
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, uzależnienia, zaburzenia nastroju
- Nic mi się nie...
Nic mi się nie chce, jestem po 8 tyg. terapii AA. 3 dni temu zapiłam, nie daję sobie rady
F.F
TwójPsycholog
Dzień dobry, widać ze jest Pani bardzo trudno. Czas po odstawieniu alkoholu jest niezwykle trudny, do tej pory to alkohol „pomagał„ Pani regulować przykre stany emocjonalne, kiedy go nie ma- a nie ma Pani jeszcze wypracowanych innych metod radzenia sobie, ciężko radzić sobie z rzeczywistością.
8 tygodni terapii leczenia uzależnień bez względu na górne (czy to leczenie w ośrodku czy oddział dzienny) to dopiero początek leczenia -pierwszy etap, który przez swoją intensywność ma sluzyc przerwaniu ciągłości używania substancji i zobaczeniu swojej sytuacji. W większości poradni terapii uzależnień w Polsce całość leczenia zaplanowana jest na ok. 2 lata - po pierwszym etapie w zależności od stanu i potrzeb są grupy mniej lub bardziej intensywne, grupy zapobiegania nawrotom, grupy pracy pogłębionej, a rownolegle do pracy grupowej psychoterapia indywidualna. Złamania abstynencji nie są porażka, są naturalnym momentem w terapii, do ktorego dochodzi kiedy trudno jest korzystać z nowych sposobów radzenia sobie i sięga się po znane (alkohol). jeśli nie korzysta Pani z opieki lekarza psychiatry warto się do niego udać, być może uzna, ze potrzebne Pani wsparcie farmakologiczne. Należy również kontynuowac psychoterapię, zwlaszcza w związku z odejściem partnera - bardzo potrzebuje Pani wsparcia. W leczeniu problemów z używaniem połączenie psychoterapii indywidualnej i grupowej daje bardzo dobre rezultaty. Powodzenia!

Zobacz podobne
Hej wszystkim. Bardzo proszę pomóżcie mi, doradźcie co powinnam zrobić. Mam 30 lat, 2 dzieci, męża. Mieszkamy 2km od mojego domu rodzinnego, rodziców. 10 lat temu zachorowałam na raka. Mój tata nie mógł sie z tym uporać, więc poszedł w najłatwiejszą droge odreagowania, czyli alkohol. Od 2 lat leczy sie na depresję. Chodzi normalnie do pracy, ale w tygodniu zdarza mu sie zaglądnąć do kieliszka zwłaszcza w sobote. Jest czasem wtedy niemiły dla mamy, ale na szczęście sie to rzadko zdarza. Jak atmosfera opadnie, jest już taki jak zwykle. Przeprasza mamę, wiem, że ogromnie ją kocha, ale nałóg też jest bardzo silny. Widzę, że z tym walczy, ale czasem jest różnie. W tym całym poście meritum tego jest to, że ja nie umiem sie odciąć. Co chwile po południu dzwonie do mamy, gdzie tata jest, co robi, czy wrócił już z warsztatu, a jeśli tak to w jakim stanie. Widzę, że ją też to mocno irytuje, bo niby dzwonie o jakąś pierdołę, ale ona wie, że to tylko pretekst. Chciałabym sie odciąć, skupić sie na swojej rodzinie, bo mąż mówi, że wieczorem ciężko ze mną wytrzymać, bo chodzę jak na bombie co sie wydarzy, czy wróci podpity czy nie. Tata naprawdę wiem, że sie chce zmienić, sam z siebie poszedł do psychiatry, nawet ma tabletki na alko, ale chyba słabo działają. Pomóżcie, bo zwariuje. Wieczorami ciągle mnie boli brzuch, ciągle czuje napięcie, lek, obawę. Boję sie.

