
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Związki i kłamstwa:...
Związki i kłamstwa: jak sobie poradzić z oszukańczym partnerem za granicą?
Gabriela Wodzyńska
Rozumiem, jak bardzo to jest dla Pani trudne. W tym, co Pani opisuje, jest dużo bólu, złości i poczucia bycia oszukaną. To są adekwatne reakcje na realne przekroczenia. Ma Pani prawo nie ufać i stawiać granice.
To jest sytuacja, w której warto myśleć o bezpieczeństwie swoim i dziecka. Jeśli nie może Pani wyjechać od razu, kluczowe jest przetrwanie tego czasu w możliwie najmniej obciążający sposób i jednocześnie przygotowanie się do odejścia.
Proszę zadbać o dokumenty, dostęp do pieniędzy, wsparcie kogoś zaufanego. Warto też skonsultować się prawnie, szczególnie w kontekście wyjazdu z dzieckiem.
Nie musi Pani teraz niczego deklarować wobec partnera. Może Pani działać po cichu i w swoim tempie.
Najważniejsze, żeby decyzje były bezpieczne i realne do wykonania. Jeśli ma Pani taką możliwość, dobrze byłoby nie zostawać z tym sama i skorzystać ze wsparcia indywidualnego.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Bożena Nagórska
Pani Kaju,
to, co Pani opisuje, to drastyczny przypadek przemocy ekonomicznej i manipulacji, a Pani poczucie oszukania jest w pełni uzasadnione. Budowanie przyszłości z osobą, która systematycznie Panią okrada i ukrywa wyroki karne, jest niemożliwe, jednak w tej chwili kluczowe jest, aby emocje nie przesłoniły chłodnego planowania bezpieczeństwa Pani i dziecka. Udawanie, że wszystko jest w porządku aż do listopada, może być wycieńczające, ale bywa skuteczną strategią ochronną, która pozwoli Pani przygotować się do legalnego i bezpiecznego powrotu do Polski bez ryzyka oskarżenia o uprowadzenie rodzicielskie.
W tym czasie proszę po cichu zabezpieczyć wszystkie dowody np. zrobić zdjęcia wyroku, dokumentować brak wpłat na rachunki oraz zgromadzić historię kradzieży oszczędności, co będzie niezbędne w sądzie. Najlepiej byłoby skonsultować się z polskim konsulatem lub prawnikiem specjalizującym się w prawie międzynarodowym jeszcze przed wyjazdem, aby upewnić się, że mąż nie będzie mógł prawnie zablokować Pani powrotu. Proszę nie konfrontować go z wiedzą o wyroku, dopóki nie będzie Pani miała zabezpieczonych dokumentów i pieniędzy na nowym, niedostępnym dla niego koncie. Jest Pani silną i zaradną osobą, która samodzielnie utrzymała rodzinę w skrajnie trudnych warunkach, a teraz tę siłę musi Pani wykorzystać do realizacji precyzyjnego planu uwolnienia się od tej osoby.
Klaudia Ogrodnik
Dzień dobry, została Pani wielokrotnie okłamana, oszukana, okradziona. Nie ma Pani obowiązku informować go, że wie Pani o jego wyroku. Proszę skupić się przede wszystkim na bezpieczeństwie swoim i dziecka. Jeśli przyznanie się do tej wiedzy temu zagrozi - to zapewne lepiej tego nie robić.
Proponuję ustalić plan B, gdyby coś poszło nie tak: do kogo może się Pani zwrócić po pomoc? Jakie są możliwości uzyskania wsparcia w lokalnych ośrodkach pomocy np. interwencji kryzysowej? Co może Pani zapakować do "awaryjnej torby" w razie pilnej potrzeby wyjazdu np. paszporty, dokumenty itp.?
Proszę pamiętać, że moja odpowiedź nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z psychologiem.
Wszystkiego dobrego,
Klaudia Ogrodnik
Kinga Osmulska
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, to bardzo silne uderzenie w zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Nic dziwnego, że pojawia się wstrząs, złość i bezradność – szczególnie kiedy odkrywa Pani kolejne rzeczy, o których nie wiedziała.
Z Pani słów wyraźnie widać, że to nie jest jedna sytuacja, tylko ciąg doświadczeń, które stopniowo podważały zaufanie. I że jest w Pani już bardzo wyraźna granica – „to jest moment, w którym nie chcę tak dalej żyć”.
Jednocześnie pojawia się bardzo trudny dylemat: co zrobić teraz, kiedy jest Pani jeszcze na miejscu, a myśli są już przy wyjściu z tej relacji. To naturalne, że pojawia się napięcie między chęcią ochrony siebie i dziecka a koniecznością funkcjonowania w tej sytuacji przez jakiś czas.
To, co Pani czuje – lęk, niepewność, napięcie – jest w tej sytuacji zrozumiałe.
Może być pomocne zatrzymanie się na tym, co na ten moment daje Pani choć odrobinę poczucia bezpieczeństwa i kontroli, nawet w bardzo małym zakresie.
