Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Moim problemem jest to, że boję się nadchodzących świąt Bożego Narodzenia. Chciałabym spędzić wigilię we dwoje

Witam. W październiku skończyłam brać leki na stwierdzone uogólnione zaburzenia lękowe, a już od listopada objawy niestety wróciły. Odczuwam lęk prawie codziennie. Zaczęłam chodzić na psychoterapię, ale jest za wcześnie by widzieć z niej jakieś korzyści. Moim problemem jest to, że boję się nadchodzących świąt Bożego Narodzenia. Chciałabym spędzić wigilię we dwoje, wraz z moim mężem. Boje się, że rodzina tego nie zrozumie. O mojej chorobie wie tylko mój tata i moja teściowa. O ile teściowa jest w stanie pogodzić się z tym, że nie będzie nas na wigilii, tak mój tata i babcia będą mi robić pod górkę. Mam dwie możliwości: pierwsza to iść na wigilię do teściów, babci męża i do taty i babci, albo druga zostać w domu z mężem i odwiedzić rodziców w Boże Narodzenie. Chciałabym poznać Państwa opinię na mój problem. Pozdrawiam 
Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Już po świętach, więc moja odpowiedź nie będzie dotyczyć tej konkretnej sytuacji, ale chcę dać ogólną wskazówkę - jeśli korzysta Pani z psychoterapii to każdą taką wątpliwość warto wnosić na sesję. Na efekty czasem warto poczekać, ale nie przyjdą one jeśli będzie Pani pomijać w rozmowach ważne kwestie, takie jak wspomniana w tym poście.

