Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Nie mam już sił walczyć o małżeństwo, które od dawna nie istnieje

Nie mam już sił walczyć o małżeństwo, które od dawna nie istnieje. Na palcach mogłabym policzyc dni kiedy ostatnio było super. 3 dzieci i brak odwagi na odejście.. mąż jest nerwowy ale nie bije. Wyżywa się na innych rzeczach. Boli to. Dzieci przeżywają a ja razem z nimi On nie chce terapii. Nie chce nawet badań zrobić ogólnych. Jestem wykończona psychicznie. Nie daje już rady...
Anna Martyniuk-Białecka

Anna Martyniuk-Białecka

Kj,

Widzę, że Pani mierzy się z ważną decyzją, która będzie miała wpływ nie tylko na Pani życie, ale również na pozostałych członków rodziny. Pani opisuje, że mąż ma trudność z radzeniem sobie z emocjami, rozładowuje się na rzeczach i w Pani wzbiera niezgoda na to, aby dalej ta sytuacja tak wyglądała. Pani jest jakoś bardziej przy dzieciach i przy tym jak one odbierają i przeżywają tą sytuację. Decyzja o rozstaniu - separacji czy rozwodzie należy do jednej z bardziej stresujących sytuacji. To, że Pani opada z sił, jest wykończona wydaje się naturalne w tych warunkach. Pojawia się odczucie nie dawania sobie rady i chęć poszukania wsparcia, pomocy dla siebie i rodziny w tym czasie - to jest na pewno dobrym tropem. 

3 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Jestem po traumatycznych przejściach, DDA, małżeństwo z alkoholikiem ,przemoc psychiczna,ucieczka zakończona jego śmiercią. Wychowuję syna, ciągle obwiniam się o jego psychikę
Dzień dobry. Jestem po traumatycznych przejściach, DDA, małżeństwo z alkoholikiem ,przemoc psychiczna,ucieczka zakończona jego śmiercią, olbrzymie wyrzuty sumienia w które wpędziła mnie jego rodzina i wiele wiele innych. Wychowuje syna, ciągle się obwiniam o jego psychikę i zniszczone przez mój wybór dzieciństwo. Na początku tuż po tych wydarzeniach jakoś sobie radziłam, wraz z upływem czasu czuje się coraz gorzej, natłok dręczących myśli, ciągły lęk, dużo psychosomatów które mnie wykańczają, z zewnątrz się uśmiecham a w domu jest płacz, cierpienie, wybuchy złości, przez które rykoszetem odbijają się na moim dziecku. Mam wrażenie że nie żyje, a odliczam dni do śmierci, gdy to cierpienie tu się skończy. Bardzo ciężko było mi sięgnąć po pomoc. Mieszkam w małej miejscowości, zdecydowałam się na terapię u psychoterapeuty i psychotraumatologa, prywatnie online, lecz termin w przyszłym roku. Boję się, że nie dotrwam, że moja psychika już całkiem wysiądzie.. Co zrobic w międzyczasie? Jak sobie pomoc? Nie chce leków od psychiatry bo mój mąż był od nich uzależniony i bardzo się ich boję.. Z góry dziękuje za odpowiedź
Dalsze pytanie - partnerka pije, a jej mama, widząc roztrzęsione dzieci, uważa, że to moja wina
Dziękuję bardzo specjalistom, którzy wypowiedzieli się na temat mojej sytuacji, na pewno będę próbował skorzystać ze wszystkich tych rad, ale chciałbym pociągnąć ten temat dalej dlatego, że to nie koniec tej historii a mianowicie w tej całej sytuacji uczestniczy mama mojej partnerki a babcia dzieci i teraz sytuacja wygląda tak: babcia widziała stan partnerki, czyli swojej córki, w czasie tej awantury, gdyż powiedziałem do starszej córki, żeby zadzwoniła do babci i pokazała mamę, w jakim jest stanie i jak się zachowuje. Zaznaczam, że to był pierwszy raz kiedy to zrobiłem a miałem dziesiątki, jak nie setki sytuacji, żeby to zrobić, ale nigdy tego nie zrobiłem i teraz tak: ja myślałem, że otrzymam jakby wsparcie od jej mamy, że może ona spróbuje przemówić jej do rozsądku, a co sie okazało prawdopodobnie jej mama mówi jej, że to chyba ze mną jest coś nie tak, bo się nie odzywam, bo nie robie tych wszystkich rzeczy, które robiłem jeszcze dzisiaj. Byłem świadkiem ich rozmowy, gdzie moja partnerka zadzwoniła do mamy i w bezczelny sposób zaczęła mnie wyzywać, że nic nie robię, że tylko jem, leżę i chodzę do pracy. To mi się w głowie już nie mieści. Ona teraz twierdzi, że jej się krzywda jakaś dzieje, bo już jej nie posprzątam, bo zakupów nie zrobię, bo obiadu nie ugotuję, chciałbym wiedzieć, jeśli i czy to jest normalne ? Oprócz tego, że moja partnerka wytarła mną podłogę i całą moją rodziną, gdzie jak Bóg mi świadkiem, nigdy nie powiedziałem złego słowa na nią ani na jej rodzinę użyła wobec mnie słów, które nie przeszłyby mi przez gardło. Ma problem z alkoholem od lat a jej mama niby kochająca babcia, swoje wnuki widziała, całą tą sytuację, że dzieci rozpłakane, roztrzęsione. To ja się chcę zapytać to tak ma wyglądać miłość babci matki? jej mama zarzuciła mi, że ja nie mam do niej szacunku, bo nie odebrałem telefonu od razu na drugi dzień jak do mnie dzwoniła, na co ja po wiedziałem, że nie mam ochoty z nikim rozmawiać- czy to jest coś złego? wydaje mi się, że jeśli ktoś chce z kimś porozmawiać to ponowi próbę, a wyszło na to, że jakby się nic nie stało, a tak w ogóle to ze mną jest jakiś problem, bo nie pojechałem raz czy drugi na wakacje i zaraz stwierdzono, że jestem nierodzinny. Starałem się kamuflować przed dziećmi pijaną mamę, staram się, żeby dzieci nie widziały awantur z tym związanych, kamuflowałem te sytuacje przed wszystkimi, przed swoją rodziną, przed jej rodziną, starałem się dla tych dzieci ,ile było w mojej mocy, żeby nie odczuły tego co się dzieje, a dzisiaj partnerka, jak i jej mama twierdzą, że to ze mną jest problem. To jest dla mnie osobiście jakieś nienormalne, a może to ja jestem w błędzie i to jest normalne? Może rzeczywiście gdybym zabrał partnerkę do restauracji, zamiast kupować jej prezenty na wszystkie możliwe okazje, robić jej torty na urodziny zabrałbym ja na zagraniczne wakacje i zrobił te wszystkie rzeczy, o których myśli to może coś by się zmieniło, może ten cały problem to ja stworzyłem... Patrząc z innej strony ona nie zaczęła pić w trakcie naszego związku, tylko piła od samego początku. I na koniec jeszcze jedno pytanie czy to jest normalne, że kobieta- matka mojego dziecka -potrafi powiedzieć mi w oczy, że ona sobie wybierała partnerów, z którymi sypiała, opowiada mi o ich przyrodzeniach i jest z tego dumna, szczyci się tym, a do mnie mówi, że ja to kobiety zadowolić nie potrafię, a ona to miała takich facetów, że o niektórych nie potrafi zapomnieć, a jak po tych słowach jej się zapytałem to jak to się stało, że urodziła moje dziecko to stwierdziła, że właśnie nie wie jak to się stało. Chciałbym na koniec powiedzieć, że jestem normalnym facetem, człowiekiem, kocham moje dzieci bardzo zdolne, starsza piękna chce być aktorką, druga młodsza, równie piękna, ma duszę artystki, pięknie rysuje od najmłodszych lat aż do dzisiaj i jest w tym coraz bardziej profesjonalna, ja pochodzę z bardzo dobrego domu, mam wspaniałych rodziców, na których zawsze mogę liczyć, choć są już w podeszłym wieku i bardzo chorzy i to chcę przekazać swoim dzieciom, ale to co się dzieje z moim życiem to jakiś koszmar. dziękuję z góry każdemu kto się wypowie na forum !pozdrawiam
Czy podjąłem dobrą decyzję wyprowadzając się z domu teściowej po sporach o własne mieszkanie?

