
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Związek na...
Związek na odległość – brak entuzjazmu partnerki i poczucie niezrozumienia
Anonim 5
Piotr Ziomber
Twoje rozczarowanie reakcją partnerki jest zrozumiałe, zwłaszcza w związku na odległość, gdzie entuzjazm i słowa wsparcia budują bliskość. Jej pragmatyczne odpowiedzi mogą wynikać z ostrożności po wcześniejszych niepowodzeniach, ale brak ciepła boli, bo pokazuje różnice w potrzebach emocjonalnych. Obie strony interpretują sytuacje inaczej. Yy szukasz entuzjazmu, ona konkretów i ochrony przed rozczarowaniem. W związkach na odległość z barierami językowymi i logistycznymi (jak praca zdalna czy dziecko) takie rozbieżności są częste i jedni wyrażają miłość słowami, inni czynami lub ostrożnością. To nie oznacza braku uczuć, ale inny "język miłości".
Czujesz się "na doczepkę", bo priorytet dziecka jest naturalny dla niej jako matki, ale brak zaproszenia "musisz przyjechać do nas" potęguje poczucie drugoplanowości. To nie nadwrażliwość, to sygnał, że potrzebujesz jasnego potwierdzenia priorytetów. Zamiast zakładać negatywy, zauważ swoje oczekiwania; one są ważne, ale mogą być projekcją po roku rozłąki. Jej tłumaczenie ("chcę konkretów") brzmi jak mechanizm obronny kiedy po tylu planach, które padły, unika nastawiania się. W relacjach z dzieckiem urlop to priorytet stabilności, nie odrzucenie ciebie. Może nie zdaje sobie sprawy, jak jej słowa lądują, zwłaszcza jeśli języki różnią się ekspresją emocji. Porozmawiajcie szczerze, ale bez oskarżeń: "Czułem się rozczarowany brakiem entuzjazmu, bo dla mnie to ważne, jak ty to widzisz?". Omówcie języki miłości (np. słowa zachęty vs. planowanie). Rozważcie małe gesty, jak wspólny wirtualny urlop, zanim zdecydujesz o zmianach planów. Jeśli różnice się pogłębiają, terapia par może pomóc.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Arkadiusz Czyżowski
Drogi Anonimie 5,
to, co opisujesz, jest trudne z wielu poziomów. Jeśli dobrze doczytałem Twój wpis, to rozumiem, że czujesz się "nie wybrany"? Towarzyszy Ci poczucie, że Twoja partnerka ma inne priorytety i nie okazuje Ci swoich emocji?
Myślę, że w Twojej sytuacji może być tutaj szerokie pole dla "domysłów" i "czytania w myślach". Zwłaszcza w komunikacji pisanej istnieje wiele ryzyk, które mogą wynikać po prostu z utrudnionej interpretacji wiadomości. Przede wszystkim zbuduj w sobie gotowość do szczerej rozmowy z partnerką o Twoich uczuciach. Zastanów się, czego od niej potrzebujesz, jak możesz to nazwać.
Uwaga na pułapkę: nie oceniaj. Nie domyślaj się. Nazwij to, czego Ci brakuje i o co prosisz.
Szczera komunikacja i nazywanie tego, czego potrzebujesz, może być kluczem do poprawy Waszej relacji. Może się też okazać, że wyzwanie dla Was leży głębiej lub gdzie indziej, jednak podstawą do pokonania tych trudności będzie przede wszystkich rozmowa :)
Trzymam za Ciebie kciuki!
Arkadiusz Czyżowski
Karolina Grabka
Dzień dobry :)
To, co Pan teraz przeżywa, nie musi świadczyć o nadwrażliwości ani o tym, że „coś jest nie tak” z którąś ze stron. Raczej sygnalizuje potrzebę doprecyzowania oczekiwań i sposobów okazywania bliskości, zwłaszcza w relacji na odległość. Rozmowa oparta na mówieniu o własnych odczuciach i potrzebach może pomóc sprawdzić, czy da się znaleźć wspólny język, zamiast narastającego poczucia zawodu i domysłów.
Pomocne byłoby przełożenie tej sytuacji na jasny komunikat o sobie, zamiast domyślania się intencji. Na przykład: „Poczułem X, kiedy usłyszałem Y, bo potrzebowałem Z.” Taki komunikat nie ocenia zachowania drugiej strony, ale pokazuje Pana potrzebę emocjonalnego potwierdzenia.
Podobnie w kwestii urlopu i dziecka warto sprawdzić, co naprawdę stoi za słowami partnerki. Związki, w których są dzieci, często wymagają więcej planowania i priorytetów, ale to nie oznacza automatycznie pomniejszania roli partnera.
Pozdrawiam i życzę powodzenia :)
Karolina Grabka
Daria Składanowska
Dzień dobry.