Usunięty Specjalista_tka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

9-letnia córka ma prawdopodobnie objawy nerwicowe, lękowe.
9-letnia córka ma prawdopodobnie objawy nerwicowe, lękowe. Nie lubi, unika i robi jej się np. słabo wśród dużej liczby osób np. Kościół, tłoczny McDonald itp. Wszystko bardzo przeżywa, jest wrażliwa, panikuje, gdy się np. spóźni do szkoły. Ostatnio też jest depresyjna, wybucha złością, ma problemy z emocjami, rzuca przedmiotem, trzaska drzwiami. Jest bardzo nieśmiała np. w sklepie. Czy to fobia społeczna, zaburzenia lękowe? Co robić? Jak jej pomóc?
Kompulsywne zapisywanie wszystkich myśli, również z lęku o zapomnieniu. Proszę o pomoc, czy to hipergrafia?
Czy mam hipergrafię? Czuję silną potrzebę zapisywania różnych rzeczy, bo inaczej nie mogę się skupić na innych rzeczach i czuję dyskomfort i przeładowanie informacjami, muszę zapisywać swoje myśli, bo boję się, że czegoś zapomnę. Zazwyczaj zapisuję nazwy/listy jakichś piosenek, gier, produktów, które chcę kupić, rzeczy, które chcę zrobić lub gdy czuje się przeładowany informacjami po prostu w pośpiechu piszę to, co mam w głowie. Zazwyczaj wszystko zapisuję w karcie w przeglądarce na komputerze lub telefonie i daje mi to ulgę na pewien czas, często jednak przeszkadza to po prostu w funkcjonwoniu, bo muszę przerwać wykonywaną czynność. Podczas roku szkolnego, gdy jestem w klasie, wszystko zapisuję na marginesie. W odróżnieniu do informacji, które znalazłem w internecie i przykładów osób, które mogą mieć takie skłonności, nie mam padaczki. Mogę zrobić coś, by pozbyć się kompulsywnego zapisywania? Mam prawie 15 lat i mój problem trwa już około 3 lat.
Lęk przed odrzuceniem w związku, kryzys relacji i problemy seksualne po rozstaniu z partnerką
Nie wiem nawet jak zacząć tę wiadomość, tak czuję się rozbity... i zastanawiam się czy to już nie jest dla wielu osób robienie z siebie męczennika i cierpiętnika... i jednocześnie się zastanawiam czy w ogóle czasem coś mówić bo w bliskiej osobie, która też odczuwa głęboko zaczyna być to wówczas ciężarem. Chciałbym powiedzieć i nie bać się, że moja bliska osoba odczuje to jako ciężar... i przez to czasem wolę nie mówić... tutaj nakreślę wprost - jestem w związku który tworzy się już bardzo długo. Ja miałem żonę, moja partnerka miała męża. W sumie to obydwoje jeszcze mamy bo sprawy się toczą. Niestety ja narobiłem trochę błędów, lecz jednocześnie partnerka też nie pozostała dłużna. Każde z Nas niesie w sobie traumy. Każde z Nas czuje swoje krzywdy. Ja już z nich wyszedłem lecz na bieżąco wciąż coś się wydarza. Dwa miesiące temu będąc na wyjeździe oświadczyłem partnerce, że pragnę żyć z Nią do końca życia i ona przyjęła to. Następnego dnia kochaliśmy się, tak jak nie raz gdy byliśmy przy sobie - seks z Nią dla mnie, dla moich wartości, dla mojego umysłu, ciała i serca jest czymś tak perfekcyjnym, tak doskonałym, że jest moim Spełnieniem w każdym tego słowa znaczeniu. Przy tym wszystkim niestety też kłócimy się o różne rzeczy mniej lub bardziej ważne. Ja czuję całym sobą, że Ona jest moim Ideałem. Doskonałością o której nawet nie śmiałem śnić. Bardzo boję się ją stracić. Nie raz już było tak że po kłótni ona się odsuwała, dystansowała i znikała, bez odpowiedzi, ja pisałem, a ona nic. Dzień po Naszej głębokiej rozmowie na wyjeździe i oświadczeniu chęci wspólnego życia ona w powrocie do naszego miasta powiedziała że potrzebuje samotności. Zareagowałem łzami. Nic nie powiedziałem. Wiedziałem że to może być kolejna rozłąka. Tak też się stało. Niestety ta rozłąka została okraszona obecnością przy Niej Jej męża. Każdego dnia po kilka godzin. Był dzień w dzień. A ja zostałem odsunięty. Ufam Jej lecz to było okrutnie ciężkie. Wołałem żeby tak nie robiła lecz to nie skutkowało. Stwierdziłem że będę się pokazywać bo jesteśmy już ze sobą ponad rok w takim trybie. Ona uznała że Ją śledzę. Mimo że ja nie ukrywałem swojej obecności i pojawiania się. Nie mogłem się więcej przez to pokazywać... Jej mąż był dzień w dzień. Zwieńczeniem tego tygodnia w którym był dzień w dzień był ich wspólny wyjazd na cały dzień wraz z ich córką do parku rozrywki (ja też mam dwóch synów). Moja chęć bycia przy Niej, zakończyła się tym, że miałem się nie pokazywać, a ona zdystansowała się jeszcze bardziej czując