Dzień Dobry. Poniżej opiszę swoją sytuację, ponieważ bardzo długo się zastanawiałem czy dobrze zrobiłem. 

Jestem z żoną 10 lat po ślubie, mamy 5-letniego synka. Jeszcze przed małżeństwem planowaliśmy wspólne życie. Pomysłem moim było na wynajęcie mieszkania i w przyszłości odłożenie na coś swojego, niezależnego. Cały problem zaczął się w momencie, kiedy teściowa weszła w temat. Mieszka w domu, gdzie było 2 dorosłych i 3 dzieci, dom 2 kondygnacyjny. Padło stwierdzenie, po co będziecie wynajmować, skoro góra cała będzie dla Was (2 pozostałych dzieci). Zgodziliśmy się i zrobiliśmy remont, bo jak mówiła to będzie Nasze. Temat tego nasze nie wyszedł ode mnie, a od testowej. Po paru latach nadal nic się nie działo z zapisami. A do tego zaraz po skończonym remoncie dokooptowała Nam swojego synka do jednego z pokoi. Mnie się to bardzo nie podobało, bo chcieliśmy być niezależni, a nie mieć kogoś za ścianą, który myje sobie gary w naszym nowym sprzęcie. Oczywiście jej się to nie spodobało i odpowiedź była, że u Nas się żyje wszyscy razem. Uspokoiłem się i żyliśmy dalej. Gdy mieliśmy fundusze ,chciałem kupić dla nas mieszkanie. Wtedy pojawił się kolejny temat, ponieważ chcemy odejść a tu cała góra dla Nas. Ona chciała zapisać, tylko ja nie chce. Zaczęło mnie na nowo ruszać emocjonalnie. Do tego doszły spadki po zmarłym teściu, które przed śmiercią obiecywał nam, jak i swojemu wnukowi. Dla mnie pewne deklaracje i życzenia przed śmiercią są nie do podważenia, nawet już razem z teściem zaczęliśmy procedury pod budowę domu i zapisy. 