Opisana sytuacja pokazuje silne napięcie emocjonalne, poczucie odrzucenia i niepewność co do znaczenia relacji. Takie doświadczenia mogą być bardzo obciążające i trudno je samodzielnie uporządkować, zwłaszcza gdy w grę wchodzą różne style komunikacji i potrzeby bliskości.
Warto rozważyć kontakt z psychologiem, który pomoże bezpiecznie przyjrzeć się emocjom, granicom i temu, co dzieje się w relacji — bez oceniania i presji podejmowania decyzji.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Wiktoria Machula
Dzień Dobry,
Emocje, których doświadczyłeś musiały być trudne i silne. To, że się nimi dzielisz - uważaniasz je, jest bardzo ważne. Piszesz, że nie wiesz co myśleć o sytuacji. Z tego co rozumiem doświadczasz różnych wątpliwości związanych z swoją rolą w związku. To co obserwujesz - swoje uczucia, myśli, potrzeby (to czy są, czy nie są realizowane) mogą być początkiem pewnego procesu. Myślę, że warto pochylić się nad tym, skąd te kawałki się biorą i w jaki sposób można je zaopiekować, choć może budzić to aktualnie dyskomfort. To może być moment, w którym warto skierować się po pomoc psychologiczną, by przyjrzeć się jakie tło mają nasze różne emocje i zachowania.
Jeśli chodzi o relacje zazwyczaj warto swoje wątpliwości i uczucia omówić w uczciwości z drugą osobą. Rozumiem, że może się to wydawać trudne. Tutaj też może być cenna rola psychologa, który pomoże pewne kwestie ułożyć, wesprzeć w budowaniu asertywnych komunikatów, jeśli nam samym w danym momencie jest trudno.
Pozdrawiam,
Wiktoria Machula-Sawicka
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Bardzo dziękujemy za wiadomość.
To wszystko, o czym Pan pisze, wygląda jak zwykła ludzka potrzeba bycia chcianym i ważnym, nie jak przewrażliwienie. Kiedy planujemy coś tak dużego jak spotkanie czy przeprowadzka, naturalne jest pragnienie usłyszeć choć odrobinę entuzjazmu.Różnice w okazywaniu uczuć naprawdę istnieją – niektórzy chronią się przed rozczarowaniem, inni potrzebują słów. Warto spokojnie powiedzieć partnerce nie : „masz coś ze mną nie tak”, tylko: „brakuje mi słów, które dają poczucie, że jestem ważny”. To nie oskarżenie – to budowanie bliskości.
Pana wrażliwość nie jest problemem, tylko naturalną informacją o potrzebach.
Istotne jest to, że zależy Pani na zmianie/zrozumieniu tej sytuacji i szuka Pan odpowiedzi, to już bardzo dużo.
Czego jeszcze by Pan potrzebował?
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Anna Chodasewicz
Dzień Dobry, proszę szczerze porozmawiać z partnerką na temat tego, jak Pan poczuł sie, kiedy podjął Pan decyzję o powrocie i nie spotkała się ona z entuzjazmem. Proszę opisać w rozmowie z partnerką emocje, które wtedy Panu towarzyszyły. Pana wątpliwości są naturalne. Szczera rozmowa pokazującą i nazywająca emocje, które Państwu towarzyszyły w obydwu sytuacjach, powinna sporo wyjaśnić.Jeżeli skupicie się na nazwaniu swoich uczuć i odczuć ,a nie oczekiwań być może wystarczy to, żeby wątpliwości zmieniły się w zrozumienie.Proszę również zapytać co partnerka czuła, kiedy dowiedziała się ,że podjął Pan decyzję o powrocie. Komunikacja oparta na nazwaniu tego, co czujemy ,a nie na oczekiwaniach, o których partner nie wie jest najlepszą drogą do wyjaśnienia i współpracy. Życzę owocnych rozmów .
Dagmara Łuczak
Witam Pana.
