielem. Nie czekaj aż złość na tę sytuację będzie rosła, wtedy zamiast asertywnie powiedzieć, czego potrzebujemy łatwiej o oceniające komentarze i wybuch emocji.
Marcelina Lipa
To, co Pani opisuje, brzmi jak sytuacja, która realnie narusza Pani poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Ma Pani prawo czuć dyskomfort. Zwłaszcza jeśli w mieszkaniu pojawia się obca osoba w nocy, ściany są cienkie, a do tego sytuacja jest niezgodna z umową. To nie jest „przesadzanie”.
Widzę też, że z jednej strony chce Pani zadbać o siebie, a z drugiej boi się Pani reakcji współlokatorki i tego, że może zacząć utrudniać Pani życie. To może być szczególnie trudne, jeśli – jak Pani pisze – budzą się stare lęki.
Jednocześnie to, że się Pani boi, nie oznacza, że ma Pani zrezygnować ze swoich granic. Ma Pani prawo do odpoczynku, spokojnej pracy i do tego, żeby zasady wspólnego mieszkania były respektowane.
Jeśli nie chce Pani od razu zgłaszać tego właścicielowi, można zacząć od spokojnej, konkretnej wiadomości do współlokatorki, np. że obecność chłopaka i zapach dymu są dla Pani uciążliwe, a nocowanie gości jest niezgodne z ustaleniami. Bez tłumaczenia się i przepraszania za swoje potrzeby.
A jeśli mimo to sytuacja się nie zmieni, ma Pani pełne prawo zwrócić się do właściciela. To nie byłoby „skarżenie”, tylko zadbanie o warunki, na które się Pani umawiała.

Zobacz podobne
Witam. Mam 22 lata i od dziecka zmagam się z objawami zaburzeń integracji sensorycznej, nerwicy natręctw, tików, a ostatnio w pełni rozwiniętej nerwicy lękowej i depresji.
Objawy po raz pierwszy pojawiły się w szkole podstawowej (łącznie z zaburzeniami sensorycznymi, co jest nietypowe, gdyż te przeważnie pojawiają się dużo wcześniej, na początku życia) i od tamtego czasu towarzyszą mi z różnym natężeniem, aż do dnia dzisiejszego. Nie pamiętam dokładnie, jak to wszystko się zaczęło, ale prawdopodobnie najpierw pojawiły się tiki nerwowe w formie zaciskania powiek, marszczenia czoła czy chrząkania.
Potem doszły do tego natręctwa związane z liczeniem i perfekcjonizmem. Liczyłem litery w słowach, wyrazy w zdaniach, linijki na stronie, zaczynałem często od nowa czynności, żeby zacząć je "idealnie". Wszystkie natręctwa były związane z nauką lub ogólnie pojętymi aktywnościami umysłowymi (jak czytanie książek np.).
W międzyczasie doszły zaburzenia sensoryczne (chociaż bardzo możliwe, że wszystko zaczęło się mniej więcej w tym samym czasie) objawiające się ogólnie mówiąc czuciem wszystkiego "bardziej". I to dosłownie. Po prostu zacząłem zdawać sobie sprawę, że bardziej czuję na sobie ubrania, rzeczy w kieszeniach, krzesła na których siadam czy przedmioty, których codziennie dotykam (jak np. telefon gdy coś na nim piszę).
Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że właśnie to "czucie" doprowadzi mnie do szału i myśli samobójczych, jakie doświadczam obecnie w życiu dorosłym, ponieważ przypadłość ta bardzo obniża jakość mojego życia, ogranicza aktywności, jakie podejmuję w ciągu dnia oraz jest źródłem permanentnego stresu i lęku. Już opisuję, o co chodzi. Kiedy zakładam spodnie, to bardziej czuję je w pasie, kroczu i na pupie, co często zmusza mnie do ich opuszczania czy poprawiania (zwłaszcza przy zmianach pozycji ciała). Ale to nie wszystko. Bardziej czuję rzeczy w kieszeniach, jak telefon czy portfel. Bardziej czuję bluzkę na brzuchu, pod pachami i wokół szyi, buty na stopach, plecak na plecach itp. Ogólnie zasada jest taka, że im więcej mam ubrań na sobie i im większy jest ich "ciężar", tym bardziej niekomfortowo się czuję. Jak byłem dzieckiem, nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo, ale w życiu dorosłym jest to często nie do zniesienia i doprowadza do kuriozalnych sytuacji, kiedy wychodzę z domu w krótkich spodenkach i t-shircie na 15°C, bo wolę zmarznąć niż odczuwać dyskomfort psychiczny (który i tak w pewnym stopniu występuje, bo ludzie dziwnie na mnie patrzą).
Z innych dziwnych zachowań, które "wymusza" na mnie ta przypadłość można wymienić wkładanie bluzek za spodnie, wkładanie rzeczy pod pachy z ich zaciskaniem (stymulacja sensoryczna) czy zaginanie rogów poduszki pod głową gdy na niej leżę. Sytuacja znacznie się pogorszyła po przebyciu covida 2 lata temu, bo "czucie" się wzmogło i doszły różnego rodzaju dziwne odruchy jak "dociskanie" ręki do ciała, nerwowe wymachy kończyn z ich prostowaniem, ocieranie kolanem o kolano czy grymasy twarzy.
Do tego cała gama objawów nerwicowych, jak napięciowy ból głowy, chroniczne zmęczenie, szumy uszne, kłucie w sercu, problemy z oddychaniem i wzmożone napięcie mięśniowe. Żadne leki nie pomagają, to samo z psychoterapią. Od roku dzień w dzień wykonuję ćwiczenia z diety sensorycznej zalecone przez specjalistę od zaburzeń integracji sensorycznej - również bez żadnej poprawy w objawach. Dodam jeszcze, że na początku podejrzewałem u siebie jakąś rzadką chorobę neurologiczną, ale żadne badania, które do tej pory wykonałem na to nie wskazują, a trochę ich było (rezonans magnetyczny głowy, EEG, EMG, ENG, próba tężyczkowa, test na boreliozę - wszystko w normie poza EMG z cechami uszkodzenia pierwotnie mięśniowego, ale dalsza diagnostyka to biopsja mięśnia, na którą muszę jeszcze kilka lat poczekać i nie jest to powiązane z objawami, które wymieniłem).
Nie mam również stwierdzonego autyzmu ani ADHD, tylko "zaburzenia czynnościowe ośrodkowego układu nerwowego". Tylko ja się czuję tak, jakby coś mi ten układ nerwowy, a konkretnie mózg, atakowało.
Nie wiem tylko jak i gdzie można takie rzeczy zdiagnozować. Bardzo proszę o pomoc, bo nie wiem jak długo wytrzymam jeszcze tę mękę.

