Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Nic mi się nie chce, jestem po 8 tyg. terapii AA. 3 dni temu zapiłam, nie daję sobie rady

Nic mi się nie chce, jestem po 8 tyg. terapii AA. 3 dni temu zapiłam, nie daję sobie rady, partner mnie zostawił, nie chce ze mną przez to rozmawiać, ja się boję. Mieszkam sama, zła, smutna nie daję sobie rady, cały czas płaczę, odkąd wyszłam z terapii, a było to 23 stycznia, Z partnerem byłam 16 lat. Obecnie szukam pracy. Co zrobić?
TwójPsycholog

TwójPsycholog

Dzień dobry, widać ze jest Pani bardzo trudno. Czas po odstawieniu alkoholu jest niezwykle trudny, do tej pory to alkohol „pomagał„ Pani regulować przykre stany emocjonalne, kiedy go nie ma- a nie ma Pani jeszcze wypracowanych innych metod radzenia sobie, ciężko radzić sobie z rzeczywistością. 
8 tygodni terapii leczenia uzależnień bez względu na górne (czy to leczenie w ośrodku czy oddział dzienny) to dopiero początek leczenia -pierwszy etap, który przez swoją intensywność ma sluzyc przerwaniu ciągłości używania substancji i zobaczeniu swojej sytuacji. W większości poradni terapii uzależnień w Polsce całość leczenia zaplanowana jest na ok. 2 lata - po pierwszym etapie w zależności od stanu i potrzeb są grupy mniej lub bardziej intensywne, grupy zapobiegania nawrotom, grupy pracy pogłębionej, a rownolegle do pracy grupowej psychoterapia indywidualna. Złamania abstynencji nie są porażka, są naturalnym momentem w terapii, do ktorego dochodzi kiedy trudno jest korzystać z nowych sposobów radzenia sobie i sięga się po znane (alkohol). jeśli nie korzysta Pani z opieki lekarza psychiatry warto się do niego udać, być może uzna, ze potrzebne Pani wsparcie farmakologiczne. Należy również kontynuowac psychoterapię, zwlaszcza w związku z odejściem partnera - bardzo potrzebuje Pani wsparcia. W leczeniu problemów z używaniem połączenie psychoterapii indywidualnej i grupowej daje bardzo dobre rezultaty. Powodzenia! 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

pracoholizm

Darmowy test na uzależnienie od pracy (aut. Bryan E. Robinson)

Zobacz podobne

Uzależnienie od hazardu i pornografii, lęk społeczny oraz poczucie bezsilności
Jestem od dłuższego czasu uzależniony od hazardu i pornografii, nie chce sam siebie diagnozować ale również doświadczam lęku w sytuacjach społecznych który nasilił sie przez narkotyki (których nie biore od roku) oraz hazardu i pornografii które nadal są obecne ale z mniejszym nasileniem po obstynencji którą zastosowałem na 2 miesiące lecz wróciłem pod wpływem stresu związanym z sytuacjami społecznymi. Od dłuższego czasu nic mnie nie cieszy, brak jakichkolwiek chęci do działania czy innych prostych czynności, odczuwam częste poczucie winy. Mgłe mózgową, pustkę krótko czuje się głupi. Zamartwiam się ciągle błachymi sytuacjami, dość szybko zacząłem tracić włosy co również mocno wpłyneło na moje poczucie wartości które było niskie przed doświadczeniami z narkotykami, hazardem i pornografią i do teraz doświadczam z tego powodu kompleksy. Izoluje się, nie nawiązuje nowych relacji, w sytuacjach społecznych często jestem bardzo spięty, mam sporo natrętnych myśli odnoszących sie do sytuacji społecznych które wręcz paraliżują mnie w prostej sytuacji wyjścia do sklepu. Umawiałem już 3 wizyty online z psychiatrą lecz ani razu sie na niej nie pojawiłem, nie wiem co robić czuję bezsilność mimo tak naprawde braku prób sięgnięcia po tą pomoc.
TW Mam ataki paniki, nerwobóle i myśli samobójcze

