
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Nie umiem kochać...
Ross
Katarzyna Gorgoń
Powody mogą być bardzo różne. Z pewnością jakieś potrzeby są niezaspokojone. Może to być potrzeba miłości, uwagi, bycia potrzebnym, ważnym. Może jest to forma uzależnienia od fazy bycia zauroczonym.
Terapia powinna pomóc Ci poznać potrzeby jakie stoją za wchodzeniem w poligamiczne relacje i poznać inne możliwości na zaspokajanie tych potrzeb.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Arkadiusz Parker
Dzień dobry,
trudno odpowiedzieć na pytanie czy brak miłości w dzieciństwie u Pan/Pani przyczynił się do zakochiwania się w kilku osobach jedocześnie. By móc na to pytanie znaleźć odpowiedź warto by było porozmawiać z psychologiem/żką-psychoterapeutką/ą podczas konsultacji.
Miłość i związki poliamoryczne są coraz częściej aprobowane, przyjmowane, uznawane społecznie i praktykowane. Podsyłam linki, ale też może Pan/Pani poszukać informacji na ten temat w Internecie czy literaturze https://studiapsychologiczne.pl/poliamoria-co-to-jest-i-na-czym-polega-wielomilosc/ ; https://charaktery.eu/artykul/poliamoria-czyli-niewiernosc-kontrolowana
Pozdrawiam serdecznie
Arkadiusz Parker

Zobacz podobne
Dzień dobry, Zacznę od tego, że jestem z moją partnerką w związku od 7 miesięcy. Od samego początku traktujemy to bardzo poważnie i planujemy w najbliższym czasie zaręczyny. Borykam się jednak z dwoma problemami, które zaprzątają mi czasem głowę i burzą ten spokój i pewność, którą razem wypracowaliśmy. Mam 29 lat i jest to mój pierwszy poważny związek. Poprzedni, który miał miejsce ponad 6 lat temu, był kompletną katastrofą. Mocno go przeżyłem, przez co tak długo zwlekałem z wejściem w kolejny. Zawsze kierowałem się zasadą, że szukam tej jedynej i nie chce żadnych przelotnych relacji. Wynikało to wyłącznie z moich wartości i światopoglądu (nie kwestie religijne, co jest ważne). Moja dziewczyna jest katoliczką. Ja jestem wierzący, lecz nie przywiązywałem wielkiej wagi do nauk kościoła itd. Zawsze była to sprawa drugorzędna. Jeszcze zanim się związaliśmy, miałem świadomość tego, że z mieszkaniem razem i seksem poczekamy do ślubu. Zgodziłem się na to, ze względu na szacunek do niej i świadomość wzmocnienia relacji. Moja dziewczyna otwarcie mi powiedziała, że była w sumie w kilku związkach i w wielu krótkotrwałych relacjach. W jednym z tych związków za namową partnera (co nazywa manipulacją) kilka razy doszło między nimi do seksu oralnego. Gdy zdała sobie sprawę, że źle robi i ten gość ją oszukał, to z nim zerwała. Tutaj pojawia się mój pierwszy problem, dopiero niedawno zaczęło mnie to męczyć. Pojawiają się u mnie myśli, że planujemy lada moment zaręczyny, a ktoś był z nią bliżej fizycznie ode mnie, że mówiła do niego "Kocham Cię". I odczuwam z tym związaną złość i smutek. Następną rzeczą jest to, że ogólnie należę do raczej przystojnych facetów (zawsze miałem powodzenie u kobiet, choć tego nie wykorzystywałem). A moja dziewczyna powiedziała mi, że nie jestem w jej typie i zakochała się w pierwszej kolejności w moim wnętrzu. Są rzeczy, które jej we mnie w 100% nie pasują. Co wydaje mi się naturalne, ale nie podoba mi się to, że czasem o tym mi mówi. (Powoduje to we mnie złość, że wcześniej była z kimś, kto jej się dużo bardziej podobał). Nie wiem, co ma to na celu. Ja jej nie mówię, że coś mi się w niej mniej podoba.. bo nie chciałbym podburzać jej samooceny. A ona to robi właśnie takim wspominaniem. Często wspomina swoje dawne relacje (w negatywnym świetle) i porównuje je do naszej relacji. Pomimo, że zawsze jest to pozytywne spojrzenie na nas, to mnie to denerwuje. Odczuwam jakąś zazdrość, o te jej wcześniejsze związki i relacje. Nie wiem, jak sobie z tym radzić.. Pozdrawiam.