Z tego, co Pan opisuje, widać zderzenie dwóch sposobów przeżywania relacji, a nie złą wolę po którejkolwiek stronie. Pan przeżywa związek emocjonalnie. Dla Pana ważne są sygnały: entuzjazm, radość, słowa „wreszcie”, poczucie bycia wybranym i chcianym. Kiedy ich Pan nie dostał, pojawiło się rozczarowanie i poczucie zawodu. To jest zrozumiałe, bo mówił Pan o czymś ważnym i osobistym. Partnerka natomiast reaguje bardziej zadaniowo i ochronnie. Skupia się na konkretach, bezpieczeństwie, pracy, dziecku i na tym, żeby się nie nastawić i nie rozczarować. Jej reakcja mogła brzmieć chłodno, ale nie musi oznaczać braku uczuć. Może oznaczać lęk przed konsekwencjami i odpowiedzialnością. Sytuacja z urlopem dodatkowo to uwypukliła. Dla Pana zabrzmiało to tak, jakby był Pan „dodatkiem”. Dla niej priorytetem jest dziecko i organizacja życia tu i teraz. Te dwie perspektywy się minęły, a emocje Pana zostały bez odpowiedzi. Warto też uczciwie spojrzeć na swoją wrażliwość. Jest Pan w długodystansowym związku, więc głód bliskości i potwierdzeń jest większy. To sprawia, że brak jednego zdania może boleć bardziej, niż normalnie. Najważniejsze teraz nie jest ocenianie, kto ma rację, tylko nazwanie tego wprost. Nie w formie zarzutu, ale komunikatu o sobie. Na przykład:
„Kiedy mówiłem o przyjeździe, bardzo potrzebowałem usłyszeć, że się cieszysz. Brak tego sprawił, że poczułem się mało ważny”. Jeżeli ona potrafi to usłyszeć i spróbować odpowiedzieć na Pana potrzeby, to jest przestrzeń do dalszego budowania relacji. Jeżeli konsekwentnie dostaje Pan tylko chłodne, zadaniowe reakcje, wtedy warto się zastanowić, czy ten związek daje Panu emocjonalne bezpieczeństwo, którego Pan potrzebuje.
Pozdrawiam.
Zuzanna Zbieralska
Dzień dobry,
Dziękuję za podzielenie się swoim problemem. To, co Pana spotkało, jest całkowicie zrozumiałe i naturalne- w związku na odległość łatwo odczuć rozczarowanie, gdy oczekuje się entuzjazmu lub ciepłej reakcji, a dostaje się bardziej praktyczne lub neutralne podejście. Z Pana opisu wynika, że dla Pana ważna była emocjonalna reakcja, poczucie radości i wspólnego zaangażowania, natomiast Pana partnerka reagowała bardziej praktycznie, analizując logistykę i konsekwencje. To różnica w językach miłości i sposobie wyrażania wsparcia, która jest bardzo częsta w relacjach, zwłaszcza na odległość.
Nie oznacza to, że Pana partnerka Pana nie ceni ani nie chce spędzać czasu razem. Jej sposób komunikacji może wynikać z potrzeby bezpieczeństwa, racjonalnego planowania i ochrony przed rozczarowaniami, a nie z braku uczuć. Natomiast Pana wrażliwość na brak entuzjazmu jest normalna- sygnalizuje, że Pana potrzeba emocjonalnego wsparcia w tym momencie nie została zaspokojona. W takich sytuacjach warto przede wszystkim nazwać swoje potrzeby, np. powiedzieć wprost, że cieszyłoby Pana, gdyby wyraziła radość z możliwości wspólnego spotkania. Równocześnie warto próbować odczytywać jej reakcje w kontekście praktycznym i odpowiedzialnym, a nie tylko emocjonalnym. To pozwala uniknąć poczucia „bycia na doczepkę” i zmniejsza napięcie wynikające z interpretacji wiadomości.
Krótko mówiąc: Pana uczucia są ważne i zasadne, jej sposób reagowania jest inny, niekoniecznie mniej wartościowy. Świadomość tej różnicy i otwarta rozmowa o potrzebach pozwalają lepiej zrozumieć siebie nawzajem i zmniejszyć poczucie frustracji.
Pozdrawiam ciepło,
Zuzanna Zbieralska, psycholożka

Zobacz podobne
Rozstałem się z partnerką w ciąży; liczne kłotnie, próba odcięcia od rodziny, wszyscy są źli, jesteś najgorszy, do niczego się nie nadajesz - to słyszałem. Początek ciąży partnerka mówiła bardzo długo, że usunie, później było trochę lepiej, ale znowu kłótnia za kłótnią, spakowałem się i wyprowadziłem, po tygodniu rozmawialiśmy przez telefon, albo to składamy albo będę sobie układać życie na nowo, dla mnie to za szybko, później już było coraz gorzej - kontakt tylko poprzez mail, w wiadomościach 'zniszczę Cie', poinformowała mnie o tym, że urodziła to pojechałem do szpitala, po szpitalu miałem z nią kilka dni kontakt, chciałem po wyjściu przyjechać i porozmawiać, ustalić szczegóły, ale się nie dało 'albo ja uznajesz albo nie mamy o czym rozmawiać', później były badania genetyczne, ustalanie kontaktu przez prawników, udaje mi się spędzać czas z dzieckiem, nie u niej w domu, lecz w hotelu, powiedziała, że mnie nienawidzi, ja im więcej czasu spędzam z dzieckiem, tym bardziej chciałbym przepracować to, co się między nami wydarzyło.