że widzę czubek własnego nosa a nie pomyślałem o tym jak Ona w tej całej sytyacji się czuła. Tylko, że to nie ja byłem kreatorem tego i nie ja dałem przyzwolenie by się to wszystko wydarzyło. Tylko czy to znowu nie jest myślenie egoistyczne i patrzące tylko na czubek własnego nosa? Nie wiem. Jestem skołowany. Dałem Jej przestrzeń. Było to dla mnie ciężkie. Odzywała się sporadycznie. Rozmawialiśmy o Nas. Lecz Jej przerwy w pisaniu były co raz dłuższe. W końcu na podstawie polubionego przeze mnie jakiegoś posta odnośnie relacji w długoletnich związkach ona uznała że skoro to polubiłem to się z tym utożsamiam i że na bank chodzi mi tym postem o moją byłą żonę. Było to straszną bzdurą ale ja nie dostałem żadnych szans na rozmowę tylko zostałem wywalony ze znajomych wszędzie i poblokowany... nie odzywała się długi czas. Aż w końcu zrobiła to kilka dni temu. Chodzę od ponad dwóch miesięcy na terapię. Sporo się nauczyłem. Przeszedłem też załamanie, trafiając do psychiatry do szpitala i dostałem leki które bardzo mi pomogły. Lecz po Jej zniknęciu ze mną wydarzyło się coś dziwnego. Zamknąłem się w sobie i przestałem fizycznie reagować. Nie było we mnie podniecenia. Nie umiałem. Umiałem tylko gdy pomyślałem o Niej lecz dochodziłem do lęku że ją straciłem i opadałem. Powiedziałem Jej o tym i powiedziałem, że jest to efektem tego odrzucenia ostatniego i wówczas była na mnie wściekła że czuję się odrzucony. Że ja nie powinienem w ogóle tak się czuć i że to nienormalne że ja w ogóle tak czuję. Mój problem gdzieś został pominięty. Gdy Ona do mnie napisała "Idę zaraz na spacer, chcesz pójść ze mną?". Oczywiście poleciałem. Bo Kocham Ją nad swe życie... długo rozmawialiśmy. Odzyskaliśmy kontakt. Doszło do kolejnego spaceru po którym złapał Nas deszcz a najbliżej było do Niej. Przeczekałem deszcz i miałem wychodzić gdy pocałowaliśmy się namiętnie i zareagowałem. Byłem szczęśliwy bo doskonale wiedziałem że Ona jest moim spełnieniem kompletnym. Cieszyłem się jak dziecko i całowałem ją z ogromem miłości. Zaczęliśmy się Kochać. Jestem Nią totalnie oczarowany, Jej ciało jest dla mnie totalnym Ideałem. W trakcie Ona znalazła swoje spełnienie i byłem totalnie szczęśliwy. I gdy ja miałem odnaleźć swoje spełnienie wówczas pojawiła się myśl że ostatnim razem też trzymałem ją w ramionach a następnego dnia już Jej nie miałem. Zadziałał strach. Lęk przed Jej utratą. I opadłem... nie byłem w stanie wrócić. Od razu wiedziałem że to moja wina. Powiedziałem Jej o tym. Wspominałem Jej przecież o tym. Ją dotknęła ta sytuacja. Uznała że to przez Nią. Więc ja nie dbałem o siebie tylko zadbałem żeby tak nie myślała bo to nie jest zgodne z prawdą. Zaczęła budować myśli że to przez to że nie podoba mi się Jej ciało... gdzie doskonale wie że to nieprawda i że jest moim ideałem. Dorzucała że z moją byłą żoną tak nie miałem więc to żona raczej była moim ideałem i że to ona była lepsza od Niej... ja dbałem w całej tej sytuacji by koić Jej zranienie, Jej ból. Tłumaczyłem że to wszystko przez moje lęki. Że to jest moja wina i że ja potrzebuję już stabilności, gruntu i fundamentu jakim jest życie wspólne z Nią. Nie działało. A wręcz przeciwnie. Mówiła tylko o tym że ona jest gorsza i że ma straszne ciało. Ja mówiłem Jej że nie reaguję na nic innego jak tylko na Nią więc mi stwierdziła że skoro tak mówię to musiałem w takim razie z kimś innym próbować i chciała żebym był z Nią szczery... to wszystko były raniące mnie zdania. Jestem Zakochany w Niej do szaleństwa. Nie ma nikogo innego a kochać się nie potrafię bez miłości... te Jej myśli zaczęły mnie boleć. Powiedziałem Jej o tym. Że czuję to jako zamach na moją miłość do Niej. I usłyszałem że nie szanuję Jej emocji i uczuć. Że bagatelizuję. Że skoro Jej emocje i uczucia krzywdzą mnie to w takim razie ona więcej ich nie okaże. To mnie poprostu rozwala. Ja szanuję i kocham i tulę Jej emocje i uczucia i bóle. I akceptuję. Lecz czy naprawdę mam pozwalać na to by rozbudowywać tak daleko myśli? Bo ja chciałem wyciągnąć Ją z tych nieprawd... czy ja zrobiłem źle? Czy powinienem się inaczej zachować? Co powinienem zrobić? Ja ją tak Bardzo Kocham... zrobię dla Niej wszystko. Nauczę się Jej odczuwania. Lecz potrzebuję zrozumieć. Potrzebuję żeby była a po całej tej sytuacji znowu się odsunęła i zdystansowała... czy to wszystko jest tak jak powinno? Co ja robię źle? Błagam niech mi ktoś pomoże i jeśli serio to ze mną jest coś nie tak to niech mnie ktoś naprawi... zrobię dla Niej wszystko...