W mojej rodzinie gdzieś do skończenia 6 lat ojciec pił, a pod wpływem alkoholu wyzywał matkę od dziwek, że go zdradza i ją bił. Później go nie było, gdy siostra się wyprowadziła wszystkie winy spływały na mnie. Za każdym razem byłam obwiniana o wszystko, co zrobiłam to było źle a czego nie zrobiłam jeszcze gorzej. Matka nie okazywała mi uczuć, każda z nas codziennie siedziała zamknięta osobno, nie rozmawiałyśmy wcale. Od 16 roku zaczęłam popijać i się ciąć do teraz. Teraz mam 28 lat i mam problemy z zaufaniem, problemy w związku, z kontrolowaniem i autoagresją. Gdy już jest naprawdę źle, zaczynam wszystkie winy przypisywać sobie, że to moja wina i że jestem beznadziejna. Mam ataki paniki, nerwobóle i myśli samobójcze. Byłam u psychiatry, dostałam leki, ale nie czuję się po nich dobrze. Mam jeszcze skierowanie na terapię CBT. Co jest nie tak ?

Partner mi uniża, nie zajmuje się własną córką, nie pochwala terapii. Jak mu pomóc?
Od pewnego czasu w moim związku jest kryzys. Mieliśmy bardzo trudny czas: ciąża, budowa domu, zmiana pracy i studia. Dużo się tego nałożyło. Obecnie już jest luźniej, ale nie potrafię dogadać się z partnerem. Potrafi nadmiernie dbać o dom. Robi awantury o błahe sprawy: bo gdzieś lekko zabrudziła się ściana albo kot usiadł na kanapie i zostawił trochę sierści. Nie mogę w domu nic robić, bo "nie umiem i nie robię tego na 100%". Przestało mi zależeć, żeby cokolwiek robić w domu, bo za cokolwiek się nie wezmę słyszę krytykę. W weekendy śpi do 12, a potem przez cały dzień siedzi w komórce lub ogląda tv. To samo po pracy. Do mnie ma pretensje jak raz na jakiś czas zajrzę do komórki. Nie zajmuje się córką. Jak idę do pracy lub np. do lekarza to nie mogę jej z nim zostawić, bo on musi odpocząć. Nie bawi się z nią, bo jest zajęty siedzeniem na kanapie. O spacerach i wspólnym spędzaniu czasu razem też nie ma mowy. Od czasu porodu (czyli prawie 2 lata) tylko 2 razy spędzaliśmy czas w 3 i raz poszedł z nią sam na spacer. Do tego doszło, że codziennie musi wypić jedno piwo (bo mu się po pracy należy). No i jak ma wolne to lubi sobie zapalić coś zielonego od rana. Twierdzi też, że wszyscy wszystko robią źle i on musi wszystko kontrolować. Wszystko musi być tak jak on to sobie wymyśli. Dosłownie - często słyszę, że mam się domyślać. Słyszę jego ust ciągłe narzekanie na wszystko ona wszystkich. Odbiera mi to energię. Brak jest czułości, brak spędzania czasu razem. Nigdy nie podobają mu się pomysły na wspólne spędzanie czasu. O urodzinach też zapomniał. A jak się obroniłam to nawet nie pogratulował. Na terapię nie chce iść, bo twierdzi, że to pranie mózgu i nabijanie kasy psychoterapeutom. Mojej terapii też nie pochwalał, więc chodziłam w tajemnicy. Jak mogę mu pomóc? Jak z nim rozmawiać, skoro on nie chce słuchać i wie wszystko lepiej. Twierdzi, że to we mnie jest cały problem. Nie chcę go zostawić, tylko pomóc mu, bo wiem, że ma problem. Nie mam już niestety pomysłu.
TW: Samookaleczanie. Problemy z emocjami, brak przynależności, samookaleczanie - szukam pomocy

TW samookaleczanie

 