Pozdrawiam,
Kinga Osmulska
Psycholog, Psychoterapeutka
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Wnioskuję, że to, co Pani przeżywa, to ogromne poczucie zdrady i utraty bezpieczeństwa, nic dziwnego, że jest Pani załamana...w takiej sytuacji to jest normalne i ludzkie zarazem. Uważam, że najważniejsze są teraz dwie rzeczy: Pani bezpieczeństwo (finansowe i emocjonalne) oraz dobro dziecka.Już Pani widzi jasno, że granice zostały wielokrotnie przekroczone , to bardzo ważne. Teraz warto działać spokojnie i strategicznie, nie pod wpływem impulsu. Jeśli obawia się Pani reakcji męża, nie musi Pani od razu ujawniać, że wszystko wie. Czasem bezpieczniej jest najpierw zabezpieczyć siebie: dokumenty, pieniądze, możliwość wyjazdu, a także skonsultować się z prawnikiem (również za granicą np. w kwestii praw do dziecka).
Życie „obok” niego przez jakiś czas może być trudne ale można je potraktować jako etap przygotowania do wyjścia a nie udawania. Proszę nie zostawać z tym sama, jeśli ma Pani możliwość, warto poszukać lokalnego wsparcia (organizacje dla kobiet, pomoc prawna, psycholog).
Sądzę, że to nie jest sytuacja, którą trzeba „wytrzymać” kosztem siebie. Ma Pani prawo do uczciwości, spokoju i bezpieczeństwa dla siebie i dziecka.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka

Zobacz podobne
Witam,
wczoraj powiedziałam mamie o wyprowadzce. Nie zniosła tego dobrze. Chłopak dostał w spadku dom. Chcielibyśmy tam zamieszkać, bo również na tej działce możemy mieć pół gospodarki. Działka również należy do chłopaka. A jego tata przez lata miał tam gospodarkę, która bardzo dobrze prosperuje. Oboje doszliśmy do wniosku, że możemy się tam wprowadzić na parę lat i dorobić.
Moja mama natomiast bardzo negatywnie do tego podeszła, mimo wielu tłumaczeń. Nic do niej nie trafia. Rozumiem, że może jej być przykro. Jej rodzice umarli już dawno, siostra się nie odzywa, a tata jest „synusiem mamusi” i „ukochanym braciszkiem”, gdzie toksycznie się to na nas odbiło. Mama zachorowała na nowotwór już z 13 lat temu, popadła w depresję i alkoholizm. Matka mojego ojca nie lubi ani mamy, ani mnie i mojego brata. Zawsze nastawiała tatę przeciwko nam. A tata – głupi – zawsze we wszystko wierzył. Oraz dla niego to siostra i matka były najważniejsze, i są.
Wiem, że moja mama się tego obawia również w moim przypadku. Ale jednak nie chcę się traumatyzować. Mam 23 lata i chłopak też. Jesteśmy 2 lata razem. Wiemy, że wszystko się może wydarzyć. On wie, że jak tylko zacznie się zachowywać jak mój ojciec, to jest koniec między nami, bo ja nie chcę się całe życie użerać tak jak moja mama i tracić przez to poczucie własnej wartości.
U mnie szans na dorobek nie ma. Małe miasto bez perspektyw. Chłopak rzucił dla mnie wojsko. Nałożono mu dużą karę pieniężną. A jednak potrafił się przeprowadzić 700 km do mnie, a znaliśmy się rok. Chcemy się odbić finansowo, bo jednak utrzymywanie się za najniższą krajową jest ciężkie. Mieszkamy u mnie w domu z rodzicami. I nie ukrywam, że człowiek by chciał być sam – we dwójkę. Tym bardziej, że jak nie mogłam znaleźć pracy i tymczasowo zarabiał chłopak, to mama potrafiła mnie zwyzywać od „k**ew”. Chłopak to wszystko słyszał.
Po tym, jak powiedziałam o wyprowadzce, mama mi powiedziała, że zły mnie los czeka, że ona już córki nie ma oraz mojego wsparcia. Że nic nie będę z tego mieć. Że będę nikim. Jestem załamana, bo rodzice chłopaka dobrze mnie traktują. Chcą dla nas dobrze, nie wkładają nosa w nieswoje sprawy. Chłopak zresztą też ma charakter, w którym nie pozwoli sobie wejść na głowę. Więc ufam mu. Wiem, że życie potrafi być przewrotne, ale jak się nie przekonam, to nie zobaczę.
Z reakcji mamy jest mi przykro, bo chciałabym, aby mnie wsparła – co by się nie działo. Mój brat na studia pójdzie tam, gdzie ja mam tymczasowo zamieszkać, abym nie była sama. Nie wiem, jak mam z mamą rozmawiać. Potrafiła mnie nie wspierać, gdy było u mnie źle, oraz źle się do mnie odnosić. A temat wyprowadzki tylko mnie dobił. Wmawia mi najgorszy scenariusz oraz narzuca swoje zdanie, bo według niej powinnam mieszkać całe życie tutaj z nimi, mieć dzieci i w ogóle.
A prawda jest taka, że do dzieci mi daleko. I brak możliwości rozwoju w moim miasteczku i okolicach również jest duży. Jeżeli razem z chłopakiem mamy szansę dorobić się, nie musimy nic wynajmować – dla nas to całkiem fajna opcja.
Jak mam przestać się zadręczać? Co robić?