OCD - myśli natrętne dotyczące zabójstwa, wysoki lęk. Nie umiem sobie poradzić.
Dzień dobry. Zadawałem już tutaj kiedyś pytanie. Można podejrzeć je tutaj: https://twojpsycholog.pl/forum/pytanie/poczucie-winy-z-powodu-natretnych-mysli-2542 Cierpię na natręctwa, lęki, nie wiem dokładnie na co. Byłem u psychiatry, powiedział mi, że mam zespół natrętnych myśli i lęków, coś takiego. W zasadzie od dziecka to już u siebie zaobserwowałem. Gdy byłem mały, byłem na turnieju piłkarskim, spojrzałem się przypadkowo na spodnie trenera, w miejsce członka i zacząłem mieć natrętną myśl o jego członku. Oczywiście tej myśli mieć nie chciałem, nie mogłem się jej pozbyć. Potem do tego doszła natrętna myśl o stosunku z 7 lat młodsza siostra. Też nie chciałem mieć tej myśli. Podzieliłem się tym z mamą, ona mnie jakoś uspokoiła i potem był spokój na parę lat (tak mniemam). Mam przebłysk, że w gimnazjum podzieliłem się raz z kumplem po pijaku, że boję się trochę z nim spać, bo się boję, że mógłbym mu coś zrobić (w domyśle zabić), on na to zareagował względnie niespokojnie, ale jakoś ten temat się wyciszył, normalnie położyliśmy się spać, oczywiście nic się nie stało. W tym okresie generalnie bałem się dość chodzić spać, obawiając się, że lunatykując kogoś zabiję bądź coś w tym stylu. Na studiach (z psychologii nomen omen, z których już zrezygnowałem - chyba na szczęście dla moich potencjalnych pacjentów) zacząłem mieć natrętne myśli dotyczące zabójstwa. Czytałem coś tam w internecie, jakąś książkę przeczytałem i względnie sobie poradziłem. Czasami te myśli wracały, ale potrafiłem sobie poradzić z nimi jakimiś mini-kompulsjami, mini-rytuałami, np. poprzez śpiewanie sam do siebie po cichu, że to nieprawda i potem z czasem to jakoś mijało. No i od 1,5 roku jestem z dziewczyną, z którą zacząłem bardzo dużo podróżować. Każdy wyjazd wiązał się z lękiem przed położeniem się spać oraz z natrętnymi myślami o zabójstwie - ale jakoś sobie radziłem. Każdy następny wyjazd wiązał się też z rozwijaniem się skrupulatyzmu - potrafiłem nawet wysyłać zdjęcia do księdza koszulki, którą kupiłem chrześniaczce, na której była katedra Duomo i motylek. Pytałem się, czy mogę jej to wręczyć, bo przecież tu jest motylek, który jest symbolem ideologii New Age. Ksiądz nawet nie wiedział, o co chodzi, a gdy mu doprecyzowałem właśnie z tą ideologią New Age, to mi odpisał, że przecież tu nie chodzi o tego typu kontekst motylka. Albo np. kupiłem misia dla chrześniaczki, a potem się zastanawiałem cały czas, czy jego oczy to nie są "Oczy Proroka", też wysyłałem zdjęcia i pytanie do księdza, też odpowiedź oczywista. Nawet teraz zastanawiałem się, jak napisać "Oczy Protoka" czy z dużych, czy z małych, bo jeśli to nie jest akceptowalne w religii chrześcijańskiej, to przez Boga również, a więc jeśli to czy powinienem to pisać wielką literą? W cudzysłowie czy nie? Czy napisanie tego wielką literą to grzech? Czy mała to grzech? Czy to zniewaga symbolu kogoś innego, a zatem brak szacunku? Nie zastanawiałem się pisząc to oczywiście aż tak literalnie jak tu teraz opisuje, tylko bardziej podświadomie - zauważyłem to, wymazując te słowo kilkukrotnie, bo zastanawiałem się właśnie, jak powinienem to napisać. Trochę absurd. Odkąd jestem z dziewczyną, przestałem nadużywać alkoholu, jak robiłem to przed związkiem, ale lubiłem też sobie całkiem wypić na wyjazdach. Nie wiem, czy to mnie nie wyniszczyło. Jak byliśmy na jednym z wyjazdów, strasznie się bałem, że pewien człowiek mnie opętał, bo coś gadał do mnie dialektem indyjskim, dziwnie wyglądał (przerażająco dla mnie), rękę tak do mnie wystawiał. Wróciliśmy do kraju, poszedłem z tydzień-dwa później do Kościoła na niedzielną Mszę, i zacząłem się strasznie bać, że jestem opętany, że zwariuję, że będę zabijał ludzi, nie mogłem złapać oddechu. Wytrzymałem całą Mszę, usilnie się modląc, żeby wszystko było w porządku. Pojechałem autem do dziewczyny, mówiąc, że nie wiem co mi jest i że jadę do siebie. Pojechałem do siebie, ale jadąc po drodze musiałem się zatrzymać, bo czułem, że tracę czucie w całym ciele. Myślałem, że umieram, byłem