Mam 22 lata i przepraszam, że tak długo się rozpiszę, ale nie daję rady. Od dziecka byłam typem aspołecznym, nie lubię spotykać się z ludźmi, ani z nimi rozmawiać. Nigdy nie mam tematów na rozmowy, nawet jeśli ktoś się ze mną zaprzyjaźnił, ta relacja bardzo szybko się kończyła, gdyż w pewnym momencie się izolowałam. Przez ten brak potrzebny socjalizacji, zawsze czułam się nieludzko. Dziwnie, inaczej. Jestem bardzo brzydka i głupia. Przez słowo głupia mam na myśli, że jestem osobą zapominalską, wszystko wypada mi z rąk, wykonuje niezręczne ruchy przy ludziach. Bardzo dużo gestykuluję i szybko mówię. Moja prokastrynacja jest na tak wysokim poziomie, ze obecnie mam pięć warunków na studiach. Nie zdałam roku. Wielokrotnie zapominałam dat rejestracji albo gubiłam się we wszystkim. Mówię szybko i nerwowo, czego bardzo się wstydzę. 

Mam wrażenie, że wszystko, co wychodzi spod mojej ręki, jest złe, gorsze, żenujące. W ciągu dnia doświadczam wahań nastrojów, czasem mam motywację, ale czasem mam wręcz ochotę rzucić się pod metro, którym codziennie dojeżdżam na uczelnię. Okaleczam się żyletką, lubię, gdy rany są dość głębokie, gdy krawędzie rozsuwają się na boki. Dużo płaczę, w miejscach publicznych, na zaliczeniach, wszędzie, czasem nawet bez powodu. Mam wrażenie, że emocje mnie przytłaczają, że jestem dziecinna, głupia niedojrzała. Nie mam marzeń, cały dzień czekam do nocy, żeby spać, jednak ten sen często nie przychodzi. Chodziłam do psychiatry, ale on nie rozmawiał ze mną. 

W gabinecie głównie płakałam roztrzęsiona, a on przepisywał mi leki. Od kilku miesięcy biorę Dulsevię 60 mg raz dziennie, spamilan 10 mg trzy razy dziennie, estazolam 2 mg tymczasowo na sen (bardzo pomagał, ale już się skonczył) i medikinet CR 20 mg. Medikinet sprawia, że przez jakiś czas czuję motywacje, ale po paru godzinach znowu przychodzi stan otępieniq, beznadziei i złości. Nie potrafię radzić sobie z emocjami, płaczę, okaleczam się, uderzam w drzwi, wewnętrznie krzyczę. Dotychczas miałam jednego ,,przyjaciela" ale izolowałam się i olewałam tę znajomość. Gdy on powoli się odsunął, poczułam ogromną zazdrość i duże emocje, które targają moje wnętrze, tak jakby rozrywały każdą część mięsa, z którego jestem utworzona. Nie tęsknie za człowiekiem, lecz za uwagą. Czuję się tak obrzydliwie, jakbym nie pasowała do świata. Nie chcę być częścią życia społecznego. Nienawidzę przebywania w tłumach i nie umiem prowadzić rozmów z ludźmi. Z drugiej strony brak mi poczucia przynależności, tak jakbym nie istniała. Po kilku minutach miłej rozmowy ze znajomym lub nieznajomym muszę wyjść gdzieś, trząść rękami i głową, oraz mówić do siebie, by uregulować emocje. Psychiatra skierował mnie do psychologa z epizodem depresyjnym i zaburzeniami adaptacyjnymi z lękiem społecznym, ale on praktycznie ze mną nie rozmawia. Polecał mi również diagnozę pod kątem spektrum autyzmu, ale to dużo kosztuje i nie wiem, czy się opłaca. Nie wiem, nawet co mi jest. Coraz bardziej męczy mnie bycie człowiekiem. Uciekam w fikcję, ale moje ciało daje mi znać, że życie istnieje. Boję się cierpienia. Czasem brałam kilka tabletek więcej, niż powinnam, żeby sprawdzić swoją granicę. Zdarzyło się, że przecięłam swoją skórę tak, że krwawiła cały dzień bez przerwy. Kładłam się spać z krwawiącą raną, myśląc, że może umrę przez sen. Wykańcza mnie bycie mną, leki nie pomagają. Czy jest sposób, aby sprawdzić, co jest ze mną nie tak? Czemu nie czuję się jak człowiek? Czy można jednocześnie być aspołecznym, ale empatycznym? Nie mam zaburzeń schizoidalnych, ponieważ odczuwam emocje i troskę. 