Po śmierci się wszystko zmieniło, pierwsze dążyła, żeby to spieniężyć. Na moje pytanie, jak to jest, że teść obiecywał dla wnuka. To nawet na to potrafiła odpowiedzieć, że "teścia już nie ma". Zapisać nie chciała, ale w tym czasie pojawił się temat mieszkania, bo znalazło się dobre. Była w kropce, bo nie chciała dać, a dalej twierdziła, że mamy cała kondygnacje. Czar goryczy przelały jej słowa, że a co będzie, jak ona grunt zapisze, a ja się będę chciał rozwieść. Powiedziałem dość, wyprowadzamy się. Obecnie Nadal mieszkamy w tym domu, ale teren jest zapisany na Nas i jesteśmy na etapie wykończenia domu. Straciłem do Niej szacunek, dlatego, że chciałem jej pomóc po śmierci teścia i drugiego szwagra. A nie to, że była do mnie murem to jeszcze żaliła się na lewo i prawo na Nasze sprawy. Teraz obecnie trochę się uspokoiło, lecz nie chce słyszeć, jak tam nam idzie w budowie, nigdy nie była zobaczyć, ma to gdzieś. Lecz nadal mam jakieś wewnętrzne poczucie czy zachowałem się w porządku?

Jak radzić sobie z poczuciem niepokoju z powodu rodzica uzależnionego od alkoholu?

Hej wszystkim. Bardzo proszę pomóżcie mi, doradźcie co powinnam zrobić. Mam 30 lat, 2 dzieci, męża. Mieszkamy 2km od mojego domu rodzinnego, rodziców. 10 lat temu zachorowałam na raka. Mój tata nie mógł sie z tym uporać, więc poszedł w najłatwiejszą droge odreagowania, czyli alkohol. Od 2 lat leczy sie na depresję. Chodzi normalnie do pracy, ale w tygodniu zdarza mu sie zaglądnąć do kieliszka zwłaszcza w sobote. Jest czasem wtedy niemiły dla mamy, ale na szczęście sie to rzadko zdarza. Jak atmosfera opadnie, jest już taki jak zwykle. Przeprasza mamę, wiem, że ogromnie ją kocha, ale nałóg też jest bardzo silny. Widzę, że z tym walczy, ale czasem jest różnie. W tym całym poście meritum tego jest to, że ja nie umiem sie odciąć. Co chwile po południu dzwonie do mamy, gdzie tata jest, co robi, czy wrócił już z warsztatu, a jeśli tak to w jakim stanie. Widzę, że ją też to mocno irytuje, bo niby dzwonie o jakąś pierdołę, ale ona wie, że to tylko pretekst. Chciałabym sie odciąć, skupić sie na swojej rodzinie, bo mąż mówi, że wieczorem ciężko ze mną wytrzymać, bo chodzę jak na bombie co sie wydarzy, czy wróci podpity czy nie. Tata naprawdę wiem, że sie chce zmienić, sam z siebie poszedł do psychiatry, nawet ma tabletki na alko, ale chyba słabo działają. Pomóżcie, bo zwariuje. Wieczorami ciągle mnie boli brzuch, ciągle czuje napięcie, lek, obawę. Boję sie.

Jak poradzić sobie z żałobą po stracie taty w 2016 roku?

Dzień dobry. Nie mogę pogodzić się ze śmiercią taty. Zmarł w 2016, a ja ciągle obwiniam siebie, rodzinę, zazdroszczę znajomym, którzy mają pełne rodziny. Mój tatuś były bardzo kochany. Jest mi przykro, bo tylko pracował, nie miał wakacji, a na koniec oglądałam go, jak cierpiał 3 miesiące w szpitalu. To była dla mnie ogromna trauma. Odcięłam się od znajomych, bo mówili, że ich to nie obchodzi, bo chcą się bawić, a nie słyszeć smutne rzeczy. Albo po tym, jak płakałam, nie chcieli już ze mną rozmawiać. Teraz większość ma już swoje rodziny a ja jestem sama, i tylko myślę ile rzeczy robiłam nie tak, nie miałam stałej pracy, a jakbym miała, to bym mu pomogła. Albo się stresowałam i nie spędziłam z nim dobrze czasu. Moja rodzina też mogła mu pomóc, ale wtedy obchodziły ich tylko rzeczy materialne. Mam poczucie, że jestem gorsza od innych i nie widzę sensu życia, bo tata był mi najbliższy. Zaczęłam brać antydepresanty, ale gorzej się po nich czuję, więc musiałam je odstawić. Lekarz przepisał mi nowe leki, ale boję się, że znowu będę miała okropne skutki uboczne.

komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.