pewny. Mrowienie wszędzie, hiperoddech, uczucie zawału - przyjechała karetka, ludzie mi pomogli - diagnoza: atak paniki, wszystko w porządku. Po tym wydarzeniu wszystko się nawarstwiło. Zacząłem się bać następnego ataku (nie było go dotychczas więcej), bardzo się bałem natrętnych myśli, które nawróciły mocno i nie mogłem sobie z nimi poradzić (na początku szczególnie z zabójstwem, czułem nawet objaw somatyczny, cała napięta prawą dłoń i się bardzo bałem, że ta dłoń zrobi właśnie coś złego). Ruminacje myślowe, które zostały wspomniane w pytaniu zadanym ostatnim razem (do teraz zresztą je mam, przypominają mi się różne myśli, to tworzy wyrzuty sumienia). Teraz też mam natrętne myśli, lęk, że mogę zostać pedofilem. Nigdy nie interesowały mnie dzieci, jeśli chodzi o pornografię, to preferencje miałem normalne, nawet bardziej dojrzałe kobiety mnie interesowały. Nigdy nie obejrzałem dziecięcego porno, nie wyrządziłem nikomu krzywdy i nie mam zamiaru, ale boję się, że jestem pedofilem. Miałem coś takiego, że widząc dziecko obojętnie jakie, nawet mu się nie przyglądałem, to czułem taki przepływ energii przez penisa, nie że podniecenie ani wzwód, tylko bardziej to utożsamiałem z takim strachem jak wtedy z tą ręką - że ta ręka mnie bolała gdy miałem natręctwa o zabójstwie, ale gdy uspokoiłem natręctwa i lęk, to uspokoił się także i ból w ręce. Z tym też sobie poradziłem, ale ten lęk powrócił i strasznie się boję, naprawdę mnie nie interesują żadne dzieci i nie chciałbym nikomu krzywdy żadnej jakiejkolwiek zrobić, tylko że to się uwiarygadnia na różne sposoby i sam zaczynam w siebie wątpić. Trochę się boję pójść na terapię, leki przyjmuję Fluoxetin, nawet pomaga, ale bez szału. Na co dzień ogólnie względnie nieźle sobie radzę, nie wspomniałem o pozytywnych skutkach ataku paniki; odstawienie na stałe alkoholu, mocne zainwestowanie w sport, trening (obecnie przygotowuje się do półmaratonu praskiego w Warszawie we wrześniu, a generalnie poczułem na tyle dużą zajawkę, że w przyszłości planuje triathlon, duathlon, biegi górskie itd., bardzo dużo trenuje) Skończę w tym roku 22 lata. Niby radzę sobie coraz lepiej i sobie uzmysławiam, że to natręctwa, zresztą czytałem w internecie o tych wszystkich moich natręctwach i nie tylko ja tak mam, ale czasami znowu wpadam w błędne koło i przegrywam. Natręctwa, które najbardziej mi doskwiera to na ogół te z zabójstwem (natrętne myśli + lęk). Potem ruminacje myślowe o tym, że mogłem mentalnie zdradzić moją kobietę Aktualnie mi doskwiera bardzo mocny lęk przed zostaniem pedofilem Inne natręctwa z jakimi się zmagałem to: - natrętne myśli o powołaniu kapłańskim (mimo że przecież nie chciałem), - lęk przed opętaniem, strach że jestem opętanym faktycznie, strach że zaraz zwariuję i zacznę wyrządzać krzywdę innym Brak dostrzegalnych kompilacji, może jedynie drobne rytuały, wmawianie sobie, że to nieprawda, "łamanie" palcami w różne strony, modlitwa, ostatnio też dużo rozmawiam z dziewczyną, mówię jej praktycznie o wszystkim, ale też nie chcę na nią takiego ciężaru zrzucać. Niemniej nie potrafię sobie z tym poradzić na dłuższą metę finalnie zawsze przegrywam. Potem już myślę, że wygrywam, że już jest ok, że sobie radzę i znowu przegrywam. I bardzo się boję.
Jak pomóc 15-latkowi z przygnębieniem i stresem spowodowanym presją rówieśników i oczekiwaniami

Mam pewien problem z moim synem, który ma 15 lat. 

Widzę, że często jest przygnębiony i zestresowany. 

Kiedy z nim rozmawiam, wychodzi na to, że czuje się pod dużą presją ze strony rówieśników i boi się, że nie spełni oczekiwań innych. Z jednej strony chce być akceptowany przez grupę, a z drugiej musi sprostać wymaganiom szkoły.

To wszystko go przytłacza, a ja nie wiem, jak mogę mu pomóc skutecznie. Bardzo mi zależy, żeby czuł się wspierany, ale jednocześnie nie chciałbym, żeby czuł jeszcze większą presję z mojej strony. Myślę, jakie metody mogłyby pomóc mu w radzeniu sobie ze stresem w takich sytuacjach?

Dziękuje

problemy wychowawcze

Problemy wychowawcze - jak je rozpoznawać i skutecznie rozwiązywać?

Problemy wychowawcze to powszechne wyzwanie dla rodziców. Zrozumienie ich przyczyn i skutecznych metod rozwiązywania jest kluczowe dla rozwoju dziecka. Oto praktyczne wskazówki pomagające radzić sobie z trudnościami wychowawczymi.