Nie przywiązuję się jednak do ludzi. Mój świat to niestabilna pustka. Czy jestem zepsuta?

Problem z alkoholem w związku - jak sobie radzić?
Dzień dobry. Na wstępie przepraszam, że mogę pisać trochę nieskładnie, ale nadal jestem pełna emocji. Od dwóch lat jestem w związku z chłopakiem, który jak się okazało ma problem z alkoholem. Zauważyłam to rok temu kiedy zamieszkaliśmy razem - chce podać kilka przykładów trudnych dla mnie sytuacji które od tamtego czasu wystąpiły. - Sierpień 2025 - wychodzenie z psem, do piwnicy, do samochodu pod różnymi pretekstami a jak się później okazało żeby się napić. Po jednej z większych kłótni pojechałam spać do domu moich rodziców. Następnego dnia przyjechał przeprosić (ale nie sam z siebie, ja mu dałam do zrozumienia że już dawno powinien stać pod moimi drzwiami). Przeprosił i musiał na chwilę po coś wyjść. Wrócił pijany. Przegadaliśmy i dłuższy czas było okej. - luty 2026 - trochę się pochorowałam i mój troskliwy chłopak kazał mi leżeć w łóżku a on się wszystkim zajmował. Jak się okazało był to świetny pretekst żeby pić nie zauważonym w kuchni. - Maj 2026 - poszliśmy na urodziny i trochę za dużo wypił o czym go poinformowałam - obiecał że więcej dzisiejszego dnia nie wypije. Jednak długo czekać nie musiałam bo po chwili przyszedł jego kolega i polał mu Kieliszek wódki. Mimo że siedziałam obok bez zastanowienia go wypił, a potem wypił jędzę kolejnych innych. Skończyło się tak, że ja przepłakałam pół imprezy a on musiał zostać odprowadzony do taksówki. Następnego dnia usłyszałam że nie potrafię się bawić i robię problem z niczego. Dopiero koledzy w pracy uświadomili go, że jednak problem jest. Przepraszam nie usłyszałam. - Czerwiec 2026 - tydzień temu (środa) podczas spaceru z psem wypił piwa i wrócił do domu wypity. Pokłóciliśmy się o to i przez kolejne dni się do niego nie odzywałam. Przed wczoraj dowiedziałam się, że mimo to w czwartek wypił setkę a przez weekend butelkę wódki. Od dwóch dni niemal bez przerwy płacze. Nie potrafię odbudować do niego zaufania. Niemal codziennie zastanawiam się czy dzisiaj coś wypije czy nie, sprawdzam szafki i piwnicę. Czuję się dla niego przez te sytuacje nieważna. Po ostatnich sytuacjach powiedziałam, że albo idzie na terapię albo się rozstajemy - usłyszałam że nie pójdzie bo nie problemu, napicie się kilka razy w tygodniu jest normalne. Dopiero po rozmowie z kolegami stwierdził, że jednak się zapisze na terapię - mam wrażenie że mimo to nadal nie widzi problemu. Ja cały czas płaczę a on nic z tym nie robi, wypomina mi, że ja mu wykrzykuje to jak się zachowuje i jak się z tym czuje - twierdzi że tylko wbijam mu szpileczki. I z tym akurat ma rację, ale ja już nie mam siły. Coraz bardziej chce odejść a jednocześnie się tego boję. Nie mam pojęcia co robić
uzależnienia

Uzależnienie – przyczyny, objawy i metody leczenia

Uzależnienie to poważny problem zdrowotny, który może dotknąć każdego. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak rozpoznać jego objawy i gdzie szukać pomocy? W tym artykule znajdziesz kompleksowe informacje na temat uzależnień, ich przyczyn i metod leczenia.