Ona tłumaczy, że wszystko to, co wydarzyło się w ciąży, jest wynikiem jej stanu, ja w pewnym stopniu to rozumiem i chciałbym naprawić naszą relację, ale wydaje mi się, że ona zupełnie nie chce, bardzo zależy mi na kontakcie z dzieckiem, z perspektywy czasu dostrzegam swój błąd, chciałbym to jakoś przepracować, ona nawet nie chce ze mną rozmawiać, tłumaczę, że dla dobra dziecka powinniśmy jakoś współpracować, na co dostaję odpowiedź, że 'musze Cie tolerować i nic więcej'.
Co zrobić w takiej sytuacji, gdy tak naprawdę dziś po kilku latach dotarło do mnie, że matka zniszczyła mojemu ojcu życie. Ojciec kilka lat temu popadł w alkoholizm. Nie chcę tak naprawdę nikogo obwiniać, ale moim zdaniem wszystkiemu winna jest matka. Ona zawsze widziała w nim tylko pieniądze, był dla niej bankomatem. Okradała ojca nawet z reszty pieniędzy, które miał w portfelu jak tylko wszedł do domu i poszedł wziąć prysznic. I tak ciągle jej brakowało. Nie potrafiła okazać mu miłości, traktowała go jak przedmiot. Pracował na etacie, dorabiał w budowlance. Jednak matka wszystkie pieniądze, które dostała, potrafiła stracić w tydzień, nie opłacając rachunków, nic kompletnie. Ciągle robiła mu awantury, że ona nie ma na dzieci, że mąż powinien dawać ciągle i to nie mało- rozmowy nie pomagały. Ojciec załamał się tym, zaczął popijać i tak został alkoholikiem. Minęło 9 lat, jak nie mieszka z nami. Wyrzuciła go z domu. Tak naprawdę nie wiem, gdzie jest, co się z nim dzieje. Wiem, że raz był na leczeniu, ale nie pomogło. Najgorsze jest to, ze brakuje mi go bardzo, mam dużo wspomnień z nim z dzieciństwa. Ma wiele umiejętności, jest pracowity. Szkoda mi go, że matka zniszczyła mu życie do tego stopnia, odcinając mu kontakt z 4-ką dzieci.
Dzień dobry,
jestem po ślubie 2 lata, mamy 8-miesięczne dziecko i odkąd się pojawiło, nie potrafimy się dogadać. Znamy się z mężem 9 lat, mieszkaliśmy razem 3 lata. Od poniedziałku do piątku było super, a na weekend wracaliśmy do domów rodzinnych i pojawiały się problemy. W rodzinie męża od dawna były kłótnie o wszystko i on przestał szanować swoich rodziców (dochodziło do wyzwisk i plucia). Ja nie mogłam tego zaakceptować. Zawsze mu mówiłam, że tak nie wolno i do mieszkania wracaliśmy pokłóceni.
Dodam, że mąż miał bujne życie młodzieńcze i nie stronił od używek. Mimo tych komplikacji zdecydowaliśmy się na ślub. Zamieszkaliśmy z jego rodzicami na czas budowy domu (mąż ma gospodarstwo). Było idealnie, ale nie na długo.
Ja wcześniej miałam operację i mogłam nie mieć dzieci (mąż o tym wiedział), zaczął się tym zadręczać (może to była wymówka) i znowu pojawił się alkohol. Zaszłam w ciążę.
Byliśmy przeszczęśliwi. Ja poprzez ciągle kłótnie męża z rodzicami nie cieszyłam się nią, byłam bliska depresji, do 8 miesiąca ciąży dojeżdżałam 100 km do pracy, bo nie chciałam mieszkać w domu. Urodził się piękny, zdrowy chłopiec.
Oczko w głowie męża. Po powrocie do domu, męża przeważnie nie było, zawsze miał coś do zrobienia, więc byłam sama z dzieckiem. Wszystko na mojej głowie. Mąż zajął się budową, ja z małym dzieckiem dowoziłam mu potrzebne rzeczy, w międzyczasie obowiązki domowe. Zamiast w weekendy cieszyć się ze mną synkiem, mąż szukał towarzystwa do alkoholu lub pił drinki sam, mówił, że mu się należy po ciężkim tygodniu.
Więc piątek lub sobota alkohol a na drugi dzień kac.
Przez 8 miesięcy nie pojechałam nigdy sama do sklepu, tylko z niemowlakiem na rękach (nieodkładane dziecko).
Mąż twierdził i tak, że nic nie robię. Żeby iść spokojnie się wykąpać, musiałam prosić, żeby został z dzieckiem.
Nie mam już siły. Nie wiem, co robić. Mąż powiela zachowanie swojego ojca, tylko że on jest pracowity w przeciwieństwie do ojca.

